Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

czwartek, 26 sierpnia 2021

Od Hyo cd Ena

Nie byłem zadowolony z tego, że Ena wstał i wyszedł z pokoju. Jednakże nie mogę go zmusić, by został. To jego pokój, nie mój. Może, zrobić co chce, a nawet mnie wyrzucić. Mogę też się nie zgodzić, ale zapewne bym wyszedł, gdyby tego chciał. Gdy go nie było, czytałem książkę. Powoli słowo za słowem, mogłem poczuć na swojej skórze to, co się w niej dzieje. Fascynowała mnie ta cała historia oraz to, co nastąpi potem. Wszystko inne przestało mieć znaczenie, a ja przez najbliższy czas nie zmieniłem swej pozycji. Tkwiłem w łóżku chłopaka, czytając wciągającą lekturę. Kusiła mnie, bym się skupił tylko na niej. Tak i się stało, dopiero gdy chłopak wrócił, spojrzałem na niego. Po krótkiej wymianie zdań ponownie wróciłem do czytania. Bliskość chłopaka oznaczała jedno, że teraz już mogę być spokojny, że nikt mi go nie zabierze. Czekałem na to i chciałem, by już nikt mu nie przerwał. Potrzebował spokoju. Zasnął znacznie szybciej niż, by zechciał w połowie zdania. Uśmiechnąłem się i musnąłem wargi jego skroń. Przykryłem go kołdrą. Poczułem, jak się przysuwa i zobaczyłem, jak mnie dotyka dłonią, bym się do niego zbliżył. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem chłopaka po włosach powoli. Nie musiałem się nigdzie ruszać, gdyż tylko czekałem, aż Ena ponownie wpakuje się do łóżka. Musiał i potrzebował odpoczynku.
Ponownie skupiłem się na książkę, głaszcząc chłopaka po głowie, oraz bawiłem się jego kosmykami. Chwila ciszy i relaksu, w tym momencie był wyśmienity. Dawał coś, czego, bym sobie nie przypomniał. Dawno temu była taka chwila, gdy wraz z bliską mi osobą mieliśmy taką ciszę i spokój. Coś w rodzaju harmonii natury. Której można doświadczyć w wyjątkowych sytuacjach i momentach. Nie mogę przypomnieć sobie twarzy tamtej osoby. Zapach Eny jest bardzo podobny do tamtej osoby, jest niemal identyczny, ale nie pamiętam twarzy osobnika. Jakbym miał dziurę w pamięci, która może zostać zapełnione przez brakujący element układanki, ale tym elementem nie wiem, kim jest i nie wiem, czy...
Z rozmyśleń i wspomnień wyrwało mnie pukanie do drzwi. Spojrzałem na chłopaka, który spał. Nie ruszyło go to, dlatego odłożyłem księgę na bok i wstałem, ostrożnie, by Ena się nie obudził. Podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Stał tam Asai i dwie inne osoby. Wyglądali na zdenerwowanych. Nim udało się nam porozmawiać, usłyszałem, jak chłopak się budzi. Wstał z łóżka i podszedł do mnie. Przecierał swe zaspane oczy i wtulił się w moje plecy.
- Wracaj do łóżka. - wyszeptał zaspanym tonem chłopak.
- Asai przyszedł. - powiedziałem. Wówczas speszony wyjrzał i zobaczył, przyjaciela i dwie inne osoby. Oczywiście musiałem ich wpuścić. Dwie inne osoby obserwowały mnie bez przerwy. Wywróciłem oczami i wróciłem do łóżka po zamknięciu drzwi. Przykryłem się i kontynuowałem czytanie książki. Nie przyszli do mnie, ale najwyraźniej obstawie Asaia się to nie spodobało.
- Powinieneś wyjść. - podniosłem głowę, gdy ktoś stanął tuż przede mną. Jeden z kompanów Asaia. Gdy spojrzałem na niego, zerwał się jak poparzony, żeby ich powstrzymać. Olałem to jednakże, gdy drugi chciał się odezwać. Nim minęła chwila, unosił się w powietrzu. Delikatnie ściskałem jego szyję.
- Po co wy tu. Skoro Ena ci tak to odpowiada, to ja wyjdę. - powiedziałem. Wstałem z łóżka i opuściłam ciało, jakby było niczym. Chciałem już się ruszyć, ale odezwał się chłopak.
- Wyjdźcie. Asai, nie przychodź ponownie z nimi. - ton Eny, był lekko podniesiony. Skierowałem się jednak do wyjścia z jego pokoju. Muszę skoczyć po żywy i świeży posiłek, ale też przestało mi się chcieć, tutaj zostawać. Zanim jednak chwyciłem za klamkę, zacząłem się szybko cofać. Ena i Asai spojrzeli po sobie, po czym na mnie. Wszedłem do łazienki i schowałem za rogiem.
To nie był strach, jedynie dziwny hałas, który był jak alarm. Intuicja kazała mi się schować gdzieś, byleby nie dać się złapać. Na same to wzdrygnąłem się i nasłuchiwałem, czy obce dźwięki już sobie poszły. Minęły nas, ale wciąż pozostawały blisko. Czyli jednak nie odpoczniemy sobie razem w spokoju, w tym momencie przydałby się Ena. Jego bliskość, powodowała, że wszystko, co mnie niepokoiło, ulatniało się, jakby było ono niczym. Ena posiadał w sobie coś znajomego i takiego dzikiego, które chciałem zobaczyć.
Ena przyszedł, dopiero gdy Asai wyszedł. Przyciągnąłem go do siebie i oparłem czoło na jego ramieniu. Potrzebowałem tego teraz, choć przez chwilę.
- Pozwól, choć chwilę. - powiedziałem, zacisnąłem dłoń na materiale szaty chłopaka. Przysunąłem go bliżej siebie. Kilka milimetrów dzieliło nasze ciała od siebie.
- Co się stało? - spytał zmartwiony Ena. Zanim odpowiedzieć chciałem, choć wolałem uciec, niż powiedzieć cokolwiek. Miałem zamiar go pocałować, ale zasłonił moje usta swoją dłonią. Wpatrywał się we mnie, bym powiedział to, co miałem.
- Usłyszałem hałas, ten dźwięk, który powodował, że moja intuicja zareagowała i nakazała mi się ukryć. - odpowiedziałem. Po czym dodałem. - Teraz dostałeś odpowiedź. Pocałuj mnie w nagrodę.

<Ena?>

Od Eny CD. Hyo

Obudziłem się po upływie właściwie nieznanego mi czasu. Niemrawie rozejrzałem się po pomieszczeniu. To był mój pokój. Definitywnie. Obok mnie leżał Hyo. Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Już odpocząłeś? - zapytał, nie kryjąc zdziwienia. 
- Tak, czuję się już znacznie lepiej, dziękuję - odpowiedziałem, przeciągając się. - Ile spałem? 
- Właściwie, to tylko kilka godzin, spodziewałem się, że będziesz odpoczywać kilka dni. 
Uśmiechnąłem się łagodnie. 
- Raczej nie potrzebuję aż tyle snu, ale to miłe, że tak się o mnie troszczysz - odpowiedziałem. W międzyczasie wyszedłem z łóżka. Musiałem przywrócić się do porządku. Pewnie wyglądałem okropnie. 
Podczas krótkiej rozmowy z wampirem dowiedziałem się, że Asai mnie szukał. Będę musiał więc z nim porozmawiać. 
- Sądzę, że powinieneś jeszcze trochę poleżeć - nalegał Hyo, kiedy podszedłem do szafy w celu zabrania szat. - Po tym wszystkim zasługujesz na odpoczynek. 
- Postaram się dzisiaj nie przemęczać - obiecałem. Chwilę później zajrzałem do łazienki. Tam po szybkiej kąpieli założyłem czyste ubrania, rozczesałem włosy, całkowicie doprowadzając się do porządku. 
Kiedy wróciłem, Hyo dalej leżał na łóżku. Czytał książkę. Tylko na moment podniósł znad niej wzrok, aby na mnie spojrzeć. Miałem wrażenie, że nie jest z jakiegoś powodu zadowolony. 
- Czy coś się stało? - zapytałem zmartwiony. Usiadłem obok niego na łóżku. 
- Po prostu się martwię. Ostatnio wiele złego cię spotkało. Chociaż dzisiaj powinieneś odpuścić sobie obowiązki. 
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony. W jego słowach kryło się trochę prawdy. 
- Masz rację - westchnąłem, jednocześnie opierając się o pobliską poduszkę. - Po prostu nie umiem odpoczywać. Mam wrażenie, że jeśli sam czegoś nie zrobię sam, nikt nie wykona tego lepiej. 
- To dalej nie powód, aby się przemęczać. 
Zaśmiałem się cicho. 
- No dobrze. Obiecuję, że jak tylko porozmawiam z Asaiem wrócę i do końca dnia będę odpoczywać, w porządku?
Hyo wyraził zgodę bez większego entuzjazmu. Ja opuściłem pokój. Dobrze się złożyło, ponieważ spotkałem młodego wilkołaka na stołówce. Idealne miejsce na rozmowę, ponieważ aktualnie niemal padałem z głodu. 
- Nauczyciele przejęli się tą sprawą - zaczął wyjaśniać. - Chcą z tobą niezwłocznie zamienić kilka słów. 
- Domyślam się. To nie była błaha sprawa. 
- Wiem, że to dla ciebie ciężkie, ale chciałbyś mi o tym opowiedzieć? - zapytał. Nie wydawało się, że zadał to pytanie z czystej ciekawości, a raczej ze zmartwienia. 
- Nie widzę w tym żadnego problemu - odpowiedziałem i zacząłem opowieść. Oczywiście streściłem, co bardziej brutalne części historii. 
- To straszne! Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie coś takiego spotkać! Zginąłbym na miejscu!
Odpowiedziałem mu jedynie uśmiechem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że na szczęście nie wzbudzam niepotrzebnej sensacji. 
- Czy cała ta sprawa jest tajemnicą? - upewniłem się. 
- Tak, wiedzą tylko nieliczni - przytaknął. - Zdajesz sobie sprawę z tego, co by się stało, gdyby wszyscy się dowiedzieli? 
- Chaos?
- Dokładnie tak, chaos. 
Pokiwałem głową. W międzyczasie przegryzałem śniadanie. Już zapomniałem, jak dobrze smakuje jedzenie. Jakiekolwiek, byleby jadalne. Nawet moje szlachetne podniebienie dzisiaj nie marudziło. 
- Najlepiej będzie, jeśli zaraz po jedzeniu zgłosisz się do nauczycieli - przypomniał. 
- Już kończę i od razu tam zmierzam - odparłem. Po krótkim pożegnaniu rzeczywiście skierowałem się w stronę pokoju nauczycielskiego. 
Przyjęto mnie od razu. Z każdej strony padały pytania. Nie nadążałem odpowiadać, ponieważ zostałem osaczony. Starałem się ze spokojem udzielać krótkich opisów wszystkich wydarzeń. Po upływie dłuższego czasu, udało mi się w końcu uwolnić od natrętności nauczycieli. Z niechęcią mogłem przyznać, że zaczyna boleć mnie głowa. 
- Pamiętaj, aby to wszystko zachować w tajemnicy. Odpocznij do końca tygodnia - rzucił na pożegnanie jeden z profesorów. 
Zakrywając dłonią usta, aby ukryć ziewnięcie, skierowałem się w stronę swojego pokoju. Padałem z nóg. Zdecydowałem się skorzystać z zaoferowanego wolnego. Te kilka dni siedzenia w akademiku raczej mi nie zaszkodzi. W końcu, Asai na pewno przekaże mi wszystko, co działo się na lekcjach. 
- Już wróciłeś? - Już od progu przywitał mnie głos Hyo. Uniósł wzrok ponad aktualnie czytaną książkę. 
- Tak, do końca tygodnia mam mieć odrobinę spokoju. 
Wszedłem głębiej do pokoju. Tam rozwiązałem pas i zdjąłem wierzchnią szatę. Chciałem się jeszcze położyć. W zwiewnym zewnętrznym ubraniu będzie mi znaczniej wygodniej. 
Zawinąłem się w miękki koc i przysunąłem do Hyo. 
- O czym czytasz? - zapytałem, przerywając ciszę. Chłopak podniósł na mnie swoje spojrzenie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że okładka wygląda znajomo. - Czy to wojenne historie? 
Wampir przytaknął. 
- Bracia czytali mi to na dobranoc, kiedy nie mogłem zasnąć - wspomniałem. To były naprawdę dobre czasy. Moje rodzeństwo zawsze dbało o mnie, jak tylko potrafili najlepiej. - Dobrze mi się kojarzy - dodałem. 

<Hyo?>

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Od Darumy CD. Luciena

Z zafascynowaniem oglądałem zachodzące słońce. Byłem wdzięczny, że Lucien zabrał mnie w to miejsce. Z wysokości mogłem zobaczyć tak wiele! Od dziecka chciałem poczuć, jak to jest latać. Tutaj, wiatr muskał moją twarz, mierzwił włosy. Czy to właśnie tak smakuje wolność? 
Widoki całkowicie pochłonęły moją uwagę. Kontrasty barw cieszyły moje oczy, a zachwyt zapierał mi dech w piesi. Nawet nie zauważyłem, że Lucien oddalił się. Chwilę później wrócił do mnie, trzymając w dłoni delikatny kwiatuszek. Wręczył mi go z lekkim uśmiechem. Przyznam, że ów miły gest mnie zaskoczył. Nie myśląc wiele, przyjąłem niespotykany podarunek. Zdziwienie mieszało mi się z gorącym uczuciem sympatii. Zaplotłem go we włosy. Kąciki moich ust wzniosły się ku górze. To było naprawdę miłe. 
***
Usiedliśmy przy ognisku. Jasne płomienie wesoło tańczyły na ściętych kawałkach drewna. Biło od nich ciepło, z którego korzystali wszyscy zgromadzeni. Tak się składało, że Lucien zarządził dzisiaj brak treningu. Wszyscy mogli skorzystać z wolnego wieczoru i spędzić go na małym przyjęciu. 
Leżałem na trawie, bawiąc się poszczególnymi liśćmi. Wyrywałem je, plątałem, a czasem wkładałem do ust. 
Moją uwagę skupiła siedząca obok mnie kobieta. 
- Darumo, skąd masz ten kwiat?
Sięgnąłem po wspomnianą roślinę. Wyjąłem ją z włosów i przesunąłem do twarzy. Kolory kwiatku były tak pięknie nasycone. 
- Dostałem - odpowiadając trochę tajemniczo. Nie wiedziałem, czy zdradzenie tożsamości Luciena w tym momencie byłoby na miejscu. W końcu, znajdowaliśmy się w gronie jego żołnierzy. Może poczułby się niezręcznie? 
- Najczęściej dostają to towarzysze od swoich ukochanych, by wyznać im swoją miłość. To coś jak pierścionek zaręczynowi. Nie wiem czy o tym wiedziałeś, ale to tak jakbyś zaakceptował zaręczyny - wyjaśniła kobieta. Poczułem, jak z każdym kolejnym słowem robi mi się coraz bardziej gorąco. Czy Lucien o tym wiedział...? 
Mimowolnie spojrzałem w stronę chłopaka. Słysząc słowa nieznajomej, zakrztusił się pitym aktualnie napojem. 
- Czuje od ciebie czyiś zapach i jest on dość znajomy, ale... - ciągnęła dalej kobieta. Nie dała rady skończyć, ponieważ mój przyjaciel zachował przytomność umysłu i zerwał się z miejsca. 
- Przepraszam, ale będziemy już szli spać. - Lucien pociągnął mnie za sobą. Sam powoli odzyskiwałem świadomość tego, co się przed chwilą stało. 
Dopiero, kiedy oddaliliśmy się od zgromadzonych, chłopak odetchnął. 
- Tak mi przykro! - rzucił pośpiesznie, stając przede mną. - Naprawdę nie wiedziałem, że ten kwiat znaczy tak wiele! - tłumaczył się. - Jeśli to dla ciebie kłopot, możesz go wyrzucić... 
Widząc jego zakłopotaną minę, nie miałem pojęcia, co zrobić. Spojrzałem na roślinkę. Dostałem ją w dobrej wierze. Nie mogłem się go po prostu pozbyć. 
- Nie, chcę go zachować - odparłem stanowczo. - Kiedy wrócimy do akademii, zasuszę go. Nie sądzisz, ze byłby piękną zakładką? 
Uniosłem kwiat w stronę jego twarzy. Lucien uśmiechnął się. Na jego typowo bladej twarzy pojawił się czerwony rumieniec. Nie miałem pojęcia czy znalazł się on tam z powodu roślinki, czy też spowodował go buzujący w jego żyłach alkohol. 
- Jesteś pewien? - Wydawało się, że młodzieniec nie może uwierzyć w to, co powiedziałem. 
- Jak nic innego. 
Mówiąc to, uśmiechałem się szeroko. Nie umiałem dłużej utrzymywać jego spojrzenia, więc uniosłem wzrok w niebo. Ponad nami wznosiło się pełne jaśniejących gwiazd niebo. Wtedy przyszło mi coś do głowy. 
- Może wrócimy nad tamto urwisko? - zaproponowałem. Lucien zgodził się bez słowa protestu. 
Po krótkim spacerze dostaliśmy się na miejsce. Dzięki temu mieliśmy idealny obraz na gwieździste niebo. 
- Tam znajduje się gwiazdozbiór smoka - powiedziałem, wskazując dłonią pewny obszar. - A tam łabędzica! 
- Nie wiedziałem, że znasz się na gwiazdach - przyznał Lucien. Cały czas uważnie obserwował, co mu pokazywałem. 
- Tylko trochę. W szkole chodziłem na dodatkowe zajęcia z astronomii. W domu też czytałem wiele ksiąg o tym - wyjaśniłem. 
Ciemnowłosy nie zdążył odpowiedzieć. Niebo, chwilę temu jaśniejące od gwiazd, teraz zaszło ciemnymi chmurami. Na nasze głowy zaczęły kapać pierwsze krople deszczu. Nim się obejrzeliśmy, zaskoczyła nas nagła ulewa. 
Lucien w pośpiechu złapał mnie za rękę. Pociągnął mnie za sobą. Przez ścianę wody ciężko było mi zobaczyć, gdzie zmierzamy. Chwilę później dotarliśmy do przestronnej jaskini. 
- Do obozu trochę daleko, może zostaniemy tutaj, dopóki deszcz nie przejdzie? - Propozycja padła ze słów ciemnowłosego. 
- Nie przeszkadza mi to - przytaknąłem, kładąc się na chłodnej ziemi. 
Wtedy niebo przeszyła błyskawica. Głośny grzmot zagłuszył szum spadających kropel. 

<Lucien?> 

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (7/?)

Oparł się o pień drzewa, wziął kilka głębokich wdechów. Był już zmęczony. To ciągłe łażenie, niekiedy bieganie, wte i wewte wyczerpywały jego zasoby energii, a brak jakiegokolwiek rezultatu sprawiał, że miał już powoli dość tego całego polowania.
– Ugh, teraz to już nawet nie możemy go znaleźć – usłyszał.
Podniósł wzrok z ziemi na stojącego kawałek dalej Uraena, który bezskutecznie rozglądał się wokoło. Zając im czmychnął gdy żaden z nich się tego nie spodziewał i po kilku susach przepadł jak kamień w wodę. Chłopcy przeszukali dokładnie okolicę, nawet się bardziej oddalili, ale po zwierzaku nie pozostał nawet ślad.
– Pewnie miał już dość zabawy z nami i po prostu schował się w norze – powiedział, prostując się.
– Nie wierzę, że goniliśmy za nim tyle czasu tylko po to, by ostatecznie nam całkiem zniknął – mruknął Uraen, w rezygnacji siadając na śniegu.
Jakiś czas poświęcili na przerwę. Zjedli swoje bułki i trochę śniegu w celu ukojenia pragnienia. Teava westchnął ciężko, spojrzał w poprzecinane gałęziami drzew niebo. Było już popołudnie, Rostwalk na pewno schował się w cieniu góry. Dobrze, że oni byli po południowej stronie i mogli jeszcze się cieszyć promieniami słonecznymi. Pogoda sprzyjała. Ale szczęście już nie.
– Wiedziałem, że mój szal nic nie zmieni – powiedział wtem, krzywiąc się nieznacznie. – Idę po niego.
Wstał, otrzepał ubranie ze śniegu.
– Czekaj na mnie! – zawołał Uraen, naśladując go.
Szli spacerowym krokiem, już nigdzie się nie spiesząc. Potencjalna zdobycz im uciekła, a oni stracili nadzieje na pojawienie się kolejnej. Wychodziło na to, że ich pierwsze samodzielne polowanie się nie powiedzie. Teava przez to wyraźnie spochmurniał, co Uraen od razu zauważył. W drodze po szal pocieszał młodszego, przypominając słowa swojego ojca. Niezłapanie niczego nie było powodem do zmartwienia.

niedziela, 22 sierpnia 2021

Od Zero cd Aisha

Nie chciałem też, zbytnio się jej narzucać. Hiun siedziała na kolanach u starszej siostry, starała się schować ogon. Nikt tak naprawdę nie wiedział, czemu nie można go schować. Ani za pomocą magii, czy też ubrań, tak jakby musiał być widoczny i zachęcać innych do znęcania się i wyśmiewania z małej. Zawsze można okrutników otruć, wówczas dadzą jej spokój. Mała w końcu zeskoczyła z kolan Nexus i wpakowała się na moje. Pogłaskałem ja po głowie, na co się jedynie wtuliła. Najwyraźniej jestem jej ulubionym bratem. Jakbym miał mieć córkę, chciałbym by była jak Hiun. - Więc... może opowiecie mi coś o sobie? - zapytała dziewczyna, uśmiechając się sympatycznie.
- Jestem smokiem. - odezwała się Hiuntus jako pierwsza. Ja wraz z siostrą, cicho się zaśmialiśmy.
- To już wiem. Jednak, czy ktoś z twojej rodziny także jest smokiem? - dopytała Aisha.
- Nie do końca, są moją biologiczną rodziną. - zamilkła i się uśmiechnęła jedynie.
- Hiuntus została adoptowana. - wyjaśniłem.
- W naszej rodzinie, mamy dosyć niebywałe geny. Każde z nas wdało się w rodziców, nawet jeśli brzmi to szalenie. Nasz brat jest wilkołakiem, odziedziczył geny po matce, choć nie do końca. Nasza matka ma w sobie dwie rasy, jest mieszańcem, zarówno wiedzmy, jak i wilkołaka. Wychodzi na to, że Zero odziedziczył geny, wiedzmy, a nasz brat wilkołaka. - wyjaśniła Nexus.
- A ty jaką jesteś rasą? - dopytała dziewczyna. Najwyraźniej zaciekawiło ją to. No cóż, nie tylko ją, wiele osób jest ciekawych, oraz tego, gdzie podziewa się ojciec.
- Demon, wdałam się w ojca. Tak samo, jak Zero. - rzekła.
- Wspomniałaś, że Zero odziedziczył po matce i ojcu? - dopytała. Najwyraźniej chciała, wiedzieć dokładniej. Jak to w ogóle możliwe. Miło, że tak ją to zainteresowało. Przynajmniej może czuje się znacznie lepiej. Zamówiłem też wcześniej, gdy szedłem do łazienki. Zahaczyłem o kelnera i domówiłem dla dziewczyny, to czemu się tak przyglądała. Najwyraźniej miała problem w przeczytaniu. Niekiedy i my mamy, ale to nie przeszkadza, nam w zamówieniu. Gdyż przeważnie można dopytać albo użyć czaru.
- Jestem jak matka, mieszańcem. Mam w sobie geny ojca i matki. Od matki wiedźmińska cześć, a od ojca demoniczną. - wyjaśniłem dziewczynie.
Po przyjściu kelnera, każde z nas dostało swoje zamówione desery, napoje i coś, co zaskoczyło dziewczynę.
- Ja tego nie zamawiałam. - wyjaśniła.
- Widziałam, jak się przyglądałaś, jakbyś chciała spróbować, więc zamówiłam dla ciebie. - rzekła siostra. Lepiej, żeby ona to powiedziała niż ja. Gdy kelner odszedł. Siostra przesunęła krzesło, by być bliżej dziewczyny. Najwyraźniej chciała z nią porozmawiać i dać jej coś, co jej pomoże czytać, bądź rozumieć tego, czego nie wie i nie rozumie. Nie wiem, nawet czy to przyjmie. Znając jednak Nexus, dociśnie dziewczynę, by przyjęła i przyjmie. Nexus się nie odmawia, a nawet jeśli się ktoś uprze.. Wolę nie być na ich miejscu.
Cisza panowała między nami, dopóki nie pojawiła się Soul. Przywitała się z dziewczyną, jej wzrok mógł przewiercić ją na wylot. W dalszej części tego, co wyjawiła, wydawało się znacznie coś więcej. Dlatego też, gdy zjedliśmy, po kilku minutach już wyszliśmy z kawiarni. Wymieniłem się z Soul jedynie spojrzeniami, po czym obie dziewczyny zniknęły. Hiun chciała iść do jakiegoś sklepu, dlatego też zabraliśmy się we troje z Aishą. Nie było mowy o ucieczce albo wymigiwaniu się, gdyż skoro się lubią, czemu nie miałyby spędzać czasu razem.
Poczułem, jednak jak obie zaczynają się dziwnie zachowywać. Przysunąłem dziewczynę do swego boku, po czym wyszeptałem siostrze kilka słów. Mężczyzna, który najwyraźniej znał dziewczynę, ona nie chciała go widzieć. Dlatego też bez ogródek, mogłem ją przysunąć do siebie.
- Kim on jest Aisha!? Idziesz ze mną! - głos mężczyzny był koszmarny, cuchnął i widniały na jego ciele liczne zadrapania. Wzdrygnięcia dziewczyny, były ledwo dostrzegalne, starała się być twarda. Jednakże czułem i widziałem, że cała drży.
- Kotku kto to jest? - spytałem dziewczyny.
- Mama, tata. - zawołała Hiuntus. Skoro się zabawiamy to na całego.
- Jaka mama. Kim jesteś. Oddawaj mi ją, nie należy do ciebie. - zaczął się unosić. Uśmiechnąłem się, a tuż po dosłownie chwili zobaczyć można było węża owijającego się wokół jego ręki, on najwyraźniej był zajęty. Zbliżał się, aż w końcu po odczuciu ukąszenia, mogliśmy się rozpłynąć w powietrzu. Dokładniej to zniknęliśmy z pola widzenia. Wówczas puściłem dziewczynę, gdy oddaliśmy się znacznie bardziej, od tamtego niemiłego gościa. Puściłem Hiun, gdyż to miejsce było przyjazne dla niej. Pobliskie driady i nimfy, traktowały ją niezwykle dobrze, starały się nawet pomóc, by mogła żyć jak zwyczajna dziewczynka. Jednakże nie wiedzą, czy schowanie ogona, nie poskutkuje jakimś innym smoczym czynnikiem.
Oparłem się o drzewo, uważnie obserwowałem dziewczynę, by dowiedzieć się, o co tu chodzi.
- Kim jest ten czubek? Najwyraźniej cię zna, a ty go. - spytałem, po chwili dodałem. - Jeśli nie chcesz mówić, to nie musisz. - może za daleko się zagalopowałem.

Aisha?

Od Hyo cd Ena

Krwawa noc powoli dobiegała końca, co było cudownym ukojeniem. Jednakże wiedziałem, że przez kilka następnych dni będę musiał się pilnować. Dobranie się do chłopaka, było czymś, w rodzaju kwestia czasu. Jeśli pozwoli mi być blisko siebie oraz sączyć od czasu jego krew to może mi przejdzie. Choć chęć dotknięcie jego jasnej i delikatnej skóry, kusi bardziej niż ktokolwiek bądź cokolwiek innego. Droga do akademii wydawała się dłuższa. Dlatego też w końcu wziąłem Ene "w stylu panny młodej", by mu ułatwić życie oraz był wystarczająco wymęczony. Dzięki mnie będziemy szybciej na miejscu oraz będzie mógł odpocząć w mych ramionach. Był lekki, trzymanie go na swoich rękach, było przyjemne. Gdyby nie był zmęczony, zapewne nie dałby mi nawet podnieść. Teraz jednak nie był na tyle silny, by odmówić.
Dotarcie do Ardem, a potem pokoju Eny zajęło dosłownie chwilę. Gdy tylko weszliśmy do pomieszczenia. Odstawiłem chłopaka na łóżko. Musnąłem jego policzek, dotknąłem jego miękkich włosów i posłałem mu uśmiech. Teraz będzie trzeba go pilnować, bo ponownie ktoś go porwie. Po odsunięciu się od niego ściągnąłem swoje górne ubrania, by odkryć swój tors. Ruszyłem prosto do łazienki, chciałem wziąć prysznic. Zostawiłem uchylone drzwi, gdyż gdyby Ena do mnie dołączył, mogłoby być naprawdę miło, ale zapewne tego nie zrobi.
Kolejne kilka minut zajęło zmycie i pozbycie się zapachu krwi z mojego ciała i włosów. Gdy wyszedłem z łazienki, byłem już przebrany. Ena robił coś do jedzenia. Podszedłem bezszelestnie do pleców chłopaka. Odsunąłem jego kosmyki włosów na bok, by móc się zbliżyć do szyi chłopaka. Zahaczyłem kłami o szyję i ramię chłopaka. Wzdrygnął się na sam mój dotyk, ale po chwili rozluźnił i dalej robił swoje. Objąłem go w pasie i złożyłem jedynie kilka pocałunków na jego szyi, ramieniu oraz karku. Chciałem, by na mnie spojrzał, ale nie chciałem mu przeszkadzać. Mruczałem i wtuliłem się w chłopaka, nie chciałem już go nigdzie puszczać samego. Obserwowałem, jak wykonuje czynności. Musiałem go jednak puścić, by mógł sobie nałożyć.
Ruszyłem do swojej torby, która leżała w rogu pokoju. Wyjąłem z bocznej kieszeni książkę, która była zamknięta na zamek. Nigdy wcześniej jej nie czytałem, była jedyną książką, której nie przeczytałem. Wszystkie inne pamiętałem już na pamięć. Mógłbym je wyrecytować. Odłożyłem książkę na biurko, po czym spojrzałem na Ene. Jadł. Uśmiechnąłem się pod nosem i podszedłem do niego.
- Nakarm mnie aaa.. - otworzyłem buzie, czekałem, aż nakarmi mnie swoim jedzeniem. Mówiłem to tak pół żartem, pół na serio. Ena mnie nakarmił, co mnie zaskoczyło. Najwyraźniej był w takim stanie, że mogło się wszystko stać. Kilka razy mnie nakarmił. Po jedzeniu ruszył wziąć prysznic. Niewiarygodne ile miał jeszcze siły. Przez pół drogi szedł, te wszystkie wrażenia, a potem mógł chwilę odpocząć w mych ramionach. Z chęcią ponownie bym go wziął na ręce. Zajrzałem do mini lodówki, którą jakiś czas temu przyniosłem do pokoju chłopaka. Mieszkam w nim, gdy mogę i gdy mam ochotę. W moim jest dużo miejsca, ale jest pusto i w Corvine się nic nie dzieje. Znaczy dzieje, ale to zawsze jest jakiś chaos, albo spokój. Tutaj jednak zawsze coś się wydarzy, ktoś wpadnie, zobaczę ciekawe i speszone zachowanie chłopaka. Ciekawi mnie to, co siedzi w jego głowie.
Po usłyszeniu hałasu wszedłem do łazienki. Musiałem zobaczyć co się wydarzyło. Niektóre rzeczy spadły z półki, a ręcznik był za daleko. Dodatkowo Ena miał coraz mniej siły. Wyłączyłem wodę, gdy był już umyty. Wymamrotał coś o odżywce. Dlatego zakasałem rękawy. Okręciłem go w pasie ręcznikiem. Trzymałem go i pomogłem nałożyć mu odżywkę i spłukać włosy. Potem gdy był na wpół przytomny, wytarłem jego ciało delikatnie z wilgoci, po czym ubrałem. Trochę mi sam w tym pomagał. Wysuszyłem mu włosy, gdy to robiłem, on przytulił się do mnie. Mogłem wyczuć, że pilnie potrzebuje snu. Najlepiej dwa dni, bo przez tyle będzie je odzyskiwał.
W końcu go ułożyłem w łóżku, musnąłem wargami jego czoło. Gdy chciałem odejść, nie mogłem. Trzymał mnie przytulony. Pogłaskałem go po głowie i położyłem się obok niego. Noc spłynęła całkiem spokojnie. Udało mi się zacząć czytać tę zamkniętą księgę. Czytałem ją wolno kilka razy, każdą stronę. Chciałem wyłapać wszystko, co jest tam umieszczone, oraz co to może znaczyć.
Wstałem i zasłoniłem okno zasłonami, mimo to światło przebijało się przez nie i oświetlało pokój. Słyszałem też kroki, które się zbliżają. Wiedziałem, kto idzie, już wielokrotnie zawitał do pokoju swego przyjaciela. Spojrzałem ponownie na śpiącego Ene, odgarnąłem zabłąkane kosmyki, oraz go szczelniej przykryłem. Po czym udałem się do drzwi i je otworzyłem, wychodząc z pokoju. Asai się zjawił i nie był on sam, tuż za nim zjawiły się jakieś dwie inne osoby.
- Gdzie Ena? Wrócił? Co z nim? Musi porozmawiać z nauczycielami. - to Asai, to tamtejsza dwójka zaczęła się odzywać. Tak jakby próbowali się przekrzyczeć. Jednakże uniosłem dłoń i ułożyłem palec na ustach, który sygnalizował, by byli "cicho".
- Ena będzie spać dziś i jutro możliwe, że się obudzi. Jest zmęczony i musi odzyskać siły. Teraz śpi. Upewnijcie się, że tamtejsze dziewczyny wszystko wyjaśnią i zapewne także odpoczywają. Nie męczcie go i nie przychodźcie. Kolejne podnoszenie tonu nic nie wskóra, a może skutkować waszą krwią. Więc zmiatać mi stąd. - mój ton był początkowo spokojny, ale później już pod koniec zacząłem warczeć na nich. Nie pozwolę im przeszkadzać Enie. Zajrzeli jedynie i zobaczyli, jak Ena śpi, po czym nieco źli poszli sobie. Asai jednak pozostał, ale nic nie powiedział i on także po kilku kolejnych ciągnących się minutach poszedł. Wróciłem do pokoju i zamknąłem tym razem drzwi na zamek. Wsunąłem się do łóżka chłopakowi.
Chciałem dalej czytać książkę, ale poczułem dotyk chłopaka, gdy na niego spojrzałem, przytulił się do mnie. Uśmiechnąłem się delikatnie i pogłaskałem go po głowie, najwyraźniej był spięty, a ja i mój dotyk go rozluźniło. Mogło, by tak pozostać już na zawsze. To będzie pierwszy taki dzień, kiedy możemy spędzić go sami od rana do wieczora. Miło, by było, gdybyśmy mogli częściej tak spędzać czas.

Ena?

sobota, 21 sierpnia 2021

Od Eny CD. Hyo

Zapach krwi drażnił mój nos. Zamknąłem oczy, próbując skupić się na czymkolwiek innym. Przysiadłem na ziemi. Zaplotłem nogi, prostując plecy, gotowy do medytacji. Prawdę mówiąc, miałem już serdecznie dosyć tej sytuacji. Liczyłem, że Hyo niedługo wróci i wspólnie będziemy mogli powrócić na tereny akademii. Wprawdzie nic nie powstrzymywało mnie, przed tam, aby ruszyć przodem samemu - w końcu pomoc już przybyła. Nie chciałem jednak zostawiać wampira samego. Pomógł mi. Nie wchodziło więc w grę porzucenie go tutaj. Oczywiście, doskonale wiedziałem, że chłopak bez problemu radzi sobie w każdej sytuacji, ale tylko tyle mogłem dla niego zrobić. 
Po jakimś czasie Hyo w końcu pojawił się na niewielkiej polance. Tajemnicza aura, która go otaczała, ciągle tam była. Jej energia niepokoiła mnie. Wydawało się, że chłopak ledwo potrafi sobie z nią poradzić. Wiedziałem, że nigdy by się do tego nie przyznał, ale potrafiłem to wyczuć. Chociaż właściwie, młody wampir zachowywał się inaczej. Samo obserwowanie, jak oblizuje krew z palców wywoływało we mnie dziwne emocje. Mimowolnie odwróciłem spojrzenie. Padło ono na moje własne dłonie. Również były one ochlapane posoką. Zmarszczyłem nos z małym wstrętem. 
Udało mi się znaleźć czysty kawałek materiału, Wytarłem o niego ręce. Kąpiel. Zasadniczo potrzebowałem kąpieli. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio miałem szansę zadbać o siebie. Włosy niestarannie splątały się podczas porwania, a same ubrania w wielu miejscach zostały pobrudzone. Na pewno wyglądałem jak siedem nieszczęść! 
Chociaż sam miałem się za całkiem dobrego wojownika, potrafiłem zauważyć w sobie wadę wygodnictwa. Szybko skarciłem się w myślach za próżność. Tak wiele osób mogło stracić życie, a ja myślałem tylko o tym, że miałem źle ułożone włosy. Wychowywanie na dworze, pełnym służby i samych wspaniałych osobistości, często dawało o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach. Nazwanie mnie "rozpieszczonym dzieciakiem", choć obraźliwe, czasami pasowało idealnie. Muszę to w końcu zmienić. Nie mogę w końcu całego życia spędzić na byciu księżniczką. W trudnych chwilach potrafiłem zachować zimną krew i stanąć do walki, ale poza tym zdawało się, że jestem zwykłą damą w opałach. Nie lubiłem tego. Nie chciałem, aby inni się o mnie martwili czy narażali własne życie. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje umiejętności obrony nie stanowiły jeszcze zadawalającego poziomu. Właśnie z tego powodu jako akademię wybrałem Ardem. Chciałem całkowicie poświecić się sztukom walk. Zignorowałem potencjał używania magii. Szczerze mówiąc, to aspekt duchowej energii nigdy nie należał do mojej mocnych stron. Oczywiście sprawnie radziłem sobie przy prostych zaklęciach tarczy, ale skomplikowane formuły leżały poza moimi granicami. Zbyt trudne. 
- Ena, wszystko w porządku? - Nagły głos wyrwał mnie z zamyślenia. Hyo stał przede mną, machając dłonią tuż przed moją twarzą. 
- Tak, tak, przepraszam - powiedziałem pośpiesznie. Otrząsnąłem się, jakby w akcie odganiania wszystkich męczących myśli. Czułem się niczym chodząca sprzeczność. Ta cała sytuacja chyba trochę podłamała mnie na duchu. Możliwe, że dopiero teraz schodziły ze mnie wszystkie nerwy, a adrenalina przestawała działać.  
- Zapytałem, jak się czujesz - powtórzył chłopak. Wyciągnął do mnie dłoń. Sam usiadł na trawie przy pobliskim drzewie, ciągnąc mnie za sobą. Uklęknąłem obok niego. Moje białe szaty spłynęły po ziemi, tworząc wokoło mnie jasny okrąg.
- Już dobrze, naprawdę. - Uśmiechnąłem się. Przez lekkie przechylenie głowy, długie kosmyki osunęły mi się na twarz. Odgarnąłem je więc za uszy. 
- Wyglądasz na zmęczonego - stwierdził Hyo. Zgarnął mnie w ramiona. Skorzystałem z okazji na przyjemny odpoczynek i oparłem się o niego. 
- Czuję się równie kiepsko - zaśmiałem się cicho. - To zbyt wiele, jak na jeden dzień. Możemy już wrócić? 
- Dla ciebie wszystko. - Chłopak dał ręką gest swoim przyjaciołom, że to czas się zbierać. - Dasz radę iść sam? 
Zdawałem sobie sprawę, że chłopak najpewniej pomógłby mi się dostać na tereny akademii. Nie mogłem na to pozwolić. Hyo i tak zrobił już dzisiaj wystarczająco. 
- Nie ma problemu, mam jeszcze wystarczająco siły - zapewniłem. Wstałem z miejsca i otrzepałem się z trawy. Faktycznie ledwo trzymałem się na nogach, ale nie dałem tego po sobie poznać. 
- Wracajmy. 
Droga przed nami była długa. Samo pokonanie lasu zajęło nam mnóstwo czasu. Budynki ku uciesze naszym oczom zaczęły się wznosić mniej więcej po upływie połowy nocy. Księżyc i gwiazdy dalej widniały nam nad głowami. Kto by przypuszał, że to wszystko trwało tak krótko. 
- Właściwie, ile mnie nie było? - zapytałem, dorównując kroku Hyo.
- Koło jednego dnia - odparł. - Nie tak długo. 
Jeden dzień? Nic dziwnego, że ciągła noc mnie zaskoczyła. Minęło tyle czasu. 
- Obawiam się, że straciłem rachubę - zaśmiałem się niezręcznie. - Jesteśmy już blisko - dodałem, kiedy zbliżyliśmy się do pierwszych zabudowań. 
Akademie znajdowały się niemal po drugiej stronie miasta. Miałem jednak motywację, aby jak najszybciej dostać się do swojego pokoju. 
- Jedyne o czym marzę to kąpiel, ciepły posiłek i sen - wypaliłem, mówiąc szybciej niż myśląc. - To był ciężki tydzień. 
W ostatnim czasie nie miałem nawet chwili spokoju. Prawdopodobnie potrzebuję odpoczynku. Pilnie.

<Hyo?>

Szablon
Pandzika
Kernow