Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

czwartek, 5 sierpnia 2021

Od Eny CD. Hyo

Podążanie za śladami zbrodni oraz mrożącym zapachem krwi doprowadziło mnie pod zdobione drzwi. Były one uchylone, świadcząc o tym, że ktoś niedawno wszedł do pomieszczenia. Przez chwilę wahałem się przez zajrzeniem do środka. Podniosłem z podłogi przypadkowy kawałek deski. Zacisnąłem na nim dłonie, spokojnym krokiem zagłębiając się w mrok pokoju. Zmysły miałem wyostrzone, mając gotowość na nagły atak, którego spodziewałem się z każdej strony. 
Nagłe skrzypnięcie. Natychmiast odwróciłem się w tamtym kierunku. Nim jednak zdążyłem odskoczyć, ktoś zgarnął mnie w niedźwiedzim uścisku. Początkową panikę uspokoiła znajoma woń. Hyo. 
- Mój słodki Ena, ponownie w coś się wpakowałeś. - Ciepły głos zabrzmiał tuż obok mojego ucha. Jabłko Adama chłopaka drżało przy każdym z wypowiadanym przez niego słów. Mimowolnie czerwony rumieniec pojawił się na moich policzkach, a sam zaśmiałem się nerwowo. 
Nie zdążyłem zareagować, kiedy Hyo złożył nasze wargi w pocałunku. Moje usta wypełniła cierpka ciecz. Jej gorzki smak rozlał się wzdłuż mojego języka. Mimowolnie przełknąłem nieznany płyn. Zwykle bywam bardziej podejrzliwy wobec obcych substancji, jednak tą podał mi młody wampir. Musiała mieć jakieś znaczenie. 
- Co to było? - zapytałem. Wolałem upewnić się, co przed chwilą wypiłem. Gestem dłoni też powstrzymałem zmierzającego w nieznanym mi kierunku Hyo. 
- Antidotum na truciznę - odpowiedział. W czasie wymawiana tych słów zbliżył się do mnie, ponownie obejmując w pasie. Zaczął też składać drobne pocałunki wzdłuż mojej szyi. Na sam koniec wbił w nią kły. Zmarszczyłem na ten gest brwi, ale nie rzuciłem żadnej prośby o zaprzestanie. Wprawdzie miałem wrażenie, że chłopak ma wokoło wystarczająco krwi do nacieszenia swojego podniebienia. Postanowiłem jednak zaakceptować aktualne położenie. W końcu, chłopak namęczył się, aby przyjść tutaj specjalnie dla mnie. Ryzykował na to własne zdrowie, a nawet życie. Byłem mu wdzięczny, z tego też powodu nie miałem serca go odepchnąć. Zrobił dla mnie tak wiele. Właściwie nawet nie wiedziałem, jak mogę mu podziękować. Z tego też powodu po prostu bez słowa pozwoliłem mu na dotyk. Każdy delikatny ruch, sprośne muśnięcie i tego typu rzeczy nie mogłem nie nazwać przyjemnymi. Początkowo przeszkadzały mi one, ale z biegiem czasu przywykłem. Hyo był dla mnie ważny. Jeśli zależało mu na cielesnej bliskości, byłem mu gotów na nią pozwolić. To wcale nie takie złe, jak wcześniej sądziłem. 
Przerwałem dopiero w momencie, kiedy ręce chłopaka zaczęły być bardziej frywolne. Dopiero wtedy delikatnie go odepchnąłem, uwalniając się z uścisku. Odgarnąłem włosy do tyłu i odwróciłem się w stronę drzwi. 
- Mamy na głowie wiele przestraszonych uczennic. W pierwszej kolejności pomóżmy im - zarządziłem, a chwilę później skierowałem się w stronę drzwi. 
Hyo nie wydawał się być zadowolony moją decyzją. Mruknął coś typu "to może poczekać", ale ostatecznie ruszył za mną. Skierowaliśmy się tym samym korytarzem w stronę głównej sali. Zaczęliśmy od zbierania wszystkich dziewcząt. Nie zapomniałem o tych uczennicach, które wcześniej zostawiłem w schronie. Na samym początku zaczęły we mnie rzucać przypadkowymi rzeczami, dopóki nie zdały sobie sprawę, że to ja wróciłem. Wtedy zaczęły przepraszać i udały się ze mną do pomieszczenia z ołtarzem.
Dopiero po sprawdzeniu wszystkich pomieszczeń udaliśmy się na zewnątrz. Oczywiście razem z Hyo nie dołączyliśmy do nich w drodze powrotnej i poszukiwaniu pomocy. Ciekawość chłopaka i moja chęć zbadania wszystkiego nie pozwoliły nam jeszcze na opuszczenie tego miejsca. Zgodnie z moimi obliczeniami wezwani przez uczennice strażnicy powinni niedługo dotrzeć, więc mieliśmy jeszcze dobrą chwilę czasu, by rozejrzeć się po budynku. 
Szczególnie interesowała mnie główna sala. Miałem zamiar zbadać wszystkie symbole i runy. Może niektóre z nich rozpoznam? 
Idąc ciemnym korytarzem zwróciłem wcześniej nie zauważoną zmianę w Hyo. Czułem, że chłopaka rozpiera dziwna energia. Nigdy dotąd nie biła od niego aż taka aura. Zdawało się, że młody wampir z trudem panuje nad sobą. Miałem wrażenie, że gdyby mógł pobiegłby przodem, dalej siejąc za sobą zniszczenie. Zastanawiałem się, co stało za taką zmianą. Myśląc o tym, przypomniałem sobie pierwsze spotkanie z Hyo dzisiaj. Chłopak zaskoczył mnie. Nie byłem nawet w stanie odskoczyć, a zwykle charakteryzowałem się nienagannym refleksem.
Spojrzałem w kierunku milczącego wampira, który szedł tuż obok mnie. Jego oczy lśniły w mroku. Biła od nich determinacja i coś, czego odczytać nie potrafiłem. Bałem się jednak zapytać go, co stoi za taką nagłą zmianą. Jeśli będzie chciał zdradzić tajemnice niespokojnej energii, zrobi to. 
Dotarliśmy do przestronnej sali. Nic się nie zmieniło. Bez słowa zacząłem przyglądać się ołtarzowi. Jego boki były bogato zdobione z wyrytymi tajemniczymi znakami. Przejechałem po nich palcami, starając się odczytać ich znaczenie. Próbowałem tez wymówić na głos napisy. Niestety nie znałem sensu tych słów. 
- Sądzisz, że to bezpieczne? - zapytał po chwili Hyo. Właśnie wtedy skończyłem wypowiadać ostatni wyraz. 
- Pewnie i tak mówię to źle. - Wzruszyłem ramionami beztrosko. 
Wtedy nadszedł atak. Był niezwykle szybki. Tym razem jednak zareagowałem w czas. Ostrze jedynie musnęło moje ramię, wyrzucając kilka kropel krwi w powietrze. 
Broń nie była zatruta - to akurat wyczułem bez problemu. Jednak zaraz po szarzy mimowolnie zmieniłem formę. Niekontrolowanie z mojej głowy wyrosły rogi. Poczułem niewielki, dodatkowy ciężar z ich powodu. Dodatkowo, moje paznokcie wydłużyły się, przypominając bardziej szpony. Moje kły również uległy zmianie. W tym stanie wyglądałem niemal jak wampir. Forma ta jednoznacznie oznaczała duże zagrożenie. 
Natychmiast zasłoniłem dłonią usta. Nie chciałem, aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. To nie byłem ja. Spojrzałem na Hyo. W jego oczach lśniło zaskoczenie. Nic dziwnego. Oprócz rodziny niewiele osób wiedziało o tej stronie mnie. 
Dopiero po nawiązaniu kontaktu wzrokowego uspokoiłem się i odsłoniłem twarz, głośno wypuszczając z płuc powietrze. 
- Co to było? - zapytałem, rozglądając się w mroku sali. Już w zwykłej formie całkiem dobrze radziłem sobie w ciemnościach. W tej demonicznej mój wzrok wyostrzył się jeszcze bardziej. Od razu dostrzegłem kuląca się w rogu pomieszczenia sylwetkę. 
Właściwie nie mogłem tego nazwać niczym materialnym. Dymna istota wpatrywała się w nas morderczym spojrzeniem. Jej kończyny zakończone były ostrymi pazurami. Rozpoznałem w tym stworzeniu złośliwego demona. Typ zjawy, która nie posiadała własnego ciała, więc zajmowała się opętywaniem niewinnych ofiar. Szybko wydedukowałem, że miała ona wybrać nową formę spośród zebranych dziewcząt. Teraz wszystkie uciekły, a jedynymi dostępnymi naczyniami byłem ja i Hyo. Oczywiście żaden z nas nie poddałby się bez walki. 
Stwór zaatakował po raz drugi. Szybki unik, istota rozbiła się o ścianę. 
- Do wyjścia - krzyknąłem, łapiąc Hyo za rękę. Pociągnąłem trochę za mono, prawie pozbawiając chłopaka gruntu pod nogami. Zapomniałem, że w tej formie miałem więcej siły. Pośpiesznie przeprosiłem i wraz z chłopakiem dobiegliśmy do wyjścia. 
Demon ruszył za nami, jednak nie mógł opuścić bariery, jaką stanowił budynek. Jedynie syczał i warczał, rzucając się we wszystkie strony. Byliśmy bezpieczni. Odetchnąłem z ulgą. Wraz z przypływem świeżego powietrza, udało mi się powrócić do ludzkiej formy. Wygładziłem włosy, udając, że nic się nie stało. 
- Poczekajmy, aż nadejdzie pomoc, ostrzeżemy ich o zagrożeniu - zdecydowałem, siadając przy drzewie. 
Hyo nie wydawał się być zadowolony z tej decyzji. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Ciągle wyczuwałem buzującą pod jego skórą energię. Pod wpływem jego intensywnego spojrzenia przeszedł mnie dreszcz. Musiałem przerwać tę niezręczną atmosferę jak najszybciej!
- Mam pytanie - zacząłem niepewnie, paplając, co mi ślina na język przyniosła. - Według legend wampiry śpią w trumnach. Czy ty też? 
Niemal uderzyłem się dłonią w czoło w momencie, kiedy te słowa opuściły moje usta. Co to za pytanie, Ena?! 

Hyo? 

środa, 4 sierpnia 2021

Od Louisa CD. Neriny

    Byłem zawiedzony całym obrotem spraw... jakich spraw? Zaczynając od początku naszej ''przygody'' z Neriną...

    Był to piękny wieczór, chociaż dla kogo piękny ten piękny. Wtedy wiało mi w głowę, kiedy inni sobie na spokojnie mogli schować przed wiatrem na górze. Nie lubiłem takiej pogody. Zawsze też musiałem w nowym otoczeniu wytrzymać wzrok zdziwionych ludzi na sobie. To było koszmarne. Nagle o wiele młodszy od nich osobnik sięga według nich do chmur. To był właśnie ten dzień, w którym nie lubiłem opuszczać swojego pokoju. Jednak tym razem musiałem. Zajęcia na dworze z naszymi demonami. Co tym razem wymyśli nauczyciel? Dla mojego Taia już o wiele za późno na integrację.
    - A więc tak. - zaczął nauczyciel, pokazując palcem na jedno z już martwych drzew - Wasze zadanie będzie proste, będziecie musieli z pomocą swoich demonów zniszczyć to drzewo. Przy okazji zrobicie coś przydatnego.
    Spojrzałem na swojego demona wielkości zwykłego psa. Był to demon elektryczny, jak niby mieliśmy to zrobić? Bez jakiekolwiek uprzedzenia zapytałem nauczyciela.
    - Sądzę, że te zadanie nie jest dla wszystkich. Może dla tych z demonami typu robaczego. Dla nich to zadanie będzie idealne, jednak... no cóż. Co taki demon może zrobić w praktyce? Przyznajmy sobie...
    Nie zdążyłem dokończyć zdania, kiedy nauczyciel mi przerwał.
    - Koniec. - powiedział, marszcząc brwi i poprawiając okulary - Widać masz wiele do powiedzenia, dlatego proponuję, abyś wykonał te zadanie jak najszybciej.
    Ten nauczyciel miał dużo cierpliwości, wiedziałem o tym. Potrafił być super gościem. Jednak na lekcjach? Może i dla niektórych prowadził ciekawe zajęcia, ale kogo to obchodziło?
    - No właśnie, więc mógłbyś zamknąć tę swoją mordę i nie kaleczyć już naszego języka. - parsknęła jedna z dziewczyn.
    Spojrzałem na nią momentalnie. Serio myślała, że tak po prostu może sobie mówić? Nikt jej nie usłyszy? Zacisnąłem pięści gotowy już ją uderzyć.
    - Zaraz możesz być tym martwym drzewem. - powiedziałem, patrząc na nią kontem oka.
    Wiedziałem, że nie mogłem jej uderzyć. Jeden cios i po niej. Jednak jak widać - myślała, że wie lepiej.
    - Koniec. - powiedział stanowczo nauczyciel. - Oboje do zająć.
    Westchnąłem, po czym zbliżając się do martwego drzewa popchnąłem lekko tę dziewczynę. Jednak dla mnie to może było lekko, ale dla niej? Prawie się przewróciła! 
    Spojrzałem na to drzewo, przy okazji trzymając swojego demona za skórę, aby się na kogoś nie rzucił.
    - Tai wiesz, co robimy. - kiwnąłem głową, po czym usiadłem pod drzewem. - Nic. 
    Oparłem się pod drzewem. Jednak oczywiście musieli chcieć mnie stamtąd zabrać, gdyż im przeszkadzałem. Niech pracują, a jak coś mi zrobią, to już będzie na nich. 
    Podsumowując tę lekcję nie była ona ciekawa. Może dla kogoś innego jak wspomniałem wyżej. Jednak dla mnie? Pft! Nie.

    To były ostatnie zajęcia jakie wtedy miałem. W końcu był to piękny wieczór. Wiatr się opanował,, dlatego gdyż już było późno postanowiłem wyjść. Lubiłem chodzić samemu po mieście, kiedy nikt na mnie nie patrzeć i przynajmniej wtedy poczuć się niewidzialny. Chociaż też ciemność lubiłem. Czy to dlatego, że ludzie mówią, że mam ciemną aurę? Niemożliwe!
    Miałem na sobie ciemny kaptur, w którym były za równo kieszenie, a moje źródła wody. Abym się nie odwodnił.  Jak kogoś spotkałem, mogłem udawać wielkoluda próbującego go zjeść. Dzieci uciekały przed mną! Jednak nie to przykuło moją uwagę (może dlatego, że już wszystkie dzieci nastarszyłem?). Ciemne uliczki to było najlepsze miejsce, aby coś schować, tym razem było tam wyjątkowo głośno. Zajrzałem kontem oka i zobaczyłem dziewczynę, którą również otaczały jacyś chłopacy. Rozmawiali między sobą. Nie rozumiałem słów, jednak po tonie dziewczyny rozumiałem, że nie była zadowolona. Chwile się zastanawiałem, czy pomóc dziewczynie, czy im. W końcu nie wiedziałem, mogła coś przeskrobać. Jednak kiedy krzyknęła... cóż. Wybór był oczywisty. Wyprostowałem się i wkroczyłem do akcji jak bohater. Ciężko było mnie nie zauważyć, a jeden z nich już się cofnął. Kto by się nie przestraszył zakapturzonej 2,5-metrowej zmory? Stanąłem za dziewczyną i położyłem rękę na jej ramieniu, gdy już większość uciekła. Dziewczyna walnęła mnie szybko, nie wiedząc kto to łokciem. Syknąłem głośno, gdyż uderzyła mnie w udo.  Wtedy jeden z nich się zaśmiał. Bardzo śmieszne, aż sam parsknąłem śmiechem, oczywiście sarkazmem. Tai był schowany we mnie, a moja złość była coraz bardziej zbudzona, przez co może trochę przypadkowo wywołałem burzę? Jak coś, będziemy mówić, że zrobiłem to specjalnie. Gdy pojawiła się pierwsza kropla spojrzałem na jedynego chłopaka, który tutaj został. Ominąłem dziewczynę i złapałem go za gardło i pobawiłem się prądem. Jeśli ktoś jeszcze powie, że najlepszym rozwiązaniem jest ''wyciąganie'' ze siebie demonów jest głupcem. Zobaczcie ile można zrobić. Nawet doprowadzić takiego chłopaka do zemdlenia. A no tak, zemdlał. Wtedy puściłem jego ciało. Wiedziałem, że przeżyje. W końcu nie użyłem, aż tak dużej energii... chyba. No trudno.
    - On żyje-e? - zapytała drżącym głosem dziewczynka.
    Spojrzałem na nią. Wzruszyłem ramionami.
    - Taak. - zapewniłem ją swoim nieprzekonującym tonem, po czym przewróciłem oczami. 
    Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie chciała go zabić? Nudne.
    - Dziękuję za uratowanie życia. Nerina jestem! - powiedziała już jakby zmieniając szybko swoją emocję.
    Naprawdę, nigdy nie zrozumiem kobiet.
    - Uratowaniem? Nie jest to jak widać jakieś super.
    - Uch! Jesteś bezczelny. - znowu szybko zmieniła swoją emocję dziewczyna. Spojrzała w niebo, kiedy spała na nią kropla. - Deszcz...
    - Ja bezczelny? Mogę Cię tu zostawić jak chcesz... elfie i...
    Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, kiedy szybko jak widać przemieniła się w syrenkę. Elf i syrenka? Ciekawe połączenie. Zaśmiałem się głośno.
    - Syrenka. - parsknąłem w końcu. - Zastanówmy się, co z tobą zrobić. 
    - Nie zostawisz mnie tutaj. - powiedziała uderzając mnie ledwo swoim ogonem.
    - Zastanówmy się. - powiedziałem odchodząc trochę w stronę wyjścia z uliczki. 
    - Ej! - przypomniała o swoim istnieniu dziewczynka
    Przewróciłem oczami po czym wróciłem po naszą syrenkę.
    - Niech będzie - powiedziałem, po czym wziąłem ją na ręce - syrenko. 

    Odniosłem naszą syrenę w deszczu do jej akademika, a przynajmniej tak pokierowała mnie syrena. Był to na pewno inny akademik niż nasz. Jednak czego mogłem się spodziewać po Akademii Corvine? Były to rozpieszczone bachory. Oto dowód, nie potrafiła sobie poradzić. Co prawda, nie dałem jej się nawet wykazać, ale czy to ważne? Podstawiłem ją pod jakimś dachem, aby wyschła. Nie wpuściliby mnie przecież do pokoju. Nie chciałem też tam wchodzić. Gdy już odchodziłem usłyszałem jeszcze tylko jej głos.
    - Nie powiedziałeś jak się nazywasz! - krzyknęła, a ja się obejrzałem.
    Zastanawiałem się chwilę czy chce Nerinie podać swoje imię. Jednak w końcu wziąłem głęboki wdech.
    - Louis. - mruknąłem pod nosem cicho, jednak po chwili powiedziałem głośniej swoje imię i tym razem i nazwisko. - Louis Von Chavannie.
    Jednak czy to będzie nasze ostatnie spotkanie?

<Nerino?>

wtorek, 3 sierpnia 2021

Od Louisa CD. Lyanny

    Louis z tej strony. Czyli ja! Wasz nowy król. Oczywiście byłem na lekcjach, z czego każda lekcja prawie wyglądała tak samo.

    - Mogłaby pani pokazać coś bardziej interesującego. - parsknęłam na jednej z lekcji. - Ile razy można o tym słuchać?

    - Louisie Von Chavannie! - powiedziała, odkładając kredę na swoje miejsce.

    - Tak po nazwisku? Po nazwisku to po pysku. - przewróciłem oczami.

    Jednak nauczycielka kontynuowała. Widziałem, że nie lubi, jak ktoś jej przerywa w lekcji.

    - Jeśli Ci się moja lekcja nie podoba, możesz wyjść z klasy. - powiedziała poważnym tonem, pokazując na drzwi klasy.

    Wzruszyłem ramionami jakby nigdy nic. Wstałem i ruszyłem, aby opuścić klasę.

    - A gdzie ty idziesz? - zapytała tym razem już z lekką nutą złości.

    - Pozwoliła mi pani wyjść z klasy. - parsknąłem, otwierając drzwi.

    Nie rozumiałem, o co pani chodzi. Wcale... Chociaż w sarkazmie nie wiedziałem, to oczywiście wiedziałem. Jakby nie mogła wymyślić lepszej wymówki, aby mnie uciszyć.

    - Pan Von Chavannie do dyrektorki! - rozkazała nauczycielka.

    - Jasne... - powiedziałem już to mniej zadowolonym tonem.

    Nauczycieli to jasne, wspaniale jest, gdyż nie mogą mi nic zrobić. Dyrektorka? Największa broń, jaką mogą wykonać. Cios poniżej pasa.

    Niezwłocznie ruszyłem do naszej surowej dyrektorki. Zapukałem i już po chwili pojawiłem się na krześle przed nią. Oparłem się, aby pokazać, że się nie boję tego, co powie. Jednak oczywiście bałem się najgorszego, wyrzucenia z akademii.

    - Louisie. - zaczęła surowym tonem, opierając się rękami o swoje biurko. - Wyjaśnisz mi swoje przybycie tutaj?

    Przez chwilę milczałem, aż to było może dziwne dla niej. Nie lubiłem tego miejsca, tutaj wydawało mi się, że jestem mniejszy niż zwykle. Może ze strachu? Kobieta była ode mnie niższa, to logiczne.

    - Louisie. - powtórzyła moje imię.

    - Pani Delavan - zacząłem, po czym skierowałem wzrok na tę niewielką istotę — Wypełniałem obowiązki ucznia. Wykonywałem polecenia pani. Nie rozumiem, czemu się tu znalazłem.

    - Jak znam życie, pewnie to, co zwykle.

    Zdjąłem z niej wzrok i spojrzałem na jej demona, który siedział przy jej nodze. Hybryda wilka oraz borsuka, ciekawe zwierzę.

    - Nazywa się Acur, prawda? - zapytałem, próbując zmienić temat.

    - Przeszkadzałeś w lekcji. - stwierdziła dyrektorka.

    - Oj tam od razu przeszkadzałem. - parsknąłem, chowając pod rękawami mundurku swoje rany, które otrzymywałem przy chowaniu demona. - Po prostu mówiłem prawdę.

    - Mówiliśmy już o tym. - powiedziała dyrektorka. - W czasie lekcji się nie przeszkadza. Coraz bardziej sobie grabisz. Będę zmuszona powiadomić o tym Twoich rodziców.

    Spojrzałem swoimi wtedy jeszcze czerwonymi oczami na dyrektorkę. Nie musiała tego robić przecież, prawda? Po prostu nie musiała, wiedziałem o tym za dobrze.

    - Ale nie trzeba tak od razu. - powiedziałem, prostując się na krześle. - Nie będzie to konieczne... mogę zrobić... Mogę wiele rzeczy zrobić na rzecz akademii. Już w końcu nie jestem takim dzieckiem, mam już te 19 lat. Nie trzeba od razu powiadamiać rodziców... zaraz. Jestem dorosły, nie musi pani. - zmrużyłem oczy. Jak ona mogła mnie tak nastraszyć Parsknąłem, opierając się znowu o krzesło.

    - Pójdziesz na chwilę obecną do kozy po lekcjach. - powiedziała z powagą dyrektorka. - Tai ma być z Tobą. - powiedziała, wymieniając imię mojego demona — Przy okazji będziecie mogli poćwiczyć swoje umiejętności.

    Może i był to dobry pomysł, jednak sam wiedziałem, że czasami z moim chowańcem nie da się współpracować. Wziąłem głęboki oddech.

    - Coś jeszcze?

    Po tym, jak kobieta pokręciła głową, wstałem i opuściłem pokój dyrektorki.

    Po lekcjach udałem się niezwłocznie do kozy, gdzie musiałem ''ćwiczyć'' ze swoim demonem. Jednak to było dla mnie trudne wyzwanie jak zwykle. Za to też nie lubię siebie, gdyż podobno demony są odzwierciedleniem ich właścicieli. Czyli to oznacza, że Louis nie potrafi współpracować ze samym sobą... trudno stwierdzić. Demony są trudne to określenia.

Gdy wychodziłem, otworzyłam z impetem drzwi. Kiedy usłyszałem, że coś w nie walnęło, od razu postanowiłem sprawdzić co. Zobaczyłem dziewczynkę, a przynajmniej dla mnie małą dziewczynę, z białymi włosami. Obok siebie miała dwa demony. Większe od mojego, dlatego może by na wszelki wypadek nie wyszło jakichś komplikacji z nimi, podałem rękę do dziewczynki.

    - Wstawaj. - rzuciłem tylko, chowając od razu demona.

 
                                                               <Lyanna?>

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Od Eny CD. Shaina

Karoca terkotała, kołysząc się na wszystkie strony. Shain dalej spał. Nie chciałem go na siłę budzić. Najlepiej będzie, jeśli wykorzysta podróż na odpoczynek. Nas a dom dzieliła jeszcze daleka droga. Zwykle trwała aż kilka dni. Nowy woźnica narzucił jednak dobre tempo. Z taką szybkością dotrzemy tam wyjątkowo szybko. To dosyć dobra wizja. 
- Gdzie...ah... - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos Shaina. Spojrzałem w jego kierunku.
- Odpoczywaj - uspokoiłem go, posyłając delikatny uśmiech. Chłopak zgodnie z poleceniem przytulił się do miękkiego siedzenia i ponownie zasnął. Sam również oparłem głowę o ścianę karocy i zamknąłem oczy. Podróż to całkiem dobra okazja na odpoczynek czy medytacje. Nim zasnąłem, wsłuchiwałem się w rytmiczne brzęki kół. 
Obudziłem się w momencie, kiedy pojazd nagle się zatrzymał. Przyznam, że było to coś niespotykanego. Spojrzałem w stronę Shaina. Może poprosić woźnicę o przerwę? Niemożliwe. Chłopak na początku obudziłby mnie. 
Zmarszczyłem brwi i zbliżyłem się do drzwiczek karocy. Próbowałem je otworzyć, ale jak się okazało, były zamknięte. Ta sytuacja z każdą chwilą zaczynała mi się coraz mniej podobać. Spojrzałem na Shaina, który również oprzytomniał. Uśmiechnąłem się pocieszająco w jego kierunku. Musiało zajść nieporozumienie. Tak, to tylko jakiś błąd w nawigacji, najpewniej. 
Przestałem w to wierzyć zaraz po tym, jak usłyszałem rozmowę "woźnicy". No tak, porwanie. Powinno mnie to zdziwić, jednak rodząc się w tak wpływowej rodzinie, nieraz byłem szkolony na taką ewentualność. Zasada pierwsza: zachować spokój. Gestem dłoni dałem znak Shainowi, aby również usiadł wyprostowany i nie panikował. Jeśli mamy robić za zakładników, nie stanie nam się krzywda. 
Wsłuchiwałem się w rozmowę porywaczy. Niepokoił mnie fakt chęci użycia przez nich sznura odpornego na duchową moc. Ze zwykłych więzów wydostałbym się bez większego problemu. 
Drzwi otworzyły się. Postanowiłem zaryzykować. Szybkim kopnięciem spróbowałem powalić jednego z oponentów. Niestety brakowało mi rozeznania w terenie. Więc, nim się obejrzałem, dostałem czymś ciężkim w głowę. Mocne uderzenie i ból z nim związany, zastąpiła ciemność. Chwilę później straciłem kontakt z rzeczywistością. 
***
Obudziłem się związany w ciemnym pokoju. Obok siebie wyczuwałem obecność Shaina. Oczy przez chwilę przyzwyczajały mi się do mroku. Mogłem więc zobaczyć, jak młody kitsune kuli się, a jego uszy zostały płasko położone na głowie. 
- Wszystko w porządku? - zapytałem najciszej, jak tylko potrafiłem. Oprócz nas w pomieszczeniu znajdowały się dwie osoby. Znajdowały się jednak zbyt daleko, by zdołały usłyszeć mój głos. 
Shain pokiwał głową. Cieszyłem się, że nic mu nie jest. Czułem jednak nieprzyjemne ukłucie w brzuchu. To wszystko moja wina. To ja zaprosiłem chłopaka do siebie do domu i to przeze mnie wpadł w takie kłopoty. Teraz nie widziałem innej opcji, niż go ochronić. 
- Nie martw się, coś wymyślę - szepnąłem. Nie chciałem, by Shain się martwił. W końcu, dopóki liczyli na zysk od mojej rodziny, włos nam z głowy nie spadnie. 
Jeden z porywaczy najwyraźniej zdał sobie sprawę, że odzyskałem przytomność. Słyszałem jego kroki, kiedy się do nas zbliżał. Chwilę później mężczyzna złapał w żelaznym uścisku swoich palców moją brodę, którą uniósł do góry. Mimowolnie spojrzałem w jego stronę. 
- Na przyszłość nie rzucaj się tak, szkoda byłoby uszkodzić tak piękną twarzyczkę - zaśmiał się.
- Nie widzę już powodów ku temu - odparłem uprzejmie. - Nie wiecie jeszcze, jakie kłopoty na siebie sprowadziliście. Zadarliście z kimś, kogo powinniście omijać z daleka. 
- Czy ty mi grozisz? - Uścisk na mojej szczęce zacieśnił się. 
- Nie, jedynie ostrzegam - odpowiedziałem beztrosko. Jeśli moja rodzina dowie się, że mogłaby stać mi się krzywda, nie odpuszczą. 

Shain?

Od Hyo CD. Ena

Oblizywałem ociekające krwią dłonie, ich smak był zachwycający i smaczny. Kilkoro porywaczy, szykowało się do przegrupowania i ataku. Wiedziałem, że mnie okrążają, ale to przecież jest jeszcze większa zabawa. Odsłoniłem kły i w idealnym momencie, złapałem moją nową ofiarę w swe dłonie. Chciałem, by patrzyli, jak moje długie ostre kły wbijają się w ciało ich kompana. Jak jego życie i krew, powoli z niego wypływa. Szarpał się, ale potem opadł z sił. Wyssanie go do ostatniej kropli było rozkoszą. Rzuciłem w ich stronę martwe przy kości ciało. Zaśmiałem się i rozłożyłem swe ręce, by się zbliżyli, gdyż wciąż było mi mało. Łaknąłem krwi.Dziewczynom zostawiłem kilka fiolek, na wszelki wypadek, gdyby znalazły jakąś dziewczynę. Nie miałem czasu do namysłu, gdyż dwóch skoczyło na mnie swoimi broniami. Bawiłem się świetnie jak jeszcze nigdy. Chciałem się z nimi podroczyć, ale znudziła mnie ta zabawa. Skręciłem im karki i wyssałem z nich krew. Oblizałem apetycznie wargi i ruszyłem wesołym krokiem dalej, w poszukiwaniu zapachu porywaczy. Gdyż ten zapach, jest na tyle paskudny, że uda mi się go znaleźć. Oblizywałem zakrwawione palce, delektowałem się słodką krwią porywaczy i świetną zabawą w ich zabijaniu. W takiej chwili słodki Ena w bieli, by się przydał. Mógłbym go sponiewierać i się zabawić.
~ Hyo przestań. - usłyszałem głos, dobiegający ze mnie. Z części, która próbowała mnie opanować. Krwawy księżyc zdarza się raz na sto lat. Jest rzadki oraz wampiry i niektóre rasy tracą nad sobą panowanie. Czują głód, łaknienie i chęć mordowania, by choć wypić i najeść się pyszną krwią. Nawet jeśli pochodzę z dostojnego i szlachetnego rodu, to ten ród bywa też niebezpieczny i oszalały. Warknąłem sam na siebie.
Gdy usłyszałem głosy. Ktoś najwyraźniej rozmawiał, zakradłem się bezszelestnie i nie do wyczajenia. Mogłem swobodnie podsłuchać oraz zrozumieć kto i czego tu szukają. Teraz dopiero zobaczyłem ołtarz oraz kielichy z krwią od jakiejś młodej już martwej dziewczyny. Może być martwa od jakiegoś tygodnia. Dalej ją trzymają.
- Słuchaj, jeśli nasz Pan się obudzi, potrzebuje gospodarza. - rzekł jeden z nich. Posiadał bliznę na oku. Miałem wrażenie, że już gdzieś go widziałem.
- Gdzie są te dziewczyny, miała zostać dostarczona świeża. Mam iść po nią? - spytał jakiś młody chłopak, który najwyraźniej nie był do końca przekonany, ale chciał żyć.
- Lepiej bądź grzeczny, bo twoja głupia siostra, skończy jak ona. - odezwał się najwyraźniej ich przywódca. Wciąż miał maskę i kaptur, ale wyczuwałem od niego złość oraz krew. Najwyraźniej martwe dziewczę nie miało łatwo. Wyleciało mi całkowicie z głowy jedno, a mianowicie, to, że włosy mi urosły. Przez księżyc oraz krew, co wpływa niekiedy na te wampiry wyższe, mogą one zmianom. Przybrać swoją naturalną odporność oraz wygląd. Jako człowiek, używam zdolności wampira, ale nie cały czas, oraz często wolę być jako człowiek niż pełnoprawny wampir.
- Ktoś kazał mi tu przyjść. - odezwałem się, przybierając nieco posturę dziewczyny. Przez włosy bardziej ją przypominałem. Długie lśniące niebieskie włosy, które połyskiwały i zadowalały gołym okiem.
- No nareszcie. Nie wiedziałem, że mamy taką ślicznotkę. - zjawił się jeszcze jeden, ten był znacznie grubszy. Chociaż bardziej obleśny. Starałem się być głupią, naiwną i przestraszoną dziewczyną.
Ten z blizną mnie rozpoznał, ale nic nie zrobił. Najwyraźniej był po mojej stronie. Jest wiele osób/istot, które zostały wysłane z klanu, by pilnowały porządku. Pewnie, gdybym nie ja się zjawił, to zjawiłby się ktoś inny.
Udałem, że się podetknąłem i zbliżyłam do chłopaka, który teraz już mógł być wolny i dołączyć się do sprawy.
- Twoja siostra jest bezpieczna, by się z nią zobaczyć, musisz na mój znak ruszyć do ucieczki. Znajduję się w lochach. Znajdziesz drogę. - rzekłem cicho tuż przy jego uchu, by tylko on słyszał. Czułem jedynie dłonie grubasa na sobie. Chciałem jak najszybciej się nad nim poznęcać, tak samo, jak on zrobił to martwej dziewczynie.
Trafiłem na ołtarz, gdy nadarzyła się idealna okazja. Spojrzałem na porywaczy, kusząc ich. Łatwo dali się zmanipulować. Gdy krzyczałam, by przestał, jeden z pozostałych chwycił grubasa i go odepchnął.
- Ma być cała. Bo się przez ciebie nie nada. - odezwała się dziewczyna. Była to elfka, choć nie mogli tego dostrzec, robi się coraz ciekawiej. Elfka, dwóch zakapturzonych, z blizną, przywódca oraz pulchnego. Najwyraźniej tylko oni zostali. Z blizną jest ze mną. Elfka jej zapach był podobny do Eny, a reszta to ścierwa do podłogi. Choć nasi zakapturzeni goście nie są ode mnie.
- Chyba czas na słodkie wyjaśnienia. Moje miłe ofiary. - chwyciłem kielich z krwią i machnąłem nim, by krew prysnęła na wszystko i wszystkich. Najwyraźniej młody to wykorzystał i uciekł. Nikt tego nie zauważył. Dwie zakapturzone postacie wyszły z cienia i pokazały się w pełnej okazałości. Były to demony, najwyraźniej ktoś z nich jest zaklinaczem. Jak miło.
Nie musiałem praktycznie kiwnąć palcem, ale i tak chciałem po torturować grubaska i usłyszeć co ma dopowiedzenia przywódca. Elfka wydawała się, być mi znana. Ostrza, który poleciały w stronę perwersyjnego grubasa, miały go powoli torturować. Dlatego też chciałem się dowiedzieć czegoś od przywódcy.
- Ktoś nam powiedział, że pojawił się tu nasz Pan. Gdy wykorzystamy ofiary i uczcimy jego pamięć, ofiarując mu kobiety. - rzekł przywódca. Czyli najwyraźniej ktoś stoi wyżej. Westchnąłem i pozwoliłem elfce i bliźnie go zabrać. Zniknęli w okamgnieniu. Ja w tym czasie miałem czas, by poznęcać się nad grubaskiem. Szybko jednak mi się znudziło i go także zabiłem. Wypuściłem kilka płomyków, by oświetlić pomieszczenie. Musiałem doprowadzić się do porządku. Dlatego też, gdy odnalazłem misę z wodą oraz sztylet użyłem ich. Wodę, by zmyć krew z twarzy oraz dłoni, a sztylet, by uciąć włosy do odpowiedniej długości. Mimo iż wciąż odczuwałem wpływ księżyca, powoli mogłem powracać do siebie. Ciekawy tego, co się stało z dziewczyną, uważnie i ostrożnie przyglądałem się jej. Na jej ciele znajdowały się liczne rany, ale były tam też symbole.
Usłyszałem, jak ktoś otwiera wrota i się podniosłem, odwracając. Chciałem zobaczyć, kto się zjawił. Ena. Oblizałem wargi i powoli ruszyłem do niego. Choć przez wpływ księżyca, byłem znacznie szybszy.
- Mój słodki Ena, ponownie w coś się wpakowałeś. - mruknąłem. Przejechałem językiem po jego szyi i instynktownie chciałem wbić kły. Jednakże najpierw nalałem do ust sobie antidotum, które podarował mi dobry przyjaciel. Po czym połączyłem nasze wargi, by płyn, który nabrałem do ust, przepłynął do ust chłopaka. Nie przerywając pocałunku i czynności, musiał połknąć zawartość.
- Co to było? - spytał, najwyraźniej nieco wzburzony. W międzyczasie chciałem spalić ciała, ale chłopak mnie powstrzymał.
- Antidotum na truciznę. - mruknąłem i przejechałem dłonią po szyi chłopaka. Odchyliłem jego głowę i wbiłem swe kły, by móc się napić krwi chłopaka. Przesuwałem wolną dłonią po plecach, delikatnie ciągnąłem za końce jego włosów, albo też ścisnąłem jego pośladek. Nie wypiłem wiele, gdyż bardziej czułem jak moje ciało, płonie i pragnąłem bliskości z demonem, którego mam przed sobą. Sunąłem językiem i pocałunkami wzdłuż szczęki, przez szyję, obojczyki, aż po ramiona. Nie chce go puszczać. Poczułem jego dłonie na swoim policzku. Najwyraźniej miał mi coś dopowiedzenia. Spojrzałem w jego oczy i musnąłem jego wargi swoimi. Delikatnie, by wiedział, że to po niego się zjawiłem. Ułożyłem dłonie na jego biodrach, by wiedzieć, czy odnalazłem go na pewno, czy może to zjawa.

Ena?

Od Eny CD. Hyo

Wóz niebezpiecznie kołysał się we wszystkie strony. Z dłońmi związanymi na plecach niełatwo było utrzymać równowagę. Wszyscy niekontrolowanie obijaliśmy się o siebie. Nie myślałem nawet o swojej przestrzeni osobistej, którą co chwilę naruszano. W takiej sytuacji zniosę wszystko. 
Minęło naprawdę wiele czasu nim zatrzymaliśmy się. Lia siedziała skulona obok mnie. W nikłym świetle pochodni mogłem zauważyć lśniące w jej oczach łzy. Żadne z dziewcząt nie wyglądało zresztą lepiej. Sam również nie czułem się zbyt dobrze. Czas upływał, a ja ciągle nie miałem żadnego planu. Znaczy się. W każdej chwili mogłem przeciąć krępujące liny, znaleźć coś ostrego i stanąć do walki. Nawet, jeśli porywaczy jest wielu, powinienem dać radę pozbywać się ich pojedynczo. To właściwie nie brzmiało tak źle. Podjąłem decyzję. 
Chwilę po tym, jak wyprowadzili nas z wozu, moim oczom ukazała się przestronna sala. W jej centrum znajdowało się ogromne ognisko. Nie potrafiłem również oderwać spojrzenia od bogatych ornamentów. Samo pomieszczenie wyglądało na stare, ale doskonale zachowane i zadbane. Mój zmysł estetyczny był zachwycony. Niecodziennie widziało się miejsca, takie, jak to. Gdyby nie okoliczności, zdecydowanie bardziej cieszyłbym się tymi widokami. Teraz nie miałem czasu, aby przyglądać się doskonałym szczegółom i barwom. W końcu, miałem ważniejsze rzeczy na głowie. 
Podzielono nas na grupy. Właściwie mi to odpowiadało. Im mniej osób, tym lepiej dla mnie! Sala, do której nas zaprowadzono, była nie większa od poprzedniej. Równie nie wyglądała najgorzej. To właśnie tam usadzono nas pod ścianą. Wszyscy wykonali rozkaz bez oporu. Następnie pomieszczenie opuściło kilku strażników, tym samym pozostało tylko dwóch pilnujących nas porywaczy. Taka okazja więcej mogła się nie powtórzyć. 
Lia spoglądała na mnie, nie kryjąc zaskoczenia, kiedy zajmowałem się rozwiązywaniem linek krępujących dłonie. To nie było właściwie nic skomplikowanego. Pobierałem wiele nauk na temat tego, jak wydostawać się z sytuacji beznadziejnych. Teraz nie było inaczej - sprawnie wyplątałem się z więzów. Kolejno, najciszej, jak tylko potrafiłem podniosłem się na równe nogi. Lekko zgarbiony, tak, aby nie zwracać na siebie uwagi podszedłem do niewielkiego ołtarza. Podniosłem z niego świecznik. Uderzyłem nim cicho kilka razy o dłoń. Nada się.  
W kilku susach znalazłem się przy pierwszym z porywaczy. Mocnym zamachnięciem uderzyłem go w głowę, pozbawiając przytomności. Drugi z zamaskowanych mężczyzn zareagował w czas. Złapał mnie na nadgarstek, wtrącając przedmiot z dłoni. 
Widząc triumf w jego oczach, uśmiechnąłem się delikatnie. Szybki obrót, kopnięcie poniżej pasa pozwoliło mi uwolnić się z uścisku. Podniosłem ponownie świecznik i wymierzyłem kolejny cios. Rozejrzałem się wokoło. Wyglądało na to, że póki co, to koniec pojedynku. Poprawiłem włosy, które w wirze walki lekko się poplątały. Chwila partyzanckiej toalety przedłużyła się na tyle, że w pewnym momencie usłyszałem pośpieszające chrząknięcie. 
Bez słowa zacząłem uwalniać porwane uczennice. Sprawnymi ruchami przecinałem liny, pomagając wstawać wszystkim dziewczynom. 
- Teraz proszę o ciszę - zwróciłem się do nich. Gestem dłoni dałem im znak, aby poszły za mną. Otworzyłem drzwi i wyjrzałem na zewnątrz. Pusto. Wybrałem najciemniejszy korytarz. Prosta dedukcja podpowiadała mi, że właśnie tędy będzie przechodziło najmniej strażników. Jako demon miałem mniejszą wrażliwość na ciemność. Sprawnie poruszałem się po krętych zakątkach. Martwiłem się o podążającą za mną grupę. Dziewczęta potykały się o siebie, robiąc więcej hałasu, niż powinny. Zmarszczyłem brwi. Nie chciałem zachowywać się niemiło, ale uczennice lekko mnie spowalniały. Musiałem znaleźć im bezpieczną kryjówkę. 
Okazja nadarzyła się szybko. Wolne pomieszczenie z drzwiami zamykanymi od środka. Wyglądało na schron. Czyli bezpiecznie. 
- Muszę was prosić, żebyście tutaj zostały - poinformowałem, zapraszając dziewczęta do środka. - Wrócę, jak tylko oczyszczę drogę. 
Uczennice nie wyglądały na przekonane. Kilka przestraszonych nawet błagało, żebym został. 
- Obiecuję, że niedługo znowu się zobaczymy - przekonywałem. - Po prostu nie ruszajcie się stąd. 
- Jestem z Ardem! - zawołała nagle jedna z uczennic. - Mogę ci pomóc. 
Spojrzałem na stojącą przede mną niewysoką osóbkę. Uśmiechnąłem się delikatnie. 
- Tym bardziej powinnaś zostać - odparłem spokojnie. - Gdyby cokolwiek się stało, musisz obronić koleżanki. 
- Ale...
Nie czekałem na odpowiedź, choć było to niekulturalnie. Wyszedłem ponownie na korytarz. Nie miałem czasu na pogaduszki. Szybkim krokiem skierowałem się w stronę głównej sali. Panowała tam o wiele większa cisza, niż wcześniej. Niepewnie zajrzałem do środka. W pierwszej chwili dopadł mnie odór krwi. Dreszcz przeszedł po moich plecach. Obawiałem się najgorszego. 
Rozejrzałem się wokoło. Na szczęście nie zobaczyłem żadnych rannych dziewczyn. Właściwie po ziemi walały się ciała zamaskowanych mężczyzn. Ktoś ich wykończył. Pytaniem było, kto to zrobił. Miałem nadzieję, że sojusznik, a nie jeszcze gorszy wróg. 
W kącie sali dostrzegłem uczennice. Kuliły się, ale nie były już związane. Na mój widok zamilkły, a w ich oczach dostrzegłem strach. 
- Nie, nie bójcie się - rzuciłem szybko w jej kierunku. - Jestem z wami!
Dziewczęta wymieniły się spojrzeniem.
- Możecie powiedzieć mi, co tutaj się stało? - zapytałem najłagodniejszym głosem. I tak są już wystarczająco przestraszone. 
- Jakiś chłopak pokonał wszystkich... - odpowiedziała jedna z nich niepewnie. 
Chłopak? Zmarszczyłem brwi. Tylko jedna osoba przychodziła mi do głowy. Jeśli sprzyja mi szczęście, już niedługo się spotkamy... 

Hyo? 

niedziela, 1 sierpnia 2021

Od Zero CD. Aisha

Gdy zjawiła się niemalże z samego rana matka, była dziwnie przewrażliwiona i jakby coś bądź kogoś gdzieś zgubiła. Leniwie wstałem z łóżka, by się w miarę szybko (choć nie lubię się spieszyć) ogarnąć. W łazience mi się nieco zeszło, gdyż wole, brać długie prysznice i godzinami wgapiać się w lustro, czy też dokładnie się wyszykować. Po co się śpieszyć. Akurat, gdy wyszedłem spod prysznica w ręczniku, wpadł mój brat Aires. Wyglądał jak duch. Najwyraźniej coś się wydarzyło.- Hiuntus gdzieś przepadła. Wyszła z mamą na spacer, miałem do nich później dołączyć, ale okazało się, że uciekła z przedszkola. Najwyraźniej ponownie się nad nią znęcali rówieśnicy, przez ogon. - powiedział to niemal na jednym wdechu. Zatrzymałem się podczas suszenia włosów. Gdy usłyszałem, że moja czteroletnia siostra zaginęła, niemalże rzuciłem się, by zarzucić na siebie, co wpadło mi z ubrań do rąk. Nie miałem na nic czasu.
- Powiedź o tym Nexus i Soul. Niech na drugi raz pójdą z roztrzepaną matką na spacer z Hiun. Teraz to idź po nie i do szukania. - warknąłem zły. Wyszedłem z domu, jakby się paliło. Musiałem odnaleźć moją siostrę. Drugiego razu już nie będzie. Jeśli jest tak rozkojarzona, to nie powinna brać jej na spacer.
- Podobno wzięła ją do cukierni, a potem zabrała na ten nowy pobliski plac zabaw. - rzekła Nexus, która pojawiła się tuż obok mnie po dobrej chwili. Jako demon, ma swoje umiejętności, które umożliwiają jej namierzanie i szybsze przemieszczanie się, no ja niby mam podobnie. Jednakże u mnie dochodzi jeszcze wiedźmińska część.
Odetchnąłem i skierowałem się w skazanym kierunku, Zahaczaliśmy o cukiernie, do której wpadły. Musieliśmy się czegoś dowiedzieć. Właśnie w tym momencie się rozdzieliliśmy. Złapałem zapach małej Hiun, więc opuściłem zajęta Nexus, gdy ta rozmawiała. Nie zauważyła mnie, a ja mogłem spokojnie i w miarę szybko ruszyć i poszukać swojej małej siostry.
Wielokrotnie powtarzałem mamie, by zapisała ją do takiej szkoły, w której będą tacy jak ona. Jednakże najwyraźniej, nawet jeśli tacy są, to i tak bywają dręczycielami. Dwa razy ich spotkałem i dwa razy ostrzegłem. Miała chwilę spokoju i na nowo zaczęli ją dręczyć. Jest młodsza i bardziej wrażliwa. No naprawdę jakim skończonym pozerem trzeba być, by czynić coś tak obleśnego i nie do zniesienia. Odetchnąłem.
Ojcowi nikt nie chciał wspominać o tym, bo nie mieszkał z nami, a poza tym miał inne sprawy na głowie. Najwyraźniej klan się liczył bardziej niż jego rodzina. W końcu to on go utworzył i jeszcze ktoś, ale nie mówi kto. Były dwa portrety oprócz tego, który należał do ojca. Była tam przedstawicielka płci żeńskiej, trzymała magiczny kostur, oraz mężczyzna z wachlarzem. Nawet gdy chciałem się dowiedzieć coś o nich, zazwyczaj mieli dwie charakterystyczne pseudonimy ona - "Kohare", on - "Ogi". Jest o nich mało, tak jakby ojciec wszystko chował. Westchnąłem.
Szukałem siostry, gdy ją nareszcie znalazłem. Dotykała ona ogona innego smoka. Zanim się wzniosła w przestworza, spojrzała na małą Hiun. Zanim podszedłem spokojnie i z lekką fascynacją patrzyłem na tę dwójkę.
- Cześć, mała. - przywitała się z nią, kucnęła przy niej. - Jak się nazywasz? Ja jestem Aisha. - rzekła.
- C-Cześć A-A-Aisha. - jąkała się, ale nie puściła ogona dziewczyny. - J-Ja j-j-jestem H-Hiuntus. - starała się mniej jąkać, ale ciężko jej to szło. Gdy tylko usłyszała hałas, dobiegający tuż obok nich z krzaków. Wystraszyła się. Wyjrzała z niej dwójka dziewcząt. Kierowały się one do już zmienionej w człowieka Aishy. Hiuntus zaczęła się wystraszona wycofywać. Dlatego wyłoniłem się zza drzewa i podszedłem do siostry. Niemalże od razu mnie zauważyła i podbiegła ukrywając się za mną. Pogłaskałem ją po głowie, po czym wziąłem na ręce. Wtuliła się i schowała twarz w mojej szyi. Zazwyczaj tak robiła, gdy się bała, albo płakała.
- Widzę, że poznałaś nową koleżankę. - rzekłem do siostry, chociaż patrzyłem na dziewczynę przed sobą. Jej dwie koleżanki spojrzały na mnie. Dziwne spotkanie.
- Onii-sa. - rzekła cichym głosem.
- Nexus jest w kawiarni, możemy tam, zjeść pyszne ciasto i zaprosimy twoją nową koleżankę. Co ty na to? - spytałem swej małej siostry. Kiwnęła jedynie głową. Chciała też sama ją zaprosić, ale nie potrafiła tego robić przy innych.
- Kim jesteś? - spytała jedna z dziewczyn.
- Jej starszym bratem, nie widać. - odpowiedziałem. Po czym skierowałem swe kroki do Aishy. - Skoro jesteś nową koleżanką mojej siostry, to zaprasza cię do kawiarni.. Odmowy nie są brane pod uwagę. - powiedziałem, spokojnie, z lekką stanowczością. Tamte dwie zostały odepchnięte jakby za pomocą wiatru. Mogę go po części tworzyć poprzez liczne zaklęcia. Tamte dwie się obraziły i poszły sobie. Aisha została sama. Odstawiłem siostrę na ziemię, po czym trzymając moją dłoń, starała się zbliżyć do dziewczyny, którą najwyraźniej polubiła.

Aisha?
Szablon
Pandzika
Kernow