Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

wtorek, 11 stycznia 2022

Od Bastiana - Event

Im wyżej, tym wiatr jest zimniejszy. Silny, porywisty, ciska garściami mroźnego śniegu, sypie raniącymi odłamkami lodu. Nie przejmuję się tym, żywioły nie są w stanie zrobić mi krzywdy szczególnie, gdy wracam właśnie do domu. I nic mnie nie zatrzyma.
Nie obchodzimy tych świąt w Azebergu, ale skoro jakieś dwa tygodnie temu powiedzieli nam, że nie będzie przez ten czas zajęć i możemy robić, co nam się podoba, decyzja była dla mnie oczywista - kupuję prezenty i wracam do mamy.
Dlatego teraz lecę - na przekór wiatrowi, na przekór wiszącym nisko chmurom i zapadającej zbyt szybko ciemności. Im dalej, tym jest zimniej, a bezlitosna pogoda mojej ojczyzny sprawia, że tam, w dole, szlaki przestają być przejezdne. Drogi znikają pod zwałami białego, iskrzącego śniegu, jednak dla mnie nie jest to problemem. Skrzydła niosą mnie w doskonale znane regiony, nie potrzebuję widoku żadnych dróg, by trafić tam, gdzie spędziłem całe życie.

niedziela, 9 stycznia 2022

Cukierek albo wpierdol

art: 苏安Lily

|Godność| Bastian
|Pseudonim| Bastian nie ma pseudonimów. Ale co poniektórym zdarza się nazwać chłopaka jakimś mało uprzejmym epitetem. Jak łatwo się domyślić, Bastian reaguje na to w jedyny znany sobie sposób.
|Rasa| Dragonborn
|Wiek| 17 lat
|Płeć| Mężczyzna
|Pochodzenie| Azeberg
|Specjalizacja| Najchętniej walczyłby na pierwszej linii jako jednoosobowa armia.
|Orientacja| Demiseksualny
|Rodzina| Bastian ma matkę, którą bardzo kocha i szanuje. Caitriona, bo tak ma na imię, zawsze mówiła Bastianowi, by się nie bił i był grzecznym, dobrym chłopcem. Bastian bardzo stara się być grzecznym, dobrym chłopcem, stara się też nie wybijać ludziom zębów, ale słabo mu to wychodzi, skoro co drugi napotkany człowiek tak skutecznie wyprowdza go z równowagi.
|Wygląd| Bastian posiada sporo smoczych cech - ma smoliście czarny, łuskowaty ogon, wielkie skrzydła oraz rogi. Niemal nigdy ich nie chowa, wychodząc z założenia, że nie zamierza kryć swego dziedzictwa, i jeśli ktoś ma z tym problem, to on bardzo chętnie ręcznie mu wszystko wytłumaczy. Chłopak jest wysoki, wygląda też na starszego niż swój wiek i z daleka wyróżnia się w tłumie. Potrafi zmienić dłonie w smocze szpony, jednak ten jedyny element smoczej aparycji chowa na co dzień - po prostu za bardzo mu przeszkadza.
|Charakter| Nie ma rzeczy, którą Bastian robiłby na pół gwizdka, nie ma też emocji, którą czułby tylko trochę. Jeśli Bastian się zdenerwuje, od razu przechodzi do rękoczynów. Jeśli jest radosny, dusi się ze śmiechu, a jeśli z kimś się zaprzyjaźni, nie ma rzeczy, której nie zrobiłby dla tej osoby. Jest pierwszy do działania, nie boi się wyzwań, a trudne zadania sprawiają tylko, że ma więcej motywacji do pracy. Póki nikt nie wyprowadzi go z równowagi, chłopak jest duszą towarzystwa i wspaniałym kompanem. Chętnie oferuje swoją pomoc, choć trzeba przyznać, że raczej jest to pomoc w wykonaniu konkretnego zadania, nie zaś użyczenie ramienia do wypłakania się. Dla chłopaka świat jest biało-czarny. Zawsze jest ktoś, kto zawinił i ktoś, kto poniósł krzywdę. Ten zły i ten dobry. Bastian szybko rozsądza, komu na tej podstawie należy się łomot, a od tego osądu zaraz przechodzi do działania. Nie jest jednak tak nieopanowany, jak się o nim mówi - najlepszą drogą do tego, by coś na nim wymóc, jest uprzejma i spokojna prośba. Fraza „Proszę, zrób to dla mnie" działa na chłopaka niczym magiczne zaklęcie.
|Umiejętności|

  • Bastian żyje po to, żeby walczyć. Najlepiej idzie mu walka bez broni - chłopak świetnie robi użytek z pazurów, skrzydeł i ogona. Potrafi też posługiwać się mieczem i włócznią. Niestety - broń zasięgowa w rodzaju łuku zawsze go przerastała.
  • Chłopak jest silny i wytrzymały. Tam, gdzie normalny człowiek dawno nie dałby rady, Bastian ledwie trochę się zadyszy.
  • Zieje ogniem. Udało mu się to tylko raz w życiu - w pozostałych przypadkach próby ziania ogniem kończą się kasłaniem dymem i iskrami - ale Bastian zaklina się w żywy kamień, że opanuje tę umiejętność i usmaży na chrupko każdego, kto stanie mu na drodze.
  • Potrafi latać. Mistrzem lotnictwa nie jest, ale zawsze coś.
  • Gra na cytrze i śpiewa, o co chyba nikt rozsądny by go nie podejrzewał.

|Inne|

  • Zawsze chciał mieć młodsze rodzeństwo.
  • Dużo je. Można łatwo zjednać go sobie dając mu coś do jedzenia.
  • Choćby przypiekali go na ogniu, nie przyzna się, że najchętniej czyta romanse.
  • Uwielbia sporty zespołowe. Wbrew pozorom, wcale nie stara się być gwiazdą turnieju i chętnie wspiera każdego w swojej drużynie.

|Sterująca| ChaosHead#5945

piątek, 7 stycznia 2022

Od Hiromaru cd. Neriny

Po raz kolejny pożałowałem, że nie ma przy mnie jeszcze jednego demona zdolnego wyleczyć rany albo pomóc, jeśli ktoś się zatruje. Tak, jak Nerina teraz. Nie mieliśmy pojęcia, że rozbite na dnie zalanej jaskini próbki mogą wystarczyć do tego, by dziewczynę niemal sparaliżowało. Ja sam nie znałem się na rosnących tu porostach, grzybach, czy cokolwiek ci naukowcy tam badali na tyle, by być w stanie przewidzieć taki obrót zdarzeń. Zaś sami naukowcy - widać również ich ekspertyza nie sięgała tak daleko, skoro wydawali się zdziwieni reakcją ogona Neriny.
— Jesteś pewna? — spytałem jeszcze na odchodnym, martwiąc się, czy dziewczyna poradzi sobie w samotności. Ta jednak potrząsnęła tylko głową.
— Jestem pewna. Płyńcie.
I to były jej ostatnie słowa. Doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to o nią najmniej trzeba było się martwić - choć częściowo dotknięta paraliżem, przecież nadal była to syrena, z całej naszej czwórki była najlepiej dostosowana do tego, by poradzić sobie pod wodą.
— No to… płyniemy — mruknąłem, pomagając naukowcom się pozbierać i przygotować do naszej „wędrówki".
Mężczyźni, tak jak przewidziałem, bardziej przejmowali się swymi próbkami niż tym, czy dotrą cali na zewnątrz. Zacząłem się już nieco irytować - fascynacja swoimi badaniami miała przecież jakieś granice.
— Jak się panom stanie coś gorszego, to nikt nawet nie usłyszy o tych tam algach…
— Porostach — poprawił mnie od razu naukowiec.
— Niech będzie, że porostach. Ale muszą się panowie wyżej cenić - nie może być tak, że jakiś porost jest więcej warty od człowieka, tak?
Nie wiedziałem, czy moje argumenty do nich trafiły. Ale po prostu nie dało się inaczej. Pomogłem mężczyznom dopakować resztki sprzętu, a gdy coś tam jeszcze marudzili, że trzeba bardziej go osłonić i zabezpieczyć, po prostu wziąłem torbę i wskoczyłem w wodę.
— Płyniemy — powiedziałem tak stanowczo, jak tylko potrafiłem.
Naukowcy z ociąganiem weszli za mną do wody. Najpierw przepłynąłem z próbkami i z jednym z nich - ciągnąłem mężczyznę tymi zalanymi fragmentami jaskiń starając się, by pod wodą pozostawał jak najkrócej. Potem zostawiłem go na moment w kolejnym suchym miejscu kompleksu jaskiń i wróciłem po jego towarzysza. Jego też przeciągnąłem przez wąskie, zalane tunele, Isa cały czas dzielnie nam w tym towarzyszył.
I tak - tunel za tunelem, jaskinia za jaskinią - zbliżaliśmy się do wyjścia. Ja zaś zastanawiałem się, jak z paraliżem radzi sobie Nerina.

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Od Zero CD. Rin

Nie spałem. Wylegiwałem się za to w łóżku i przeglądałem zapiski, jakie złożyła siostra z "Vei de Lamei". Ona prowadziła mój sklep, gdyż ja byłem za młody na to. Każdego dnia składała zapiski, kto i po co się zjawiła. Opisywała wszystko ze szczegółami. Najmniejsze i nic nieznaczące zdania, które nic i tak by nie wniosły. 

np. "Deszczowy dzień zawitał do Kernow. Zjawiło się jedynie dwóch klientów. Z jednym nie było problemów, wiedział jak, ma się zachować, za to drugi myślał, że skoro myśli, że jestem kobietą, to może śmiało wejść i okraść. Przeliczył się, pierwszy klient chce specjalną mieszankę, którą możesz tylko ty bracie stworzyć. Dlatego pod tą notką, zapisuje wszystko, czego ci potrzeba do jej wykonania. Drugi osobnik wykonał sprawnie swoje ruchy, które spowodowały, że biedak sam się skaleczył o "Shart'e" (jest to niezwykłe żywy kwiat, kiedyś się o nim opowie). Wysączyła z jego ciała krew, wolałam się nie wtrącać, dlatego też, gdy roślinie starczyło już nawodnienia, zjawiła się straż i go zabrała. Do tego dostałeś datek, od Fiony. W podzięce za pomoc i chęć dalszej współpracy". - właśnie coś takiego wypisuje.

Jakby nie mogła krócej albo jedynie ważnych informacji. Chociaż skoro tak się stara to może to przynieść efekty. Najpewniej po skończeniu nauki w akademii, moje dzieło i współpraca z siostrą się opłaci i przyniesie większe zyski. Wówczas może uda otworzyć mi się drugi sklep. Jednakże te plany trzeba poważnie rozważyć, gdyż porozmawiać muszę z siostrą o tym. Jestem ciekawy, w jakiej chce być branży, owa mieścina. Już myślałem nad cukiernią ze specjalnymi dodatkami w środku, zależałoby to od klientów. Jest też myśl, że owo miejsce mogłoby być takie nietypowe, gdyż zmieniałoby się zależnie od pory dnia, albo i nocy. Byłby magiczny, ale miejscowi, nie zdawaliby sobie z tego sprawy.

~*~

Wyrwanie z łóżka i to dosłowne wyrwanie z niego, było zasługą mojego brata Ariesa, oraz czteroletniej dziewczynki. Nie wiem nawet czemu, mnie wyrwali z wygodnego łóżka, jednakże nie miało większego sensu, by się sprzeciwić. Gdyż smok i wilkołak, to potężne połączenie.
 - Mama mówiła, że chce, żebyś wrócił do domu. Chodzi o stan Heliosa. - odezwał się brat.
Przeszły mnie ciarki, gdy brat wspomniał jego imię. To, co się wydarzyło między nami, jest skomplikowane i nie lubię o tym mówić. Dlatego też, gdy zostało to wspomniane, zdecydowałem się wyjść na miasto i pomyśleć o tym.
 - Przemyśle to. - odpowiedziałem.
 - To nie jest coś, co masz przemyśleć. Masz zabrać się ze mną dzisiejszego wieczora.. Słyszałem, że spotkałeś Rin. Jest taką, jaką ją zapamiętałeś? - dopytał brat.
 - Rin. Ach ta przyjaciółka z dzieciństwa, przestała nią być, gdy się wyżyła na mnie i zwyczajnie urwała kontakt. Tamta Rin była inna, ale możliwe, że jest tą samą osobą. - wywróciłem oczami, gdyż jakoś specjalnie nie myślałem o niej w ostatnich latach. Miałem wiele innych atrakcji od jej zniknięcia.
Przeciągnąłem się i ruszyłem do łazienki, po drodze zgubiłem ubrania, przez co Aries, musiał zasłonić oczy dziewczynce. Oczywiście nie mogłem umyć się w spokoju, gdyż wpadł ponownie mój brat. Najwyraźniej nie chciał zostawić mnie w spokoju.
 - Jeśli teraz wrócimy uda nam się uwinąć do jutra rana. - rzekł ponownie. Mimo prysznica słyszałem go uważnie.
 - Dobra, już. Wyjdę i pójdziemy na miasto, potem pojedziemy. - westchnąłem zrezygnowany. Wyszedłem w ręczniku, zanim przeszedł do pokoju, zatrzymał mnie ponownie brat. Tym razem, gdy chciał coś powiedzieć, westchnąłem. Hiuntus mi pomogła i podbiegła do niego. Dzięki temu mogłem przemknąć do pokoju i się ubrać. Akurat, gdy chciałem się wymknąć, Aries się zjawił. Nie mogłem od niego dziś uciec, najwyraźniej było to coś poważnego. Gdyż bez powodu, by tak nie postępował.

***

Zauważyłem Rin z ogonem, to była jakaś nowość, do tego dochodził jakiś pijany typek. Tak po prawdzie miałem iść w zupełnie innym kierunku, ale wyszło inaczej.
 - Nie powinno się zaczepiać kobiet. - odezwałem się, przez co mężczyzna coś warknął pijackim tonem i sobie poszedł.
Dziewczyna jednak nie od razu się odwróciła. Mogłem zawiesić swój wzrok na jej demonie, który był nowością. Mój brat za to odważnie podszedł do dziewczyny i zmierzwił jej włosy.
 - Jaki cudny demon i ten twój słodki ogonek. Rin, Rin chcesz może się z nami zabrać do domu? Jamix z chęcią, by cię zobaczyła. Co ty na to? - słowa mojego dziwnego brata sprawiły, że zmarszczyłem brwi i wywróciłem oczami. Gdy chciałem go uspokoić, wówczas odezwała się dziewczyna. Wiedziałem, że omówi, chociaż mój brat miał nadzieję, że pojedzie z nami. Nie wiem po co, ale najwyraźniej, o czym mi nie powiedział. Jej odpowiedź mnie lekko zdziwiła, wahała się, ale w końcu...


<Rin?>
(Zgodzi się? Odmówi? Czy zrobi coś zupełnie nieprzewidywalnego?)

sobota, 1 stycznia 2022

Od Neriny CD. Hiromaru

Patrzyłam lekko przerażona na sparaliżowany ogon. Pierwszy raz zdarzyła się mi taka sytuacja. W dodatku ogon przybrał niezdrowy, blady odcień. Byłam ciekawa, czy to samo stanie się z moimi nogami, gdy przemienię się w człowieka, co byłoby trochę niezręczne, ponieważ byłam naga. Naukowcy wpatrywali się we mnie zaciekawieni. Byłam pewna, że oni wiedzą, co mi dolegało, a raczej znali przyczynę tego. Wskazałam na nich palcem.
— Oni na pewno wiedzą, co mi się stało — powiedziałam oskarżycielskim tonem. 
Mężczyźni popatrzyli po sobie.
— Nie spodziewaliśmy się, że ten składnik będzie toksyczny dla syren — powiedział jeden z nich. — Na nas nie działała. Jednak nie ma się czym przejmować. Skutki tego miną z czasem, przynajmniej tak napisane jest w poprzednich badaniach. Nie wiemy jednak, jak długo to może zająć.
Westchnęłam. O tyle dobrze, że to wszystko powinno minąć i raczej nie groziła mi utrata ogona. Skoro byłam pół syreną, pewnie trucizna i tak mniej na mnie oddziaływała niż na normalną syrenę. Teraz zostało mi tylko czekanie na przemianę.
— Hiromaru, możesz mnie przysunąć bliżej wody, aby moje nogi jej dotykały? — zapytałam się chłopaka. — Nie chcę się przy was przemienić.
Chłopak pokiwał tylko głową i zrobił to, o co go poprosiłam. 
Zamoczyłam ogon w wodzie. To dziwne, ale nie czułam nic. Gdybym była sama, zapewne bym się rozpłakała, ale nie mogłam sobie pozwolić na słabość przy mężczyznach. 
Chyba byliśmy skazani na to, aby trochę przeczekać, aż woda opadnie. W końcu ja i Hiromaru nurkowaliśmy, aby się dostać, a naukowcy mogą tego nie wytrzymać. Zawsze też mogliśmy ich przetransportować inną trasą, ale nie mogłam sprawdzić, gdzie moglibyśmy przepłynąć, aby dla każdego było wygodnie. No przynajmniej oprócz mnie w tamtej chwili.
— Może niech Isa sprawdzi, gdzie moglibyście wypłynąć? Czy jest jakaś inna droga? — zaproponowałam.
— Dobry pomysł — powiedział Hiromaru, wysyłając swojego demona.
Znowu czekaliśmy. Zaczęłam się trząść, ponieważ zaczęło mi się robić chłodno. Próbowałam jednak powstrzymać reakcje mojego ciała. 
Po kilku minutach Isa wrócił, dając jakiś znak swojemu zaklinaczowi. Najpewniej oznaczało to, że znalazł jakieś wyjście.
— Płyńcie, ja tutaj zostanę — powiedziałam.

<Hiromaru?>

Od Hiromaru CD. Mavena

Wszystko działo się zbyt szybko i gwałtownie, a mój umysł nie chciał tego do końca przetrawić. Oddychałem ciężko, wydarzenia niby trochę do mnie docierały, a trochę nie. W pamięć wrył mi się obraz rannego demona, nieposłuszne myśli zaraz zbiegały w ścieżkę, w której to Isagomushi zajmował miejsce tamtego ptaka. Co by się stało, gdyby jakiś cudzy demon rzucił się na mojego maleńkiego żółwia? Przecież zmiażdżyłby go w okamgnieniu, skorupa Isagomushiego może była twarda, ale na pewno nie niezniszczalna. Straciłbym go. I nie potrafiłbym go obronić, nie byłem wojownikiem.
Cokolwiek podsunęło Mavenowi, by opowiedział mi o własnych demonach - intuicja, ślepy traf, czy coś innego - miało bardzo dobry pomysł. Faktycznie, jego słowa sprawiły, że nieco się rozluźniłem, a gdy wyszliśmy w końcu z sali i przestałem widzieć miejsce całej „bitwy", moje myśli oderwały się w końcu od zdarzenia, serce przestało się tłuc o żebra.
Skupiłem się na Devie i na tym, że jej początki z Mavenem były ciężkie. Trudno było mi przyswoić sobie myśl, że zaklinacz i demon mogą nie od razu stanowić idealny tandem. Ja i Isa… Byliśmy tacy bezproblemowi. Jedliśmy prawie to samo, dogadywaliśmy się idealnie, Isa mieścił mi się w kieszeni, był przyjazny dla innych, trzymał się mnie i nigdzie sam nie chodził. Do tego miał pogodne usposobienie, nic mu nie przeszkadzało, zaś fakt tego, że był typem wodnym był wygodnie bezpieczny i nie nastręczał problemów.
— Dziękuję, że mi o tym mówisz — odpowiedziałem, nie będąc do końca pewnym, jak zareagować. To była chyba dość prywatna kwestia, mówić o przeróżnych trudnościach, jakie potrafiły przynieść demony.
— Ja… dopiero tutaj zobaczyłem, jak różnorodne potrafią być demony — przyznałem się, gdy podążaliśmy korytarzem. — Zawsze wydawało mi się, że zaklinacze mają demona… no, takiego jak Isa. Małego i takiego bezproblemowego. Z którym od razu dobrze się dogadują.
Oczy Mavena rozbłysły czymś nieokreślonym - może było to rozbawienie moją naiwnością, a może coś innego. Cóż, mówiłem prawdę. Dopiero tutaj, w Sarlok, zobaczyłem więcej zaklinaczy wraz z ich demonami i zobaczyłem, jak bardzo odstajemy wraz z Isagomushim.
Większość uczniów miała demony, które nadawały się do walki. Albo były wielkie, uzbrojone w olbrzymie zęby, ostre pazury, rogi albo skrzydła, albo potrafiły ziać ogniem, pluć kwasem czy ciskać piorunami. W porównaniu do nich Isa był taki niegroźny.
— Wiesz, tak jak teraz zacząłeś mówić o tym, by hm… jeśli ma się jednego demona z takim, a nie innym charakterem, to może dobrze jest mieć drugiego, który by go w jakiś sposób równoważył — zacząłem, starając się ubrać swoje nie do końca uformowane myśli w słowa. — To tak pomyślałem o tym, żeby z umiejętnościami też…
Wykonałem jakiś nie do końca przemyślany i określony gest dłonią, Isa śmignął mi wokół nadgarstka, a potem wrócił do dryfowania nad mym ramieniem.
— Tylko ja nie jestem wojownikiem. W sensie, nie sądzę, żebym wziął i dał radę chłodno myśleć, poradzić sobie z przeciwnikiem. To przed chwilą - to był przypadek. I tak pomyślałem - bo Isa jest dobrym wsparciem. Ale myślałem też… może drugi demon, który też byłby wsparciem. Tylko innym.
Na wszystkie fortuny, ale nieskładnie mówiłem. Zdawałem sobie z tego sprawę, jednak niewiele mi to pomagało. Jakoś nie do końca szło mi przekazanie Mavenowi moich myśli, mogłem liczyć tylko na to, że skoro był nieco starszy i o wiele bardziej doświadczony, to po prostu jakoś wyłuska sens moich słów z tej wypowiedzi.
Nie dotknąłem kwestii tego, że nauczyciel naskoczył na chłopaka, obroniła go zaś dyrektorka. I to wcale nie jak zwyczajnego ucznia - mówiła, że słowo Mavena jest dla niej ważne, a czegoś takiego nie mówi się raczej o zwykłych uczniach. Coś było na rzeczy, ja zaś z lekkim zaciekawieniem zerkałem na idącego u mego boku chłopaka. Jak na razie wydawało mi się, że zaufanie dyrektorki jest w pełni zasłużone. Że byłem w tym myśleniu w zdecydowanej mniejszości - o tym chyba dopiero miałem się przekonać.

Od Hiromaru CD. Eny

Wiedza o tym, że akademie za sobą nie przepadają była dla mnie po części nowością. To znaczy - słyszałem o tym, o tej wzajemnej wrogości i niepotrzebnej rywalizacji. Ale w swej niemal dziecięcej naiwności odmawiałem temu problemowi jego faktycznej wagi. Wydawało mi się, że to jakaś rozdmuchana ponad miarę bujda, żę to niemożliwe, by ludzie skupieni na nauce walki i opanowaniu własnych nadnaturalnych zdolności, mieli w ogóle czas na to, by pogrążać się w jakichś jałowych sporach i nic nieznaczących przepychankach, kto jest bardziej, czyje jest na wierzchu i tym podobnych. Dla mnie była to domena polityków, a że do polityki miałem takie samo podejście, jak przytłaczająca większość obywateli (tych biedniejszych, którzy niewiele rozumieli, ale za to narzekali na zbyt wysokie podatki), to zwyczajnie nie wierzyłem, że tak wyssany z palca problem może gdziekolwiek indziej istnieć.
A tu proszę - niespodzianka. Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Na dodatek brzmiało to jednak poważnie - zerknąłem na Isagomushiego. Mój demon nie lubił się chować, wolał pływać swobodnie wokół mojej głowy i poznawać świat własnymi oczami. Nie odmawiałem mu tego wcześniej - skoro dotarł do Sarlok wraz ze mną i nie chował się nawet, gdy brnęliśmy przez kopny śnieg, aż nienaturalnym wydało mi się, by ukrywać jego obecność teraz, gdy dotarłem już do Kernow.
Nie dane było mi cokolwiek powiedzieć, gdy na stole pojawiło się jedzenie. I to nie byle jakie.
Dzieliliśmy upodobania kulinarne z Isagomushim - obaj lubiliśmy owoce morza, lądowe mięso miało zawsze nieco egzotyczny posmak, który jeszcze wzmacniały przeróżne zioła i przyprawy. Trudno było mi ocenić, na ile olbrzymi kawał mięsa, który pojawił się i na moim talerzu, został poprawnie przygotowany, na ile sos był odpowiednio przyrządzony. Podobnie rzecz miała się i z warzywami. Isa jadł oszczędnie, skubał raczej te małe kawałki rozgotowanej marchwi i ziemniaków, ja zaś próbowałem poradzić sobie z nieco zbyt tłustą pieczenią.
Wychowałem się w niewielkiej wiosce, a tam obce były przeróżne zasady etykiety. Jednak ludzie jakoś podskórnie czuli, że zostawienie jedzenia na talerzu jest niezbyt uprzejme, że jest marnotrawstwem, albo obraża umiejętności kulinarne gospodarza. Dlatego też, chcąc nie chcąc, wmusiłem w siebie nadmiar jedzenia, zapiłem lekko wygazowanym piwem, na którego powierzchni tańczyło ledwie marne wspomnienie piany. Z alkoholem bywało u mnie różnie, głowę miałem słabą, piłem niewiele albo wcale, jeśli nie musiałem. Jedynym, co pasowało mi w tych stronach (oprócz, rzecz jasna, przeróżnych soków owocowych) był kwas chlebowy i herbata. Ta ostatnie oczywiście również owocowa. Jak przykładny wieśniak, nie miałem podniebienia zdolnego zachwycić się goryczą droższych, bardziej wysublimowanych herbat.
— Ja, och — wypaliłem niezbyt składnie na propozycję, by Ena odprowadził mnie do akademika.
Jednak trochę się tam szło i choć z jednej strony nie chciałem zmuszać nowopoznanego chłopaka do tego, by nadkładał drogi i wlókł się ze mną taki kawał, jednak z drugiej strony sam przecież zaproponował. Poza tym - z moją orientacją w terenie było różnie, czułem się zmęczony po walce i ociężały po posiłku, nie trudno było mi wyobrazić sobie, że zwyczajnie gdzieś pobłądzę. Dlatego też w końcu uśmiechnąłem się, przyjmując ze szczerą wdzięcznością te dodatkowe chwile towarzystwa.
Ena zdawał mi się być pod wieloma względami moim przeciwieństwem. Potrafił się stosownie zachować, miał doświadczenie i wiedzę, zaś w walce odważnie chwytał za broń i wiedział, co robić. Ja w walce nadal skupiałem się na tym, by nie zemdleć ze strachu. Może wychodziłem na interesownego, ale postanowiłem podpytać go o to i tamto, choć nie byłem pewien, jak właściwie mam zacząć. Pomyślałem, że może opowiadając nieco o sobie uda mi się naturalnie skłonić Enę, by odwdzięczył się tym samym.
Szliśmy w stronę Sarlok, księżyc przyświecał nam swym srebrnym światłem przeganiając mroki nocy. Aż dziwne było, by jesienią noc zdarzyła się tak pogodna.
— Wiesz, pochodzę z Me Shi — powiedziałem w końcu, starając się zacząć jakoś temat. — Z południa. Tu jest naprawdę inaczej, miałem trochę problemu, by przywyknąć. W sumie nadal mam. — Urwałem na moment, szukając dalszych słów. — Ale nie jest źle - miałem dużo szczęścia, większość spotkanych przeze mnie osób okazała się naprawdę miła. No i Isagomushi cały czas jest ze mną, to też mi pomaga. — Zerknąłem na idącego obok Enę. — Może to niemądre pytanie, ale mnie ciekawi. Jak wspominasz swoje początki w Akademii? Od razu udało ci się złapać kontakt z innymi? Czy potrzebowałeś czasu? No i - zdarzyło ci się mieć hm… jakieś nieprzyjemne zdarzenia związane z tym, z której z Akademii jesteś? Dla mnie to na szczęście nadal tylko sfera opowieści…
Szablon
Pandzika
Kernow