Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aisha x Zero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aisha x Zero. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 listopada 2021

Od Aishy CD Zero

 Weszłam do środka pokoju Zero. Czułam się trochę speszona tym, że przyjmował mnie wraz z moją koleżanką - Eni, będąc tylko w ręczniku. Mojej towarzyszce to jednak widocznie nie przeszkadzało. Nie była onieśmielona, a wręcz przeciwnie. Próbowała wzrokiem zbadać każdy centymetr jego ciała, a szczególnie przyglądając się tatuażowi.
- Przyszłyśmy, aby cię poprosić o jedną małą rzecz – powiedziałam. - Oczywiście za zapłatą.
- A więc, co to za mała rzecz? - spytał Zero.
- Chciałabym, abyś otruł mojego byłego. Znaczy nie tak śmiertelnie – powiedziała Eni. - Słyszałam, co zrobiłeś dla Aishy. Chciałabym, więc, abyś zrobił coś podobnego dla mnie. Mój były okropnie mnie potraktował, gdy byliśmy razem, a później po zerwaniu. Chciałabym mu dać malutką nauczkę. Super by było gdybyś dał coś, przez co nie wiem, skompromituje się albo będzie miał jakieś problemy z żołądkiem. Nie chce, aby cierpiał, chcę tylko zemsty. 
- Więc powiedziałaś komuś o ojcu. - Na słowa Zero powoli pokiwałam głową. Potem zwrócił uwagę na moją koleżankę. - Na pewno coś znajdę dla niego. Chcesz zemsty, która będzie trwać kilka dni czy tylko jeden dzień? Mogę też zrobić pewną mieszankę, ale będzie znacznie droższa i wiążą się z nią pewne warunki, dlatego też musisz zdecydować czego dokładnie szukasz. Podaj mi też jego odpowiednie wymiary, bym mógł wybrać odpowiednią ilość. Jeśli to za wiele to możesz zapłacić połowę, za drugą połowę będziesz pracować dla mnie.
Zastanawiałam się, czy potrzebują mnie do tej rozmowy.
- Potrzebujecie mnie jeszcze? - zapytałam.
- Tak, zostań.
Uśmiechnęłam się niezręcznie.
- Chcę zemsty, która będzie trwała kilka dni – powiedziała Eni. - Chce, aby ta mieszanka pomogła go skompromitować. Wymiary mogę ci podać jutro. A cena nie gra roli. Stać mnie. Tylko ma się nigdy nie dowiedzieć, że to przeze mnie. Oczekuję stuprocentowej dyskrecji. Wiem, że Aisha nic nie powie, a ty? Jeśli obiecasz, że nie dowie się, że to ja, dostaniesz dodatkowy napiwek.
Zero uśmiechnął się, po czym zaśmiał się z jej desperacji.
- Dyskrecja to w tej branży jedna z zasad. Twoje napiwki nic nie dadzą, gdyż twoja desperacja nasyca mnie wystarczająco. Wpadnij jutro pod ten adres i daj wymiary osobie z plakietką Abe. Do tego lepiej weź gotówkę, jej ceny są zawyżone.
Dziewczyna pokiwała głową i podziękowała, po czym wyszła z jego pokoju. Zastanawiałam się, czy też powinnam wyjść, czy może jednak zostać i pogadać z Zero. Powinnam mu się jakoś odwdzięczyć za to, co zrobił dla mnie w sprawie ojca. Wiele to dla mnie znaczyło.
- Posłuchaj, chciałabym ci się jakoś odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobiłeś. Oprócz tego, że muszę dla ciebie pracować.

Zero?

wtorek, 19 października 2021

Od Zero cd Aisha

Vei de Lamei. Taki jest szyld, tuż nad sklepem. Niewiele osób wie, co oznacza owa nazwa. Muszą jedynie wiedzieć, że lubuje się w truciznach. Można je nawet hodować, a nawet uodpornić się, wdychając sam pyłek. Oczywiście, pyłek też szkodzi, ale nie aż tak. Mogą wystąpić skutki uboczne, ale to przy systematycznym "wciąganiu" można wyhodować odporność. Są też odtrutki na otrucia, czy też trucizny. Zależy czego, kto szuka. Znajduję się tu też tajna komnata. Jest ona dla specjalnych klientów, którzy szukają tego, czego nie powinni.
Jako że ja wciąż się uczę, nie mogę kierować i mieć swojego sklepu. Dlatego też moja kochana siostra jest na papierach jako szefowa, choć tak naprawdę to mój skarb. Wszystko jej rozpisałem i rozdawkowałem, gdyby nie wiedziała. Początki bywały ciężkie, jednakże teraz radzi sobie dużo lepiej. Wejście do specjalnej komnaty mam jedynie ja, nikt inny nie da rady się włamać. Nawet nie radzę okradać tego miejsca, no, chyba że włamywacze, chcą zostać zabici, albo otruci. Nawet spalenie jest niebezpieczne, gdyż poprzez spalenie toksyny z kwiatów, jak i roślin mogą się ulotnić i rozprzestrzenić. Gdy dostaną się do osób i zaczną się przenosić, wówczas można jedynie obserwować dzieło. Niektórzy się uzależnią, inni umrą, a kolejni uzyskają drobną odporność. Są też wyjątki, na które ani trochę nie podziała, dla takich są specjalne zamówienia.
Dziś właśnie dostałem od Aishy takie specjalne zamówienie, nawet jeśli to ja jej go zaproponowałem. Trucizna, która szkodzi osobnikowi, gdy ten krzywdzi innych, a nawet sama myśl o tym, sprawia, że toksyna się uaktywnia i powoli rozchodzi się po organizmie. Dołożę jeden dodatek, o którym dziewczyna nigdy się nie dowie. Jest on dopiero testowany, ale taki osobnik jest idealnym królikiem doświadczalnym.
Po wejściu do sklepu Aisha przez specjalne zaklęcie mogła patrzeć na wszelakiego rodzaju, barwy i kształtu znajdujących się tu roślin, sadzonek, oraz kwiatów, czy nawet dodatków do eliksirów. Musiałem wejść do tajnej komnaty. Moja siostra w tym czasie zajęła się dziewczyną. Musiałem dobrać odpowiedniego rodzaju składniki, w tym i dodać specjalny dodatek. Obserwatorzy, mają na oku obiekty testowe, dlatego też ten jeden dodatkowy zapewni swego rodzaju rozrywkę i pewnego rodzaju fascynacje, na dalszy rozwój. Uzyskanie odpowiedniej trucizny, zajęło dłuższą chwilę. Musiałem ostrożnie je dobrać, wymieszać oraz sprawdzić, czy jest to idealne. Zarodniki mogą dostać się zarówno przez skórę, jak i zostać połknięte. Jednakże jeden z cieni, dostarczy do celu odpowiednią dawkę.
Po wyjściu z tajnej komnaty. Pokazałem dziewczynie, jak wygląda owa trucizna. Nie pozwoliłem jej dotknąć. Była zamknięta w małym szklanym słoiku. Otoczona zaklęciem. Wyglądała jak małe ludziki, które tańczą. Dlatego też lepiej się nie wpatrywać. Moja siostra zajęła się liczeniem, jeśli dziewczę nie będzie miało odpowiedniej ilości monet, by zapłacić. Będzie musiała to odpracować.
- Zajmę się dostawą tego, ty lepiej pogadaj z siostrą o zapłacie. Możemy spotkać się jutro. Pokaże ci jak, idzie rozwój toksyny w ciele potwora. - powiedziałem i skierowałem się do wyjścia. Pojawiły się dwa cienie, wraz z nimi udałem się do miejsca, zamieszczania obiektu badań. Osobnik spał pijany. W międzyczasie czasie jeden z cieni znalazł dwie dziewczyny. Jedna już była martwa, a druga jakby nowa. Zabrał obie. Po czym mogłem zając się tym osobnikiem i podać mu toksynę. Gdy tylko naciąłem pazurem jego ramię. Zbliżyłem słoiczek z toksyną do nacięcia, niemalże od razu. Wpełzła do środka i zasklepiła ranę. Uśmiechnąłem się z radości i podekscytowania. Zniknąłem i zostawiłem do obserwacji cienia. Kula upiora, gdyż taką nazwę nosiła. Była w używaniu coś podobnego do tych, co mają wróżbitki, albo wiedźmy. Dlatego też ciałami dziewczyn. Martwym zajęła się znajoma, a żywymi pewne osoby. Nie o wszystkim mówię innym, ale tym lepiej dla nich. Prowadzę interesy oraz robię pewne rzeczy, o których wie bardzo mała ilość osób. Nikt z rodziny nie wie, gdyż to jest lepsze dla nich.

***

Następnego dnia siedziałem w pokoju. Miałem się niebawem udać na popołudniowe zajęcia. Rano nie mogłem, poza tym zostałem zwolniony, przez pewien incydent z dwóch dni wcześniej. Dlatego też właśnie teraz siedziałem sobie w pokojowej łazience i brałem długą przyjemną kąpiel. Siedziałem w wannie od dobrych trzydziestu minut. Nie śpieszyło mi się wychodzić. Mogłem dokładniej sobie przyjrzeć się swojej skórze. Gdy już dawała mi znać, że trzeba wyjść. To ruszyłem się opłukać pod prysznicem. Łazienka została drobne zmieniona. Gdy pozbyłem się swojego współlokatora. Dokładniej to się przeniósł. Miałem więcej miejsca na swoje rzeczy, do tego doszły rośliny. Miałem swój własny zakątek. Usłyszałem pukanie do drzwi. Dlatego też owinąłem się w pasie ręcznikiem. Drugi zarzuciłem sobie na ramiona. Akurat jak podchodziłem do drzwi, w międzyczasie czasie wycierałem wilgotne włosy. Gdy otworzyłem drzwi, ujrzałem za nimi Aishe. Nie była ona jednak sama. Mnie nie przeszkadza dodatkowe towarzystwo. Nawet to, że pod ręcznikiem jestem nagi. Czy też to, że mój dziwny tatuaż jest na widoku? Zresztą często na niego patrzę. W pokoju doszło nieco więcej luster, bym mógł się przeglądać. Choć zdarza się, że ten pokój po zmroku dla niektórych jest jak jakiś koszmar. Zabawnie to brzmi, ale mnie się podoba.
- Co was sprowadza do moich skromnych progów? - zadałem pytanie i się odsunąłem, by ona wraz z kolejną dziewczyną mogły wejść do środka. Pod osłoną dnia, rośliny były okryte, specjalnym szklanym materiałem. Materiał jest na tyle elastyczny, jak i twardy, że może się zmienić pod wpływem magii. Także jest to naprawdę użyteczna rzecz, po współlokatorze.

<Aisha?>

czwartek, 9 września 2021

Od Aishy CD. Zero

 Chodziłam zdenerwowana w kółko, zastanawiając się nad wyjawieniem prawdy, a przemilczeniem tego. 
Jak on mnie znalazł? Jakim cudem w ogóle był żywy? Podobno w moim dawnym domu, wybuchł pożar tuż po mojej ucieczce. Sądziłam, że Castien spłonie i trafi tam, gdzie jego miejsce. Najwyraźniej musiał uciec. 
- To Castien Tames - odpowiedziałam, zatrzymując się przy Zero. - Mój przyszywany ojciec - to ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło.
- Zostałaś więc adoptowana tak jak Hiuntus.
- Tak. Moja prawdziwa matka porzuciła mnie w lesie. Pewnie mnie nie chciała, zresztą nie dziwię się. Jestem beznadziejna. - Zaśmiałam się. - Castien nie był w stanie mnie pokochać. Nienawidził mnie. Przypominałam mu chyba o tym, że jego żona nie mogła urodzić zdrowego, męskiego potomka. Od samego początku traktował mnie jak najgorszą rzecz na świecie. Nie kazał mi wychodzić z domu. Cały czas, gdy był w domu, przebywałam w piwnicy. Ukrywał mnie przed światem, przeważnie... Karał mnie, głodził. 
Zamilkłam. Nie chciałam mówić nic więcej.
- Jeśli chcesz możesz pomieszkać u nas, gdy będziesz zwiedzać miasto. Raczej wątpię, że będziesz mogła sama wychodzić, chyba że on zniknie. Mogę ci w tym pomóc. W zemście, jeśli byś chciała zrobić mu to samo przez co przeszłaś, a nawet i gorsze rzeczy.
- Mieszkam w akademiku Ardem, więc nie mam jakoś bardzo daleko, a co do Castiena, on nie zniknie. 
- Więc co powiesz na zemstę? 
- Nie wiem... - odparłam i zaczęłam się zastanawiać. - Nie chcę wracać do tego, co było. Skrzywdził mnie i to bardzo. Żaden opiekun nie powinien tak traktować dziecka. Żaden. Jedyna zemsta, która by miała sens to jego śmierć, a nie chcę tego. Chyba i tak na to zasłużyłam. 
- Proponuję truciznę, która będzie go powoli wykańczać - powiedział Zero.
- Wykluczone.
- Ale jest także taka która oddziałuje na krzywdzenie innych. Jeśli kogoś skrzywdzi, to trucizna go 
- To już brzmi lepiej... Nie zrobi już nigdy nikomu krzywdy.
Chociaż wątpiłam w to, czy jeszcze miał jakąś osobę, na którą mógłby się znęcać. Chyba nikt mu nie został. Podobnie jak mi. 
Zastanowiłam się. Byłam ciekawa, co stało się z ciałem mojej przybranej matki. Najprawdopodobniej spłonęło. Czy to był pomysł Castiena z tym pożarem? Zrobił to specjalnie, aby pozbyć się ciała i uciec?
- Skąd weźmiemy tą truciznę? - zapytałam, wyrywając się z zamyślenia.
- Lubuję się w truciznach - odpowiedział. - Moja siostra założyła dla mnie specjalnie sklep, który składa się z trucizn i odtrutek na nie.
- Więc pójdziemy do twojego sklepu i weźmiemy ją?
- Dokładnie.
- Okay. Wstawaj więc i prowadź mnie do swojego sklepu. 

<Zero?>

niedziela, 22 sierpnia 2021

Od Zero cd Aisha

Nie chciałem też, zbytnio się jej narzucać. Hiun siedziała na kolanach u starszej siostry, starała się schować ogon. Nikt tak naprawdę nie wiedział, czemu nie można go schować. Ani za pomocą magii, czy też ubrań, tak jakby musiał być widoczny i zachęcać innych do znęcania się i wyśmiewania z małej. Zawsze można okrutników otruć, wówczas dadzą jej spokój. Mała w końcu zeskoczyła z kolan Nexus i wpakowała się na moje. Pogłaskałem ja po głowie, na co się jedynie wtuliła. Najwyraźniej jestem jej ulubionym bratem. Jakbym miał mieć córkę, chciałbym by była jak Hiun. - Więc... może opowiecie mi coś o sobie? - zapytała dziewczyna, uśmiechając się sympatycznie.
- Jestem smokiem. - odezwała się Hiuntus jako pierwsza. Ja wraz z siostrą, cicho się zaśmialiśmy.
- To już wiem. Jednak, czy ktoś z twojej rodziny także jest smokiem? - dopytała Aisha.
- Nie do końca, są moją biologiczną rodziną. - zamilkła i się uśmiechnęła jedynie.
- Hiuntus została adoptowana. - wyjaśniłem.
- W naszej rodzinie, mamy dosyć niebywałe geny. Każde z nas wdało się w rodziców, nawet jeśli brzmi to szalenie. Nasz brat jest wilkołakiem, odziedziczył geny po matce, choć nie do końca. Nasza matka ma w sobie dwie rasy, jest mieszańcem, zarówno wiedzmy, jak i wilkołaka. Wychodzi na to, że Zero odziedziczył geny, wiedzmy, a nasz brat wilkołaka. - wyjaśniła Nexus.
- A ty jaką jesteś rasą? - dopytała dziewczyna. Najwyraźniej zaciekawiło ją to. No cóż, nie tylko ją, wiele osób jest ciekawych, oraz tego, gdzie podziewa się ojciec.
- Demon, wdałam się w ojca. Tak samo, jak Zero. - rzekła.
- Wspomniałaś, że Zero odziedziczył po matce i ojcu? - dopytała. Najwyraźniej chciała, wiedzieć dokładniej. Jak to w ogóle możliwe. Miło, że tak ją to zainteresowało. Przynajmniej może czuje się znacznie lepiej. Zamówiłem też wcześniej, gdy szedłem do łazienki. Zahaczyłem o kelnera i domówiłem dla dziewczyny, to czemu się tak przyglądała. Najwyraźniej miała problem w przeczytaniu. Niekiedy i my mamy, ale to nie przeszkadza, nam w zamówieniu. Gdyż przeważnie można dopytać albo użyć czaru.
- Jestem jak matka, mieszańcem. Mam w sobie geny ojca i matki. Od matki wiedźmińska cześć, a od ojca demoniczną. - wyjaśniłem dziewczynie.
Po przyjściu kelnera, każde z nas dostało swoje zamówione desery, napoje i coś, co zaskoczyło dziewczynę.
- Ja tego nie zamawiałam. - wyjaśniła.
- Widziałam, jak się przyglądałaś, jakbyś chciała spróbować, więc zamówiłam dla ciebie. - rzekła siostra. Lepiej, żeby ona to powiedziała niż ja. Gdy kelner odszedł. Siostra przesunęła krzesło, by być bliżej dziewczyny. Najwyraźniej chciała z nią porozmawiać i dać jej coś, co jej pomoże czytać, bądź rozumieć tego, czego nie wie i nie rozumie. Nie wiem, nawet czy to przyjmie. Znając jednak Nexus, dociśnie dziewczynę, by przyjęła i przyjmie. Nexus się nie odmawia, a nawet jeśli się ktoś uprze.. Wolę nie być na ich miejscu.
Cisza panowała między nami, dopóki nie pojawiła się Soul. Przywitała się z dziewczyną, jej wzrok mógł przewiercić ją na wylot. W dalszej części tego, co wyjawiła, wydawało się znacznie coś więcej. Dlatego też, gdy zjedliśmy, po kilku minutach już wyszliśmy z kawiarni. Wymieniłem się z Soul jedynie spojrzeniami, po czym obie dziewczyny zniknęły. Hiun chciała iść do jakiegoś sklepu, dlatego też zabraliśmy się we troje z Aishą. Nie było mowy o ucieczce albo wymigiwaniu się, gdyż skoro się lubią, czemu nie miałyby spędzać czasu razem.
Poczułem, jednak jak obie zaczynają się dziwnie zachowywać. Przysunąłem dziewczynę do swego boku, po czym wyszeptałem siostrze kilka słów. Mężczyzna, który najwyraźniej znał dziewczynę, ona nie chciała go widzieć. Dlatego też bez ogródek, mogłem ją przysunąć do siebie.
- Kim on jest Aisha!? Idziesz ze mną! - głos mężczyzny był koszmarny, cuchnął i widniały na jego ciele liczne zadrapania. Wzdrygnięcia dziewczyny, były ledwo dostrzegalne, starała się być twarda. Jednakże czułem i widziałem, że cała drży.
- Kotku kto to jest? - spytałem dziewczyny.
- Mama, tata. - zawołała Hiuntus. Skoro się zabawiamy to na całego.
- Jaka mama. Kim jesteś. Oddawaj mi ją, nie należy do ciebie. - zaczął się unosić. Uśmiechnąłem się, a tuż po dosłownie chwili zobaczyć można było węża owijającego się wokół jego ręki, on najwyraźniej był zajęty. Zbliżał się, aż w końcu po odczuciu ukąszenia, mogliśmy się rozpłynąć w powietrzu. Dokładniej to zniknęliśmy z pola widzenia. Wówczas puściłem dziewczynę, gdy oddaliśmy się znacznie bardziej, od tamtego niemiłego gościa. Puściłem Hiun, gdyż to miejsce było przyjazne dla niej. Pobliskie driady i nimfy, traktowały ją niezwykle dobrze, starały się nawet pomóc, by mogła żyć jak zwyczajna dziewczynka. Jednakże nie wiedzą, czy schowanie ogona, nie poskutkuje jakimś innym smoczym czynnikiem.
Oparłem się o drzewo, uważnie obserwowałem dziewczynę, by dowiedzieć się, o co tu chodzi.
- Kim jest ten czubek? Najwyraźniej cię zna, a ty go. - spytałem, po chwili dodałem. - Jeśli nie chcesz mówić, to nie musisz. - może za daleko się zagalopowałem.

Aisha?

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Od Aishy CD. Zero

Byłam zaskoczona tym całym zdarzeniem. Spodziewałam się, że pobędę trochę sama przez jakiś czas, a najpierw spotkanie tej dziewczynki, a później przyjście jej brata. W dodatku to całe zaproszenie do kawiarni. Byłam trochę onieśmielona tym wszystkim i chciałam się trochę wycofać, ponieważ to było dla mnie za dużo. Prędzej nie miałam tyle kontaktu z nowo poznanymi osobami. Wcześniej nie miałam kontaktu z nikim poza Mayą i Castienem.

Uśmiechnęłam się tylko niezręcznie i zrobiłam jeden krok do tyłu.

Wtedy zauważyłam reakcje małej Hiuntus. Trzymając się brata za rękę, starała się do mnie zbliżyć i gdy tylko się oddaliłam, posmutniała.

- Skoro to jest dla was takie ważne, oczywiście, że się zgadzam - powiedziałam, siląc się na jak najmilszy uśmiech. - Ale... chciałabym coś o sobie powiedzieć. Nie wiem do końca, jak zachowywać się w towarzystwie innych. Spędziłam całe życie zamknięta w domu - zaśmiałam się kłopotliwie.

Dziewczynka puściła rękę Zero i nieśmiało mnie przytuliła.

- Nie musisz się zbytnio wysilać - powiedział chłopak. - Jak pozostaniesz sobą, będzie dobrze. Poza tym z Hiun jest bardzo podobnie, więc rozumiem, jak ciężko bywa się zachować albo dopasować do innych.

Uśmiechnęłam się delikatnie.

Nie sądziłam, że ktokolwiek mnie zrozumie. Szczególnie ktoś płci męskiej.

- Ruszamy już teraz? - zapytałam z uśmiechem.

- Jasne - rzucił chłopak.

- Dziękuję w ogóle za zaproszenie - powiedziałam.

Chłopak machnął tylko jedną ręką, oznajmując, że nie powinnam nawet dziękować. Wzięłam delikatnie Hiun na ręce, trochę zdziwiona, że w ogóle mi na to pozwoliła. Pierwszy raz nosiłam dziecko na rękach.

- Ale jesteś leciutka - powiedziałam, przytrzymując ją bliżej ciebie. - Leciutka, ładniutka, grzeczniutka i z pięknym ogonkiem, normalnie aniołek.

- Aniołki nie mają ogonów - odparła nieśmiało.

- Och, ja sądzę, że niektóre na pewno je mają. - Zaśmiałam się. - Co prawda żadnego nie widziałam, ale słyszałam o jednym.

Dziewczynka wstrzymała zachwycona oddech.

- Opowiesz mi o tym? - zapytała.

- Dobrze, ale to innym razem i musisz mi przypomnieć - odpowiedziałam.

- Dobrze!

- Daleko do tej kawiarni? - zapytałam.

- Musimy wyjść z lasu, za jakieś trzy minutki będziemy.

***

Zero miał rację. Droga zajęła nam coś około trzech minut.

Przed kawiarnią stała jakaś dziewczyna. Miała czarne jak noc włosy zaplecione w warkocz, który zdobiły złote dodatki. Wydawała mi się bardzo ładna. W dodatku patrzyła prosto na nas, tak jakby nas wyczekiwała.

- Znacie tą dziewczynę? - zapytałam.

- Tak, to moja druga siostra, Nexus - odpowiedział chłopak.

Potem pewnie podszedł do Nexus, witając się z nią. Ja trzymałam się natomiast na bezpieczną odległość. Coś wewnątrz mnie kazało mi się nawet nie przybliżać o krok.

Zero popatrzył w moim kierunku i machnął ręką, abym podeszła. Wypuściłam Hiun z rąk, która od razu poleciała do rodzeństwa. Ja jednak nie zrobiłam kolejnego kroku do przodu. Dotąd nie przebywałam nawet na mieście.

Rodzeństwo się mocno przytuliło. Zazdrościłam im tego... Tego braku strachu przed dotykiem do osób w swoim wieku, czy starszych.

"W coś ty się wpakowała" - jęknęłam cicho sama do siebie.

Zero znowu spojrzał w moim kierunku i machnął zachęcająco ręką. Jego siostry weszły razem do kawiarni.

Wzięłam głęboki oddech. Musiałam się uspokoić. Nie mogłam pokazać, że cokolwiek mnie przeraża, a szczególnie inni ludzie.

Chłopak chciał już do mnie podejść, ale sama to zrobiłam. O dziwo, dałam radę się nawet uśmiechnąć i udawać, że nie jestem przerażona.

Weszliśmy razem do kawiarni i podeszliśmy do stoliku, gdzie siedziały siostry Zero. Uśmiechnęłam się do nich i zajęłam miejsce na przeciwko nich, obok chłopaka. Po chwili przyszedł do nas kelner, który podał nam menu. Zauważyłam to, że gapił się na mnie ciut za długo. Pewnie zaciekawiła go moja blizna na twarzy. Myśląc o tym, ciut posmutniałam i czekałam, kiedy tylko sobie pójdzie.

Przeglądaliśmy menu w ciszy.

Patrząc na kartkę widziałam tylko jakieś niezrozumiałe dla mnie bazgroły. Udawałam jednak, że rozumiem, co jest tam napisane. Patrzyłam tylko na resztę.

Zero zamówił mrożoną herbatę, jego siostra kawę, a mała coś słodkiego.

Kelner czekał jeszcze tylko za moim zamówieniem. Ja natomiast ładnie podziękowałam i oddałam menu, nic nie zamawiając, chociaż tak naprawdę chciałam czegoś spróbować. No cóż... Nie zawsze mamy to, co chcemy.

- Więc... może opowiecie mi coś o sobie? - zapytałam, uśmiechając się sympatycznie.


<Zero?>


niedziela, 1 sierpnia 2021

Od Zero CD. Aisha

Gdy zjawiła się niemalże z samego rana matka, była dziwnie przewrażliwiona i jakby coś bądź kogoś gdzieś zgubiła. Leniwie wstałem z łóżka, by się w miarę szybko (choć nie lubię się spieszyć) ogarnąć. W łazience mi się nieco zeszło, gdyż wole, brać długie prysznice i godzinami wgapiać się w lustro, czy też dokładnie się wyszykować. Po co się śpieszyć. Akurat, gdy wyszedłem spod prysznica w ręczniku, wpadł mój brat Aires. Wyglądał jak duch. Najwyraźniej coś się wydarzyło.- Hiuntus gdzieś przepadła. Wyszła z mamą na spacer, miałem do nich później dołączyć, ale okazało się, że uciekła z przedszkola. Najwyraźniej ponownie się nad nią znęcali rówieśnicy, przez ogon. - powiedział to niemal na jednym wdechu. Zatrzymałem się podczas suszenia włosów. Gdy usłyszałem, że moja czteroletnia siostra zaginęła, niemalże rzuciłem się, by zarzucić na siebie, co wpadło mi z ubrań do rąk. Nie miałem na nic czasu.
- Powiedź o tym Nexus i Soul. Niech na drugi raz pójdą z roztrzepaną matką na spacer z Hiun. Teraz to idź po nie i do szukania. - warknąłem zły. Wyszedłem z domu, jakby się paliło. Musiałem odnaleźć moją siostrę. Drugiego razu już nie będzie. Jeśli jest tak rozkojarzona, to nie powinna brać jej na spacer.
- Podobno wzięła ją do cukierni, a potem zabrała na ten nowy pobliski plac zabaw. - rzekła Nexus, która pojawiła się tuż obok mnie po dobrej chwili. Jako demon, ma swoje umiejętności, które umożliwiają jej namierzanie i szybsze przemieszczanie się, no ja niby mam podobnie. Jednakże u mnie dochodzi jeszcze wiedźmińska część.
Odetchnąłem i skierowałem się w skazanym kierunku, Zahaczaliśmy o cukiernie, do której wpadły. Musieliśmy się czegoś dowiedzieć. Właśnie w tym momencie się rozdzieliliśmy. Złapałem zapach małej Hiun, więc opuściłem zajęta Nexus, gdy ta rozmawiała. Nie zauważyła mnie, a ja mogłem spokojnie i w miarę szybko ruszyć i poszukać swojej małej siostry.
Wielokrotnie powtarzałem mamie, by zapisała ją do takiej szkoły, w której będą tacy jak ona. Jednakże najwyraźniej, nawet jeśli tacy są, to i tak bywają dręczycielami. Dwa razy ich spotkałem i dwa razy ostrzegłem. Miała chwilę spokoju i na nowo zaczęli ją dręczyć. Jest młodsza i bardziej wrażliwa. No naprawdę jakim skończonym pozerem trzeba być, by czynić coś tak obleśnego i nie do zniesienia. Odetchnąłem.
Ojcowi nikt nie chciał wspominać o tym, bo nie mieszkał z nami, a poza tym miał inne sprawy na głowie. Najwyraźniej klan się liczył bardziej niż jego rodzina. W końcu to on go utworzył i jeszcze ktoś, ale nie mówi kto. Były dwa portrety oprócz tego, który należał do ojca. Była tam przedstawicielka płci żeńskiej, trzymała magiczny kostur, oraz mężczyzna z wachlarzem. Nawet gdy chciałem się dowiedzieć coś o nich, zazwyczaj mieli dwie charakterystyczne pseudonimy ona - "Kohare", on - "Ogi". Jest o nich mało, tak jakby ojciec wszystko chował. Westchnąłem.
Szukałem siostry, gdy ją nareszcie znalazłem. Dotykała ona ogona innego smoka. Zanim się wzniosła w przestworza, spojrzała na małą Hiun. Zanim podszedłem spokojnie i z lekką fascynacją patrzyłem na tę dwójkę.
- Cześć, mała. - przywitała się z nią, kucnęła przy niej. - Jak się nazywasz? Ja jestem Aisha. - rzekła.
- C-Cześć A-A-Aisha. - jąkała się, ale nie puściła ogona dziewczyny. - J-Ja j-j-jestem H-Hiuntus. - starała się mniej jąkać, ale ciężko jej to szło. Gdy tylko usłyszała hałas, dobiegający tuż obok nich z krzaków. Wystraszyła się. Wyjrzała z niej dwójka dziewcząt. Kierowały się one do już zmienionej w człowieka Aishy. Hiuntus zaczęła się wystraszona wycofywać. Dlatego wyłoniłem się zza drzewa i podszedłem do siostry. Niemalże od razu mnie zauważyła i podbiegła ukrywając się za mną. Pogłaskałem ją po głowie, po czym wziąłem na ręce. Wtuliła się i schowała twarz w mojej szyi. Zazwyczaj tak robiła, gdy się bała, albo płakała.
- Widzę, że poznałaś nową koleżankę. - rzekłem do siostry, chociaż patrzyłem na dziewczynę przed sobą. Jej dwie koleżanki spojrzały na mnie. Dziwne spotkanie.
- Onii-sa. - rzekła cichym głosem.
- Nexus jest w kawiarni, możemy tam, zjeść pyszne ciasto i zaprosimy twoją nową koleżankę. Co ty na to? - spytałem swej małej siostry. Kiwnęła jedynie głową. Chciała też sama ją zaprosić, ale nie potrafiła tego robić przy innych.
- Kim jesteś? - spytała jedna z dziewczyn.
- Jej starszym bratem, nie widać. - odpowiedziałem. Po czym skierowałem swe kroki do Aishy. - Skoro jesteś nową koleżanką mojej siostry, to zaprasza cię do kawiarni.. Odmowy nie są brane pod uwagę. - powiedziałem, spokojnie, z lekką stanowczością. Tamte dwie zostały odepchnięte jakby za pomocą wiatru. Mogę go po części tworzyć poprzez liczne zaklęcia. Tamte dwie się obraziły i poszły sobie. Aisha została sama. Odstawiłem siostrę na ziemię, po czym trzymając moją dłoń, starała się zbliżyć do dziewczyny, którą najwyraźniej polubiła.

Aisha?

niedziela, 25 lipca 2021

Od Aishy (+18)

Każdego dnia przeżywałam na nowo piekło. Kolejne rany, które z czasem zmienią się w blizny, zarówno na moim ciele, jak i na psychice. Kolejny dzień, gdzie musiałam wytrzymać bez jedzenia, a tylko o samej wodzie. Jedyne z czego byłam zadowolona w tym życiu, to Maya - moja przybrana matka. Była dla mnie jak biologiczna matka. Kochałam ją i tęskniłam, chociaż żywiłam do niej trochę mieszanych uczuć. Jednak szanowałam ją, ponieważ mogła mnie zostawić. W końcu byłam od samego początku tylko problemem. Robiła dla mnie wszystko, co mogła, wiedziałam o tym. Jednak nawet to, było czasem niewystarczające. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego pozwalała swojemu mężowi znęcać się nade mną, tak jakbym była jakimś workiem treningowym, a nie żywą istotą. Mogła przecież uciec ze mną gdzieś daleko od niego, abyśmy obie były szczęśliwe. Pozwalała mu na wyrządzić sobie i mi każdą krzywdę. Bała się go. Te dni bez Castiena w domu były cudowne. Wtedy czułam się naprawdę szczęśliwa i byłam zadbana. Jednak ta bańka szybko pryskała. Nie spodziewałam się jej śmierci, ale z tamtą chwilą wiedziałam, że będzie tylko gorzej i jeśli nie ucieknę, nigdy nie poznam smaku wolności. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj...

***

Była noc. Razem z Mayą siedziałam w jadalni, kończąc późną kolację. Castiena nie było już parę godzin, więc moja matka stwierdziła, że mogę trochę poprzebywać z nią na górze, a nie zamknięta w piwnicy. Pomasowałam nadgarstki, gdzie skóra była lekko zdarta od kajdanek. Nienawidziłam być przykuta do ziemi, ale rzadko kiedy miałam jakiekolwiek prawo do głosu. Nagle, usłyszałyśmy czyjeś ciężkie kroki przed domem i głośny, męski głos, który paplał jakieś niezrozumiałe słowa. Wiedziałam, co to znaczy. Castien znowu był pijany. Nie mógł mnie więc zobaczyć. Szybko ruszyłam do ich sypialni i schowałam się w drewnianej szafie. Nie była to może najlepsza kryjówka, ale nie miałam czasu. Wystarczyło tylko poczekać aż mężczyzna trochę pokrzyczy, zje coś i położy się spać, a ja będę mogła wrócić do swojego pomieszczenia i udawać, że byłam tam cały czas. Jednak tym razem, to wszystko nie wyglądało tak jak powinno. Patrząc przez szparę w szafie, zauważyłam jak Castien wchodzi do pokoju, trzymając Maye za szyję i lekko ją unosząc nad ziemię. W drugiej dłoni trzymał nóż. Zdławiłam z siebie okrzyk zaskoczenia. Rzucił swoją żonę na łóżko, szybko rzucając się na nią z nożem, który wbił jej pod żebra. Maya krzyknęła, ale zmartwiona gapiła się w moim kierunku, jakby chciała powiedzieć: "nie wychodź po żadnym pozorem". Patrzyła się potem na niego zaskoczona. Następnie pojawił się kolejny atak, i kolejny i kolejny, aż nóż nie zaklinował się w jej klatce piersiowej, w miejscu, gdzie biło serce. Bardziej skuliłam się w szafie. Co ja miałam zrobić? Tylko patrzyłam jak ten popieprzony mężczyzna ją zabija. Byłam taka beznadziejna, bezużyteczna. Do moich oczu mimowolnie napłynęły łzy. Pozwoliłam im spływać po moich policzkach, ale zasłoniłam usta ręką, zagryzając trochę palce, aby wstrzymać krzyk. Po chwili mężczyzna podwinął do góry suknię kobiety i zdjął jej bieliznę. Następnie sam ściągnął z siebie spodnie i swoją bieliznę. Zabawiał się zadowolony jej ciałem. Jej martwym ciałem. Chyba mu to nie robiło różnicy. Wydawał się taki dumny z siebie. Chciało mi się wymiotować i krzyczeć. Byłam wściekła. Miałam wielką ochotę wyjść z szafy, wziąć ten pieprzony nóż i przebić jego serce albo nie, zrobić to po prostu rękoma! Zamiast tego poczekałam, aż mężczyzna przestał i zasnął, a ja sama uciekłam do piwnicy, gdzie sama założyłam kajdanki i zaczęłam płakać nad swoim życiem i tym jaka bezużyteczna jestem. Sama nie wiem, kiedy zasnęłam ze zmęczenia płaczem. Obudziło mnie nagłe uderzenie w moją twarz. Poderwałam się od razu. Moim oczom ukazał się Castien. Złapał mnie mocno za włosy.

- Skoro i tak masz odejść, to zajmę się tobą ten ostatni raz - powiedział, nachylając się do mnie i szepcząc mi do ucha. Poczułam od niego zapach alkoholu. Po moim ciele przeleciał dreszcz.

Mężczyzna podwinął lekki materiał mojej sukienki, po czym zdjął ją ze mnie, rzucając gdzieś na bok. Próbowałam zasłonić jakoś swoje ciało. Nie chciałam, aby patrzył na mnie nagą. Nie chciałam być przy nim taka obnażona. Poczułam wstyd i chciałam jak najszybciej założyć na siebie coś. Próbowałam sięgnąć po sukienkę, ale kajdanki mi blokowały ruch. Zaczął mnie obmacywać. Próbowałam się odsunąć, ale to na nic, ponieważ mocno mnie złapał i rzucił na ziemię, siadając na mnie, a dokładnie na moich plecach. Zaczął mnie gwałcić. Błagam go, aby przestał, ale to go tylko bardziej nakręcało. Czułam potworny ból, przez który w moich oczach pojawiły się łzy. Zatkał moje usta ręką, aby nikt nie usłyszał mojego krzyku, aby nikt nie przyszedł mi na pomoc. To nie był pierwszy raz, gdy zostałam zgwałcona. Odszedł sobie, jak gdyby nigdy nic. Poczułam nagłą złość i rozpacz. Dosyć tego. Musiałam uciec. Zmieniłam formę na "smoczą" i uderzyłam ogonem w kajdanki, przez co łańcuch pękł. Byłam wolna.

***

Cieszyłam się, że jestem w Ardem. W końcu miałam swój własny kąt i mogłam sama o siebie zadbać. Nie potrzebowałam nikogo. Byłam samowystarczalna. Byłam silna. Wiedziałam, że mój pseudonim "Sachi" teraz był dla mnie dobrą wróżbą. Miało mnie spotkać tylko samo szczęście.

Spojrzałam na lustro w pokoju. To jak teraz wyglądałam było niesamowite. Rozczesane, lśniące włosy i czysta skóra. Czyste ubranie, które miałam na siebie dopiero od kilku godzin. To byłam nowa ja z moim nowym życiem.

- Aisha, teraz wszystko się ułoży - powiedziałam do własnego odbicia. - Już nikt nie stanie na twojej drodze do szczęścia. - Uśmiechnęłam się, mówiąc to. Miałam jeszcze trochę czasu, aby pozwiedzać akademie, zanim zacznę trening. W końcu nie mogłam zmarnować okazji, aby wyjść gdzieś na świat. Wyszłam z akademii i szłam przez siebie, aż nie natrafiłam na jakąś polanę. Znowu czułam to, co w dniu ucieczki. Wiatr we włosach, który równie delikatnie muskał moje ciało. Zamknęłam oczy i zmieniłam formę. Rozpostarłam swoje skrzydła. Nie było niczego piękniejszego. Nagle, poczułam jak coś łapie mnie za ogon i odwróciłam się, zauważając małą dziewczynkę ze smoczym ogonem. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie. 

- Cześć, mała - przywitałam się z nią, kucając przy niej. - Jak się nazywasz? Ja jestem Aisha.

<Zero?>

Szablon
Pandzika
Kernow