Nagłówek

Informacje
WAŻNE
pandzika@gmail.com | Pandzika#6611 | Mik#7766

Świat od zarania dziejów działał według surowych i wyjątkowo niesprawiedliwych zasad. Zabij lub daj się zabić - pierwotne instynkty dominowały kruche, ludzkie umysły, powoli wyniszczając samych siebie. I choć władze niejednokrotnie podejmowały próby zaprowadzenia względnego porządku, wszystkie spełzały na niczym. Momentem przełomowym, zwiastującym nadejście zupełnie nowej epoki, nazwanej później wiekami średnimi, okazał się ogromny wybuch, który kompletnie zdewastował wszystko na swej drodze...

Realia
Pora roku: wiosna Słońce roztapia ponury śnieg, ogrzewając budzącą się do życia przyrodę. Wspaniały czas na spacery!
Grafika użyta na blogu należy do jej pełnoprawnych autorów.

Spacebar

środa, 16 czerwca 2021

Od Rivailla cd. Shain'a

Brak komentarzy

Podziękowaliśmy dziewczynie i zaczęliśmy jeść, a rozmowa z sprzed kilku sekund zapomniana. Zaczęliśmy jeść w milczeniu, żadne z nas nie próbowało ponownie rozpocząć rozmowy. To nie był komfortowy rodzaj ciszy, czułem, jak wkradała się niezręczność. Domyśliłem się, że sposób, w jaki wyraziłem swoją opinie o jego szkole, też nie pomógł. Jako ktoś, kto lubi gotować sam, mój umysł wędrował, próbując wyśledzić sposób, w jaki ten szef kuchni przygotował danie. Smaki niektórych kęsów były nudne, nieciekawe i przewidywalne, i to właśnie sprawiło, że szturchnęłam widelcem talerz.Ale to była tylko moja opinia, co nie znaczyło, że ktoś inny myślał podobnie. W końcu to miejsce kwitło z klientami.
Po jakimś czasie skończyliśmy jeść. Spojrzałem na chłopaka siedzącego po drugiej stronie, który popijał  powoli swój napój, patrząc gdzieś daleko. Odchrząknąłem i zwracają jego uwagę, odwracając głowę i wzrokiem teraz na stole.
- Gotowy? Chyba czas stąd iść. - zacząłem się rozglądać, próbując dostrzec tę dziewczynę, która podawała nam jedzenie, aby jej powiedzieć, że możemy już zapłacić.
- Tak, skończyłem. - powiedział potwierdzając. Po kilku sekundach kelnerka zauważyła nasz stolik i podeszła, żeby zobaczyć, czego potrzebujemy. Kiedy dotarła do stołu, wcisnąłem się, zanim miała zapytać.
- Skończyliśmy i chcemy zapłacić. - uśmiechnęła się i skinęła głową, mówiąc nam ile mamy dać.
Moje spojrzenie przeniosło się z kobiety na Shaina, który szukał swojego woreczka z pieniędzmi. Jego twarz zaczęła wyglądać na bardziej spanikowaną, gdy przeszukiwał wszystkie kieszenie, żeby niczego nie znaleźć.  
- Ratunku obrabowano mnie! -  powiedział zdenerwowany, przewracając kieszenie i szukając wszędzie na około.
Na początku myśląc, że może po prostu zapomniał zabrać je za sobą, wyciągnąłem rękę, aby znaleźć pieniądze. Ale ku mojemu zdziwieniu też nie czułem sakiewki. Nic, nawet grosza. Zacząłem się denerwować, czując na sobie oczy dziewczyny.
- Gdzie do diabła są moje pieniądze? Miałem go w kieszeni, dlaczego nie ma ich teraz tutaj? - potem spojrzałem na kelnerkę - ktoś nas okradł, możemy to jakoś wyjaśnić? - nie wiedząc, co dokładnie odpowiedzieć na to, co powiedziałem, szybko odwróciła się.
- Idę po mojego szefa, nie waż się odchodzić. - powiedziała, znikając między innymi ludźmi.   
Kiedy już jej nie było, spojrzałem na Shaina, który patrzył na mnie ze strachem w oczach. Nie będąc osobą, która wiedziała, jak zareagować w tej sytuacji w inny sposób niż złość, nie wiedziałem, co powiedzieć, aby złagodzić napięcie. Ta sytuacja wcale nie była ciekawa, a mój nastrój pogarszał się z każdą sekundą czekania.
Wreszcie kobieta wróciła do stołu, z wysokim mężczyzną w średnim wieku u jej boku. Miał na sobie wygodny garnitur i starannie uczesane włosy. Zmierzył nas wzrokiem i od razu zabrał się do pracy.
- Moja pracownica powiedziała mi, że nie jesteście w stanie zapłacić za zamówiony i zjedzony posiłek. Nie jestem osobą, która pozwoli wam odejść i „zapłać następnym razem”. Zbyt wiele razy dałem się oszukać. - jego głos był głęboki, a oczy przeszywające przez nas oboje. Wziąłem głęboki oddech, starając się jak najlepiej podtrzymać emocje i wyjaśnić sytuację w spokojniej, jak tylko mogłem.
Jak ktoś mógłby utonąć do tego stopnia, aby okraść dwoje nastolatków wyraźnie jeszcze w szkole. Jakbyśmy w magiczny sposób mogli po prostu zarobić więcej pieniędzy po tym, jak skończyliśmy jeść. Może wyglądaliśmy na łatwy cel, czego ja nigdy bym sięn nie przyznał głośno , ale tak było. Żadne z nas nie zauważyło aż do teraz, kiedy poproszono nas o zapłatę. Moja wściekłość powoli wrzała, najprawdopodobniej z całego zakłopotania i potrzeby odnalezienia winowajcy. I upewnić się, że odpłaciłbym mu surową odpłatę, na tyle nieprzyjemną, że nigdy więcej nie zrobiłby niczego podobnego.
Wtedy przypomniało mi się co robiliśmy wcześniej, wracając do tego, kiedy wchodziliśmy do środka.
 - Ten śmierdzący staruch, gdzie on jest? Pewnie to był on- nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy właściciel mi przerwał. - Nie obchodzi mnie, jak straciliście swoje rzeczy, potrzebuję zapłaty. Jeśli nie możecie dać mi pieniędzy, będziecie musieli na to zapracować. Odpłacić samodzielnie.

 Shain?

wtorek, 15 czerwca 2021

Od Hyo cd Ena

Brak komentarzy
Moja rozmowa z Eną była raczej taką, która gdyby nie zjawił się przyjaciel białowłosego, mogłaby się skończyć znacznie gorzej. Teraz jednak gdy pojawił się wilkołak, którego mogłem jedynie mierzyć wzrokiem. Nie miałem nic do tego, że zastał mnie w łóżku swojego przyjaciela. Jednakże najwyraźniej Enie się to nie podobało. Może wolał to ukrywać, tyle ile się da. Z nim też nigdy nie wiesz. Zmusza się, jego zachowanie też mnie zaskakuje.
Po pytaniu od Eny podniosłem się z łóżka i podszedłem, po czym nachyliłem się może trochę za blisko przyjaciela Eny. Mogłem mu się z bliska przyjrzeć, on jednak się cofnął. Dlatego też wyprostowałem się i spojrzałem na Ene.
- Pewnie, z przyjemnością poznam twoich znajomych. - rzekłem, zalotnie objąłem go w pasie i przyciągnąłem do siebie. Najwyraźniej coś takiego spowodowało, u obu rumieńce. Wilkołak poszedł, choć dostrzegłem jego nietypowe spojrzenie. Zresztą zachowanie też było dziwne. Gdy drzwi do pokoju speszonego Eny zostały zamknięte, chłopak starał się odsunąć, jednakże, gdy jego biodra styknęły się z blatem w kuchni, nie miał dokąd uciec.
- Hyo, nie rób tak. - wydukał czerwony po same uszy chłopak. Nie zabrałem dłoni z jego biodra, jedynie przesunąłem ją na pośladek chłopaka. Najwyraźniej się spiął. Właśnie takie zachowania były dziwne. Odetchnąłem i sięgnąłem po termos, tym razem w barwie zielono-niebieskiej, poprzedni był szaro czarny. Zazwyczaj mam jakiś termos u kogoś, dlatego, gdy ponownie się z nimi uda spotkać wówczas mam nadmiar. Gdy się odsunąłem, by wypić krwi z termosu, Ena uciekł do łazienki. Wzruszyłem ramionami i wywróciłem oczami, na jego zachowanie. Wezmę na wszelki wypadek termos, gdyby coś. Chyba że ponownie go zgubię, wówczas inaczej będę musiał się zaopatrzyć w krew.
- Ena utopiłeś się, czy idziemy? - spytałem. Stałem akurat przy ścianie i patrzyłem na drzwi łazienki, to na termos. Nie wiedziałem, w końcu czy mam go brać, czy jednak nie. W końcu Ena postanowił wyjść, wyglądał znacznie lepiej, chociaż unikał mojego spojrzenia. Miał wilgotne włosy, więc bez słowa doczepki czy też pytania, ruszyłem tuż za nim do jego znajomego.
***
Przez dobre piętnaście minut poznałem więcej osób, niż Ena, by pozwolił się ponownie dotknąć. Kątem oka pilnowałem swojego "płatka śniegu", by nigdzie nie uciekł. Poznałem także w międzyczasie dziewczynę Asaia. Skądś ją już znałem, a przynajmniej wydawała się znajoma. Dopiero później się wyjaśniło, że zna moją przyjaciółkę, przyjaciółki. Więc dziwnie się to złożyło. Rozmawiałem z nią, dopóki nie musiała gdzieś iść. Miała wrócić, ale najwyraźniej w tłumie gdzieś zginął mi z oczu mój kochaś. Musiałem go znaleźć, dlatego też ruszyłem się, dopiero po kilku minutach wyczułem krew, od razu znalazłem osobę, która odpowiadała za zapach. Jego ramię, było przecięte, dlatego też mimo opanowania, zbliżyłem się do niego. Nie przejmowałem się zbytnio innymi. Ułożyłem dłonie po obu stronach boków wilka. Bez zbędnych słów wbiłem swoje kły w ramię chłopaka. Syknął najwyraźniej oraz słyszałem, jak nastaje cisza. Najwyraźniej słyszeli o mnie. Odsunąłem się, dopiero gdy się napiłem oraz mogłem swobodnie zobaczyć zaskoczenie i strach w oczach innych. Oblizałem kły, w tym momencie dostrzegłem zazdrosnego Ene.
- Jestem zmęczony, chce wracać do pokoju. - powiedział. Odwrócił się na pięcie i poszedł, nawet nie spytał nas o nic. Zazdrość wylewała się z niego, mógł powiedzieć, mógł nie znikać.. Cóż nawet nie wiem, o co jest zazdrosny. Spojrzałem za siebie i oblizałem wargi, po czym powędrowałem do Eny.
- Jesteś zazdrosny? Jesteś prawda? Ena jesteś? - powiedziałem, to ale Ena zignorował mnie jedynie. Dlatego jeszcze kilkakrotnie to powtórzyłem, aż w końcu się odezwał.
- To nieprawda. - powiedział, to ze spokojem. Wywróciłem oczami, gdy akurat ktoś szedł. Pociągnąłem chłopaka w cień korytarza, by móc się z nim podroczyć i delikatnie go zirytować, albo też nawet zawstydzić. Uśmiechnąłem się, gdy jego plecy dotknęły mojej klatki piersiowej. Uśmiechnąłem się i gryzłem, to całowałem skórę na jego szyi czy też ramionach. Zsunąłem z jego ramienia szatę, po czym zwinnym ruchem wsunąłem tam dłoń pod spód. Palcami drażniłem różne miejsca. Ena najwyraźniej ciężko dyszał, mimo ukrywania swój emocji.
- Musisz być cicho, chyba że mają nas przyłapać. - Mruknąłem i przygryzłem uszko chłopaka. Zadrżał. Spodobało mi się to. Tak bardzo, że z chęcią, bym to powtórzył. Musiałem się zatrzymać i bardziej schować się w cieniu, bo akurat ktoś przechodziło blisko naszej dwójki. Trzymałem go blisko, przygryzałem skórę na jego szyi i cicho mruczałem.
- Hyo. Chce iść do pokoju. - powiedział pół szeptem Ena. Wziąłem go na ręce i zawędrowałem do jego pokoju. Tuż przed drzwiami go puściłem.
Od wejścia do pokoju, powędrowałem od razu do łazienki. Akurat, gdy owinąłem się w pasie ręcznikiem i wyszedłem z łazienkami, potrzebowałem drugiego ręcznika na wilgotne włosy, oraz chciałem, zobaczyć jak zareaguje Ena. Chciałem go podrażnić i pobawić się trochę. Odwrócił wzrok. Nawet się nie spojrzał. Akurat, gdy chciałem coś powiedzieć Enie, ten wszedł do łazienki, zapewne na prysznic.
Westchnąłem i wyjąłem nowy ręcznik, by wytrzeć wilgotne włosy, kapiąca woda, z mojego ciała, mnie irytowała, dlatego wolałem się ubrać, a potem mogę się bawić. Wparowałem w szacie do łazienki. Bezszelestnie się poruszałem, chciałem przynieść chłopakowi ręcznik. Uśmiechnąłem się i przeciągnąłem. Mogłem teraz dokładniej przyjrzeć się nagiemu ciału mojej perełki. Przygryzłem wargę, jednakże przyłapanie nie zajęło długo. Dlatego zostałem wykopany. Posmutniałem, jednakże mimo wszystko wpakowałem się w łóżko chłopakowi. Jego przyjemna miękkość, była na tyle miła, że teraz tylko czekam na deserek, który ma przyjść.
***
Ena wyszedł dopiero z łazienki. Ja w międzyczasie, gdy się nudziłem, sięgnąłem po jakiś podręcznik chłopaka i przeczytałem, aż dwa. Trzeci przerwałem i poklepałem miejsce obok siebie. Ponownie mnie zignorował. Wyciągnąłem dłoń, by go dotknąć, ale ją cofnąłem. Odwróciłem się do niego plecami, po czym wtuliłem głowę w miękką poduszkę i lekko wilgotną od moich włosów. Nie mam po co ich suszyć. Nudziłem się, nie miałem dziś już na nic ochoty. Poza tym Ena mnie ignorował, dlatego też nie widziałem sensu, by jakoś go zaczepiać. Dlatego też leżałem z zamkniętymi oczami. Lekki sen, miałem wtedy, gdy jakaś część mnie się martwi.
Gdy się odwróciłem, przodem do chłopaka. Okazało, że już spał, obok mnie na łóżku. Nie poczułem nawet, jak wchodzi i się kładzie. Najwyraźniej miałem mocniejszy sen. Odgarnąłem włosy z twarzy chłopaka i przyglądałem się mu, dopiero gdy chciałem ponownie się położyć, ktoś niemiłosiernie walił w drzwi. Akurat, gdy wstałem, Ena także się obudził. Poszedłem sprawdzić, kto przyszedł. Wilkołak, najwyraźniej miał coś dopowiedzenia. Gdy otworzyłem drzwi, by go wpuścić, chłopak podniósł się, będąc jeszcze w łóżku. Najwyraźniej na całym terenie szkoły coś się wydarzyło. Zamknąłem drzwi i podszedłem do łózka, chciałem się położyć. Zostało mi jedynie usiąść na Eną, co zrobiłem, plus oparłem podbródek o jego ramię.
- Moja dziewczyna przybiegła zapłakana, gdyż spotkała po drodze do swojej współlokatorki, która wyszła pobiegać. - starał się uspokoić. - Znalazła zwłoki dwóch dziewczyn. - dodał szybko. - Nauczyciele chodzą po pokojach i zwołują wszystkich na główną halę. - szybko na przypomnieniu dodał chłopaka. Zanim jednak wyszedł, Ena bez słowa także poszedł. Dlatego też po prostu wziąłem termos z krwią, wypiłem ją do połowy. Odstawiłem na bok i wróciłem do łóżka, czekałem, aż wróci. Jednakże nie wrócił.
***
Przebudził mnie szelest oraz huk. W pokoju nie było Eny, ale za to kilka innych osób. Rzuciłem im groźne spojrzenie, po wypuściłem lodowatego węża, który będzie mógł ich pilnować. Sam jednak nie miałem zamiaru się ruszać. Kolejne godziny na drzemkę. Niektóre osoby zostały przemienione w lód. Dlatego, gdy Ena w końcu przyszedł, wyglądał strasznie. Ktoś zjawił się zamrożonych uczniów. Podniosłem się do siadu, by przyciągnąć do siebie Ene. Gdyż widziałem po nim, że potrzebuje snu. Dlatego też chce mu go zapewnić oraz móc napawać się jego bliskością.

Ena?

Od Eny cd. Hyo

Brak komentarzy

Właściwie to nie potrafiłem opisać uczuć, jakie czułem wobec Hyo. Chłopak był naprawdę miły i doskonale wiedziałem, że mogę na nim polegać, jednak czasem zachowywał się dość specyficznie, niemal nachalnie. Nie mogłem jednoznacznie stwierdzić, jak powinienem wobec niego postąpić. Jego towarzystwo w żaden sposób mi nie przeszkadzało, ale z drugiej strony niekiedy nie miałem pojęcia, jak mam zareagować na jego odważne poczynania. 
Usiadłem na korytarzu, czekając przed salą na zajęcia. Moją głowę zaprzątało naprawdę wiele myśli. Nie umiałem opanować panującego w moim umyśle chaosu.  Czułem się dziwnie rozbity i niepewny. Moje kiepskie samopoczucie zostało zauważone przez jednego z moich znajomych z klasy.
- Pobyt w domu aż tak cię przygnębił? - zagadnął Asai, przysiadając się obok mnie. Młody wilkołak uśmiechał się serdecznie i poruszył ciemnymi uszami, oczekując odpowiedzi. Nie uszło mojej uwadze wesołe merdanie ogonem chłopaka. Jego beztroska postawa w dziwny sposób podniosła mnie na duchu. 
- Nie chodzi o to - odparłem po chwili namysłu. - Chyba po prostu jestem trochę zmęczony. To nic poważnego.
- "Trochę"? - zaśmiał się. Nie zabrzmiało to jednak wrogo. Wydawał być się szczerze rozbawiony. W pozytywnym sensie. - Wyglądasz jakbyś nie spał dobrze przez kilka dni. 
Również odwzajemniłem uśmiech. Asai wprawdzie miał rację. Ostanie noce nie należały do najspokojniejszych. 
- Dzisiaj postaram się dobrze wyspać - obiecałem. Kontynuowaliśmy niezobowiązującą rozmowę do momentu rozpoczęcia zajęć. Wykładowca wpuścił nas na salę. Asai usiadł w ławce obok mnie. 
Historia walki należała do jednych z moich ulubionych przedmiotów. Uwielbiałem słuchać o sztuce miecza czy łucznictwie. Oparłem głowę o dłoń i z zaangażowaniem przesuwałem wzrok z nauczyciela na podręcznik. 
Po kilku kolejnych lekcjach poszedłem z Asai'em na stołówkę. O tej porze znajdowało się w niej wielu uczniów. Wszyscy, podobnie jak my, musieli być głodni po zajęciach. Wraz z wilkołakiem przygotowaliśmy obiad i zajęliśmy miejsca przy jednym z wolnych stolików. 
- Mam do ciebie prośbę, Ena - powiedział Asai, dalej przeżuwając makaron. - Średnio zrozumiałem dzisiejszy temat z drzew genealogicznych dworskich rodów, mógłbyś mi go wytłumaczyć?
- Nie ma sprawy - zgodziłem się. W międzyczasie wyciągnąłem podręcznik. Po skończonym posiłku wyjaśniłem jeszcze raz Asai'owi trudny temat. Wydawało się, że dzięki mojemu małemu wykładowi lepiej wszystko zrozumiałem. Chociaż kilkukrotnie narzekał na sens nauki historii rodów, młody wilkołak szybko przyswajał wiedzę. 
- Ten zamordowany, ten bezdzietny, a ten w ogóle upośledzony - zaśmiał się na sam koniec, podsumowując w żartobliwy sposób nasza naukę. 
- Tak w dużym uproszczeniu - przytaknąłem, kontynuując uśmiechanie się. 
W końcu pożegnałem się z przyjacielem i udałem się do swojego pokoju. Chciałem przyswoić jeszcze kilka tematów przed jutrzejszymi zajęciami. Czas do wieczora planowałem spędzić na robieniu notatek. 
Żyjąc na dworze moi nauczyciele przykładali wielką wagę do nauki pisma. Z tego też powodu wkładałem wiele uwagi do mojej kaligrafii. Wyciągnąłem zdobione pióro i arkusze papieru. Wcześniej przygotowane notatki starannie ułożyłem na biurku. Lubiłem mieć wszystko pod kontrolą. 
Po jakiejś godzinie notowania usłyszałem pukanie do drzwi. Hyo najwyraźniej zdecydował się na wieczorne spotkanie. Po krótkim przywitaniu powróciłem do dalszych obowiązków. Kątem oka zauważałem, jak chłopak chciał zwrócić na siebie uwagę. Nie miałem jednak na to czasu. 
Moje skupienie rozwiał dopiero w momencie, kiedy wspomniał o swoich nocnych eskapadach. 
- Wymknąłem się, gdyż przekazać, by mój odłam rodowitych wampirów oraz przemienionych zajęli się zarówno pilnowaniem twojej rodziny, jak i polowaniem na szefa organizacji czczącej - zaczął wyjaśniać, chociaż jego odpowiedź jeszcze bardziej zamieszała w mojej głowie. - Na łące dusz, spotkałem się z Elfami, gdyż potrzebowałem informacji - kontynuował. - Twoja rodzina dale sobie radę, jednakże prędzej czy później dowie się, że tak łatwo jest ich zabić. Nie zniszczą całej organizacji, gdyż tam jest jedynie odłam, który wykonuje polecenia przywódcy. Gdy byłem młodszy, spotkałem go dwa razy. Dopiero za drugim razem pozbawiłem go umiejętności chodzenia.
To, że organizacja nie należała do najłatwiejszych do pokonania, wiedzieliśmy od samego początku.
- To naprawdę miłe, że martwisz się o moich bliskich - powiedziałem, uśmiechając się delikatnie. - Ale to jest zbędne, jak sądzę. Moja rodzina nie chce pozbyć się organizacji, a jedynie wygonić ją z podległych nam ziem. 
- Nie martwisz się o innych ludzi, których mogą skrzywdzić? - zdziwił się Hyo, podnosząc się do siadu. 
- Cóż, wprawdzie nie chciałbym, aby komukolwiek stała się krzywda - przyznałem szczerze. - Mimo tego, jesteśmy tylko dziećmi. Ochrona postronnych nie należy do naszych obowiązków. Tym mają zająć się dorośli, którzy są znacznie bardziej doświadczeni. 
Hyo nie wydawał się być przekonany. Jedynie prychnął coś pod nosem. Nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ nagle rozległo się pukanie do drzwi. O tej godzinie nie spodziewałem się nikogo. Mimo zaskoczenia, otworzyłem. Po drugiej stronie, na korytarzu, stał Asai. Wyglądał na równie podekscytowanego, co zwykle.
- Organizuję dzisiaj małe przyjęcie w pokoju, chcesz dołączyć? - rzucił na jednym oddechu. Nim zdążyłem odpowiedzieć, zobaczył leżącego na moim łóżku Hyo. Poczułem, jak ogarnia mnie ciepło. Jak niby mam to wytłumaczyć? 
- Cóż... - zacząłem niepewnie, trapiąc się po karku, aby chociaż spróbować zebrać myśli.
- Nie ma sprawy! Twój kolega też może dołączyć!
Spojrzałem na wampira, który jedynie mierzył wzrokiem młodego wilkołaka. 
- Co ty na to, Hyo? - zapytałem, zmuszając się do delikatnego uśmiechu.

Hyo

niedziela, 13 czerwca 2021

Od Shain'a cd Rivaille'a

Brak komentarzy
Zanim usiadaliśmy przy wolnym stole zaczepił nas jakiś człowiek. Nie był jakiś schludnie ubrany i trochę od niego cuchnęło, nie tylko z buzi. Włosy były sklejone on czegoś, bodajże brudu. Pewnie nie mył się przez kilka dni. Był trochę chudy, lecz miał ubiór tak za duży na niego, że nie było tego widać. Twarz była trochę stara i pomarszczona. Siwe włosy na głowie wskazywały na jego stary wiek. 
- Amigo, witamy w restauracji - zaczął, przytulając Rivaille'a klepać po plecach, potem mi zrobił to samo
- Serdecznie witamy, zaraz znajdę wam jakieś miejsce - powiedział i zaczął się rozglądać. 
- Znajdziemy sami - odparł mój towarzysz, trochę zdenerwowany.
- Dobrze, Amigo, nie będę się sprzeciwiał, ale jakby co to do mnie - odparł i puścił oczko.
Usiadaliśmy przy stole, który wydawał się nieco brudny. Siedzenia były z ciemnego drewna, a na nich były przymocowane żywicą poduszki z futra. Poduszki były nieco wklęsłe, gdyż zapewne dużo osób tu jadało. Usiadłem naprzeciwko Rivaille'a. Czułem się nieswojo w nowym miejscu, lecz próbowałem udawać, że jest inaczej. Podeszła do nas miła kobietka, z twarzy była blada, lecz przyciągnął mój wzrok jej makijaż, lekki i delikatny, by ukryć worki pod oczami. Jej strój był bardzo szykowny, przypominał ten, które noszą służące w hrabstwach, lecz była to sukienka, a nie podłużna suknia, sięgała jej ponad kolana. 
- W czym mogę pomóc? - powiedziała lekkim głosem, lecz trochę zachrypniętym.
Widziałem, że Rivaille jeszcze jest zdenerwowany po spotkaniu z tamtym mężczyzną, więc postanowiłem, że najpierw ja zamówię. 
- Poproszę kaczkę z warzywami na parze - odparłem - i do picia wodę - dodałem.
- Dobrze, a pan? - spojrzała na mojego towarzysza.
- Kurczak i surówka - odparł oschle.
Dziewczyna wszystko zapisała i poszła do kuchni. Ja nie wiedziałem co mówić, byłem lekko spięty całą tą sytuacją. Moje ręce były pod stołem i bawiłem się tam moją bransoletka. Patrzyłem również w dół na podłogę. Rivaille oparł łokciem o stół. Westchnął ciężko, by odreagować złość, która tłumiła w nim po spotkaniu z tamtym gościem. 
- Z jakiej szkoły pochodzisz ? - zapytał.
Ja spojrzałem na niego spode łba, nie podnosząc głowy. 
- Co.. Corvine - powiedziałem cicho i nieśmiało
- To ta szkoła dla kujonów, tak? - zapytał i prychnął. 
Podniosłem głowę, by spojrzeć na niego lepiej. Lekko zmarszczyłem brwi.
- Nie, szkoła jest dla wszystkich, lecz to prawda.. trzeba się dobrze uczyć - odparłem. 
- Czyli kujonów - uśmiechnął się szyderczo.
Nie chciałem kłócić się o takie coś. Na szczęście naszą rozmowę przerwała znów miła dziewczyna, przynosząc nam nasze zamówione dania. 

Riv?

sobota, 12 czerwca 2021

Od Nikolai cd. Luciena [Event]

Brak komentarzy

Staliśmy w chłodnym pomieszczeniu z rozdartym kawałkiem pergaminu w rękach Luciena. Nasze pierwsze zadanie brzmiało dosyć prosto, wypisać co według nas czyniło kogoś idealnym szpiegiem. Do tej pory drugi chłopak zwracał większą uwagę na rycerza niż na papier. Było jasne, że się znali, ale szczerze mówiąc, to nie była moja sprawa. Chociaż mam zwyczaj wkładać nos w nie swoje sprawy.
Już czułem się znudzony, i chcąc coś powiedzieć, zwróciłem się do siedzącego pod ścianą.
- Po prostu będziesz tam siedział i patrzył, jak myślimy, jakbyśmy zostali skazani na szlaban czy coś? - spojrzał na mnie ostro, ale kiedy zauważył, że moja twarz nie miała ani trochę powagi z moimi słowami, po prostu wziął głęboki oddech.
- Tak, zamierzam. Kiedy wykonasz swoje zadanie, przejdziemy do czegoś innego. - odwrócił wzrok, chwytając jedną z książek ze stosu obok niego. Drugi chłopak również odwrócił się, by spojrzeć na pergamin. Wyglądało na to, że był głęboko zamyślony, najprawdopodobniej nad pytaniem, które nam zadano. Pomyślałem, że powinienem zrobić to samo.
 Po około minucie, kiedy najwyraźniej coś przyszło mu do głowy, jego wzrok zwrócił się w moim kierunku.
- Wymyśliłeś coś? - zapytał, biorąc pióro w dłoń. W odpowiedzi skinąłem głową i z małym uśmiechem podałem swój pierwszy pomysł.
- Musi być to pewnie osoba, która może działać z szybkim impulsem i dostosować się do każdej sytuacji, nie? - patrzyłem, jak zapisywał słowa, które powiedziałem. Bez podnoszenia głowy, dodał teraz coś od siebie.
- Dodatkowo, musi ona być dyskretna, która niezależnie od sytuacji potrafi wtopić się w tłum, nie zwracając na siebie uwagi. Bycie zauważonym i odkrytym oznaczałoby porażkę. - po zakończeniu zapisywania swojego punktu, lekko postukał w materiał końcem pióra. Zanuciłem przez chwilę, myśląc do dalej.
- Ah, to muszą być w stanie zachowywać się normalnie w czasie ukrywającego się wśród wrogów. -
 zgadzając się z skinieniem głowy, Lucien znów zaczął pisać, nasza lista się powiększała. Zerknąłem kątem oka na  rycerza, który od czasu do czasu patrzył na nas, wyraźnie słysząc to, o czym rozmawialiśmy. Moja uwaga wróciła do wyższego chłopaka, który znów zaczął mówić.
- Poza tym bycie szpiegiem ma swoją fizyczną stronę, nie zapomnij. Muszą być szybcy i zwinni, którzy będą mieć wielką szansę na ucieczkę podczas wykrycia.
- Prawda prawda. - powtórzyłem, kiedy wypisywał do końca wszystkie punkty. Kiedy skończył, zrobił kilka kroków w kierunku Kasjana, wręczając mu pergamin.


  Lucien?

Od Hyo cd Ena

Brak komentarzy
Nie odzywając się do chłopaka, ruszyłem, by wkroczyć do pokoju, który należał do niego. To był zaledwie początek tego, co ma nastąpić. Nawet jeśli mają strategię, to tamci są zdecydowanie sprytniejsi. Najwyżej się wymknę w nocy, gdy Ena zaśnie.Tak też się stało, Ena zasnął prędzej, niż bym się spodziewał, miałem przed sobą długą noc. Dlatego też bezszelestnie wydostałem się przez okno z pokoju chłopaka. Udałem się w pewne miejsce.
- Któż zawitał w naszych skromnych progach. - odezwał się koszmarnie nieznośny głos.
- Zjawiłem się, gdyż widzę wam przysługę. Dlatego macie tutaj strategię. Polują na was. Przyszykujcie się na ciekawą zabawę. - zaśmiałem się i wysunąłem kły, wbiłem je w jednego z nowicjuszy. Wyssałem z niego całą krew, po czym jego ciało zmieniło się w proch.
- Wiemy. - rzekli zgodnie i klękli. Najwyraźniej wiedzieli, co się stanie, gdy przegną. Zanim jednak wyszedłem, spotkałem się ze starszą kobietą, by przekazać jej coś, co przyda się w nadchodzącym starciu oraz pomocy, pewnej rodzinie.
***
Zanim wróciłem do akademika, odwiedziłem pewne miejsce. Kiedyś spoczywały tam ciała, teraz rosną kwiaty. Osoby, z którymi się spotkałem, są odłamem rodu wampirów. Podlegają mnie, a jako że dałem im wolną rękę, to muszą pamiętać, kto sprawuje władzę. Na "łące dusz", bo tak teraz nazywają to miejsce. Mówi się, że te kwiaty posiadają dusze, tych co dawno temu byli zakopani w tym miejscu.
Nie mogłem się rozwodzić, gdyż zjawili się zabójcy. Zabawa z nimi była na tyle zabawna, że powoli i nieco szybkie zakończenie było niezwykle przyjemnie. Ciała i tak były wchłaniane przez łąkę. Pojawiły się Elfy, z każdego rodu, a nawet pojawił się gwiezdny, który zazwyczaj się nie zjawia. Tym razem jednak była poważna sprawa, którą trzeba było omówić.
***
Do akademika wróciłem przed wschodem słońca. Wziąłem prysznic, by pozbyć się zapachu krwi. Do tego ubrałem luźną wygodną szatę. Mogłem, patrzeć na chłopaka wyglądał tak zmysłowo. Sprawy na dzisiaj załatwiłem, jednakże zapewne ktoś się dziś pojawi. Ciekawe, czy Ena będzie chciał się włączyć.
Zwinnym ruchem, rozwiązałem szatę chłopaka. Mogłem odkryć jego blade ciało. Gładziłem je, ale w końcu zacząłem wodzić zarówno wargami, jak i językiem po nagiej klatce piersiowej chłopaka. Zajęcia i tak później zaczynam, także możemy się zabawić. Drażniłem niektóre miejsca na jego torsie, liżąc je i przygryzając. Ena oczywiście się obudził. Próbował mnie odsunąć, dlatego też związałem jego ręce tuż nad jego głową, by mi nie przeszkadzały. Wróciłem do poprzedniej czynności, zostawiając po sobie masę różowo-czerwonych śladów. Dłońmi sunąłem po jego udach. Spiął się, gdy chciałem przejechać dłońmi gdzieś indziej.
Był przestraszony, chociaż starał się nie pokazać tego po sobie, że jego oddech przyśpieszył i jest cały czerwony. Westchnąłem i rozwiązałem jego dłonie. Zanim jednak zabrałem swoje dłonie oraz siebie, by mógł wstać i odejść. To zrobiłem jeszcze coś. Wplotłem palce w jego, by nie miał jak poruszyć dłońmi. Malinki pozostawiłem na jego szyi. Chociaż gdy spotkałem spojrzenie chłopaka. Jego oddech drżał, a głosu nie mógł wydostać. Wsunąłem język do ust chłopaka, by zachęcić go, albo nawet zmusić, by także się włączył. Im dalej będę go popychać, tym łatwiej i przyjemniej będzie się czuć.
Ugryzł mnie. Dlatego też go puściłem. Posłałem mu uśmiech i wygodnie zająłem jego łóżko. Pomięta szata, wilgotne od potu czoło i poprzyklejane włosy. Jego odsłonięte ciało oraz czerwień, która była aż za urocza.
- Apetycznie się prezentujesz. - mruknąłem, gdy zamknął drzwi. Zapach Eny odurzał dlatego też wygodnie, się ułożyłem. Nie chciałem nigdzie iść, ale zajęcia mam niedługo. Gdy Ena wyszedł z łazienki, wciąż był zawstydzony, tym co zaszło. - Teraz jesteś mój. - dodałem. Najwidoczniej nie kierował się do drzwi.
- Czemu zniknąłeś w środku nocy? Gdzie byłeś? - dodał jedno, po czym kolejne pytanie. Uśmiechnąłem się i podniosłem się na łokciach, by być bliżej chłopaka.
- Pocałuj mnie, a ci powiem. - rzekłem. Wiedziałem, że nie zrobi tego. Jednakże wtedy niczego się nie dowie.
Ku mojemu zaskoczeniu, pocałował mnie. Nie zmuszałem, a pocałunek Eny nie był chwilowy. Zrobił to, co ja. Dlatego też wplotłem palce we włosy chłopaka, by zbyt szybko się nie odsunął. Najwyraźniej musiał ułożyć dłoń obok mojego ciała, by nie spaść na mnie. Pieszczota jednak została przerwana i pierwszy pocałunek ze strony Eny także. Dzwonek na zajęcia zadzwonił. Ena musiał iść.
- Po zajęciach ci powiem. Chyba że zechcesz ponowić czynność. - spojrzałem na niego i dotknąłem palcem ust. Najwyraźniej moje zachowanie, speszyło chłopaka, który bez słów czym prędzej wyszedł.
***
Sam także dotarłem na zajęcia. Były one mieszane na podwórku. Było wiele miejsca, by się popisać. Jednakże nie widziałem w tym żadnej ochoty. Usiadłem pod drzewem, cień akurat był miły. Po kolei dosiadały się do mnie kolejne osoby, to z klasy, albo spoza niej. Przeciągnąłem się, po czym dziewczyna zwróciła, że guziki w luźnej koszuli są nie tak zapięte. Najwyraźniej chciała mnie dotknąć, dlatego też rozpiąłem koszule, by odkryć swój nagi tors. Widziałem, po twarzach, że ślinka im spływała. Czyżby numerek chcieli. Czyżby orgia się zbliżała. No w sumie muszę pozbyć się swojego libido, gdyż Ena nie da. Nie chce go też tylko zaliczyć raz. Wole wielokrotnie. Kurcze, gdy tylko o nim myślę, to mi staje. Dlatego też wziąłem sobie osoby, które chciały na szybki numerek w lasek, by tam je zaliczyć. Po kolei albo grupowo.
***
Zeszło się znacznie dłużej, niż przewidziałem. Musiałem ich wymęczyć oraz, jako że była duża grupa zdecydowanie łatwiej się pozbyć nadmiaru podniecenia, który trzeba szczelnie zamknąć, by przy Enie nie wyskoczyć z czymś. To, co zdarzyło się w bibliotece, było właśnie czymś takim. To nie powinno się zdarzyć. Jednakże przynajmniej wiem, jak dużego ma, oraz gdzie są jego wrażliwe punkty. Nawet jeśli widziałem jego przestraszoną, choć oddech chłopaka zostawiał wiele do życzenia, to i tak chyba za szybko do tego doszło. Miło, że zapomniał o tym zdarzeniu i nasza relacja się nie zmieniła. Jestem wdzięczny mu za to, nawet jeśli uległa, by zmianie to i tak zapewne nie zmieniłbym się za wiele.
***
Wziąłem prysznic i odświeżyłem się u siebie w pokoju. Do tego wziąłem termos z krwią oraz kilka użytecznych rzeczy, gdy ponownie zanocuje u chłopaka. Chyba że odkrył, iż się spóźniłem, gdyż musiałem się wyszaleć. Odetchnąłem, po czym zapukałem, a następnie wszedłem do pokoju chłopaka. Uczył się, może trochę był zawiedziony i zły, ale nie pokazał tego po sobie. Nie spojrzał na mnie ani się nie odezwał. Usiadłem na blacie w kuchni, po czym napiłem się świeżej krwi z termosu, w ciągu dnia muszę pić dużo więcej.
- Ja nie muszę spać. Jednakże skoro i tak długo żyje, to babcia zdecydowała, że powinienem udawać przynajmniej człowieka. - zacząłem. Dalej żadnej reakcji. Westchnąłem i kontynuowałem. - Wymknąłem się, gdyż przekazać, by mój odłam rodowitych wampirów oraz przemienionych zajęli się zarówno pilnowaniem twojej rodziny, jak i polowaniem na szefa organizacji czczącej. - tymi słowami, zwróciłem jego uwagę, jednakże starał się ponownie to ukryć. Najwyraźniej wciąż był zły. - Na łące dusz, spotkałem się z Elfami, gdyż potrzebowałem informacji. - ponownie przerwałem. Musiałem się napić krwi z termosu. Wówczas mogłem, dostrzec jak Ena się mi przygląda. - Twoja rodzina dale sobie radę, jednakże prędzej czy później dowie się, że tak łatwo jest ich zabić. Nie zniszczą całej organizacji, gdyż tam jest jedynie odłam, który wykonuje polecenia przywódcy. Gdy byłem młodszy, spotkałem go dwa razy. Dopiero za drugim razem pozbawiłem go umiejętności chodzenia. - przerwałem. Wstałem i się przeciągnąłem. Otworzyłem okno, by wpadło świeże powietrze do pokoju. Moja torba leżała przy łóżku, termos ułożyłem tuż przy łóżku. Był zakręcony. Sam także położyłem się na miękkim łóżku.

Ena?

piątek, 11 czerwca 2021

Od Eny cd. Hyo

Brak komentarzy

 Słowa Hyo naprawdę mnie przestraszyły. Moja rodzina nie miała przed sobą tajemnic. Bracia zawsze mówili mi o wszystkim. Z tego też powodu wiedziałem, że ponownie wyruszają na misję. W najgorszych snach nie myślałem jednak, że cokolwiek mogłoby im się stać. Mimo wątpliwości, wolałem dmuchać na zimne i samemu sprawdzić, w jakim stanie znajdują się moi bliscy.
Faktycznie, kiedy dotarłem do pokaźnej wielkości polany, zastałem pobojowisko. Z tą różnicą, że moim braciom nic nie było. Stali pośrodku pola walki, widocznie zmęczeni, ale wcale nie ranni. Bez większego problemu wykończyli wszystkich przeciwników. Właściwie, nie wiedziałem, z czym musieli się zmierzyć, ale w żadnym wypadku nie wyglądało, aby przegrali.
- Ena?! Co tutaj robisz?! - Taigen nie krył swojego zdziwienia. Podszedł do mnie i zmierzył mnie wzrokiem. - Nie miałeś przypadkiem wrócić do domu?
- Słyszałem, że stała wam się krzywda i chciałem pomóc - odpowiedziałem, tracąc pewność.
- I sądziłeś, że sam dasz radę, jeśli nam by się nie udało? - zakpił Taigen. I miał rację. Moi bracia byli absolwentami Ardem - wyuczeni wojownicy, którym żadna misja nie wydawała się straszna. Ja dopiero zaczynałem naukę. W porównaniu z nimi, nie miałbym najmniejszych szans.
Wbiłem wzrok w ziemię. Zachowałem się naprawdę bezmyślnie. Zaufałem Hyo, ponieważ jest dla mnie ważny i często ma rację. Teraz jednak jego zmartwienie nie miało żadnej podstawi. Moim braciom nie groziło niebezpieczeństwo. Rodzicom zapewne również są bezpieczni. Ojciec bywa despotyczny, ale zawsze ma wszystko pod kontrolą, a żaden przeciwnik nie stanowi dla niego zagrożenia.
- Taigen tylko się martwi - wtrącił Yukio. - Nie powinno cię tutaj być. Czy tata nie kazał ci wrócić do akademii?
- Właściwie to kazał... - powiedziałem nieśmiało. I wtedy wszystko im wyjaśniłem. Taigen wrogo marszczył brwi z każdym moim kolejnym słowem. Yukio jedynie kiwał potakująco głową.
- Czyli po prostu zaszło nieporozumienie - stwierdził na sam koniec. - Wróćmy do domu i wyjaśnijmy to.
Zgodziłem się na to i ruszyłem za braćmi. Byłem na tyle roztrzęsiony, że nie patrzyłem nawet, gdzie stawiam nogi. Oczywiście musiałem się potknąć, wpadając idealnie w kałużę krwi. Białe szaty zabarwił lepki szkarłat. Yukio pomógł mi wstać.
- Uważaj na siebie, dobrze? 

***

Dotarliśmy do domu. Na całym dworze panowało niemałe poruszenie. Hyo siedział w salonie wraz z rodzicami. Wszyscy wpatrywali się w siebie wrogo. Gęstą atmosferę niemal dało się kroić mieczem. Wszyscy zasługiwaliśmy na wyjaśnienia. Po krótkim przywitaniu z Hyo, które nieszczególnie podobało się wszystkim członkom mojej rodziny, młody wampir zostawił nas samych. W końcu mogliśmy spokojnie porozmawiać. 
- Czy przypadkiem nie kazałem ci wracać do akademii? - rzucił od razu ojciec. 
- Miałem taki zamiar, ale... 
- Nie widzę żadnych wyjaśnień. - Próba mojego wytłumaczenia się została przerwana. - Wydałem ci rozkaz. Jako przyszły wojskowy powinieneś słuchać się swojego przełożonego. 
- Tak, wiem o tym, jednak...
- Skoro o tym wiesz, to powinieneś stosować się do zasad! Posłuszeństwo jest najważniejsze w wojsku - prychnął ojciec. - Nie mam pojęcia, co ten wampir ci nagadał, ale nie powinieneś robić wszystkiego, czego on ci powie. Jesteś naiwny. 
Przełknąłem głośno ślinę, opuściłem głowę i wbiłem wzrok w ziemię. Miał rację. Jestem naiwny. Złamałem rozkaz. To wyłącznie moja wina. Powody nie były w żaden sposób istotne. 
- Przepraszam - wydukałem. - Nigdy więcej tak nie postąpię.
- Wiem o tym - odparł ojciec, prostując się. - Dziś w nocy wrócisz jeszcze do szkoły. Pamiętaj jednak, że kara cię nie ominie. 
Pokiwałem zgodnie głową. Głowa naszego rodu ma doskonałą pamięć. Mój następny powrót do domu zapamiętam na pewno na długo. 
- A więc, dlaczego wróciłeś? 
W końcu miałem szansę na wytłumaczenie się. Powiedziałem o podejrzeniach Hyo i o tym, jak martwiłem się o swoich bliskich. To był mój główny powód. Po prostu nie chciałem, aby komukolwiek stała się krzywda.
- Sądzisz, że dwóch uczniów naprawdę mogłoby nam pomóc? - zakpił ojciec, zaplatając ramiona.
- Właściwie bylibyście jedynie kulą u nogi - dodał Taigen. Yukio szturchnął go w bok, uciszając. 
- Teraz jak o tym pomyślę, to był naprawę głupi powód - westchnąłem cicho. 
- Do momentu, w którym nie postanowiliście nam przerwać, wszystko mieliśmy pod kontrolą - wyjaśnił ojciec. Ruchem ręki pokazał mi mapę, na której rozrysowany został plan. - Nie mówiłem ci o tym, ponieważ powinieneś skupić się na edukacji. Skoro się jednak dowiedziałeś, nie ma już sensu ukrywać. 
Rzuciłem okiem na schematy. Były naprawdę dobrze rozpisane. Mój ojciec to naprawdę dobry strateg. Jego plan nie miał żadnych luk. Problemem, nieoczekiwaną przeszkodą, stałem się ja i Hyo. 
- Wszystko jest więc pod kontrolą...? - zapytałem niepewnie.
- Było - mruknął ojciec. - Ale postanowiliście nam przeszkodzić. 
Poczułem zawstydzenie. Nikomu nie stałaby się krzywda. Wszyscy byli bezpieczni. Moje przewrażliwienie jedynie mogło sprowadzić na nich prawdziwe niebezpieczeństwo. Wyszkoleni wojownicy nie są niańkami. Ja i Hyo to jedynie uczniowie, którzy niewiele wiedzą o świecie. 
Po krótkiej rozmowie i dalszych wyjaśnieniach, wróciłem do wampira, który czekał na mnie w moim pokoju. 
- Czy wszystko już wyjaśnione? - zapytał, kiedy tylko przekroczyłem próg. 
- Tak, teraz już tak - odpowiedziałem. Moja twarz była kamienna. Westchnąłem cicho. - Wracajmy do karocy. Rano muszę być na zajęciach.
- Ale organizacja...
- Nie ma "ale" - przerwałem mu, chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że jest to niekulturalne. - To rozkaz mojego ojca. 
- Nie rozumiem. - Hyo wydawał się być zdziwiony. 
- Dziękuję za twoją troskę - mówiąc to, uśmiechnąłem się na chwilę łagodnie. - Ale naprawę nikomu nie dzieje się krzywda. Mój ojciec ma wszystko pod kontrolą. 
- Wierzysz w to? 
- To moja rodzina, tak - odpowiedziałem. Hyo zaniemówił. 
Bez słowa opuściliśmy dworek. Pośpiesznie pożegnałem się z bliskimi. Chciałem zdążyć jeszcze na poranne zajęcia. Przez całą drogę do szkoły mało rozmawiałem z wampirem. Dopiero, kiedy już późną nocą dotarliśmy pod Ardem, zaproponowałem chłopakowi, że jeśli chce, może zostać u mnie do rana.

Hyo?