Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rivaille x Shain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rivaille x Shain. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lipca 2021

Od Rivailla cd Shain'a

Zirytowany patrzyłem się na mężczyznę przy stole, który wcześniej gotowy do wstania, w tym momencie był już na nogach, najwyraźniej moje działanie rozzłościło go. Gdy tylko mężczyzna wstał, podszedł do mnie kilkoma pewnymi krokami. Nienawidziłem takich ludzi, którzy zachowywali się uprzywilejowani, jak traktowanie innych, zwłaszcza tych, którzy po prostu wykonują swoją pracę w ten sposób. Nie dość, że musieliśmy pracować w tych żenujących kostiumach, to jeszcze taki gosc się nam trafił. Wiedziałem, że zrobienie tego, co właśnie się stało, sprowokowało go jedynie, ale lepiej było wykorzystać swój gniew na nim niż na kimkolwiek innym.W tym momencie chciałem tylko zobaczyć, co zrobi dalej.
Zauważyłem, że inni klienci patrzyli w naszym kierunku, zaintrygowani sceną. Gdybym był nimi, widząc chłopaka w kobiecym mundurku, który byłby wściekły na drugiego, dość silnie wyglądającego faceta, wylewając na niego piwo, prawdopodobnie wyglądałoby to prawie komicznie.
Może pewnego dnia kiedy spojrzałbym na to wstecz, uznałbym to za zabawne, ale w tym momencie sytuacja wcale nie była przyjemna.
Chłopak za mną też zniknął, a ja nie zauważyłem momentu, kiedy odszedł. Myślałem, że pewnie poszedł po kogoś, najprawdopodobniej tego samego szefa, przez którego w ogóle znaleźliśmy się w takiej sytuacji.
Coraz bardziej rozgniewany mężczyzna stanął przede mną. Jego włosy były całe mokre i śmierdzące piwem.
- Nie słyszałeś mnie? Spróbuj też położyć na mnie swoje ręce, a będziesz miał kłopoty. - powiedziałem mu ostro, na wypadek, gdyby jego ego próbowało rozpocząć bójkę ze mną, który wciąż był nastolatkiem.
- Tak, "słyszałem" cię – powiedział z jadem w głosie, jakby był jakimś przebiegłym psem pasterskim, a ja jego zwierzyną. Najwyraźniej oczekiwał, że nie będę stać tak, jak byłem, i zamierzał sie co ma robić dalej. Jego oczy powędrowały ku krześle, oczekując, że przyjmę to niewypowiedziane polecenie. W zamian nic nie zrobiłem, jedynie tylko zmarszczyłem brwi na śmieszną myśl, że się myslal, ze sie zgodze.  
Ten argument coraz bardziej przeradzał się w tornado. Ale zanim sytuacja zdążyła jeszcze bardziej zaostrzyć się i przybrać gorszy obrót, pojawił się szef, a Shain tuż za nim. Szef szybko wkroczył i zauważyłem, że tamta dziewczyna stara się pomóc i też uspokoić innych klientów, którzy byli w restauracji.
- Wystarczy już. Co tu się dzieje? - powiedział od razu, patrząc między mną a klientem. W najmniejszym stopniu nie wyglądał na szczęśliwego, prawie odzwierciedlając wyraz mojej własnej twarzy.
- Ten tutaj chciał obmacywać twojego pracownika. - powiedziałem szybko, mając nadzieję, że zamiast tego klienta to stanie on po naszej stronie.

Shain?


czwartek, 24 czerwca 2021

Od Shain'a cd Rivaille

 Wiedziałem o kogo chodzi Rivaillowi, lecz jak widać właściciel miał to gdzieś. Miałem nadzieje, że minie to szybko. 
- Akurat do zamknięcia macie obsługiwać klientów za moją pracownice, a i niestety musicie ubrać ciuchy - spojrzał na pracownice. - Pokaż im, gdzie są.
- Co, jakie ciuchy, nie możemy w naszych? - zirytowany powiedział 
Właściciel srogo spojrzał na niego. 
- Jeżeli nie chcecie mieć problemów zrobicie to - odparł i odszedł 
Widziałem zdenerwowanie w chłopaku, ja tylko milczałem. Nie wiedziałem jak mam zareagować, pierwszy raz zdarzyło mi się to. Poszliśmy za pracownicą, podała nam czarno białe ciuchy. 
- Czemu tylko spódniczki - zapytał Rivaill 
- Myślisz, że tu obsługują kelnerzy? - pokiwała przecząco głową. - Same kelnerki, proszę to twój rozmiar.
Dziewczyna była bardzo uprzejma i podała mi mój strój. Pokazała nam osobne pomieszczenia by się przebrać. Gdy założyłem ubranie, czułem się nieswojo. Słyszałem jak dziewczyna rozmawia z chłopakiem by sie uśmiechał. Czyli już wyszedł przebrany, trzęsły mi się ręce by wyjść. Dziewczyna zapukała do moich drzwi.
- Wszystko w porządku? - usłyszałem jej miły głos 
- Em. taak.. - otworzyłem drzwi i wyszedłem. 
Dziewczyna z szoku zakryła usta, Rivaille dziwnie się na mnie patrzył. Ja tylko zaczerwieniłem sie i położyłem uszy.
- Wyglądasz ślicznie - odparła dziewczyna i się uśmiechnęła 
Rivaill chciał coś powiedzieć, lecz tylko odwrócił wzrok. Dziewczyna wszystko nam powiedziała co mamy robić. Ruszyliśmy wiec rozdawać zamówienia i brać nowe. Czas mijał nam bardzo szybko. Niestety pod wieczór robiło się mało normalnych ludzi, a więcej takich, którzy przyszli się napić po pracy fizycznej. Gdy zanosiłem cztery piwa do stolika, przy którym siedziało czterech silnych facetów o mało nie wylałem piwa, lecz utrzymałem równowagę. Gdy stawiałem piwo na stole, jeden z facetów klepnął mnie po tyłku. Taca zasłoniłem swoja twarz, która zrobiła się czerwona jak burak. 
- No chodź, nie wstydź się - odparł facet 
Możliwe, że nie rozpoznał we mnie mężczyzny, gdyż byłem drobnej postury jak kobieta. 
Nagle poczułem na ramieniu rękę, która odsunęła mnie od stołu to był Rivaill. 
- Ręce zadała albo je złamie, zboczony starcze - odpowiedział 
Facet tylko się zaśmiał i wziął kolejny łyk piwa. 
- Odsuń  się właśnie się zabawiałem, a ty mi przeszkadzasz - odparł 
Widziałem ja rośnie złość w chłopaku. Wziął jedno piwo ze stolika i wylał na niego 
- Masz teraz zabawę - odparł 
Facet wkurzony tą sytuacja wstał i chciał coś zrobić Rivaill'emu. Szybko pobiegłem po szefa, nie sądziłem, że przez to będzie miał jeszcze większe kłopoty...

Riv?

środa, 16 czerwca 2021

Od Rivailla cd. Shain'a

Podziękowaliśmy dziewczynie i zaczęliśmy jeść, a rozmowa z sprzed kilku sekund zapomniana. Zaczęliśmy jeść w milczeniu, żadne z nas nie próbowało ponownie rozpocząć rozmowy. To nie był komfortowy rodzaj ciszy, czułem, jak wkradała się niezręczność. Domyśliłem się, że sposób, w jaki wyraziłem swoją opinie o jego szkole, też nie pomógł. Jako ktoś, kto lubi gotować sam, mój umysł wędrował, próbując wyśledzić sposób, w jaki ten szef kuchni przygotował danie. Smaki niektórych kęsów były nudne, nieciekawe i przewidywalne, i to właśnie sprawiło, że szturchnęłam widelcem talerz.Ale to była tylko moja opinia, co nie znaczyło, że ktoś inny myślał podobnie. W końcu to miejsce kwitło z klientami.
Po jakimś czasie skończyliśmy jeść. Spojrzałem na chłopaka siedzącego po drugiej stronie, który popijał  powoli swój napój, patrząc gdzieś daleko. Odchrząknąłem i zwracają jego uwagę, odwracając głowę i wzrokiem teraz na stole.
- Gotowy? Chyba czas stąd iść. - zacząłem się rozglądać, próbując dostrzec tę dziewczynę, która podawała nam jedzenie, aby jej powiedzieć, że możemy już zapłacić.
- Tak, skończyłem. - powiedział potwierdzając. Po kilku sekundach kelnerka zauważyła nasz stolik i podeszła, żeby zobaczyć, czego potrzebujemy. Kiedy dotarła do stołu, wcisnąłem się, zanim miała zapytać.
- Skończyliśmy i chcemy zapłacić. - uśmiechnęła się i skinęła głową, mówiąc nam ile mamy dać.
Moje spojrzenie przeniosło się z kobiety na Shaina, który szukał swojego woreczka z pieniędzmi. Jego twarz zaczęła wyglądać na bardziej spanikowaną, gdy przeszukiwał wszystkie kieszenie, żeby niczego nie znaleźć.  
- Ratunku obrabowano mnie! -  powiedział zdenerwowany, przewracając kieszenie i szukając wszędzie na około.
Na początku myśląc, że może po prostu zapomniał zabrać je za sobą, wyciągnąłem rękę, aby znaleźć pieniądze. Ale ku mojemu zdziwieniu też nie czułem sakiewki. Nic, nawet grosza. Zacząłem się denerwować, czując na sobie oczy dziewczyny.
- Gdzie do diabła są moje pieniądze? Miałem go w kieszeni, dlaczego nie ma ich teraz tutaj? - potem spojrzałem na kelnerkę - ktoś nas okradł, możemy to jakoś wyjaśnić? - nie wiedząc, co dokładnie odpowiedzieć na to, co powiedziałem, szybko odwróciła się.
- Idę po mojego szefa, nie waż się odchodzić. - powiedziała, znikając między innymi ludźmi.   
Kiedy już jej nie było, spojrzałem na Shaina, który patrzył na mnie ze strachem w oczach. Nie będąc osobą, która wiedziała, jak zareagować w tej sytuacji w inny sposób niż złość, nie wiedziałem, co powiedzieć, aby złagodzić napięcie. Ta sytuacja wcale nie była ciekawa, a mój nastrój pogarszał się z każdą sekundą czekania.
Wreszcie kobieta wróciła do stołu, z wysokim mężczyzną w średnim wieku u jej boku. Miał na sobie wygodny garnitur i starannie uczesane włosy. Zmierzył nas wzrokiem i od razu zabrał się do pracy.
- Moja pracownica powiedziała mi, że nie jesteście w stanie zapłacić za zamówiony i zjedzony posiłek. Nie jestem osobą, która pozwoli wam odejść i „zapłać następnym razem”. Zbyt wiele razy dałem się oszukać. - jego głos był głęboki, a oczy przeszywające przez nas oboje. Wziąłem głęboki oddech, starając się jak najlepiej podtrzymać emocje i wyjaśnić sytuację w spokojniej, jak tylko mogłem.
Jak ktoś mógłby utonąć do tego stopnia, aby okraść dwoje nastolatków wyraźnie jeszcze w szkole. Jakbyśmy w magiczny sposób mogli po prostu zarobić więcej pieniędzy po tym, jak skończyliśmy jeść. Może wyglądaliśmy na łatwy cel, czego ja nigdy bym sięn nie przyznał głośno , ale tak było. Żadne z nas nie zauważyło aż do teraz, kiedy poproszono nas o zapłatę. Moja wściekłość powoli wrzała, najprawdopodobniej z całego zakłopotania i potrzeby odnalezienia winowajcy. I upewnić się, że odpłaciłbym mu surową odpłatę, na tyle nieprzyjemną, że nigdy więcej nie zrobiłby niczego podobnego.
Wtedy przypomniało mi się co robiliśmy wcześniej, wracając do tego, kiedy wchodziliśmy do środka.
 - Ten śmierdzący staruch, gdzie on jest? Pewnie to był on- nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy właściciel mi przerwał. - Nie obchodzi mnie, jak straciliście swoje rzeczy, potrzebuję zapłaty. Jeśli nie możecie dać mi pieniędzy, będziecie musieli na to zapracować. Odpłacić samodzielnie.

 Shain?

niedziela, 13 czerwca 2021

Od Shain'a cd Rivaille'a

Zanim usiadaliśmy przy wolnym stole zaczepił nas jakiś człowiek. Nie był jakiś schludnie ubrany i trochę od niego cuchnęło, nie tylko z buzi. Włosy były sklejone on czegoś, bodajże brudu. Pewnie nie mył się przez kilka dni. Był trochę chudy, lecz miał ubiór tak za duży na niego, że nie było tego widać. Twarz była trochę stara i pomarszczona. Siwe włosy na głowie wskazywały na jego stary wiek. 
- Amigo, witamy w restauracji - zaczął, przytulając Rivaille'a klepać po plecach, potem mi zrobił to samo
- Serdecznie witamy, zaraz znajdę wam jakieś miejsce - powiedział i zaczął się rozglądać. 
- Znajdziemy sami - odparł mój towarzysz, trochę zdenerwowany.
- Dobrze, Amigo, nie będę się sprzeciwiał, ale jakby co to do mnie - odparł i puścił oczko.
Usiadaliśmy przy stole, który wydawał się nieco brudny. Siedzenia były z ciemnego drewna, a na nich były przymocowane żywicą poduszki z futra. Poduszki były nieco wklęsłe, gdyż zapewne dużo osób tu jadało. Usiadłem naprzeciwko Rivaille'a. Czułem się nieswojo w nowym miejscu, lecz próbowałem udawać, że jest inaczej. Podeszła do nas miła kobietka, z twarzy była blada, lecz przyciągnął mój wzrok jej makijaż, lekki i delikatny, by ukryć worki pod oczami. Jej strój był bardzo szykowny, przypominał ten, które noszą służące w hrabstwach, lecz była to sukienka, a nie podłużna suknia, sięgała jej ponad kolana. 
- W czym mogę pomóc? - powiedziała lekkim głosem, lecz trochę zachrypniętym.
Widziałem, że Rivaille jeszcze jest zdenerwowany po spotkaniu z tamtym mężczyzną, więc postanowiłem, że najpierw ja zamówię. 
- Poproszę kaczkę z warzywami na parze - odparłem - i do picia wodę - dodałem.
- Dobrze, a pan? - spojrzała na mojego towarzysza.
- Kurczak i surówka - odparł oschle.
Dziewczyna wszystko zapisała i poszła do kuchni. Ja nie wiedziałem co mówić, byłem lekko spięty całą tą sytuacją. Moje ręce były pod stołem i bawiłem się tam moją bransoletka. Patrzyłem również w dół na podłogę. Rivaille oparł łokciem o stół. Westchnął ciężko, by odreagować złość, która tłumiła w nim po spotkaniu z tamtym gościem. 
- Z jakiej szkoły pochodzisz ? - zapytał.
Ja spojrzałem na niego spode łba, nie podnosząc głowy. 
- Co.. Corvine - powiedziałem cicho i nieśmiało
- To ta szkoła dla kujonów, tak? - zapytał i prychnął. 
Podniosłem głowę, by spojrzeć na niego lepiej. Lekko zmarszczyłem brwi.
- Nie, szkoła jest dla wszystkich, lecz to prawda.. trzeba się dobrze uczyć - odparłem. 
- Czyli kujonów - uśmiechnął się szyderczo.
Nie chciałem kłócić się o takie coś. Na szczęście naszą rozmowę przerwała znów miła dziewczyna, przynosząc nam nasze zamówione dania. 

Riv?

niedziela, 30 maja 2021

Od Rivailla cd. Shain'a

Spojrzałem na chłopaka, który unikał kontaktu wzrokowego, był wyraźnie nieśmiały. Skinąłem głową na uznanie słyszenia jego imienia i zdecydowałem, że skoro mieliśmy iść zjeść, równie dobrze mogę się przedstawić z powrotem.
- A ja jestem Rivaille. Jeśli nie masz tu innej sprawy, to idziemy. Przed nami spacer. - powiedziałem idąc w kierunku drzwi biblioteki. Usłyszałem za sobą kroki, biorąc je za to, że on też był gotowy do wyjścia. Spieszyłem się, bo musieliśmy iść pieszo do naszego celu, a zajęłoby nam to trochę czasu.
Miasto znajdowało się dość daleko od szkoły, ponieważ Sarlok został odizolowany na szczycie góry. Było to wygodne dla uczniów takich jak ja, ponieważ nie musieliśmy się martwić, że ktoś nagle pojawi się znikąd, kiedy będziemy trenować na zewnątrz. Ale oznaczało to również zejście z góry, jeśli kiedykolwiek chcieliśmy odwiedzić inne miejsca. Jedna rzecz za drugą.
- Jest droga z góry do miasta, przez którą musimy przejść. Nie ma innego wygodniejszego sposobu. - powiedziałem, odwracając się, żeby spojrzeć na chłopaka za mną.
 - Dobrze, chodźmy. - skinął głową.
Opuściliśmy mury przez wielką bramę, zamykającą się za nami, gdy zaczęliśmy się oddalać. Początkowo droga była ładna i gładka, z łatwą trasą, która nie była zbyt stroma. Jednak spokojna górska ścieżka wkrótce układa się w kamienistą drogę, z większą ilością wybojów i większych skał po drodze. Po jakimś czasie skręciliśmy w łuk między dwiema górami, wyglądający w pewnym sensie jak korytarz. Droga poprowadziła nas przez górę, do następnego skalistego przejścia, wypuszczając na słońce za nami.
Podróż była cicha przez większość drogi, jako żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć drugiemu. Nie byłem w typie osoby, która była bardzo rozmowna, szczególnie z kimś, kogo jeszcze nie znałem zbyt dobrze. Mój sposób rozmawiania z innymi nie był najmilszy. Po kilku minutach spaceru w końcu zobaczyliśmy miasto.
Miasto wyglądało bardziej przyjaźnie niż szkoła. A było na pierwszy rzut oka szczęśliwym uściskiem domów, które rozrastały się z biegiem lat, dzieląc ściany i tworząc rząd bajkowych doskonałych szczytów dachów. Było to miasto szerokich alejek i małych miejsc, w których można było usiąść i zjeść, odpocząć, podczas gdy inni ludzie spędzali dzień. Czarne ulice pochłaniały wiosenne słońce, jakby chcąc wysłać ciepło nieba z powrotem.
Stuknąłem Shain'a w ramię, żeby zwrócić jego uwagę. Im głębiej w miasto, tym więcej robiło się gwaru. Nadszedł czas, aby zdecydować, gdzie mieliśmy iść zjeść. W końcu było tam kilka różnych miejsc do wyboru.
- Co chcesz zjeść? Ponieważ jest to twój pierwszy raz tutaj, to wybiorę miejsce. - powiedziałem. Na to rozejrzał się trochę, podczas myślenia, a kiedy wyglądało na to, że podjął decyzję, odwrócił się z powrotem.
-  Prosiłbym o coś z mięsem. - ponownie opuścił oczy, wracając do przyjrzenia się obszarowi wokół nas. Nawet jeśli nie patrzył, skinąłem głową, mając pomysł, dokąd poprowadzić. Nie czekając, skierowaliśmy się w kolejną ulicę, która miała po drodze kilka alejek.
Idąc, zauważyłem pręgowanego kota w pobliżu alei. Truchtała, jakby chodnik był sprężysty, z wysoko uniesionym ogonem. Była królową świata chwilowo pokrzywdzoną, wyglądała jakby była tego całkiem pewna. Widziałem, jak jej kocia duma dusiła się w środku, tak doskonała jak jej na pewno mruczenie, kiedy otrzymała uwagę, na jaką zasługuje każdy kot. W tym momencie dwójka dzieci głaskała ją na zmianę, była w tej chwili dość rozpieszczona.
Kiedy dotarliśmy do baru z jedzeniem, od razu dało się zauważyć. Widok i aromat jedzenia był delikatny, ale z ostrym zapachem, który nagle wypełnił nasze nosy. Spojrzałem na chłopaka kątem oka. W zamyśleniu spojrzał na menu przy wejściu.
 - Znalazłeś coś, co chcesz? - zapytałem czekając na niego. On nieśmiało kiwnął głową i skierowaliśmy się do środka.

 

Shain?

czwartek, 27 maja 2021

Od Shaina cd Rivailla

  Dzień jak codzień, obudziłem się wcześnie rano i po odświeżeniu się i ubraniu wyszedłem z torbą książek na zajęcia. Trwały one dość krótko bo do południa. Poszedłem do biblioteki, zawsze po zajęciach pomagałem pani bibliotekarce. Była starsza i miła panią. Chodź jak ktoś miał głośno rozmawiać lub hałasować w biblotce stawała się istnym demonem. Dla mnie była jak druga babcia. Zawsze lubiłem słuchać jej historii z młodości, nawet jak niektóre czasem się powtarzają i tak lubiłem je słuchać. Przeżyła wiele dobrego i złego. Była sietorą, która w młodym wieku zaszła w ciąże. Sama musiała opiekować się dzieckiem, nie miała dachu nad głową. Zarabiała dorywczo, a nieraz zostawiała dziecko samo w stajni, gdy pracowała, by zarabiać na jedzenie i ciuchy. Opowiadała jak spędziła świetne chwile na podróżowaniu przez cały kontynent i wychowywaniu dziecka. Ah no tak była to córka. Nazwała ją Hope, zwana też Nadzieją. Przygarnął ich tutaj pewien pasterz zwał się Eren. Był bardzo miłym i szczerym mężczyzna. Pomagał jej i opiekował się nią, chodź był o wiele starszy od niej. Jej córezka zwała go ojcem, chodź jej nie był, pozwalał na to. Pani Iris, gdyż tak miała na imię uczyła się od właściciela pasterza jak wyprowadzać i paść owce, dzięki temu mogła zapracować na dach nad głową dla siebie i córki. Gdy córka miała 12 lat wyostrzyła sie u niej magii. Umiała na kilka sekund zatrzymać czas w około 10 km. Eren wyznał matce, że to bardzo rzadka i niespotykana zdolność. Niestety używała jej nieświadomie pod wpływem emocji oraz używała na to całą swoją energie, szło za tym, że od razu po użyciu mdlała. Nie wiedziała ona co zrobić, nie znała tej mocy, gdyż takiej nie posiadała. Mężczyzna pomógł jej nauczyć kontrolować moc, dzięki czemu na dłużej mogła zatrzymywać czas. W wieku 18 lat mogła zatrzymywać czas na całe 30 min. Wojsko zainteresowało się nią. Była by dobra wojowniczką. Pani Iris nie chciała sie z nią rozstawać, a co dopiero oddać ja pod opiekę wojska i stracić ją. Niestety  nie ona o tym decydowała lecz królowa. Jej rozkaz wszystko zrujnował. Nie mogła przestać myśleć nad córką wiec znalazła pracę jako bibliotekarka i poświeciła się książką. Widziałem jak jej serce pęka i tęskni za córką. Z łzami w oczach powiedziała mi, że nie widziała jej 40 lat. Marzy jej sie by ją jeszcze zobaczyć, lecz nie ma z nią kontaktu. Zaprosiła mnie nawet, bym kiedyś odwiedził ją, pozna mnie wtedy z meżczyzną z którym jest związana od tych 40 lat. 
Dziś miała dużo roboty, inna biblioteka w innej Akademii chciała książki, gdyż jedna z klas będzie piać na jej podstawie referat i miała dać wszystkie egzemplarze jakie ma. Wiedziałem, że nie da rady sama tego zanieść. Zaoferowałem jej pomoc, że zam dostarczę je do innej biblioteki. Zgodziła się i obdarowała mnie miłym i ciepłym uśmiechem. Zrobiło mi się, aż ciepło na sercu. Pomogła mi wziąć 14 książek i otworzyła mi drzwi, bym bezpiecznie wyszedł z Akademii Corvine. Książki miały być dostarczone do Akademii Sarlok. Szedłem przez całą drogę z nimi. Nie miałem widoku, wiec mówiłem co chwile przepraszam, by potencjalni ludzie zeszli z drogi. Ktoś był tak miły, że nawet otworzył mi drzwi do Akademi Sarlok. Szedłem juz korytarzami szukając biblioteki. Nagle poczułem jak na kogoś wpadam. Gdy zauważyłem, że wpadłem na jakiegoś chłopaka było mi strasznie wstyd. Zapomniałem mówić przepraszam... Gapa ze mnie !  Szybko zacząłem zbierać książki. On również pomógł je pozbierać. Gdy się dowiedziałem, że chce mi pomóc je zanieś ucieszyłem się, że maja tu tak miłych ludzi. 
- Em tak, szukam biblioteki, wiesz gdzie ją znajdę ?- spytałem dalej trochę zawstydzony całą sytuacją.
- Chodź pokaże ci  - odparł i ruszył z połową książek. 
Ruszyłem za nim zwracając uwagę na miejsca, były ładne. Bardzo wiele zdobień, każda z Akademii była inna. Gdy dotarliśmy do biblioteki, zastała nam tam trochę młodsza bibliotekarka, niż ta w naszej akademii. 
- Oh witajcie co was tu sprowadza - zapytała
- Jestem z Corvine, prosiłą pani, panią bibliotekarkę stamtąd o książki więc przyniosłem je. 
- Ah Dziękuje bardzo połóżcie je tam na stoliku - wskazała stolik. 
Poszliśmy w ciszy i położyliśmy na nim wszystkie książki. Wyszliśmy z biblioteki, chłopak chciał już odchodzić, lecz złapałem go za szatę. 
- Dziękuje - odparłem nieśmiało
- Nie ma za co. Staraj się nie wpadać na więcej osób - odparł bez uczuciowo
- Mogę się Tobie jakoś odwdzięczyć ? - zapytałem i dodałem - może postawie ci jedzenie ?
Chłopak zastanawiał się chwilkę i kiwną głową na zgodę. 
- To chodźmy na miasto tutejszych dań nie jadłem jeszcze tutaj - odparłem 
- Ah no tak - odparłem nieśmiało - jestem Shain - spuściłem wzrok 

 Rivaill?

sobota, 22 maja 2021

Od Rivailla do Shain'a

Szedłem korytarzem ziewając. To był już następny dzień w akademii, miejsca pełnego notorycznych ludzi. Jedyną dobrą rzeczą, jaką z tego wyciągnąłem, było poznanie moich własnych umiejętności. Myślałem, że było to przydatne dla mojej towarzyszki, która była demonem, dawało jej więcej pretekstów do wezwania. Poza zajęciami szkoleniowymi nie potrzebowałem jej wzywać, może czasami w moim pokoju, kiedy wiedziałem, że będzie humorzasta, gdybym jej nie wypuścił przez jakiś czas. W pewnym sensie czułem się tak, jakbym miał dużego kota, tak jak czasami potrafiła się zachowywać.
Chociaż ściany w klasie były puste, okna były duże. Każdy chciał mieć miejsce przy nich, żeby siedzieć w nieskrępowanym świetle poranka. Niebo na zewnątrz było błękitne, z wyjątkiem kilku chmur. Nauczycielka weszła wyglądająca tak zainspirowana jak zużyta torebka herbaty i już czułem, że zaczynała się nuda, naprawdę dobra. Ta nauczycielka musiała być naprawdę interesująca, jeśli chciała się rywalizować. Po kilku godzinach zadzwonił prawie ten ostatni dzwonek i mogliśmy wychodzić.
Po raz kolejny wędrując po korytarzu, idąc w poszukiwaniu miejsca, w którym nikt by mi nie przeszkadzał. Nie przepadałem za ludźmi, zawsze znajdowali sposób, żeby mnie wkurzyć, a potem zachowywały się zdziwione, kiedy powiedziałem im coś niemiłego. Ale przynajmniej po tym, jak już nigdy do mnie nie podeszli. Widząc otwarte okno, przy którym nikogo nie było w pobliżu, zdecydowałem się na nim na razie poprzestać, zaczerpnąć świeżego powietrza i wyjrzeć na zewnątrz. W przeciwnym razie przez cały czas błąkał bym się bez celu. Opierając łokcie o ramę, od razu wiedziałem, że spokój w tym miejscu nigdy nie wchodziło w grę.
Przez okno wpadł zapach dymu papierosowego. Zrobiłem zniesmaczoną minę, nie chcąc wdychać śmierdzącej woni. Słyszałem też głosy z zewnątrz, wyraźnie gdzieś blisko mnie, ale nie mogłem ich zobaczyć z miejsca, w którym stałem. Ponieważ nie było tam nic poza nimi, nieuniknione było usłyszeć, co mówili. Nawet mając tylko scenariusz ich rozmowy, bez kontekstu i tylko głosów, wiedziałem, że to chłopcy. Zdania skierowane rozmową przerywały jedynie żarty, często kosztem jednego z ich znajomych. Jednak z dialogu, który nastąpił, było jasne, że nie popełniono żadnego przestępstwa, wręcz przeciwnie. Widocznie lubili przekomarzanie się, dowcipne i niezbyt dowcipne poniżanie. W jednej chwili drażnili się i kpili, aw następnej dyskutowali o strategii jakiegoś zadania, traktując się nawzajem poważnie i udzielając przemyślanych odpowiedzi. Ale rozsądna rozmowa nigdy nie mogła trwać zbyt długo, jakby została zaplanowana przez minutnik. Wkrótce wesołość zaczęła się od nowa. Gdyby byli na zajęciach, wystarczyłoby, aby doprowadzić każdego nauczyciela do szału. Ale nie było nauczyciela, tylko grupka nastolatków.
Jako ich przekomarzanie się powoli mnie irytowało, odsunąłem się od framugi okna i znowu ponownie wróciłem do swojej wędrówki. Mijając kolejne małe grupki uczniów i czając się na klasy z nadzieją, że znajdę jedną spokojną, którą mógłbym zadowolić się podczas przerwy.  
Nie widząc nic oprócz rozczarowania, zacząłem nieco przyspieszać swoje tempo. Przechyliłem głowę w drugą stronę, nie zwracając już uwagi na sale, które mijałem. Mój spacer został przerwany, kiedy moje ciało uderzyło w coś innego. Bardziej niż coś, to była jakaś osoba. Usłyszałem czyjś jęk i odgłos rzeczy spadających na ziemię.
Zwykle już bym odchodził, nie dbając o pomoc ani nie przepraszając za spowodowanie bałaganu. Ale popełniłem błąd, patrząc na osobę, na którą wpadłem. Kiedy na niego spojrzałem, wyglądał na speszonego i zakłopotanego, próbując coś powiedzieć. Miał lisie uszy i ogon, w czerwono-białej kolorystyce. Nie wyglądało na to, żeby pochodził stąd. Szybko zaczął zbierać rozrzucone na podłodze książki. Zrobiło mi się trochę jego żal, więc wypuszczając nieco poirytowane westchniecie, uklęknąłem i pomogłem mu podnieść resztę książek.
- Chodź, pokaż mi, gdzie je wziąć. -  wróciłem do pozycji stojącej, czekając na niego - zanim zmienię zdanie.
 
Shain?
Szablon
Pandzika
Kernow