Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castor x Beverly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castor x Beverly. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2020

Od Castora cd Beverly

 Chłopak przechadzał się wśród akademickich terenów, z uwagą chłonąc każde wypowiadane przez swą towarzyszkę słowo - nie tylko uznawał posiadaną przez nią wiedzę za niebywale interesującą, lecz również sama elfka przykuła jego uwagę. Uśmiechnąwszy się promiennie, skinął głową raz jeszcze, co pewien czas wtrącając kłębiące się w jego głowie pytania. Spacer, jak wkrótce się okazało, stanowił doskonałą scenerię do poznania się dwójki współlokatorów, których pierwsze spotkanie nie należało prawdopodobnie do zbyt komfortowych. Castor zaśmiał się pod nosem na samo wspomnienie wydarzeń sprzed godziny, nie do końca wiedząc, czy powinien czuć się zażenowany własną postawą, czy może ucieszony, że Beverly okazała się na tyle wyrozumiała, by natychmiastowo nie wyrzucić go z pokoju. Zamyślony nie spostrzegł nawet, że znaleźli się w murach obszernej biblioteki - tym, co w końcu sprowadziło go na ziemię, była woń starych ksiąg i zdecydowanie zbyt duszących perfum zasiadającej za biurkiem kobieciny. Młody elf nie zraził się jednak osobliwymi warunkami, a oczy błysnęły milionem iskier na sam widok niezliczonych egzemplarzy, których masywne brzegi i kolorowe okładki zdawały się nawoływać jego imię. I gdyby nie obecność nastolatki, chłopak najprawdopodobniej uległby ich sugestiom, zaszywając się w kącie ze stosem opasłych tomisk, lecz młodzi opuścili lokację równie szybko, jak się w niej pojawili. Dziewczyna zaprowadziła ich w stronę równie sporego dziedzińca, który Castor miał już okazję oglądać - to tutaj rozegrał arię swymi kolczykami i stukającymi o bruk obcasami, które raz jeszcze rozbrzmiały, zwracając uwagę kilku przesiadujących w okolicy uczniów. Elfowi ani trochę nie przeszkadzała atencja, jaką zdobywał, gdziekolwiek się pojawiał, odpowiadając zainteresowanym jedynie ciepłym uśmiechem i skinieniem głowy. Nie był jednak pewien, jak wygląda to w oczach Beverly - cenił własny komfort, jednak nie chciałby, żeby jego obecność ją krępowała. Zignorował więc kolejnych gapiów, siadając tuż obok towarzyszki na ulokowanej w cieniu ławce, nie musząc zbyt długo czekać, nim ta zaczęła konwersację. 

- Sam malujesz gwiazdy na swojej twarzy? - zapytała, a jej oczy pełne były ciekawości

Elf zawahał się przez chwile, nie do końca rozumiejąc czemu. Nie miał przecież powodu do wstydu, a jasnowłosa zdawała się szczerze zainteresowana poruszonym tematem - potrząsnął więc głową, starając się odgonić natarczywe myśli, by sekundy później przysunąć się zdecydowanie zbyt blisko Beverly, z entuzjazmem wskazując na nieco wyblakłe już, fioletowe gwiazdki.

- No pewnie! Są urocze prawda? - Perlisty śmiech ponownie przeszył dziedziniec. - Robię to już od tak dawna, że sam zdążyłem już zapomnieć, dlaczego w ogóle zacząłem. - Wzruszył ramionami, unosząc dłonie w geście poddania. - Ale nie zamierzam przestawać! Poza tym będziesz prawdopodobnie jedną z pierwszym niezwiązanych ze mną osób, które zobaczą mnie bez nich, wierz lub nie, ale to osiągnięcie. - Odsunął się nieznacznie, w końcu zauważając, jak bardzo naruszył osobistą przestrzeń Beverly. - Jeśli chcesz, mogę cię kiedyś pomalować, przywiozłem ze sobą całkiem sporo kolorowych kosmetyków. - W jego głosie dało się wyczuć nerwową nutę, której pochodzenia sam nie był w stanie zidentyfikować. - Jesteś naprawdę ładna, pasowałyby ci, więc nie musisz się bać! 

Dziewczyna nie odpowiedziała, a przynajmniej nie od razu, jakby opuszczający usta Castora natłok informacji nieznacznie ją przytłoczył. Elf zawstydził się nieco, czując wyrzuty sumienia, jak wiele razy zdążył już wprawić współlokatorkę w stan zakłopotania - znali się zaledwie kilka godzin, powinien bardziej się hamować. Z drugiej strony nie odczuwał jednak wrażenia, jakby zrobił cokolwiek złego - dziewczyna faktycznie była śliczna, brunet nie zamierzał tego ukrywać. Uwielbiał prawić innym komplementy, pomagając dostrzec im cechy, na które sami być może nie zwróciliby uwagi, bądź zwyczajnie nie chcieli uwierzyć. Beverly będzie musiała więc przywyknąć, że nowo poznany towarzysz tak szybko jej nie odpuści. 

- Dziękuję. - Usłyszał po chwili, co natychmiastowo poskutkowało szerokim uśmiechem ze strony chłopaka. 

- Naprawdę nie masz za co. - Odetchnął głęboko, po raz kolejny łapiąc się na tym, że pozwala sobie na zdecydowanie zbyt wiele w stosunku do elfki. - Moja kolej na pytanie. Chociaż będąc szczerym, chciałbym dowiedzieć się jak najwięcej. Zadowolę się więc dowolnym faktem na twój temat. - Uniósł subtelnie kąciki swych ust.


Beverly? Wybacz, że nie jest to najlepsze x.x

wtorek, 12 maja 2020

Od Beverly cd. Castora

Sama myśl o tym, że będę dzieliła z kimś mój pokój bardzo mnie satysfakcjonował i nie mogłam doczekać się, aż poznam ów osobę. Do pokoju akademickiego dość szybko przeniosłam każdy przetransportowany karton i z każdą chwilą wyczekiwałam, aż bliżej przyjrzę się wszystkiemu. Pełne rzeczy pudełka schowałam w zakątku pomieszczenia, aby nie przeszkadzały, gdy przyjedzie potencjalny współlokator. Jednakże zawód mnie spotkał, gdy po dotarciu na miejsce nie zastałam nikogo. Przez myśl, przeszło mi, że z pewnością przypiszą mi kogoś w późniejszym czasie. Jakby nie patrzeć jest wcześnie rano i możliwe, że dalej dojeżdża. Prawdą jest, że Akademię Corvine znam już na wylot, bo często tu bywałam i mogłabym śmiało powiedzieć, że jestem oswojona z terenami szkoły. Po ogarnięciu w miarę swoich przedmiotów, przeszłam się po pokoju bacznie obserwując i segregując w myślach, gdzie i co odstawię. Nie chciałam być samolubna, więc wolałam decydować o tym z drugą osobą. Jedynie co - rozstawiłam książki i powieści na niedalekiej półce. Było ich dość sporo i zwolniły miejsce w moim bagażu. Po chwilowym namyślaniu doszłam do wniosku, że niestety, moja nieśmiałość krzyżuje mi plany i zdecydowanie bałam się, że natrafię na złą osobą, która nie zrozumie mojego charakteru. Nie rozmyślałam nad tym długo.
Rzuciłam się na łóżko po wyczerpującej podróży i czekałam na zbawienie. Wpatrywałam się w sufit przez najbliższe minuty, po czym postanowiłam wstać i przejść się przez Akademię oraz okolicę.
- Może w tedy zjawi się możliwy współlokator? - mruknęłam pod nosem, wzięłam oddech i ruszyłam przed siebie. Zamknęłam drzwi i pierwszym punktem była biblioteka.
Bacznie obserwowałam tytuły i ich autorów w pomieszczeniu, którym panowała zupełna cisza. Bez problemowo się tutaj dostałam. Po niedługim czasie wyszłam i przechadzałam się po długich korytarzach. Z daleka słyszałam jak przenoszone są czyjeś przedmioty, najpewniej kartony. Odczekałam chwilę i powróciłam do swojego pokoju.
Zdziwiłam się, gdy zastałam w nim mężczyznę. Dodatkowo ciemnowłosego elfa z bladą cerą. Sama nie wiedziałam co myśleć o przyszłości, dzieląc z nim pokój. Siedział przy stosie ksiąg ułożonych na podłodze - zresztą moich, zabranych z domowego zacisza. Chwilę milczeliśmy i byliśmy oboje zdezorientowani. W końcu chłopak podniósł się i zauważyłam jego szeroki uśmiech w moją stronę.
- Nikt nie powiedział mi, że pokoje będą koedukacyjne. - zaczął, najprawdopodobniej onieśmielony tym faktem. - Ale obiecuję, że nie musisz się mnie bać!
Uniósł dłonie, co jeszcze bardziej mnie skrępowało i sama nie wiedziałam co miałam powiedzieć.
- Będę spał twarzą do ściany, nie musisz się krępować!
Widziałam lekkie zdenerwowanie ze strony chłopaka, a ja musiałam poukładać sobie wszystkie informacje. Działo się to za szybko. Myślenie przerwał mi jednak współlokator. Zdecydowanie uspokoił się i zaprzestał na przedstawianiu argumentów. Wyciągnął do mnie dłoń i przedstawił się.
- Castor. Mam na imię Castor. - skłonił się wciąż na mnie wpatrując, a ja w tym czasie odwzajemniłam uścisk. -  Masz jakieś rzeczy, z którymi mógłbym ci pomóc? Dama nie powinna się przeciążać! - wplótł ręce w włosy, dalej będąc zdezorientowanym, zresztą tak samo jak ja.
- Jestem Beverly. -  powiedziałam po chwili złapania tchu po słowach Castora. - Wszystko już jest na miejscu. - wskazałam na miejsce z moimi kartonami.
- Najwidoczniej nie zauważyłem. - zaśmiał się lekko, po czym ja zrobiłam to samo, aby nie wyszło niezręcznie.
Podeszłam do sterty książek, usiadłam nieopodal nich, żeby przypadkiem żadnej nie zniszczyć i kontynuowałam rozmowę z chłopakiem.
- Coś cię zainteresowało? - zapytałam, aby zacząć jakiś temat do rozmowy, przy czym Castor usiadł na przeciwko mnie.
- Oczywiście! - odparł. - Wszystko co widzisz musiałem przejrzeć, a nie tylko obserwować brzeg księgi. Wziął do rąk parę powieści, chcąc tym przedstawić, które najbardziej go zaintrygowały.
Zaczęliśmy odkładać przedmioty z powrotem na ich miejsce i usiedliśmy z powrotem.
- Jak coś, możesz je brać i czytać, kiedy cie najdzie ochota. - powiedziałam
- To twój dobytek? - zapytał zakłopotany.
- Tak, ale nie martw się, są dostępne dla wszystkich chętnych. - uśmiechnęłam się w stronę mężczyzny.
- Może "zapoznawczy" spacer? - zapytał po chwili ciszy. Również się uśmiechał.
Pokiwałam twierdząco głową i skierowaliśmy się ku drzwiom. Momentalnie znaleźliśmy się na korytarzu i szliśmy przed siebie. Uprzedziłam, że znam większość terenu, więc mogę pokazać mu pewne ciekawe obszary. Zgodził się i pierwszym celem dla nas była znana mi biblioteka. Mruknęłam coś do siebie pod nosem. Bałam się, że zanudzi to chłopaka i nie załapiemy kontaktu ze sobą. Chciałam być miła w szczególności dla współlokatora. Następnie kierowaliśmy się w stronę dziedzińca, by na chwilę przysiąść i zrobić przerwę pomiędzy wyznaczonymi punktami spaceru. Gdy doszliśmy usiedliśmy na jednej z okolicznych ławek i zaczęliśmy konwersację.
- Sam malujesz gwiazdy na twojej twarzy? - zapytałam z ciekawością, bo była to jedna z pierwszych rzeczy, które przykuły uwagę w wyglądzie Castora. Chłopak chwilę się zawahał i odpowiedział mi na zadane pytanie.

Castor? ;3

poniedziałek, 11 maja 2020

Od Castora do Beverly

Przeciągnął się niczym kot, wyginając plecy w zdecydowanie nienaturalny łuk, omiatając zaciekawionym spojrzeniem zmieniające się coraz szybciej otoczenie. Pełne różnorakich drzew lasy ustępowały miejsca melancholijnie wyglądającym łąkom, które przecinały płynące swoim tempem potoki. Castor zdawał się zupełnie nie przejmować faktem, że krajobraz nie stanowił dla niego żadnej nowości, przypominając setki innych, które zdążył już ujrzeć - mimo to uśmiechał się szeroko, niczym dziecko przyciskając policzek do szyby pojazdu. Energia rozpierała go od środka, a serce biło z podekscytowania na samą myśl o czekających na niego niespodziankach. I choć elf zasilił szeregi Akademii Corvine już dawno temu, dopiero teraz na stałe uczynił ją swym miejscem zamieszkania, porzucając uwielbiane domowe zacisze. Ekscytacja dodatkowo wzrosła, gdy do jego uszu dotarła informacja o potencjalnych współlokatorach - Castor nie krył radości, obawiając się jednocześnie, by fortuna nie zawiodła go raz jeszcze, skazując na dzielenie pokoju z nudnymi, jak Historia Naturalna jednostkami, przy których zwariowałby już po kilku dniach. Złożył więc dłonie w modlitewnym geście, wznosząc swe troski ku kpiącym z niego siłom wyższym. Teatralne błagania o pomyślność przerwało jednak nagłe dotarcie w dobrze znane mury - i choć wyjechał po resztę rzeczy zaledwie kilka godzin temu, czuł się, jakby opuścił Corvine na dobre kilka miesięcy. 
Wyszczerzył się więc szeroko i podziękowawszy woźnicy, pochwycił z tylnych siedzeń pozostałe bagaże, sprężystym krokiem zmierzając ku tak żarliwie wyczekiwanemu, własnemu pokojowi. Długie, srebrne kolczyki podzwaniały radośnie, wtórując powracającym na wiosnę do Kernow ptakom, przyciągając uwagę kilku odzianych w charakterystyczne mundurki zgraj uczniów. Castor okazał się jednak zbyt podekscytowany, by zwrócić ku nim swe spojrzenia, ograniczając się jedynie do pobłażliwych, rzucanych w eter uśmiechów i radosnego pogwizdywania. 
- Raz orkom śmierć! - Pstryknął palcami, popychając masywne drzwi akademika, rozpoczynając kolejną samotną wędrówkę w poszukiwaniu zapisanego na kluczyku celu.
Kręte i znacznie dłuższe niż przypuszczał korytarze, zwodziły go jeszcze przez jakiś czas, nim finalnie dotarł pod przypisane mu drzwi. Serce zabiło mocniej, a wolna dłoń niepewnie zacisnęła się wokół mosiężnej klamki. Czy powinien tak po prostu tam wparować? Czy może chociaż spróbować wywrzeć na współlokatorze wrażenie powagi i właściwej jego rodowi elokwencji? Potrząsnął głową, próbując wyrzucić z niej wszystkie krępujące go myśli i już chwilę później z impetem przekroczył próg pokoju i, ku ogromnemu rozczarowaniu, zdał sobie sprawę, że nie zastał w nim nikogo innego. Elf nadął policzki, odkładając kartony obok przetransportowanych wcześniej przez akademię rzeczy, rozglądając się wokół, jakby w nadziei, że odnajdzie w którymś z kątów wyczekiwanego desperacko towarzysza. Pomieszczenie świeciło jednak pustkami, a przez myśl Castora przewinęło się przeświadczenie, jakoby dyrekcja nie przypisała pod ten sam numer nikogo innego, skazując młodzieńca na przytłaczającą samotność. Brunet napuszył się jeszcze bardziej, czując, jak cały wcześniejszy entuzjazm powoli z niego ulatuje. Westchnął więc ciężko i nie mając na siebie lepszego pomysłu, zdecydował się na dokładniejsze oględziny sypialni, której wygląd już w pierwszych chwilach zrobił na nim ogromne wrażenie - masywne wzniesienie, którego ściany uginały się wręcz pod naporem różnorakich tytułów, przyciągnęły wzrok młodego elfa, sprawiając, że w jednej chwili zapomniał o wcześniejszych smutkach, dopadając do obiektu swych westchnień. Przejechał palcem po kolorowych okładkach, przechwytując wszystko, co uznał za jakkolwiek ciekawe - nie minęły więc minuty, nim otaczające go fragmenty podłogi zapełniły stosy różnorakich ksiąg. Castor nie miał jednak czasu, by rozpocząć jakąkolwiek z nich, gdyż drewniane drzwi gwałtownie zaskrzypiały, a kroki przerwały panującą dotychczas ciszę. Elf natychmiastowo poderwał głowę, a serce zabiło mu szybciej - czyżby los jednak się do niego uśmiechnął, zaszczycając współlokatorem? Szybkie spojrzenie w stronę drzwi poskutkowało jednak ogromnym zdziwieniem, które w jednej chwili przepełniło go na wskroś, wybijając z równowagi. Wyglądany tak zażarcie towarzysz okazał się bowiem uroczą towarzyszką, do tego wydającą się równie zaskoczoną całą sytuacją, jak on sam. Milczeli jeszcze przez chwilę, wpatrując się w siebie, nim Castor uśmiechnął się szeroko i gwałtownie poderwał z pełnej ksiąg podłogi.
- Nikt nie powiedział mi, że pokoje będą koedukacyjne.- Zaczął, czując się lekko onieśmielony wizją nadchodzącej przyszłości. - Ale obiecuję, że nie musisz się mnie bać! - Uniósł dłonie w geście poddania, jakby próbując przekonać towarzyszkę o własnej niewinności. - Będę spał twarzą do ściany, nie musisz się krępować!
Nieświadomie zaczął się denerwować, obawiając się, że wizja spania w jednym pokoju z nieznajomym mężczyzną może nie spodobać się białowłosej elfce. Z drugiej strony nie wiedział jednak, jak jeszcze mógłby przekonać ją o swych czystych jak łza zamiarach, nie wychodząc przy tym na nachalnego szaleńca. Ograniczył się więc do wyciągnięcia ku niej swej bladej dłoni i ponownego, delikatnego uśmiechu.
- Castor. Mam na imię Castor. - Skłonił się lekko, nie przerywając jednak kontaktu wzrokowego. - Masz jakieś rzeczy, z którymi mógłbym ci pomóc? Dama nie powinna się przeciążać! - Wplótł drugą rękę we włosy, próbując ukryć wciąż kierującą nim dezorientację.

[Beverly? c: ]
Szablon
Pandzika
Kernow