Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiromaru x Maven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiromaru x Maven. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2024

Od Mavena CD. Hiromaru

Czułem zdenerwowanie mojego demona - niby do Eteru zapuszczaliśmy się dość często, by dalej badać Eter i jego mieszkańców, ale nie planowałem w ostatnim czasie polowania na kolejnego demona. Moja więź z Artisem nie była jeszcze na tyle mocna, bym zaufał sobie i jemu. Mój pierwotny demon chyba też to czuł i nawet nie próbowała rozglądać się za stworzeniem, które według niej by do mnie pasowało. A może po prostu nie chciała kolejnych demonów wokół mnie? Czasem stawała się bardzo zaborcza i zazdrosna gdy trenowałem z innymi zaklinaczami. Nie raz musiałem jej tłumaczyć, że Hiro nie stwarza żadnego zagrożenia i wcale nie odłożę jej na bok, dla jego towarzystwa. To prawda - lubiłem z nim rozmawiać, dyskutować, pokazywać mu nowe rzeczy. Sprawiał wrażenie wyrozumiałego i dobrego, ale skąd mogłem wiedzieć, czy naprawdę tak jest? Musiałem poznać go bliżej by sformułować, jaka relacja nas łączy. 

piątek, 6 października 2023

Od Hiromaru CD. Mavena

Eter – niby wiedziałem, że to stamtąd pochodzi Isagomushi, ale jakoś tak… nie do końca docierało do mnie, jak odmienny i groźny potrafi być ten świat. Isa był łagodny, spokojny i miły, stanowił na dobrą sprawę część mnie i nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Wiem, że był demonem i potrafił być groźny – sam go przecież widziałem w walce i może Isa nie był bardzo potężny, ale na pewno był w stanie zrobić komuś krzywdę, gdyby poczuł, że ja sam jestem zagrożony. Ale w moim demonie było coś takiego, że mimo tej wiedzy i autentycznych dowodów na to, że Isa potrafi walczyć, jakoś trudno było mi się z tym pogodzić. Chyba przez to też patrzyłem na Eter trochę inaczej, niż większość poznanych przeze mnie uczniów. Dla nich faktycznie było to groźne i niebezpieczne miejsce, w dużej mierze niezbadane i niezrozumiałe, bo chociaż demony wciąż z nami żyły, to jednak nadal wiedza o nich pełna była białych plam. Ja dalej nie mogłem sobie wbić do głowy tego, że miejsce, z którego pochodzi Isa jest bardziej niebezpieczne, niż jedna z dżungli w Me Shi. Znaczy, niby głowa wiedziała, ale jakoś nie do końca.
— Dobre pytanie — powiedziałem w końcu trochę niepewnie. — Wiesz, ja niby wiem, że Eter jest niebezpieczny i pełno w nim demonów, ale… Bo stamtąd przecież pochodzi Isa, więc jakoś tak… Może to i głupie, ale chyba jednak bardziej skupiam się na tym, że Eter jest odmienny, ale przez to piękny, a nie na tym, że jest dziwny i dlatego niebezpieczny.
Maven skinął głową, wrócił wzrokiem do naszych demonów.
— Isa mógłby być dobrym zwiadowcą. Jest niewielki, szybki i zwinny — podjął chłopak. Bez przekonania pokiwałem głową.
— Tak, prawda, ale…
— Bezbronny też nie jest.
— No nie jest. Ale chyba żaden z nas nie ma psychiki na zapuszczanie się zbyt głęboko w Eter.
Musiałem być ze sobą szczery. Przez myśl mi nie przyszło, by być zwiadowcą, a rozważałem przeróżne ścieżki kariery po skończeniu Akademii.
Już miałem coś dalej mówić, gdy naszą uwagę na powrót przyciągnęło to, co działo się w głębi Eteru. Wydawało mi się, że Isa czymś się zainteresował i chciał przyciągnąć moją uwagę.
Ryk Devy spłoszył większość istot, lecz nie wszystkie. Pełna do tej pory polana opustoszała niemal całkowicie, pozostawiając na środku jedno zagadkowe stworzenie. Przyjrzałem się bliżej, starając się jakoś zgadnąć, co to w ogóle było, ale trudno to było określić. Istota była raczej niewielkich rozmiarów, ale nie aż tak mała, jak Isagomushi. Jej futerko było idealnie białe, chyba nawet jaśniało jakimś blaskiem, a ciemne oczy patrzyły z lekkim wyczekiwaniem na mojego demona. Trudno mi było zinterpretować to zachowanie, ale czułem gdzieś w sercu, że cokolwiek to było, Isa złapał jakąś nic porozumienia z tym demonem.
Odwróciłem się do Mavena.
— To co teraz?

piątek, 1 września 2023

Od Mavena CD. Hiromaru

Nie chciałem wystraszyć Hiromaru i powiedzieć mu, że nawet Deva nie stanowi największego z niebezpieczeństw, które spotkać można po drugiej stronie. Nawet po tylu latach, gdzie można rzecz, że demony stały się normalną rzeczywistością naszego świata, nie wszystko o nich wiedzieliśmy. Nie raz zdarzyło się, że podczas wypraw nagle, totalnie bez jakiegokolwiek znaku, stworzenie było atakowane znienacka a połączenie z nim zerwane już na zawsze. Dlatego byłem świadomy ryzyka. Właśnie dlatego Artis na wszelki wypadek krążył wokół, gotowy do działania.
Na początku najczęściej nic się nie dzieje. Demony muszą zaznajomić się z otoczeniem i upewnić się, że jest bezpiecznie. Muszą wrócić przed nocą, nie chcemy by zostały tam aż tak długo. - mruknąłem, kucając obok kamienia. – Potem poszukamy czegoś interesującego dla ciebie. 

sobota, 9 lipca 2022

Od Hiromaru CD. Mavena

Wiele razy obracałem w myślach kwestię drugiego demona. Już niejeden raz okazywało się, że choć wraz z Isagomushim stanowimy dobry tandem, to jednak nasza wspólna siła nie wystarcza i przydałby się ktoś jeszcze. Ale nie tylko kwestia przydatności demona i jego umiejętności zaprzątała mi głowę.
Wiadomo – gdyby wszystko poszło dobrze, kolejny demon stanowiłby wsparcie. Ale nie byłem pewien, na ile uda mi się sprawić, by idealne duo stało się idealnym triem. Byłem z Isagomushim od zawsze, nasza więź była wyjątkowa i dodanie jeszcze jednego demona zdawało się… Cóż, na pewno dużo by zmieniło. Wiedziałem, że Isa nie miałby problemu, by zaakceptować kogoś jeszcze, ale czy i ja dałbym radę zbudować równie silną relację z kolejnym demonem? A może zanadto panikowałem? W końcu nie od razu Kernow zbudowano, może nie powinienem aż tyle się martwić, tylko – cóż – wrócić do filozofii życiowej, jaką wyznawałem podczas swego życia w Me Shi i po prostu pozwolić wydarzeniom płynąć?
Sugestia, by od razu pójść do dyrektorki i spytać o to, czy Maven mógłby mi pomóc ze zdobyciem drugiego demona trochę mnie zaskoczyła. Pozytywnie, rzecz jasna, ale nadal byłem zaskoczony.
— Jasne — odparłem z uśmiechem, zaś Isa wykręcił wesołą beczkę nad moim ramieniem.
I tak udaliśmy się do gabinetu dyrektorki.

piątek, 17 czerwca 2022

Od Mavena CD. Hiromaru

 W Sarlok nie zawsze wszystko było idealne. Wśród pierwszych klas bądź nowych zaklinaczy często zdarzały się wypadki, co wcale nie było takie dziwne. Połowa miała demony, które nawet nie myślały o tym, żeby podporządkować się swoim właścicielom. Jeśli człowiek był silny psychicznie umiał to wypracować i dość z demonem do pewnego ustępstwa. Jednak w innych przypadkach... Nie, wolałem o tym nawet nie myśleć. Nie mnie to dotyczyło, więc nie powinienem o tym rozmyślać.  Prawdę mówiąc to chciałem z kimś się podzielić moją historią. Wszyscy sądzą, że dyrektorka lubi mnie, bo jestem pewnego rodzaju lizusem czy doskonale się uczę. Brak przyjaciół spowodował to, że siedziałem nad książkami o wiele więcej czasu niż reszta. I ciężko pracowałem by mój demon nikogo nie skrzywdził. Nie chciałem by moja nieodpowiedzialność i brak opanowania nad taką bestią przyczyniło się do jakiejś tragedii. To właśnie dlatego zarywałem noce, puszczałem mimo uszu wszystkie uwagi na mój temat i miałem gdzieś co inni o mnie myślą. Ludzie którzy rodzą się z łatwymi do prowadzenia demonami nie rozumieją co to wszystko znaczy - strach, że może stać się coś tobie bądź komuś innemu, strach, że można stracić swojego demona i czuć to do końca życia. Nic w naszym świecie nie było proste. Kiedyś bez magii, świat pewnie nie wydawał się tak ciekawy, jednak Wybuch, który nastąpił setki lat temu, przyniósł za sobą także zło i zniszczenie. Nie dziwiłem się, że wielu ludzi sprzeciwiało się magii. Jednak, przecież wszyscy nie zrzucimy się z klifu, tylko dlatego, że się tacy urodziliśmy, prawda?

sobota, 1 stycznia 2022

Od Hiromaru CD. Mavena

Wszystko działo się zbyt szybko i gwałtownie, a mój umysł nie chciał tego do końca przetrawić. Oddychałem ciężko, wydarzenia niby trochę do mnie docierały, a trochę nie. W pamięć wrył mi się obraz rannego demona, nieposłuszne myśli zaraz zbiegały w ścieżkę, w której to Isagomushi zajmował miejsce tamtego ptaka. Co by się stało, gdyby jakiś cudzy demon rzucił się na mojego maleńkiego żółwia? Przecież zmiażdżyłby go w okamgnieniu, skorupa Isagomushiego może była twarda, ale na pewno nie niezniszczalna. Straciłbym go. I nie potrafiłbym go obronić, nie byłem wojownikiem.
Cokolwiek podsunęło Mavenowi, by opowiedział mi o własnych demonach - intuicja, ślepy traf, czy coś innego - miało bardzo dobry pomysł. Faktycznie, jego słowa sprawiły, że nieco się rozluźniłem, a gdy wyszliśmy w końcu z sali i przestałem widzieć miejsce całej „bitwy", moje myśli oderwały się w końcu od zdarzenia, serce przestało się tłuc o żebra.
Skupiłem się na Devie i na tym, że jej początki z Mavenem były ciężkie. Trudno było mi przyswoić sobie myśl, że zaklinacz i demon mogą nie od razu stanowić idealny tandem. Ja i Isa… Byliśmy tacy bezproblemowi. Jedliśmy prawie to samo, dogadywaliśmy się idealnie, Isa mieścił mi się w kieszeni, był przyjazny dla innych, trzymał się mnie i nigdzie sam nie chodził. Do tego miał pogodne usposobienie, nic mu nie przeszkadzało, zaś fakt tego, że był typem wodnym był wygodnie bezpieczny i nie nastręczał problemów.
— Dziękuję, że mi o tym mówisz — odpowiedziałem, nie będąc do końca pewnym, jak zareagować. To była chyba dość prywatna kwestia, mówić o przeróżnych trudnościach, jakie potrafiły przynieść demony.
— Ja… dopiero tutaj zobaczyłem, jak różnorodne potrafią być demony — przyznałem się, gdy podążaliśmy korytarzem. — Zawsze wydawało mi się, że zaklinacze mają demona… no, takiego jak Isa. Małego i takiego bezproblemowego. Z którym od razu dobrze się dogadują.
Oczy Mavena rozbłysły czymś nieokreślonym - może było to rozbawienie moją naiwnością, a może coś innego. Cóż, mówiłem prawdę. Dopiero tutaj, w Sarlok, zobaczyłem więcej zaklinaczy wraz z ich demonami i zobaczyłem, jak bardzo odstajemy wraz z Isagomushim.
Większość uczniów miała demony, które nadawały się do walki. Albo były wielkie, uzbrojone w olbrzymie zęby, ostre pazury, rogi albo skrzydła, albo potrafiły ziać ogniem, pluć kwasem czy ciskać piorunami. W porównaniu do nich Isa był taki niegroźny.
— Wiesz, tak jak teraz zacząłeś mówić o tym, by hm… jeśli ma się jednego demona z takim, a nie innym charakterem, to może dobrze jest mieć drugiego, który by go w jakiś sposób równoważył — zacząłem, starając się ubrać swoje nie do końca uformowane myśli w słowa. — To tak pomyślałem o tym, żeby z umiejętnościami też…
Wykonałem jakiś nie do końca przemyślany i określony gest dłonią, Isa śmignął mi wokół nadgarstka, a potem wrócił do dryfowania nad mym ramieniem.
— Tylko ja nie jestem wojownikiem. W sensie, nie sądzę, żebym wziął i dał radę chłodno myśleć, poradzić sobie z przeciwnikiem. To przed chwilą - to był przypadek. I tak pomyślałem - bo Isa jest dobrym wsparciem. Ale myślałem też… może drugi demon, który też byłby wsparciem. Tylko innym.
Na wszystkie fortuny, ale nieskładnie mówiłem. Zdawałem sobie z tego sprawę, jednak niewiele mi to pomagało. Jakoś nie do końca szło mi przekazanie Mavenowi moich myśli, mogłem liczyć tylko na to, że skoro był nieco starszy i o wiele bardziej doświadczony, to po prostu jakoś wyłuska sens moich słów z tej wypowiedzi.
Nie dotknąłem kwestii tego, że nauczyciel naskoczył na chłopaka, obroniła go zaś dyrektorka. I to wcale nie jak zwyczajnego ucznia - mówiła, że słowo Mavena jest dla niej ważne, a czegoś takiego nie mówi się raczej o zwykłych uczniach. Coś było na rzeczy, ja zaś z lekkim zaciekawieniem zerkałem na idącego u mego boku chłopaka. Jak na razie wydawało mi się, że zaufanie dyrektorki jest w pełni zasłużone. Że byłem w tym myśleniu w zdecydowanej mniejszości - o tym chyba dopiero miałem się przekonać.

niedziela, 26 grudnia 2021

Od Mavena CD. Hiromaru

 Nauczyciel, który zostawił ich samych był nie dość, że nowy to jeszcze nieodpowiedzialny. Nie pomyślał, że może osób, które dopiero co zaczynają swoją przygodę z demonami, nie powinno zostawiać się samych? Gdy demon upadł na ziemię bez oznaków życia, jego zaklinacz dobiegł w jego stronę. Wielki gad nie zwrócił na to uwagi próbując pozbyć się wody z nosa. 

– Deva pilnuj go. – mruknąłem do swojego demona. Wiedziałem, że w naturze niektóre kotowate, dzięki swojej zwinności i inteligencji, polowały na krokodyle, dlatego wiedziałem, że nie muszę wciąż się odwracać, by upewnić się, że nic mnie nie goni. Podczas gdy ja klęknąłem przy czapli do sali przybiegła dyrektorka. Demon oddychał, nieco słabo, ale gdyby umarł, jego zaklinacz już by o tym wiedział. Wziął ptaka w ramiona i delikatnie głaskał, szeptając uspokajająco. 

– Zabierz go do medyczki. Jest na drugim piętrze, na początku korytarza - odparłem. Dziewczyna pokiwała głową i od razu wybiegła z sali, uważając na poszkodowane stworzenie. W sali pojawił się także nauczyciel, który zostawił uczniów samych. Nie wiedziałem na jego twarzy jakiegokolwiek zmartwienia, wyglądał na wkurzonego, że znów musiał tutaj przyjść. Jednak gdy zobaczył dyrektorkę stał się blady. Bał się.

– Quinie, możesz mi wytłumaczyć jak to się stało? – zapytała go kobieta, gestem dłoni wskazując na całą salę. 

– J-ja wyszedłem tylko na chwilę, przysięgam! Chciałem przynieść tylko potrzebne materiały, które przygotowałem na kolejną lekcje – w jego głosie słychać było przerażenie i strach. Jednak zdziwiło mnie, że kłamał jej prosto w oczy z przekonaniem, że w to uwierzy. Cóż za głupiec.

– Przecież zakończył Pan już zajęcia. Uczniowie się zbierali do wyjścia – wkroczyłem do rozmowy, rozglądając się po osobach wokół. Niektórzy jeszcze byli w szoku po tym co się stało. To ich o wiele szybciej nauczy, że demony to nie zabawki i właśnie dlatego na zajęciach trzeba sumiennie pracować.

– A co ty możesz wiedzieć?! Nie było cię tu to się nie odzywaj gówniarzu. – moje głowa go zdenerwowały, jednak nie wiedział, że swój gniew wyładował nie na tej osobie, na której powinien. 

– Maven jest przewodniczącym Akademii i jego słowo jest dla mnie ważne - dyrektorka stanęła obok mnie, niczym lwica broniąca swoje młode. – Nie masz prawa się tak do niego odzywać, tak samo jak nie miałem prawa zostawił początkujących zaklinaczy samych sobie. Doskonale wiesz, że jeszcze nie panują nad swoimi demonami.

Kobieta rozejrzała się po sali, wzdychając głośno.

– Idźcie już do swoich pokoi. To nie na wasze uszy, ale obiecuję, że dzisiejsza sytuacja już się nie powtórzy. 

Wszyscy powoli zaczęli wychodzić, więc stwierdziłem, że na mnie także pora. Podszedłem do Hiromaru i złapałem go delikatnie za ramię, wyprowadzając na zewnątrz. 

– To co zrobiłeś było odważne. – odparłem, zerkając czy moje demony idą za mną. – Naprawdę. 

Chłopak nadal był w szoku, jednak wiedziałem, że kiedy emocje z niego zejdą, będzie mógł być z siebie dumny. 

– Gdy ja zaczynałem, Deva nie chciała ze mną współpracować. Miałem indywidualne zajęcia, by nie zrobić nikomu krzywdy. Czasem warczała na mnie, gdy coś się jej nie podobało. Trenowałem z nią dzień w dzień, noc w noc, by w końcu zaczęła mnie słuchać. Chciałem się już poddać i po prostu przestać się starać, jednak nastał pewien moment, w którym między nami się coś zmieniło. Nie wiem czy zauważyłeś, ale Deva kuleje. – chłopak odwrócił się w jej stronę. – Podczas spaceru po mieście zaatakowała mnie grupa ludzi, która wtedy walczyła by usunąć Akademię. Mieli broń palną, przez to, że w tamtym okresie czarny rynek był bardzo duży i nikt nad nim nie panował. Gdy już myślałem, że zginę, ona mnie obroniła. Bez zastanowienia rzuciła się na nich, osłaniając mnie własnym ciałem. Postrzelili ją w tylną łapę i niestety urazu tego nie dało się do końca zaleczyć. Dlatego wiem jakie przerażające są pierwsze spotkania z demonami. Niektóre są przyjaźnie nastawione do innych, a jeszcze inne od razu się rzucą, gdy zaklinacz nad nimi nie zapanuje. Dlatego, mając tak narwanego demona, potrzeba jego całkowitego przeciwieństwa - tutaj wskazałem na Artisa, który spokojnie kroczył za nami.

Hiromaru skupiając się na tym co mówię, powoli zaczął się uspokajać. I właśnie o to mi chodziło.

<Hiromaru?>


poniedziałek, 13 grudnia 2021

Od Hiromaru cd. Mavena

Tamtego wieczora, pierwszy raz od dłuższego czasu, kładłem się spać bez poczucia zagubienia. Bez obaw o to, co przyniesie jutro. Bo w trakcie podróży martwiłem się, czy idę w dobrym kierunku, czy moja droga będzie bezpieczna, czy spotkam na niej uprzejmych ludzi. Zaś tu, w Sarlok, martwiłem się zajęciami na następny dzień, zastanawiałem się, czy sobie poradzę, czy uda mi się wykonać wszystko to, co kazali zrobić mi nauczyciele. Może nie były to nie wiadomo jak trudne i przerażające rzeczy, ale dla mnie - pierwszego z brzegu wieśniaka, który jakoś tak wziął i urodził się z demonem - było to trudne wyzwanie.
— Patrz, Isa, chyba będziemy mieli kumpla — mruknąłem, przytulając głowę do poduszki.
Isagomushi popatrzył na mnie, blade światło księżyca odbijało się od jego czarnych oczu, gdy żółw leniwie dryfował w swojej balii z wodą.
— Kumpli nigdy za wiele, nie?
Nawet nie zarejestrowałem momentu, gdy moja świadomość odpłynęła do krain snów - ostatnim, co zobaczyłem, były srebrzyste kręgi tańczące na powierzchni wody.


Z wyczekiwaniem zerkałem za okno mając nadzieję, że czas jakoś sam weźmie i szybciej upłynie. Lekcja ciągnęła mi się niemiłosiernie. Tego dnia w ogóle lekcje mi się ciągnęły, a im później było, tym mocniej rozwlekał się czas. Zaraz po lekcjach miałem spotkać się z Mavenem, chłopak wspominał, że do tego czasu przygotuje mi rozpiskę zajęć. Z jednej strony byłem podekscytowany, chciałem już wiedzieć, jak będzie wyglądał mój tydzień i czego nowego będę mógł się uczyć. Z drugiej strony – perspektywa dodatkowych zajęć trochę mnie jednak przerażała. Nie nawykłem do długiego siedzenia nad książkami albo pracy ponad siły. Zazwyczaj jeśli coś sprawiało mi trudności, po prostu z tego rezygnowałem i się nie przejmowałem. Cóż, to podejście powinienem niestety wyrzucić przez okno - przecież po to byłem w Akademii. Żeby się w końcu wziąć i nauczyć.
Z pozoru nic nie zapowiadało tego, co zaraz miało się wydarzyć. Czas mijał, lekcja nieubłaganie miała się ku końcowi, ja zaś poczułem, że tańczący w mym sercu niepokój wcale nie jest związany tylko z tym, że chciałem już zobaczyć przygotowany przez Mavena plan zajęć. Coś wisiało w powietrzu. Zerknąłem na Isagomushiego. Demon też wydawał się nie w sosie, lewitował nad mym ramieniem jakoś tak jakby bardziej intensywnie.
Rozejrzałem się po sali, mój wzrok padł na demona należącego do jakiegoś chłopaka. Demon wyglądał naprawdę bojowo - bez problemu byłem w stanie sobie wyobrazić, jak jego krokodyle szczęki miażdżą jakiś wielki, drewniany bal. Albo i czyjąś nogę.
Demon na razie siedział u boku swego zaklinacza, jednak coraz częściej wydobywające się z jego paszczy posykiwania i ogon zamiatający posadzkę dawały dowód, że coś go irytuje. Stojący u jego boku chłopak posłał mu znudzone spojrzenie, mruknął coś pod nosem, trącił gada butem.
Mój wzrok przesunął się w kierunku miejsca, na którym koncentrował się wzrok gada. Była tam jakaś dziewczyna, z którą jeszcze nie rozmawiałem, a u jej boku siedziała smukła, białopióra czapla. Ptak stał na jednej nodze, cudownie nieświadomy tego, co się powoli szykowało.
W końcu wybiła ostatnia minuta. Nauczyciel skończył, pożegnał nas i wyszedł, ja zaś od razu wziąłem się za pakowanie swoich rzeczy. Nie dane mi było tego skończyć.
Krokodyl targnął, rzucił całym ciałem. Dopadł czapli. Kłapnęły szczęki. Krzyk rozdarł powietrze.
Mnie - zatkało.
Wtem krokodyl zniknął mi sprzed oczu. Po prostu gwizdnął i poleciał. Plasnął o przeciwległą ścianę. W jego miejscu - Artis. Jego rozłożyste rogi lśniły, demon znów pochylił głowę, gotów do ataku.
Krokodyl nie puszczał jednak swej zdobyczy, mocarne szczęki wciąż zaciskały się na biednej czapli. Ptak wydał z siebie żałosny, jękliwy dźwięk.
— No puszczaj! — krzyknął w panice chłopak, jego zaklinacz.
A krokodyl - nie puszczał.
Artis spiął się w sobie, mięśnie zagrały pod lśniącym futrem, kopyto huknęło o posadzkę, zdawać by się mogło - niemal krzesząc iskry.
Maven był już w środku. Zaabsorbowany walką nawet nie zauważyłem, kiedy wkroczył. Chłopak ogarnął wzrokiem pomieszczenie, odezwał się do jednej z dziewczyn.
— Leć po nauczyciela! — Dziewczyna patrzyła na niego okrągłymi ze strachu oczami. — No już!
I pobiegła.
Maven wrócił do krokodyla. Artis wciąż gotował się do ataku, jednak Maven wstrzymał go gestem dłoni.
— Musi puścić. Inaczej ten drugi nie przeżyje.
Właściciel krokodyla był już chyba bliski płaczu.
Ja zaś w panice próbowałem przypomnieć sobie to, co wiedziałem o krokodylach. W moich stronach trochę ich jednak było, ale większość złotych rad odnośnie postępowania z krokodylami mówiła o tym, by najlepiej ich unikać.
Zaletą niezbyt wypełnionego mózgu było to, że łatwo znajdowały się tam rzeczy. I tak w głowie odnalazłem historię, którą usłyszałem kiedyś przypadkiem, a która zapadła mi w pamięć. Jeden z rybaków przechwalał się, jakoby krokodyl zacisnął swe szczęki na jego nodze i niechybnie odgryzłby mu ją przy samym biodrze, gdyby mężczyzna, w przypływie nagłego olśnienia, nie wsadził mu palców prosto w nos.
Okazało się, że jeśli krokodyl nie nabrał tchu, by wstrzymać go na nurkowanie, wcale nie był w stanie zbyt długo obyć się bez powietrza i musiał w końcu otworzyć paszczę, by zrobić wdech. Nie wiedziałem, na ile fizjologia krokodyla odpowiada fizjologii demona, jednak musiałem się na coś przydać, musiałem zaryzykować.
— Dajesz, Isa! — zawołałem, a żółw użyczył mi swej mocy.
Nie byłem w stanie manipulować wielkimi ilościami wody, zwyczajnie nie mieliśmy z Isagomushim dość siły, by aż tyle podnieść. Ale lubiliśmy się tą wodą bawić, robić sztuczki i zabawne rzeczy. Nie wiedząc nawet o tym, nauczyłem się dużej precyzji w kontrolowaniu niewielkich strumieni, i ta precyzja miała uratować teraz sytuację.
Dwa cienkie, wzburzone strumienie pomknęły w stronę nosa agresywnego demona, zniknęły w rozdętych gniewem nozdrzach. Podkręciłem jeszcze strumień, burząc go, przyspieszając, drażniąc wrażliwą śluzówkę.
Podziałało.
Demon rozwarł szczęki, targnął cielskiem, huknął łbem o ścianę, ogonem zmiótł podłogę.
Czapla opadła - podejrzanie mokro, ciężko, bezwładnie. Białe pióra, usiane bryzgami czerwieni, stanowiły upiorny widok.
Moment mego przytomnego działania przeminął. Tylko tyle hartu ducha mi starczyło, i teraz stałem w ucichłej nagle sali, z rozszerzonymi paniką oczami, z kolanami mięknącymi mi od strachu.

sobota, 11 grudnia 2021

Od Mavena CD. Hiromaru

 Widziałem, że chłopak nie był zbyt pewny siebie, jeśli chodzi o jego demona. Sam gdy tylko zacząłem trenować z Devą, ogarniał mnie strach. Dlatego też często doznawałem kontuzji i uciekałem z zajęć, czego nawet dyrektorka nie mogła zmienić. Jednak w kilka chwil, gdy stanęła pomiędzy mną, a o wiele większym demonem od niej by mnie chronić zrozumiałem, że ona już po prostu taka jest. Żywiołowa jak ogień i charakterna jak pożar. Nie mogłem jej za to winić, bo taka już była, tak została stworzona. 

- Nie ma za co - mruknąłem wracając do jedzenia. Wiedziałem, że najpewniej jeszcze nikogo tutaj nie poznał. Uczniom trafiającym do szkoły w środku semestru trudno było się odnaleźć, ale od tego właśnie byli starsi uczniowie. - Możemy zacząć od jutra, dzisiaj skończę cię odprowadzić i napisze jakiś plan zajęć. Postaram się by był zgodny z Twoim i byś miał chwilę na odpoczynek. 

Nie chciałem go przemęczać, wiedziałem, że na każdym roku jest dość duża nauki jak i zajęć obowiązkowych, które trzeba zaliczyć. Sam byłem zmęczony - rok się kończył, więc każdy pracował tak by jak najlepiej go skończyć i dostać się do kolejnej klasy. 

Chłopak był pozytywnie nastawiony co do mojego pomysłu, co utwierdziło mnie w tym, że spędzanie czasu na jego naukę nie pójdzie na marne. Niektórzy nie doceniają pomocy bezinteresownej, sądząc, że sami sobie poradzą. Często jednak tak się nie dzieje i proszą  o nią sami wtedy gdy już nikt nie ma na to czasu. Jego demon nie wyglądał na takiego, który potrafiłby schwytać jakąś silniejszą sztukę. Najczęściej właśnie tacy uczniowie nie mają co liczyć na dobre stanowisko po ukończeniu Sarlok. Popatrzyłem na tego radosnego chłopaka, który nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy. Chcę mu pomóc. 

~*~

Siedziałem przy biurku studiując rozkład zajęć Hiro. Oczywiście został przyłączony do grupy z wodnymi demonami, co pewnie pomoże mu udoskonalać swoje zdolności. Jednak potrzebował on też nauki teoretycznej, o której nie miał zielonego pojęcia. Nie każdy miał szansę na poznanie dogłębniej tego jak działają demony i ich więź z zaklinaczem, a nie było to takie proste do zrozumienia. Kilku uczniów trafiało do Sarlok z powodu tego, że nie radziło sobie ze swoimi umiejętnościami. Ja właśnie byłem jednym z tych uczniów, jednak poradziłem sobie dzięki treningowi i pewności siebie jakiej tutaj nabyłem. Niektórzy tutaj konkurowali ze sobą, tworząc sobie wrogów. Ja nie musiałem nic robić by wiele osób mnie znienawidziło. Wystarczyło, że dyrektorka wykazała wobec mnie większe zainteresowanie niż wobec innych i zostałem przewodniczącym wyższych klas. Byłem reprezentantem naszej szkoły. Oczywistym jest to, że zżerała ich zazdrość.

Przeciągnąłem się i wstałem z krzesła, chowając kartkę do kieszeni. Hiro za parę chwil kończył swoje ostatnie zajęcia, więc stwierdziłem, że poczekam na niego pod salą i dam mu jego rozpiskę. Oparłem się o kolumnę, wpatrując się w długi korytarz. Wodna strefa znajdowała się w samym centrum Sarlok z powodu tego, że niektóre demony nie mogły długo przebywać poza wodą. Jednak gdy usłyszałem krzyk nie o tym teraz myślałem. Dochodził on z sali Hiromaru dlatego szybo tam pobiegłem. 

Rozwścieczały demon przypominający te cholerne krokodyle trzymał w szczękach innego demona, który nie mógł wyrwać się z jego mocnych szczęk. Nauczyciela nigdzie nie było co znaczyło, że mieli się tylko spakować, a zajęcia już zostały zakończone. Zaklinacz próbował odciągnąć swojego demona i krzyczał, jednak ten ani myślał go posłuchać. Artis pojawił się obok mnie w oka mgnieniu, zrównał pysk z ziemią i ruszył na demona, uderzając go swoimi rogami. 

<Hiromaru?>

środa, 8 grudnia 2021

Od Hiromaru CD. Mavena

— Chętnie, świetny pomysł — odparłem.
Należałem do tych osób, które zawsze wrzuciłyby coś na ząb, więc perspektywa jeszcze jednego posiłku zdecydowanie pozytywnie mnie nastrajała.
Będąc dzieciakiem z wioski w środku niczego, nie widywałem zbyt wielu innych osób posiadających własne demony. Co prawda w Sarlok się to zmieniło - miałem okazję zobaczyć mnóstwo niezwykłych istot - jednak nadal nie potrafiłem się powstrzymać, by chociaż nie popatrzeć przez dłuższy czas. Obie istoty robiły wrażenie, ja zaś starałem się nie mieć wyrzutów sumienia ani kompleksów - na tym tle Isa przypominał bardziej pluszową maskotkę, niż demona z prawdziwego zdarzenia.
— Jak się nazywają? — spytałem, gdy czekaliśmy, aż w kuchni przygotują nam posiłek.
— To jest Deva — Maven wskazał dłonią olbrzymią panterę, która pojawiła się u jego boku.
Sierść miała płową, jasną, może dlatego moje oczy od razu podążyły do tych licznych, zdobiących ją plamek. Zaraz też zwróciłem uwagę na prawą, przednią łapę - miała zupełnie odmienne, czarne zabarwienie tchnące płomienistą czerwienią. Zdawała się utworzona z jakiejś innej, nierzeczywistej materii.
— A to Artis.
Teraz mój wzrok podążył do drugiego z demonów, przypominającego dostojnego ni to łosia, ni to jelenia. Co prawda stopiona z rozłożystymi rogami biała czaszka okrywająca jego łeb, a także płomieniste pasy zdobiące boki wywoływały we mnie lekki niepokój, jednak w Artisie było coś takiego, co kazało nie bać się demona.
— Nie przedstawiłeś mi jeszcze swojego — odpowiedział Maven, krzyżując ramiona na piersi i przenosząc wzrok na wciąż spoczywającego na moim ramieniu żółwia.
— To Isagomushi.
Na dźwięk swojego imienia Isa poderwał się, zrobił niewielkie kółko wokół mojej głowy, jak to miał w zwyczaju.
W tym momencie nasze posiłki były już gotowe, skończył się czas oczekiwania i mogliśmy wziąć się za jedzenie. Deva zajęła miejsce po drugiej stronie stołówki, dobiegało nas tylko nieco mokre mlaskanie przeżuwanego, surowego mięsa i upiorne chrupanie miażdżonych kości. Artis dołączył do nas, posilając się z miski pełnej czegoś, co bez problemu mogło uchodzić za sałatkę warzywną. Wśród liści sałaty dostrzegłem pomarańczowe słupki marchewki, kawałki pietruszki, selera i nawet nieco jabłka do smaku. Isa - stosownie do swych rozmiarów - ciamkał długie pasma ciemnych wodorostów z niewielkiej salaterki. Wybierał kawałki małych krewetek i te kilka schowanych na dnie małż.
— Nie zdążyłem w końcu spytać — Maven wrócił do rozmowy, nabierając nieco jedzenia na widelec. — Co potrafi twój demon?
No i tu pojawiał się problem. Zapobiegliwie wgryzłem się w swojego tosta, dałem sobie nieco czasu, by przeżuć, przełknąć, nim się odezwałem.
Bo Isa nie potrafił generalnie nic. Nie chciałem jednak mówić tego na głos, nie zrobiłbym mu czegoś takiego. Poza tym - po to przecież tutaj byłem. Żebym i ja się czegoś nauczył, i Isa stał się silniejszy. Sam przecież potrafiłem tylko zmusić nieco wody, by robiła to, co chciałem, jednak moja moc pozostawiała wiele do życzenia. Wody nie było jakoś dużo, nie robiła też niewiadomo czego, nie byłem pewien, czy zdołałbym się w ten sposób sensownie obronić. Nie miałem do końca pomysłów, jak tą moją umiejętność zastosować w walce, refleks miałem raczej słaby, a na widok zagrożenia, zapewne najpierw by mnie wmurowało. A potem - bym uciekał.
— Isa bardzo dobrze i szybko pływa, potrafi też lewitować w powietrzu, niczym w wodzie — odparłem, odkładając tosta, biorąc do ręki szklankę z sokiem. — Poza tym ma bardzo przyjazny i pogodny charakter. Może jest nieco nieśmiały w stosunku do obcych, ale jak już się przyzwyczai, to dusza towarzystwa.
Maven rzucił mi nieokreślone spojrzenie.
— A co z tobą? Masz już jakieś doświadczenie.
Zamaskowałem skrępowanie śmiechem. Tak, to było kolejne pytanie z serii niewygodnych, ale cóż miałem zrobić?
— Nie za dużo. Potrafię sprawić, by nieco wody było mi posłuszne, ale nie jest tego wiele i - co tu dużo mówić - w walce nie próbowałem tego jeszcze stosować. Do tej pory udawało nam się z Isą unikać konfliktów, więc moje „zabawy" z wodą to właśnie tylko zabawy.
Maven westchnął, pokiwał głową.
— Każdy gdzieś zaczyna — rzucił. — Jeśli byś chciał, to mógłbym pomóc ci z nauką - tak po lekcjach. Trochę dodatkowych ćwiczeń ci pomoże i poza tym - to nie na ocenę, więc nie musiałbyś się tym stresować.
Uniosłem brwi, szczerze i pozytywnie zaskoczony. Miałem też kolejny argument na to, by nie słuchać niczego, co tam ludzie plotkują o innych na korytarzach.
— Jeśli by ci to nie przeszkadzało, to jasna sprawa — powiedziałem, nie próbując nawet powstrzymać uśmiechu od ucha do ucha, który pojawił się na mojej twarzy. — Dzięki!

sobota, 4 grudnia 2021

Od Mavena CD. Hiromaru

Ziewnąłem potężnie przekręcając kolejną stronę w księdze. Praca, którą dostaliśmy jako pracę własną, wcale nie była taka prosta. Przejrzałem już trzy książki i nie znalazłem nic co mogło mi pomóc. Deva o dziwo spokojnie leżała przy moich nogach, wygrzewając się w promieniach wpadających przed okno. Zawsze, gdy czuła, że nadchodzi zimna, próbowała skorzystać ze słońca jak najwięcej się dało. 

Ciche pukanie do drzwi oderwało mnie od lektury i zobaczyłem dyrektorkę, która stała w moich drzwiach. Wchodząc rozejrzała się po moim pokoju, pewnie znowu się dziwiąc, że znajduje się tu tak mało rzeczy. Wszystkie jej demony pozostawały w stanie uśpienia, dlatego też, mój demon nawet nie zwrócił na nią uwagi. 

- W czym mogę pomóc? - podniosłem się z krzesła, odkładając książkę. Kobieta rzadko sama przychodziła do skrzydła, gdzie znajdowały się nasze sypialnie, dlatego myślałem, że stało się coś niezbyt miłego.

- Jesteś bardzo zajęty? - zastanowiłem się nad jej słowami. Oprócz pracy, którą chciałem zrobić i treningu, który zaplanowałem z moimi demonami, nie miałem nic do roboty, dlatego pokręciłem głową. - Do szkoły doszedł nowy uczeń, który niezbyt radzi sobie z ogromem szkoły. Stwierdziłam, że byłbyś dobrym kandydatem by go oprowadzić i choć trochę oswoić z nowym miejscem. Wiem, że nie zrobisz mu niczego złego. 

Nie słyszałem o tym by doszedł ktoś nowy. Rzadko się zdarzało, że uczeń pojawia się pod koniec roku. Prawdę mówiąc sam znalazłem się w Sarlok w połowie roku, jednak dzięki dyrektorce nikt nie zwracał na to zbyt dużej uwagi. Ale dało to też innym argument by się ze mnie naśmiewać. Pupilek dyrektorki. Zawsze mówiła, że jeśli czuje się z tym niekomfortowo może się trochę ode mnie odsunąć, ale moja wdzięczność wobec niej nie pozwalała mi ją o to prosić. Dlatego znosiłem ich obelgi. 

- Oczywiście. Mam to zrobić dzisiaj? - Deva podniosła się z miejsca, gdy tylko zacząłem pośpiesznie sprzątać kartki, które walały się po biurku, nienawidziłem zostawiać po sobie bałaganu, nawet jeśli był to mój pokój.

- Prawdę mówiąc już mu powiedziałam, że go oprowadzisz...- lekki uśmiech na jej ustach sprawił, że odwzajemniłem ów gest. Wiedziała, że nie umiałem jej odmówić. Dlatego też pokręciłem rozbawiony głową i ruszyłem na spotkanie z niejakim Hiromaru.

~*~

Kompletnie zapomniałem zapytać jak wygląda chłopak z którym miałem się spotkać. Mijało mnie wiele uczniów i szukałem wśród nich kogoś z zagubionym spojrzeniem. Westchnąłem zmarnowany, gdy uświadomiłem sobie, że trochę się spóźnia.

- Może się zgubił? - mruknąłem sam do siebie. Powoli chciałem już się zbierać, twierdząc, że najpewniej nie chce jednak mojej pomocy, gdy nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak twierdząc, że mnie szuka. Przypatrywałem mu się w ciszy, dopiero po chwili dostrzegając małego żółwia spoczywającego na jego ramieniu.

- Więc ty jesteś Hiromaru? Jestem Maven - odparłem, gdy cisza zaczęła się przedłużać. Obydwa moje demony zostały uśpione, nie wiedziałem jak wyglądał jego demon dlatego chciałem uniknąć niepotrzebnej walki. - Dzisiaj jesteś zwolniony z zajęć z powodu naszego spotkania, dlatego nie musisz się tym martwić. Poinformowałem twoich wykładowców, że się nie pojawisz.

- Dziękuje! - jego żółw dalej się we mnie wpatrywał. Był uroczy, jednak zastanawiałem się co takiego dawał chłopakowi. Poruszyłem głową czując jak moje źrenice się zwężają. Deva bardzo chciała chyba poznać go osobiście, ale na ten moment nie mogłem jej na to pozwolić. Nie chciałem go wystraszyć, tylko pokazać, że w tej szkole nie musi czuć się osamotniony.

- Więc zaczniemy może od wspólnych pomieszczeń takich jak jadalnia? - ruszyłem, pokazując mu dłonią, żeby podążył za mną. - Jedzenie w tym miejscu nie jest obowiązkowe, możesz zabrać jedzenie i zjeść w swoim pokoju, jednak jest to dobry moment na rozmowę z innymi i porównanie swoich tygodni. 

- Ty tam jesz? - zapytał, gdy otworzyłem duże drzwi. Oczywiście w środku było pusto, bo uczniowie byli na zajęciach, ale aromat jedzenia roznosił się wokół. 

- Nie, jem u siebie - zaprowadziłem go do blatu, gdzie kucharze podawali jedzenie - Później przyjdziemy tutaj by mogli zapisać sobie jadłospis swojego demona. Dla nich także przygotowują jedzenie. W sumie moglibyśmy jeść teraz, nie zjadłem rano. Co ty na to?

Chciałem trochę rozluźnić sytuację między nami, bo być może okaże się osobą godną przyjaźni. Pewnie słyszał wiele nieprzyjemnych uwag na mój temat, a jednak nadal zachowuje się przyjaźnie. Czyżby udawał? Odchrząknąłem wpuszczając swoje demony. 

<Hiromaru?>

sobota, 27 listopada 2021

Od Hiromaru do Mavena

Wydawało mi się, że gdy tylko dotrę do celu swej wyprawy, poczuję jakąś ulgę, spokój. Że z moich barków zniknie ciężar, bo oto nie będę już sam, bo znajdą się ludzie podobni do mnie, posiadający - tak, jak ja - zespolone z ich ciałem demony, bo w końcu będą też nauczyciele, którzy nauczą mnie, jak radzić sobie z moim darem. Miałem rację.
Wydawało mi się.
Widok surowych, granitowych murów Sarlok, odcinających się przytłaczającą czernią i szarością na tle chłodnego błękitu nieba, wywoływał w sercu tylko strach. Instynktownie sięgnąłem dłonią do tego niewielkiego wybrzuszenia na mojej piersi, gdzie pod grubymi warstwami ubrania siedział Isa.
Isagomushi nalegał, żebym go nie chował - choć mówiłem mu, że droga będzie ciężka, że zimno mu nie służy, że tylko mi się zmęczy - nie posłuchał mnie, uparł się i nie potrafiłem go przekonać. Przeszliśmy razem długą drogę; z samego serca dżungli Me Shi, aż do nadmorskiego Kernow, przecinając po drodze tyle krain, że sam nie potrafiłem już ich spamiętać. Isa stwierdził, że skoro zawsze trwał u mego boku przez długie tygodnie tej mozolnej wędrówki, nie zamierza przespać samej jej końcówki.
— Isa? — Mój głos zmienił się w obłoczek pary. — Już prawie jesteśmy.
Poczułem, jak żółw porusza się pod materiałem, gramoli. Wystawił łeb, wiercił się jeszcze chwilę, a potem wydostał ze swej kieszonki, zrobił małą rundkę wokół mojej głowy i zawisł mi nad ramieniem, ze wzrokiem utkwionym w budynku akademii.
— Ostatnia prosta — westchnąłem i ruszyliśmy dalej.


Pierwsze dni w Sarlok mnie przytłaczały. Gubiłem się w akademiku, gubiłem się i w samej akademii, kręciłem w kółko po korytarzach. Miałem wrażenie, że chyba tylko ja mam tu takie problemy, a inni po prostu jakoś sobie radzą. Może była to kwestia tego, że całe życie spędziłem w niewielkiej wiosce, której całą populację można było śmiało zmieścić w ledwie jednym skrzydle Sarlok. Nie nawykłem do bycia wciąż otoczonym przez niemożebnie grube mury - czułem się, jakbym przebywał we wnętrzu wielkiej góry. Gdy opadały mnie takie myśli, zaraz przypominałem sobie jednak, co jest poza murami akademii - wyjący wiatr, siarczysty mróz i kotłujący śnieg - i wtedy jakoś lepiej znosiło mi się wszechobecną szarość granitowych ścian.
Isagomushi przyzwyczaił się o wiele szybciej. Gdy tylko przypadkiem trafiliśmy do jakiejś komnaty, której lwią część zajmował naturalny basen ze słoną, niezbyt zimną wodą - akurat podobną południowemu morzu - Isa od razu wskoczył w błękitnawą toń, pluskał i wygłupiał. Chciałem do niego dołączyć, ale doszedłem po chwili do wniosku, że nie byłby to najlepszy pomysł, żebym potem chodził po korytarzach ociekając wodą. Może następnym razem, kiedy będziemy mieli więcej czasu, ja zaś wezmę z sobą chociaż jakiś ręcznik. Że nie było to jedyne takie miejsce, i na pewno nie największe - tego wtedy nie wiedziałem. Spędziłem więc część wolnego popołudnia, siedząc po turecku nad basenem, od czasu do czasu tylko ruchem dłoni wyginając strumień wody w pętlę, przez którą Isa radośnie sobie przeskakiwał. To był przyjemny, beztroski moment, który przypominał mi o domu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że w akademii takich momentów nie będzie czekać mnie zbyt wiele.


W końcu zlitowano się nad mym nieogarnięciem, bo oto dowiedziałem się, że ktoś ma mi pomóc - oprowadzić nieco po samej akademii, pokazać może jakąś większą logikę stojącą za niejasnym dla mnie układem pomieszczeń. Nie powiem, ulżyło mi. Mówiono, że wbrew wyglądowi i pierwszemu wrażeniu, Sarlok dba o swych studentów, zaś pracujący tu nauczyciele troszczą się o swoich uczniów. Teraz zaś miałem na to namacalny dowód. Moja radość tylko wzrosła, gdy okazało się, że za owo wytłumaczenie mi wszystkiego wcale nie będzie odpowiadał żaden surowy nauczyciel albo sędziwy pracownik akademii, ale nieco starszy uczeń. Czyli - potencjalnie mój nowy, dobry kolega.
Imię Maven nic mi oczywiście nie mówiło. Słyszałem je co prawda na korytarzu, inni coś tam wspominali - muszę przyznać, niezbyt miło - jednak ich słowa jednym uchem mi wpadły, drugim zaś wypadły. Dowiedziałem się tylko, że to zdolny i pilny uczeń, toteż wyobraźnia zaraz podsunęła mi obraz smukłego, niewysokiego mola książkowego, który wyściubia nos spomiędzy starych woluminów tylko na czas posiłku, a każdą swą wypowiedź okrasza nerwowym poprawianiem okularów. Rzeczywistość miała mnie zaskoczyć, ale tego byłem wciąż cudownie nieświadomy, opuszczając pokój. Isa szybował u mego boku, ja zaś w pośpiechu pokonywałem kolejne stopnie, starając się trafić na czas w umówione miejsce. Starałem się. Naprawdę się starałem!
Natura nie obdarzyła mnie zbyt wieloma epickimi umiejętnościami, ale potrafiłem chociaż szybko biegać. Z czego zrobiłem dobry użytek i dotarłem tam, gdzie trzeba, spóźniwszy się może ze trzy minuty. Co prawda dyszałem ciężko, poprawiając grzywkę, ale to nie miało znaczenia. Szybko omiotłem wzrokiem pomieszczenie, szukając rzeczonego kujonka, jednak najwyraźniej go tu nie było. Stał za to jakiś chłopak - wyższy i starszy ode mnie, o charakterystycznie zaczesanych, ciemnych włosach. Dłoń trzymał wspartą na biodrze, brwi nieco ściągnął, usta - lekko zacisnął. Nie chcąc, żeby cisza stała się niezręczną, podszedłem do chłopaka, uśmiechnąłem się, pozdrowiłem gestem.
— Witaj. Szukam Mavena - nie widziałeś go może przypadkiem?
Isagomushi wylądował mi na ramieniu, uklepał materiał bluzy płetwami i wpatrzył się w nieznajomego.
Szablon
Pandzika
Kernow