Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pearl x Colette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pearl x Colette. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2020

Od Pearla CD Colette

Trochę się nie spodziewał, że dziewczyna zacznie mu poprawiać włosy. On już się przygotował, że sam będzie musiał to zrobić albo najzwyczajniej w świecie jakoś to zignorować i tak chodzić. Zresztą, nie miał jakiejś ładnej ani tym bardziej wymyślnej fryzury – po prostu porozrzucane po głowie nierówno przycięte i lekko zagięte kosmyki.
Jego mięśnie nieco się spięły w momencie, w którym Colette zaczęła poprawiać włosy, jednakże rozluźniły się gdy tylko poprawianie zaczęło podchodzić pod głaskanie go po głowie. Stanął spokojnie, piórka opadły do połowy, odrobinę uciekając na boki. Mimowolnie zmrużył oczy. Musiał przyznać, że to było przyjemne. I relaksujące po stresującej połowie dnia. Dawno nikt go nie głaskał. Ralven jedynie czochrał go po głowie i zawsze pozostawiał po sobie ślad w postaci rozwalonej fryzury. Charulianie zaś z reguły całkiem często się nawzajem głaskali (coś w rodzaju okazywania bliskości). A on miał jeszcze to koło dzieciaków, które próbowały doskoczyć i dotknąć czubka głowy, bo był jednym z najwyższych w osadzie.
Colette musiała zauważyć zmianę jego postawy, ponieważ na moment zastygła w bezruchu. Zmierzyła go wzrokiem, milcząc. Pearl podniósł powieki, podobnie jak pióra, przyjrzał się dziewczynie. Wtem uniósł nieco brwi, okazując pewne zdziwienie. Uciekł wzrokiem gdzieś na bok, źrenice zmniejszyły się, gdy tylko natrafiły na promienie słoneczne przebijające się przez znajdujące się obok okno. Zamrugał parę razy, po czym powrócił wzrokiem na dziewczynę.
– Już – mruknął pod nosem, odrobinę się od niej odsuwając.
Stanął krok dalej, ręką wygładził swoje włosy. Colette chwilę mu się przyglądała, jakby nad czymś się zastanawiała, po czym wyprostowała się, mówiąc:
– Możemy się teraz udać do biblioteki, tam nie powinno być dużo osób, bo, cóż, większość w Ardem nie jest miłośnikami czytania. – Wzruszyła ramionami.
Na jej słowa Pearl przytaknął.
– Dobrze.
Ruszyli korytarzem, Colette prowadziła, Pearl szedł tuż za nią. Przemykali się między przechodzącymi uczniami, starając się nie wejść im w drogę. Ale i tak znalazło się parę osób, które rzucało zaciekawione spojrzenia w stronę charuliana. Pearl popatrzył po co niektórych, westchnął cicho. Będzie musiał się do tego przyzwyczaić, bo raczej nic innego na to nie poradzi.
W miarę sprawnie doszli do dużych drzwi, nikt ich więcej nie zaczepił po drodze. Colette otworzyła je, a następnie obydwoje weszli do środka.
Pearl od razu zaczął się rozglądać. Biblioteka była całkiem spora, liczyła wiele regałów i jeszcze więcej książek. Widok ten wywarł na niego wrażenie, aczkolwiek nie tak duże, jak mogło się spodziewać, ponieważ raz Ralven zabrał go do naprawdę wielkiej biblioteki. Była tak duża, że aż się w niej zgubił i opiekun spędził przynajmniej kwadrans szukając go. Pamiętał to bardzo wyraźnie. Do dzisiaj nie wiedział, jakim trafem do tego doszło.
– W akademickiej bibliotece znajdziesz sporo ciekawych i pomocnych książek – powiedziała Colette, sama się rozglądając. – Choć z racji, że niezbyt wielu tu zagląda, nie masz stuprocentowej szansy, że będzie tu coś, czego szukasz.
Pearl słuchał uważnie, jednak paru słów nie zrozumiał. Na razie postanowił pominąć pytanie o określenia i tym podobne, skupiając się na samym oprowadzaniu. Popatrzył na jeden z regałów, gdy nagle do jego głowy przyszła pewna myśl. Czy jest tu gdzieś książka, w której będzie coś o charulianach? Zaciekawiło go to, na tyle, że postanowił to sprawdzić.
Spojrzał na Colette, która mu się przyglądała.
– Jest książka o... – na chwilę zamilkł, próbując znaleźć słowo – rasach?
Na to pytanie dziewczyna uniosła brew.
– Zwierzęcych czy humanoidalnych?
Otworzył szerzej oczy. Human-co?
– Humano... Human.
– Hm... Powinny być tam.
Weszła w głąb biblioteki, Pearl czym prędzej podążył za nią. Jakiś czas później stanęli przed jednym z regałów, po brzegi zapełnionym książkami. Charulian zmierzył wzrokiem grzbiety kilku książek, chwilę poświęcił na odczytanie ich tytułów. Po krótkim zastanowieniu się wziął jedną do rąk i powąchał.
Od razu poczuł na sobie spojrzenie. Podniósł wzrok na stojącą obok Colette, która spoglądała na niego z pewnym zdziwieniem. W momencie, gdy zdał sobie sprawę, o co to mogło chodzić, speszył się, pióra odrobinę opadły. Musiał mieć ten odruch, że często wąchał rzeczy, które po raz pierwszy brał do ręki. Cmoknął cicho pod nosem. Miał ochotę w tym momencie uderzyć się tą książką. Ciekawe, ile mi zajmie przystosowanie się do społeczeństwa i pozbycie się leśnych nawyków. O ile w ogóle to nastąpi.
Otworzył książkę, zgodnie z naukami Ralvena wyszukał spis, który okazał się być na samym początku. Przeleciał wzrokiem po wszystkich słowach, części nie zrozumiał, ale nie przejął się tym a faktem, że nie znalazł swojej rasy. Zamknął książkę, odłożył na półkę i sięgnął po kolejną. W tej jednak również się jej nie doszukał. Sprawdził jeszcze dwie książki, ostatecznie zrezygnował. Pewnie nie było niczego o charulianach. Zwilżył językiem usta.
– Czego szukasz? – usłyszał nagle.
Wzdrygnął się, po chwili jednak odwrócił głowę i popatrzył na dziewczynę.
– Już nic – odparł po krótkim zawahaniu.
Postanowił na razie o tym nie mówić. W końcu Colette miała go oprowadzić po akademii i pewnie chciała to mieć już z głowy. Nie mógł więc teraz zabierać jej czasu.
– Idźmy dalej – dorzucił chwilę później.
Najlepiej by było, jakby mogli się udać na świeże powietrze. Ciekawe, czy mieli tu jakieś zewnętrzne atrakcje, pola czy coś w tym stylu. Chyba o to później zapyta. Tylko najpierw pozwoli się grzecznie oprowadzić.

Colette?

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Od Colette cd. Pearla

Z porannego treningu wyciągnęła mnie drobna kobieta, pod pretekstem zaprowadzenia do dyrektora. Rzecz jasna, nie miałam zbyt wiele do gadania, po prostu ruszyłam za nią, skupiając wzrok głównie na drodze, którą podążałyśmy. Panowała między nami cisza, mimo, że kilka razy spróbowałam spytać, o co chodzi, jednak odpowiedzi nie otrzymałam. W sumie zastanawiało mnie to, czy kobieta nie udzieliła odpowiedzi, bo nie chciała, nie mogła, czy zwyczajnie nie wiedziała o co chodzi. Dosyć szybko dotarłyśmy pod gabinet, pod którym zostawiła mnie samą. Zapukałam , a kiedy usłyszałam nakaz wejścia, uchyliłam drzwi i wślizgnęłam się do środka, stając twarzą w twarz z dyrektorem. Nie odezwałam się do niego choćby słowem, jedynie omiotłam wzrokiem pomieszczenie. W końcu mężczyzna się do mnie zwrócił.
- Colette, wiem, że nie jesteś z nami długo, ale wydaje mi się, że jesteś jedną z bardziej towarzyskich osób tutaj. Oprowadzisz nowego ucznia, będzie czekał tu dokładnie za godzinę. Mogę na Ciebie liczyć? - spytał, a ja zawahałam się nad odpowiedzią. Właściwie, to dlaczego nie? Może był to jakiś książę w lśniącej zbroi, chętny na rozmowę i szukający przygód. Hahaha, Colette, ogarnij się, przecież Azriel jest dla Ciebie takim księciem, nie potrzebujesz kolejnego. Powoli pokiwałam głową.
- Jasne. - mruknęłam po chwili, a mężczyzna szeroko się uśmiechnął i podał mi nazwisko nowego nabytku. Po chwili, słysząc, że nic więcej nie ma mi do powiedzenia, cicho pożegnałam się i opuściłam pomieszczenie, nieco zmieszana. Dlaczego ja zawsze muszę się zgadzać na takie akcje? Okaże się, że jakiś inaczej myślący chłopak i przez ten czas oprowadzania, jedyne, co wywnioskujemy to to, że wzajemnie darzymy siebie nienawiścią. Odegnaam szybko od siebie tę myśl, wracając do pokoju. Nie opłacało się już iść na lekcje. Czasu zostało idealnie na ogarnięcie się i poszukanie tego Pearla. Miałam nadzieję, że będzie o wyznaczonej porze, bo nie miałam zamiaru go szukać. Przebrałam się w wygodniejsze ubrania i stanęłam przed lustrem, szczerząc do samej siebie.
- Jestem Colette. - wyciągnęłam rękę do mego odbicia. - nie...tandetne. - prychnęłam. - Witaj, mam na imię Colette Wilson. Zbyt oficjalnie... - mruknęłam i zastanowiłam się jeszcze chwilę. Opuściłam rękę luźno, wzdłuż ciała. - Jestem Colette Wilson, mam Cię oprowadzić po akademii. - powiedziałam ponownie do lustra. - tak, to jest dobre. Tylko żeby jeszcze naturalnie to powiedzieć... - mruknęłam, jednak szybko zapomniałam o tej obawie, opuszczając pokój. Dosyć szybko przemieściłam się z akademika do budynku szkoły, kierując się w stronę gabinetu dyrektora. Szczerze miałam nadzieję, że nie spotkam go po raz kolejny. Że zabiorę chłopaka i będę miała to z głowy. Już od początku korytarza na pierwszym piętrze rozglądałam się dookoła, szukając wzrokiem ucznia, którego wcześniej nie miałam okazji zobaczyć. Wszyscy jakoś podjerzanie do siebie szeptali i omijali jedno miejsce szerokim łukiem, gdyby co najmniej za chwilę coś miało stamtąd na nich wyskoczyć. Ciekawskie spojrzenia rzucane w tamtą stronę zaczęły mnie interesować, więc porzuciłam rozglądanie się za nowym i udałam się do centrum zainteresowania wszystkich przechodzących. Siedział tam raczej niski chłopak, o nietypowym wyglądzie. Pewnie dlatego wszyscy się na niego patrzyli. Nie reprezentują dobrze szkoły w ten sposób, ale trudno. Właściwie to jego wygląd był interesujący, przez co zanim podeszłam przystanęłam kilka metrów przed nim, skanując go wzrokiem. Po chwilowym zastanowieniu, jakiej może być rasy, postanowiłam podejść.
- Pearl M'Acrei? - spytałam, na co chłopak uniósł głowę. Przyglądał mi się uważnie, a ja w ciszy czekałam na odpowiedź.
Takich oczu nie widzialam od dawna.
- Tak. - odpowiedział powoli, na co ja się uśmiechnęłam.
- Jestem Colette Wilson. Mam oprowadzić Cię po akademii. - dodalam szybko. Pearl nie przestawał mi się przypatrywać, co w sumie trochę mnie bawiło. Jak nie ja jemu, to on mi. Wyraźnie zastanawiał się, co odpowiedzieć, więc nie naciskałam, tylko cierpliwie czekałam, aż usłyszę jego odpowiedź.
- Mhm. - wolno pokiwał głową. Mało rozmowny.
Więc, chodźmy, im szybciej się z tym uporamy, tym szybciej będziesz miał mnie z głowy. - zaśmiałam się i wyciągnęłam dłoń w jego stronę, aby pomóc wstać. Ten jednak tylko spojrzał się zdziwiony i wstał sam bez słowa, maksymalnie olewając moja chęć pomocy. Czyżbym miała do czynienia ze zbyt wysokim ego, na pomoc od dziewczyny? Prychnęłam tylko pod nosem i ruszyłam w drogę, krótko opowiadając o każdym pomieszczeniu. Co jakiś czas zerkałam na niego przez ramię, co w sumie nie należało do najłatwiejszych, biorąc pod uwagę, że sięgał mi dużo poniżej niego. Nie wiem, czy słuchał mojego nieumiejętnego gadania o salach treningowych, aczkolwiek byłam pewna jednego - nieustannie mi się przypatrywał. Były momenty, w których jego wzrok powędrował na jedne z drzwi, podłogę, czy pustą ścianę. Ale nie przeszkadzało mi to. Przeszkadzała mi ta cisza, między innymi podczas przechodzeniem między piętrami.
- Skąd jesteś? - spytałam po chwili. Przystanęłam, patrząc mu w oczy.
- Mój dom?
- ... Owszem. - odpowiedziałam zdezorientowana. Co to za pytanie? Chyba oczywistym jest, że na "skąd jesteś" odpowiada się, gdzie się wychowywało, czy przynajmniej żyło przed przyjściem do akademii. A może jednak nie?
- Mój dom las, drzewa. - powiedział, co jeszcze bardziej mnie zaintrygowało. Czyżby był to jeden z pierwszych razy, w których porozumiewał się naszym językiem? Właściwie była to bardzo prawdopodobna wersja zdarzeń.
- Ooo, interesująco. - odpowiedziałam, słysząc, jak drzwi od sal się otwierają, a z nich z impetem wysypują się uczniowie. Przewróciłam oczami, mając nadzieję, że nie spłoszą chłopaka. Był tutaj na prawdę chyba najniższy, dzięki czemu najłatwiej było można nim pomiatać. A może to tylko pierwsze wrażenie, a w głębi jest to zaciekły wojowni, który wie co chce robić w życiu? Stanął bliżej mnie, najwidoczniej w jakiejś wewnętrznej obawie, że go zdepczą. Przez chwilę wahałam się nad moim gestem, ale zaraz potem objęłam Pearla ręką i prowadziłam przed siebie, aby go nie zgubić. W oddali zobaczyłam Gabriela, niebezpiecznie zbliżającego się do mnie i chłopaka. Nie lubiłam go, od jakiegoś czasu się za mną kręcił i raz docinał, a raz próbował flirtować, aż w końcu sama zaczelam gubić się w tym, czego ode mnie chce.
- No no, Colette, zostałaś niańką? - zadrwił i zaczął się śmiać, kładąc Pearlowi rękę na głowie i targając mu włosy. Jemu najwidoczniej się to nie spodobało, zaczął warczeć i położył pióra po sobie. Nie wiedziałam, co to oznacza, ale skoro zaczął na niego warczeć, to coś musi być na rzeczy. Złapałam Gabriela za nadgarstek i natychmiast zabrałam z głowy mojego towarzysza.
- Daj nam spokój i odejdź. - warknęłam na niego, pokazując kły. Ten szybko się odsunął i uniósł ręce do góry w geście kapitulacji. Wywróciłam oczami i kucnęłam przed zdezorientowanym brunetem.
- Nie przejmuj się nim, to idiota. - powiedziałam i palcem poprawiłam mu włosy, aby ułożyły się tak, jak przed atakiem Gabriela.

Pearl? Grrr

piątek, 12 czerwca 2020

Od Pearla do Colette

Przeżycia związane z przebywaniem w nowym otoczeniu ostatnio dość często mu towarzyszyły. Został zabrany poza dobrze mu znany las, gdzie on wcześniej nie myślał o zbliżaniu się do jego granicy, w zupełności zadowolony swoim leśnym życiem. Wzięto go do świata zewnętrznego, całkowicie mu obcego, a teraz wywieziono tak daleko, że gdyby sam wyruszył w drogę powrotną, to chyba nigdy by nie trafił do domu. O ile można było mówić o domu.
Rozpoczęcie nauki w akademii wywoływało u niego silniejsze i bardziej pomieszane emocje niż u większości. Nigdy jeszcze nie miał okazji udać się do takiego miejsca, ba, on to jedynie chodził po drogach i wchodził za Ralvenem do jakiegoś sklepu czy baru. A teraz miał żyć w akademii...
Spuścił wzrok na sznurowane buty, jakie miał na sobie, po chwili rozejrzał się po korytarzu. Miał tu siedzieć i czekać, aż przyjdzie osoba, która ponoć zamierzała go oprowadzić po budynku. Jakby nie mógł tego zrobić jego opiekun. Z nim jakoś lepiej by spędził czas, a przynajmniej swobodniej. Ale nie, musiał ktoś obcy pokazać mu całą akademię, bo jak to określono, z rówieśnikami jakoś szybciej się przystosuje. Ta, przystosuje. Gdyby mógł to tak łatwo zrobić, to prawdopodobnie by go tu teraz nie było.
Spora część uczniów przyglądała mu się z zaciekawieniem, gdy przechodziła obok. Szczerze mówiąc, nie dziwił im się – sam przypatrywał się każdemu, gdy po raz pierwszy wyszedł na miasto. Raczej nikt tutaj nie wiedział, jakiej rasy on był, więc dało się przewidzieć, że będą się zastanawiać, czym jest. Może go podejrzewali o bycie człowiekiem z demonem? Kto wie? Jego to tak bardzo nie interesowało. I tak wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw. To tylko kwestia czasu.
Podniósł wzrok, zdmuchnął kosmyk włosów, który wpadł mu do oka. Zamrugał parę razy, akurat wymienił się spojrzeniami z jakąś dziewczyną. Ta odruchowo odwróciła głowę, kontynuując rozmowę ze swoją koleżanką. Przyjrzał się jej, po czym westchnął.
Choć siedział tu bardzo krótko (w zasadzie chwilę temu tu przyszedł), wydawało mu się, że przebywa na tym korytarzu na tyle długo, że to już podchodziło pod marnowanie czasu. Wyjątkowo się nudził, a spojrzenia innych zaczynały go powoli irytować. Najchętniej to by przepłoszył wszystkich. Może jak zacznie nawijać w ojczystym języku, to się wystraszą i uciekną? Pokręcił głową. Nie, zamiast uciekać to sami puszczą wiązankę w swoich językach. Jeszcze ktoś pomyśli, że został obrażony i problem się zrobi. Tylko tego mu tu brakowało.
– Pearl M'Acrei?
Słysząc to, podniósł głowę. Jego oczom ukazała się stojąca nad nim młoda dziewczyna. Wpatrywała się ona w niego z zaciekawieniem, uważnie mierząc wzrokiem. Pearl przyjrzał się jej dokładnie. Skąd go niby znała? Mieli być w tej samej klasie? Chwila, może to ona została wybrana na oprowadzenie go po akademii? Tak, to było bardzo prawdopodobne, o ile nie pewne.
Wziął nieco głębszy wdech.
– Tak – odpowiedział wolno.
Na tę odpowiedź dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
– Jestem Colette Wilson – przedstawiła się, wyciągając rękę. – Mam cię oprowadzić po akademii – dodała.
Pearl nie zauważył wyciągniętej w jego kierunku ręki, za bardzo skupiony na twarzy. Tak nagle zaczął się zastanawiać, jakiej rasy była dziewczyna. Jeśli miał być szczery, to jej wygląd niezbyt pasował do Ardem. Słyszał, że tu w sporej mierze przebywały problematyczne osoby i w sumie już niejedną taką tutaj widział, ale ona jakoś tak się wyróżniała. A może to była tylko przykrywka? Możliwe, że tak naprawdę tylko pierwsze wrażenie miała pozytywne. Tak czy siak miał nadzieję, że jednak okaże się być dobrą osobą, przynajmniej dla niego. Szczerze mówiąc, ktoś taki by się mu przydał.
Wyrwał się z chwilowego zamyślenia, zdając sobie sprawę, że powinien coś odpowiedzieć. Zamrugał parę razy, nieco unosząc piórka. Chwila, tylko co miał powiedzieć? Coś odpowiedniego. Coś na miejscu. Coś, czego nie wypowie źle i nie można nieodpowiednio zinterpretować.
– Mhm. – Delikatnie przytaknął głową.
Gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił, skrzywił się nieco. Piórka opadły do tyłu prawie dotykając włosów. Coś odpowiedniego... Świetnie, Pearl, naprawdę...

Colette?
Szablon
Pandzika
Kernow