Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

wtorek, 27 kwietnia 2021

Od Hyo cd. Nikolai [+18]

 Przytrzymałem go, by nie tak szybko się wbił. Skoro i tak się tak bawimy. Oblizałem wargi i posłałem mu zawadiacki uśmiech.
- Liż, dokładnie. Może wtedy dostaniesz moją krew. - mruknąłem i wsunąłem dwa palce do jego ust. Wiedziałem, że może ugryźć. Dlatego też, gdy spróbował, dostał klapsa. Zacząłem poruszać palcami w jego ustach i wsunąłem wolną dłoń pod jego koszulkę, by gładzić skórę na jego plecach. Oczywiście zajdę dalej, ale to powoli. Po kilku minutach wyjąłem palce, wilgotne. Wręcz idealne. Ciekawe czy moim sprzętem też by się tak zajął, jak palcami.
To jednak zostawię na później. Teraz sporo grzeczny chłopiec wypełnił moje polecenie. Pozwolę mu na napicie się mojej krwi. Poczułem jego oddech na szyi, a już po kilku chwilach jak kły wbijają się w skórę. Przyjemne uczucie sączył ze mnie moją szlachetną krew. Udało mi się wsunąć wilgotne palce pod jego spodnie i bokserki, by wjechały między pośladki. Stanowczo je włożyłem i zacząłem poruszać w jego ciasnym wnętrzu. Starał się mnie powstrzymać, ale to mu się nie udało. Jedynie szybciej zacząłem poruszać palcami. Ucisk na szyi poczułem dosyć mocny. Przygryzłem wargę, ocierając się o chłopaka. Gdy był zajęty, perfidnie złapałem za jego sprzęt i zacząłem pocierać.
Najwyraźniej próbował strzepnąć moje dłonie, ale nie szło mu to najlepiej. Podniosłem się, do pozycji siedzącej. Wyjąłem obie dłonie, by chłopaka przytrzymać. Nie pozwolę mu się wyrwać, oj jeszcze nie. Skoro tak chce się bawić, to ja także się zabawie. Zwinnym ruchem ściągnąłem jego spodnie, po czym wyjąłem swój stojący sprzęt. Oblizałem wargi, nawet jeśli Nico starał się mnie strząsnąć, nie udało mu się to. Takie marne szanse miał. Zawsze też mógł przestać sączyć moja smakowitą krew.
Dlatego też miałem szansę, przysunąć go i wejść w niego. Może nieco za ostro, gdyż chłopak puścił moją szyję i się wyprostował. Pomógł mi, gdyż mogłem docisnąć jego biodra do swoich. Wszedł cały, gorąc i wilgoć, którą czułem, była zachwycająca. Pochłaniała mnie i pragnąłem jej więcej. Dlatego też nie dając dojść do słowa chłopakowi, wbiłem swe kły w jego szyje. Sączyłem jego krew, tym samym też nie poruszałem biodrami, by przyzwyczaił się do wielkości. Puściłem jego szyje, oblizując wargi z krwi. Odwróciłem go plecami do siebie, zdejmując swoje ubrania, oraz jego. Nie przydadzą się nam teraz.
Tak apetyczne ciało. Wziąłem kubeczek z krwią, odkryłem wieczko, by polać zgrabny tyłek chłopaka. To samo zrobiłem i polałem swojego towarzysza. Polałem krwią z kubeczka ciało chłopaka. Tym samym oblizując palce, na nowo mogłem wejść. Tym razem wsuwałem się wolno, ale za to głęboko. Nie mogłem się powstrzymać od wejścia do samego końca. Dlatego też bez większych ceregieli, mogłem poruszać biodrami i zlizywałem z jego ciała krew.
- Pyszny jesteś Nikolai. - wymruczałem. Ponownie wbiłem kły w jego ramię. Jego smak stawał się smaczniejszy. Gdy moje biodra wykonywały wiele różnych ruchów, moje dłonie były wolne. Jedna z dłoni popłynęła na sprzęt chłopaka. Delikatne ruchy palcami, dotyk oraz ruchy, by pobudzić go znacznie mocniej. Druga dłoń, a dokładniej paluszki ścisnęły sutki mojej nowej ofiary. Szczypałem je i ciągnąłem. Nie zaprzestawałem zabaw. Ruch bioderek był znacznie mocniejszy. Jednakże to nie był koniec. To zaledwie początek.
Puściłem jego szyję, polizałem i zacząłem zostawiać pocałunki na jego szyi oraz ramieniu. Mogłem usłyszeć jego przyśpieszony oddech. To jak łomocze mu serce. Oraz to jak stara się zacisnąć usta, ale nie udaje się mu powstrzymać jęków i sapnięć, które sprawiają, że to lubi. Czyżby to był nowy kochanek do kolekcji. Każdy z nich jest wyjątkowy, dobrze ich wybieram. Dotyk jest ważny, seks także, ale nie tylko to.
Nie mogłem się powstrzymać, więc odwróciłem go do siebie przodem. Musnąłem wargi chłopaka, ruszając szybciej biodrami. To wciąż było nie to. To wciąż było mało. Skupiłem swą uwagę na sutkach chłopaka oraz by jego ciało pozostało gorące i w pełni rozpalone na punkt kulminacyjny, który nastąpi niebawem.
Pocałowałem go ponownie, skupiając swoją uwagę na czymś innym niż bólu, który mógł odczuwać. Choć miałem skrytą chęć, by Nico troszkę po ujeżdżał go, ale na to przyjdzie czas. Na razie chce go wymęczyć, aż będzie wiedzieć, jaka jest cena za krew. Moja krew jest drogocenna, tak samo, jak seks jest przyjemnością. Nie tylko dla mnie, ale także dla moich partnerów.
Rozważałem, czy pozwolić mu się ugryźć. Poruszałem brutalniej biodrami. Mogę go wykorzystać, na każdy możliwy i dziwny sposób, skoro chce mojej krwi. Czas na test. Nasze pozycje zostały zmienione. Teraz to ja leżałem i w żelaznym uchwycie, trzymałem jego biodra, poruszając nimi, bym mógł go penetrować.
- Jeśli chcesz moją krew. Udowodnij mi czy na nią zasługujesz. Mamy jeszcze czas do świtu. Całą noc. Moją krew może pić dwa razy dwadzieścia minut. Seks, gdy nie spełnisz moich oczekiwań, zostaniesz ukarany. - powiedziałem. Dając mu klapsa, by wiedział, że nie żartuje. Przysunąłem go i wziąłem do ust sutek chłopaka, ciągnąć go zębami, po czym ugryzłem chłopaka w tamtejszym miejscu.
- To jest ostrzeżenie. Lepiej się postaraj Nikolai. - rzekłem i z uśmiechem się położyłem. Nie zaprzestając poruszać biodrami chłopaka.

Nikolai?

Od Hyo cd. Eny

Następnego dnia zostałem bezceremonialnie wypchnięty z domu, by zjawić się w akademii. Nie było mnie trochę, dlatego też musiałem się zjawić na zajęciach oraz załatwić coś dla Darumy.
Od pół godziny siedziałem w bibliotece, by wszystko znaleźć, odrobić i nadrobić zaległości, które miałem. Udało mi się i po tym czasie zabrałem swoje rzeczy i te, co wypożyczyłem, by udać się do kilku miejsc w akademii. Dzisiejszy dzień miałem napięty, nie miałem czasu myśleć o czymś, bądź kimś innym. Zajęcia dobrze szły. Wszystko było w miarę dopięte i załatwione, teraz tylko znaleźć Darumę, by złożył podpis i miałbym z głowy. Mógłbym sobie posiedzieć na świeżym powietrzu z butelką dobrej krwi w dłoniach i się odprężyć.
Gdy go znalazłem, przerwałem mu, by złożył odpis. Zerknąłem po osobach, zauważyłem Ene, ale nic nie zrobiłem. Zabrałem dokumenty i odszedłem w swoją stronę. Zaniosłem papiery, odbębniłem kolejne zajęcia. Po czym ruszyłem do kafeterii, żeby odebrać swój drogocenny napój. Dostałem także coś do jedzenia. Zamiast siedzieć w środku, wyszedłem na zewnątrz, usiadłem sobie pod drzewem, by zjeść, oraz nawodnić krwią organizm. Miałem jeszcze kilka zajęć, ale nie chciało mi się na nie iść. Zresztą przecież i tak byłem na tych najistotniejszych Reszta to jakieś kpiny. Zacząłem najpierw jeść, by zjeść przygotowany posiłek, a dopiero później mogę wziąć się za pracę i obijanie się też do tego.
Ćwierkot ptaków, mnóstwo zapachów oraz driady, które przyszły, by się zamoczyć w wodzie. Bawiły się, a uczniowie się mnożyli. Siedziałem sam, gdyż nie potrzebowałem otoczki, by siedzieć. Znajomi przynieśli mi papiery, które przydadzą się do zajęć. Więc jak na ruski czas się zjawię, niech będą wdzięczni. Odetchnąłem głęboko, popijając z butelki krew. W ciągu dnia muszę kilka butelek dziennie wypijać.
Chwila wytchnienia, mogłem poobserwować innych uczniów oraz Jak Daruma zjawia się na świeżym powietrzu z wycieczką. Niektórzy się zainteresowali nowymi osobami, inni byli sceptyczni, a kolejna grupa zajmowała się sobą. Przyglądałem się im, ale też w międzyczasie mogłem zająć się książką, którą muszę przeczytać. Tutaj powinno lepiej pójść. Może tym razem nie zasnę w połowie. Zaciągnąłem się świeżym powietrzem, pachniało ono wieloma rozmaitymi zapachami. Jednakże większość z nich była bardzo przyjemna i mila. Wróciłem do swoich zajęć, by mieć je z głowy i móc dołączyć do Driad, które bawiły się, ale nie tylko one. Dziedziniec tętnił życiem, co było miłą odmianą. Może poprowadzą zajęcia na świeżym powietrzu, jednakże niektóre rasy mogą mieć problem. Niby zawsze można użyć zaklęć, artefaktów albo parasoli, są też drzewa. Jednakże ich cień nie zawsze cię ocali. Ja akurat tutaj w nim siedzę, gdyż wolę siedzieć od innych z daleka. Tak jest zdetka lepiej i wygodniej. Uśmiechnąłem się do siebie.
Ktoś rzucił na mnie cień, gdy podniosłem zirytowany głowę, zobaczyłem Ene. Lekko zdziwiony, poklepałem miejsce obok siebie. Sięgnąłem po swój napój, a jemu podałem cukierki.
- Częstuj się, są pyszne. Jak podoba ci się nasza akademia? - spytałem. Gdy już usiadł. Przesunąłem zeszyty i książki, aż otworzył się zeszyt z rysunkami. Rysuje, ale robie to w wyjątkowych sytuacjach. Mało kto wie o tym. Podobno potrafię, uchwycić coś, czego nikt nie dostrzega. Wampirze zmysły są wyostrzone, więc jest mi łatwo, jeśli to dobra wymówka jest. Lubię obserwować i tak już wychodzi.
Ena sięgnął po zeszyt, by go przejrzeć. Kątem oka zerkałem na niego, jednakże mój wzrok nie padał na nic, ani na nikogo konkretnie. Obserwowałem, to ludzi, to kwiaty, to co robią etc.. Co wpadło mi w oczy, to tam padł mój wzrok. Bez celu, bez zachwytu. Samemu można przyjemnie sobie pospacerować. Imprezy też są tutaj ciekawym pomysłem, może bale to lepsze określenie. Dla mnie to jest zabawa na innym poziomie.
Spojrzałem na bok, by zobaczyć, jak Ena przechodzi na strony z obrazami, portretami i częściami ciał. Tak jakbym robił coś dziwnego. Wolałem uniknąć, tego, by zobaczył siebie. Dlatego też przeczesałem jego piękne długie włosy i cmoknąłem go w policzek.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie słonko. - rzekłem, odbierając mu szkicownik. Schowałem go na dnie torby. Będę musiał wymienić go na nowy.

Ena?

Od Nikolai do Colette

Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce zaczęło już wschodzić, a ptaki dawno wstały, aby powitać swoim śpiewem wszystkich naokoło, którzy byli już na nogach. Niestety, jedną z tych osób byłem ja, nie miałem natomiast zamiaru ruszyć się z łóżka przez co najmniej parę następnych godzin. Czułem się jakby coś mnie przejechało, siedzenie co noc do czwartej rano nie należy do jednaj z najmądrzejszych rzeczy, które zdarza mi się robić. Wtuliłem twarz z powrotem w poduszkę, licząc na chwile więcej snu, lecz po paru minutach kręcenia się bez skutku i irytującym alarmie, zrezygnowałem z dalszej próbowania. Szybko zdałem sobie sprawę, że to będzie długi, pozbawiony rozrywki dzień.
Z ciężkim sercem podniosłem się, aby usiąść, jednak nie miałem jeszcze wystarczająco wiary w siebie, aby ruszyć się do końca i zrobić coś produktywnego. Zamiast tego bezcelowo rozglądałem się po swoim pokoju. Wzrokiem zatrzymałem się na stercie ubrań, które zawsze mam zamiar iść i posprzątać, ale jakoś tego jeszcze się to tego nie zabrałem. W tym momencie też nie miałem zamiaru, opierając głowę o ścianę, syf daleko już zapomniany. Znudzony, wstałem z łóżka i wytargałem z szafy czarną koszulkę oraz spodnie tej samej barwy. Zarzucając je przez ramię, ruszyłem w stronę łazienki. Mała i przepełniona, trzymała tylko potrzebne rzeczy, jednak nie przeszkadzała mi ani trochę, wydawała mi się od czasu do czasu nawet urocza, jeśli można nazwać tak pomieszczenie. Po prysznicu, zachciało mi się krwi, więc skierowałem się do małej lodówki, gdzie trzymałem trochę dla siebie jako przekąskę. Nazywam to swoim zapasem na czarna godzinę. Ah, dobre sobie, najwyraźniej miałem ich o jedno za dużo i na moje nieszczęście było skończyły mi się zapasy, puste jak pustynia. Myślę, że oznaczało to, że nadszedł czas, aby uzupełnić czerwony towar. Po chwili zastanowienia się, co robić, zszedłem do stołówki. Postanowiłem, że skoro był jeszcze poranek, będą powinno być tam parę uczniów, których będę mógł trochę zdenerwować, i zachęć ich do trochę podzielenia się swoją krwią, a może po prostu wpadnę na kogoś zabawnego.
Wchodząc do dużej sali, zatrzymałem się w drzwiach, żeby przeskanować innych nastolatków tam siedzących. Moje oczy skierowały się na grupę chłopców, którzy wyglądali, jakby byli pogrążeni głęboko w swojej rozmowie. Odwracając wzrok bardziej w prawo, zatrzymałem się, kiedy w moje pole widzenia ukazała dziewczyna siedzącą przy drugim ze stolików. Siedziała sama, plecami do mnie, nie zwracając uwagi na nikogo wokół niej. Ponieważ w tej chwili nie była z nikim, wiedziałem, że jeśli podejdę, nie zostawię jej innego wyboru, jak tylko ze mną porozmawiać. A nawet gdyby nie chciała, mogę być naprawdę uporczywy i bez problemu przykleić się do niej jak mucha. Nie rozglądając się dłużej, podszedłem do stołu, przy którym siedziała, i wskoczyłem na krzesło naprzeciw nieznajomej. Zauważając jak siadam, spojrzała w moja stronę trochę zagubiona, czekając na odpowiedź, dlaczego usiadłem obok niej. Zaczynając się szczerzyć, przesunąłem dłoń, aby oprzeć łokieć na stole.
- Hej, hej, witaj, mów mi Niko. A ty, jak mam cię nazwać? - wciąż z uśmiechem, przesunąłem głowę, opierając ją na dłoni. Patrzyła na mnie przez sekundę, wciąż niepewna, jak zareagować. Ale pod koniec uśmiechnęła się lekko i przedstawiła się. Zadowolony z wyniku, już wiedziałem, co powiedzieć dalej. - Miło cię poznać, od teraz ogłaszam nas kumplami. Więc co robisz dzisiaj?

Cloette? 

Od Nikolai cd. Hyo

Poświęcając chwilę na przetworzenie tego, co się właśnie stało, prawie słyszałem, jak biegi obracają się w mojej głowie. W ustach utrzymywał się słaby smak krwi, a kącik mojej wargi pulsował lekko bólem, kropla krwi powoli spływała mi do brody. W tym momencie byłem zbyt zajęty myślami, żeby na razie zwrócić na to uwagę. Dokuczanie tylko odrobiną krwi, nie pozwalając mi jej wypić, ale tylko posmakować. Sprawiało, że byłem bardziej głodny i coraz bardziej się niecierpliwiłem. Ale wyglądało na to, że chłopak nie zamierzał mi niczego ułatwiać, oczekując czegoś w zamian. Odsunął się ode mnie, ale nie odrywał wzroku od mojej sylwetki, czekając na mój krok, co zrobię dalej. Powoli opadając na łóżku, moje spojrzenie odwrócone teraz od osoby przede mną, zatrzymując się na jednym z kubeczków. W obecnym stanie nie pogardziłbym żadną krwią, wziąłbym cokolwiek byłoby pod ręką lub podane. Krew, którą przyniósł ze sobą chłopak, była wyraźnie dobrej jakości, wystarczyła jedynie kropla, by to stwierdzić.
W chwili, gdy otworzyłem usta, żeby zapytać, czego drugi wampir oczekuje w zamian za jeden z pojemników napoju, kolejny pomysł przyszedł mi do głowy. Byłem przyzwyczajony do picia krwi, która była już zapakowana i “gotowa”, ale nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy w ostatnim czasie piłem bezpośrednio od innej osoby. Nie utrzymywałem kontaktu z wieloma ludźmi i bez względu na to, kogo zapytałem, znajomy lub nie, otrzymałem negatywną odpowiedź. Chciałem skorzystać z okazji, ponieważ być może poproszenie innego wampira byłoby o wiele łatwiejsze, i cóż, był tutaj. W chwili, gdy dzisiaj przybył, miał nade mną dużą przewagę, i miałem ochotę zobaczyć, czy była możliwość o choć trochę obrócić sytuację. Czując krew nadal kapiącą z czubka brody, uniosłem rękę i używając rękawa od bluzy, żeby otrzeć świeżą czerwień z twarzy. Przypadkowo ocierając się o dolną wargę, syknąłem z bólu.
To zajmie irytującą chwile czasu, zanim się zagoi... - powiedziałem pod nosem bez przekonania, głównie do siebie, zamiast do towarzystwa po mojej stronie. Spojrzałem na niego i zauważyłem, jak powoli skanuje mój pokój. Małe promienie słońca wpadające przez sztory do ciemnego pokoju, rzucając ostre cienie na rysy chłopaka, a jego włosy płynnie wtapiały się w mrok. Chciałem zawrzeć umowę lub coś w rodzaju małego handlu. Skupiając na nim cala moją uwagę, kąciki moich ust unosząc się lekko w górę.
- Kolego pijawko, dam ci coś w zamian. - powiedziałem, przyciągając jego uwagę. Przebiegły uśmiech naśladujący mój pokazał się na jego twarzy.
- Prawie owinąłeś mnie wokół swojego palca, ale ale, czy wziąłeś pod uwagę że może wolę coś innego? Nie to, żebym gardził tą krwią, tymczasem rzadko mam takie okoliczności. - wyciągając ręce do przodu, użyłem ich do podparcia górnej części ciała, patrząc na niego wielkimi oczami w oczekiwaniu.
- Pozwolę ci napić się moją krwią, jeśli chcesz, mała obietnica. Ale ja też chcę twojej, zamiast tej co przyniosłeś, hm? - przechylając trochę głowę w prawo, dodałem - Nieczęsto mam okazję napić się świeżej krwi od kogoś innego. Próbowałem zrobić przekonujący argument, licząc, że ten decyduje się na spełnienie mojej propozycji.
Słysząc moje słowa, jego uśmiech przypominający ten kota z Cheshire, jakby wiedział coś, o czym ja nie miałem pojęcia. Wyglądał na zaintrygowanego, oblizując wargi.
- Zgoda, koteczku. - w chwili, gdy to usłyszałem, rzuciłem się w kierunku jego szyi, gotowy do ugryzienia.

Hyo?

Od Nikolai cd. Shain'a

 Patrząc, jak siedząc koło mnie kładł uszy po sobie, powstrzymywałem się z ochotą, żeby go trochę drażnić. Skoro jego uszy i ogon są tak wrażliwe, jak najbardziej miałem ochotę je pogłaskać i zobaczyć reakcję chłopaka, w co nie wątpię byłaby dość ciekawa. Chciałem mu też powiedzieć, jak znów porównuję go do dzikiego, przestraszonego kota. Ale patrząc na to jak siedzący na krześle kitsune trzymał książki przyciśnięte do piersi skrzyżowanymi rękami, patrząc wszędzie, tylko w nie moją stronę. Przesuwając spojrzenie po całym pokoju. Pewnie, jak zrobiłbym jakikolwiek manewr w jego stronę, spłoszył by się i tyle by było. Decydując się na tym czas wycofać, wstałem z krzesła i odwróciłem się, robiąc w tył zwrot upadając na moje łóżko, z twarzą w poduszkę. Podnosząc głowę, postanowiłem zakończyć ciszę.
- Eej, Shain. Nie to, że narzekam, ale czy nie miałeś być takim nadętym kujonem? Kiedy usłyszałem mojego profesora miałem wrażenie, że będę musiał mieć do czynienia z kimś z kijem w tyłku. Tylko mówię, czuję ulgę, że nie jesteś takim typem. - teraz podpierając głowę się łokciach, spojrzałem się na niego.
Widziałem, jak jego ogon porusza się trochę, a jego oczy powędrowały na mnie, ale gdy tylko zobaczył, że już przyglądam się, błyskawicznie odwrócił wzrok po raz kolejny.
- Ale jesteś bojaźliwy, trochę za bardzo jak na mój gust. Ale, ale, za to będziemy mieli dużo czasu, żebyś się w moim towarzystwie trochę poluzował.- ostatnią część powiedziałem prawie śpiewająco. Nie chciałem, żeby zrozumiał mnie źle, niezmiennie nie obchodziły mnie lekcje. W moim ciele nie było ani szczypty zamiaru do uczenia się. Nie cieszyłem się również, że będę zmuszony do przeglądania książek. Mimo tego, nie chciałem jeszcze, żeby nowo poznany uczeń wyszedł. Byłem bardziej niż pewien, że jeśli pozwolę mu teraz umknąć, będzie próbował mnie unikać. Inną sprawą był nauczyciel, który doprowadził do obecnej sytuacji. Nie dbałem o siebie, i tak nie mogą mi wiele zrobić, planując tylko machnąć i ignorować na dalsze narzekania, ale na pewno sytuacja była dla niego inna. Miałby kłopoty, gdyby ktoś miał się dowiedzieć, że odszedł. Więc nadszedł czas, aby ugryźć się w język. Zacząłem skanować jego zamkniętą postawę. Uchwyt na książkach rozluźniony, wylądowały teraz na kolanach, dwa palce bawiące się jednym z rogów. Druga ręka ściskała jego ubranie w małej pięści. Wszystko w jego mowie ciała mówiło mi, że było mu niewygodnie, ale nie próbowałem zrobić nic tak złego. Znaczy, w tej chwili siedzieliśmy daleko od siebie, zapadając w kolejną cisze. Nie mogłem go dotknąć, nawet jeśli wyciągnąłbym rękę. Wciąż patrząc na jego ręce, zauważyłem, jak trochę drżą. Nie pozwalając mojemu umysłowi myśleć, że robił to pod wpływem, o którym właśnie myślałem, wymyśliłem sobie wymówkę, że może po prostu marzł.
Wstałem, mój nagły ruch zwrócił uwagę Shaina. Skierowałem się do szafy, wyjmując niewielki koc, odwracając się do drugiego i podrzucając mu na kolana. Próbując podejść trochę bliżej, zrobiłem kilka kroków w jego kierunku.
-Tak przy okazji, żebyś wiedział, wszystko, co możesz uznać za kiepskie w tym, co mówię lub robię, tak naprawdę nie chcę nikogo skrzywdzić. Dowiesz się, jeśli kiedykolwiek będę poważny. - pochyliłem się nad nim, kąciki moich ust układając w uśmiech.

Shain?

Od Hyo cd. Shain'a

 - Znikanie ci nie pomoże, gdyż wciąż jesteś związany. - mruknąłem i się przeciągnąłem. - Czemu Yeu się nad tobą tak znęcą. Ma jakiś powód, czy robi to, bo nad nim się znęcano czy też jest inny powód? - zadałem mu te pytania. Po czym trzymałem w palcach, kluczyk do jego uwolnienia się, musiał jedynie go wziąć.
- Weź, jak chcesz. - rzekłem, ziewając po czym, przeciągnąłem się, a do pokoju wpadł zaspany i zapłakany ośmiolatek. Spojrzałem na chłopca, po czym wyciągnąłem do niego swą dłoń, by podszedł do mnie. Posłałem mu uśmiech. Trzymałem kluczyk, po czym wziąłem chłopca na łóżko, ułożył się między nami.
- Gdzie Shain? - spytał swoim słodkim głosem. Wytarłem mu łezki i pogłaskałem po głowie, nie zważając na to, czy zbyt mocno pociągnąłem za rękę niewidzialnego chłopaka.
- Bawi się w chowanego. - rzekłem. - Śnił ci się koszmar Sho? - spytałem, kierując swoje pytanie do małego chłopaka.
Ten kiwnął głową, na co go przytuliłem do siebie i wziąłem go pod kołdrę, by spał wraz z nami.
- Opowiesz mi bajkę? - spytał. Uśmiechnąłem się, co trwało chwilę, by mój cel wiedział, że to on się teraz ujawni.
- Może niech Shain opowie, zna wiele bajek. Nawet opowiadał, że stworzył zbiór bajek specjalnie dla ciebie. - rzekłem. Skoro tak pogrywa, to niech teraz opowiada swą bajkę. Milczał przez dłuższą chwilę, aż w końcu się pojawił i zaczął opowiadać. Wygodnie się ułożyłem wraz z Sho, byśmy mogli wysłuchać bajeczki.
***
Obudził mnie Sho. Siedział uśmiechnięty, a gdy moje oczy przyzwyczajały się do dnia, mogłem ujrzeć, że chłopaka nie było w pokoju. Pewnie uciekł, skoro uwolnił swoją dłoń. Usiadłem na łóżku wygodnie i zacząłem się z nim bawić. Nie mam rodzeństwa, więc lubię tu przychodzić, taki pełny dom. Cała rodzina. Z dorosłymi dogaduje się całkiem nieźle, chociaż bywają chwilę, gdy są sceptycznie nastawienie. Jednakże może to przez problemy, które są powodowane przez dzieciaki, albo przez Yeu. Chociaż są takie momenty, gdy ten gbur, pokazuje też mniej gburowatą stronę siebie. Jestem ciekawy powodu, czemu jest taki. Niby przez ten czas co sypialiśmy, że sobą to nie obchodziło nas nic poza sobą. Przychodziłem spędzać z nim czas albo umawialiśmy się na numerek. Niby miał być jednorazowy, ale wyszło z tego coś w rodzaju romansu. Teraz go nie ma, a ten mnie ignoruje, gdyż mam Lumine albo Shaina do tego, co chce. Choć sypianie z Yeu jest dosyć przyjemne, to mogę znaleźć sobie nowy obiekt do sypiania.
Wstałem z łóżka, by pójść wziąć prysznic. Młody najwyraźniej był samotny i nie chciał być sam. Dlatego też nie widziałem w tym niczego złego, by wziąć kąpiel razem. Skoro i tak już, nikogo nie ma, to skorzystam z tego.
Do łazienki wpadł Shain, właśnie okryłem się ręcznikiem. Chłopak zarumienił się i się odwrócił, chcąc wyjść.
- Już wychodzimy, łazienka jest twoja. - powiedziałem. Wziąłem chłopca na ręce, który się wytarł. Shain już chciał coś powiedzieć, ale pojawił się ho, dlatego też już mieliśmy wychodzić, gdy on zabrał młodego. Westchnąłem i ruszyłem wziąć sobie bieliznę od Yeu, gdyż miałem tam swoją szufladę. Jego nie było w pokoju, za to dostrzegłem jakiś biustonosz, oraz jakieś zabawki. Miałem je gdzieś, skoro chce się zabawiać z kimś, mnie to nie obchodzi. Przyszedłem jedynie po bokserki, które były w mojej szufladzie. Moje kroki skierowałem do łazienki, by odłożyć ręcznik i ubrać na siebie, wzięte wcześniej bokserki. Po ich ubraniu zająłem się włosami. Gdyż to one tu mają wiele do życzenia. Sięgają mi do ramion, spływają jak fale. Wiąże je, gdyż jest tak wygodniej, dokładam wsuwki, gdyż kosmyki nie chcą się razem trzymać, oraz przykleiłem nowy plasterek na nos. Jest coś na nim, czego nie chce pokazać, więc to zasłaniam. Wyjście z łazienki i ogarnięcie się w pokoju zajęło chwilę dłużej. Shain wrócił do pokoju, w momencie, gdy już byłem ubrany, nie zwracając na niego większej uwagi, jednakże on zwrócił.
- Nie ruszaj Sho. - warknął. Zerknąłem na jego odbicie w lustrze, nastroszył się, gotowy do ataku. Zaśmiałem się tylko i spojrzałem na niego chłodno.
- Sho przyszedł, ty zniknąłeś. Lubi mnie co poradzisz. Teraz idę na śniadanie. Nadal czekam na odpowiedź. - po chwili znalazłem się przed nim, dosyć blisko dodając. - Jeśli nie odpowiesz, to zobaczymy jak długo, wytrzymasz bez zająknięcia się mały. - Może troszkę za ostro chwyciłem go za tyłek, ściskając go. Speszył się chłopak, a jego policzki poczerwieniały. Uśmiech triumfu się pojawił, a ja wyszedłem z jego pokoju, puszczając go. Skierowałem swe kroki, by zjeść z miłą rodzinką śniadanie. Skoro i tak tu czasem nocuje to, czemu miałbym iść o pustym żołądku, skoro mogę zjeść i pogawędzić z dorosłymi.

Shain? 

Od Eny cd. Shain'a

Kiedy dałem mu szansę, Shain odbiegł, jak najszybciej potrafił. Upuścił jednak łuk, po który ja wrócić musiałem. Spokojnie opuściłem kryjówkę i podniosłem leżącą na ziemi broń. Chłopak, prowodyr całej sytuacji obrzucił mnie wrogim spojrzeniem. 
- Hej, ty! - zawołał w moim kierunku. - Masz teraz kłopoty, wiesz o tym?!
Uśmiechnąłem się delikatnie i wbiłem w niego wzrok. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby nieznajomy cofnął się o krok. Chociaż nie miałem wrogich intencji, zmiana aury wystarczyła, żeby go przestraszyć. Kiedy chciałem, potrafiłem być przerażający. Wyczuwalna żądza mordu sprawiła, że atmosfera stała się ciężka, a chłopak nie potrafił wydusić z siebie nawet słowa. Pozornie nie wyglądałem na zagrożenie, jednak byłem kimś, z kim trzeba było się liczyć. Posłałem kitsune łagodny uśmiech.
- Lepiej będzie, jeśli dasz Shain'owi spokój - odparłem spokojnie i odwróciłem się od chłopaka. Miałem nadzieję, że zrozumiał swoje położenie i brak jakichkolwiek szans w starciu ze mną. Oczywiście, póki mam taką możliwość, zdecydowanie będę unikać walk. Przemoc nie jest rozwiązaniem.
Odszedłem w kierunku, w którym pobiegł Shain. Jakiś czas później zastałem go skulonego pod drzewami. Wyglądał na załamanego i przestraszonego. Od razu zapytałem, czy wszystko w porządku. Może zranił się podczas biegu? 
- Będę miał kłopoty... - wyrzucił z siebie, nie odrywając dłoni od swojego ogona.
- Dlaczego miałbyś je mieć? - Uniosłem brwi. 
- Yue... On nie da mi spokoju... - odpowiedział zmieszany. Jego głos brzmiał smutno i cicho.
A więc Shain się go boi. Nic dziwnego. Napotkany chłopak wyglądał na takiego, który lubi wszczynać niepotrzebne konflikty. Tym samym pewnie nieraz naprzykrzał się mniejszemu kitsune. Nie przepadałem za ludźmi kierującymi się przemocą. 
- Musisz komuś o tym powiedzieć - poleciłem poważnie. Wyprostowałem się, badając wzrokiem Shain'a. Jeśli sam nie potrafi się obronić, najlepiej będzie, jeśli poprosi o pomoc kogoś dorosłego. - Nauczyciele? Rodzice?
- To tylko pogorszy sprawę! - jęknął, chowając twarz w dłoniach. - Jesteśmy rodziną...
Sytuacja wydawała się być bardziej skomplikowana. Nie wyobrażałem się, że bliscy mogą traktować się z taką nienawiścią. Z braćmi byliśmy niemal nierozłączni. Całym sercem pragnąłem być tacy, jak oni. Miałem w nich wsparcie i otuchę. Jak rodzina mogła tak sobą pomiatać? Zmarszczyłem lekko brwi. 
- To, że jesteście spokrewnieni, nic nie znaczy - odparłem po chwili. - Jeśli tamten kitsune źle cię traktuje, musisz komuś o tym powiedzieć. Inaczej nigdy nie przestanie. 
Shain nie wydawał się być przekonany. Uśmiechnąłem się w jego kierunku.
- Zawsze też możesz liczyć na moją pomoc - zapewniłem pośpiesznie. - Wątpię, żeby ten chłopak chciał się zmierzyć ze mną walce. Nawet jeśli, możesz mi uwierzyć, że nie ma żadnych szans. - Poprawiłem włosy, odrzucając je do tyłu. - Oczywiście stronię od przemocy. Sądzę, że słowami też da się rozwiązać wiele konfliktów. 

Shain?
Szablon
Pandzika
Kernow