Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aurora x Yeu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aurora x Yeu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 lipca 2021

Od Aurory CD. Yeu

    Wow! Byłam dosyć zdziwiona tym, co się stało. Yeu oczywiście mi pomógł, to było normalne, jednak prosto mówiąc, zaciekawił mnie. Oczywiście, wcześniej też już był dosyć miły dla mnie, co było z jednej strony słodkie. Chociaż szczerze mówiąc, przestraszyłam się tej jego aury, była taka mroczna. Nie pasująca do obrazu, jaki przedstawiał aktualnie. Miałam nadzieję, że nie jest zły! Och! Chciałam, aby mój strach minął.
    Wzięłam sok, który mi przyniósł. Był bardzo dobry! Uśmiechnęłam się od razu po pierwszym łyku.
    - Pyszny! - powiedziałam od razu.
    Chłopak zaśmiał się lekko.
    - Wiedziałem, że Ci się spodoba. - odpowiedział, biorąc kolejny łyk ze swojego kubka. - Orientuj się.
    Nie wiedziałam na samym początku, o co mu chodzi, jednak gdy się obejrzałam, od razu zauważyłam, że kolejka się przesunęła. Prawie podskoczyłam, doganiając osobę przed sobą.    Musieliśmy przecież jeszcze kupić jabłka w karmelu! No, a przynajmniej Yeu je chciał.
    Można powiedzieć, że nasze gadanie trwało długo. Tak długo, że aż było ciemno. Musieliśmy wracać do Akademii. Po incydencie z tym panem byłam przekonana, że nie chciałabym, aby to się powtórzyło. Wydawało mi się, że Yeu miał takie samo zdanie na ten temat.
    - Odprowadzę się. - zaproponował Yeu, gdy już stanęliśmy przy murach Akademii Corvine.
    Kiwnęłam lekko głową.
    - Jeśli to nie problem, proszę pana.
    - Otóż nie, Aniołku.
    No i odprowadził mnie do tego skromnego pokoju. Niemal rzuciłam się na łóżko, kiedy tylko wróciłam. Mocno uściskałam poduszkę i nawet nie wiedziałam kiedy, ale zasnęłam.

    Następnego ranka obudziłam się w ubraniach, no przecież zapomniałam się przebrać. Nie był to jednak problem. Byłam... co dziwne wyspana. Spojrzałam na zegarek. Już wiedziałam wtedy, co się stało. Zaspałam na lekcje. Szybko wstałam i pobiegłam do szafy się przebrać w mundurek i wybiegłam z pokoju na lekcje. Jeszcze tego brakowało.

    Lekcje trwały długo, aż za długo. Długo chodząc po korytarzach, spotkałam Yeu, którego właśnie szukałam. U jego boku pojawiłam się za chwilę, a on spojrzał na mnie, pytając swoimi oczami, o co chodzi.
    - Jak Ci minęły lekcje? - zapytałam.
    - Dobrze. - odparł. - Coś się stało?
    - Nic, nic. U mnie też dobrze... w miarę.
    Yeu uśmiechnął się momentalnie do mnie.
    - Masz może wolny wieczór?
    - Oczywiście, że mam. - odpowiedziałam od razu.
    Nauka nauką, jednak jak mam gdzieś z nim wyjść, to oczywiście, że mam wolny czas.
    - Moglibyśmy pójść postrzelać z łuku. - zaproponował — Co Ty na to?
    Zdziwiłam się. Nie potrafiłam strzelać z łuku, dlatego nie byłam na samym początku do tego przekonana, jednak w końcu kiwnęłam głową, zgadzając się.
    - Wyśmienicie. - dodał, gdy widział moją zgodę. - Idź do pokoju, przebierz się i od razu ruszymy.
    Po chwili zobaczyłam, jak Yeu kieruje się do swojego pokoju. Sama w takim razie też musiałam.
    Ruszyłam do swojego pokoju. Gdy już tam byłam, od razu ruszyłam do szafy, aby się przebrać.
    A więc gdy już się przebrałam, ruszyłam do Yeu, no, a przynajmniej miejsca, gdzie ostatnio się z nim widziałam. Jednak Yeu i tak zaczepił mnie, gdy tylko opuściłam swój pokój.
    - Gotowa?
    - Oczywiście. - odpowiedziałem dosyć pewnym głosem.

    Po krótkiej drodze, którą umiliła rozmowa, dotarliśmy na strzelnice. Spojrzałam na Yeu, jakby pytając go wzrokiem czy to na pewno dobry pomysł. Jednak gdy on tylko na mnie spojrzał, lekko dotknął mojego nosa, po czym ruszył po łuki. Słodkie, jednak jeśli nie trafię? Cóż to będzie za tragedia!
    - Oto Twój sprzęt. - powiedział Yeu, dając mi wielki łuk oraz strzały — Strzelałaś kiedyś?
    Wzięłam łuk oraz położyłam strzały na chwilę na podłogę, aby zawiesić sobie ten sprzęt na plecach.
    - Jeszcze nie. - odpowiedziałam, robiąc tę czynność.
    - W takim razie się cieszę, że to akurat ja będę tego światkiem. - zaśmiał się lekko.
    Od jego śmiechu nawet ja się lekko zaśmiałam.
    Podeszliśmy do celów, gdzie mieliśmy strzelać. Yeu od razu naprężył łuk i z łatwością strzelił do celu. Trafił za pierwszym razem! Wow! Świetnie się to oglądało, jednak ja też musiałam chyba teraz strzelić do swojego celu. Wzięłam jedną ze strzał i naprężyłam łuk. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam wycelować, aż w końcu puściłam. Niestety, nie trafiłam nawet w cel.
    - Spróbuj nie trząść tak rękoma. - poradził mi Yeu.
    Jakbym nie wiedziała. Nie no, to była tajemnicza sztuczka!
    Spróbowałam nie trząść tak rękoma, jednak nie wychodziło mi to kompletnie! Strzeliłam ponownie i ledwo trafiłam w tarczę. Odetchnęłam lekko niezadowolona.
    Spróbowałam ponownie z nową strzałą. Gdy już naprężyłam łuk, znowu wszystko mi się trzęsło. Jednak usłyszałam za sobą, jak ktoś się schyla. To był Yeu, schylający się do mojego prawego ramienia.
    - Trochę w prawo.... - powiedział cicho, pomagając mi przy okazji wycelować. Jednak nadal trzęsły mi się ręce. Chłopak położył jedną rękę na moją wyprostowaną rękę, a drugą położył na prawym ramieniu, trzymając je, aby się nie trzęsły. - Teraz będzie dobrze i... strzelaj!
    Strzeliłam i byłam blisko celu! No, a przynajmniej bliżej niż wcześniej. Nie było tak idealnie, jednak na pewno było dobrze. Uśmiechnęłam się, prawie podskakując. Uczeń to zauważył.
    - Gratuluję aniołku! Udało Ci się.
    - Bez Twojej pomocy nie udałoby mi się. - powiedziałam z zadowoleniem w głosie.

                                                                      <Yeu?>

piątek, 28 maja 2021

Od Yeu cd Aurora

 - Masz talent - odparłem i uśmiechnąłem się nonszalandzko.
- Dziękuje - zarumieniłą się lekko 
Odłożyłem na miejsce rysunek i przerzedłem się po pokoju, schowałem ręce do kieszeni i odwróciłem się a pięcie do dziewczyny. 
- Co robisz jutro ?  Chyba to poniedziałek jeżeli się nie mylę... - powiedziałem
- Tak, tak. Poniedziałek, są lekcje... więc wiesz, bardziej nauka, chociaż będą najpewniej powtórki i trochę nie warto. A coś się stało?
- Wiesz - przewróciłem oczami - Jest jutro jarmark.. Jedzenie, muzyka, tańce i różne inne. Chciałabyś pójść? Lepiej byśmy się poznali - uśmiechnąłem się szarmancko
- Jarmark powiadasz? - zaiskrzyły się lekko oczy dziewczynie - Nigdy nie byłam na takim, jednak skoro proponujesz, czemu nie? Nie posyłałbyś mnie na pewno na śmierć - zaśmiała się cicho pod nosem.
Przez chwile zabolała mnie głowa, złapałem się za nią. Wróciły stare obrazy z przed kilku lat. 
- Wszystko w porządku ?- zapytała niepewnie
- Tak tak.. - odpowiedziałem - To przyjdę po ciebie o 16, powinno być po lekcjach - wysłałem jej usmiech 
- Dobrze, w takim razie będę czekać. - odesłała mi lekki uśmiech.
Skinąłem głową, pożegnałem się i wróciłem do swojego pokoju. Migrena nie ustawała, dalej miałem przed oczami urywki zdarzenia... o którym nie chciałem pamiętać. Było już późno więc i tak położyłem się do łóżka. Męczyły mnie tą noc koszmary. Następnego dnia, wcześnie rano założyłem jakieś luźny strój do biegania i ćwiczeń i poszedłem ćwiczyć. Po rutynowych ćwiczeniach, poszedłęm do łaźni. Umyłem się by pachnieć. Ubrałem zwykłe ciuchy i poszedłem na lekcje. Nie byłem nimi kompletnie zainteresowany, słuchałem tylko i postanowiłem pisać piosenkę. Słowa nie szły mi. Gdy nauczyciel zadał mi pytanie, odpowiedziałem na nie prawidłowo. Mam bardzo dobrą pamięć dzięki czemu samo słuchanie lub pisanie, rzeczy wpada mi w głowę. Gdy była przerwa, przechadzałem się korytarzem. Znudziły mi się lekcje. Postanowiłem poszukać anielicy. Nie miałem ochoty już się uczyć, zanudził bym się na śmierć. Chciałem przejść się z nią, i zapoznać bliżej. Znalazłem sale, gdzie dziewczyna powinna mieć lekcje. Siedziała na ławce i czytała książkę. Przysiadłem się do niej i patrzyłem w książkę.
- Ciekawa jest ? - zapytałem - O czym ? - dodałem
Aurora podniosła wzrok na mnie.
- Tak, ciekawa. - powiedziała, po czym zamknęła książkę - Apokalipsa zombie. - powiedziała, po czym wstała - Zawsze tutaj można spotkać zombie, są tam pokazane sprawy między ludźmi... no ogólnie taka trochę inna książka niż ja zwykle czytam. - zamilkła na chwilę, po czym jednak dodaje - No są tam opisywane różne krwawe rzeczy, czy coś takiego. Jednak pomijając tą część, książka jest bardzo dobra.
- Krwawe? Hmm - uśmiechnałem się i wstałem - Na pewno przeczytam, a teraz zabieram cie na przechadzkę zapoznawczą - dodałem
- Ale przecież zaraz będzie kolejna lekcja - odpowiedziała dziewczyna
- Ah nic się nie stanie jak nie pójdziesz na nią, chodź - odparłem i ruszyłem w stronę terenów zielonych Akademii. 
Dziewczyna potruchtała do mnie i szła koło mnie. Doszliśmy do miejsca docelowego i położyłem się na trawie w cieniu. 
- To powiedz mi Auroro co lubisz robić, hobby oraz czego nie lubisz - zapytałem.
- Co lubię? O jejciu... Pewnie jak zauważyłeś, rysować, tworzyć sztukę, czytanie... ogólnie literatura jest wspaniała. Muzyka, instrumenty... - po chwili zastanowiła się. - Opieka nad zwierzętami się liczy jako hobby? - zaśmiała się cicho, chowając książkę.
- Hah a czego nie lubisz mała? - zapytałem 
Zamilkła na chwilę zastanawiając się.
- Mięsa. - powiedziała szybko oraz twardo, jednak po chwili już wróciła do swojego tonu -  Z czynności... nie potrafię wymienić. - wzruszyła lekko ramionami - A Ty duży?
- Interesuję się astronomią oraz archeologią. Jako hobby i czasem prace dorywczą traktuje kaligrafię. Również ma zainteresowanie do anatomii i psycholigoii - zaśmiałęm sie trochę -  Jestem molem książkowym, chodź nie widać - zastanowiłem się chwile - czasem coś pisze, chodzi mi tu o tekst piosenek, czasem coś próbuje podśpiewywać... Ale to rzadkość - dodałem
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
- Nie lubię dzieci - moja mina na chwile spoważniała
- W takim razie wiem, że nie nadajesz się na niańkę. - powiedziała uśmiechając się i przewracając oczami - Astronomia powiadasz? Może coś mi opowiesz?
Zastanowiłem się chwile patrząc w niebo. Ciekawostkę? Fakt? Nie wiedziałem co jej przedstawić by było ciekawe. 
- Kosmos ma zapach - z uśmiechem oznajmiłem i spojrzałem na jej minę.
- Zapach? - zapytała zdziwiona - Czyli można zrobić teoretycznie perfumy z kosmosu? - powiedziała śmiejąc się
Zaśmiałem się, dziewczyna była tym trochę zdezorientowana. 
- Nie wiem czy chciałabyś się psikać zapachem rozgrzanego metalu lub  zapachu grilla czy elektryczności statycznej - wycierałem łzy z oczu
- Dobra, jednak nie chcę się tym psikać. - powiedziała, aż ją lekko przeszły dreszcze na myśl, że pachniałaby... no brzydko - Sama bym się udusiła. - dodała po chwili. - A to prawda, że gwiazdy nie świecą cały czas, tylko wybuchają i pojawiają się na niebie na sekundę? W sensie... nie wiem jak to ująć... że my widzimy wybuch gwiazdy, a nie samą gwiazdę, przez co nie da się patrzeć na jedną z nich... to prawda Yeu?
- Tak widzimy wybuch, który może być setki mil stąd. Dlatego niektóre słabo świecą. - odpowiedziałem - ah nie ma jak świeże powietrze 
Wziąłem porządny wdech i wydech. 
- Ah no tak, jesteś aniołem. Dotykał, ktoś twoich skrzydeł kiedyś? - zapytałem
- Moich? Jeśli liczymy rodziców, no to oczywiście, a tak poza nimi, to raczej nie chciałabym aby były dotykane. To jest jak z ptakami, nigdy sam by Ci przecież nie dał ich dotknąć... no, chyba że udomowiłeś sobie ptaka. Jednak myślę, że nie byłby zadowolony z tego powodu.
- Rozumiem - odpowiedziałem - Jeżeli chcesz możesz dotknąć moich uszów i ogona - podniosłem się do pozycji siedzącej
Popatrzyła na niego trochę niepewnie. Jakby nie była pewna czy może, jednak jej ciekawość trochę przewyższyła sprawę i sięgnęła, delikatnie drapiąc mnie za uszkiem.
- Jeziu jaki Ty puchaty jesteś! - powiedziała, jakby ją już zalała fala słodkości.
- Nikomu nie pozwalam dotykać moich uszów, Kitsune mają to do tego, że uszy są najbardziej wrażliwsze na rany - powiedziałem, spojrzałem na niebo, było już po południu - trzeba się zbierać i szykować na jarmark - dodałem i wstałem, otrzepałem się z trawy.
- Mam się czuć wyjątkowa? - powiedziała trochę zaszokowana, ale i tak po chwili, jak otrzepałem się z trawy kiwnęła głową będąc gotowa, aby iść na jarmark.
- Idź się przebrać do pokoju, będę czekał przed akademikiem - powiedziałem i wyciągnąłem jej trawę z włosów.
Kiwnęła szybko głową, po czym ruszyła prawie podskakując do pokoju się przebrać. Ruszyłem do swojego pokoju i przebrałem sie w jakiś ładniejszy strój, założyłem naszyjnik, który miał mi pomagać z agresją, wiedziałem, że na jarmarkach mogą być aspekty, które mogą mnie zdenerwować. Chciałem zapowiedź rozlewu krwi. Użyłem kwiatów by ładnie pachnieć i czekałem na dziewczynę przed akademikiem. Gdy przyszła ruszyliśmy do miasta. Już na progu kamiennej ścieżki w mieście słychać było skoczną muzykę, czuć było pyszności. Szum głosów był dość głośny.  Weszliśmy w tłum jaki był na rynku. Stałą tam zbudowany drewniany podest, tańczyli tam chętne osoby. 
Ukłoniłem się przed Aurorą i wystawiłem rękę.
- Zatańczysz ze mną ?- zapytałem
- Oczywiście - powiedziała podając mi swoją drobną rękę.
Pociągnąłem ją na parkiet i od razu zacząłem tańczyć i obracać dziewczynę by robiła piruety. Tańczyliśmy jak szaleni, niektórzy dołączyli na parkiet. Gdy muzyka miała już się kończyć, pochyliłem Aurorę. Oboje byliśmy zdyszani, wziąłem ją za rękę i zrzedliśmy z parkietu. 
- Oh idę po coś do picia, chcesz sok lub coś innego ? - zapytałem dziewczyny 
- Wodę, lub sok owocowy poproszę. - powiedziała chowając ręce za sobą.
- Dobrze -spojrzałem i zobaczyłem stoisko z jabłkami w karmelu, była dość spora kolejka - stań w kolejce po jabłka w karmelu, zjemy sobie - dodałem i ruszyłem po picie. W stoisku, były świeżo wyciskane owoce, był to sok wieloowocowy.  Zapłaciłem za dwa kubki i ruszyłem w stronę Aurory. Zobaczyłem, że jakiś koleś klei się do niej, wyglądało to ohydnie. Uśmiechnąłem się szelmowsko i podszedłem od tyłu do dziewczyny. Objąłem ją ramieniem i schyliłem się do jej ucha, patrząc na kolegę. 
- Ta młoda panna jest ze mną, jeżeli coś ci nie pasuje mogę cię wyjaśnić - mój wzrok nie był normalny, uśmiech znikł, a w oczach była mordercza aura. Facet wycofał się powoli, ja się wyprostowałem i podałem kubek aniołkowi.

Aurora? 

wtorek, 25 maja 2021

Od Aurory do Yeu

 

            Tej nocy dziewczyna nie mogła przez jakiś czas nawet zasnąć. Nie dlatego, że się bała tej wiewiórki. Ona przecież kocha zwierzęta! Bardziej… no cóż. To było takie słodkie, co Yeu zrobił! Aż na samą myśl się rumieniła, chociaż według niej nie powinna. To jest przyjaciel, prawda? Tak powinna uznawać. A przynajmniej próbowała.

 

            Następnego dnia Aurora opuściła swój pokój w jak najlepszym humorze. Była to niedziela, czyli kolejny dzień wolny od lekcji. Prawie że podskakiwała, idąc korytarzem i trzymając ręce za sobą.

            A przynajmniej do chwili kiedy zauważyła Yeu wychodzącego za mury akademii. Nie ukrywała tego, była ciekawa, gdzie ten koleszka sobie wychodzi, dlatego, prawie że podbiegła do niego.

            — Gdzie się wybierasz? — zapytała, mrugając ładnie oczami.

            Spojrzała na taki mały ‘’bagaż’’ który miał przy sobie. Jak widać, raczej to nie było na pięć minut wyjście. Podniosła po chwili znowu wzrok na białowłosego chłopaka.

            — Do rodziny. — odparł prawie od razu.

            Aurora oczywiście myślała, że chłopak ma dobre relacje z rodziną. Przynajmniej nie tak jak ona. Ona nie chciałaby za żadną cenę wrócić, choć na chwilę do nich. Jednak skoro Yeu do nich jedzie, myślała, że ich ludzi.

            — To wspaniale! Prawda? — powiedziała zadowolona. — W takim razie jedź. — dodała po chwili, odchodząc od niego.

            Jedyne co usłyszała za sobą, odchodząc już nie w podskokach to ciche i raczej bez szczęścia „Dzięki”. Jednak aniołek już na to nie zareagowała.

 

            Aurora wróciła do pokoju, może trochę zawiedziona, że nie mogła z nim spędzić czasu, jednak teraz to nieistotne. Rozejrzała się po pokoju. Nie był jakiś przestronny. W tym pokoju mało rzeczy się znajdowało, chociaż i tak Aurora go lubiła. Jasnoniebieskie ściany. Pod dużym oknem stało nawet duże białe biurko, na którym Aurora często tworzyła tę swoją sztukę. Duże łóżko, postawione w cieniu pokoju, aby Aurora mogła się wyspać, a nie, że budzą ją promienie słońca. Ciemnobrązowa szafa ustawiona w kącie pokoju, jednak ją oświetla już światło. Jednak i tak, w dzień dzięki dużemu oknu pokój jest naświetlony. Jedynie w godzinach nocnych trzeba włączać lampy. Mały jasny dywanik na środku pokoju. Naprzeciwko drzwi od wejścia znajdują się drzwi do łazienki. Mimo tego, iż jest tutaj tak mało rzeczy i tak utrzymuje się tutaj, jak to Aurora nazywa, artystyczny nieład. Czasami coś wystaje z szuflad, najczęściej są to jakieś pędzle z biurka, w szafie często jest ‘’burdel’’, a pod łóżkiem można znaleźć nawet kapcie, które Aurora tam zostawiła tydzień temu. Jednak spokojnie, nie śmierdzą, na szczęście, w innym wypadku anielica udusiła się tu. Nic w jej pokoju nie wydaje takiego brzydkiego zapachu.

            Po chwili namysłu co ma robić w tym wolnym czasie, postanowiła — rysowanie. Oczywiście, lubi to, jednak przecież nie będzie tego cały czas robiła. Tak czy siak, przysiadła do biurka. Na samym początku zaczęła lekko robić zarys szczeniaka, bo właśnie to postanowiła narysować. Zawsze ją uczono, najpierw kółka, a potem się łączy je i taka, jest forma. Tak też zrobiła, narysowała formę na łeb, jak i ciałko. Połączyła je kreskami i było już ciało. Zaczęła dorysowywać lekko sierść. Jak to? Szczeniak bez sierści? No właśnie. Wyglądałby okropnie. Tak czy siak, wychodziło jej to coraz lepiej. Oczywiście, aniołek nie jest jakimś wielkim artystą, a na pewno w jeden dzień nie zrobi jakiegoś arcydzieła. Jednak przez kilka minut już udało jej się coś stworzyć. Trzeba też wspomnieć, Aurora nienawidzi kolorowania. Jej styl to bardziej się opiera na czarno-białych dziełach. Według niej kolory wszystko zabijają, dlatego tego nie robiła.

            W międzyczasie zdążyło jej się znudzić rysowanie, dlatego też wzięła z jakiejś szuflady książkę z tytułem ,,Wojownicy’’. Położyła się na łóżku i zaczęła czytać.

 

            Po całym dniu, gdzie był już wieczór, ktoś zapukał do jej drzwi. Od razu podskoczyła otworzyć, a jej oczom ukazał się sam Yeu. Uśmiechnęła się do niego.

            — Jak było? — zapytała szybko.

            — Nieważne. — odpowiedział bez chwili zawahania się.

            Aurora kiwnęła głową, przecież nie będzie go wypytywać.

            Zaprosiła go do środka. Przecież nie będzie stać w drzwiach. A jak już zapytała, to było trochę wstyd odmówić, nieprawdaż?

            Yeu rozejrzał się po pokoju, za to Aurora usiadła na łóżku, już miała mówić, kiedy chłopak wziął do ręki jej rysunek.

            — Sama narysowałaś? — zapytał, spoglądając na nią kontem oka.

            Dziewczyna od razu wstała i podeszła do niego. Spojrzała na rysunek, który w jego rękach… no wyglądał na mniejszy.

            — Oczywiście. — odparła Aurora — Podoba Ci się? Oczywiście, nie jest dokończony jeszcze. Trzeba dużo poprawić, jak cieniowanie, jednak według mnie prezentuje się na chwilę obecną dobrze.

                                                                             Yeu?

niedziela, 9 maja 2021

Od Yeu cd Aurora

 Mimo, że powiedziała, że nie boi się ciemności i tak wyleciała w powietrze, gdy usłyszała, że coś sie poruszyło za nami. Patrzyłem na nią z dołu, lecz sam nie wiedziałem co mogło to być. Użyłem swoich lisich instynktów i oczu, które widzą w ciemności. Zauważyłem małą wiewiórkę. Zaśmiałem się lekko. 
- Co tak cię śmieszy - powiedziała przestraszona dziewczyna 
- Mówiłaś, że nie boisz się, a jednak mała wiewiórka cię wystraszyła - odparłem 
- Ah.. Była to wiewiórka..? - zapytała
- Tak, szukała pewnie swojej dziupli by pójść spać - odparłem 
Dziewczyna spowrotem wróciła na ziemię. Widać było po niej, że mimo, że wiedziała, że to była wiewiórka bała się. 
- Dobrze mała anielico odprowadzę Cię do pokoju - odparłem i wziąłem ją na ręce, by juz więcej nie odlatywała i czuła się bezpieczniej. Dopiero przed pokojem postawiłem ją przed drzwiami. 
- Wybacz, że tak się bałąś - odpałem - Następnym razem mów jeżeli się czegoś boisz - odparłem 
Dziewczyna nic nie mówiła tylko patrzyła na mnie. Ja tylko się uśmiechnąłem. 
- Dobranoc - pocałowałem ją w policzek i poszedłem w kierunku swojego pokoju 
Nawet jeśli coś by nas tam zaatakowało, mogłem to spalić na popiół. Dobrze, że nie zrobiłem tego z wiewiórką. Gdy wróciłem do swojego pokoju od razu położyłem się do łóżka. Jutro miałem się spotkać z rodziną w domu rodzinnym, tak bardzo nie chciałem... Moje oczy zamknęły się momentalnie i zapadłem w sen. Zaintrygował mnie mały aniołek....

Aurora? Sory zę krótkie :')

piątek, 7 maja 2021

Od Aurory cd. Yeu

            Aurora już przyszykowana schodzi do tej niespodzianki. Od razu gdy zobaczyła piknik, to się zdziwiła. Ją spotkać? Obejrzała się nawet za siebie czy nie mówi do kogoś innego, a ją obudził, bo tak… jednak jak powiedział, że czeka na nią przed budynkiem, oczywiste było, że chyba o nią chodzi. Jednak Aurora jeszcze była zaspana dosyć.
            - Mnie?
            - Tak, tak. – powtórzył chłopak. – Może już usiądziemy?
            Uczennica na miękkim kocu obok Yeu. Można powiedzieć, że dopiero teraz zauważyła, co na tym kocu jest. Owoce, sok i dwa kawałki ciasta. Problem pojawiał się kiedy po prostu dziewczyna nie mogła zjeść tego kawałku. Za swoją dietę jedzenie owoców, także tych, które kulinarnie są uważane za warzywa, jednak jak można było się spodziewać dziewczyna bardzo mało wtedy jadła. Popatrzyła na owoce, po czym wzięła sobie jeden. Było to jabłko, czyli jeden z owoców, które Aurora lubiła. Jednak jeszcze nie wzięła ani jednego kęsa. Na razie tylko trzymała to jabłko w ręce. Nie, że mu nie ufała, że przypadkiem... ekhem. Nie chce jej otruć, ale raczej nie chciał. Po prostu na razie nie miała chęci jeść. Zresztą, mogła normalne jeszcze spać. Spojrzała ponownie na chłopaka.
            - Coś potrzebujesz, że chciałeś się ze mną spotkać? - zapytała w końcu.
            - Nie, chciałem po prostu Cię zobaczyć.
            Ją? Po co? 
            - Oh! W takim razie bardzo mi miło. - odparła w końcu, po czym wzięła gryz tego jabłka. 
            Aurora z Yeu spędziła bardzo dużo czasu. Można powiedzieć, że większość dnia. Można by rzec, że teraz zaufała mu, a przynajmniej nie była przy nim spięta. Yeu jest bardzo miły i otwarty (a przynajmniej według naiwnej Aurory). Nie miała powodu, aby się czegoś obawiać. Spędziła z nim bardzo miło czas, jak już było wcześniej wspomniane. Nie mal się obejrzała, a już zauważyła, że robi się coraz ciemniej. Niebo robiło się coraz bardziej kolorowe, chmury były prawie już pomarańczowe lub niektóre nawet trochę różowe. Dziewczyna przez chwilę przyglądała się niebu. Oczywiście nie patrzała w słońce, bo nie chciała oślepnąć. Zamrugała po chwili kilka razy, po czym spojrzała na Yeu. Widać było, że nie tylko ona zauważyła, że już jest ciemniej... ah, jak ten czas szybko leci. 
            - Dziękuję za spotkanie Yeu, jednak myślę, że będę musiała powoli iść.
            Yeu spojrzał po chwili może trochę zdziwiony? No cóż. Aurora nie umie aż tak odczytywać czyjś emocji, zresztą. Chłopak i tak po chwili wrócił do arcybanalnego uśmiechu.
            - Już? Myślałem, że jeszcze chwilę będziemy mogli porozmawiać.
            Aurora chwilę się zamyśliła, kiedy już akurat miała wstawać. Fuck you Yeu, zbyt bardzo myśli o tym, aby nie było Ci przykro.
            - Powoli... - powtórzyła sobie anielica. - Mogę jeszcze trochę zostać. Przez chwilę, nie lubię ciemności.
            - Boisz się ciemności?
            Aurora przez chwilę się zastanowiła.
            - Nie, że boję. Po prostu nie lubię? - powiedziała, trochę zastanawiając się nad własnymi słowami. Możliwe, że po prostu sama nie była pewna swojego lęku... czy coś takiego. Gdy już miała mówić okazało się, że Yeu był pierwszy.
            - Ze mną nic Ci się nie stanie Aniołku. 
            - Nie boję się ciemności. - powtórzyła.
            Yeu po chwili wstał, po czym podał jej rękę, oczywiście, aby pomoc jej wstać. Aurora popatrzyła na niego przenikliwie. Jednak w związku z tym iż mu zaufała, podała mu rękę, wstając. 

            Yeu wraz z Aurorą jak można się spodziewać ''postanowili'' się przejść. Mimo tego właśnie, że było ciemno, na niebie były piękne gwiazdy. Aurora jako już jak widać, bała się tej ciemności (mimo tego, że zaprzeczała) próbowała wytworzyć światło, takie malutkie, w swoje ręce. Jednak gdy już miała te światło w ręce usłyszała kogoś za nimi. Przestraszona prawie od razu odskoczyła. Jednak w związku z tym iż anioły umieją latać, odskoczyła w powietrze, odsuwając się od chłopaka, jak i próbowała się odsunąć od wszystkiego.


                                                                    Yeu?

wtorek, 4 maja 2021

Od Yeu cd Aurora

  Dziewczyna wydawała się bardzo spięta. Miałem nadzieje, że nie przeze mnie. Gdy pożegnała się i wróciła, do swojego pokoju. Postarałem się jak, najbardziej zapamiętać, gdzie jej pokój się znajduje. wzruszyłem ramionami i wróciłem do swojego pokoju, zacząłem serie dźwięczeń na mięśnie i wytrzymałość. Lubiłem kilka razy w tygodniu poćwiczyć, by nie wypaść z formy. Jedne dnie ćwiczyłem siłę i wytrzymałość, a drugiego... Walkę wręcz.  Gdy brałem prysznic po ćwiczeniach, myślałem jakby tu bardziej otworzyć, małą anielice, by nie była tak spięta i nie bała się.  Poszedłem spać wymyślając swój plan, jak ją do siebie przekonać. Rano ubrałem się w szaty i uczesałem się,umyłem zęby. Po perfumowałem się kwiatowym zapachem delikatnym i wyszedłem. Poszedłem do stołówki by wziąć kilka rzeczy, oraz poprosiłem znajomą, by pożyczyła miękki koc. Zrobiłem mini piknik, niedaleko ogrodu, gdzie teraz kwitły kwiaty i latały motyle.

Była sobota więc powinna być u siebie. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi jeszcze trochę zaspana dziewczyna. 

- Witaj aniołku - uśmiechnałem się  - Ubieraj się czekam na Ciebie przed budynkiem - odparłem i odszedłem nie czekając na odpowiedź. Wiedziałem, że nie będzie miała wyboru. 

Usiadłem na dużym, miękkim kocu w kratkę. Miałem przyszykowany sok, oraz owoce. Gdy uśmiechnąłem się do pani ze stołówki i powiedziałem kilka miłych słówek dała mi  dwa kawałki ciasta. Jedno było z orzechami, zaś drugie o smaku i z truskawkami. Gdy ujrzałem dziewczynę , wstałem i uśmiechnąłem się nonszalandzko. 

- Wybacz, że nie pozostawiłem ci wyboru, lecz chciałem się z Tobą spotkać 

Aurora? Sory żę krótko :') 

poniedziałek, 3 maja 2021

Od Aurory cd. Yeu

Aurora, budząc się tego pięknego dnia, prawie od razu ubiera mundurek i wychodzi ze swojego ‘’pokoju’’ w którym jak zwykle przecież śpi. Trzeba było wybrać się na lekcje.

Schodząc do sali, gdzie odbywały się pierwsze zajęcia, Aurora prawie od razu dostrzegła, jak można się domyślić starszego ucznia wchodzącego do swojej sali. Miał białe włosy z ciemniejszą karnacją. A przynajmniej tyle mogła zobaczyć, zanim znikł w sali. Uczennica jeszcze przez chwilę patrzyła na cień, którego ona sama nie posiada, jednak już po chwili też znikł. Wyglądał na pewno na starszego od jej samej.

 Po swoich lekcjach oczywiście wracała do swojego pokoju. Przynajmniej tam mogła się pouczyć czy coś. Mogła również porysować. Raczej nic ciekawego tam nie było do roboty. Szła samotnie po korytarzu, nie było ciemno. Wprost przeciwnie. Było dosyć jasno, a można nawet powiedzieć, że to dlatego, że dziewczyna specjalnie odbijała od siebie światło. Aurora już miała skręcać do innego korytarza kiedy oczywiście musiała wpaść na kogoś, przez co się przewróciła. Podnosząc wzrok zobaczyła, że to ten chłopak, którego zobaczyła tego samego dnia rano.

- Przepraszam! Niezdara ze mnie! – powiedziała szybko Aurora.

Uczeń podał rękę aniołkowi, a gdy tylko się podniosła, otrzepała swoją spódniczkę.

 - Nic się nie stało. – odparł uprzejmie.

  No i teraz przynajmniej dostrzegła, że to Kitsune. Raczej nikt nie przegapiłby jego uszu na głowie.

- Przepraszam, nie przedstawiłam się, Aurora. – odparła dziewczyna, chowając ręce za sobą.

No cóż… w jej stronach nie podaje się ręki na przywitanie. Jest to uznane za niegrzeczne. Nie przyszło jej nawet do głowy, aby wyciągnąć rękę do jeszcze nieznajomego.

- Yeu. – odparł. – Na pewno nic Ci się nie stało?

- Tak, oczywiście. – powiedziała Aurora, lekko poruszając swoimi skrzydłami. – Dziękuję za pomoc Yeu.

- Dla mnie to przyjemność panno Auroro.

Aurora posłała do chłopaka lekki uśmiech wdzięczności.

- Jednak tak czy siak, myślę, że muszę już lecieć. Dziękuję za miłą rozmowę panie Yeu.

- Oh… jeśli oczywiście będziesz chciała, będę mógł Cię odprowadzić. – powiedział dosyć szybko. – Jeśli oczywiście panna pozwoli.

- Jesteś naprawdę czarujący, jednak nie wiem, czy będzie taka potrzeba, aby pan mnie odprowadzał. – obejrzała się lekko za siebie. Jednak znowu po chwili spojrzała na chłopaka. – Myślę, że Ty też masz również swoje… zajęcia, którymi musisz się zająć, ja naprawdę muszę lecieć.

- Oczywiście, nie chciałem się narzucać. – Yeu schował ręce do kieszeni. – W takim razie miłego dnia.

I już miał wymijać dziewczynę, lecz oczywiście dobre serce Aurory nie pozwoliło, aby chłopak tak sobie odszedł. A co jeśli było mu przykro?

- Jednak… myślę, że nic się nie stanie jak mnie chwilę… się przejdziemy czy coś. Jakoś jak widzę, aż tak Ci się nie śpieszy.

Kiwnęła lekko głową do niego.

- A więc prowadź. – powiedział ciągle tym swoim ‘’uwodzącym’’ tonem.

Yeu jak już stwierdziła Aurora, jest bardzo miły i uroczy… dobrze wychowany. No ogólnie dobry z niego uczeń. Tak, uczeń. – właśnie po tych krótkich myślach otrząsnęła się i ruszyła lekkim krokiem w stronę miejsca, do którego wcześniej szła. Była dosyć rozkojarzona. No cóż… Jednak po chwili i tak wróciła do normalności, a tym bardziej że przez chwilę szli w ciszy. Zanim się obejrzała już byli prawie na miejscu. Po chwili anielica się zatrzymała, pożegnała się z Yeu kilkoma słowami i ruszyła, prawie że podskakując do swojego pokoju.

 

 

                                                                     Yeu?

                                               Przepraszam nie umiem zaczynać

Szablon
Pandzika
Kernow