Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Od Eny cd. Hyo

Niedługo po tym, jak rozstałem się z Hyo, zacząłem swoje poszukiwania. Cieszyłem się, że chłopak zgodził się mi pomóc. Sam pewnie też dałbym radę, ale dobrze jest mieć kompana do podzielenia się spostrzeżeniami.
Sprawę zaginionego dziecka zacząłem w jego sypialni. Wiedziałem, że nie mogę przegapić nawet najmniejszego szczegółu. Przez wielu zgromadzonych gapiów nie potrafiłem niestety odnaleźć odpowiedniego zapachu. Wszystkie wonie mieszały się ze sobą. Mogłem więc jedynie polegać na wzroku. 
Rozejrzałem się po pokoju. Wszystko było normalne. Przynajmniej tak mi się wydawało na pierwszy rzut oka. Podszedłem do kołyski. Kolorowa kołdra i poduszeczka dawno przestała być ciepła. Dziecko zaginęło dawno temu. Spojrzałem w stronę okna. Delikatnie uchylone. To właśnie przez nie najpewniej dostał się porywacz. Stanąłem przy ścianie i jeszcze raz rzuciłem okiem po pomieszczeniu. Wtedy też dostrzegłem symbol, który znajdował się na jednej z deseczek kołyski. Przyjrzałem mu się z bliska.
- Może ktoś mu przynieść kartkę i pióro? - poprosiłem, odwracając się do zgromadzonej służby. Chwilę później otrzymałem przedmioty. 
Jak najdokładniej potrafiłem przerysowałem symbol. Nieszczególnie potrafiłem stwierdzić, co właściwie przedstawia ten rysunek. Był naprawdę dziwny, ale wierzyłem, że na pewno ma powiązanie z zaginiętym noworodkiem. 
- Czy ktokolwiek wie, co to oznacza? - Uniosłem kartkę papieru do góry. Zgromadzona służba przyjrzała się zapiskowi. Nikt niestety nie wiedział, co on oznacza. 
Nie mając innego punktu zaczepienia udałem się do biblioteki. Mieliśmy tam zbiory z całego świata. Obejmowały one wiele informacji z wielu wieków, więc uznałem, że to właśnie tam znajdę odpowiedź na nurtującą mnie sprawę symbolu. 
Rozsiadłem się pomiędzy książkami i rozpaliłem lampkę. Wziąłem tomiska, w którym mogłem znaleźć informacje na temat różnego rodzaju rycin czy symboli. 
Po dłuższym czasie udało mi się odnaleźć podobną grafikę. Zacząłem o nim czytać, aby dowiedzieć się wszystkiego, na jej temat.
- Alchemiczny symbol siarki... - przeczytałem na głos. Niestety nie znalazłem żadnej wzmianki o porwaniach czy dzieciach. 
Gdyby nie to, że mój kodeks moralny zabraniał przeklinania, najpewniej w tym momencie kląłbym pod nosem jak szewc. Oprócz poznania znaczenia symbolu nie wiedziałem nic więcej. Oparłem się o stół, kładąc na nim głowę. Stukałem palcami o blat, próbując pozbierać myśli. Siarka. Symbol życia. Co ma życie do porywania dzieci?! Jeśli jest to czyjeś hobby to nie jest najlepsze!
Wtedy usłyszałem kroki. Automatycznie spoważniałem, doprowadzając się do porządku. Chwilę później pojawił się przy mnie Hyo. Ku mojemu zdziwieniu, chłopak trzymał w ramionach noworodka, a kilkoro starszych dzieci chowało się za jego plecami. 
- Co to ma znaczyć? - zapytałem, unosząc krwi, nie próbując nawet kryć zaskoczenia. Hyo wyjaśnił mi wszystko. Dopiero teraz spostrzegłem, że jego ubrania pokryte były krwią. 
- Nie musiałeś się do niczego zmuszać... - szepnąłem, nie przykładając uwagi na to, czy dosłyszał. Czułem się źle z powodu, że chłopak narażał swoje życie. Naprawdę byłem jego dłużnikiem. 
- Niech matka nie zdejmuje amuletu. Chyba, że chce, by ponownie zostało zabrane. To ty je znalazłeś, nie ja - powiedział Hyo, wręczając mi śpiące dziecko. Odwrócił się, aby odejść. Chciałem go zatrzymać, ale wtedy zbliżył się i uciszył mnie pocałunkiem. 
Nim zdążyłem zareagować, chłopak zniknął. Nie miałem szansy go nawet gonić. Dziecko zaczynało się budzić. 
Ku radości matki, bezpiecznie oddałem jej potomka. Przekazałem też informację, którą dostarczył mi Hyo o amulecie. Będę się musiał później dowiedzieć, skąd chłopak wiedział, gdzie szukać dzieci. Póki co zbywałem pytania innych, nie dając im jasnej odpowiedzi, skąd syn kobiety ponownie znalazł się na dworze. 
Miałem inne, poważniejsze zmartwienia. Oprócz potomka służki, musieliśmy odnaleźć rodziny innych dzieci. Wysłałem kilku innych służących w tym celu. Do tej pory sam postanowiłem mieć te pociechy na oku. Dopóki nie zasnęły, bawiłem się z nimi czy opowiadałem bajki. Sam byłem już naprawdę zmęczony. Czułem, jak powoli opadam z sił.
Miałem nadzieję, że pobyt w domu będzie dla mnie spokojny. Liczyłem na wypoczynek, a tu nagły problem spadł mi na głowę. Musiałem go szybko rozwiązać. Najpewniej sprawa nie została jeszcze rozwiązana. Wierzyłem oczywiście w umiejętności Hyo, jednak nieprzyjemne uczucie nie dawało mi spokoju. Cała układanka nie została jeszcze ułożona. Muszę porozmawiać z wampirem i dowiedzieć się wszystkiego, co wie. 
- Nie spuszczajcie tych dzieci z oka przez całą noc - poleciłem kilku strażnikom. Postanowiłem poszukać Hyo. Niestety nie zastałem go w przeznaczonej dla niego sypialni. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie powinienem sprawdzić dalej. Wtedy też usłyszałem odgłos wody z pokoju obok. Wampir najpewniej brał właśnie kąpiel. Przypominając sobie jego zniszczone ubrania, wpadłem na pewien pomysł. Zajrzałem do pokoju braci. Z jednej z szaf wyjąłem czysty komplet ciemnych szat. Odłożyłem je w pokoju Hyo. Nie dałem mu swoich ubrań, ponieważ obawiałem się, że będą za małe. Wprawdzie chłopak nie był wiele wyższy ode mnie, ale mógłby czuć się skrępowany za małym kompletem. 
Nim udałem się do swojego pokoju, zajrzałem jeszcze, co u dzieci. Strażnicy nie dostrzegli niczego niepokojącego. Na szczęście. 
Ze spokojem wróciłem do siebie. Okazało się, że Hyo skończył się kąpiel. Siedział na kanapie, bawiąc się łańcuchem z białych koralików. 
- Muszę ci podziękować za pomoc. - Uśmiechnąłem się, dosiadając się obok wampira. - Naprawdę jestem ci wdzięczny. Samemu zeszłoby mi znacznie dłużej. Jeśli w ogóle by mi się udało.
Hyo zaśmiał się cicho. Wygodniej rozsiadając się na kanapie. W klasycznych szatach, typowych dla mojej kultury, wyglądał naprawdę dobrze. 
- Mógłbyś mi więcej odpowiedzieć o tym wszystkim? - zapytałem, odrzucając włosy do tyłu. Usiadłem też wygodniej, przyciskając kolana do piersi i kładąc na nich głowę. Byłem naprawdę zmęczony, ale musiałem dowiedzieć się wszystkiego, co wiedział Hyo.

Hyo? 

niedziela, 6 czerwca 2021

Od Hyo cd Ena

Po spotkaniu i rozmowie z kucharzem dowiedziałem się kilku interesujących informacji. Wydawać, by się mogło, że dzięki mojej obecności wyjdzie to na lepsze. Choć zapewne, niektórzy mieli powody sądzić inaczej.Sen dziś mnie opuścił, tak samo zmęczenie. Bijące światło księżyca wdzierało się pokoju, w którym miałem odpoczywać. Otworzyłem okno na oścież, by zaczerpnąć powietrza, oraz usłyszeć dźwięki z dworu. Przeglądałem, także co znajduje się w pokoju. Były tu jakieś książki. Szybkość, z jaką je czytałem, nudziła mnie. Dlatego, gdy pojawia się książka, której jeszcze nie poznałem, decyduje się na powolne ludzkie czytanie.
Znalazłem jedną książkę, która nie została przeze mnie przeczytana. Inne były w szkolnej czy miejskiej bibliotece. Usiadłem wygodnie na parapecie i zabrałem się za lekturę. Każda z ras jest inna i ma swoje unikalne cechy. Dlatego też o innych wiem więcej. Demony to rasa, której nie spotykam często. Z demonicą spałem, ale to było jednorazowe i skończyło się gwałtownie. Jest też Ena, z nim nie spałem. Jednakże mieliśmy zbliżenia, które powodowały u niego zaskakujące reakcje. Nie do końca tego pojmuje, czemu jest taki ułożony, kulturalny i powściągliwy. Jest to coś, z czym się, nie spotykam na co dzień, dlatego też nie wiem jak mam się zachować.
Jego reakcje na mój dotyk są dziwne, niby nie chce, ale mu się podoba. Tak samo wtedy.. Nie pojmuje czemu, tak się zachowuje, jednakże nie mam po co nad tym dumać.
Usłyszałem, jak z korytarza dobiegają żywe nieco spanikowane odgłosy. Zamknąłem oko, odłożyłem książkę i wyszedłem, zobaczyć, o co się rozchodzi. Zanim jednak do nich dołączyłem, zobaczyłem jakiś ruch od siebie. Ruszyłem to sprawdzić. Zobaczyłem postać w kapturze, coś niosła w rękach. Jednakże, nawet gdybym chciał się przyjrzeć, musiałem wrócić do reszty.
Zwróciłem swoją uwagę na Ene. Pomięta szata, odsłonięte ramię, włosy wszędzie gdzie chcą. Najwyraźniej został obudzony. Jednakże mimo wszystko wyglądał oszałamiająco. Słuchałem, co do mnie mówi, kiwałem, że rozumiem. Zadawałem pytana. By nie wyszło, że jedynie się na niego gapię i pożeram Ene wzrokiem.
Gdy wrócił do swojego pokoju, wślizgnąłem się tuż po nim. Bezszelestnie obserwowałem chłopaka. Nie mogąc się powstrzymać, akurat, gdy był odwrócony do mnie tyłem. Objąłem go, przytulając się do jego pleców. Palcami mogłem, wyczuć jak się spina. Jego zapach taki słodki. Przejechałem językiem po jego odkrytym ramieniu i wysunąłem kły. Zrobiły to mimowolnie, nie chciałem się napić, nie potrzebuje, jednakże jego zapach mnie podnieca i chce go dotykać.
- Ena pięknie pachniesz. - mruknąłem. Składałem pocałunki na jego ramieniu, szyi, obojczyku, a nawet delikatnie przygryzłem jego uszko, policzek.
- Hyo puść. Musimy znaleźć dziecko. - powiedział, speszony chłopak.
- Nie chce cię puścić. Jeszcze chwilkę. - mruknąłem cicho. Odwróciłem go do siebie przodem. Jego plecy dotknęły się z zimną ścianą. Ustawiłem się odpowiednie, by nie uciekł. Odgarnąłem kosmyki włosów za ucho i uniosłem jego podbródek. Moje ruchy miały w sobie delikatność, zmysłowość i dbałem, o każdy najmniejszy szczegół. Przejechałem kciukiem po wargach chłopaka. Zbliżyłem się do niego, nasze usta dzieliły milimetry. Jego oddech delikatnie przyśpieszył. Pragnąłem go pocałować, ale on tego nie zrobi pierwszy. Dlatego też po prostu go pokuszę i zostawię.
Przejechałem językiem po wargach chłopaka, najwyraźniej to podziałało, by uchylił swoje. Jednakże jedynie przygryzłem jego dolną wargę i się odsunąłem. Oblizałem wargi i spojrzałem na niego.
- Czerwienisz się Ena. To w takim razie idę zbadać trop. Spotkajmy się na pomoście za godzinę albo za dwie. Powodzenia kotku. - powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju. Zostawiłem chłopaka samego z myślami i nie tylko nimi.
***
Trop, a dokładniej zapach zaprowadził mnie w kilka miejsc. Były one w posiadłości oraz poza nią. W końcu poczułem zapach niemowlaka. Jednakże zapach krwi także. Dlatego czym prędzej musiałem, zobaczyć co się dzieje, w jednej chatce na obrzeżach miasta. Im bliżej byłem, tym więcej płaczu i krwi czułem i słyszałem. Było to dziwne doświadczenie. Towarzyszył temu dźwięk. Dziwny, jakiś taki rytualny. Nie podobał mi się on, dlatego też musiałem wejść w swoją wampirzą osobowość, by się skoncentrować, pozbyć dźwięku. Sprowadzić tutaj kogo trzeba oraz przerwać to, co oprawcy próbowali zrobić.
Mimo licznych ran, które zadali, pokonałem ich wszystkich. Dzieci były bezpieczne, było ich kilkoro. Krew była na ich czołach, znak był dobrze mi znany. Ofiarny, złożenie komuś w ofierze. Pamiętam, gdyż miałem taki sam, nie tylko ja..
Kilkoro rodziców udało mi się odnaleźć. Pozbyłem się krwi oraz nałożyłem im swego rodzaju amulety. Nie powinni ich zdejmować przez kilka nocy. Znalazłem niemowlaka zabranego z dworu, w którym mieszka Ena i mieszkańcy. Dlatego też nie ja będę mógł oddać im to dziecko, tylko on to zrobi.
***
Nie wiem, ile czasu minęło, ale znalazłem Ene. Po drodze udało mi się wyjąć jeden czy dwa sztylety z ciała. Musiałem pilnować dziecka, było spało. Tym lepiej dla mnie. Ena wyglądał na zaniepokojonego. Gdy mnie zobaczył, wręczyłem mu dziecko.
- Niech matka nie zdejmuje amuletu. Chyba że chce, by ponownie zostało zabrane. To ty je znalazłeś nie ja. - powiedziałem. Moje oczy nie wróciły do normy, dlatego chciałem na resztę nocy zniknąć. Ena mnie zatrzymał. Chciał coś powiedzieć. Dlatego też pocałunkiem zamknąłem mu usta, po czym jak wiatr zniknąłem.
***
Zajrzałem do domku ofiarnego. Musiałem coś sprawdzić. Szukałem czegoś, po tym, co mi przypomnieli, miałem nadzieję, że to odnajdę. Jednakże nawet przetrzepanie całego domku i ciał, które zabiłem. Mogłem skorzystać z ich ciał, by wyssać z nich całą krew, a potem się ich spali wraz z tym domkiem.
Wykonanie nie zajęło długo. Z oddali patrzyłem, jak domek się rozpada i płonie, pilnowałem ognia, by nie przedostał się dalej. Musiałem zniknąć, gdy ktoś się z wodą pojawił. Nie mogli mnie tam zastać, dlatego też wróciłem nad jeziorko. Mogłem wziąć zwyczajnie prysznic, jednakże przy odbijającym się księżycu w tafli wody do tego świeżości i miłej nocy. Mogłem się wykąpać w jeziorku. Rozebrałem się z poplamionych ubrań i wszedłem powoli do wody. Barwa oczu wracała do normy, kły się pomniejszyły, a ja mogłem podczas pięknej scenerii się wykąpać. W ciszy spokoju oraz przysłuchiwałem się co u matki dziecka, oraz innych w tym Eny.
***
Nim się obejrzałem, nastał poranek. Świeciłem się w blasku słońca. Siedziałem na brzegu, przykryłem się jedynie koszulą, która nie była zbytnio umazana krwią. Niby mogłem wrócić do domu, ale sceneria oraz wschód słońca wydał mi się znacznie lepszy. Obok siebie zauważyłem czystą szatę, jej barwa była ciemna, ale za to zapach miał Eny. Gdy spoglądałem i nasłuchiwałem wokoło siebie, nic i nikogo nie było. Musiał wczoraj się pojawić, gdy brałem kąpiel. Nie spostrzegłem go. Księżyc musiał mnie rozproszyć, mamy długą znajomość. Więc czasem przestaje postrzegać świat i co się wokoło mnie dzieje.
Wstałem z ziemi i okryłem się ciemną szatą. Włosy ułożyły się na swoim miejscu, ale jednocześnie się wydłużyły. Spaliłem magią swoje zakrwawione ubrania, gdy zmieniły się w proch, mogłem wrócić do domku.
Gdy tylko przekroczyłem próg, dziwnie się na mnie patrzyli. Dlatego też skierowałem się do jadalni. Skoro pora na posiłek, to może uda mi się porozmawiać z Ena. Jednakże ich spojrzenia, padały na mnie, inne mnie unikały. Postanowiłem się nad tym nie rozwodzić i zająłem swoje miejsce. Nie czułem głodu, ale po prostu siedziałem i milczałem. Od czasu do czasu patrzyłem, na każdego. Chłopaka dalej nie było. Dlatego też wstałem i skierowałem się do jego pokoju. Zapukałem i wszedłem, ale jego nie było w pokoju. Usiadłem sobie wygodnie na kanapie i wziąłem sobie coś do ręki, by mieć zajęcie, dopóki wybranek nie wróci.

Ena?

Od Eny cd. Hyo

Zachowanie Hyo było naprawdę niezwykle dziwne. Zwykle lepił się do mnie zarówno za dnia, jak i w nocy. Dzisiaj postanowił się jednak trzymać daleko ode mnie. Unikał nawet przypadkowego dotyku. To było całkowicie do niego niepodobne. 
Postanowiłem jednak długo nie rozprawiać się nad tym. Skoro taką decyzję podjął chłopak, mi pozostawało ją jedynie uszanować. W końcu, wychodzi to nawet na plus dla mnie. Może dzięki temu unikniemy sytuacji podobnych do tych z biblioteki. Mamy jeszcze czas się poznać. Nic na siłę. 
Po kolacji odprowadziłem Hyo do jego pokoju. Liczyłem, że tym razem spędzi noc w przeznaczonej dla niego sypialni. Można powiedzieć, że sam miałem ochotę przespać się we własnej komnacie w samotności. Tęskniłem za swoim pokojem, a do tej pory nie miałem szansy jeszcze z niego skorzystać. 
Rozejrzałem się w spokoju po sypialni. Cieszyłem się na widok znajomego pomieszczenia. Było tutaj przytulnie, ale jednocześnie elegancko. Jasne ściany, białe baldachimy i zasłony oraz zdobione meble wypełniały wnętrze pokoju. Usiadłem na łóżku. Tęskniłem za jego miękkością. 
Nim jednak chciałem się położyć postanowiłem zdjąć z siebie wierzchnie szaty i przebrać się w coś wygodniejszego. Narzuciłem więc na swoje ciało jasną, zwiewną tunikę. Związałem też włosy, aby podczas snu nie zaplątały się za bardzo. Upiąłem je w warkocz. 
Przygotowany do snu, otuliłem się ciepłą kołdrą. Zasnąłem niemal od razu. Naprawdę, nie ma to jak wypoczynek we własnym łóżku. Wprawdzie lubiłem pokój w akademiku, ale różnił się od znacząco od domu. Otaczały mnie tam obce zapachy, a przez ściany słyszałem głosy innych. Ciągle nie przyzwyczaiłem się do takich tłumów. 
Spokój nie był mi długo dany. Obudziły mnie poruszone głosy na korytarzu. Ledwo przytomnie opuściłem swój pokój i poszedłem zbadać źródło hałasu. 
- Gdzie ono jest?! - krzyczała kobieta, ocierając łzy z czerwonej od płaczu twarzy. - Gdzie moje dziecko?!
Niemal natychmiast oprzytomniałem. Najwyraźniej na dworze zaszło coś okropnego. Nie mogłem więc przejść obok tego obojętnie. 
Dla sprostowania, służba na dworze mogła posiadać własne rodziny. Często matki opiekowały się dziećmi w podczas pracy. Nie mieliśmy nic przeciwko temu. W końcu, najlepiej jest mieć swoje potomstwo na oku przez cały czas. 
Zaginięcie nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Miałem wobec tego straszne myśli. W mojej głowie pojawiły się najgorsze scenariusze. Wzrokiem szukałem Hyo. Przeszły mnie dreszcze, kiedy nie dałem rady go dostrzec. 
- Spokojnie, proszę - powiedziałem uspokajająco, wciskając się pomiędzy tłum zgromadzonej służby. - Może mi ktoś powiedzieć, co się stało?
Wzrok wszystkich skupił się na mnie. Poczułem się przytłoczony pod natłokiem spojrzeń. Wyglądałem pewnie nie najlepiej. Przed chwilą w końcu zostałem wyrwany ze snu. Warkocz w międzyczasie rozpadł się w kilku miejscach, a figlarne kosmyki opadły na moją twarz. Szaty zaś miałem niezwykle pomięte. Jedno ramię zostało odkryte, a ja nie miałem nawet chwili czasu, aby to poprawić. Służba nawet nie kryła swojego zaskoczenia, widząc mnie w takim stanie. Westchnąłem cicho i zignorowałem te spojrzenia. Ruchem ręki pośpieszyłem zgromadzonych. Musiałem dowiedzieć się, co zaszło.
- Jak codziennie zostawiłam syna w sypialni, kiedy sama poszłam wziąć kąpiel - zaczęła wyjaśniać kobieta. - Po powrocie zauważyłam, że go nie ma. Zaczęłam pytać wszystkich, ale nikt go nie widział... Zniknął bez śladu!
- Nie ma możliwości, aby sam gdzieś wyszedł? - zapytałem, lekko marszcząc brwi. 
- Nie, na pewno nie! To niemowlę!
Poranie niemowlaka na moim dworze! Nie miałem pojęcia, jak do tego doszło, ale musiałem jak najszybciej rozwiązać tę sprawę. Zaczynałem pytać napotkane osoby o jakiekolwiek informacje, aby niczego nie przegapić. Musiałem dowiedzieć się wszystkiego o tej sprawie. Wtedy w tłumie dostrzegłem znajomą postać. 
- Hyo! - zawołałem chłopaka po imieniu. Wampir podszedł do mnie. Wyglądało na to, że on sam również niedawno się obudził. Przynajmniej taką miałem nadzieję. 
- Co się stało? - zapytał, drapiąc się po głowie. 
Opowiedziałem mu wszystko, czego się dowiedziałem.  
- Musimy znaleźć to dziecko - postanowiłem. - I to jak najszybciej! Poczekasz na mnie chwilę? Pójdę się przebrać i zaczniemy śledztwo. 
Czułbym się źle, chodząc po całej posiadłości ubrany w ten sposób. 

Hyo? 

poniedziałek, 31 maja 2021

Od Hyo cd Ena

- Może pójść coś zjeść. - opowiedziałem, zgadzając się na jego pytanie. Zanim jednak zszedłem, przyciągnąłem do siebie Ene. Uniosłem jego podbródek, odsunąłem zabłąkane kosmyki na bok, po czym przysunąłem się, miałem w zamiarze go pocałować.. Jednakże zrezygnowałem i stanąłem na ziemi, by ruszyć się zapewne w kierunku dworku. Przeczesałem palcami wilgotne włosy, spojrzałem także na chłopaka, chwilowo jakby zastygł. Może zaskoczyło go moje zachowanie. Postaram się wstrzymywać bliskość, skoro jesteśmy "przyjaciółmi", jeśli w ogóle to lepiej, żebym się tak zachowywał.Po chwili dołączył do mnie, szliśmy w ciszy. Czułem na sobie jego spojrzenia, chciał zapytać, a może chodziło o coś innego. Oczywiście zwierzęca krew smakowała mi jak, byłem młodszy, ale po spróbowaniu ludzkiej krwi. To ona stała się moim głównym spożyciem. Jej smak, konsystencja, barwa, zapach oraz to jak przy okazji mogę dotknąć człowieka.. Jest zdecydowanie przyjemniejsze niż ta od żywych stworzeń, które w zwyczaju mam jeść albo zabijać.
Najwyraźniej drogę, którą obrał Ena była, by pokazać mi piękno okolicy. Okolica, w której znajdował się dworek rodziny Eny. Wydawała się szczęśliwa mimo problemów, ich dusze odczuwały swego rodzaju pokój i było w tym jeszcze coś.. Nie mogłem się nad tym zastanowić, gdyż zmierzaliśmy jeszcze w innym kierunku. Nie wiedziałem dokładnie, gdzie kroczymy. Ena wydawał się spięty. Chciałem go przytulić, dotknąć, ale trzymałem łapy przy sobie. Może wydawało mi się, że był zdziwiony moją nagłą zmianom.
Musiałem wyłączyć myślenie, dlatego też przypadkiem musnąłem jego dłoń. Chłopak się na mnie spojrzał, przygryzłem wargę i cicho "przeprosiłem", zabierając dłoń. Co to miało być? Co jest ze mną nie tak? Odbija mi czy co?
- Hyo, czy coś cię niepokoi? Coś się stało? - zapytał.
Przystanął, ja także się zatrzymałem. Chciałem go dotknąć, pocałować. Przycisnąć go do drzewa, muru, czy nawet ściany.. Tylko po to, by móc go dotknąć i trzymać w swoich ramionach. Chciałem mieć go tylko dla siebie. Jednakże po tych wszystkich wydarzeniach. Najpewniej wolałby, bym się nie zbliżał. Dlatego też zdecydowałem się podejść do tego inaczej.
- Wszystko jest w porządku. To, co zjemy? - spytałem chłopaka. Uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie. Tym razem powinienem pokazać coś innego. Ena zbyt wiele wycierpiał, przez nieodpowiedzialnego mnie. Dlatego też skoro chce zacząć od nowa, muszę przełączyć się na przyjaznego i chyba grzeczniejszego, czy coś w tym rodzaju osobnika. Odetchnąłem, gdyż wolałem starego siebie. Jednakże jeśli Enie spodoba się taki ja, to po prostu taki będę i tyle.
Ena już nie odpowiedział. Do domu doszliśmy w ciszy. Zasiadłem do zastawionego stołu, miejsc było kilka. Czyli jeszcze ktoś zawita na posiłku. Dostarczono mi krwi, jednakże nie tej od zwierząt. Sceptycznie patrzyli na mnie, jednakże nie przejąłem się tym. Posiłek składał się głównie z ryżu, ryb oraz mięsa, oczywiście były też jakieś sałatki, zupy i innego rodzaju potrawy. Posłałem uśmiech do chłopaka oraz innych osób, jednakże zszedł mi on z ust, gdy tylko się napiłem. Krew smakowała dobrze, jednakże wiercące spojrzenia były wręcz odrażające. Nie mam nic do nich, jednakże zapewne nie podoba im się, że Ena szlachetny czystokrwisty demon ma ze mną styczność.
Zignorowałem to i zajadałem się jedynie. Chwaliłem potrawy kucharza oraz gdy reszta była zajęta, zniknąłem im z pola widzenia. Kieliszek z krwią był pusty, wypiłem go. Znalazłem kuchnię, by porozmawiać z kucharzem. Jego kuchnia i potrawy były bardzo znajome. Dlatego też musiałem czegoś się dowiedzieć.
Rozmowa szła nam dobrze, ale do pomieszczenia wpadła służba i zostało nam przerwane. Umówiłem się z kucharzem na noc, byśmy mogli dokończyć naszą rozmowę. Gdy wyszedłem z kuchni, natknąłem się na Ene. Chciałem go wyminąć, by wrócić do pokoju. Chłopak jednak mnie zatrzymał, lekko mnie to zdziwiło, gdyż on tak nie robi. Puścił mnie i chciał odejść. Przeprosił i się najwyraźniej zawstydził swoim zachowaniem.
Uśmiechnąłem się jedynie i objąłem go wokół bioder ręką. Nasze ciała się stykały, na jego policzek wpłynął rumieniec. Dlatego też ucałowałem jego policzek i puściłem chłopaka. Puściłem mu oczka, odchodząc. Wróciłem do pokoju, wziąłem prysznic i się przebrałem. Jednakże, zamiast się w nocy spotkać, kucharz zjawił się w moim pokoju dziwnie zaniepokojony. Tak jakby coś się wydarzyło albo miało się wydarzyć.
Czyli najwyraźniej nie będzie jedynie spokojnie i miło. Najdą także problemy, a potem wina ponownie spadnie na mnie. Choć tak nie będzie.

Ena?

niedziela, 30 maja 2021

Od Hyo cd Yeu

Pocałunek. Objąłem go i wplotłem palce we włosy chłopaka. Pogłębiłem jedynie pocałunek. Chciałem sprawdzić coś, czy rzeczywiście jest sobą. Czy może jednak kłamie? Nie chciałem go jeszcze puszczać. Chciałem przedłużyć pieszczotę, jak najdłużej się dało. Choć wiedziałem, że zostanie przerwana. On jednak się odsunął, ode mnie. Nie spodobało mi się to, gdyż chciałem kontynuować. Oczywiście, że chciałem, by pocałunek był dłuższy, ale on nie chciał. Nie wiedziałem, czemu nie chce. Choć przyczyna tego była wiadoma. Po prostu chciałem zadać mu te durne pytanie, po czym usłyszeć przewidzianą odpowiedź.
- Czemu przerwałeś? - spytałem. Choć dobrze znałem odpowiedź.
- Chodźmy do pokoju i tam dokończymy. - powiedział to z uśmiechem.
Ruszyłem się z miejsca, by pójść z chłopakiem do siebie. Nie chciałem się śpieszyć, ale miałem ochotę, by iść z nim do łóżka. Wielokrotnie. Odetchnąłem i zatrzymałem się, złapałem za dłoń chłopaka, po czym ułożyłem drugą na jego policzku. Złączyłem nasze usta w pocałunek. Nawet gdy próbował się odsunąć, nie pozwoliłem mu na to. Mruknąłem i wsunąłem dłoń pod jego ubranie. Jednakże, gdy poczułem jego dłoń na plecach. Odskoczyłem jak poparzony od chłopaka. To było dziwne uczucie. Sam zacząłem i przerwałem, mimo że już kilka razy przydarzył nam się przelotny numerek na świeżym powietrzu, w miejscach publicznych. Tym razem jednak było w tym coś innego..
- Lepiej już chodźmy. - powiedziałem. Czułem, jak ktoś nas obserwuje, dlatego też złapałem chłopaka, przyciągając go do swojego boku, by następnie użyć wampirzej szybkości. Byśmy mogli zdecydowanie szybciej dotrzeć do mojego domu. Wepchnąłem chłopaka do domu. Nie zdążył zadać pytań, gdyż zniknąłem. Musiałem udać się dwie uliczki dalej od domu, by sprawdzić, kto się tam kryje.
Zjawili się także moi szpiedzy. Wraz z nimi załatwiłem i dowiedziałem się, wyduszając z koszmarnych obserwatorów wszystkiego, co mogło się przydać. Dowiedziałem się także kto mnie, a przy tym Yeu śledzi, po co...
Przecież moje "cienie" wyrównali szanse, nakierowali na drogę morderczego Yeu stwory, czy też to, co mógł wybić do cna. Oczywiście przed nami mógł zabić ludzi albo kogoś niewinnego, ale tutaj raczej takich nie ma. Nawet dzieci już są winne. Także nawet takie osobniki można pozabijać. Mimo nawet dostarczenia mi użytecznych informacji o Yeu ukrywają się w cieniu. Chociaż może też być tutaj drugie dno, albo i kolejne. Do którego jeszcze nie doszedłem.
***
Wróciłem do domu pokryty krwią. Milczałem, nie chciałem o tym rozmawiać. Potrzebowałem chwili dla siebie. Skierowałem się od razu do swojego pokoju, po czym do łazienki, by wziąć prysznic. Czułem wzrok na sobie, po chwili także dotyk. Nie podobało mi się to, a dokładniej, że plecy tak długo mi się goją. Jednakże po prostu dalej brałem ten prysznic, zmywając z włosów i z ciała krew, która byłem upaćkany. Wyminąłem chłopaka, gdyż musiałem znaleźć luźną szatę na noc. Choć noc i tak będzie zajęta.
W międzyczasie dotyk Yeu przyjemnie odwracał moją uwagę. Od tego oparzenia.. Miałem z nim problem, goiło się o kilka dni za długo. W dalszym ciągu tam było. Już dawno powinno się zagoić, ale nic z tego. Błękitna krew pomogła, chociaż może gdybym nie przerwał medytacji, szybciej by się zagoiło. Chociaż może to nic nie pomogło. Chociaż nic mi ono nie przeszkadza. Po prostu jest to dziwne.
- To moja sprawka? - zadał pytanie, gdy przejeżdżał palcami po gojącym się oparzeniu. Chwyciłem jego dłoń, by nie dotykał tej rany. Zazwyczaj moja skóra jest nieskazitelna, tym razem miałem na niej coś, co nie dawało mi spokoju. Uciążliwe to było, gdyż denerwowało mnie to wszystko, a na dodatek miałem ochotę coś rozbić, albo kogoś. Nie miałem pojęcia dokąd może mnie to zaprowadzić. Może gdyby Yeu odwrócił moją uwagę sobą, byłoby to znacznie lepiej i łatwiej. Jego obecność tak jakoś zaniżała moje problemy. Nie musiałem myśleć, gdyż jego bliskość, oraz to, co ma już niedługo nastąpić, w jakimś stopniu mnie denerwowała. Nie miałem pojęcia czemu mam tak mieszane uczucia.
- To nic. Po prostu długo się goi. Zbyt długo. - powiedziałem. Wyminąłem Yeu, tylko po to, by się ubrać. Jednakże ściągnął mi ręcznik, to nie było żadnym zaskoczeniem. Skoro i tak mamy być nadzy, to nie przeszkadza mi to. Zresztą często bywam nagi, gdy sypiam z wieloma różnymi partnerami. Zabawa wówczas jest świetna i łaskawa. Ubrany w szaty do spania.
Wdrapałem się na łóżko i wygodnie sobie usiadłem. Mogło to prowokować Yeu, gdyż zaczął się rozbierać. Zaśmiałem się i pociągnąłem go za ogon. Może trochę za mocno, gdyż tak się nie powinno. Jednakże wylądował na moim łóżku. Cmoknąłem go i przejechałem palcami po uszach chłopaka. Chciał najwyraźniej je zabrać. Jednakże wbiłem pazury w jego uszy. Warknął i syknął jednocześnie. Zlizałem krew, po czym uniosłem jego podbródek i wsunąłem język do ust chłopaka. Drażniłem jego uszka oraz gdy chciał posunąć się dalej, używałem pazurów do lekkich tortur nad jego wrażliwymi uszkami.
Wiem, że tak się nie powinno robić, ale to ja chciałem teraz coś zrobić. Dlatego też jedynie mnie objął i pozwolił na to, co chciałem. Mógł to robić z litości, ale wolałem opędzić od siebie wszelakie myśli, gdyż po prostu chciałem cieszyć się chwilą, w której możemy się namiętnie całować.
***
Przerwano nam, gdyż do pokoju weszła kuzynka. Była lekko spanikowana. Oderwałem się od Yeu i przytuliłem dziewczynę. Ma ona niecałe 155 cm wzrostu i krótkie włosy w kolorach różu i niebieskiego. Do tego dwukolorowe oczka. Nosi o wiele za duże niektóre ubrania. Jednakże mimo wszystko jest szczupła i ma w sobie coś z wilka i elfa. Jednakże to nie jest stwierdzone. Dlatego, gdy się pojawiła, musiałem ją przytulić. Jest jedną z tych tajemniczych osób w rodzinie oraz rzadko się pojawia. Nie wszyscy też wiedzą ile mam osób w rodzinie.
- Yeu to Chris. Chris to Yeu. Teraz opowiedz, co się stało. - posadziłem ją na kanapie, by mogła wszystko wyjaśnić. Posłałem Yeu przepraszające spojrzenie, ale on jedynie wywrócił oczami i wyszedł. Chciałem go zatrzymać, ale na chwilę się odwrócił. Pogłaskał dziewczynę po głowie, a mnie pocałował w policzek. Wtedy ponownie wyszedł.
Może chciał nam zapewnić chwilę dla siebie albo przyniesie napoje, albo po prostu poszedł i tyle po nim będzie. Tego jeszcze nie wiem. Jednakże Chris jest jak na razie ważniejsza i to, co ją gryzie.
***
Dziewczyna w końcu po kilku minutach opowiedziała wszystko ze szczegółami. Zajęło to dłuższą chwilę. Yeu będzie zły albo jest. Nie wiem czemu wszystko, idzie pod górkę. Teraz nie prędko pójdziemy do łóżka, gdyż muszę pomóc Chris. Westchnąłem i zdecydowałem się dojść z dziewczyną do sedna sprawy. W końcu Yeu przyniósł nam napoje. Po czym położył się na moim łóżku. Dotrzymywał nam towarzystwa, nie przeszkadzając, czasem nawet wykazywał aktywność, gdy rozmawiałem z nią.
Gdy się napiła, w końcu zasnęła. Przykryłem ją kocem szczelnie na kanapie. Byłem jeszcze chwilę przy niej, gdyż starałem się poukładać to wszystko. Niby teraz możemy, to najwyraźniej był znak dla chłopaka. Jednakże nie mogłem.
- Nie teraz. - powiedziałem. Chyba trochę za chłodno. Gdyż chłopak ponownie wyszedł. Westchnąłem i usiadłem na łóżku, czytałem książkę. Musiałem się przewietrzyć, ale samo patrzenie na dziewczynę, było zdecydowanie lepsze. Musiałem też ją przenieść na swoje łóżko, gdyż wydawała się niespokojna. Przytuliła się do mnie, dlatego też głaskałem ją po głowie, by się uspokoiła. Najwyraźniej mnie posłuchała, gdyż jej sen wydawał się dużo spokojniejszy.
Tej nocy nie mogłem zasnąć, myślałem, że może Yeu mi potowarzyszy. Chyba jednak się myliłem. Najwyraźniej skoro nam przerwano, to pójdzie do kogoś innego. Skoro tak to ja w nie miałem nic innego do roboty. Sięgnąłem po książkę i wróciłem do czytania. Zresztą i tak muszę też uspokajać kuzynkę.
***
Przez kolejne dni, musiałem pomóc Chris. Gdy w końcu mogłem, odpocząć zobaczyłem Yeu z kimś. Zignorowałem ich i wróciłem do swojego pokoju. Miałem dosyć problemów. Zamknąłem okna i je zasłoniłem, by światło słoneczne nie dawało mi w kość, to samo zrobiłem z drzwiami, zamknąłem je na klucz. Chciałem odpocząć i mieć spokój.
Po prysznicu, zrobieniu porządku w pokoju, zająłem się upragnionym odpoczynkiem. Choć go nie potrzebowałem może po prostu, wolałem odpocząć w trumnie. Dlatego też udało mi się w końcu odkopać i wyczyścić trumnę. W niej mogłem zaznać spokoju, którego potrzebowałem. Dlatego też wszedłem do jej wnętrza, zamknąłem ją. Wygodnie ułożony, przymknąłem oczy i udałem się w świat medytacji. Może po tym, będę jak nowy.

Yeu?

Od Eny cd. Hyo

Pierwsze problemy pojawiły się znacznie szybciej, niż bym tego oczekiwał. Zabrałem fiolkę z krwią i ruszyłem na spotkanie z braćmi. Wiedzieli, że Hyo jest wampirem. Zastanawiałem się więc, co mieli w głowach dając mu tego czegoś do napicia się. 
Znalazłem ich w salonie. Po krótkiej wymianie zdań wyjaśniłem im, w czym istniał problem.
- Nie przemyśleliśmy tego - przyznał Yukio. - Nie wiedzieliśmy, że nie pije on krwi zwierzęcej. 
- Niech nie wymyśla - prychnął Taigen. - Jest tutaj w gościach. Mieliśmy mu oddać swoją krew? Niech przez te kilka dni wytrzyma.
Westchnąłem cicho. Nie widziałem sensu dalszej kłótni. Bracia nie wiedzieli, że Hyo raczej nie gustuje w krwi zwierzęcej. Skoro jest jednak moim gościem, obiecałem sobie przyjąć go jak najlepiej. Postanowiłem więc jak najszybciej rozwiązać sprawę posiłku dla wampira. 
Po krótkiej rozmowie z braćmi umówiliśmy się na spotkanie w pobliskiej altanie. Nie udaliśmy się tam od razu, ponieważ "miałem coś do zrobienia". Moim prostym planem było poczęstowanie Hyo własną krwią. Nie lubiłem tego robić, jednak sytuacja tego wymagała. 
Znalazłem się w kuchni. Ukradkiem rozejrzałem się po pustym pomieszczeniu. Na szczęście o tej godzinie nikogo tutaj nie zastałem. Z jednej z szafek wyjąłem fiolkę, zaś z innej szuflady nóż. Z drobnego nacięcia, które zrobiłem wzdłuż dłoni zaczęła sączyć się krew. Przygryzłem policzek, nie patrząc na rękę. Po dłużących się sekundach pojemniczek został już w całości zapełniony. Zabezpieczyłem ranę. Fiolkę zaś podrzuciłem dalej śpiącemu Hyo. 
Wyszedłem na zewnątrz. Bracia zgodnie z obietnicą czekali na mnie w altance. Przy świetle wschodzącego słońca rozpoczęliśmy niezobowiązującą rozmowę. 
- Później znowu wyjeżdżamy na poligon - powiedział Yukio, nie kryjąc smutku. - Widzimy się tak rzadko i tak szybko będziemy musieli się pożegnać!
- Obowiązki to obowiązki, nie rozpaczaj, nie jesteś już dzieckiem - mruknął wiecznie poważny Taigen. - Spotkamy się ponownie prędzej czy później.  
Uśmiechnąłem się delikatnie w odpowiedzi. Przyznam, że sam żałowałem, że nie mogę spędzić więcej czasu z braćmi. Naprawdę rzadko się teraz widujemy. Bywają oni znacznie częściej na poligonie niż w domu. Tęskniłem za nimi. Za wspólnie spędzonymi dniami na rozmowach czy treningach. Byli oni dla mnie wzorami do naśladowania, idolami. 
Korzystałem więc z pozostałego nam czasu. Żartowaliśmy, śmialiśmy się czy opowiadaliśmy o tym, co spotkało nas w ostatnim czasie. Streściłem im poznanie z Hyo. Oczywiście pominąłem kilka momentów. Moi bracia nie mogli się dowiedzieć o niektórych z wydarzeń. Zdecydowanie nie byliby szczęśliwi, gdyby o nich usłyszeli. 
- Ten cały wampir mi się nie podoba - stwierdził Taigen, krzyżując ręce na piersi.
- Tobie wszyscy się nie podobają - zakpił drugi bliźniak. Trącił też przyjacielsko brata w ramię. Ten w odpowiedzi prychnął. 
Brakowało mi ich przepychanek. Taigen z natury był poważny i sarkastyczny. Yukio stanowił jego przeciwieństwo. Do każdego potrafił powiedzieć coś miłego. Śmiał się i żartował w najlepsze, szybko zbliżając do siebie ludzi. Mimo odmiennych charakterów bliźnięta były ze sobą naprawdę blisko. 
Czas mijał nieubłaganie. W końcu musieliśmy się pożegnać. Poszedłem więc poszukać Hyo. Nie zastałem go w pokoju. Wątpiłem, że na własna rękę poszedłby zwiedzać dworek. Postanowiłem spróbować odnaleźć go na terenie ogrodów. 
Wyszedłem ponownie na zewnątrz. Spokojnym krokiem pokonałem obsadzoną piwoniami alejkę. Podczas mojej nieobecności rodzice zatrudnili wielu ogrodników, którzy zajmowali się moim ogrodem. Ich praca zdecydowanie nie szła na marne. Kwiaty były zadbane i przepięknie pachniały. Widok cieszył moje oczy. Nie potrafiłem oderwać wzroku od delikatnych płatków. 
Nie spostrzegłem nawet kiedy opuściłem ogród i kierowałem się w stronę jeziora. Na tle jasnej tafli wody rozpoznałem Hyo. Chłopak siedział na białym pomoście, wesoło wymachując nogami. 
Kiedy podszedłem bliżej, spostrzegłem, że ocieka wodą. Najpewniej brał kąpiel chwilę wcześniej. Słysząc moje kroki, wampir odwrócił się. Po tym, jak mnie rozpoznał, rzucił mi serdeczny uśmiech. 
- Szukałem cię - powiedziałem, siadając obok niego. - Podoba ci się tutaj? 
- Jest w porządku - odpowiedział, nie odrywając ode mnie wzroku. Przyznam, że z tego powodu poczułem się trochę nieswojo. Z tego też powodu wbiłem spojrzenie w spokojną wodę. W międzyczasie odgarnąłem psotne kosmyki z twarzy, zarzucając włosy do tyłu. 
- Cieszę się, że dobrze się czujesz - odparłem, również lekko się uśmiechając. - Widzisz wyspę? 
Ruchem głowy wskazałem niewielki plac pokryty piachem i trzciną przed nami. Hyo przystanął.
- Kiedy byłem młodszy - zacząłem opowiadać - razem z braćmi bardzo często spędzaliśmy na niej czas. Organizowaliśmy małe wojny i robiliśmy wyścigi, kto pierwszy ją podbije. - Na samym końcu zaśmiałem się lekko. - Od małego przyzwyczajali nas do walki i rywalizacji.
- Nie dogadujesz się z braćmi? 
- Nie, nie. Wręcz przeciwnie. Dawniej byliśmy nierozłączni - odpowiedziałem, krótko wspominając dawne lata. - Szkoda, że już odjechali. Powinieneś poznać ich lepiej. 
- Tak, szkoda, szkoda. - Słowa Hyo nie zabrzmiały zbyt szczerze. Zaśmiałem się w odpowiedzi. Najpewniej dalej był wobec nich niepewny po sytuacji z krwią. Wyjaśniłem więc mu owe nieporozumienie. 
- Może pójdziemy coś zjeść? - zaproponowałem, wstając z miejsca. Poprawiłem szaty i spojrzałem na jeszcze siedzącego Hyo.

Hyo?

od Nikolai cd. Shain'a

Po wielu dniach chodzenia i nauki byłem szczęśliwy, że to było to już dzisiaj. Przynajmniej na razie miałem nadzieję, że nauczyciele nie będą musieli mnie ponownie zmuszać. I przestałbym też stresować mojego nowego przyjaciela, jako był a ten dzień bardzo zdenerwowany, nawet bardziej się tym wszystkim przejmował niż ja. Na początku debatowałem, ilekroć chciałem się pojawić, ale nie chciałem mieć większych kłopotów, a Shain prawdopodobnie byłby ze mnie niezadowolony, gdyby się dowiedział.
Siedziałem przy jednej z tylnych ławek w klasie, czekając, aż profesor pozwoli nam zacząć. Kołysałem się do przodu i do tyłu na plastikowym krześle, mój wzrok błądził po klasie. Kiedy moje oczy przemknęły do małego okienka prowadzącego na zewnątrz, odeszły równie szybko. Jak trudno było siedzenie w jednym miejscu? To nie miało sensu. Było biurko, papier, ołówek. Ale nie miałem czasu na zastanowienie się nad tym pytaniem, ponieważ w końcu zaczęliśmy.
Kiedy nas odprawili, odwróciłem się prosto w stronę drzwi. Chciałem znaleźć swojego puchatego towarzysza, żeby upewnić go, że zjawiłem się i jak to wszystko poszło. Nie poszło wspaniałe tak jak przeiwdywałem, ale byłem pełen pozytywu, że przynajmniej skończy się na zdaniu oceny. Otwierając drzwi na zewnątrz, zacząłem się rozglądać. Robiąc kilka kroków dookoła, zauważyłem puszysty ogon za jednym z drzew. Natychmiast podskakiwałem w jego kierunku. Kiedy zbliżyłem się do niego, na tyle aby móc zobaczyć jego twarz zauważyłem, jak był oparty z zamkniętymi oczami, wyglądając, jakby zasnął. Uklęknąłem obok niego, chcąc go szturchnąć po bokach, żeby go obudzić. Ale zanim to zrobiłem, od razu przyszedł mi do głowy inny pomysł.
Moje usta ułożyły się w psotny uśmiech, a moja ręka sięgnęła do tylnej kieszeni, gdzie miałem długopis i kilka markerów, których używałem podczas egzaminu. Wyciągnąłem niebieski marker, otworzyłem go i zabrałem się do pracy. Pochylając się nad wciąż nieprzytomnym chłopakiem, przesunąłem marker do jego twarzy i zacząłem rysować. Starając się uważać, żeby go nie obudzić, zdołałem dokończyć uśmiechniętą buźkę na jego policzku, zanim zaczął się ruszać. Wyglądało na to, że nacisk markera wystarczył, by go obudzić. Szybko cofając się na tyle, by nie wyglądać podejrzanie, zamknąłem i schowałem narzędzie zbrodni z powrotem do kieszeni. Nieco rozczarowany, że nie mogłem zrobić coś więcej, ale przynajmniej miałem wystarczająco dużo czasu, aby mieć szansę na cokolwiek.  
Otworzył oczy i mrugał przez kilka sekund, wciąż na wpół zamglony od snu. Potem zauważył mnie, wciąż się uśmiechającego się i patrzącego na niego. Zastanawiałem się, czy powinienem mu powiedzieć, czy poczekać, aż to zauważy.
- Dzień doberek, puchaczu. Jak była twoja drzemka, śpiąca królewno? - wyciągnąłem do niego język, przechylając nieco głowę w prawo. Zmarszczył trochę brew na ten komentarz.
- Czekałem na ciebie. Jak poszło? - jego uwaga była wyraźnie bardziej skupiona na teście. Więc na razie była pora porozmawiać o tym, zostawiając moje dzieło na później. Tym razem zrobiłem triumfalną minę, zmieniając pozycję siedzącą na wygodniejszą.
- Nie będę kłamać, to było trudne, ale wierzę, że zdam. - słysząc to, wyglądał na bardziej uspokojonego, z napięciem opuszczającym jego postawę - dowiemy się, kiedy nadejdą wyniki. -
skinął głową ze świadomością.
- Tak, do tego czasu miejmy nadzieję. - wstał z pozycji siedzącej, prostując kończyny. Podążyłem za wstawaniem, robiąc to samo. Zaczęliśmy kierować się z powrotem do budynku, a ja w tym czasie cały czas wpatrywałem się w jego policzek. Nie mogłem dłużej się powstrzymać, bo w końcu chciałem zobaczyć jego reakcję i nie czkeać aż zauważyłby to dopiero swoim pokoju.
- Hej Shain. - spojrzał na mnie czekając, aż będę kontynuował - zrób tak- powiedziałem, zaczynając pocierać palcem policzek. Spojrzał na mnie z powątpiewaniem, ale mimo wszystko to zrobił. Atrament poplamił jego palec.  
Widząc to i zdając sobie sprawę, co zrobiłem, nadął policzki zirytowany. Powietrze opuściło moje ciało niczym balon, tworząc świszczący śmiech.
- Nie mogłem się powstrzymać. - powiedziałem, moje słowa rozchodziły się między śmiechem.

 

Shain?

Szablon
Pandzika
Kernow