Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maven x Armin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maven x Armin. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 marca 2021

Od Mavena c.d. Armina

Sytuacja nie wyglądała dobrze. Wcale a wcale. Czułem się jakbym wpadł w pułapkę bez wyjścia, bez jakiejkolwiek opcji ucieczki. Nie lubiłem być zapędzany w róg jak jakaś ofiara, dlatego moje zdenerwowanie sięgało zenitu. Tylko ostatkami silnej woli, która czułem jak mnie opuszcza, zmusiłem ogień jak i demony do spokoju - gdybym wykonał jeden zły ruch już bym nie żył. 

- Skąd znasz moją mamę? - czułem się zbity z tropu. Na początku czułem z jego strony jedynie gniew i wyższość, jednak gdy wymienił jej imię poczułem jak się uspokaja. Moja mama nawet nigdy nie wypowiedziała imienia księcia, na którego dworze się urodziłem, a jednak skądś się znali. Czy to właśnie z tego powodu mnie tutaj wręcz zawlókł?

- Znam ją bardzo dobrze.

Nic więcej nie usłyszałem. Mężczyzna usiadł na jednym z krzeseł przy stole wskazując mi bym zajął miejsce obok niego. Armin usiadł na drugim końcu długiej ławy, nie chcąc nam najwyraźniej przeszkadzać, ale czułem jak dokładnie nad obserwuje. Pewnie był też ciekawy o co tutaj chodzi. Siedzieliśmy w ciszy, czekałem aż w końcu się odezwie co uczynił po dość długiej i niezręcznej chwili.

- Czy wiesz coś na temat swojego ojca? - zapytał, nalewając sobie wina. Odór alkoholu wdarł się do moich nozdrzy, przez co samoistnie się skrzywiłem. Nienawidziłem tego zapachu, nie ważne w czym. - Najpewniej nic ci nie mówiła.

Potwierdziłem to kiwając głową. Nie wiedziałem co jeszcze mógłbym do tego dodać, więc stwierdziłem, że nie będę mu przerywał. Niech powie co ma do powiedzenia.

- Pewnie domyślasz się, że Twój ojciec musiał mieć coś wspólnego z ogniem. Właśnie dlatego ten demon połączył się z Tobą. Doskonale rozumiał moc wewnątrz ciebie i spopielania wszystkiego wokół. Trudno się powstrzymać, prawda? - spojrzał prosto w moje oczy, wiedząc, że tam zobaczy odpowiedź. Nie musiałem nawet mówić, że to co opowiada jest prawdą. - Też tak miałem, gdy byłem młody. Nawet po urodzeniu się moich synów nie byłem w stanie utrzymać płomieni na uwięzi. Moi synowie nie odziedziczyli aż tak ogromnej potęgi jak moja. Z ledwością są w stanie podpalić zagajnik. Aż w końcu pojawiłeś się ty.

Podniosłem brwi, skupiając na nim swój wzrok. Jak to ja?

Armin?


środa, 27 stycznia 2021

Od Armina c.d. Mavena

 Jasnowłosy był lekko rozbawiony zaistniałą sytuacją. Zmartwił go jednak widok który ujrzał po wstaniu z brudnej podłogi. Czego ten gościu chciał od Zaklinacza? Znali się? Bardzo prawdopodobne, nienawiść aż wisiała w powietrzu, praktycznie można było jej dotknąć. Sytuacja nie stała po stronie ciemnowłosego, wręcz przeciwnie, wyglądał jakby wpadł w sytuacje bez wyjścia. Co prawda po straży nie było ani śladu jednak kto wie jakie sztuczki wykorzystuje ten mężczyzna. Wyglądał na bardzo zdeterminowanego i zadowolonego z obecności 17- latka. Było to nie mało podejrzane.

- Nie przeszkadzajcie sobie - wymruczał po czym oparł się o ręcznie malowaną ścianę, nie chciał przeszkadzać a w razie potrzeby być w stanie atakować. Gotowość to podstawa.

Obaj mężczyźni spojrzeli na niego trochę inaczej, Zaklinacz - pełen zakłopotania wymieszanego z gniewem wzrok tylko chwilowo skupiony na istocie Armina, pewien siebie mężczyzna - spojrzenie wypełnione irytacją, rozbawieniem zarówno jak i ostrym jadem. Jednak ta chwila trwała naprawdę chwilę, zaledwie kilka sekund. Oboje od razu przeszli do przerwanej rozmowy.

- Wiesz kim jestem? - spytał kpiąco, z rozbawieniem dużo starszy mężczyzna. 

Czarnowłosy prychnął po czym odpowiedział 

- Rotrudis, władca Dworu Jesieni - zdawał się być lekko zdezorientowany ale za wszelką cenę nie chciał tego ukazywać.

Nieznajomy okazał się jednak znajomy. Armin świetnie znał to imię chociażby ze szkoły, nigdy nie widział tego człowieka na oczy… tak, właśnie dlatego go nie rozpoznał… przecież on się świetnie uczy.

Gdy on w myślach hańbił się za swoją nieuwagę rozmowa została wznowiona.

- Wiesz dlaczego tutaj jesteś? - ponownie zadał pytanie.

Tym razem Maven nie odezwał się, widocznie nie znał odpowiedzi. Sam zapewne od dłuższego czasu zadawał sobie to pytanie a wyjaśnień wciąż brak. Rotrudis zaśmiał się kpiąco i wstał by następnie się wyprostować, podobnie zrobił chłopak o kocich źrenicach. Oboje wyglądali naprawdę dumnie, przepełnieni emocjami, gniewem stali naprzeciw prowadząc rozmowę której końca nie dało się bliżej określić. Wszystko mogło się wydarzyć, bo czego on tak naprawdę chciał? Na co mu Zaklinacz i ten cały cyrk? Prawdopodobnie była to sprawa naprawdę sporej wagi co bardzo niepokoiło Armina. Koci chłopiec próbował grać wyluzowanego jednak wewnątrz aż drżał, nie bał się śmierci, bał się widzieć śmierć drugiej osoby. Był przerażony od początku, mimo iż nie było tego widać nawet w najmniejszym stopniu. Taka gra aktorska jest naprawdę przydatna, zwłaszcza w sytuacjach takich jak ta.

- Czego chcesz - wywarczał poznany wcześniej przez kitsune młodzieniec marszcząc brwi w złości.

- Czyżby Lara naprawdę nic Ci nie powiedziała? 


Maven?


niedziela, 24 stycznia 2021

Od Mavena c.d. Armina

 Zakląłem, wpatrując się w gwardzistów. Jakim cudem się tutaj znalazłem?! Dlaczego ja zawsze muszę się pakować w jakieś kłopoty?! Moje kocie oczy zwęziły się do granic możliwości, gdy poczułem że nie ma sensu się sprzeciwiać. Niestety obydwoje byliśmy na straconej pozycji, dlatego też postanowiłem sprawdzić jak to wszystko się potoczy. Odwróciłem się w stronę Armina z obojętną miną, mając nadzieję że pod moją nieobecność nic mu nie zrobią. W końcu trafił tutaj przez przypadek. Pociągnięty przez strażnika, oderwałem od niego wzrok i ruszyłem nieznanym mi korytarzem. Nie zasłonili mi nawet oczu, ani nie przeszukali co wydawało mi się dziwne - nie bali się że będę próbował uciec? Droga dłużyła mi się niemiłosiernie a złote żyrandole wyglądały identycznie przez co miałem uczucie że jesteśmy w jakiejś pętli czasowej. Jednak cieszyłem się z coraz bardziej wydłużającego się czasu. Mogłem wtedy na spokojnie pomyśleć o sytuacji, w której się znalazłem. Jednak za nic nie mogłem pojąć w jakim celu zostałem porwany. Nie miałem nigdy styczności wręcz z tym dworem, więc dlaczego? Do czasu aż nie zauważyłem wielkich wrót, na których wyrzeźbiony był ogień szalejący wśród liści. Przymknąłem oczy gdy światło z tamtego pomieszczenia oświetliło mnie poprzez powoli otwierające się drzwi. Na środku stał tron na którym siedziała dobrze znana mi osoba, Rotrudis. Kpiący uśmieszek nadal widniał na jego twarzy, jednak wcale nie odwracał on wzroku z jego blizny. Rozejrzałem się wokół, nie widząc żadnej dodatkowej straży. Czy aż tak mnie nie doceniał? Zaczął schodzić powoli po schodach, będąc coraz bliżej mnie. Złapał mnie za podbródek, zmuszając bym spojrzał mu w oczy. Nie odwrócił się nawet gdy wrota się otworzyły a do środka został wepchnięty Armin.

- Za bardzo rozrabiał, Panie - gwardzista odrzekł, salutując. Kątem oka spojrzałem na kitsune, który z gracją wstał i strzepnął z ubrania niewidzialny kurz. Dopiero wtedy spojrzał przed siebie, napotykając mój wzrok. Miałem ochotę odsunąć się od dotyku księcia jednak jego mocny uchwyt za moją żuchwę mi to uniemożliwił.


Armin?


środa, 6 stycznia 2021

Od Armina c.d. Mavena

 Szli przez  zdobione korytarze trzymając się za ręce, prawdę powiedziawszy koci chłopak był bardziej ciągnięty przez wyższego. Nieznajomy sprawiał wrażenie lekko poddenerwowanego i zdezorientowanego, Arminowi jednak wszystko było obojętne. Szedł za jakimiś obcymi ludźmi ciągnięty za rękę przez jakiegoś nieznajomego mu chłopaka.

Po kilku minutach marszu dotarli przed ogromne, drewniane i drogo zdobione drzwi. Była to komnata z niesamowicie pięknie umeblowanym wnętrzem. Zdobione meble i pozłacane framugi, wszystko sprawiało wrażenie naprawdę drogocennego. Armin rozglądnął się wokół by następnie rzucić się na niewiarygodnie miękka kanapę.

- Chłopcze, przygotuj się na spotkanie z Panem - zwrócił się jeden ze sługusów w stronę niejakiego zaklinacza.

Ten kiwnął jedynie głową i usiadł na jednym ze zdobionych krzeseł, królewska straż trzasnęła drzwiami i najprawdopodobniej odeszła. Nieznajomy przyłożył dłonie do skroni i lekko je rozmasował, musiał być naprawdę zmęczony. Armin zaś świetnie się bawił, penetrował wszystkie możliwe szuflady i półki. Dotknął chyba wszystkiego co było w zasięgu jego małych łapek. 

- Tak w ogóle... - wyszeptał uszaty przestawiając kolejną świeczkę na nieswoje miejsce - kim jesteś?

- Maven, uczę się w akademii Sarlok. - chłopak przekręcił lekko głowę i przyglądnął się białowłosemu. 

Sprawiał wrażenie nie do końca zainteresowanego ogoniastym. Ten również dobrze przyjrzał się wysokiemu chłopcu.

- Armin, więcej informacji na razie nie potrzebujesz - wymamrotał i usiadł niedbale na zdobionym fotelu przy drzwiach  - Niedługo zacznie świtać.

Ziewnął widząc wschodzące słońce, szczerze go nienawidził. Podczas dnia wszystko tak świetnie widać, każdy może ci się przyjrzeć i skrytykować, nocą zaś ciemność przysłania wszystkie niedoskonałości i czynni cię bardziej pewnym siebie. Cała ta sytuacja była dosyć zabawna jakby nie patrzeć. Armin po prostu wymknął  się jak co wieczór na nocny spacer a chwile później już siedział w jakiejś drogiej komnacie z zaklinaczem, który nie do końca pałał do niego uprzejmością.

- Dwóch sługusów stoi przy drzwiach, lepiej się przygotuj - wymamrotał kolejne zdanie pod nosem a niejaki Maven skrzywił się w niezrozumieniu. 

- Skąd to… - nie dokończył gdyż zgodnie z  zapowiedzią niższego, do pokoju weszło dwóch strażników.

Obaj uczniowie zmierzyli ich chłodnym wzrokiem i czekali na kolejny rozwój spraw. Arm zaczął agresywnie machać ogonem, co pokazało jego zdenerwowanie, gdy jeden ze straży poprosił za sobą ucznia Sarlok. Cała ta sytuacja nie do końca mu się spodobała. Nie chciał zostawać sam w tak wielkim pokoju… 


Maven?

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Od Mavena do Armina

Nie tego się spodziewałem. Nigdy nie sądziłem że którejś nocy, gdy będę spał samotnie, wpadnie do mnie dwóch żołnierzy mówiących że mam się zbierać. Nawet nie powiedzieli mi o co chodzi. Deva stała na moim łóżku, sycząc na nich jednak wiedziałem że ich nie zaatakuje. Pamiętała symbole widniejące na ich zbrojach, pamiętała też moje słowa. Próby wypytywania o cel podróży były na darmo. Wciąż mnie tylko poganiali, nie odpowiadając na żadne z moich pytań. Dlatego oo krótkiej chwili przestałem je zadawać. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy, zastanawiając się o co może chodzić. Dyrektorka nie pozwoliłaby tak po prostu wejść do Akademii wojsku, bez żadnego powodu. Lecz jednak tak się stało i pod przykryciem nocy zostałem wypchnięty na korytarz, siłą woli powstrzymując się od siarczystej riposty. Pewnie chcieli zabrać mnie wtedy kiedy wszyscy uczniowie spali. Naprawdę myśleli że tak głośnym zachowaniem ich nie obudzą? Jednak żadne z drzwi się nie otworzyły, z żadnych nie wychyliła się zaciekawiona dźwiękiem osoba. Zagryzłem delikatnie wargę, czując wściekłość demonów na to że nie mogą nic z tym zrobić. I gdy już miałem zostać wepchnięty do wozu, czując się niczym uprowadzony, zobaczyliśmy młodzieńca idącego ulicą, jak gdyby nigdy nic. Całą trójką wpatrywaliśmy się w niego, podczas gdy zwolnił kroku i patrzył na nas zdziwiony. Musiało to dziwnie wyglądać, z tego powodu że zaparłem się rękoma nie chcąc wejść do ala karocy.

- Spad- chciałem go ostrzec, ale zanim zdążyłem skończyć zdanie, jeden z żołnierzy podbiegł do niego i szarpnięciem wrzucił do środka, a mnie razem z nim. Wstałem szybko z podłogi mechanicznie łapiąc za klamkę, jednak drzwi nawet nie drgnęły. Słyszałem przyciszone rozmowy osób na zewnątrz, jednak przez grube drzewce nie mogłem zrozumieć słów. Zakląłem pod nosem. Wiedziałem że nie mogliśmy się sprzeciwić - była to straż księcia panującego na Dworze Jesieni. Jednak...Czego on mógł chcieć? Odwróciłem się w stronę nieznajomego. Siedział rozglądając się wokół siebie rozszerzonymi oczami.

- Witaj, towarzyszu niedoli - nie znałem go to prawda, jednak mundurek od razu przesłał mi informacje z jakiej akademii pochodzi. Bez słowa wpatrywaliśmy się w siebie. Nie wiedziałem jak mam zareagować. Chciałem go jakoś pocieszyć, że znalazł się tu przez przypadek, że nic mu nie grozi, ale sam nie byłem tego pewny. Nie chciałem dawać mu żmudnej nadziei na szybkie wyjście. Chociaż pewnie jego zniknięcie odbije się o wiele większym echem - jego rodzina może dać nieźle popalić książątku. 

- Jestem Maven - odparłem od niechcenia. Podczas gdy on powoli wstał, ja nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wyglądał tak niewinnie z powodu swojego futerka i tych uszu, że zastanawiałem się jakiej jest rasy. Niby kitsune, jednak... Części jego ciała bardziej przypominały te kocie niżeli te lisie. Podczas moich rozmyślań, nie zauważyłem że trwało to zbyt długo. Chłopak odchrząknął, a ja dopiero zauważyłem że samoistnie się do niego przysunąłem. Wymamrotałem ciche przeprosiny i usiadłem po drugiej stronie wozu. Coś czułem, że to będzie długa podróż.

~*~

Drzwi otworzyły się z rozmachem, a ja wraz z nieznajomym stanęliśmy w sekundę na równe nogi. Widziałem że on także nie wiedział czego się spodziewać.

- Jestem Daemon, Dowódca Straży - jeden z mężczyzn wyszedł przed szereg - Książę chcę się z tobą widzieć, kazano mi cię do niego zaprowadzić.

Bez słowa wypchnięto mnie i kotowatego na ziemię. 

- A mogę znać powód dlaczego mam się z nim spotkać? - wymruczałem, choć doskonale wiedziałem że nie utrzymam odpowiedzi.

- Masz nie wypuszczać swoich demonów, inaczej uznamy to za atak na koronę i zaczniemy strzelać - dłońmi pokazał kuszników wokół nas. Wyciągnąłem rękę w stronę nieznajomego i gestem ręki pokazałem mu żeby mnie za nią złapał. W końcu nie mogliśmy pozwolić by nas rozdzielili, tym bardziej w takiej sytuacji, w której nie wiedzieliśmy co czeka na nas za rogiem.


Armin?

Szablon
Pandzika
Kernow