Przez kilka dni starałam się wychodzić jak najmniej. Jedynie na zajęcia, czy po to, aby pobyć w wodzie. Skupiłam się na nauce, ponieważ nie miałam na nic innego nastroju. Nie chciałam się też pokazywać z siniakiem. Co prawda, siniak trzymał się dwa dni i to wtedy najbardziej trzymałam się w pokoju. Miałam malutkiego bzika na punkcie swojego wyglądu. Pewnie to dzięki Fenrysowi i Melike.
Tablica
Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
czwartek, 3 listopada 2022
piątek, 21 października 2022
Od Cyraenana do Pedry
Zwyczajowy chaos rudych włosów leżał teraz gładko na pochylonym karku, uczesany i spleciony w krótki, ciasny warkocz. Ochronne okulary z grubymi, kwarcowymi soczewkami, kryły skupione spojrzenie turkusowych oczu, a delikatne błyski geometrycznych wzorów przeświecały spod ochronnego fartucha. Żywiołak niemal się nie poruszał, siedząc niczym metalowa statua w sercu warsztatu, zupełnie tak, jakby nie odróżniał się od zgromadzonych tu prototypów i wynalazków.
poniedziałek, 17 października 2022
środa, 21 września 2022
Od Hiromaru cd. Eny
— To świetny pomysł! — zgodziłem się od razu.
Tak, to na pewno przyciągnęłoby wieśniaków do Willowa i przełamało ostatnie bastiony oporu przed adoptowaniem wilczka. Bo to prawda, że Willow bawił się z nami i z Marion, ale widziałem, że od czasu do czasu ludzie z wioski rzucają szczeniakowi nieco krzywe spojrzenia. Nie dziwiłem im się – o tym pożarze będą opowiadać jeszcze przez długie lata, a niejeden z wieśniaków na pewno budził się w nocy z koszmaru, w którym jego dom trawiły żarłoczne płomienie. Wioska była już prawie w całości odbudowana, zaś ja, choć oczywiście cieszyłem się z tego, że domy znów stanęły i ludzie mieli gdzie mieszkać, to jednak w głębi serca zastanawiałem się, co czuli patrząc na jasne, świeże ściany? Czy była to radość, bo nowe domy były takie ładne i czyste, czy raczej smutek i nostalgia, bo te, w których mieszkali długie lata, obróciły się w rozwiany wiatrem popiół?
Ja sam nie przywiązywałem się do rzeczy materialnych – przez całe życie miałem niewiele, często zmieniałem miejsce pobytu, a wszystko, czego używałem, nie należało do mnie. Spałem pod cudzym dachem, jadłem cudze jedzenie i nieraz chodziłem w cudzych ubraniach. Jeśli coś mi zabrano albo przepadło, to trudno – dopóki miałem Isagomushiego, nic mi nie przeszkadzało. Ale ci ludzie? Byli moim przeciwieństwem – całe życie w tym samym miejscu, otoczeni tymi samymi twarzami i tymi samymi przedmiotami – ich wspomnienia nie żyły tylko w ich głowach, one były rozpięte i rozciągnięte wśród wszystkiego tego, co otaczało wioskę.
A teraz przepadły.
Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie te myśli — teraz powinienem skupić się na tym, by pokazać Willowa jako dobrego i przydatnego stróża całej wioski, a także uroczego pluszaka, którego zawsze w nim widziałem. Prawda, że gdy podrośnie, Willow będzie pluł kulami ognia, tak samo, jak robili to jego rodzice. Ale nim to miało nastąpić chciałem się upewnić, że szczeniak będzie miał tu kochającą i dobrą rodzinę.
Od razu wzięliśmy się z Eną i Marion za planowanie całego przedsięwzięcia. Dziewczyna wzięła na siebie powiadomienie pozostałych mieszkańców wioski, że na wieczór chciała, by wszyscy się zebrali i zobaczyli coś specjalnego. Jak na razie nie mówiła im, o co konkretnie ma chodzić – w sumie to po przedyskutowaniu wszystkiego doszliśmy do wniosku, że lepiej byłoby utrzymać całość w tajemnicy i zrobić niespodziankę, żeby nikt nie miał okazji do tego, żeby mówić o Willowie jakiekolwiek złe rzeczy.
Zaś my obaj, razem z samym wilczkiem, zniknęliśmy na pewien czas z pola widzenia wieśniaków. Przyzwyczaili się już do naszej obecności, ale większość wioski była odbudowana na tyle dobrze, że wystarczyło już tylko zająć się szczegółami, więc nie byliśmy aż tak bardzo potrzebni.
Tam, skryci przed spojrzeniem innych, zaplanowaliśmy i przećwiczyliśmy mały „występ”, którym Willow miał podbić serca mieszkańców wioski. Bo ludzie co prawda zerkali na nasze poczynania i część wiedziała już, że Willow potrafi chociażby usiąść na komendę, ale nie wiedzieli przecież wszystkiego.
Zrobiło się popołudnie, akurat wszyscy zebrali się na obiad. Razem z Eną skorzystaliśmy z gościny miejscowych, każdy z nas dostał swoją przydziałową miskę jedzenia, a potem rozsiedliśmy się tam, gdzie było miejsce i obaj wzięliśmy się za jedzenie.
Mi tym razem średnio szło – żołądek ściskał mi się lekko zdenerwowaniem, czułem w brzuchu nieprzyjemną gulę. Głowa wiedziała, że Willow sobie poradzi i wszystko będzie dobrze, ale stres był silniejszy ode mnie i mimowolnie się martwiłem. Wilczek wyczuł widać mój nastrój, bo gdy tylko skończył swoje jedzenie, przyszedł do mnie i trącił nosem moje kolano. Pogłaskałem jego łeb, a dotyk miękkiej i puszystej sierści wywołał w sercu falę nostalgii — minie jeszcze trochę czasu i nie będę mógł się spotykać z Willowem tak często.
— Nie martw się, pójdzie nam dobrze — Ena podniósł mnie na duchu. — I Willow też da radę.
Skinąłem głową, na moją twarz wypłynął w końcu uśmiech. Isa trącił mnie nosem w policzek, mój uśmiech się poszerzył.
— Tak, będzie dobrze. Już my się o to postaramy.
I tym sposobem przyszedł moment, gdy mieliśmy pokazać sztuczki Willowa pozostałym.
Marion zwołała wszystkich na małym placu w wiosce, my zaś stanęliśmy z wilczkiem, gotowi do pokazów.
poniedziałek, 19 września 2022
Od Hyo CD. Ena
Możliwe, że moje zachowanie w takim momencie jest niewłaściwe, niestosowne, zbyt intymne i klejące. Jednakże słuchając ich rozmowy, nie mogłem zwyczajnie sobie iść i ich pozostawić sobie. Przecież już niedługo pojawimy się, by spotkać się z jego braćmi. Zbliżyłem się do chłopaka i trochę taki znudzony, przejechałem wolną dłonią po udzie Eny. Zbliżyłem swe wargi do jego uszka, po czym delikatnie przygryzłem jego płatek, trochę też zwilżyłem językiem, a na końcu wyszeptałem.
niedziela, 18 września 2022
Od Eny CD. Hyo
Nie było jeszcze specjalnie późno, ale pogoda mocno dawała w kość. Ciepłe letnie dni pozostały jedynie ustęsknionym wspomnieniem. Wyłącznie dzięki bluzie pożyczonej od Hyo nie trząsłem się z zimna. Pocieszałem się faktem, że po przekroczeniu granicy z Me Shi zrobi się znacznie cieplej. Tropikalne klimaty gorących lasów wydawały się teraz tak niezwykle odległe. Choć upalne dni były naszą codziennością jeszcze tak niedawno, teraz nie potrafiłem sobie nawet przypomnieć, jak przyjemne one były.
- Nie uważasz, że lato trwa zbyt krótko? - rzuciłem w kierunku Hyo pytanie. Spojrzałem na niego dopiero po chwili, kiedy żadna odpowiedź nie nadeszła.
Ciemnowłosy chłopak szedł w ciszy. Miał zmarszczone brwi i wyglądał na pochłoniętego we własnych myślach. Nie odzywał się słowem.
- Czy coś się stało? - zapytałem, nie kryjąc swojego zmartwienia. Co dziwne, tym razem Hyo również nie uraczył mnie odpowiedzią. Poczułem zaniepokojenie. Młody wampir wydawał się być całkowicie zatopiony w myślach. Zastanawiałem się, co tak zajęło go doszczętnie, że utracił cały kontakt ze światem dookoła niego.
Hyo szedł przed siebie pewnie, choć wpatrywał się jedynie w jakiś punkt przed sobą. Nie spuszczał z niego wzroku, jakby kierował się w ów nicość. Nie zmieniał też tempa ruchu. Cały ten czas równo maszerował obok konia. Wydawał się całkowicie niczym niewzruszony.
- Hyo? Wszystko w porządku? - Mój głos przybrał poważniejszy ton. Nie chciałem mu przeszkadzać, ale zwyczajnie martwiłem się o niego. Nie było to do niego podobne, by tak odpływać. Już ja częściej ginąłem w odmętach swojego umysłu.
Dopiero, kiedy zapytałem głośniej, chłopak otrząsnął się z zamyślenia. Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby w pierwszej chwili całkowicie nie wiedział, co się dzieje i gdzie się teraz znajduje.
- Całkiem odpłynąłeś - stwierdziłem, nie kryjąc napływającego rozbawienia. - Sądzę, że to dobra pora na odpoczynek.
Zatrzymałem konia, obserwując, jak Hyo rzuca mi pytające spojrzenie.
- Przecież jest jeszcze widno, moglibyśmy iść dalej - stwierdził. Nie krył swojego zaskoczenia.
Szybko przypomniałem mu więc o spotkaniu. Miało się ono w końcu odbyć w pobliskiej gospodzie.
- Co za spotkanie mamy tutaj? - Chłopak wydawał się szczerze zdziwiony.
Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie wypadło mi z głowy, aby powiedzieć mu o swoich planach. Faktycznie zbierałem się do podróży w pośpiechu. Nic dziwnego, że całkowicie zapomniałem podzielić się z Hyo o tym, o swoich zamiarach.
Zbliżyłem się do niego. W razie, gdyby ktoś miał podsłuchać naszą rozmowę.
- Podróż przez Nevadę, nawet krótka, może być naprawdę niebezpieczna - przypomniałem. - Potrzebujemy przewodnika, dlatego wynająłem jednego.
- Sami nie dalibyśmy rady? - Młody wampir wydawał się być sceptyczny. - Wcześniej podróżowaliśmy przez niemal całą Nevadę i nie obawiałeś się problemów.
- To prawda. Ale tutaj jest inaczej. Zbliżamy się do części militarnej Nevady. Tej bardziej. Skomplikowanej. W związku z tym więcej kłopotów może nas zastać - wyjaśniłem. - Dlatego potrzebujemy tubylca, osoby, która zna się na rzeczy. Przeprowadzi nas najszybszą drogą, gdzie szanse na spotkanie nieprzyjemności będą najmniejsze.
- Poradzilibyśmy sobie równie dobrze sami. Do tej pory wszystko szło dobrze.
- Nie wątpię! - zaśmiałem się. - Ale nie kuśmy losu. Nie chcę narażać nas na żadne kłopoty. Te okolice będą znacznie bardziej niebezpieczne, niż te, które już minęliśmy. Musimy mieć się na baczności.
Hyo, choć niechętnie, w końcu zgodził się wstąpić do gospody. Tam po krótkiej rozmowie z właścicielem lokalu, zameldowaliśmy się w jednym z pokoi.
- Nasz przewodnik będzie czekał o zmroku na dole w jadalni - poinformowałem w czasie rozpakowywania najpotrzebniejszych rzeczy. - A jutro o świcie ruszymy razem przez Nevadę do Me Shi.
Młody wampir przytaknął zgodnie. Kolejne minuty spędziliśmy na ogarnianiu się. Wziąłem szybką kąpiel, wyczesałem włosy i przebrałem się w wygodniejsze ubrania.
Kiedy Hyo także skończył swoją toaletę, wspólnie udaliśmy się na dół, aby spotkać się z naszym przewodnikiem. Szybko rozpoznałem siedzącego pod ściana mężczyznę.
Berick współpracował już z naszą rodziną od lat. Dlatego też to właśnie jemu powierzyłem naszą dalszą podróż. Potrafił on przeprowadzić podróżnych najbezpieczniejszą i najszybszą trasą. Miałem do niego duże zaufanie.
- O, Ena, jak wyrosłeś! - zawołał na przywitanie mężczyzna. Wprawdzie bardzo dawno się nie widzieliśmy. Ostatnio widział mnie, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Odwiedził nas wtedy, ponieważ ojciec miał jakąś wyprawę i potrzebował jego pomocy.
- Dobrze cię widzieć, Borick - powiedziałem, dosiadając się się do starszego mężczyzny. - To Hyo. Bardzo mi pomaga podczas podróży - przedstawiłem młodego wampira, uśmiechając się delikatnie.
- Planujesz spotkanie z braćmi, prawda? - zgadywał. - Odprowadzałem ich do granicy niedługo wcześniej. Domyślam się więc, że zmierzacie w podobnym kierunku.
- Dokładnie tak - przytaknąłem. - Chciałbym cię prosić o wskazanie nam miejsca, w którym się rozstaliśmy. Dalej jakoś sobie poradzimy.
- W porządku, w porządku! - Mężczyzna wydawał się być bardzo szczęśliwy. - Jutro wyruszymy z samego rana!
- Cieszę się, że tak szybko zgodziłeś się nam pomóc. Dziękuję.
Przez kolejne kilka minut omawialiśmy plan dalszej podróży. Borick na szczęście doskonale znał drogę i zapowiadało się, że do Me Shi dojdziemy już kolejnego dnia. Nie mogłem doczekać się spotkania z braćmi!
- Nie uważasz, że lato trwa zbyt krótko? - rzuciłem w kierunku Hyo pytanie. Spojrzałem na niego dopiero po chwili, kiedy żadna odpowiedź nie nadeszła.
Ciemnowłosy chłopak szedł w ciszy. Miał zmarszczone brwi i wyglądał na pochłoniętego we własnych myślach. Nie odzywał się słowem.
- Czy coś się stało? - zapytałem, nie kryjąc swojego zmartwienia. Co dziwne, tym razem Hyo również nie uraczył mnie odpowiedzią. Poczułem zaniepokojenie. Młody wampir wydawał się być całkowicie zatopiony w myślach. Zastanawiałem się, co tak zajęło go doszczętnie, że utracił cały kontakt ze światem dookoła niego.
Hyo szedł przed siebie pewnie, choć wpatrywał się jedynie w jakiś punkt przed sobą. Nie spuszczał z niego wzroku, jakby kierował się w ów nicość. Nie zmieniał też tempa ruchu. Cały ten czas równo maszerował obok konia. Wydawał się całkowicie niczym niewzruszony.
- Hyo? Wszystko w porządku? - Mój głos przybrał poważniejszy ton. Nie chciałem mu przeszkadzać, ale zwyczajnie martwiłem się o niego. Nie było to do niego podobne, by tak odpływać. Już ja częściej ginąłem w odmętach swojego umysłu.
Dopiero, kiedy zapytałem głośniej, chłopak otrząsnął się z zamyślenia. Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby w pierwszej chwili całkowicie nie wiedział, co się dzieje i gdzie się teraz znajduje.
- Całkiem odpłynąłeś - stwierdziłem, nie kryjąc napływającego rozbawienia. - Sądzę, że to dobra pora na odpoczynek.
Zatrzymałem konia, obserwując, jak Hyo rzuca mi pytające spojrzenie.
- Przecież jest jeszcze widno, moglibyśmy iść dalej - stwierdził. Nie krył swojego zaskoczenia.
Szybko przypomniałem mu więc o spotkaniu. Miało się ono w końcu odbyć w pobliskiej gospodzie.
- Co za spotkanie mamy tutaj? - Chłopak wydawał się szczerze zdziwiony.
Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie wypadło mi z głowy, aby powiedzieć mu o swoich planach. Faktycznie zbierałem się do podróży w pośpiechu. Nic dziwnego, że całkowicie zapomniałem podzielić się z Hyo o tym, o swoich zamiarach.
Zbliżyłem się do niego. W razie, gdyby ktoś miał podsłuchać naszą rozmowę.
- Podróż przez Nevadę, nawet krótka, może być naprawdę niebezpieczna - przypomniałem. - Potrzebujemy przewodnika, dlatego wynająłem jednego.
- Sami nie dalibyśmy rady? - Młody wampir wydawał się być sceptyczny. - Wcześniej podróżowaliśmy przez niemal całą Nevadę i nie obawiałeś się problemów.
- To prawda. Ale tutaj jest inaczej. Zbliżamy się do części militarnej Nevady. Tej bardziej. Skomplikowanej. W związku z tym więcej kłopotów może nas zastać - wyjaśniłem. - Dlatego potrzebujemy tubylca, osoby, która zna się na rzeczy. Przeprowadzi nas najszybszą drogą, gdzie szanse na spotkanie nieprzyjemności będą najmniejsze.
- Poradzilibyśmy sobie równie dobrze sami. Do tej pory wszystko szło dobrze.
- Nie wątpię! - zaśmiałem się. - Ale nie kuśmy losu. Nie chcę narażać nas na żadne kłopoty. Te okolice będą znacznie bardziej niebezpieczne, niż te, które już minęliśmy. Musimy mieć się na baczności.
Hyo, choć niechętnie, w końcu zgodził się wstąpić do gospody. Tam po krótkiej rozmowie z właścicielem lokalu, zameldowaliśmy się w jednym z pokoi.
- Nasz przewodnik będzie czekał o zmroku na dole w jadalni - poinformowałem w czasie rozpakowywania najpotrzebniejszych rzeczy. - A jutro o świcie ruszymy razem przez Nevadę do Me Shi.
Młody wampir przytaknął zgodnie. Kolejne minuty spędziliśmy na ogarnianiu się. Wziąłem szybką kąpiel, wyczesałem włosy i przebrałem się w wygodniejsze ubrania.
Kiedy Hyo także skończył swoją toaletę, wspólnie udaliśmy się na dół, aby spotkać się z naszym przewodnikiem. Szybko rozpoznałem siedzącego pod ściana mężczyznę.
Berick współpracował już z naszą rodziną od lat. Dlatego też to właśnie jemu powierzyłem naszą dalszą podróż. Potrafił on przeprowadzić podróżnych najbezpieczniejszą i najszybszą trasą. Miałem do niego duże zaufanie.
- O, Ena, jak wyrosłeś! - zawołał na przywitanie mężczyzna. Wprawdzie bardzo dawno się nie widzieliśmy. Ostatnio widział mnie, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Odwiedził nas wtedy, ponieważ ojciec miał jakąś wyprawę i potrzebował jego pomocy.
- Dobrze cię widzieć, Borick - powiedziałem, dosiadając się się do starszego mężczyzny. - To Hyo. Bardzo mi pomaga podczas podróży - przedstawiłem młodego wampira, uśmiechając się delikatnie.
- Planujesz spotkanie z braćmi, prawda? - zgadywał. - Odprowadzałem ich do granicy niedługo wcześniej. Domyślam się więc, że zmierzacie w podobnym kierunku.
- Dokładnie tak - przytaknąłem. - Chciałbym cię prosić o wskazanie nam miejsca, w którym się rozstaliśmy. Dalej jakoś sobie poradzimy.
- W porządku, w porządku! - Mężczyzna wydawał się być bardzo szczęśliwy. - Jutro wyruszymy z samego rana!
- Cieszę się, że tak szybko zgodziłeś się nam pomóc. Dziękuję.
Przez kolejne kilka minut omawialiśmy plan dalszej podróży. Borick na szczęście doskonale znał drogę i zapowiadało się, że do Me Shi dojdziemy już kolejnego dnia. Nie mogłem doczekać się spotkania z braćmi!
<Hyo?>
czwartek, 8 września 2022
Od Hyo CD. Ena
Tym razem nie siedziałem za Eną, gdyż koń zbyt szybko mógłby się zmęczyć pod naszym ciężarem. Na moment zapomniałem, że jestem wampirem i mam swoje zdolności, które pozwalają na szybsze poruszanie. Choć gdybym zabrał ze sobą Enę i konia, to mogłoby poskutkować nieprzewidzianymi skutkami ubocznymi. Przypomniało mi się również, że mam parasolkę tej, której używałem na początku. Gdzieś ją wrzuciłem do torby i wyleciała mi z głowy, przez liczne problemy i ówczesny brat pokarmu zwanego krwią. Dlatego też wyjąłem ukrytą w odmętach mojej torby parasolkę, jakimś cudem udało się jej przetrwać. Była w jednym kawałku bez żadnych porwań, zadrapań przede wszystkim uszkodzeń. Jakby dopiero zakupiona. Gdy udało mi się ją otworzyć i odpowiednio ułożyć, by jasne światło przestało mnie irytować, wtem mogłem sobie na spokojnie iść nieopodal Eny i pana konia. To nie tak, że boję się światła słonecznego, czy jego promieni. Zwyczajnie, gdy nie popijam więcej krwi podczas dnia, wówczas odczuwam kilka skutków. Mimo iż wypiłem cudowną i delikatnie pociągająca krew mojego partnera podróży i obiektu westchnień. To wciąż za mało. Gdyż muszę ją pić w ciągu dnia jak takie małe soczki. Mimo iż mam pierścień oraz liczną ochronę, to wciąż muszę ją spożywać. Można za to winić podobno mojego ojca. Miał podobny problem, co ja. Najwyraźniej z niego przeszło to na mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szablon
Pandzika
Kernow
Kernow
