Tablica
czwartek, 5 sierpnia 2021
Od Eny CD. Hyo
środa, 4 sierpnia 2021
Od Louisa CD. Neriny
Byłem zawiedzony całym obrotem spraw... jakich spraw? Zaczynając od początku naszej ''przygody'' z Neriną...
Był to piękny wieczór, chociaż dla kogo piękny ten piękny. Wtedy wiało mi w głowę, kiedy inni sobie na spokojnie mogli schować przed wiatrem na górze. Nie lubiłem takiej pogody. Zawsze też musiałem w nowym otoczeniu wytrzymać wzrok zdziwionych ludzi na sobie. To było koszmarne. Nagle o wiele młodszy od nich osobnik sięga według nich do chmur. To był właśnie ten dzień, w którym nie lubiłem opuszczać swojego pokoju. Jednak tym razem musiałem. Zajęcia na dworze z naszymi demonami. Co tym razem wymyśli nauczyciel? Dla mojego Taia już o wiele za późno na integrację.
- A więc tak. - zaczął nauczyciel, pokazując palcem na jedno z już martwych drzew - Wasze zadanie będzie proste, będziecie musieli z pomocą swoich demonów zniszczyć to drzewo. Przy okazji zrobicie coś przydatnego.
Spojrzałem na swojego demona wielkości zwykłego psa. Był to demon elektryczny, jak niby mieliśmy to zrobić? Bez jakiekolwiek uprzedzenia zapytałem nauczyciela.
- Sądzę, że te zadanie nie jest dla wszystkich. Może dla tych z demonami typu robaczego. Dla nich to zadanie będzie idealne, jednak... no cóż. Co taki demon może zrobić w praktyce? Przyznajmy sobie...
Nie zdążyłem dokończyć zdania, kiedy nauczyciel mi przerwał.
- Koniec. - powiedział, marszcząc brwi i poprawiając okulary - Widać masz wiele do powiedzenia, dlatego proponuję, abyś wykonał te zadanie jak najszybciej.
Ten nauczyciel miał dużo cierpliwości, wiedziałem o tym. Potrafił być super gościem. Jednak na lekcjach? Może i dla niektórych prowadził ciekawe zajęcia, ale kogo to obchodziło?
- No właśnie, więc mógłbyś zamknąć tę swoją mordę i nie kaleczyć już naszego języka. - parsknęła jedna z dziewczyn.
Spojrzałem na nią momentalnie. Serio myślała, że tak po prostu może sobie mówić? Nikt jej nie usłyszy? Zacisnąłem pięści gotowy już ją uderzyć.
- Zaraz możesz być tym martwym drzewem. - powiedziałem, patrząc na nią kontem oka.
Wiedziałem, że nie mogłem jej uderzyć. Jeden cios i po niej. Jednak jak widać - myślała, że wie lepiej.
- Koniec. - powiedział stanowczo nauczyciel. - Oboje do zająć.
Westchnąłem, po czym zbliżając się do martwego drzewa popchnąłem lekko tę dziewczynę. Jednak dla mnie to może było lekko, ale dla niej? Prawie się przewróciła!
Spojrzałem na to drzewo, przy okazji trzymając swojego demona za skórę, aby się na kogoś nie rzucił.
- Tai wiesz, co robimy. - kiwnąłem głową, po czym usiadłem pod drzewem. - Nic.
Oparłem się pod drzewem. Jednak oczywiście musieli chcieć mnie stamtąd zabrać, gdyż im przeszkadzałem. Niech pracują, a jak coś mi zrobią, to już będzie na nich.
Podsumowując tę lekcję nie była ona ciekawa. Może dla kogoś innego jak wspomniałem wyżej. Jednak dla mnie? Pft! Nie.
To były ostatnie zajęcia jakie wtedy miałem. W końcu był to piękny wieczór. Wiatr się opanował,, dlatego gdyż już było późno postanowiłem wyjść. Lubiłem chodzić samemu po mieście, kiedy nikt na mnie nie patrzeć i przynajmniej wtedy poczuć się niewidzialny. Chociaż też ciemność lubiłem. Czy to dlatego, że ludzie mówią, że mam ciemną aurę? Niemożliwe!
Miałem na sobie ciemny kaptur, w którym były za równo kieszenie, a moje źródła wody. Abym się nie odwodnił. Jak kogoś spotkałem, mogłem udawać wielkoluda próbującego go zjeść. Dzieci uciekały przed mną! Jednak nie to przykuło moją uwagę (może dlatego, że już wszystkie dzieci nastarszyłem?). Ciemne uliczki to było najlepsze miejsce, aby coś schować, tym razem było tam wyjątkowo głośno. Zajrzałem kontem oka i zobaczyłem dziewczynę, którą również otaczały jacyś chłopacy. Rozmawiali między sobą. Nie rozumiałem słów, jednak po tonie dziewczyny rozumiałem, że nie była zadowolona. Chwile się zastanawiałem, czy pomóc dziewczynie, czy im. W końcu nie wiedziałem, mogła coś przeskrobać. Jednak kiedy krzyknęła... cóż. Wybór był oczywisty. Wyprostowałem się i wkroczyłem do akcji jak bohater. Ciężko było mnie nie zauważyć, a jeden z nich już się cofnął. Kto by się nie przestraszył zakapturzonej 2,5-metrowej zmory? Stanąłem za dziewczyną i położyłem rękę na jej ramieniu, gdy już większość uciekła. Dziewczyna walnęła mnie szybko, nie wiedząc kto to łokciem. Syknąłem głośno, gdyż uderzyła mnie w udo. Wtedy jeden z nich się zaśmiał. Bardzo śmieszne, aż sam parsknąłem śmiechem, oczywiście sarkazmem. Tai był schowany we mnie, a moja złość była coraz bardziej zbudzona, przez co może trochę przypadkowo wywołałem burzę? Jak coś, będziemy mówić, że zrobiłem to specjalnie. Gdy pojawiła się pierwsza kropla spojrzałem na jedynego chłopaka, który tutaj został. Ominąłem dziewczynę i złapałem go za gardło i pobawiłem się prądem. Jeśli ktoś jeszcze powie, że najlepszym rozwiązaniem jest ''wyciąganie'' ze siebie demonów jest głupcem. Zobaczcie ile można zrobić. Nawet doprowadzić takiego chłopaka do zemdlenia. A no tak, zemdlał. Wtedy puściłem jego ciało. Wiedziałem, że przeżyje. W końcu nie użyłem, aż tak dużej energii... chyba. No trudno.
- On żyje-e? - zapytała drżącym głosem dziewczynka.
Spojrzałem na nią. Wzruszyłem ramionami.
- Taak. - zapewniłem ją swoim nieprzekonującym tonem, po czym przewróciłem oczami.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie chciała go zabić? Nudne.
- Dziękuję za uratowanie życia. Nerina jestem! - powiedziała już jakby zmieniając szybko swoją emocję.
Naprawdę, nigdy nie zrozumiem kobiet.
- Uratowaniem? Nie jest to jak widać jakieś super.
- Uch! Jesteś bezczelny. - znowu szybko zmieniła swoją emocję dziewczyna. Spojrzała w niebo, kiedy spała na nią kropla. - Deszcz...
- Ja bezczelny? Mogę Cię tu zostawić jak chcesz... elfie i...
Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, kiedy szybko jak widać przemieniła się w syrenkę. Elf i syrenka? Ciekawe połączenie. Zaśmiałem się głośno.
- Syrenka. - parsknąłem w końcu. - Zastanówmy się, co z tobą zrobić.
- Nie zostawisz mnie tutaj. - powiedziała uderzając mnie ledwo swoim ogonem.
- Zastanówmy się. - powiedziałem odchodząc trochę w stronę wyjścia z uliczki.
- Ej! - przypomniała o swoim istnieniu dziewczynka
Przewróciłem oczami po czym wróciłem po naszą syrenkę.
- Niech będzie - powiedziałem, po czym wziąłem ją na ręce - syrenko.
Odniosłem naszą syrenę w deszczu do jej akademika, a przynajmniej tak pokierowała mnie syrena. Był to na pewno inny akademik niż nasz. Jednak czego mogłem się spodziewać po Akademii Corvine? Były to rozpieszczone bachory. Oto dowód, nie potrafiła sobie poradzić. Co prawda, nie dałem jej się nawet wykazać, ale czy to ważne? Podstawiłem ją pod jakimś dachem, aby wyschła. Nie wpuściliby mnie przecież do pokoju. Nie chciałem też tam wchodzić. Gdy już odchodziłem usłyszałem jeszcze tylko jej głos.
- Nie powiedziałeś jak się nazywasz! - krzyknęła, a ja się obejrzałem.
Zastanawiałem się chwilę czy chce Nerinie podać swoje imię. Jednak w końcu wziąłem głęboki wdech.
- Louis. - mruknąłem pod nosem cicho, jednak po chwili powiedziałem głośniej swoje imię i tym razem i nazwisko. - Louis Von Chavannie.
Jednak czy to będzie nasze ostatnie spotkanie?
wtorek, 3 sierpnia 2021
Od Louisa CD. Lyanny
Louis z tej
strony. Czyli ja! Wasz nowy król. Oczywiście byłem na lekcjach, z czego każda
lekcja prawie wyglądała tak samo.
- Mogłaby pani pokazać coś bardziej
interesującego. - parsknęłam na jednej z lekcji. - Ile razy można o tym
słuchać?
- Louisie Von
Chavannie! - powiedziała, odkładając kredę na swoje miejsce.
- Tak po nazwisku?
Po nazwisku to po pysku. - przewróciłem oczami.
Jednak
nauczycielka kontynuowała. Widziałem, że nie lubi, jak ktoś jej przerywa w
lekcji.
- Jeśli Ci się
moja lekcja nie podoba, możesz wyjść z klasy. - powiedziała poważnym tonem,
pokazując na drzwi klasy.
Wzruszyłem
ramionami jakby nigdy nic. Wstałem i ruszyłem, aby opuścić klasę.
- A gdzie ty
idziesz? - zapytała tym razem już z lekką nutą złości.
- Pozwoliła mi
pani wyjść z klasy. - parsknąłem, otwierając drzwi.
Nie rozumiałem, o
co pani chodzi. Wcale... Chociaż w sarkazmie nie wiedziałem, to oczywiście
wiedziałem. Jakby nie mogła wymyślić lepszej wymówki, aby mnie uciszyć.
- Pan Von
Chavannie do dyrektorki! - rozkazała nauczycielka.
- Jasne... -
powiedziałem już to mniej zadowolonym tonem.
Nauczycieli to jasne,
wspaniale jest, gdyż nie mogą mi nic zrobić. Dyrektorka? Największa broń, jaką
mogą wykonać. Cios poniżej pasa.
Niezwłocznie
ruszyłem do naszej surowej dyrektorki. Zapukałem i już po chwili pojawiłem się
na krześle przed nią. Oparłem się, aby pokazać, że się nie boję tego, co powie.
Jednak oczywiście bałem się najgorszego, wyrzucenia z akademii.
- Louisie. -
zaczęła surowym tonem, opierając się rękami o swoje biurko. - Wyjaśnisz mi
swoje przybycie tutaj?
Przez chwilę
milczałem, aż to było może dziwne dla niej. Nie lubiłem tego miejsca, tutaj
wydawało mi się, że jestem mniejszy niż zwykle. Może ze strachu? Kobieta była
ode mnie niższa, to logiczne.
- Louisie. -
powtórzyła moje imię.
- Pani Delavan -
zacząłem, po czym skierowałem wzrok na tę niewielką istotę — Wypełniałem
obowiązki ucznia. Wykonywałem polecenia pani. Nie rozumiem, czemu się tu
znalazłem.
- Jak znam życie,
pewnie to, co zwykle.
Zdjąłem z niej
wzrok i spojrzałem na jej demona, który siedział przy jej nodze. Hybryda wilka
oraz borsuka, ciekawe zwierzę.
- Nazywa się Acur,
prawda? - zapytałem, próbując zmienić temat.
- Przeszkadzałeś w
lekcji. - stwierdziła dyrektorka.
- Oj tam od razu
przeszkadzałem. - parsknąłem, chowając pod rękawami mundurku swoje rany, które
otrzymywałem przy chowaniu demona. - Po prostu mówiłem prawdę.
- Mówiliśmy już o
tym. - powiedziała dyrektorka. - W czasie lekcji się nie przeszkadza. Coraz
bardziej sobie grabisz. Będę zmuszona powiadomić o tym Twoich rodziców.
Spojrzałem swoimi wtedy jeszcze czerwonymi oczami na
dyrektorkę. Nie musiała tego robić przecież, prawda? Po prostu nie musiała,
wiedziałem o tym za dobrze.
- Ale nie trzeba
tak od razu. - powiedziałem, prostując się na krześle. - Nie będzie to
konieczne... mogę zrobić... Mogę wiele rzeczy zrobić na rzecz akademii. Już w
końcu nie jestem takim dzieckiem, mam już te 19 lat. Nie trzeba od razu
powiadamiać rodziców... zaraz. Jestem dorosły, nie musi pani. - zmrużyłem oczy.
Jak ona mogła mnie tak nastraszyć Parsknąłem, opierając się znowu o krzesło.
- Pójdziesz na
chwilę obecną do kozy po lekcjach. - powiedziała z powagą dyrektorka. - Tai ma
być z Tobą. - powiedziała, wymieniając imię mojego demona — Przy okazji
będziecie mogli poćwiczyć swoje umiejętności.
Może i był to
dobry pomysł, jednak sam wiedziałem, że czasami z moim chowańcem nie da się
współpracować. Wziąłem głęboki oddech.
- Coś jeszcze?
Po tym, jak
kobieta pokręciła głową, wstałem i opuściłem pokój dyrektorki.
Po lekcjach udałem
się niezwłocznie do kozy, gdzie musiałem ''ćwiczyć'' ze swoim demonem. Jednak
to było dla mnie trudne wyzwanie jak zwykle. Za to też nie lubię siebie, gdyż
podobno demony są odzwierciedleniem ich właścicieli. Czyli to oznacza, że Louis
nie potrafi współpracować ze samym sobą... trudno stwierdzić. Demony są trudne
to określenia.
Gdy wychodziłem, otworzyłam z impetem drzwi. Kiedy
usłyszałem, że coś w nie walnęło, od razu postanowiłem sprawdzić co. Zobaczyłem
dziewczynkę, a przynajmniej dla mnie małą dziewczynę, z białymi włosami. Obok
siebie miała dwa demony. Większe od mojego, dlatego może by na wszelki wypadek
nie wyszło jakichś komplikacji z nimi, podałem rękę do dziewczynki.
- Wstawaj. - rzuciłem tylko, chowając od razu demona.
<Lyanna?>
poniedziałek, 2 sierpnia 2021
Od Eny CD. Shaina
Od Hyo CD. Ena
~ Hyo przestań. - usłyszałem głos, dobiegający ze mnie. Z części, która próbowała mnie opanować. Krwawy księżyc zdarza się raz na sto lat. Jest rzadki oraz wampiry i niektóre rasy tracą nad sobą panowanie. Czują głód, łaknienie i chęć mordowania, by choć wypić i najeść się pyszną krwią. Nawet jeśli pochodzę z dostojnego i szlachetnego rodu, to ten ród bywa też niebezpieczny i oszalały. Warknąłem sam na siebie.
Gdy usłyszałem głosy. Ktoś najwyraźniej rozmawiał, zakradłem się bezszelestnie i nie do wyczajenia. Mogłem swobodnie podsłuchać oraz zrozumieć kto i czego tu szukają. Teraz dopiero zobaczyłem ołtarz oraz kielichy z krwią od jakiejś młodej już martwej dziewczyny. Może być martwa od jakiegoś tygodnia. Dalej ją trzymają.
- Słuchaj, jeśli nasz Pan się obudzi, potrzebuje gospodarza. - rzekł jeden z nich. Posiadał bliznę na oku. Miałem wrażenie, że już gdzieś go widziałem.
- Gdzie są te dziewczyny, miała zostać dostarczona świeża. Mam iść po nią? - spytał jakiś młody chłopak, który najwyraźniej nie był do końca przekonany, ale chciał żyć.
- Lepiej bądź grzeczny, bo twoja głupia siostra, skończy jak ona. - odezwał się najwyraźniej ich przywódca. Wciąż miał maskę i kaptur, ale wyczuwałem od niego złość oraz krew. Najwyraźniej martwe dziewczę nie miało łatwo. Wyleciało mi całkowicie z głowy jedno, a mianowicie, to, że włosy mi urosły. Przez księżyc oraz krew, co wpływa niekiedy na te wampiry wyższe, mogą one zmianom. Przybrać swoją naturalną odporność oraz wygląd. Jako człowiek, używam zdolności wampira, ale nie cały czas, oraz często wolę być jako człowiek niż pełnoprawny wampir.
- Ktoś kazał mi tu przyjść. - odezwałem się, przybierając nieco posturę dziewczyny. Przez włosy bardziej ją przypominałem. Długie lśniące niebieskie włosy, które połyskiwały i zadowalały gołym okiem.
- No nareszcie. Nie wiedziałem, że mamy taką ślicznotkę. - zjawił się jeszcze jeden, ten był znacznie grubszy. Chociaż bardziej obleśny. Starałem się być głupią, naiwną i przestraszoną dziewczyną.
Ten z blizną mnie rozpoznał, ale nic nie zrobił. Najwyraźniej był po mojej stronie. Jest wiele osób/istot, które zostały wysłane z klanu, by pilnowały porządku. Pewnie, gdybym nie ja się zjawił, to zjawiłby się ktoś inny.
Udałem, że się podetknąłem i zbliżyłam do chłopaka, który teraz już mógł być wolny i dołączyć się do sprawy.
- Twoja siostra jest bezpieczna, by się z nią zobaczyć, musisz na mój znak ruszyć do ucieczki. Znajduję się w lochach. Znajdziesz drogę. - rzekłem cicho tuż przy jego uchu, by tylko on słyszał. Czułem jedynie dłonie grubasa na sobie. Chciałem jak najszybciej się nad nim poznęcać, tak samo, jak on zrobił to martwej dziewczynie.
Trafiłem na ołtarz, gdy nadarzyła się idealna okazja. Spojrzałem na porywaczy, kusząc ich. Łatwo dali się zmanipulować. Gdy krzyczałam, by przestał, jeden z pozostałych chwycił grubasa i go odepchnął.
- Ma być cała. Bo się przez ciebie nie nada. - odezwała się dziewczyna. Była to elfka, choć nie mogli tego dostrzec, robi się coraz ciekawiej. Elfka, dwóch zakapturzonych, z blizną, przywódca oraz pulchnego. Najwyraźniej tylko oni zostali. Z blizną jest ze mną. Elfka jej zapach był podobny do Eny, a reszta to ścierwa do podłogi. Choć nasi zakapturzeni goście nie są ode mnie.
- Chyba czas na słodkie wyjaśnienia. Moje miłe ofiary. - chwyciłem kielich z krwią i machnąłem nim, by krew prysnęła na wszystko i wszystkich. Najwyraźniej młody to wykorzystał i uciekł. Nikt tego nie zauważył. Dwie zakapturzone postacie wyszły z cienia i pokazały się w pełnej okazałości. Były to demony, najwyraźniej ktoś z nich jest zaklinaczem. Jak miło.
Nie musiałem praktycznie kiwnąć palcem, ale i tak chciałem po torturować grubaska i usłyszeć co ma dopowiedzenia przywódca. Elfka wydawała się, być mi znana. Ostrza, który poleciały w stronę perwersyjnego grubasa, miały go powoli torturować. Dlatego też chciałem się dowiedzieć czegoś od przywódcy.
- Ktoś nam powiedział, że pojawił się tu nasz Pan. Gdy wykorzystamy ofiary i uczcimy jego pamięć, ofiarując mu kobiety. - rzekł przywódca. Czyli najwyraźniej ktoś stoi wyżej. Westchnąłem i pozwoliłem elfce i bliźnie go zabrać. Zniknęli w okamgnieniu. Ja w tym czasie miałem czas, by poznęcać się nad grubaskiem. Szybko jednak mi się znudziło i go także zabiłem. Wypuściłem kilka płomyków, by oświetlić pomieszczenie. Musiałem doprowadzić się do porządku. Dlatego też, gdy odnalazłem misę z wodą oraz sztylet użyłem ich. Wodę, by zmyć krew z twarzy oraz dłoni, a sztylet, by uciąć włosy do odpowiedniej długości. Mimo iż wciąż odczuwałem wpływ księżyca, powoli mogłem powracać do siebie. Ciekawy tego, co się stało z dziewczyną, uważnie i ostrożnie przyglądałem się jej. Na jej ciele znajdowały się liczne rany, ale były tam też symbole.
Usłyszałem, jak ktoś otwiera wrota i się podniosłem, odwracając. Chciałem zobaczyć, kto się zjawił. Ena. Oblizałem wargi i powoli ruszyłem do niego. Choć przez wpływ księżyca, byłem znacznie szybszy.
- Mój słodki Ena, ponownie w coś się wpakowałeś. - mruknąłem. Przejechałem językiem po jego szyi i instynktownie chciałem wbić kły. Jednakże najpierw nalałem do ust sobie antidotum, które podarował mi dobry przyjaciel. Po czym połączyłem nasze wargi, by płyn, który nabrałem do ust, przepłynął do ust chłopaka. Nie przerywając pocałunku i czynności, musiał połknąć zawartość.
- Co to było? - spytał, najwyraźniej nieco wzburzony. W międzyczasie chciałem spalić ciała, ale chłopak mnie powstrzymał.
- Antidotum na truciznę. - mruknąłem i przejechałem dłonią po szyi chłopaka. Odchyliłem jego głowę i wbiłem swe kły, by móc się napić krwi chłopaka. Przesuwałem wolną dłonią po plecach, delikatnie ciągnąłem za końce jego włosów, albo też ścisnąłem jego pośladek. Nie wypiłem wiele, gdyż bardziej czułem jak moje ciało, płonie i pragnąłem bliskości z demonem, którego mam przed sobą. Sunąłem językiem i pocałunkami wzdłuż szczęki, przez szyję, obojczyki, aż po ramiona. Nie chce go puszczać. Poczułem jego dłonie na swoim policzku. Najwyraźniej miał mi coś dopowiedzenia. Spojrzałem w jego oczy i musnąłem jego wargi swoimi. Delikatnie, by wiedział, że to po niego się zjawiłem. Ułożyłem dłonie na jego biodrach, by wiedzieć, czy odnalazłem go na pewno, czy może to zjawa.
Od Eny CD. Hyo
Hyo?
niedziela, 1 sierpnia 2021
Od Zero CD. Aisha
- Powiedź o tym Nexus i Soul. Niech na drugi raz pójdą z roztrzepaną matką na spacer z Hiun. Teraz to idź po nie i do szukania. - warknąłem zły. Wyszedłem z domu, jakby się paliło. Musiałem odnaleźć moją siostrę. Drugiego razu już nie będzie. Jeśli jest tak rozkojarzona, to nie powinna brać jej na spacer.
- Podobno wzięła ją do cukierni, a potem zabrała na ten nowy pobliski plac zabaw. - rzekła Nexus, która pojawiła się tuż obok mnie po dobrej chwili. Jako demon, ma swoje umiejętności, które umożliwiają jej namierzanie i szybsze przemieszczanie się, no ja niby mam podobnie. Jednakże u mnie dochodzi jeszcze wiedźmińska część.
Odetchnąłem i skierowałem się w skazanym kierunku, Zahaczaliśmy o cukiernie, do której wpadły. Musieliśmy się czegoś dowiedzieć. Właśnie w tym momencie się rozdzieliliśmy. Złapałem zapach małej Hiun, więc opuściłem zajęta Nexus, gdy ta rozmawiała. Nie zauważyła mnie, a ja mogłem spokojnie i w miarę szybko ruszyć i poszukać swojej małej siostry.
Wielokrotnie powtarzałem mamie, by zapisała ją do takiej szkoły, w której będą tacy jak ona. Jednakże najwyraźniej, nawet jeśli tacy są, to i tak bywają dręczycielami. Dwa razy ich spotkałem i dwa razy ostrzegłem. Miała chwilę spokoju i na nowo zaczęli ją dręczyć. Jest młodsza i bardziej wrażliwa. No naprawdę jakim skończonym pozerem trzeba być, by czynić coś tak obleśnego i nie do zniesienia. Odetchnąłem.
Ojcowi nikt nie chciał wspominać o tym, bo nie mieszkał z nami, a poza tym miał inne sprawy na głowie. Najwyraźniej klan się liczył bardziej niż jego rodzina. W końcu to on go utworzył i jeszcze ktoś, ale nie mówi kto. Były dwa portrety oprócz tego, który należał do ojca. Była tam przedstawicielka płci żeńskiej, trzymała magiczny kostur, oraz mężczyzna z wachlarzem. Nawet gdy chciałem się dowiedzieć coś o nich, zazwyczaj mieli dwie charakterystyczne pseudonimy ona - "Kohare", on - "Ogi". Jest o nich mało, tak jakby ojciec wszystko chował. Westchnąłem.
Szukałem siostry, gdy ją nareszcie znalazłem. Dotykała ona ogona innego smoka. Zanim się wzniosła w przestworza, spojrzała na małą Hiun. Zanim podszedłem spokojnie i z lekką fascynacją patrzyłem na tę dwójkę.
- Cześć, mała. - przywitała się z nią, kucnęła przy niej. - Jak się nazywasz? Ja jestem Aisha. - rzekła.
- C-Cześć A-A-Aisha. - jąkała się, ale nie puściła ogona dziewczyny. - J-Ja j-j-jestem H-Hiuntus. - starała się mniej jąkać, ale ciężko jej to szło. Gdy tylko usłyszała hałas, dobiegający tuż obok nich z krzaków. Wystraszyła się. Wyjrzała z niej dwójka dziewcząt. Kierowały się one do już zmienionej w człowieka Aishy. Hiuntus zaczęła się wystraszona wycofywać. Dlatego wyłoniłem się zza drzewa i podszedłem do siostry. Niemalże od razu mnie zauważyła i podbiegła ukrywając się za mną. Pogłaskałem ją po głowie, po czym wziąłem na ręce. Wtuliła się i schowała twarz w mojej szyi. Zazwyczaj tak robiła, gdy się bała, albo płakała.
- Widzę, że poznałaś nową koleżankę. - rzekłem do siostry, chociaż patrzyłem na dziewczynę przed sobą. Jej dwie koleżanki spojrzały na mnie. Dziwne spotkanie.
- Onii-sa. - rzekła cichym głosem.
- Nexus jest w kawiarni, możemy tam, zjeść pyszne ciasto i zaprosimy twoją nową koleżankę. Co ty na to? - spytałem swej małej siostry. Kiwnęła jedynie głową. Chciała też sama ją zaprosić, ale nie potrafiła tego robić przy innych.
- Kim jesteś? - spytała jedna z dziewczyn.
- Jej starszym bratem, nie widać. - odpowiedziałem. Po czym skierowałem swe kroki do Aishy. - Skoro jesteś nową koleżanką mojej siostry, to zaprasza cię do kawiarni.. Odmowy nie są brane pod uwagę. - powiedziałem, spokojnie, z lekką stanowczością. Tamte dwie zostały odepchnięte jakby za pomocą wiatru. Mogę go po części tworzyć poprzez liczne zaklęcia. Tamte dwie się obraziły i poszły sobie. Aisha została sama. Odstawiłem siostrę na ziemię, po czym trzymając moją dłoń, starała się zbliżyć do dziewczyny, którą najwyraźniej polubiła.
Kernow