Tablica
wtorek, 8 lutego 2022
Od Hiromaru CD. Eny
niedziela, 6 lutego 2022
Od Luciena CD. Darumy
Nigdy nie zdarzyło się by jakiekolwiek stworzenie dało radę dostać się aż do głównego obozu. Najczęściej patrole, które wysyłaliśmy zajmowały się nimi od razu, ale coś czułem, że dawno żaden nie został wysłany. Kadeci trzymali się z tyłu, tak jak nakazali im starsi i bardziej doświadczeni żołnierze. Niektórzy byli bez broni, osłaniając się jedynie tarczami ze swoim syfonów. Kilka kobiet zaprowadziła dzieciaki jak najdalej od istoty, nie mielibyśmy czasu by je bronić i sprawdzać co się z nimi dzieje.
Mężczyźni zaczęli coraz bardziej zbliżać się do stworzenia, by oddalić je od obozu, jednak gdy tylko zrobili krok w jego stronę, uderzało w ich stronę ogonem, co sprawiało, że cofali się jeszcze bardziej. Odwróciłem się by zobaczyć czy Daruma jednak został tam gdzie miał i gdy się w tym upewniłem, ruszyłem do głównego namiotu, by ze starszymi wojownikami zaplanować co robimy dalej.
~*~
– Skoro już jednego dzisiaj widziałeś, to znaczy, że jest ich więcej – mężczyzna chodził wokół stołu, bacznym wzrokiem obserwując mapę. – Pewnie mają gdzieś ukryte leże, dlatego też nigdy ich nie spotkaliśmy. Ale dlaczego nagle teraz wyszły?
Właśnie to było najważniejsze pytanie. Pewnie w tych górach nie było stworzeń, które mogłyby być ich wrogami. Były uzbrojone, wielkie i zabójczo szybkie. A teraz wydawały się rozszalałe i złe, jakby ktoś wybudził je z długiego snu.
– Musimy je wybić. Nie chodzi tutaj o zasady przetrwania, jednak nie chcę stąd odchodzić z myślą, że to coś może pojawić się tu w nocy, by coś sobie przekąsić. Musimy przetransportować osoby, które będą wadzić głębiej w góry i zapolować – odwróciłem się w stronę dwóch młodych wojowników stojących przy wejściu do namiotu. – Zabierzcie ze sobą jeszcze sześciu wojowników i znajdźcie jakieś schronienie w górach. Zabierzcie wszystkich, którzy nie będą brać udziału w walce. Wyślijcie także wiadomość księciu.
Kiwnęli głowami i po sekundzie już ich nie było. Miałem wielki mętlik w głowie, tym bardziej, że nawet tutaj było słychać dźwięki, jakie wydawała kreatura, znajdująca się w naszym obozie. Wiedziałem jednak, że musiałem wyjaśnić Darumie całą sytuację i, że będzie musiał opuścić obóz razem z resztą. Droga do domu nie zajęła mi długo, kilka osób próbowało po drodze coś do mnie zagadać, ale nie zwracałem na nich uwagi. Każdy z nich miał wyznaczone zadania, którymi powinni się zajmować, nie czas był na pogaduszki. Dlatego też tylko warczałem na nich pod nosem, idąc prosto przed siebie.
Daruma siedział przy palącym się kominku. Podniósł się od razu, gdy tylko usłyszał, że drzwi się otwierają.
– Sprawa załatwiona? – zdziwiłem się słysząc jego pytanie. Jednak dość szybko okazało się, że ryczenia bestii nie było tutaj już słychać. Pewnie zepchnęli ją dalej, przez co wydawało się, że już wszystko się skończyło.
– Spakuj jakieś ciepłe ubranie, wyruszysz z resztą by się ukryć – mruknąłem, nawet na niego nie patrząc. W tym momencie musiałem myśleć o całym obozie, o tym by ich chronić i nimi dowodzić, tak jak robiłem to przez wiele lat. – Musimy znaleźć leże i je zaatakować, więc nikt nie zostanie by pilnować tego miejsca. Jest ryzyko, że jedna z bestii tu przyjdzie i nie chce by ktokolwiek się tu znajdował.
Nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłem do zbrojowni, która znajdowała się na samym końcu korytarza. Widząc połyskującą stal, różnego typu, poczułem się jak w domu. To właśnie to było moje życie, od kiedy tylko się urodziłem. Odwróciłem się i przez ramię spojrzałem na centaura, który stanął w drzwiach. Rozprostowałem skrzydła i zręcznie zacząłem się uzbrajać. Jednak sztylet, który zawsze znajdował się za paskiem moich spodni wyciągnąłem w stronę Darumy.
– To Prawdomówca. Wiem, że nie umiesz pewnie go używać, ale weź go.
Chłopak niepewnie wziął go w dłonie, oglądając z każdej strony. Mój umysł nagle stał się pusty i myślałem tylko o mojej misji, walce, krwi, wygranej. Cienie zaczęły podrygiwać i przysłoniły światło wpadające przez małe okienko przy suficie.
– Czas zapolować, mój przyjacielu. – uśmiechnąłem się sam do siebie.
środa, 2 lutego 2022
Od Hyo CD. Ena
Od Eny CD. Hyo
Zasnąłem bardzo szybko, ale całą noc męczyły mnie jednak nieprzyjemne sny. Kręciłem się z boku na bok, próbując choć na chwilę uspokoić myśli. Dopiero, kiedy poczułem obejmujące mnie ramiona, udało mi się w spokoju zmrużyć oczy chociaż na chwilę.
Rankiem obudziłem się z niemałym bólem głowy. Zakaszlałem kilka razy, jednocześnie dotykając swojego czoła. Gorączka. Westchnąłem ciężko.
Nie byłem słabego zdrowia. Wczorajszy deszcz jednak dzisiaj dał się we znaki. Wyprostowałem się, z trudem łapiąc oddech. Nienawidziłem bycia chorym. Jeszcze teraz! Czekała nas daleka droga, a ja nie mogłem pozwolić sobie na słabości.
- Wszystko w porządku?
Hyo usiadł obok mnie. Wyglądał na zmartwionego. Wyciągnął dłoń, aby przejechać nią po moim czole i policzkach. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Jak najbardziej - odpowiedziałem. - To tylko małe przeziębienie. Przebiorę się i możemy ruszać. W torbie zostawiłem kanapki, mógłbyś ich poszukać?
Hyo od razu wyraził swoją dezaprobatę.
- Jeśli czujesz się źle, zostańmy. Nie ryzykujmy rozwoju choroby - upierał się.
- Nie masz się czym martwić - zapewniłem. - Jestem dobrego zdrowia. To szybko przejdzie.
Jak na złość, właśnie w tym momencie zacząłem głośno kaszleć. To nie wpłynęło na przekonanie chłopaka. Po długich namowach, ostatecznie ruszyliśmy w dalszą podróż.
Konie w spokojnym tempie pokonywały kolejne kilometry. Poruszaliśmy się znacznie spokojniej niż wczoraj. Głównie ze względu na mój stan zdrowia. Pomimo pulsującego bólu głowy i trudności z oddychaniem, utrzymując wyprostowaną postawę parłem naprzód.
Na szczęście nie padało. Mimo tego temperatura nie była najwyższa chłód przenikał nas do szpiku kości. Otuliłem się staranniej swoim płaszczem.
- Daleko jeszcze do granicy? Powinieneś odpocząć.
Hyo dogonił mnie i utrzymał podobną prędkość, aby nasze konie szły obok siebie.
Z trudem pokonywaliśmy kolejne metry. Przez świszczący wiatr i sypiące w oczy białe płatki ledwo słyszałem głos Hyo.
- Co mówiłeś?! - zawołałem w jego kierunku. Wampir musiał zbliżyć się na niewielką odległość i podnieść głos, żebym był w stanie usłyszeć, co mówi.
- Musimy znaleźć kryjówkę, teraz! - upierał się. A ja nie miałem sił się kłócić. Kiwnąłem głową.
Pociągnąłem za lejce i skierowałem konia, aby ruszył za Hyo.
wtorek, 1 lutego 2022
Od Bastiana CD. Maebh
niedziela, 30 stycznia 2022
Od Eny CD. Hiromaru
Mniej więcej w czasie południa, kiedy słońce znajdowało się wysoko na widnokręgu, podniosłem się ze zgarbionej pozycji, aby wyprostować plecy. Otarłem pot z czoła, rozglądając się po zapracowanych wieśniakach. Wtedy dostrzegłem zbliżającą się do mnie znajomą postać. Był to Hiromaru. Po krótkim przywitaniu chłopak wyjaśnił mi powód swojego przybycia. Ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, że chłopak chce pomóc przy odbudowie wioski. Dodatkowa para rąk do pracy na pewno przyśpieszy naprawę.
Zgodnie z moją sugestią Hiromaru udał się na rozmowę z przywódcą wioski. Odprowadziłem go przez chwilę wzrokiem, a następnie, po ów krótkiej przerwie wróciłem do dalszej pracy.
Włosy plątały mi się na wietrze. Nawet związane w kucyka. Z cichym pomrukiem nieudolnie spiąłem je trochę wyżej, w kok. Chwila rozproszenia sprawiła, że zwróciłem uwagę małe poruszenie w pobliżu. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Z obawą, że zdarzył się wypadek albo nawet wilki wróciły po zemstę, zacisnąłem dłoń na rękojeści miecza i sprawnym krokiem podszedłem do miejsca zdarzenia.
Moje zmartwione myśli zostały rozwiane niedługo później. Głosy mieszkańców wioski były pełne ekscytacji. Puściłem więc broń i w trochę lepszym humorze stanąłem w pobliżu grupki, aby móc przyjrzeć się obiektowi ich zainteresowania.
W jednym z prawie zawalonym budynku stał Hiromaru. Współpracując ze swoim demonem, przy pomocy wody sprawnie przecinał wysoko umieszczoną belkę. Mieszkańcy małej wioski z niemałym podekscytowaniem wyrażali swój podziw. Ja również przez chwilę nie potrafiłem oderwać wzroku od płynnych cięć.
Zawsze szanowałem osoby potrafiące posługiwać się magią. Moje umiejętności opierały się jedynie na prostych tarczach. Nie byłem szczególnie uzdolniony pod tym względem. Sztuka miecza towarzyszyła mi od dziecka. Stanowiła część mojej codzienności. Żaden z moich nauczycieli nie kiwnął nawet palcem, żeby nawet próbować nauczyć mnie używania czarów. Może w przyszłości powinienem skupić się na rozwijaniu pod tym aspektem? W walce im więcej asów w rękawie, tym lepiej.
Hiromaru bez dłuższego poślizgu, w mgnieniu oka dokończył przecinanie belki. Tym samym grupka rozeszła się. Odczekałem, aż trochę się przeludni.
- Dobra robota! - rzuciłem w stronę Hiromaru. Kiedy zwrócił na mnie swoją uwagę, uśmiechnąłem się szeroko.
Kolejno pomogłem mu wyjąć belkę z budynku. Właściwie nieść ją musiał z nami jeszcze jeden z mieszkańców. Inaczej byłaby dla nas zdecydowanie za ciężka.
Po krótkiej rozmowie wróciliśmy do swoich prac. Przed wieczorem udało nam się uprzątnąć wszystkie zbędne rzeczy. Oznaczało to, że już jutro będziemy mogli zająć się gromadzeniem rzeczy na obudowę. Ostatnią godzinę na budowie spędziłem na pomocy przy wyliczaniu niezbędnych materiałów.
Z informacji uzyskanej od przywódcy wioski dowiedziałem się, że miasto zrekompensuje poniesione w pożarze straty. Należało jednak złożyć odpowiedni wniosek z dokładną ilością potrzebnych przedmiotów. Od desek po narzędzia.
Z pomocą Hiromaru, który również już skończył część swojej pracy, wspólnie zajęliśmy się obliczeniami. Wieśniacy nie byli w stanie zrobić tego sami. Sprawa ta wykraczała poza ich umiejętności.
Wieczorem nie zorganizowano tak pokaźniej uczty, jak ostatnio. Postawiono jednak na duże ognisko. Na długich kijach opiekaliśmy chleb i mięso. Zapach spalenizny roznosił się po okolicy.
Usiadłem w pobliżu Hiromaru. Popijaliśmy ciepłą herbatę. Dzisiaj nie popełniłem podobnego błędu i nie sięgnąłem automatycznie po niedobre piwo. Z ostrożnością dobrałem napój, zabierając drugi kubek dla chłopaka. Obydwaj ciężko pracowaliśmy przez cały dzień. Wkładaliśmy w odbudowę naprawdę wiele wysiłku.
Po jakimś czasie dosiadła się do nas znajoma dziewczyna. Ta, która wczoraj próbowała ratować krowę, zamiast siebie. Jej włosy były związane wysoko i niedbale, a ubranie grube, w niektórych miejscach pocerowane lub dziurawe. Na ten widok poczułem jeszcze większe poczucie winy. Mieszkający tutaj ludzie mieli naprawdę niewiele, a przez moje niedopatrzenie, stracili prawie cały swój dobytek.
Pochłonęła nas rozmowa. Trwała ona w najlepsze do czasu, kiedy na niebie pojawiły się gwiazdy. Tocząc konwersację, wpatrywałem się w przepiękny widok nad naszymi głowami.
- Poczekajcie chwilę, pójdę dolać herbaty - rzuciła dziewczyna, zbierając nasze kubki i wesołym krokiem oddalając się w stronę garnka.
- Nie musisz się kłopotać! - zawołałem w jej kierunku, ale zostałem zignorowany. Uśmiechając się lekko niezręcznie, odprowadziłem ją wzrokiem.
Nagle rozległ się krzyk. Na jego dźwięk zerwałem się z miejsca. Chwyciłem za broń, w kilku szybkich susach dobiegając do przestraszonej dziewczyny. Automatycznie zasłoniłem ją swoim ciałem, oczekując możliwego ataku.
Nic nie nadeszło. Opuściłem gardę, aby przyjrzeć się temu, czego przestraszyła się dziewczyna. Dopiero po chwili dostrzegłem coś skulone w krzakach. Z pewną rezerwą podszedłem bliżej, aby przyjrzeć się nieznanemu obiektowi.
Rozpoznałem wilcze szczenię. Z małym niedowierzaniem spoglądałem na przestraszone zwierzątko. Nie tylko ja zdałem sobie sprawę, z czym mamy do czynienia. Niedługo później wieśniacy zaczęli się burzyć i przeklinać.
- Pozbądźmy się tego, póki nie wyrosło!
- Tak, szybko!
Widząc żałośnie skulonego zwierzaka, poczułem smutek. To było tylko szczenię. Może członkowie jego watahy przysporzyli mieszkańcom problemów, ale sam wilczek był niewinny.
Niewiele myśląc, pomimo sprzeciwów, podniosłem stworzonko na ręce. Wilczek wtulił się w zagięcia moich szat. Musiał być wyczerpany, głody i zmarznięty. Nie mogłem pozwolić, aby jego cierpienia trwały dłużej. Na tę chwilę jeszcze nie wiedziałem, co powinienem z nim zrobić.
Nigdy nie zajmowałem się zwierzętami. Jedynie końmi. Z tego powodu w głowie miałem pustkę. Wiedziałem jednak, że nie mogłem pozwolić, aby stała mu się krzywda. Szukając porady, spojrzałem w stronę Hiromaru. Należał do Sarlok. Miałem nadzieję, że chłopak posiada jakiekolwiek zdolności opiekowania się zwierzętami.
czwartek, 27 stycznia 2022
Od Maebh CD Bastiana
Z początku był nieco zdziwiony moim pytaniem, szczególnie że chodziło właśnie o skrzydła. Przez chwilę nie byłam pewna, jak na to odpowie, bo niektórzy różnie reagowali na naruszanie ich jednak przestrzeni osobistej. Chociaż sama nigdy nie miałam problemów z tym, aby ktoś dotykał moich rogów. Mimo wszystko nie robiły aż takiego wrażenia jak skrzydła, nie rzucały się w oczy, a schowane pod czapką czy chustą były niekiedy wręcz niezauważalne, zwłaszcza przy takiej burzy włosów, jaką miałam. Wystarczyło dobre upięcie, trochę kombinowania i wyglądałam jak najzwyklejszy człowiek. Gdy chłopak zgodził się, żebym mogła ich dotknąć, określenie że byłam wniebowzięta byłoby wielkim niedopowiedzeniem w tamtym momencie. Bastian zbliżył się i rozłożył jedno ze skrzydeł. Z lekką dozą niepewności położyłam na nim dłoń i opuszkami badałam każdy centymetr. Niektóre części były twarde, zwłaszcza te, gdzie znajdowały się kości, a niektóre wręcz przeciwnie. Sama skóra skrzydeł była gorąca, przyjemnie ciepła, aż miało się ochotę zawinąć tym skrzydłem niczym kocykiem w chłodny, zimowy wieczór. Przez chwilę miałam nawet chęć to zrobić, ale byłoby to dosyć dziwne, zwłaszcza, że dopiero się poznaliśmy, tak więc szybko stłumiłam tę myśl w zarodku. Do pełni szczęścia brakowało tylko tego, żeby było równie miękkie i puszyste, co kocyk. No, ale jak to mówią, nie można mieć wszystkiego. Skrzydło, jego budowa i wygląd było dla mnie niczym dzieło sztuki. Z daleka dostrzegasz tylko całokształt, jednolitą masę. Ale gdy się zbliżysz, przyjrzysz, zauważysz każdy drobny element, który składa się na tę całość. Ten każdy drobny element, pojedyncza łuska, drobna żyła, robiły wrażenie również jako ważna jednostka. Mogłoby się wydawać śmieszne, wręcz głupie jak ktoś może zachwycać się zwykłym, smoczym skrzydłem. No ale nie potrafiłam nic na to poradzić. Kto wie, może to była moja pierwsza i zarówno ostatnia okazja, że spotkałam Dragonborna, który pozwolił mi dotknąć swoich skrzydeł. Dlatego nie zamierzałam zaprzepaścić tej okazji. Sama poniekąd zazdrościłam, że nie dostałam skrzydeł od Libre. Co prawda jego różnią się od tych Bastiana, są delikatniejsze, pierzaste, białe, trochę popielate. Bardziej przypominały skrzydła anioła, i gdybym je miała zamiast rogów, ktoś mógłby mnie z jednym pomylić. Nie mogłam jednak narzekać, rogi były o wiele mniej kłopotliwe, a możliwość latania miałam bez względu na nie.
Cały “proces” przebiegał w ciszy. Żadne z naszej dwójki nie odważyło się odezwać słowem do siebie. Na szczęście byłam tak pochłonięta swoimi myślami podczas tego, że nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Jednak w pewnym momencie, kątem oka zauważyłam, jak chłopak dziwnie się zachowuje. Raz wstrzymywał oddech, niekiedy zastygał całym ciałem. Źle się czuł? Może coś go wzięło po tamtym posiłku? W mojej głowie zaczęły nawarstwiać się pytania, ale nie trwało to długo, kiedy moje wątpliwości zostały rozwiane. Chwilę później chłopak wybuchnął śmiechem. Co jak co, ale tego raczej się nie spodziewałam. Zaskoczona cofnęłam dłoń, niepewna, co mam dalej robić.
- Przepraszam - powiedział, gdy już się nieco uspokoił. - Po prostu mam łaskotki.
Łaskotki na skrzydłach? To chyba dosyć nietypowe miejsce na posiadanie łaskotek. Przygryzłam dolną wargę, żeby się nie zaśmiać. W głowie miałam już szatański plan, jak wykorzystać ten fakt w przyszłości, ale było jeszcze na to za wcześnie, o wiele za wcześnie jak na naszą krótką znajomość. Uśmiechnęłam się, zakładając ręce na piersi.
- Nie spodziewałam się, że można mieć łaskotki w takim miejscu - odparłam, unosząc delikatnie na niego wzrok. - Mogłeś mnie uprzedzić, wtedy bym cię nie torturowała - parsknęłam, przechylając delikatnie głowę.
- Gdybym był jeszcze ich świadom, to owszem - powiedział, składając już skrzydło. Był chyba tym obrotem spraw równie zaskoczony, co ja.
- A więc, nie ma za co? - zaśmiałam się, delikatnie uderzając jego ramię pięścią.
Takie wkraczanie w naszą “sferę prywatną” na początku znajomości bywa często dosyć oporne. Budzi wątpliwość, czy druga strona na pewno nie ma nic przeciwko dotykaniu jej, ale jak pokona się już ten próg, to potem leci z górki i cała relacja staje się o wiele luźniejsza, przynajmniej dla mnie.
Kernow