Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morozhenoye x Colette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morozhenoye x Colette. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2020

Od Morozhenoye cd. Colette

Myślałam, że ta fascynacja Osamu moją osobą jest jedynie chwilowa i za niedługo przestanie mi się przyglądać, ale najwyraźniej myliłam się. Kiedy zobaczyłam go z tą jakąś niezidentyfikowaną książką, którą być może czytał, prawie stanęłam w miejscu, wpatrując się w chłopaka z niedowierzaniem w oczach. Powróciłam do rzeczywistości dopiero wtedy, kiedy stanął obok nas i zwrócił się do mnie, nie za bardzo zwracając uwagę na moją towarzyszkę.
- Znowu się widzimy, piękna~ - powiedział i wyciągnął rękę w stronę mojej twarzy, głaszcząc mnie delikatnie po policzku. I co mogę na ten temat powiedzieć, to wszystko było dla mnie nowe, więc to wystarczyło, aby na mojej twarzy pojawiły się łatwo widoczne rumieńce.
Kątem oka zauważyłam, że Colette przewraca oczami i wyciąga dłoń w stronę Osamu z wyraźną niechęcią.
- Colette - przedstawiła się krótko, ale nie sprawiło to, aby chłopak odwrócił się w jej stronę. Jestem ciekawa dlaczego ją w ten sposób zignorował.
- Tak tak, witaj - powiedział to lekko lekceważącym tonem, wywołując w oczach dziewczyny ostrzegawczy błysk niechęci. Czyli jeśli będę chciała utrzymywać relacje zarówno z nim, jak i z nią, to będę musiała ich albo pogodzić, albo zmagać się z ich narastającą wrogością do siebie. Świetnie.
Brunetka nie zdążyła niczego odpowiedzieć ani jakkolwiek zareagować. Ja z resztą też, ponieważ dosłownie kilka sekund później Osamu pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia. Zdążyłam jedynie rzucić przepraszające spojrzenie dziewczynie, zanim ponownie odwróciłam wzrok, aby przypadkiem nie wpaść na jakieś przedmioty czy ludzi.
Chłopak wyprowadził mnie z biblioteki i zatrzymał się pod ścianą, wciąż nie puszczając mojej ręki. Muszę przyznać, że w pewien sposób mi to schlebiało i cieszyło, ale z drugiej strony byłabym wdzięczna, gdyby nie robił takich akcji kiedy chcę spędzić czas ze znajomą.
- Mogę wiedzieć skąd się tu wziąłeś i czemu mnie stąd wyprowadziłeś? Byłam przecież w środku spotkania... - zaczęłam mówić, ale najwyraźniej to również postanowił zignorować, bo podszedł do mnie niebezpiecznie blisko, przez co instynktownie cofnęłam się i trafiłam plecami na ścianę.
- Dlaczego z nią rozmawiasz? - miałam rację, zignorował moje pytanie, za to zaczął się wpatrywać intensywnie w moje oczy. Nie wiem czy powinnam się niepokoić tego spojrzenia, ale po prostu czekałam na jakiś dalszy ciąg - Dlaczego spędzasz czas z nią, zamiast ze mną? - dodał po chwili, a mnie uderzyła niedorzeczność tej wypowiedzi. Przecież normalnie spędzam w pokoju cały dzień... A skoro mieszkamy razem to znaczy, że spędzam cały dzień z nim, bo on również rzadko z niego wychodzi.
- Ależ jestem z tobą przez praktycznie cały czas, przecież mieszkamy w jednym pokoju... - mruknęłam opuszczając wzrok i aktualnie patrząc gdzieś na jego klatkę piersiową - Dlaczego nie mogę spędzać czasu ze znajomą? - dodałam po chwili słysząc z drugiej strony głębokie westchnięcie.
- Ponieważ nie zezwalam na coś takiego - aż z zaskoczenia uniosłam z powrotem wzrok, wpatrując się w jego oczy - Jesteś moja, zapamiętaj to sobie~ - ponownie wyciągnął przed siebie rękę, głaszcząc mnie po policzku, co wywołało jeszcze większe rumieńce na twarzy. Nie potrafiłam na to odpowiedzieć, nawet nie wiedziałam co mogłabym w tym momencie rzec. Powinnam czuć się osaczona czy zaniepokojona, ale jednak to co mówił jedynie niezwykle mnie cieszyło. Co on ze mną robił, nie rozumiałam tego...
Po jakimś czasie złapałam go za nadgarstek i bezceremonialnie weszłam do biblioteki, szukając wzrokiem Colette, którą znalazłam przy jednym z regałów. Czas pożegnać pierwsze złe wrażenie i zacząć ich znajomość od zera. Mimo wyraźniej niechęci ze strony Osamu, udało mi się dotrzeć do dziewczyny.
- Wybacz mi te małe problemy, już jest wyjaśnione. Osamu, poznaj Colette, z którą chodzimy na lekcje, a ty Colette, poznaj Osamu, mojego... współlokatora. Mam wrażenie, że będziecie się widzieć częściej, cieszycie się? - w sumie nie wiedziałam jak mam określić chłopaka. Teoretycznie nasza znajomość na razie nie mogła być zakwalifikowana jakoś coś więcej, ale miałam silne wrażenie, że niedługo tak się stanie... Co mnie do tego przekonywało? A na przykład to, że wciąż trzymałam go za rękę, udając, że o tym zapomniałam i głęboko w duchu modląc się, żeby jej nie cofał.
Uśmiechnęłam się do Colette, patrząc z rozbawieniem na minę jaką zrobiła.

Colette?

poniedziałek, 4 maja 2020

Od Morozhenoye cd Colette

Szczerze to nie miałam pojęcia kim ani czym była ta dziewczyna. Potrafiłam wykluczyć parę opcji, jednakże wciąż pozostawała cała gama ras, które teoretycznie Colette mogłaby reprezentować. Nie była demonem. Jakkolwiek to brzmi, ale wyczułabym swojego, poza tym nie miałam żadnych wskazówek. A szkoda, bo niezwykle mnie to interesowało.
Prawie tak samo jak powód dlaczego postanowiła wybrać tę jedną, niepozorną ławkę na tyłach sali, z której widok może i nie był zachwycający, ale przynajmniej było trochę prywatności - nikt nie siedział ani za nią, ani obok niej. Dlatego uznałam to za dosyć wyjątkowe i komfortowe miejsce, w przeciwieństwie do niektórych, którzy uznali wygodę i swobodę czytania z tablicy na początku sali za najważniejszą i postanowili dosiąść się do być może kompletnie obcych ludzi i istot. Niestety taki wyczyn pozostaje poza moim zasięgiem w tej chwili.
Dlatego niezwykle zaskoczył mnie ten niespodziewany i jakże charakterystyczny dźwięk szurania krzesłem o posadzkę, kiedy znajoma mi Colette postanowiła usiąść obok mnie. Wydawała się jakoś zmęczona, jakby biegła przez całą drogę tutaj, co zresztą było bardzo prawdopodobnie. I pewnie gdybym kompletnie zignorowała ten fakt, to byłabym uznana za nieempatyczną, co byłoby niezbyt przyjemnym i satysfakcjonującym początkiem tej znajomości. Początek znajomości brzmi dosyć osobliwie... Zwłaszcza jeśli rozpoczęła się ona od czegoś tak klasycznego i przereklamowanego jak niespodziewane wpadnięcie na kogoś.
Nauczyciel po zwróceniu nam uwagi wpatrywał się w naszą ławkę przez jakiś czas, najwyraźniej naprawdę łudząc się, że któraś z nas wstanie i opowie o czym rozmawiałyśmy. Nie wiem czy milczenie i to zuchwałe wpatrywanie się w oczy nauczyciela było dobrym pomysłem, ale przynajmniej okazało się być skuteczną strategią. Najpewniej nie miał ochoty na dłuższy kontakt wzrokowy z demonem, więc z głębokim westchnięciem powrócił do prowadzenia lekcji, rzucając nam jedynie ostrzeżenie. Uznałam, że chyba lepiej się nie narażać, w końcu reprymenda od wykładowcy przy całej klasie pełnej ludzi i różnych istot źle wpłynęłaby na moją niewidoczność i wkrótce straciłabym swoją posadę klasowego ducha, o którym tak naprawdę nikt nic nie wie, oprócz tego, że jest i egzystuje. Z którym nikt nie rozmawia, bo nie wiadomo jak zareaguje na próbę kontaktu. Brzmi okrutnie, ale pasuje mi taka rola, więc przez ostatni czas pożytkuje swoją energię i chęci w pożyteczny dla mnie sposób i staram się pozostać wmieszana w tłum, by nie wyróżniać się kompletnie niczym.
Wkrótce, po długim odliczaniu minut, lekcja się skończyła, co powitałam z wielką ulgą. Nie mówię, że zajęcia były złe czy nudne, po prostu akurat ten przedmiot niezbyt mnie fascynował. Wyszłam razem z Colette z sali, zastanawiając się czy po wyjściu mam rozpocząć nowy temat, i jeśli tak to jaki. To rzeczywiście był poważny problem dla kogoś, kto nie rozmawia z innymi z własnej woli, była to dla mnie taka odskocznia od normalnego funkcjonowania.
- Więc... Chodzisz do Ardem, prawda? Jak ci się podoba w tej akademii? - zapytałam odwracając się do niej i patrząc uważnie w jej twarz. Podobno kontakt wzrokowy jest ważny podczas interakcji międzyludzkich, chociaż nie był on zbyt komfortowy. Jestem pewna, że istnieją ludzie, którzy lubią patrzeć w czyjeś oczy, ale ja zdecydowanie do nich nie należałam.

Colette?

sobota, 25 kwietnia 2020

Od Colette cd. Morozhenoye

Był to jeden z pierwszych, cieplejszych dni wiosny. Więc, nie mogło być inaczej, musiałam wstać wcześnie rano, bo słońce postanowiło mnie obudzić. Nie byłam zadowolona z tego powodu, ale za to wyspana, więc choćbym chciała, nie zasnęłabym. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Wyciągnęłam z szafy ubrania i dosyć szybko wykonałam poranną toaletę. Schowałam mój "zestaw" do makijażu i zamknęłam mój pokój. Klucz od niego znalazł się w mojej kieszeni, a ja sama dosyć szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Nie zaszkodziło zaczerpnąć trochę świeżego powietrza przed lekcjami. Z niewiadomych mi przyczyn, coś, z tyłu głowy, mówiło mi, żebym szła szybciej. Jakbym robiła coś nielegalnego, a przynajmniej robiła to pierwszy raz. Zbiegłam po schodach i już miałam skręcać, już miałam widzieć wyjście, ale wpadła na mnie - albo ja na nią? - jakaś dziewczyna. Białowłosa nie wydawała się być ani dużo starsza, ani dużo młodsza. Przynajmniej tak nie wyglądała, ale nie wiem. Obie szybko podniosłyśmy się z ziemi i otrzepałyśmy. Dziewczyna wymamrotała pod nosem coś na kształt przeprosin, po czym szybko odeszła, najwidoczniej w stronę sali treningowej. Chwilę stałam, zapatrzona w jej plecy, a dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo mój bark ucierpiał podczas bliskiego spotkania z nieznajomą. Nie wiedziałam, że rogi - najprawdopodobniej demonów - są aż tak twarde i aż tak potrafią zranić. Pomasowałam ramię i powoli poszłam w stronę wyjścia. Już na zewnątrz odetchnęłam świeżym powietrzem zadowolona. Lubiłam przebywać na dworze. Od razu nabierało się trzy razy więcej energii i po prostu chce się żyć. Pobiegłam w miejsce, gdzie było dużo trawy. Kiedy już na nią wbiegłam, po prostu padłam i zaczęłam się po niej tarzać jak dziecko. Zaczęłam się śmiać sama do siebie. Po kilku minutach uspokoiłam się i tępo wpatrywałam w niebo. Najwidoczniej czas mijał zdecydowanie szybciej, niż mi się wydawało, gdyż z wpatrywania się w mleczne obłoki wyrwały mnie głosy uczniów. Musiało być koło ósmej, przed lekcjami jest tu sporo osób. Podniosłam się i oparłam na przedramionach, chwilę myśląc, co dalej zrobić. Obejrzałam moją białą koszulkę - oczywiście, cała zielona. Westchnęłam i zaśmiałam się ze swojej głupoty. Wstałam i dosyć szybko udałam się w drogę do mojego pokoju. Już na miejscu sięgnęłam dłonią do kieszeni po klucz, po czym moje serce dosłownie chciało się zatrzymać. Zgubiłam. Zgubiłam cholerny klucz od głupiego pokoju, po prostu świetnie. Jeszcze chwilę stałam w miejscu i przeszukiwałam kieszenie, jakby oczekując, że kluczyk się tam sam pojawi. Zdałam sobie sprawę, co ja właśnie robię i zbiegłam z powrotem na dół. Gdy już byłam w miejscu mojego tarzania się, gorączkowo szukałam klucza. Nie patrzyłam na nic innego, poza trawą. W końcu go zobaczyłam. Na kolanach podeszłam po niego, dumna z siebie, że go znalazłam, ale kiedy już miałam go łapać, uprzedził mnie ktoś o naprawdę bladym odcieniu skóry. Podniosłam głowę. To ta sama dziewczyna, na którą wpadłam rano. Puściłam się, podniosłam i otrzepałam. Chwilę zastanawiałam się, co powiedzieć, ale białowłosa po raz kolejny mnie uprzedziła.
- To Twoje? - spytała i przed nosem pokazała mi srebrny kluczyk mojego pokoju.
- Owszem, moje. Mogę? - spytałam raczej retorycznie i wzięłam sobie moją własność bez zbędnych ceregieli. - Dziękuję. Colette. - uśmiechnęłam się, schowałam klucz i wyciągnęłam dłoń w jej stronę.
- Morozhenoye. - delikatnie uśmiechnęła się białowłosa. Uroczy uśmiech. - Jeszcze raz, wybacz za rano. - zaśmiała się zakłopotana.
- Nic nie szkodzi, trochę boli ale przejdzie. - wzruszyłam ramionami. Zamieniłyśmy jeszcze kilka zdań i szybko doszłam do wniosku, że chodzimy do jednej klasy. Ucieszyło mnie to w sumie, bo jeszcze nie znałam tu nikogo zbyt dobrze, a zawsze warto mieć kogoś do porozmawiania. Jednak w końcu ją przeprosiłam, musiałam się przebrać z upierdzielonej trawą koszulki. Nie spieszyło mi się. Powoli szłam do pokoju, trzymając w ręce kurczowo kluczyk, żeby przypadkiem znowu mi nie uciekł. Założyłam tym razem czarną bluzkę i wpuściłam w jeansy morro, zapięłam pasek i stanęłam przed lustrem. Postanowiłam spiąć sobie włosy, więc zdjęłam gumkę z nadgarstka i na głowie zrobiłam koka.
- Teraz git. - powiedziałam sama do siebie. Zadowolona z efektu mojego wyglądu spojrzałam na zegarek. Znowu nic nie było po mojej myśli, byłam spóźniona na lekcję już 10 minut. Złapałam torbę, nie zastanawiając się, czy w środku są potrzebne mi książki. Wybiegłam z pokoju, prawie spadając ze schodów. Nawet nie wiem, czy zamknęłam drzwi, ale wtedy o tym nie myślałam. I o ile na codzień uważałam, że biegam szybko, tak teraz miałam wrażenie że ta szkoła niczego pożytecznego mi nie daje. W końcu została mi ostatnia prosta. Biegłam tak szybko jak mogłam, z tego wszystkiego nie zdążyłam wyhamować i rąbnęłam prosto w drzwi lekcyjne. Upadłam, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Wstałam, chwyciłam za klamkę i zdyszana wparowałam do środka.
- Przepraszam za spóźnienie. - mruknęłam, nawet nie patrząc na nauczyciela. Nie musiałam go widzieć, żeby wiedzieć, że ma ochotę zabić mnie wzrokiem. No ale cóż mogę poradzić, życie, nieprawdaż? Omiotłam wzrokiem salę i szybko spostrzegłam, że większość miejsc była zajęta. Jednak w oczy rzuciła mi się wcześniej poznana, białowłosa Morozhenoye - siedziała sama. Bez zastanowienia postanowiłam usiąść obok. Położyłam torbę na podłodze i wyciągnęłam zeszyt, a dziewczyna szeptem zaczęła pytać, czemu jestem taka zdyszana. Opowiedziałam jej historię, jaką jestem sierotą, ale naszemu kochanemu nauczycielowi się to najwyraźniej nie spodobało i troszeczkę, ale tylko troszeczkę się zdenerwował.
- Co u was tak wesoło, Wilson, Annaers? Może się z nami podzielicie? - wiercił we mnie dziurę wzrokiem, a ja tylko spojrzałam na moją towarzyszkę, z nadzieją, że wymyśli coś sensownego.

Morozhenoye?

sobota, 18 kwietnia 2020

Od Morozhenoye do Colette

Obudziłam się w swoim łóżku, kiedy tylko pierwsze promienie słoneczne przedostały się przez ciemną zasłonę przy oknach. Przez kilka następnych minut leżałam bezruchu wpatrując się tępo w jakiś niezidentyfikowany punkt nade mną. Chyba prawie każdego z samego rana ogarniała ta nagła niechęć do wstawania i rozpoczynania swojej typowej rutyny w ciągu dnia. A ta niechęć jest o wiele większa, kiedy wiesz, że tak samo jak wczoraj czy tydzień temu, dzisiaj nie wydarzy się nic szczególnego. Takie myślenie potrafi porządnie dobić i odebrać zapał do wstawania z samego rana.
Po jakimś czasie podniosłam się do siadu, jedną ręką próbując ułożyć zmierzwione włosy, co nie było znowu takie łatwe. Czesanie nie należy do moich ulubionych czynności, głównie dlatego, że rogi utrudniają prawie każdy ruch i rzadko kiedy mam siłę na siłowanie się z nimi i robienie sobie jakiejś fryzury. Dlatego zazwyczaj zostawiam je bez żadnych niepotrzebnych fanaberii.
Wstałam z łóżka, sięgnęłam po jakieś książki potrzebne mi do dzisiejszych zajęć i szybko wyszłam na korytarz. Ciemne i ponure korytarze, pewnie dlatego, że wciąż było dosyć wcześnie. Chociaż niewiele się zmienia, nawet w środku dnia.
Z radością i ulgą zorientowałam się, że na horyzoncie nikogo nie było, a przynajmniej na razie, więc mogłam w spokoju dojść do miejsca, do którego zmierzałam. Dopóki żaden człowiek czy inne nadprzyrodzone stworzenie nie kręciło się w okolicy, mogłam pójść na jedną z tych wyjątkowych i niespotykanych sal treningowych, bez obawy, że będę ćwiczyć ze świadomością, że jest co najmniej jedna para oczu, która bacznie mnie obserwuje. Coś takiego potrafi być wręcz paraliżujące.
Akademia Ardem była z pewnością doskonale przystosowana do wychowywania przyszłych idealnych żołnierzy i pewnie dużo wysiłku i funduszy włożyła w budowę takich sal, których praktycznie nic nie ogranicza. Pewnie nawet pomimo faktu, że nie ma w tej akademii dosłownie nikogo z kim mogłabym porozmawiać, to pewnie ojciec byłby niezwykle zadowolony z postępów swojej córki. Czasami sobie myślę, że tą dbałością o szczegóły i naciskiem na mój rozwój próbuje zatuszować ból i rozgoryczenie po ucieczce Esther. O ile to była ucieczka. Już dawno pogodziłam się z myślą, że starsza siostra może nie żyć, co jest dosyć prawdopodobne.
Z miarę jak zbliżałam się do miejsca docelowego, tempo mojego chodu się zwiększało, jakbym się bała, że zaraz coś mi ucieknie. Doszło do tego, że czasami wręcz przechodziłam w bieg, a jak to w biegu bywa, człowiek nie zawsze zwraca uwagę na otoczenie. Na moje nieszczęście nie zauważyłam nadchodzącej z prostopadłego korytarza dziewczyny, a było to na tyle niespodziewane i szybkie, że nie mogłabym tego przewidzieć.
Z impetem wpadłam na jej ramię, a siła uderzenia sprawiła, że straciłam równowagę i niedługo potem wylądowałam na podłodze. Pewnie, niektórzy ludzie by odczuli jakiś dyskomfort, a może nawet i ból, ale czego się nie robi dla swoich korzyści. Umiejętność się aktywowała i tak naprawdę nie odczuwałam już niczego, jakby bodźce do mnie nie trafiały.
Zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć, podniosłam się i otrzepałam z tej niewielkiej ilości kurzu. Wymamrotałam jakieś przeprosiny za moją nieuwagę i szybko ją wyminęłam, kontynuując spacer na salę. Miało tu nikogo nie być, jakimś cudem intuicja mnie dzisiaj zawiodła.

Colette?

Szablon
Pandzika
Kernow