Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?

sobota, 13 listopada 2021

Od Neriny do Fenrysa

W końcu mogłam wrócić na kilka dni do morza, do moich młodszych sióstr. Sądziłam, że spędzę z nimi przyjemnie czas. Nie było jednak tak świetnie, jak myślałam, ponieważ zamiast zainteresować się moją osobą, większość z nich była zainteresowana tym, jacy chłopcy przebywają w Kernow i czy widuje tych, z innych akademii. Odpowiadałam zdawkowo na te pytania.
- Nie zapytacie, jak ja sobie radzę? - zapytałam.
- Na pewno idzie ci znakomicie – powiedziała Adella.
- Co prawda, nie narzekam, ale nie jest też wcale tak idealnie – powiedziałam. - Ale wy chyba wolicie słuchać o chłopakach.
Na te słowa, kilka z moich sióstr pokiwało głowami. Westchnęłam i wróciłam do opowiadania tego, czego ode mnie oczekiwały. Wydawały się być uradowane, a skoro one były ucieszone, to moja złość powoli znikała. Lubiłam, gdy były w dobrym humorze.
- Pewnie znalazłaś tam sobie jakiegoś chłopaka! - wykrzyknęła Adella. - Szczęściara z ciebie!
Chciałam już odpowiedzieć, że nie znalazłam sobie nikogo, ale wtedy syreny zaczęły się kłócić między sobą, wymieniając jakiś chłopaków, których widziały na wybrzeżu lub na statkach, czy też tych, którzy byli trytonami. Dałam, więc sobie spokój i odpłynęłam.
- Jak się czujesz Nerino w Corvine? - zapytał mnie Tryton, podpływając do mnie. - Jeśli by ci nie odpowiadało, zawsze możesz wrócić do szkoły w oceanie.
- Corvine jest cudowną akademią – odpowiedziałam. - Poznałam wiele osób, nie tylko z niej, ale ogólnie z Kernow. Najbardziej denerwujące jest jednak to, że nie mam tak łatwego dostępu do morza, a nie jestem w stanie wytrzymać tak długo bez słonej wody.
- To zrozumiałe – powiedział. - W końcu nie jesteś tylko elfem, ale jesteś też syreną.
Uśmiechnęłam się delikatnie i popłynęłam z ojczymem do jego tronu, gdzie usiadłam obok niego. Zazwyczaj rozmawialiśmy tak, gdy miał dla mnie jakieś ważne sprawy do obgadania. Miałam nadzieję, że nie stało się nic poważnego. Obawiałam się, o czym chce jeszcze pogadać.
- Słyszałaś o księciu Drake'u?
- Co nieco słyszałam od moich sióstr. Jest synem króla części oceanu niedaleko Rere. Jest najstarszy ze swojego rodzeństwa. O ile się nie mylę, jest o rok starszy ode mnie.
- Masz rację.
- Stało się coś, że pytasz o niego? - zapytałam. - Myślisz nad sojuszem?
- Owszem.
- To wspaniale.
- Jednak ten sojusz jest możliwy tylko poprzez małżeństwo. 
- Więc która z twoich córek jest tą szczęściarą?
- Ty, Nerino.
- Ja? - zapytałam zaskoczona, mrugając parę razy oczyma.
- Tak, ty. Może i nie jesteś moją prawdziwą córką z krwi i kości, ale właśnie tak cię traktuje. Zresztą król i książę przystali na tą propozycję.
- Ja... - Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc odpłynęłam.
Ojczym krzyczał za mną, ale ja wypłynęłam szybko z zamku, a następnie na powierzchnie, gdzie przemieniłam się w ludzką formę. Miałam ochotę się rozpłakać. Nie chciałam wychodzić za kogoś, kogo nie znałam. To musiał być jakiś żart, jakaś pomyłka.
Był wieczór. Ja jednak nie chciałam wracać do królestwa. Nie po tym, co usłyszałam. Chciałam, jak najszybciej wrócić do Corvine. Jednak moja orientacja w terenie okazała się masakryczna, szczególnie wieczorem. Kompletnie nie wiedziałam, w którą stronę mam iść. 
Szłam jednak tak, jak tylko zapamiętałam. Zajęło mi to może z dwie godziny. Zaczęły mnie aż boleć nogi. Nie byłam w stanie iść dalej, szczególnie, że nie wiedziałam czy dobrze idę. W dodatku zaczynało się coraz bardziej ściemniać, a ja nie lubiłam ciemności. Przydałby mi się jakiś towarzysz.
Wokół mnie kręciło się trochę osób, więc postanowiłam zapytać pierwszą lepszą osobę. 
W oczy rzucił mi się chłopak o jasnych włosach i ciemnej karnacji. Wyglądał na młodego, więc może on też był z jednej z akademii w Kernow.
- Przepraszam – powiedziałam, nieśmiało chwytając go za rękę, a następnie puszczając ją, gdy zwrócił na mnie swoją uwagę. - Jestem Nerina. Wybacz, że cię zaczepiłam szanowny panie, ale chciałam się upewnić, czy dobrze idę do Akademii Corvine. Zazwyczaj nie spaceruję wieczorami, a w dodatku mam bardzo słabą orientację w terenie. Przyznam się też, że boję się trochę iść sama i potrzebowałabym jakiegoś towarzysza, ale jeśli to za dużo, to proszę tylko o wskazanie drogi.

Fenrys?

wtorek, 9 listopada 2021

Od Hyo cd Ena

Powoli miarowo, każdy udał się w kierunku lasu. Gdyż za lasem znajdował się punkt, do którego mieliśmy ostatecznie dotrzeć. Oczywiście można by było przejść plażą wokoło. Zamiast się tachać przez połowę wyspy. Jednakże wiedziałem, że im bliżej morza tym będzie mu zimnej. Dlatego też użyłem wcześniej pożyczonej mocy od jednego z profesorów. Ogień akurat, gdy zauważyłem, że chłopakowi jest zimno. Ułożyłem przy nim kilka małych ogników, by mogły cały czas go ogrzewać. Na początku nie zauważył, gdyż skupił się na drodze, ale w końcu zrobiło mu się cieplej. Wziąłem od chłopaka plecak, gdyż ciężkie rzeczy nic mi nie zrobią. Poza tym to on zajmuje się mapą, z moją drobną pomocą. Gdyby chciał, mógłbym go od razu zabrać na miejsce, jednakże zrobię to w ostateczności. Szedłem za chłopakiem, gdyż ścieżka przez las była wąskawa. Po drodze natknęliśmy się na inne grupy. Niektórzy narzekali, a inni starali się wykorzystać innych. Teraz się pojawi ich prawdziwa natura. Poza tym nie było nic mówione, że nie można używać mocy. Może zapomnieli albo specjalnie to ominęli. Na rozwidleniu natknęliśmy się na Asaia i Olivię. Ich przewodnik, ruszył w lewo i do tej pory na niego czekają.
- Odbierzcie kurs na prawo, ten kierunek wydaje się dużo pewniejszy niż nasz. - powiedziała dziewczyna.
- Olivia czas ruszyć po przewodnika. Hej może przyłączycie się do nas? - spytał Asai.
- Lepiej trzymać się swoich grup. - ponownie odezwała się dziewczyna. Wydawała się coś ukrywać. Uszy wilka położyły po sobie, jakby właśnie został skarcony. Ena nie miał czasu na odezwanie się, gdyż oboje ruszyli w swoim kierunku.
- To było dziwne. - powiedziałem.
- Nie chcieli dać mi czasu na odezwanie się, może powinniśmy iść za nimi. - rzekł chłopak. Zanim się ruszył, stanąłem przed nim i go przytuliłem do siebie.
- Ena, nie możemy. Musimy iść swoją drogą. Pamiętaj słowa nauczyciela. Gdy odnajdziemy swoją drogę, odnajdziemy też tych, na których nam zależy. - powiedziałem. Delikatnie głaskałem Ene po włosach. Poczułem jak, mnie obejmuje i się wtula, by choć troszkę się ogrzać.
Wziąłem go na ręce i ruszyłem z chłopakiem w prawe rozwidlenie. Droga wydawała się prosta, ale taka pusta. Tak jakby większość, była na przodzie, albo ruszyła zupełnie innym kierunkiem.
- Hyo postaw mnie. Mogę chodzić sam. - zatrzymałem się i postawiłem chłopaka na ziemi. Całkowicie zapomniałem, że trzymałem go na rękach.
- Nikt cię nie porwie, gdy będę mieć na rękach i sobie odpoczniesz przy okazji. - powiedziałem. Przejechałem dłonią po swoich włosach, nieco je wymiętosiłem, przy okazji usłyszałem nadchodzące kroki. Dlatego też złapałem Ene w pasie i ukryliśmy się za drzewem, wśród wysokich krzaków. Ułożyłem palec na ustach, by chłopak był cicho. Zgasiłem małe ogniki oraz starałem się ukryć nas w cieniu. Przyległem do chłopaka, by ukryć jego jasną szatę, akurat w tym momencie dziwne postacie w maskach przemierzały ścieżką. Rozmawiali coś o pułapce oraz nowej zdobyczy. Mówili, ale szum z masek mi uniemożliwiał skupienie się na ich słowach. Starałem się ukryć swoją twarz i delikatny słuch na ten dziwny dźwięk w szyi chłopaka.
Skończyło się jednak na tym, że zatrzymaliśmy się po znalezieniu jakiejś jaskini, nieopodal. Była ona pusta, ale przyjemna. Taka ukryta, że mało kto mógłby ją zauważyć. Puściłem go, ale zanim mógł cokolwiek zrobić. Chwyciłem delikatnie jego dłoń i zatopiłem w jego czystej nieskazitelnej skórze swoje kły. Wpatrywałem się w chłopaka, sącząc jego krew. Odwrócił wzrok zarumieniony, choć gdy nie patrzyłem na niego, mogłem go przyłapać, jak się we mnie wpatruje, a może wpatrywał się jedynie w swoją dłoń i to jak wypijam jego słodką krew. Wyjąłem kły, w odpowiednim momencie, zlizałem kropelki krwi, a ślad po moich kłach powoli się regenerował. Oblizałem kły i zatrzymałem się w tym, co chciałem zrobić dalej.
- Pójdę na zwiady, zawołaj mnie, a się pojawię. Usłyszę nawet twój szept. - powiedziałem i musnąłem wargami jego skroń, po czym zniknąłem jak typowy wampir. Zawędrowałem na wzgórze, gdyż im wyżej, tym lepiej i łatwiej mogę wszystko dojrzeć. Dotarcie na miejsce zajęło jedynie chwilę, gdyż mogłem się nie ograniczać i wykorzystać swoje talenty. Wykorzystałem wyostrzone zmysły, by wyszukać, tych co znajdują się zarówno w bujnym zagęszczeniu drzew, jak i również nieopodal plaży i mieszkańców. W tym nawet dostrzegłem nauczycieli. Robili dziwne rzeczy, pewnych czynności już się nie odwidzi. Podsłuchiwałem różne rozmowy. W lesie dostrzegłem różne grupki uczniów. Niektórzy już spali, stali na warcie, kłócili się, całowali, albo szykowali dziwne rytuały czy też wybierali odpowiedni kierunek. Nikt jednak nie dotarł do końca drogi. Poszukiwałem osobników w maskach, odnalazłem ich, byli to nauczyciele. Tak jakby szykowali dodatkowe zadania, a może też, by zwiększyć trudność swoim drogim uczniom. Szykowali pułapki, zagadki oraz zostawiali wszędzie dziwne pojemniki. Jakby ukryte małe prezenty. Gdy znikali, umiejętnie i po cicho je zbierałem, by dostarczyć je do jaskini z moim partnerem.
Zatrzymałem się w pewnym momencie, gdyż najpierw usłyszałem krzyk. Najpierw skierowałem się do tamtego miejsca, by zobaczyć co takiego, się wydarzyło. Jednakże to zaledwie jakaś uczennica się wystraszyła jakiejś pułapki. Gdy usłyszałem szept Eny, niemalże od razu zareagowałem i wróciłem do jaskini, by sprawdzić, czy z chłopakiem wszystko w porządku. Odłożyłem na bok, to co znalazłem, po czym przysiadłem tuż przy nim i go przysunąłem do siebie. Otuliłem go kocem oraz małymi niebieskimi płomykami, by nadać tej jaskini dużo cieplejszy klimat.

Ena?

sobota, 6 listopada 2021

Od Eny CD. Hyo

Wsłuchiwałem się z zaciekawieniem w historię opowiadaną przez jednego z nauczycieli. Lubiłem straszne opowieści. Z niemałą fascynacją wsłuchiwałem się w wypowiadane przez mężczyznę słowa. Kątem oka obserwowałem innych zainteresowanych. Część uczniów szybko wymiękała. Widać było, że straszna historia ich przytłacza. Z nietęgimi minami odchodzili do namiotów. Nie dziwiłem się ich reakcji. Makabryczna opowieść o morderstwach, popętaniach i duchach raczej nie jest dla każdego. 
Spojrzałem na Hyo. Chłopak właściwie nie spuszczał ze mnie wzroku, co jakiś czas zaczepiając mnie delikatnymi szturchnięciami. Uśmiechałem się do niego delikatnie, nie tracąc skupienia na historii. 
Zrobiło się już późno. Opowieść zbliżała się do końca. Siedziałem opierając żuchwę o dłonie, bacznie obserwując otoczenie. Większość uczniów schowała się już do namiotów, odpoczywając po ciężkim dniu. Ja w raz z Hyo pozostaliśmy do końca, wysłuchując finału historii nauczyciela. Zaraz po poznaniu meritum wraz z innymi wytrwałymi wróciliśmy do naszego namiotu.
Asai już spał zwinięty w kulkę. Uszy miał położone po głowie. Puszystym ogonem merdał przez sen. Mimowolnie rozczuliłem się na ten widok. 
Zająłem miejsce po przeciwległym boku namiotu. Podniosłem z ziemi kilka koców, które zostały nam przeznaczone. Połowę z nich podałem Hyo, aby mógł się również nimi otulić. Leżenie na twardym podłożu nie byłoby przyjemne nawet dla niego. Po umoszczeniu sobie posłań, ułożyłem się na kocach. Wtuliłem się w nie, życząc wampirowi miłej nocy. Czułem zmęczenie. Dzień uznawałem za jeden z tych bardziej emocjonujących. 
***
Noc minęła mi zaskakująco szybko. Obudziłem się wtulony w Hyo. Zaraz po tym, jak to zauważyłem odsunąłem się, aby nie czynić sytuacji bardziej niezręczną niż była. Pośpiesznie wstałem z podłoża, wygrzebując się spod góry koców. Czułem się bardziej zmęczony niż wieczorem. Noc spędzona prawie pod gołym niebem dawała mi się we znaki. 
Poranek był znacznie mroźniejszy. Wraz z oddechem z moich ust ulatniała się biała mgiełka. Zadrżałem pod wpływem chłodnego wiatru. Nieprzyjemnie. 
Hyo znalazł się przy moim boku chwilę później. Uśmiechnąłem się do niego na przywitanie. Moment później rozejrzałem się wokoło. Większość uczniów również się już obudziła. Ze zniesmaczonymi minami stali niedaleko swoich namiotów. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko ja zamarzałem. 
Młody wampir podał mi sweter niewiadomego pochodzenia. Po zapachu rozpoznałem, że na pewno nie należy on do chłopaka. Mimo to postanowiłem przyjąć podarunek. Im więcej ubrań, tym lepiej i cieplej. 
W końcu i nauczyciele opuścili namioty. Po krótkim apelu zostaliśmy poinformowani o tym, na czym będzie polegać nasze kolejne wyzwanie.
- Jak mam już wykonywać jakieś zadania. Wole być w parze z tobą. 
Słowa Hyo rozbrzmiały tuż przy moim uchu. Dziwny dreszcz przeszedł mnie wzdłuż kręgosłupa. 
- Taką mam nadzieję - odpowiedziałem łagodnie. 
Nauczyciel stanął pośrodku zgromadzonej grupy. Pierwszą częścią zadania było zwyczajne złożenie namiotów. Uporaliśmy się z tym dosyć szybko. 
- Mamy dla was kolejne wyzwanie - przemówił profesor. - Ale odbędzie się ono dopiero później. Czeka was noc przetrwania! Zadanie nie będzie trudne - będziecie musieli z obozu dostać się do punktu, który został oznaczony na mapach. Otrzymacie je od nas przed wyruszeniem. Macie teraz trochę czasu na przygotowanie!
Z dalszych informacji dowiedzieliśmy się, że praca w grupach jest dozwolona. Postanowiliśmy wraz z Hyo współpracować. 
- Sądzisz, że od czego powinniśmy zacząć? - zagadnął wampir, kiedy wszyscy się już rozeszli. 
Zmarszczyłem brwi, przykładając dłoń do brody. 
- Znajdźmy jakieś koce, jeśli będziemy podróżować nocą, na pewno się przydadzą - stwierdziłem. Chłopak zgodził się ze mną. Wspólnie odszukaliśmy zgromadzone na kupce złożone namioty i wyciągnęliśmy z nich dwa koce. 
Kolejno doszliśmy do wniosku, że niezbędne będzie nam jakieś źródło ognia. Nie wyobrażałem sobie dłuższej drogi bez źródła ciepła. Po krótkich poszukiwaniach, udało nam się znaleźć krzesiwo. 
W międzyczasie zgromadziliśmy inne przydatne rzeczy, takie jak kompas czy racje żywnościowe. Mówiąc o jedzeniu - udało nam się załapać jeszcze na ciepły posiłek. 
Zmrok nastał szybko, tak jak każdego jesiennego dnia. Wszyscy z ekscytacją oczekiwaliśmy na start. Chłodny wiatr mierzwił moje włosy. Zapowiadała się ciekawa przygoda. 
W końcu wręczono nam mapę, a profesor dał znak początku wyzwania. 

Hyo?

niedziela, 31 października 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (8/?)



Babka Halier siedziała w swoim fotelu, wyraźnie zadumana. Przed nią zajmował krzesełko Teava, zaś za chłopakiem stali jego ojciec z Uraenem. Wszyscy z wyczekiwaniem wpatrywali się w staruszkę, która w myślach dokładnie badała to, co opowiedzieli jej chłopcy.
– Nie ma wątpliwości – odezwała się w końcu. – To był twój chowaniec.
Oczy pozostałych otworzyły się szeroko. W chacie nastała cisza, którą zaraz po chwili przerwał Uraen.
– T-Ta bestia... to jego chowaniec? – spytał nieco drżącym głosem.
Teava na niego spojrzał.
– N-nie, że to źle czy coś! – momentalnie zaczął się bronić Uraen, widząc jego wzrok. – Po prostu jak go zobaczyłem to nie wiedziałem wtedy czym był i no...
W pomieszczeniu nastała stosunkowo niezręczna cisza. Uraen spuścił głowę, zacisnął nerwowo pięści, by zaraz po tym rozluźnić dłonie.
– Wy-wygląd chowańca ma więcej zalet niż wad, haha... – dorzucił speszony.
Staruszka cicho westchnęła. Oparła się plecami o swój fotel, zmierzyła wzrokiem Teavę. Chłopak w tym momencie patrzył w dół, na podłogę; spojrzenie miał jakieś puste, pozbawione swojego naturalnego blasku. Od razu przykuło to uwagę kobiety. Poprawiła swoją pozycję, biorąc głębszy wdech.
– Nie cieszysz się? – spytała. – Myślałam, że będziesz skakał z radości.
Na jej słowa ojciec od razu przyjrzał się swojemu synowi.
– Coś się stało? – to brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
Teava siedział w milczeniu, teraz bawiąc się swoimi dłońmi. Nie wyglądał na jakoś szczególnie zadowolonego. I taki też nie był.

czwartek, 28 października 2021

Od Hyo cd Ena

Wpatrywałem się w gwiazdy. Jednakże wciąż wspominałem to, co zdarzyło się w pokoju. Któż by pomyślał, że nieśmiały Ena zrobi tak duży krok. Nawet jeśli nie doszło do pocałunku, to przynajmniej wiem, że gdyby nam nie przerwano może, by do niego doszło. Spojrzałem kątem oka na chłopaka, który się dosiadł i z uśmiechem najwyraźniej zaczął nazywać gwiazdozbiory. Gdy był zajęty, nie chciałem mu przeszkodzić, jednakże sam się o to prosił. Dałem mu buziaka w policzek, kilka osób się spojrzało, ale po wy piorunowaniu ich spojrzeniem, szybko wrócili do poprzedniego zajęcia. Zauważyłem, jak chłopak się rumieni oraz spogląda na mnie. Jego oczy są naprawdę piękne. Przyłożyłem dłoń do jego policzka i delikatnie gładziłem kciukiem jego policzek. Ta delikatnie aksamitna skóra demona, była wręcz rozkoszna. Kącik moich ust się podniósł jednakże, gdy ktoś chciał koło nas usiąść. Zdecydowałem się przenieść Enę między swoje nogi, by nikt nas nie rozdzielił. Jeden z nauczycieli nie był tym obrotem spraw zadowolony, jednakże pozostawił słowa dla siebie. Rumieńce widniały na twarzy chłopaka. Przysunąłem się, by móc szepnąć mu do uszka. Jednakże, zamiast coś powiedzieć, zahaczyłem językiem o jego zgrabne małe uszka. Zadrżał. Słyszałem, jak szepcze. 
- Hyo. Nie tutaj. - przysunąłem go do siebie i otuliłem go ramionami, by nie było mu zimno. Tak szczerze, to nie potrzebowałem kurtki, koca, ani niczego, gdyż nie odczuwam żadnych zmian, jednakże chłopak czuje zarówno ciepło, jak i chłód. Bawiłem się kosmykami włosów Eny. Niektórzy rozłożyli namioty. Było ich więcej, niż ktokolwiek się spodziewał, dlatego też można było się dobrać w dwie, trzy, cztery albo pięć osób do jednego namiotu. Olivia gdzieś zniknęła, Asai najwyraźniej zajął nam miejsca. Pozostali się rozdzielili. Niektórzy już poszli spać, inni wciąż siedzieli przy ognisku. Ci, co zostali, to albo rozmawiali, jedli, przytulali się, a nawet jeden z nauczycieli zaczął opowiadać straszne historie. Asai poszedł spać, a może zwyczajnie chciał zając namiot i coś tam w nim porobić. Do tego ja i Ena zostaliśmy na swoich miejscach. Jednak tym razem, siedział obok mnie. Usiadłem w taki sposób, by móc zasłonić nasze dłonie. Sprytnie zbliżyłem, swoją dłoń do jego dłoni wiedziałem, jak zareaguje. Jednakże to było takie niewinne. Delikatnie jechałem swoim palcem po jego, zaczepiałem go, ale jednocześnie słuchałem wciągającej historii. Kątem oka obserwowałem Ene. Starał się być nie wzruszony, chociaż widziałem, jak jego policzki powoli różowieją. Sam jednak mnie także zaczepiał swoimi palcami. Uśmiechnąłem się, akurat, wtedy gdy nauczyciel i Ena na mnie spojrzeli. Chłopak odwzajemnił mój uśmiech tak lekko i niewinnie. Za to nauczyciel troszkę się zirytował.
- Uważasz, że to zabawne Hyo? - spytał.
- Pańska historia jest naprawdę ciekawa, jednakże nie dorównuje historii innego nauczyciela, który.. - przerwałem.
- To prawda. Pańska historia jest ciekawa, jednakże ten dreszczyk jest za słaby. Może niech przewodniczący akademii Corvine nam opowie. - dodał ktoś z Ardem. To było niesłychane, gdyż mało kto przeciwstawia się swojemu nauczycielowi i chwali innego.
Pojawiło się niemałe zaskoczenie, jednakże nauczyciele zmienili się, a gdy tylko nauczyciel z Corvine, zaczął opowiadać. Sam początek powodował ciarki.

***

Historia ta spowodowała, że po jej skończeniu uczniowie wrócili do namiotów. Chociaż niektórzy się obawiali. Asai już spał. Ena wraz ze mną, jeszcze przez krótką chwilę rozmawialiśmy. W końcu jednak i chłopak zasnął. Patrzyłem na niego i go szczelniej przykryłem, by nie było mu zimno. Odgarnąłem włosy z jego twarzy i musnąłem jego czoło wargami. Delikatnie, by się nie obudził. Zastygłem jednak gdy się poruszył. Najwyraźniej musiał się przekręcić. Akurat, gdy nie mogłem zasnąć, chciałem udać się na spacer. Jednakże, gdy już miałem wyjść, poczułem jak ktoś, chwyta mnie za kawałek bluzki. Spojrzałem za siebie, Ena się przebudził, ale wciąż chciał spać. Starał się zrobić mi miejsce i pociągnął mnie.
- Nie idź. Zostań. - wymruczał. Może zwyczajnie się mu to śniło. Jednakże skoro jest taki słodki, to zostanę. Skoro zrobił mi miejsce, to wróciłem i się położyłem. Przyciągnąłem do siebie chłopaka, by mógł się wtulić we mnie. Coś niezrozumiałego powiedział jednakże, zanim się odezwałem, zasnął ponownie. Jego spokojny oddech, bliskość oraz to, że może nie pamiętać tego, co zrobił. Tak słodki chyba jeszcze nie był. Przymknąłem oczy, jedynie po to, by móc pomedytować. Skoro i tak nie zasnę, to pomedytuje do rana.
Gdy Ena zaczął się kręcić, spojrzałem na niego. Przebudził się, nieco zarumieniony, gdyż mimo że sypiamy w jednym łóżku, to nie jesteśmy aż tak blisko. Może czasem się do niego przytulę, gdy śpię, ale to jedynie chwila i tak o tym nie wie. Tym razem to on był przytulony do mojego boku. Podniósł się speszony. Gdy już chciał coś powiedzieć. Szybko zasłoniłem dłonią jego usta oraz Asaia, który właśnie wstał.
Ktoś na zewnątrz rozmawiał o jakimś teście. Jakiejś kolejne zadanie. Coś o magii. Nie trwało to długo, dlatego też w końcu zabrałem swoje dłonie i wyszedłem namiotu. Ciekawiło mnie czy coś się zmieniło. Stało się tak, większości namiotów nie było. Tak jakby część uczniów wyparowała. Podobnie z nauczycielami. Nauczyciele po kolei zaczęli zbierać uczniów, tak jakby zaczęła się szykować kolejna wspólna lekcja, tym razem w postaci testu.
Pomogłem Enie wyjść z namiotu. W sumie to podałem mu dłoń i okryłem jego ramionami swetrem, który dostałem od Oli, tuż przed jej wczorajszym zniknięciem. Dziś też nie miałem jeszcze szans jej zobaczyć. Choć zdawało mi się, że gdzieś mi mignęła. Wolałem na razie posłuchać co nauczyciele, mają dopowiedzenia.
- Jak mam już wykonywać jakieś zadania. Wole być w parze z tobą. - powiedziałem blisko ucha Eny i delikatnie dmuchnąłem na jego szyję. Musnąłem wargami jego policzek i go ponownie przytuliłem.

<Ena?>

Od Eny CD. Hyo

W pierwszej chwili po tym, jak wszedłem do pokoju, uderzył mnie nieprzyjemny zapach alkoholu i długo niewietrzonego pomieszczenia. Usiadłem na miękkim łóżku i rozejrzałem się po sypialni. Jej lokatorzy raczej nie dbali o czystość. Nie podobało mi się to miejsce. Ale Hyo chciał tutaj być. 
Postanowiłem więc odrzucić nieprzyjemne myśli na bok i zaakceptować sytuację. W końcu - dopiero przyszliśmy, może nie będzie tak źle? 
Wraz z biegiem czasu do pomieszczenia przybywało osób. Wtedy ktoś rzucił nazwę pewnej zabawy. Prawda i wyzwanie
Przekrzywiłem głowę niepewnie i spojrzałem w kierunku Hyo. Nigdy nie słyszałem o czymś takim. Najpewniej dlatego, że nigdy nie spędzałem czasu z rówieśnikami. Nie licząc braci, ale do naszych zabaw należały głównie treningi. Znaczy się, wspominam tamte chwile z uśmiechem na ustach. Myśląc o tym zdałem sobie sprawę, że brakowało mi ich towarzystwa. 
Gra rozpoczęła się. Nie pytałem nikogo o zasady. Postanowiłem po prostu obserwować, co robią inni. Uznałem, że zadawanie zbędnych pytań jedynie zepsułoby atmosferę. Ta zabawa przecież nie może być tak trudna, prawda? 
Taka się też wydawała. Polegała głównie na kręceniu butelką, której kraniec zatrzymywał się przed przypadkową osobą. Ten nieszczęśnik musiał wskazać czy chce powiedzieć jakąś prawdę o sobie, czy jednak woli wykonać wyznaczone przez kogoś innego szalone wyzwanie. 
Pierwszy wylosowany chłopak opowiadał o swoich przygodach łóżkowych. Właściwie nie słuchało się o tym przyjemnie. Nie chciałem, by było to po mnie widać, ale nie podobało mi się jego podejście. Zdrada nigdy nie jest dobra, zawsze krzywdzi osoby, na którym nam zależy. Nieprzyjemne. 
Ktoś inny został zmuszony, aby pocałować przypadkowe osoby, a zaraz po nim kolejni nieszczęśnicy wykonywali swoje wyzwania czy odpowiadali na niewygodne pytania. Obserwowałem te zmagania z ciekawością. Kto właściwie wymyślił taką zabawę? Miała w sobie coś ciekawego, ale szczerze mówiąc średnio przypadła mi do gustu. W większości wszystkie zadania nie należały do najprzyjemniejszych, stanowiły jedynie chwilę uciechy dla obserwatorów. Nieprzyjemne.
Miałem już poprosić Hyo o opuszczenie przyjęcia, kiedy wirująca butelka nagle wskazała mnie. W pierwszej chwili, nawet nie wiedziałem, jak zareagować. Przełknąłem powoli ślinę i spojrzałem na zgromadzonych. Wzrok osób zgromadzonych w pomieszczeniu był skierowany w moją stronę. Pod naciskiem nagłej presji, nie wiedziałem, jak zareagować. 
- Wyzwanie...? - wybrałem niepewnie, nie myśląc nawet zbyt wiele. W zwyczajnej sytuacji najpewniej wolałbym powiedzieć prawdę. Wydawała się ona mniej krzywdząca niż jakieś szalone wyzwanie. 
- Ena. Pocałuj z uczuciem głęboko i gorąco, chłopaka albo dziewczyną, do którego czujesz coś więcej. Ma być to pocałunek w usta plus, trwać ma dwadzieścia sekund. Jeśli nie wykonasz tego zadania, czeka cię zadanie karne.
Z kamienną twarzą wsłuchiwałem się w swoje zadanie. Chociaż nie dałem tego po sobie poznać, czułem, jak moje serce przyśpiesza, a całe ciało ogarnia nieprzyjemny gorąc. W pierwszej chwili chciałem odrzucić głupie polecenie. Logicznie myśląc - do niczego nikt zmusić mnie nie może. Nawet do karnego zadania. Może skończyłbym spalony towarzysko, ale nie zależało mi na żadnych przyjaźniach. 
Odrzuciłem jednak te myśli szybko. Przecież to była tylko gra. Wyzwanie zostało sformułowane dwuznacznie, ale tak naprawdę nie ma w tym nic złego. Takimi zasadami działa ta zabawa - nie musiałem się im buntować. 
Mimo zapewnień Hyo, że wcale nie muszę tego robić, zbliżyłem się do niego niepewnie. Nie był to może mój pierwszy raz, ale właściwe nie wiedziałem, od czego zacząć. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka krótkich centymetrów. Czułem ciepłu oddech chłopaka na swojej skórze. 
Delikatnie objąłem jego żuchwę dłońmi, przyciągając go do siebie. Zamknąłem oczy, próbując dać się nieść chwili - dzieliło nas tak niewiele, kilka szybkich sekund, aby nasze usta połączyły się w pocałunku. 
- Pali się!
Drzwi uderzyły z hukiem, kiedy ktoś nagle je otworzył. Z zaskoczeniem odsunąłem się od Hyo i spojrzałem w stronę dźwięku. 
W wejściu stał niewysoki elf. W jego oczach błyskało przerażenie. Nie kłamał. 
- Co się stało? - zapytał Asai, podnosząc się z miejsca. 
- Nie mam pojęcia, ale zarządzono na ewakuację, pośpieszcie się - poinformował na jednym wdechu chłopak i odbiegł dalej, aby ostrzec innych aktualnie siedzących w pokojach uczniów. 
Westchnąłem cicho. To był koniec naszej gry. Chcąc nie chcąc musieliśmy skończyć spotkanie i najszybciej opuścić ośrodek. 
Faktycznie, wraz z wyjściem na korytarz uderzył we mnie duszący, nieprzyjemny zapach dymu. Odkaszlnąłem, próbując pozbyć się go z płuc. Dosyć dużą grupą wszystkich wybawionych do holu uczniów, udaliśmy się do wyjścia. 
Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz pierwszą rzeczą, jaka rzucała się w oczy był dach. Część jego była zajęta ogniem. Wodni magowie starali się uspokoić sytuację - z powodzeniem. Pożar został ugaszony szybko. Niestety większa część ośrodka została zalana. Zbici w kupę nauczyciele rozważali, co robić dalej. Padły propozycje natychmiastowego powrotu do Kernow, szukania nowego noclegu lub szybkiej próby odbudowy ośrodka. Ostatecznie podjęto inną decyzję. 
- Dzisiejsza noc jest ciepła, co powiecie na mały biwak od gołym niebem? 
Część uczniów była zachwycona, pozostali nie wykazali tyle samo entuzjazmu. Niestety nie mieli już wiele do mówienia. Decyzja zapadła. 
Kilka minut później wszyscy uczniowie zebrali się i usiedli na ocalonych z pożaru kocach wokoło buchającego ogniska. Płomienie wesoło tańczyły, oferując zgromadzonym przyjemne ciepło. Ktoś grał na gitarze. 
Na odnalezionych kijach piekliśmy chleb. Zająłem miejsce obok Hyo, który wpatrywał się w niebo. Powędrowałem za nim wzrokiem. Pełne gwiazd sklepienie lśniło nad naszymi głowami. Przypomniało mi to dziecięce lekcje astronomii. Zacząłem rozpoznawać poszczególne gwiazdozbiory. 
Zaiste, to była naprawdę przyjemna noc. 

<Hyo?>

niedziela, 24 października 2021

Od Luciena CD. Dandelion

 W akademii pojawiało się coraz więcej uczniów, z którymi rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy było dobrym pomysłem dla przyszłości. Rhysowi bardzo zależało bym, właśnie w tym miejscu zawarł znajomości, by w przyszłości zyskać sojuszników. Nie wiedziałem jednak dlaczego akurat w tym momencie tak bardzo mu na tym zależało. Nigdzie nie słyszałem ani cienia plotki by miała rozpocząć się wojna. Wszędzie było w miarę spokojnie i nikt nawet nie myślałby niszczyć te tymczasowe zawieszenie broni. 

- Słuchasz mnie? - Daruma przerwał moje tępe wpatrywanie się w jeden z regałów. Od razu na niego spojrzałem, mrugając oczami. Głupio mi było przyznać się do tego, że go nie słuchałem, dlatego pokiwałem tylko głową. - A więc o czym mówiłem?

Westchnąłem. Od kilku dni nie potrafiłem się na niczym skupić. Ciągle musiałem myśleć o wielu rzeczach i sprawach, przez co miałem mało czasu dla chłopaka. A nawet podczas tych krótkich chwil, które mogłem z nim spędzić, by odpocząć, nie umiałem wyłączyć umysłu z najwyższych obrotów. Chciałem już wrócić do siebie i po prostu znowu żyć swoim starym życiem, jednak musiałem przyznać, że tęskniłbym za akademią. Tęskniłbym także za centaurem, który właśnie ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się we mnie z drugiego fotela.

- Przepraszam... - przejechałem dłońmi po twarzy. - Ja...

- Przecież widzę, że jesteś zmęczony. Mogłeś powiedzieć, że nie chcesz iść do biblioteki, bo jesteś zmęczony. Zrozumiałbym to. 

Wiem. Ty zawsze mnie rozumiesz. A jednak i tak zawsze gdy mnie gdzieś zapraszał lub prosił o moje towarzystwo, nie umiałem mu odmówić. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie by pokazać mu ile te słowa dla mnie znaczą. Wcześniej rzadko spędzałem z kimkolwiek czas wolny, zaszywałem się zawsze w miejscu gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć i pozwalałem cieniom trochę wyjść na wolność. Tutaj nie mogłem tego zrobić.


~*~


Nadal siedziałem w fotelu pomimo tego, że Daruma już dawno sobie poszedł. Spędziłem z nim godzinę na rozmowie, by wynagrodzić mu te dni ciszy, gdzie nawet nie miałem czasu na sen. Nie sądziłem, że akurat teraz ktoś do mnie podejdzie, jednak gdy tylko usłyszałem damski głos, który zwracał się do mnie, poczułem od niej niebezpieczeństwo. Coś jest nie tak.

Słuchałem z uwagą tego co miała mi do powiedzenia, jednak jej postawa nie pasowała do tego co od niej czułem. Stwierdziłem jednak, że zagram w jej grę, chociaż ciągle pozostawałem czujny. 

- Bywam tutaj dość często, jednak nie znam całej biblioteki - odparłem zgodnie z prawdą. - Jednak jeśli powiesz czego szukasz, może będę w stanie ci pomóc. 

Wstałem z miejsca, odkładając książkę, którą akurat czytałem, na jej miejsce. Z daleka było widać jej rumieńce na twarzy, co wydawało mi się dość podejrzane. Akurat teraz żałowałem, że Daruma już sobie poszedł.

- A więc czego szukasz? - odwróciłem się do niej tyłem, jednak moje niewidzialne cienie badały sytuację wokół. Biblioteka była cicha i prawie opuszczona, oprócz nas w środku znajdywało się może trzech innych uczniów. Dziewczyna nie od razu mi odpowiedziała, jakby się nad czymś zastanawiała. Chyba wcale nie przyszła tutaj po książkę.  Schowałem skrzydła by przez przypadek nie potrącić żadnej półki i w końcu się do niej odwróciłem. Patrzyłem na nią, a ona wpatrywała się we mnie.

<Dandelion? Przepraszam, że takie krótkie :c >

Szablon
Pandzika
Kernow