Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

sobota, 22 maja 2021

Od Rivailla do Shain'a

Szedłem korytarzem ziewając. To był już następny dzień w akademii, miejsca pełnego notorycznych ludzi. Jedyną dobrą rzeczą, jaką z tego wyciągnąłem, było poznanie moich własnych umiejętności. Myślałem, że było to przydatne dla mojej towarzyszki, która była demonem, dawało jej więcej pretekstów do wezwania. Poza zajęciami szkoleniowymi nie potrzebowałem jej wzywać, może czasami w moim pokoju, kiedy wiedziałem, że będzie humorzasta, gdybym jej nie wypuścił przez jakiś czas. W pewnym sensie czułem się tak, jakbym miał dużego kota, tak jak czasami potrafiła się zachowywać.
Chociaż ściany w klasie były puste, okna były duże. Każdy chciał mieć miejsce przy nich, żeby siedzieć w nieskrępowanym świetle poranka. Niebo na zewnątrz było błękitne, z wyjątkiem kilku chmur. Nauczycielka weszła wyglądająca tak zainspirowana jak zużyta torebka herbaty i już czułem, że zaczynała się nuda, naprawdę dobra. Ta nauczycielka musiała być naprawdę interesująca, jeśli chciała się rywalizować. Po kilku godzinach zadzwonił prawie ten ostatni dzwonek i mogliśmy wychodzić.
Po raz kolejny wędrując po korytarzu, idąc w poszukiwaniu miejsca, w którym nikt by mi nie przeszkadzał. Nie przepadałem za ludźmi, zawsze znajdowali sposób, żeby mnie wkurzyć, a potem zachowywały się zdziwione, kiedy powiedziałem im coś niemiłego. Ale przynajmniej po tym, jak już nigdy do mnie nie podeszli. Widząc otwarte okno, przy którym nikogo nie było w pobliżu, zdecydowałem się na nim na razie poprzestać, zaczerpnąć świeżego powietrza i wyjrzeć na zewnątrz. W przeciwnym razie przez cały czas błąkał bym się bez celu. Opierając łokcie o ramę, od razu wiedziałem, że spokój w tym miejscu nigdy nie wchodziło w grę.
Przez okno wpadł zapach dymu papierosowego. Zrobiłem zniesmaczoną minę, nie chcąc wdychać śmierdzącej woni. Słyszałem też głosy z zewnątrz, wyraźnie gdzieś blisko mnie, ale nie mogłem ich zobaczyć z miejsca, w którym stałem. Ponieważ nie było tam nic poza nimi, nieuniknione było usłyszeć, co mówili. Nawet mając tylko scenariusz ich rozmowy, bez kontekstu i tylko głosów, wiedziałem, że to chłopcy. Zdania skierowane rozmową przerywały jedynie żarty, często kosztem jednego z ich znajomych. Jednak z dialogu, który nastąpił, było jasne, że nie popełniono żadnego przestępstwa, wręcz przeciwnie. Widocznie lubili przekomarzanie się, dowcipne i niezbyt dowcipne poniżanie. W jednej chwili drażnili się i kpili, aw następnej dyskutowali o strategii jakiegoś zadania, traktując się nawzajem poważnie i udzielając przemyślanych odpowiedzi. Ale rozsądna rozmowa nigdy nie mogła trwać zbyt długo, jakby została zaplanowana przez minutnik. Wkrótce wesołość zaczęła się od nowa. Gdyby byli na zajęciach, wystarczyłoby, aby doprowadzić każdego nauczyciela do szału. Ale nie było nauczyciela, tylko grupka nastolatków.
Jako ich przekomarzanie się powoli mnie irytowało, odsunąłem się od framugi okna i znowu ponownie wróciłem do swojej wędrówki. Mijając kolejne małe grupki uczniów i czając się na klasy z nadzieją, że znajdę jedną spokojną, którą mógłbym zadowolić się podczas przerwy.  
Nie widząc nic oprócz rozczarowania, zacząłem nieco przyspieszać swoje tempo. Przechyliłem głowę w drugą stronę, nie zwracając już uwagi na sale, które mijałem. Mój spacer został przerwany, kiedy moje ciało uderzyło w coś innego. Bardziej niż coś, to była jakaś osoba. Usłyszałem czyjś jęk i odgłos rzeczy spadających na ziemię.
Zwykle już bym odchodził, nie dbając o pomoc ani nie przepraszając za spowodowanie bałaganu. Ale popełniłem błąd, patrząc na osobę, na którą wpadłem. Kiedy na niego spojrzałem, wyglądał na speszonego i zakłopotanego, próbując coś powiedzieć. Miał lisie uszy i ogon, w czerwono-białej kolorystyce. Nie wyglądało na to, żeby pochodził stąd. Szybko zaczął zbierać rozrzucone na podłodze książki. Zrobiło mi się trochę jego żal, więc wypuszczając nieco poirytowane westchniecie, uklęknąłem i pomogłem mu podnieść resztę książek.
- Chodź, pokaż mi, gdzie je wziąć. -  wróciłem do pozycji stojącej, czekając na niego - zanim zmienię zdanie.
 
Shain?

Od Shaina cd Lilith [Event]

 Co się stanie jak nie będziemy mogli skorzystać znanych nam rzeczy? Czy my szykujemy się na wojnę?  Tak się czułem. Wyznaczone osoby  oraz ja ruszyliśmy za panią o zielonych oczach , po wyczytaniu wszystkich uczniów. Zostaliśmy zaprowadzeni do podziemi zamku. Było tam chłodno, przez ziemię, oraz kamienie. Weszliśmy do dość dużego pomieszczenia. Przy każdej z ścian była wielka półka z różnymi roślinami, oraz eliksirami. Znajdowały się tam też przeróżne składniki do nich, jak żabie oczy czy pazury orka. Na sam widok tych obleśnych rzeczy zrobiło mi się niedobrze. Zakryłem usta wraz z nosem.
 - Nazywam się Tana i służę królowej stwarzając różnego rodzaju mikstury i trucizny. A to - wskazała palcem mężczyznę, który stał kilka kroków za nią. - jest Kiran, który interesuje się zielarstwem i jednocześnie jest moim pomocnikiem. Właśnie tego będziemy was uczyć, nauczymy was wszystkiego co my potrafimy.
Zielarstwo ? Rośliny ? To co kocham ! Jedyna rzecz w czym byłem najlepszy to znactwo wszystkich roślin. No może oprócz innych ras i niebezpiecznych zwierząt, które też pamiętałem. Pani Tana spojrzała na swojego pomocnika i wyznaczyła mu by napisał listę potrzebnych rzeczy do eliksirów, które będziemy się uczyć. Mieliśmy do dyspozycji bibliotekę, oraz las. Naszym zadaniem było znaleźć najpierw składniki. 
Pan Kiran podał mi listę, gdyż stałem bliżej niego. Spojrzałem na nią. Była dość długa.
Lista Składników
Oko traszki
Ząb wilkowyja
Kwiat Meliji
Zioło Skrzynopika
Ślina Ślimaczorga
Pył Iskierek
Pyłek Nikczemnika
Nietoperze Ucho
Woda Księżycowa
Biała Mewea
Aralia gronista
Asfodelus
Belladonna
Fiołek wonny
Hikoria
Aloes
Imbir
Ektoplazma
Krew Trolla
Kręgosłup Skorpeny
Larwa komara
Pijawki
Wszystkie rośliny z wymienionych umiałem znaleźć. Wiedziałem, że nie było by fer gdybym je po prostu stworzył. Chodź ułatwiło by to robotę wszystkim. 
- Możecie się naradzić co najpierw znajdziecie - odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się do wszystkich
Czyli teraz najtrudniejsze rozmowa ze wszystkimi. Mimo iż podchodziłem do tego wszystkiego neutralnie, rozmowa i zaciskanie więzi nie szło mi najlepiej. Wolałem trzymać się z boku i słuchać co inni mówić, przy okazji zgadzać się ze wszystkim. Miałem nadzieję, że i tym razem tak będzie. We trójkę zaczęli już ze sobą rozmawiać inni. Ja stałem w kącie i patrzyłem się na zioła. Niektóre są bardzo rzadkie. Na szczęście te na liście nie były, aż takie. Nagle poczułem jak ktoś klepie mnie w ramię. Przestraszony podskoczyłem lekko i odwróciłem się powoli. 
- Wiesz, że rozmawiamy o poszukiwaniach składników i jesteś potrzebny razem z listą - odparła brązowowłosa kobieta 
- Um.. Wybacz - spuściłem wzrok i podałem jej listę 
Musiałem się zmusić i przystanąć do kręgu rozmówców. Nie czułem się szczególnie komfortowo, ale nie wypadało by stać tam z boku, gdy oni planują od czego zacząć. Później bym musiał się pytać kogoś co i jak. Będzie najlepiej jak będę słuchał w milczeniu. 

Lilith ?

piątek, 21 maja 2021

Od Rivailla cd. Aurory [Event]

Wezwanie do tego spotkania przez królową było dla mnie kłopotliwe. Pójście do zamku tylko po to, żeby posłuchać, jak hierarchia mówi wysoko w potężnym tonie, jakby niby robili wszystko, o czym rozmawiali. Zamiast siedzieć na tylnych ławkach, zostałem z tyłu pomieszczenia, opierając się o jedną ze ścian. Dopóki ktoś mnie nie zauważył i nie kazano mi usiąść razem z innymi.
Po przemówieniu i wyjściu przydzielonych grup, wprowadzono nas do innego pokoju. Sytuacja była już dla mnie irytująca, i jeszcze musiała zostać dosypana kolejną przemową, tym razem wygłoszoną przez demonicznego rycerza.
Rzuciłem okiem na innych członków mojej grupy. Dwóch chłopców, jeden z długimi białymi włosami, a drugi czarny z odrobiną złota. Zanim mogłem ich dokładniej zbadać, usłyszałem, jak rycerz mówił coś do pozostałego członka i jedynej dziewczyny w grupie.
Miała duże białe skrzydła, na pierwszy rzut oka widać było, że jest aniołem. Dziewczyna wyglądała na zdenerwowaną, najwyraźniej nie słuchała. A teraz z trudem próbowała powtórzyć to, co powiedział mężczyzna.
- Daj spokój, jestem pewien, że to jest nudne dla nasz wszystkich. Przejdźmy dalej, czy możemy, panie rycerzu? - wtrąciłem się, w moim głosie zero szacunku. Uczenie się o dyplomacji nie było w pobliżu niczego, co mnie interesowało. Uznałem, że siedzenie w papierkowej robocie było denerwujące i nie warte mojej chwili. Ale ponieważ nie miałem wyboru, musiałem wziąć udział w tym szkoleniu. Uwaga rycerza zwróciła się teraz na mnie, nie podobała mu się postawa, jaką miałem.
- To nie jest sposób na rozmowę z przełożonym. Następnym razem zostaniesz ukarany. - powiedział ostro. - teraz zmarnowałem wystarczająco dużo czasu. Zanim nauczę was historii, powinniście wiedzieć, jak pracują dyplomaci. Jedną z głównych rzeczy, które robimy, jest wysyłanie próśb jak i również na nie odpisywać. - powiedział, wyjmując inny zestaw książek i kładąc je na stole. - dam wam demonstrację i zadanie do wykonania później, więc skupcie się.

Maven?

Od Hyo cd Ena [+18]

Od tamtego dnia minęło może koło trzech czterech dni.. Uczęszczałem na zajęcia oraz bywałem w akademiku zdecydowanie częściej. Olivia zniknęła, czasem ją widziałem na korytarzu, ale najwyraźniej mnie unikała. Ja jakoś też specjalnie nie miałem o czym z nią gadać. Skoro Ena sobie przypomniał, jego koledzy także. Dlatego też nie zbliżałem się do Ardem. Gdyby Ena chciał, to by się pojawił. Najwyraźniej jednak potrzeba mu czasu. Ja zawalałem sobie swój czas, by praktycznie nie mieć na nic czasu. To dodatkowe zajęcia, biblioteka, zaległości, czy też jeszcze inne zajęcia. W nocy wychodziłem z akademika, by pobyć w mieście. Dokładniej to w kilku miejscach, gdyż musiałem załatwić pewne sprawy. Nadgonić je oraz załatwić nieproszonych gości, oraz takich, którzy zawadzali i jedynie co robili to, przeszkadzali.
***
Akurat, gdy miałem wracać, zahaczyłem o salon fryzjerski, by nieco skrócić sobie włosy. Urosły sobie trochę, gdy używam magii, która przenosi mi się na rośnięcie włosów do jej naturalnych rozmiarów. One zazwyczaj były długie, potem zacząłem je ścinać i dodają wsuwki i spinki. Dbam o nie oraz pokazuje się z dużo atrakcyjniejszej i nieco modnisi-owej strony. Znalazłem sobie kolejną paczkę znajomych oraz to nowsze towarzystwo. Spotykamy się, ale to zazwyczaj wieczorami albo w środku nocy, by się wymknąć i pobalować czy też powłóczyć na mieście. Gdyż w ciągu dnia nie ma na to czasu, poza tym nie wszyscy mogą za dnia chodzić wśród ludzi, a w nocy to zupełnie inaczej się odbywa. Można wówczas być sobą i jest wygodniej niż za dnia.
***
Kolejny dzień, tym razem zajęcia się dłużyły, nie przeszkadzało mi to ani trochę. W sumie chyba nawet się cieszyłem, że się dłużyły. Po lekcjach musiałem skoczyć do pokoju, by się przygotować na zajęcia w terenie. Gdy tylko była przerwa na lunch, mogłem skoczyć do pokoju, by wziąć to, co chciałem oraz wziąć prysznic, a tuż przed wyjściem wypić krew. W ciągu dnia muszę pić jej zdecydowanie więcej. Tak prawie gdzieś do dwóch litrów albo i więcej, zależy jeszcze od sytuacji, w jakiej się znalazłem. Sprawdziłem, czy mam w torbie fiolkę z błękitną krwią oraz specjalny proszek, w razie czego. Lepiej być przygotowanym, na każdą ewentualność.
Odetchnąłem po prysznicu, wyczułem lawendę oraz aromat innego kwiatu. Nie miałem zbytnio czasu na zastanawianie się, co to dokładnie było. Ubrałem się wygodnie, gdy będziemy mieć zajęcia na zewnątrz. Dwie butelki były zapełnione krwią, gdyż w woreczek mógłby się przedziurawić. Krew, jedynie by się zmarnowała, a tego nikt nie chce. Gotowy wyszedłem z pokoju, pijąc swój lunch. Po drodze na dziedziniec spotkałem paczkę znajomych. Gadali o czymś, najwyraźniej dyskutowali o czymś zaciekle. Nie wiedziałem, jaki był tytuł tegoż też tematu, dlatego byłem zajęty piciem, a co tamci gadają, wlatywało jednym uchem, wylatywało drugim. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, wówczas zwrócili się do mnie.
- Hyo. Chcesz się wybrać dziś wieczorem do nawiedzonej biblioteki? - spytał chłopak.
- Podobno po kradzieży, która miała tam miejsce. Bibliotekarka zniknęła i podobno tam straszy. Mieli zamknąć to miejsce, ale wiedźmy się, tam zbierają. - dodała dziewczyna.
- Jeśli chcecie, możemy się tam wybrać. Zresztą i tak miałem zahaczyć o bibliotekę. - odpowiedziałem. Najwyraźniej taka odpowiedź na swój sposób się spodobała, ale jednocześnie chyba czuli się bezpieczniej, jak idę z nimi. Mnie nic nie wystraszy, gdyż po mnie to spływa jak po kaczce.
Nie mając nic do dodania, mogliśmy skupić się na grupowych zajęciach. Kolejne do kolekcji. Obijałem się wraz z grupą, gdyż inne pachołki, chcąc nam zaimponować, zaproponowali, że to zrobią. Miło i przyjemnie w tym czasie mogliśmy gadać i zając się sobą. Niebawem jeszcze inni dołączyli. Dwie dziewczyny gdzieś w międzyczasie zniknęły, choć słyszałem je. Nie były same.. Tak samo jeden z kumpli zniknął, widziałem jak, zabiera jakąś dziewczynę i chłopaka. Poważnie w biały dzień lecisz w trójkąt. Czasem nawet brak słów, ale skoro tak lubią się bawić, to rozumiem, sam nie raz też to lubię.
***
Dotarliśmy do biblioteki. Jednakże w zaskakująco szybkim tempie pogubili się wszyscy. Tak jakby nawiedzona biblioteka, nie chciała trzymać nas razem. Miałem też wrażenie, że stała się znacznie większa, choć od zewnątrz wyglądała tak samo, jak po pierwszym utknięciu tu ze mną i Eny. Ruszyłem przed siebie, gdyż musiałem odnaleźć książkę, której szukałem. Trudno było ją znaleźć, gdyż natknąłem się w międzyczasie na Ene. Nie wiem, co tu robił, ale gdy starałem się go uniknąć, ten mi nie pozwolił na to. Wręcz zaciągnął mnie do kantorka, czy jakiegoś schowka. Nie wiem co się właściwie działo. Ena powoli się wycofywał po zamknięciu drzwi na zamek. Czułem jak jego biodra, zaczynają napierać na moje. Przygryzłem wargę, gdyż musiałem go przytrzymać blisko siebie, by ten nigdzie nie uciekł. Gdy chciałem się odezwać, usłyszałem kroki i jakąś rozmowę. Ktoś zapalił lampę.
Odsunąłem jego włosy na bok, by mieć do niego lepszy dostęp. Skoro już i tak mamy siebie tak blisko, po rozłące. To możemy się do siebie zbliżyć. Uważałem, ale nie mogłem zapanować nad tym, jak mój przyjaciel, chciał dobić się do Eny. Sam chciałem iść z nim do łóżka i to bardzo. Móc w końcu poczuć jego idealne ciało oraz móc mieć go pod sobą speszonego i zarumienionego. Cholera.
Taka myśl powodowała, że jedynie się podnieciłem. Najwyraźniej trudno było się Enie poruszać, gdyż po wydaniu z siebie dźwięku. Musiałem szybko zasłonić mu usta, by nas nie znaleźli. Byli już tak blisko, ale skądś indziej dobiegł hałas. Nie wiem, nawet kiedy, dłoń chłopaka, znalazła się w obcym i zapewnię pierwszy raz, tegoż miejsca dotykał. Kątem oka dostrzegłem, jak się speszył. Zatrzymałem jego dłoń. Zanim spróbował zabrać dłoń.
- Skoro już go dotknąłeś. Pozwolisz mi na coś więcej? - mruknąłem do ucha chłopaka, przygryzając je, delikatnie dysząc. Mimo że sypiam z wieloma osobami, to rzadko z nich nie działa tak mocno na mnie, jak Ena... Może oprócz Yeu, ale z nim jest inna historia.
Nie odpowiedział mi nic, dlatego też odwróciłem go do siebie przodem, był w lekkim szoku, zarumieniony i nie wiedział gdzie zawiesić swoje spojrzenie. Uniosłem więc jego podbródek i pocałowałem go, nawet jeśli nie odwzajemnił tego, to lekko go zmusiłem, by także się włączył. Przytrzymałem go blisko swojego ciała, by móc użyć kamuflażu, by nikt nas nie znalazł. Ktoś starał się najwyraźniej sprawdzić, czy ktoś się tu ukrywa, ale nikogo nie znalazł. Moje dłonie, nie próżnowały. Przejechałem dłonią po tyłeczku chłopaka, lekko go ścisnął, po czym wydał z siebie dźwięk, ale na szczęście zagłuszyłem go swoimi wargami. Rumieńce najwyraźniej się powiększyły. Dlatego też nie mogąc się powstrzymać, chciałem wsunąć swoją dłoń pod szatę chłopaka, ale mi nie pozwolił. Jedynie "przypadkowo" otarłem swoją dłoń o jego krocze. Chłopak się odsunął, przez co plecami wlazł na drzwi. Starał się ukryć, to jak speszony był, oraz najwyraźniej było w tym wszystkim coś więcej.
- Przepraszam za ten dotyk. - powiedział ściszonym głosem. W dalszym ciągu unikał mojego spojrzenia, gdyż zawstydzenie najwyraźniej górowało nad nim.
- Nie musisz za to przepraszać. Mamy mało miejsca. - powiedziałem, blisko jego twarzy i cmoknąłem chłopaka w policzek.
Klęknąłem, gdyż naszła mnie ochota na coś, co zazwyczaj jest robione mi, a nie ja komuś. To zwyczajne jest rzadkie, ale lubię to. Dlatego też, zanim, posunąłem się dalej, usłyszałem pytanie jakie padło od Eny.
- Co robisz? - spojrzał na mnie. Jednakże nie otrzymał odpowiedzi. Jedynie to pozbyłem się jego szaty, która zasłaniała uda oraz krocze. Nim zareagować mógł, złapałem jego członka i polizałem go po całej długości. Powoli zajmowałem się chłopakiem, by mógł poczuć to coś nowego. Coś dziwnego i zarazem przyjemnego. Nie zna tego, może nawet nie pomyślałby, że coś takiego może mu się przydarzyć. Akurat, gdy miałem zamiar wziąć go do ust, poczułem, jak stara się mnie odsunąć. Spojrzałem na niego z dołu, powoli poruszyłem dłonią i ponownie przyssałem się do chłopaka członka. Jego rumieńce, przeobraziły się w czerwień pomidora. Tak uroczo wyglądał. Dlatego też moje posunięcia językiem i ustami były wolne i dokładne. Chociaż chciałem też dokładnie przyjrzeć się chłopakowi, co zrobi.
Mogłem dostrzec przerażenie w oczach chłopaka, jednakże nie miałem zamiaru przestać. Powoli wsunąłem go do swoich ust, patrząc na chłopaka. Choć po chwili po prostu oddałem się, by dawać przyjemność chłopakowi. Przesunąłem dłońmi po jego udach i wsunąłem go trochę głębiej. Mój członek reagował, gdyż podniecenie wyskoczyło w górę. Pragnąłem po prostu go tu i teraz zdobyć. Może w końcu i na to nieświadomie mi pozwoli, będąc ze mną w łóżku. Nie raz chciałem, ale nie mogę go wykorzystać. Wole by sam mi na to pozwolił. Byłbym delikatny, choć może nieco później, byłbym ostrzejszy. Gdyż jak to bywa z tymi prawiczkami dla nich wszystko, jest nowe, ale w końcu mogą się przekonać. Ena w końcu też się przekona, czego nie mogę się już doczekać. Korci mnie, by iść z nim się zbliżyć w domku jego rodziców. Jeśli nadal będzie chciał mnie ze sobą zabrać.

Ena?

Od Hyo cd Sarli - Event

Najwyraźniej nie zdobędę wolności na pewne sprawy, które akurat chciałem załatwić. Udało mi się zabrać torbę z potrzebnymi i użytecznymi przedmiotami. Tuż po tym zostaliśmy oddelegowani do samej królowej na jej wezwanie. Nie było nas jakoś dużo, ale za powieść tego, co Jej wysokość mówiła, trąciła nieco nudą. Oczywiście może być inaczej albo taka jest złudna nadzieja tego. Słuchałem tego, co mówi, ale to tak naprawdę przelatywało przeze mnie jedynie, jak przysłowiowa woda.

Starałem się być "przyzwoity", ale szczerze nudziła już mnie ta dziwna jednostronna rozmowa. Do tego doszli jeszcze jacyś "nauczyciele", tak można ich nazwać. Gdyż podzielenie na grupy było zwyczajne, jakbyśmy mieli zajęcia w klasie. Nawet niedawno mieliśmy zajęcia w grupach, co za głupota.

***

Moja grupa składała się z samych dziewczyn, no oczywiście jeszcze Taridan jeden z niższych elfów. Przysłuchiwałem się i przyglądałem się dziewczynom po kolei. Najpierw Lyanna. Zaklinaczka. Dwa demony. Jeden elektryczności. Drugi wodny. Została liderka. Jej odpowiedzi były takie, jakby się tym chwaliła, że została liderką. "Świetnie skoro już nią byłam, jestem najodpowiedniejsza do tej roli" ~takie słowa można było od niej usłyszeć. Wywróciłem jedynie oczami i spojrzałem na drugą osobę, w kolejności.
Sarli. Najwyraźniej nie miała ochoty nic więcej o sobie mówić. Jednakże elfik chciał wiedzieć więcej. Nacisnął i wydusiła z siebie coś, przez co zamilkł. Krwawa wiedźma, coś o niej opowiadano. Ciekawa jak dla mnie osoba. Ciekawy byłem czy rzeczywiście to, co o nich mówią, jest prawdą.
- Hyo. Wampir czysto-krwisty wyższy. - powiedziałem zwięźle i na temat. Najwyraźniej elf nic więcej nie powiedział. Wzruszyłem ramionami i zrobiłem kilka kroków, by stanąć obok niego. Skoro i tak jest naszym przewodnikiem po tych też stajenko zwierzęcych bojach, to przecież czym prędzej zacznie się coś ciekawego dziać. Tym lepiej.
- To Taridanie, co dalej nam pokażesz? - zapytałem. Nie cackałem się z żadnym "Per Pan" czy innego tego typu, gdyż to bez sensu. Tak i też skoro mamy za sobą uprzejmości to możemy zacząć ciekawszą część, jeśli ogóle tak może być.

Colette?

Od Sarli C.D. Lyanny [Event]

W szkole nie spędziłam nawet tygodnia na zapoznanie się z placówką, a już mnie gdzieś wywieźli. Nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi, ponieważ w miejscu, gdzie pochodzę, prawie wszystkie lekcje odbywały się w tym samym miejscu, nie licząc wypadów do lasu. Dlatego też niechętnie przyjechałam do tego wielkiego pałacu, gdzie piękna dama tłumaczyła nam, czemu nas tu zwołała. Tam, gdzie się urodziłam, nie mieliśmy kogoś takiego jak księżna, królowa czy książę, tam najstarszy z rodu najczęściej był tym, którego wszyscy słuchali. Nasz dom znajduje się na innym kontynencie i to dlatego tak trudno było mi zapoznać tutejsze zwyczaje i hierarchię.

Podczas gdy królowa przemawiała do uczniów, ja rozglądałam się po pomieszczeniu, ilustrując zdobienia i kolory, które idealnie współgrały ze słońcem wpadającym przez duże okiennice. Musiałam przyznać, że styl tego miejsca bardzo mi się podobał. Nigdy nie znajdowałam się w tak zdobionym obiekcie, przez co nie mogłam oderwać wzroku.  Jednak gdy tylko zostałam wyczytana przez nieznanego mi mężczyznę, wstałam ze swojego miejsca jak reszta mojej grupy i ruszyłam za nim. Nadal nie wiedziałam, co mieliśmy robić, ale ta niepewność bardzo mi się podobała.

~*~

-Sarli - mruknęłam, gdy nasz opiekun kazał się nam przedstawić. Zajęcia leśne wydawały się być ciekawym tematem, jednak przez to, że przez całe życie wychowywałam się wśród wielkich drzew, bałam się, że będzie mnie to nudzić. 
Miejsce, w którym mieliśmy zajęcia przynajmniej znajdowało się na zewnątrz, dzięki czemu mogliśmy pooddychać świeżym powietrzem, a nie kisić się w środku jak reszta grup. 
-Coś więcej? - gestem dłoni zachęcił mnie do dłuższej wypowiedzi. Widziałam ten ciekawski błysk w jego oku, był osobą, która uwielbiała wiedzieć wszystko o wszystkich. 
-Jestem krwawą wiedźmą.
Przymrużył oczy, ilustrując mnie od stóp do głów. Wiedziałam co mówi się o nas na innych kontynentach - że jadamy dzieci, lubujemy się w sprawianiu bólu innym i pijemy ludzką krew. I właśnie dlatego byłam przeciwna, by wysyłać nas do szkoły, gdzie wszyscy sądzą, że jesteśmy potworami. Nie odezwał się ani słowem, przez co zapadła dość niezręczna cisza. Dopiero po dłuższej  chwili zwrócił się do chłopaka, który stał obok Lyanny. 
-Teraz ty.

Hyo?

Od Eny cd. Hyo

Sprzeczne informacje dotarły do mnie nadzwyczajnie niespodziewanie, całkowicie zbijając z nóg. Wprawdzie cała ta sprawa od początku wydawała mi się podejrzana i nierealna, ale ciężko było mi uwierzyć, że to właśnie Hyo stoi za tym wszystkim. Nie miałem pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Do tej pory ufałem młodemu wampirowi. Teraz nagle okazało się, że wbił mi nóż w plecy, jedynie bawiąc się moją osobą. Nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej towarzyszyło mi cały czas podczas czytania dziennika. Czułem potrzebę porozmawiania z Hyo. Musiał mi wszystko wyjaśnić. 
Na jego powrót nie musiałem czekać długo. Mój chłopak wszedł do pokoju niedługo po odkryciu przeze mnie prawdy.
- Co to ma znaczyć? To twoja wina? Powiedz, czemu to zrobiłeś? - Z moich padł szereg pytań. Potrzebowałem na nie odpowiedzi. Pewna część mnie ciągle miała nadzieję, że to wszystko to tylko nieporozumienie. 
- Chciałeś być szczęśliwy. Żałowałeś, że mnie poznałeś. Dlatego chciałem, byś zapomniał, ale i tak mnie, zaczepiłeś - odpowiedział chłopak. Nie wydawało się, aby chociaż trochę żałował tego wszystkiego. Na chwilę zabrakło mi słów. O czym on właściwie mówi? Czyżby z moją pamięcią było ż tak źle?
- Czemu udawałeś mojego chłopaka? - zapytałem, czując, że niemal tracę grunt pod nogami. - Czemu to zrobiłeś? 
- To nie jest udawane. - Jego słowa zaskoczyły mnie. Korzystając z odrętwienia, Hyo objął mnie mocno, przybliżając się. Bijące od niego ciepło przeszło na mnie - czułem jak moje policzki spowija czerwony rumieniec. Nie rozumiałem uczucia, które mnie ogarniało.
- Jesteś moją bratnią duszą. Nie mogłem od ciebie uciec, a wręcz przyciąga mnie do ciebie - rzucił po chwili czułości. Hyo spojrzał na mnie ze spokojem. Nie mówiąc nic więcej, rozluźnił uścisk i opuścił pokój, pozostawiając mnie jeszcze bardziej skołowanego i pozbawionego poszukiwanych odpowiedzi. Nie mogłem tak tego zostawić. Postanowiłem dać jednak czas wampirowi. Sam również musiałem przemyśleć kilka spraw. 
Wbrew pozorom powinienem być na niego wściekły. Mieszał w mojej pamięci, robiąc ze mnie głupka. Nie potrafiłem się jednak na niego złościć. Pewna część mnie wybaczyła mu już na starcie. Nie potrafiłem się długo na kogoś gniewać, nawet jeśli skrzywdził mnie w taki sposób. Chociaż właściwie - mógł wykorzystać moją naiwność, ale nie zrobił tego. To chyba źle o nim nie świadczy, prawda?
***
Znalezienie Hyo nie było trudne. Natknąłem się na niego na plantach przy akademii. Pominąłem fakt jego obecności na terenie Ardem. Przysiadłem się obok chłopaka.
- Poznajmy się lepiej i zobaczymy, co przyniesie przyszłość - powiedziałem spokojnie. Podjąłem decyzję. Chcę zacząć znajomość z Hyo jeszcze raz. Tym razem miałem nadzieję, że nie będzie zbudowana na fundamencie kłamstw.  
- Chcesz sobie wszystko przypomnieć? - zapytał lekko zaskoczony. - Może to zaboleć. Powrót wspomnień boli - ostrzegł zmartwiony, owijając się wokoło mnie ramieniem. Nie odsunąłem się.
- Chcę - odparłem pewnie. To w końcu były moje wspomnienia! Nie mogłem tak po prostu o nich zapomnieć. W tamtym momencie Hyo wstał i podniósł mnie z ziemi. Chwilę protestowałem, ponieważ najpewniej nie jestem najlżejszy. Mimo tego młody wampir odmówił postawienia mnie. Kilka minut później dotarliśmy w okolice niewielkiego stawu.
- Wykonuj moje dokładne polecenia - poinformował, odstawiając mnie w końcu. - Po pierwsze zdejmij wierzchnią szatę. Będzie ci wygodniej.
Spojrzałem na niego zaskoczony, ale ostatecznie powoli zacząłem rozwiązywać biały pas. Szata powoli zsunęła się ze mnie. Pozostałem w jasnej, zwiewnej tunice. 
- Spokojnie Ena. Wrócę za parę chwil, muszę tylko coś znaleźć - zapewnił. - Nie bój się, nikt się nie pojawi. Jesteś tu bezpieczny. Widzisz tę bransoletkę na twoim nadgarstku? Mam identyczną.
Zerknąłem na dłoń. Faktycznie widniał na niej prezent od Hyo. Westchnąłem cicho i kiwnąłem zgodnie głową. Nawet, jeśli ktoś by się tutaj pojawił - potrafię się obronić sam. Akurat nie zapomniałem, jak walczyć. 
Medytowałem do czasu powrotu Hyo. W międzyczasie okryłem się szatą. W końcu wiosenne noce wcale nie są takie ciepłe. 
Wampir podał mi zioła, a chwilę później pociągnął w stronę stawu. Ogarnęła mnie chłodna woda. Powstrzymałem dreszcz. Nieprzyjemnie.
- Nie wypluwaj, jest gorzkie, ale pomoże, ci uwierz. - Głos chłopaka brzmiał łagodnie. Wprawdzie smak ziół nie przeszkadzał mi. Jadłem gorsze lekarstwa. 
Dalszej części rytuału nie zapamiętałem zbyt dokładnie. Chwilowy ból przerywany był krótkimi pieszczotami. Obudziłem się dopiero na brzegu. Pobudce towarzyszyły pulsujące skronie.
- Wstałeś? - Ciepły głos Hyo zabrzmiał tuż przy moim uchu. Pokręciłem głową, próbując otrząsnąć się z nagłego snu. Czułem się naprawdę dziwnie. Poranek pamiętałem jak przez mgłę. Natomiast stare wspomnienia powróciły. Przypomniałem sobie za to pierwsze spotkanie z Hyo. I wszystko inne. Zarówno te przyjemne chwile, jak i te mniej.
- Wszystko w porządku? - Padło kolejne zmartwione pytanie, spowodowane najpewniej moim brakiem odpowiedzi.
- Tak, teraz już tak - odparłem cicho. Nakryłem się dokładniej białą szatą. Było mi zimno. - Dziękuję.
Zapanowała między nami niezręczna cisza. Żaden nie wiedział, co powiedzieć więcej. Westchnąłem cicho. 
- Więc, co teraz? - Krótkie pytanie w końcu zostało zadane przez Hyo. Mimowolnie wzruszyłem ramionami. Nie wiem.
- Źle zaczęliśmy - stwierdziłem po chwili. - Ale jeszcze nic straconego. Nic straconego - powtórzyłem ciszej. - Możemy to naprawić. 
Nie miałem pojęcia, czy próbowałem pocieszyć siebie, czy jego. Nie wiedziałem, co mówię. Czułem, że po prostu paplam od rzeczy. Nie potrafiłem tego jednak powstrzymać. Hyo zaśmiał się cicho w odpowiedzi. Musiałem zachowywać się naprawdę żałośnie.
- Chyba powinienem odpocząć - dodałem po chwili. - Od tego wszystkiego. Do zobaczenia.
Nie czekając na jego reakcję, wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę akademii.

Hyo?

Szablon
Pandzika
Kernow