Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Teavy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Teavy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2022

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (13/?)

Hanvil dzisiaj miał naprawdę dobry humor. Udało mu się upolować dwie sarny bez większego problemu, dzięki czemu zaoszczędził sobie trochę czasu. Na pewno go wykorzysta na zasłużony, a bardziej należny mu odpoczynek. Ostatnio dużo pomagał przy naprawie starego dachu sąsiadów i na sam widok ich chaty czuł zmęczenie.
Niecierpliwie już czekał, aż będzie mógł odsapnąć w swoim ulubionym fotelu z futrem nieyaka. Tylko zanieść jedną sarnę bratu i...
Usłyszał jakiś hałas. Odwrócił głowę, zajrzał w głąb wioski. Otworzył szeroko oczy, zamarł.
To, co zobaczył, przeraziło go bardziej niż nadciągająca lawina.
Widział jak jego syn, jego pierwszy, jedyny syn, Teava, rzuca się na innego chłopca z wioski i uderza go pięścią prosto w twarz. Będący na miejscu Uraen złapał kuzyna i próbował go odciągnąć, ale ostatecznie obaj zaczęli się na swój sposób siłować. Pozostali mieszkańcy wioski zbierali się wokół, obserwując całe to zdarzenie.
Hanvil nie mógł uwierzyć własnym oczom. Upuścił sarny na ziemię, dłonie mu drżały bardziej niż kiedykolwiek od zimna. Wykonał niepewny krok, później następny. Wreszcie zebrał w sobie na tyle siły, by ruszyć pędem w stronę zgromadzenia, wołając wniebogłosy:
– TEAVA!

środa, 25 maja 2022

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (12/?)



Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Teava dużo czasu spędzał na podwórku, zwolniony na pewien okres z polowań i ojcowskich treningów mógł całymi dniami bawić się z Uraenem... Ekhem, to znaczy robić coś pożytecznego, tak, oczywiście! Ale to prawda – podczas zabawy ćwiczył funkcjonowanie bez oczu oraz budował więź z Cyanem. I całkiem dobrze go poznał za ten czas. Dowiedział się, gdzie najbardziej lubi być głaskany, jak dobry ma refleks oraz co oznacza część wydawanych przez niego dźwięków. Raz tylko pojawił się pewien problem.
– Cyan! Cyan!
Teava chodził po wiosce, raz po raz wołając imię chowańca. W z racji, że Uraen był na polowaniu, tego dnia towarzyszyła mu jego siostra.
– Cyan! – wtórowała bratu, nieustannie trzymając go za rękę.
Cyan jednak nie odpowiadał. Teava obracał głowę w różne strony, wyraźnie nasłuchując, lecz nie słyszał nigdzie znajomych odgłosów.
– Widzisz go gdzieś, Mellie? – spytał.
– Nie... – siostra pokręciła głową.
Na jej odpowiedź Teava przygryzł dolną wargę. Gdzie mógł się podziać jego chowaniec? Parę minut temu jeszcze był przy nich, a gdy na moment zaczepił ich jeden z wieśniaków, ten dał nogę. Może się wystraszył? Nie, to było mało prawdopodobne. Bardziej to inni się jego mogli wystraszyć. Ktoś go przegonił? Oby nie.
– Cyan wróci, prawda? – zapytała Mellie, pociągając starszego brata za futrzaną kurtkę. – Wróci, tak?
Teava nie odpowiedział. Sam nie potrafił siebie zapewnić.
Wyciągnął rękę, chwilę błądził w różnych kierunkach, aż w końcu natrafił na gruby pień drzewa. Zaczęli oddalać się od wioski. Powinni już wracać – on był ślepy, a Mellie miała tylko pięć lat. Byli kompletnie bezbronni, a w lesie czyhały na nich różne niebezpieczeństwa.
Pociągnął siostrę za rękę w kierunku powrotnym.
– Już wracamy? – Mellie nie była chętna do powrotu. – Co z Cyanem?
– Nie możemy się zapuścić w las – odparł Teava. – Po prostu... poczekamy na niego.
Miał w głębi duszy nadzieję, że czekanie to była jedyna rzecz, jaką musieli zrobić.

czwartek, 23 grudnia 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (11/?)

Niewyraźne, niemożliwe do spamiętania obrazy skakały po umyśle Teavy. Skrzywił się nieco, podświadomie przewrócił się na drugi bok. W tym momencie poczuł na twarzy pewne ciepło, które wybudziło go ze snu.
Powoli podniósł powieki, marszcząc nieco brwi. Zamrugał parę razy, rozejrzał się.
Otworzył szeroko oczy.
Poderwał się do pozycji siedzącej, zrzucając z siebie kołdrę. Biegał oczami wszędzie, w każdą możliwą stronę obracał głową. Lecz nie dostrzegał nic. Nic, kompletna ciemność, nieprzepuszczająca nawet najmniejszej wiązki światła.
Zacisnął mocno dłonie na kołdrze, czując gwałtowny napływ paniki. Oddech momentalnie się spłycił i przyspieszył, zaczęło brakować mu tchu.
– C... Cyan... – ledwo z siebie wykrztusił.
Złapał się za koszulę – słyszał swoje własne bicie serca, tak wyraźne, tak głośne, tak szybkie, jakby miało ono za chwilę wybuchnąć.
– Cyan... CYAN! CYAN! – Po policzkach zaczęły spływać strugami łzy.
Wstrzymał oddech.
I wtedy uderzyło go nagłe światło.
Zamrugał parę razy, rozejrzał się po swoim pokoju. Widział go bardzo wyraźnie. Meble oświetlały promienie słońca, które niedawno wzeszło, więc drewno nabrało przyjemny dla oka brązowy odcień. Wszystkie przedmioty były dobrze widoczne, nawet dało się dostrzec drobne pyłki kurzu, jakie unosiły się w powietrzu.
Patrzył tak po całym pomieszczeniu, gdy nagle drzwi się otworzyły.
– Teava! – zawołała wystraszonym tonem matka, wbiegając do pokoju.
Zatrzymała się na wpół kroku, spojrzała na chłopca. Przyjrzała się jego załzawionej twarzy i lodowym oczom.
Teava spoglądał tak na mamę chwilę, aż jego ciało już nie wytrzymało i się całkiem rozkleił.
Kobieta w kilka sekund znalazła się przy łóżku. Przytuliła mocno do siebie syna, położyła rękę na jego ciemnobrązowych, rozczochranych włosach. W ciszy słuchała jak chłopiec głośno płacze.

wtorek, 21 grudnia 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (10/?)

Nowy dzień w Azebergu zapowiadał się jak każdy inny. Słońce wzeszło z tej samej strony, co zawsze, śnieg nadal się trzymał jak na zimną porę roku przystało, ludność wiosek wcześnie rano zabrała się do pracy dokładnie tak jak zwykle. A jednak coś innego się zdarzyło. Coś nowego. Coś... niespotykanego.
Położenie słońca wskazywało południe. Wszyscy mieszkańcy Rostwalk stali na niedużym placu w samym środku wioski. Zebrani w kółeczku w milczeniu i z wielkim zdziwieniem na twarzach otaczali... cóż... wielką lodową bestię. Mierzyli ją niepewnie wzrokiem, niektórzy z trudem powstrzymywali się przed ucieczką, część przed zaatakowaniem, a reszta po prostu nie miała pojęcia jak na to wszystko zareagować. Ogólnie sytuacja prezentowała się... ciekawie.
– Umm, proszę się nie bać, Cyan nie gryzie!
Teava stał tuż koło bestii, ręce miał wyciągnięte w geście uspokajającym. Będący przy nim Uraen spojrzał na kuzyna, gdy wtem zdał sobie z czegoś sprawę.
– Zła strona – szepnął do niego, nachylając się nieco w jego stronę.
– A, ups.
Odwrócił się, teraz był skierowany przodem do tłumu.
– Em, Teava – zaczął niepewnie jeden z wieśniaków. – Czy on na pewno nic nam nie zrobi?
– Oczywiście! – zapewniał go tamten. – Cyan jest potulny jak baranek!
Próbował odszukać ręką chowańca, lecz był on poza zasięgiem.
– C-Cyan – szepnął.
Stwór zbliżył się nieco, by tamten mógł go dosięgnąć.
Tymczasem wieśniak nieustannie mierzył bestię wzrokiem. Sięgająca ponad wszystkich, z wielkimi szponami, długim, twardym ogonem i pancerną maską wyglądającą, jak gdyby potwór wyłonił się z najgłębszych czeluści zaświatów. No i te oczy, zimne, lodowe, wydające się przebijać wszystkich jednym spojrzeniem.
– Nie wygląda na potulnego – odparł wieśniak, cofając się o krok.
– Żebyś chociaż patrzył na nas, a nie gdzieś w dal...! – wtrącił się inny mężczyzna, lecz wtem zamilkł. – Chwila, twoje oczy!
Słysząc jego słowa, Teava się wzdrygnął. Odruchowo złapał za sierść na boku Cyana, tamten nachylił głowę w kierunku chłopca, co jednak nie spotkało się z pozytywną reakcją ze strony pozostałych. Uraen mimowolnie się trochę odsunął, między wieśniakami rozbrzmiały zlewające się ze sobą głosy.
– Zje go! – wyłapał skądś Teava.
– Nie, on...! – zaczął.

wtorek, 23 listopada 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (9/?)

Na zewnątrz było już niemal całkowicie ciemno. Ostatnie promienie słoneczne uciekały jeszcze zza horyzontu, lecz szczyt góry nieustępliwie rzucał długi cień na Rostwalk. Śnieg przestał chwilę temu prószyć, świeża warstwa pokryła wszelkie ślady, dając miejsca nowym.
Małe stopy tworzyły kolejne zagłębienia w śniegu, który przyjemnie pod nimi chrupał. Teava szedł powoli, długi szal owijając dokładnie wokół szyi. Zatrzymał się kawałek od chaty na niedużej wolnej przestrzeni. Wypuścił z ust małą chmurkę, rozejrzał się dokoła. W wiosce panowała cisza – wszyscy przebywali w swoich domach, gdzie ciepło i jedzenie. Tylko on jeden stał na zewnątrz, otoczony śniegiem i mrokiem wieczoru.
Wziął głęboki wdech.
W drodze na to specyficzne miejsce przemyślał dokładnie wszystko i był pewien, tak na trzy skóry nieyaka, że chciał teraz, w tym momencie, w tej okazji spróbować przywołać swojego tajemniczego chowańca. Bo chyba powinien, prawda? Pierwsze objawienie się stworzenia już za nim, babcia Halier mówiła, że im szybciej tym lepiej, więc nie powinien marnować czasu. Jego specjalny trening oficjalnie się rozpocznie.
Wykonał wydech.
Zimne powietrze rzeczywiście pomagało na myślenie. Ojciec dobrze mawiał.
Spuścił wzrok na błyszczący śnieg, ponownie wziął głęboki wdech. Zamknął oczy, zastygł w bezruchu.

niedziela, 31 października 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (8/?)



Babka Halier siedziała w swoim fotelu, wyraźnie zadumana. Przed nią zajmował krzesełko Teava, zaś za chłopakiem stali jego ojciec z Uraenem. Wszyscy z wyczekiwaniem wpatrywali się w staruszkę, która w myślach dokładnie badała to, co opowiedzieli jej chłopcy.
– Nie ma wątpliwości – odezwała się w końcu. – To był twój chowaniec.
Oczy pozostałych otworzyły się szeroko. W chacie nastała cisza, którą zaraz po chwili przerwał Uraen.
– T-Ta bestia... to jego chowaniec? – spytał nieco drżącym głosem.
Teava na niego spojrzał.
– N-nie, że to źle czy coś! – momentalnie zaczął się bronić Uraen, widząc jego wzrok. – Po prostu jak go zobaczyłem to nie wiedziałem wtedy czym był i no...
W pomieszczeniu nastała stosunkowo niezręczna cisza. Uraen spuścił głowę, zacisnął nerwowo pięści, by zaraz po tym rozluźnić dłonie.
– Wy-wygląd chowańca ma więcej zalet niż wad, haha... – dorzucił speszony.
Staruszka cicho westchnęła. Oparła się plecami o swój fotel, zmierzyła wzrokiem Teavę. Chłopak w tym momencie patrzył w dół, na podłogę; spojrzenie miał jakieś puste, pozbawione swojego naturalnego blasku. Od razu przykuło to uwagę kobiety. Poprawiła swoją pozycję, biorąc głębszy wdech.
– Nie cieszysz się? – spytała. – Myślałam, że będziesz skakał z radości.
Na jej słowa ojciec od razu przyjrzał się swojemu synowi.
– Coś się stało? – to brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
Teava siedział w milczeniu, teraz bawiąc się swoimi dłońmi. Nie wyglądał na jakoś szczególnie zadowolonego. I taki też nie był.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (7/?)

Oparł się o pień drzewa, wziął kilka głębokich wdechów. Był już zmęczony. To ciągłe łażenie, niekiedy bieganie, wte i wewte wyczerpywały jego zasoby energii, a brak jakiegokolwiek rezultatu sprawiał, że miał już powoli dość tego całego polowania.
– Ugh, teraz to już nawet nie możemy go znaleźć – usłyszał.
Podniósł wzrok z ziemi na stojącego kawałek dalej Uraena, który bezskutecznie rozglądał się wokoło. Zając im czmychnął gdy żaden z nich się tego nie spodziewał i po kilku susach przepadł jak kamień w wodę. Chłopcy przeszukali dokładnie okolicę, nawet się bardziej oddalili, ale po zwierzaku nie pozostał nawet ślad.
– Pewnie miał już dość zabawy z nami i po prostu schował się w norze – powiedział, prostując się.
– Nie wierzę, że goniliśmy za nim tyle czasu tylko po to, by ostatecznie nam całkiem zniknął – mruknął Uraen, w rezygnacji siadając na śniegu.
Jakiś czas poświęcili na przerwę. Zjedli swoje bułki i trochę śniegu w celu ukojenia pragnienia. Teava westchnął ciężko, spojrzał w poprzecinane gałęziami drzew niebo. Było już popołudnie, Rostwalk na pewno schował się w cieniu góry. Dobrze, że oni byli po południowej stronie i mogli jeszcze się cieszyć promieniami słonecznymi. Pogoda sprzyjała. Ale szczęście już nie.
– Wiedziałem, że mój szal nic nie zmieni – powiedział wtem, krzywiąc się nieznacznie. – Idę po niego.
Wstał, otrzepał ubranie ze śniegu.
– Czekaj na mnie! – zawołał Uraen, naśladując go.
Szli spacerowym krokiem, już nigdzie się nie spiesząc. Potencjalna zdobycz im uciekła, a oni stracili nadzieje na pojawienie się kolejnej. Wychodziło na to, że ich pierwsze samodzielne polowanie się nie powiedzie. Teava przez to wyraźnie spochmurniał, co Uraen od razu zauważył. W drodze po szal pocieszał młodszego, przypominając słowa swojego ojca. Niezłapanie niczego nie było powodem do zmartwienia.

środa, 18 sierpnia 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (6/?)

Dzap.
– Świetnie! – zawołał ojciec. – Jesteś już praktycznie weteranem!
Teava opuścił łuk, który trzymał w ręce. Wynurzył się zza krzaków, podszedł do leżącego nieopodal martwego już zająca. Wyjął z nieruchomego ciała strzałę, ranę natarł śniegiem, po czym wziął ostrożnie zwierzaka za uszy, żeby nie ubrudzić się krwią.
– To twój piąty zając, trzeba to uczcić! – oznajmił ojciec, gdy podszedł do niego.
Teava zmierzył wzrokiem zająca.
Na początku, gdy po miesiącach treningu rodzic postanowił go wreszcie zabierać na polowania, chłopak nie przypuszczał, że upolowanie pierwszego zająca przyjdzie mu z takim trudem. Pomijając fakt, że ogólnie te małe ssaki były strasznie szybkie i zwinne, pozbawienie jednego z nich życia nagle wydało mu się czymś okropnym. Bo on przecież przyjaźnił się z każdym zwierzęciem, z jakim mógł, a tu miał je zabijać. Przez dobre trzy tygodnie nie był w stanie zebrać się w sobie. Na szczęście pomógł mu ojciec. Tak jak lis poluje na zające, żeby jeść, tak my też musimy; trzeba jakoś przetrwać, zwłaszcza w azeberskich warunkach – te słowa chyba na zawsze utkwią mu w pamięci.
– No to co, to dzisiaj nasza kolacja? – spytał ojciec, uśmiechając się.
– Mhm! – odparł żywo Teava.

niedziela, 8 sierpnia 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (5/?)

– Wow, wygląda jak nowy!
Średniego wieku kobieta pełnym fascynacji wzrokiem oglądała trzymany w rękach biały sweter. Widząc, że po niemałej dziurze nie został nawet ślad, uśmiechnęła się szeroko, mrużąc delikatnie oczy.
– Dziękuję ci bardzo, Elieno, uratowałaś ukochany sweter mojego męża! – zawołała radośnie.
Stojąca przed nią Eliena sprawnym, choć odrobinę niezręcznym ruchem ręki poprawiła niesforny kosmyk włosów, który nieco przysłonił jej oko.
– Niezmiernie się cieszę, że może być – odpowiedziała trochę nieśmiało.
– Ależ jest wspaniale! – Kobieta przytuliła sweter do piersi. – Jak będziesz miała czas to wpadnij, skarbie, na herbatę. Będę musiała ci się odwdzięczyć.
– Ach, nie musisz, Omerio, naprawdę! – Eliena na moment zamilkła. – Ale z chęcią cię odwiedzę!
Na te słowa kobieta znów się uśmiechnęła szeroko.
– Będę czekać!
Eliena odwzajemniła uśmiech. Już miała się żegnać, gdy wtem usłyszała wołanie:
– Ma! Ma!
Odwróciła głowę, spojrzała na biegnącą w jej stronę Mellie. Dziewczynka w zabawny trochę sposób przybiegła do niej, stanęła na palcach, wyciągając najwyżej jak mogła rączkę, w której coś trzymała. Eliena wzięła ją na ręce i trzymając ją tak, żeby było jej wygodnie, zmierzyła uważnie wzrokiem.
– Co tam masz, Mellie? – spytała, szybkim ruchem poprawiając jej czapkę.
– Dla ma! – oznajmiła dziewczynka, pokazując prezent.
– O, jaka piękna śnieżka! Mama jest szczęśliwa.
Stojąca w drzwiach swojej chaty Omeria uśmiechnęła się, składając dłonie.
– Jaka ona śliczna! – zawołała. – Widać, że w mamusię się wdała!
Słysząc jej ciepłe słowa, na twarzy Elieny zatańczył uśmiech.
– Hanvil narzeka, że nikt nie przejął po nim wyglądu – zaśmiała się.
– A tam, pewnie Teava wyrośnie na prawdziwego mężczyznę i równie przystojnego co twój mąż! Teraz to czeka go świetlana przyszłość!
Choć ludzie, a przynajmniej ci z Azebergu, zawsze zachwalali inne dzieci i nieraz powtarzali, że będą miały dobrą przyszłość, wyrosną na ładnych, wspaniałych dorosłych i inne tego typu rzeczy, minęło dość sporo odkąd ostatni raz Eliena słyszała te słowa skierowane do jej rodziny. Kiedy to było? Chyba tuż po narodzinach Teavy. Chociaż parę osób pochwaliło wygląd malutkiej kruszynki o imieniu Mellie, gdy ta przyszła na świat. W każdym razie w tym momencie poczuła się dość... dziwnie. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Spuściła głowę, ale po chwili powróciła wzrokiem na Omerię.
– Tak – odpowiedziała. – Z pewnością czeka go wspaniałe życie!

piątek, 30 lipca 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (4/?)

Ostatnie promienie słoneczne ledwo sięgały ziemi, gdy dzienna gwiazda coraz bardziej chowała się za górami. Mieszkańcy Rostwalk powoli kończyli swoje prace, najmłodsze dzieci wracały do domu. Poza jednym, który nadal znajdował się na ganku przed swoją chatą.
Teava stał niecierpliwie, lodowe oczy skakały to tu, to tam. Szukał czegoś na niebie, do tego stopnia, że już dłużej nie potrafił ustać spokojnie w jednym miejscu. Szukał, jak gdyby od tego zależało jego życie. Obok niego stał ojciec, który bezskutecznie próbował nad nim zapanować.
– No już, już, na pewno zaraz się pojawi – powtarzał zmęczonym tonem, błądząc wzrokiem za chłopcem.
– Zaraz, czyli kiedy? – jęknął rozpaczliwie Teava. – A co jak się nie pojawi?
– Synu, zawsze się pojawia.
Chłopiec spuścił głowę, jego ramiona jakby opadły. Już jakiś czas czekał i zaczął tracić wszelkie nadzieje. Mimo że zawsze się pojawiała, każdego dnia, obawiał się, że tym razem mogła postanowić zrobić biednemu przeklętemu dziecku na złość i się nie pojawić wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebował. Może po czterech razach miała dość? Uznała, że nie lubi go i zniknie...
Podniósł głowę, spojrzał jeszcze raz w niebo.
Wtem jego oczy otworzyły się szeroko i błysnęły mocniejszym cyjanowym światłem.
– Jest! – zawołał radośnie. – Tata, jest!

niedziela, 25 lipca 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (3/?)

Promienie słoneczne jeszcze w pełni sięgały Rostwalk gdy na niewielkie wzniesienie w pobliżu chaty sołtysa wszedł żwawym krokiem Teava. Jak zwykle trzymał w rękach narzędzia, zaś z kieszeni futrzanej kurtki wystawała drewniana figurka. Tak jak ostatnio, dzisiaj chłopak też zastał jedynie pozostałości po twierdzy, która jeszcze wczoraj pewnie stała. Ale tym razem w ogóle się tym nie przejął, nawet wyraz twarzy na moment się nie zmienił.
– O, już mamy gotową ziemię i zgarnięty śnieg do budowy – rzekł, rozkładając narzędzia.
Obok niego zatrzymał się Uraen. Chłopak położył na śniegu drewniane figurki rycerzy i koni, mówiąc:
– Wow, a myślałem, że się nie zawali przez noc.
– Nie zawalił się. – Teava poprawił swój szalik. – Został zniszczony.
Słowa te wyraźnie zdziwiły Uraena.
– Co? Jak to? Przez kogo?
Teava milczał przez jakiś czas. W końcu jednak wzruszył ramionami i odpowiedział:
– Nieważne. Możemy zbudować kolejny. Tata mówił, że robienie tego typu nowych rzeczy rozwija myślenie i kratewność.
– Masz na myśli kreatywność – poprawił go Uraen.
– Krea... ta, to.
Na budowę poświęcili około dwie godziny nim ojciec Uraena zabrał syna na polowanie. Teava odprowadził wzrokiem dwójkę, która po chwili zniknęła w głębi lasu. W jego sercu zagościł smutek, ale tylko na moment. Cieszył się, że udało mu się zakolegować z Uraenem. Jeszcze wczoraj był przekonany, że to niemożliwe. A jednak. Miał swojego pierwszego kolegę! Myśl ta opanowała jego umysł do tego stopnia, że nawet nie zauważył kiedy zrobiło się późno i musiał wracać do domu na kolację.

piątek, 23 lipca 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (2/?)

Głośne śmiechy rozbrzmiały po okolicy. Grupka dzieci bawiła się w śniegu, trzymając w rękach własnoręcznie wykonane śnieżne figurki. Goniły się nawzajem, bojowe okrzyki było słychać na połowę wsi. Mijający je dorośli posyłali im wesołe uśmiechy, ciesząc się, że młodzież jak zwykle potrafiła się sobą zająć, nie robiąc sobie krzywdy i odciążając rodziców mających na głowie inne sprawy. Niektórzy nawet spoglądali na nie z pewną nostalgią. Sami tęsknili za czasami, kiedy mogli beztrosko biegać po wiosce i rzucać w siebie nawzajem śnieżkami. Dzieciństwo to dla wielu mieszkańców Rostwalk najlepsze czasy.
Do grupki podszedł nieduży chłopiec. Wykonywał niepewne kroki, w rękach trzymał narzędzia do rzeźbienia w śniegu. Zmierzył wszystkich wzrokiem, powoli otworzył usta.
– Hej... – rzekł cicho. – Może byśmy zbudowali zamek ze śniegu...?
Ledwo zdążył dokończyć jak jeden z chłopców, czarnowłosy wpadł na niego. Obaj upadli w grubą warstwę zimnego śniegu, narzędzia wypadły z rąk pierwszego. Zdarzenie to sprawiło, że reszta się zatrzymała i jak jeden mąż spojrzała na dwójkę leżących.
– Ach, nie właź pod nogi, no! – fuknął czarnowłosy, podnosząc się.
– Przepraszam – wymamrotał drugi chłopiec.
Jedna z dziewczynek, o gęstych włosach splecionych w dwa warkocze zmierzyła go wzrokiem, po czym westchnęła ciężko.
– Teava – imię to bardzo nieprzyjemnie wypowiedziała – idź sobie, nie chcemy cię tu! Ile jeszcze razy będziesz do nas przyłaził? Idź sam się baw, nie lubimy cię!
– Welmina. – Stojąca obok niej mała brunetka pociągnęła ją za rękaw. – Nie mów do niego tak! Mama przecież mówiła, że jeszcze rzuci na ciebie klątwę albo zaatakuje! – dodała ciszej, raz po raz spoglądając na chłopca z pewnym strachem w oczach.
– Uch, sam jest przeklęty – burknęła tamta. – Idziemy.
Odwróciła się na pięcie i poszła w tylko sobie znanym kierunku. Reszta grupki, która liczyła cztery osoby, bez słowa podążyła za nią. Niektórzy jeszcze oglądali się za siebie, sprawdzając czy Teava czasem za nimi nie szedł. Ale chłopiec nie zamierzał.
Powoli wstał, otrzepał ubrania ze śniegu. Pozbierał wszystkie narzędzia, podążył wzrokiem za dzieciakami, które chwilę potem zniknęły za jednym z domów. Spuścił wzrok na ziemię.
Przestał już liczyć, ile razy podchodził do innych dzieci i próbował się z nimi bawić. One zawsze go odtrącały, nieraz nawet poniewierając jak jakiś stary kawałek materiału nienadający się do niczego. Jak się go nie bały to z kolei obrażały, nazywając go przeklętym albo nawet bestią. Ale on nie był bestią! To tylko jego oczy były trochę inne...
Jak bestii...

wtorek, 20 lipca 2021

Dwie lodowe gwiazdy na nocnym niebie (1/?)

Nie wiem, ile będzie części, ale z kilka na pewno, bo chcę jego historię ładnie opisać, a też się wciągnęłam, przyznam bez bicia...

Gdzieś w głębi Azebergu, niedaleko jednego z najwyższych szczytów, leżała wieś Rostwalk. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się niczym szczególnym; ot wioska jak wiele innych. Położona na wschodnim zboczu mogła się pochwalić ładnym widokiem na wschodzące słońce. Niestety już popołudniu chowało się ono za górą, której cień ogarniał całą okolicę... i tyle było z kąpania się w ciepłych promieniach.
W najwyższym punkcie wioski znajdował się dom sołtysa, który z okna swojego pokoju miał idealny widok na pozostałe budynki. Obok niego zaś, trochę niżej dom swój postawił jego brat. I przy nim dzisiaj zebrało się dużo osób.
Wieśniacy niecierpliwie wpatrywali się w ciemne drewniane drzwi, szepcąc raz po raz do siebie nawzajem. W oczach każdego bez problemu dało się dostrzec ogromną wręcz ciekawość. A dlaczego się tu zgromadzili?
Drzwi powoli się otworzyły, a zza nich wyłoniła się młoda para, kończąc czekanie pozostałych. Mężczyzna swym silnym ramieniem łagodnie oplatał kobietę trzymającą w rękach małe zawiniątko. Powoli podeszli do reszty, najbliżej znajdujący się wieśniacy wykonali kilka kroków w ich stronę, by być jeszcze bliżej.
Para zatrzymała się, kobieta delikatnym ruchem podniosła kawałek chusty, odsłaniając wtuloną w jej pierś główkę niemowlęcia.
– Oficjalnie zostaliśmy rodzicami! – zawołał dumnie ojciec dziecka.
Okrzyk radości i gratulacji rozległ się na całą wioskę, a może i nawet jej okolice.
Narodziny dziecka wszyscy hucznie celebrowali, jak to było w zwyczaju. Nowego członka Rostwalk ochrzczono dźwięcznym imieniem Teava, oznaczającym w starym języku tańczący w mroku płomień. Odbyła się wielka uczta, przyrządzono najlepsze dania. Oczywiście, nie mogło zabraknąć alkoholu, który w zimowe dni jeszcze bardziej rozgrzewał organizm.
W pierwszym tygodniu od narodzin rodzice uważnie wypatrywali znaku od bogów, który ukazałby im los czekający ich dziecko. Pojawił się on trzeciego dnia: z samego ranka ojciec na ganku zastał śpiącego lisa, który wyczuwszy jego obecność zerwał się na równe łapy i uciekł w głąb lasu. Oznaczało to tyle, że jego syn na swej drodze napotka coś, co dotychczas nie trafiło się nikomu z wioski, coś bardzo dobrego. Znak ten bardzo uszczęśliwił świeżo upieczonych rodziców, wydawać się mogło nawet, że bardziej niż same narodziny dziecka.
Szablon
Pandzika
Kernow