Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Axel x Daruma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Axel x Daruma. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2020

Od Darumy cd. Axela


Położyłem się spać. Axel nie wrócił jeszcze, ale postanowiłem się tym nie przejmować. Zawsze wracał. Tym razem nie było inaczej. Ledwo zmrużyłem oczy, kiedy usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwiami. 
- Daruma! Pomocy! - Krzyk elfa sprawił, że skoczyłem na równe nogi. Przyzwałem Płomyk i spojrzałem w stronę roztrzęsionego towarzysza. 
- Co się stało? - zapytałem, oświetlając twarz Axela. - Zabiłeś kogoś czy co? 
W tamtym też momencie dostrzegłem spływającą z rąk elfa krew.
- Tak! - Chłopak wyciągnął dłonie w moim kierunku. 
- Co zrobiłeś?! - Słowa ugrzęzły mi w gardle na widok szkarłatnej cieczy. 
- Przypadkiem... - Axel spoglądał przerażony na swoje ręce. - Nie chciałem skrzywdzić tej wiewiórki...
Odetchnąłem z ulgą. Nie zabił człowieka. Tyle hałasu o zwykłego gryzonia?
- Uspokój się - poleciłem, podchodząc do drzwi do łazienki. - Najpierw doprowadź się do porządku, a później mi o tym opowiesz.
Elf pokiwał głową i chwiejnym krokiem dołączył do mnie. Przygotowałem wodę, w której mój współlokator zanurzył zabrudzone części ciała. 
Axel chwilę później skończył mycie dłoni i wrócił do dormitorium, gdzie na niego czekałem. Przyklęknąłem na ziemi, obserwując każdy nerwowy ruch elfa.
- A więc? Jak do tego doszło? - Uniosłem pytająco brwi. Zapowiadała się długa noc. 
Po niekończącej się opowieści o tym, jak Axel stracił panowanie i przypadkiem trafił w wiewiórkę, chłopak pogrążył się w dość nietypowym dla niego smutku. Westchnąłem cicho. 
- Wierz mi, to nie ostatnie życie, jakie kiedykolwiek odbierzesz - odparłem. Nie potrafiłem pocieszać. Chciałem jednak sprawić, aby elf powrócił do rzeczywistości. Zamknięcie się w sobie i rozpaczanie nie pomoże w niczym. 
Axel spojrzał na mnie dość zaskoczony.
- Ale... Ja zabiłem ją... 
- Co ma jedna wiewiórka w stosunku do wieczności? - zapytałem, zachowując zimną powagę. Elf nie powinien się tym aż tak przejmować. Doskonale rozumiałem jego szok, jednak nie mogłem pozwolić, aby chłopak popadł w rozpacz na zawsze. Doświadczenie nauczyło mnie, aby nie przejmować się wszystkimi niepowodzeniami, a dalej przeć naprzód. - Czasu nie cofniesz. 
Axel pokiwał powoli głową, jakby analizował moje słowa. Moment później wstał z łóżka i zamknął się w łazience. Wzruszyłem ramionami, odwołałem Płomyka i poszedłem spać dalej. 
***
Obudziłem się z bólem głowy. Wstałem z poduszek i chwiejnym krokiem skierowałem się w stronę łazienki. Pech chciał, że Axel właśnie z niej wychodził. Głuchy trzask i jedno z moich poroży spadło na ziemię. 
No tak. Wiosna. Najgorszy okres w roku. Przytrzymałem chwilę miejsce, gdzie chwilę temu znajdował się mój róg. Po czole i dłoni spłynęła strużka krwi. Nie bolało wyjątkowo bardzo. Byłem do tego przyzwyczajony. O wiele gorszy jest etap, kiedy moje poroże na nowo odrasta. 
Najzwyczajniej w świecie podniosłem złamany róg. Wtedy też dostrzegłem przerażony wzrok Axela. Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie mówiłem mu o swojej wiosennej przypadłości.
- Umierasz!
- To nie tak! Nic mi nie jest! - Zacząłem niekontrolowanie gestykulować, próbując uspokoić chłopaka. - Ja tak raz do roku! Serio. 
Elf wstrzymał na chwilę oddech. 
- Nie wmówisz  mi, że to normalne. - Axel przeskakiwał wzorkiem pomiędzy trzymanym przeze mnie porożem, a moją twarzą.
- Jest - odparłem spokojnie, ocierając czoło nadgarstkiem. 
Krople krwi zaczęły skapywać na podłogę, tak więc wyminąłem dalej zaszokowanego współlokatora i zamknąłem się w łazience. Odłożyłem odłamane poroże na półkę. Sam zaś zabandażowałem sobie głowę. Wyglądało okropnie.
Wyszedłem więc przygaszony z toalety. Pocieszała mnie jednak nikła wizja, że jak drugi róg odpadnie, będę mógł założyć normalne ubranie. Poroże skutecznie uniemożliwiało mi ubieranie koszulek. Do mojej codziennej garderoby należały wszelkiego rodzaju pelerynki i narzutki oraz tonę biżuterii. Wiosna rozszerzała moje możliwości. Dodatkowo - Axel zobaczy, że naprawdę potrzebuje tyle miejsca w szafie na pomieszczenie wszystkich ubrań. 
Mówiąc o chłopaku, elf najwyraźniej przytłoczony wrażeniami ostatnich dwóch dni, postanowił się położyć. Nie odezwał się nawet słowem, kiedy wychodziłem na zajęcia. Rozumiałem jego letarg. Zasłużył na odpoczynek.
Lekcje minęły wyjątkowo szybko, choć cały czas wyczuwałem na sobie wzrok wszystkich uczniów i nauczycieli. Gdzieś w południe zdjąłem opatrunek i spacerowałem po szkole z niekompletnym porożem. Drugie najpewniej też niedługo odpadnie. A właściwie taką mam nadzieję. 
Po zakończonych zajęciach przyszedł listonosz. Od dawna czekałem na list od matki. Nie śpieszyło mi się oczywiście za rodzinnymi stronami, jednak powoli zaczynało brakować mi rodzicielki. Odebrałem również korespondencję Axela, który najprawdopodobniej nie wyszedł cały dzień z pokoju. 
- To dla ciebie - powiedziałem, podając zaskoczonemu elfowi szczelnie zaklejoną kopertę. Współlokator zmierzył mnie wzrokiem. Najprawdopodobniej próbował się upewnić, jak bardzo źle wyglądam z jednym porożem. 
Axel odebrał ode mnie list. Po jego minię widziałem, że nie jest zbyt zadowolony z powody korespondencji. 
Sam usiadłem przy swoim biurku i otworzyłem kopertę. Wyciągnąłem z niej elegancki skrawek papieru. Pachniał typowymi dla mojej mamy różanymi perfumami. Wiadomość polegała głównie na pytaniach, jak się czuję i jak idzie mi w szkole. Dostałem również szczegółowy opis stanu posiadłości. Uśmiechnąłem się nieznacznie w kierunku kawała papieru. Tak bardzo pragnąłem, aby wrócić do domu, gdzie czekałaby na mnie jedynie mama. Miałem już dość upierdliwego kuzynostwa.  
Axel?

piątek, 17 kwietnia 2020

Od Axela cd. Darumy

Syknąłem, kiedy moje kolano postanowiło dokonać kolejnego czołowego zderzenia z twardym lodem, którego nie zdążyłem w porę wycofać mocą. Powietrze uciekło z moich płuc i przez chwilę wstrzymywałem oddech ze zmarszczonym czołem i zamkniętymi oczami. Pierwszy i na pewno jedyny upadek na ten dzień, a musiałem walnąć akurat w dokładnie to samo miejsce, co w poprzedni dzień.
Westchnąłem, kiedy do mojego mózgu dotarło, że muszę dać sobie odpocząć. Usiadłem na skraju tafli zamrożonej wody i rozpocząłem zmianę obuwia. Myśli o bólu były przekreślane tymi o widoku kończącego na dziś obieg słońca. Patrząc, jak ciepłe kolory mieszają się na niebie stwierdziłem, że widowisko nie jest niczym niezwykłym. W końcu mój wzrok zwrócił się do pulsującego kolana.
Zrozumiałem, że nie wiedziałem nawet, dlaczego upadłem. Pierwszą reakcją mojego procesu myślowego była chęć zawołania trenera, a drugą niekomfortowe uczucie w sercu. Nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc w zrozumieniu własnych porażek, przez które przecież znalazłem się w jednym pokoju z Darumą. Przez jakiś czas patrzyłem sobie na ręce, lekko przekręcając je, mentalnie notując sposób padania na nie resztki blasku chowającej się za horyzontem gwiazdy. Miałem wrażenie, że w brzuch wbito mi nóż, kiedy zrozumiałem, że nie doceniałem tamtej jednej osoby, która chciała dla mnie dobrze. Odwróciłem głowę w stronę szkoły, w której czułem się zwyczajnie uwięziony. Jak długo miałem tam siedzieć? Moje pięści mimowolnie się zacisnęły, a ja poczułem narastającą we mnie złość. Byłem wściekły na moich rodziców, którzy nie tylko wysłali mnie do tej klatki bez wyjścia, ale też nigdy nie wspierali mnie tak, jak mój trener, który powinien być mi prawie obcy. Pożałują tego. Nie zauważyłem nawet, kiedy powierzchnia zajmowana przez lód zaczęła się zwiększać. Kryształki przechodzące przez tkanki delikatnych roślin gwałtownie się rozrastały.
Oplotłem ramiona wokół kolan i schowałem w nich głowę, próbując przetworzyć napierające na mój umysł myśli. Czułem, jak dźgały one mnie i pobudzały przeróżne negatywne emocje. Całe moje ciało próbowało przyjąć taką postawę, by zajmować jak najmniej miejsca, zamykając się w sobie bardzo szczelnie tak, jakbym bardzo nie chciał wypuścić żadnej ze spostrzegawczych uwag mojego mózgu do otoczenia. Nikt i tak nie chce wiedzieć. Po moich policzkach powoli zaczęły spływać łzy.
Zacisnąłem oczy, kiedy do głowy dostał się mój współlokator i jego wyczyny na lekcji teorii. Był mądry. Lepszy ode mnie. Pewnie takiego syna woleliby mieć moi rodzice. Daruma był wszystkim, o czym marzyli. Nie chcieli mnie nigdy. Nikt nie chciał. Ciężar spoczywający na moich ramionach rósł, wciągając mnie w otchłań serca pełnego luster reflektujących do mnie własne zimno, a także dłoni zaciskających się na gardle pozbawiając powietrza. W boki czułem wbijane mi sztylety, okrutnie przekręcane przez własny, zdradziecki mózg. Moje dłonie zacisnęły się na tkaninie koszuli, od razu zamrażając ją i przyklejając do skóry. Przydługie paznokcie wbiły się w ramię. Mocno.
- Kurwa! - z bólem i dźwiękiem roztrzaskujących się kryształów, gwałtownie oderwałem ręce od rękawów, nieświadomie zrywając z nich kawałki zamrożonej skóry. Podniosłem się, stając na śliskiej powierzchni. Mimo wiosny, otoczenie pokryte było lodem, w którego byłem centrum. Wzrok skierowałem pod siebie, gdzie przywitało mnie własne, żałosne odbicie. Nikt nie będzie nazywał mnie żałosnym. Czerwona, rozzłoszczona twarz z trzaskiem zaczęła się rozpadać, łącznie z resztą kryształów przeplatających wszystkie tkanki roślin w promieniu kilku metrów. Kilka sekund wystarczyło, żeby nie istniało wokół mnie nic oprócz ukochanego lodu. Zniszczyłem zarówno i delikatne, wiosenne kwiatki, jak i jedno z silnych drzew. Nie zostało nic, oprócz mnie. Poczułem ciche zadowolenie. Było tak, jak powinno być. Tylko ja. Na moje usta w końcu zawitał trzęsący się, niestabilny uśmiech.
Z powietrza powoli opadały kryształki, które wcześniej tworzyły mgłę. Coś czerwonego zauważyłem przy zwłokach drzewa.
Przede mną na zmrożonym podłożu leżało truchło wiewiórki, z wnętrznościami na widoku. Zawężone źrenice i szeroko otworzone, wypełnione łzami oczy skierowałem na bok, a jedna z moich dłoni zakryła moje usta. Zabiłem ją. Automatycznie zacząłem się cofać, a lodu z każdą chwilą ubywało. Nagle w moje nozdrza uderzył metaliczny zapach. Mój oddech przyśpieszył, kiedy na swoich dłoniach zobaczyłem krew. Wzrok szybko przeskakiwał między dwoma czerwonymi punktami. Całe moje ciało trzęsło się w strachu i realizacji własnej okrutności. Minęła wieczność, kiedy w końcu moje nogi dały mi się ruszyć. Najszybciej jak mogłem zmierzałem w stronę akademika, a bardziej jedynej osoby, którą w nim znałem. Słońce nie miało jak pomóc mi w drodze, bo jedyne, co spoglądało na mnie z politowaniem z nieba był księżyc. Dotarłem w końcu do akademika. Z hałasem wpadłem do pokoju, w którym światło było już zgaszone.
- Daruma! Pomocy! - wydarłem się głośno, szukając go po ciemku rękoma, by w końcu paść na kolana, znaleźć jego łóżko, a także ramiona i wymazać go krwią. Wstrzymywałem swój nieregularny oddech. Znikąd pojawiło się światło, a ja odsunąłem się od centaura i gwałtownie wypchnąłem przed siebie dłonie, pokazując mu ściekająca po nich czerwoną ciecz.

Daruma?

środa, 18 marca 2020

Od Darumy cd. Axela

- To w drugą stronę, Axel. - Wskazałem ręką na stojący za mną budynek. Elf rozejrzał się i ruszył za mną w stronę akademików. Wyglądał na dość zmęczonego. Postanowiłem nie dopytywać. Skoro jazda na łyżwach do upadłego jest jego pasją, niech tak będzie.
Otworzyłem przed współlokatorem drzwi do pokoju. Chłopak poruszał się jak w transie, kiedy zabrał piżamę i udał się do łazienki. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wezwać jakiegoś nauczyciela. Odrzuciłem jednak ten pomysł szybko. Axel sobie poradzi.
Zwątpiłem w swoje przekonanie, kiedy elf zasnął na środku komnaty. Wezwałem Płomyk, wstałem z posłania i zbliżyłem się do łóżka współlokatora. Zabrałem koc i zarzuciłem go na chłopaka. Po tym wróciłem na swoje poduszki, gdzie zasnąłem.
Poranek był wyjątkowo zimny. Wstałem i podszedłem do szafy, z której wyciągnąłem ciepły płaszcz. Rogi, choć dodawały mi uroku, nie należały do zbyt użytecznych. Właściwie, utrudniały wiele spraw. Uniemożliwiały mi na przykład zakładanie koszulek. Oczywiście, nie chciałem pozbywać się swojego poroża. Broń Boże! Kilka lat temu jeden z moich rogów w wyniku nieszczęśliwego wypadku się złamał. Do wiosny chodziłem jak pacan tylko z jednym. To wyglądało niezwykle źle.
Zarzuciłem na ramiona ciepły płaszcz, ominąłem leżącego na ziemi Axela i wyszedłem z pokoju. Czas zacząć lekcje!
***
Mniej-więcej w połowie zajęć obecnością zaszczycił nas nie kto inny, jak sam mój współlokator. Widziałem elfa po raz pierwszy w klasie. Rozsiadł się na jedynym wolnym miejscu. Głowę zaś położył na pulpicie. Miałem wrażenie, że zaraz uśnie.
Rozpoczęła się lekcja praktyczna z magii. Nieszczególnie optymistycznie przyjąłem do wiadomości fakt, że dzisiejszym celem zajęć był poznanie nowego zaklęcia. Mianowicie, profesor rozdał nam połamane patyki. Naszym zadaniem stało się złożenie ich ponownie.
Kilka razy wypowiedzieliśmy niezbędne zaklęcie, uważnie akcentując sylaby, aby nikomu nie stała się krzywda. Zakodowałem w pamięci wszystkie uwagi nauczyciela i przystąpiłem do naprawy kijka.
Wyrecytowałem nazwę czaru, ale jak to w moim przypadku bywa - nic się nie zadziało. Lekko poirytowany, westchnąłem przeciągle i kolejny raz użyłem zaklęcia. Kawałki patyka drgnęły. Chociaż tyle.
Rozejrzałem się po sali, żeby podejrzeć, jak idzie innym. Widząc ich wściekłe twarze, zrozumiałem, że u mnie wcale nie jest tak źle. Z ciekawości przeniosłem wzrok ku Axelowi. Zmroziło mnie, kiedy zauważyłem, że chłopak podpiera się już na całkowicie naprawionym patyku. Wstrzymałem oddech i spojrzałem na swój nieszczęsny kijek. To się nie uda.
Lekcja skończyła się jakiś czas później. Nieszczególnie wykonałem polecone zadanie poprawnie. Patyk złożył się jedynie w połowie. Druga część jego bezwładnie zwisała w powietrzu przy podnoszeniu. To był i tak niezły wynik. Innym nie udało się nawet skleić dwóch części. Jedynie Axel podołał. 
- Elfy - syknąłem do siebie, uważając, aby nikt nie usłyszał chwilowej irytacji. Gdyby nie szalone podboje miłosne mojej mamy, której zachciało się wiązać z centaurem, nie powstałby tak słaby mieszaniec, którym jestem. 
Przez resztę przerwy nie ruszałem się z ławki, wyobrażając sobie, jakby wyglądało moje życie jako czysty elf. Wszystko byłoby prostsze.
Rozpoczęła się kolejna lekcja. I to nie byle jaka! Moja ulubiona - teoria magii. Zajęcia, gdzie tak naprawdę nie trzeba czarować, a wykuć na pamięć daty, przepisy i biografie. Swoją drogą, przerobiłem już cały podręcznik. Dwa razy.
Z każdym pytaniem nauczyciela moja ręka znajdowała się w górze. Znałem odpowiedź na wszystko. Recytowałem informacje, jakby była to najprostsza rzecz na świecie. W końcu profesor przestał zadawać mnie pytać, zmuszając do pracy innych. Ja wygodnie oparłem się o ławkę, obserwując ich konsternacje. Sam Axel niekoniecznie dawał sobie radę ze wszystkimi poleceniami. Najwyraźniej talent magiczny nie idzie w parze z intelektem.
Po kilku kolejnych mniej istotnych lekcjach, na których mój współlokator smacznie sobie spał, udałem się na stołówkę. Przerwa obiadowa to zdecydowanie moja najmniej ulubiona przerwa. Wszędzie biegają pierwszacy, drąc się wniebogłosy. Najgłośniejszym miejscem była właśnie nasza mała, szkolna jadłodajnia.
Po tym, jak kilkoro mniej uważnych uczniów na mnie wpadło, szturchnęło czy popchnęło, udało mi się dostać do lady. Przejechałem wzrokiem po zachęcająco wyglądających sałatkach, ostatecznie decydując się na tą składającą się głównie z makaronu i oliwek. Zająłem miejsce przy wolnym stoliku i w planowałem w spokoju spożyć swój posiłek, kiedy tuż obok mojego talerza wylądowała z impetem kolejna taca. Uniosłem wzrok, mierząc nim siadającego na krześle elfa. Axel bez słowa zajął się posiłek. Wzruszyłem ramionami, nie zadając zbędnych pytań.
- W życiu nie jadłem gorszego mielonego - prychnął po chwili chłopak, krzywiąc się nieznacznie. Mimo widocznej niechęci wziął kolejny gryz.
- Nie musiałeś go brać - zauważyłem, sugestywnie wskazując dłonią na sałatkę. Jeśli mięso mu nie smakuję, zawsze miał prawo wybrać coś innego. Co jak co, ale jedzenie na stołówce jest wyjątkowo dobre. Axel mruknął coś niezrozumiałego. Domyślam się, że to nie była miła rzecz.
Swoją drogą - mój współlokator dzisiaj nie zrobił jeszcze żadnej kłótni oraz pojawił się na zajęciach. Sukces, idzie mu coraz lepiej.
Kolejno, udałem się do pokoju, zabrałem potrzebne książki i wróciłem ponownie na lekcje. Na reszcie z trzech zajęć, Axel się już nie pojawił. Ostatni raz mijałem się z nim w akademiku. On zamiast podręcznika wziął łyżwy, a później skocznym krokiem wyszedł z budynku, idąc w jedynie sobie znanym kierunku.

Axel?

Liczba słów: 817

piątek, 21 lutego 2020

Od Axela cd. Darumy

Po słowach centaura poczułem, jak z mojego serca i tak wypełnionego już złością, wylewa się gniew, rozprzestrzeniając się do każdej komórki mojego ciała. Skupił się w opuszkach palców, pokrywając je lodem, mimo rosnącej temperatury mojego ciała. Nie mogłem oprzeć się chęci poruszenia się, wstałem więc gwałtownie, a krzesło, na którym siedziałem, wywróciło się do tyłu.
- Jak wy możecie jeść to gówno?! - w końcu irytacja wypłynęła również z moich ust, zmieniając formę na brzydkie słowo, zdecydowanie niestosowne dla osób mojej rangi. Natychmiastowo do emocji dołączył wstyd, tworząc niebezpieczną mieszankę. Daruma nie wydawał się ani trochę wzruszony. Lód na dłoniach rozpoczął swoją wędrówkę w górę rąk, pokrywając je leciutką, błyszczącą warstwą kryształów.
- Słuchaj mnie! - wykrzyknąłem w stronę centaura, prawą ręką zamachując się i z dużą prędkością zrzucając z niej zamrożoną wodę w postaci ostrych odłamków, które uderzyły o podłogę, by podzielić się na jeszcze więcej części. Dźwięk przypominał mi rozbijające się szkło butelek. Chłopak spojrzał w stronę krzesła, w które wbiło się kilka kawałków lodu, a potem jego wzrok wrócił do mnie.
- Uważaj na język, Enberg - wrócił do jedzenia tak, jakby nic się nie stało. To, jak mnie nazwał, natychmiast wysuszyło złość, która płynęła w moich żyłach, zastępując ją całkowicie wstydem. Na chwilę całkowicie się zawiesiłem, przypominając sobie mojego ojca. Co jeszcze płynie w mojej krwi, oprócz kłamstw i agresji? Moje wypełnione strachem oczy powędrowały do siedziska leżącego na podłodze. Podniosłem je, usuwając kryształki lodu, rzucając je na podłogę, a następnie usuwając wszystkie znajdujące się na podłodze i mojej drugiej ręce. Nie miałem jednak ochoty na siadanie.
- Nie nazywaj mnie tak, Enberg to mój ojciec, a nie ja - powiedziałem, szybko budując wokół siebie barierę pewności siebie. Wyprostowałem plecy, a zimne dłonie splotłem za sobą. Daruma patrzył mi w twarz, na jego własnej widziałem ledwo zauważalną iskierkę rozbawienia. Po chwili ciszy zrozumiałem o co chodzi, jednak nie chciałem jako pierwszy wspomnieć o fakcie, że centaur nie zna mojego imienia.
- Nigdy nie powiedziałeś mi, jak się nazywasz - powiedział z uprzejmym uśmiechem. Mimo tego, że bardzo się starałem, nie byłem w stanie poczuć niczego innego niż lekkiego podziwu. Chłopak był spokojną osobą.
- Moje imię to Axel - przedstawiłem się z lekkim ukłonem, czysto z przyzwyczajenia. Trzy dni zajęło mi zdradzenie mu mojego imienia. Nie miałem już chęci, by dłużej rozmawiać z Darumą. Zwróciłem się więc w stronę drzwi, co nie wydawało się przeszkadzać centaurowi. Szedłem z głową do góry, nie mogłem przecież pokazać komukolwiek, że dałem się zawstydzić sytuacji. Kiedy miałem już uwolnić się od zaciśniętych na moim gardle rąk niezręcznej atmosfery komnaty jadalnej, poczułem lekkie pociągnięcie na kołnierzyku mojej drogiej koszuli. Szybko się odwróciłem, stając twarzą w twarz z nieznajomym mi dorosłym.
- Co ty sobie myślisz? - wysyczałem, nawet nie żałując swoich słów, kiedy uświadomiłem sobie, że osoba stojąca przede mną była najpewniej nauczycielem.
- Pójdziesz ze mną do dyrektora - oznajmił.
***
Mój oddech był ciężki i przerywany. Od dawna nie bolał mnie tak upadek. Wypuściłem z płuc całe powietrze, które w nich miałem. Zimne powietrze szczypało każdą odkrytą część mojego ciała, co było obecnie większością. Nie chciałem wracać do pokoju po wizycie u dyrektora, nie zabrałem więc ze sobą płaszcza. Spojrzałem na swoje stopy, wzdychając lekko na widok wytworzonych z lodu łyżew. W tym momencie bardzo chciałem mieć przy sobie swoją ulubioną parę. Przewróciłem się na plecy, decydując się na odpoczynek. Mój grzbiet natychmiast się oziębił przez kontakt z lodem. Starałem się nie koncentrować się na bólu, zamiast tego łączyłem gwiazdy znajdujące się na nocnym niebie w konstelacje. Nie znałem ich za dobrze, ale potrafiłem niektóre rozpoznać. Jens bardzo się starał, kiedy mnie uczył. Niestety nigdy nie miałem ochoty, by go słuchać. Z lekkim uśmiechem wspominałem czasy przed akademią. Przewróciłem głowę na bok. Policzek uderzył leciutko o lód. Zamknąłem oczy, podziwiając chłód, który przejmował moje ciało. Mogłem się ogrzać. Wystarczyłoby użycie mocy. Zmęczenie spowodowało jednak, że nie miałem ochoty na więcej wysiłku. Zastanawiałem się, czy nie oddać się całkowicie lodowatej temperaturze, która pasowała do pustki, którą czułem w środku. Wyjeździłem wszystkie moje emocje pochodzące z wydarzeń tego dnia. Zniknęła moja złość i wstyd. Nie czułem już niczego. Zostało jeszcze tylko lekko tlące się ognisko zawodu. Pierwszym listem, który dostaną moi rodzice, będzie ten o agresji do innych uczniów. Myślałem wcześniej, że zrobię coś lepszego, by wkurzyć moich rodzicieli. Po chwili zginął ostatni płomyk moich wrażeń, a ja sam miałem już zasnąć. Nagle do moich oczu dotarło światło. Moje powieki lekko się rozszerzyły, pokazując mi obraz centaura stojącego przed lodem. Obok niego leciał płomyk, z którym zaznajomiony zostałem już wcześniej. Lekko poruszyłem dłonią, usuwając lód z drogi Darumy, nie zdejmowałem z niego rozkojarzonego wzroku. 
- Musisz wrócić do pokoju, Axel - usłyszałem z daleka. Ponownie zwróciłem twarz w stronę nieba, zostawiając ją całkowicie neutralną. Stopiłem łyżwy oraz lód wokół siebie, przekształcając je w ciepłą parę. Okryłem się nią jak kocykiem. Moje wyczerpanie wzrosło jeszcze bardziej.
- Nie chcę wstawać - wyszeptałem. Była to jedyna moja odpowiedź, którą centaur otrzymał. Czekał widocznie, aż coś zrobię, jednak w końcu sam postanowił się na zrobienie pierwszego ruchu. W końcu zbliżył się do mnie. 
- Nie wziąłeś ze sobą płaszcza - zauważył chłopak. Moje spojrzenie wylądowało na jego dłoni, w której trzymał moje okrycie. Z trudem podniosłem się do pozycji siedzącej, siedząc tak przez parę sekund. Daruma delikatnie podał mi płaszcz, który przyjąłem. Moje kończyny dalej czuły się tak, jakby sam lód dostał się do kości, co utrudniało ruchy. W końcu udało mi się założyć ubranie. Rozpędziłem parę, pozwalając sobie na lżejszy oddech. Wstałem na chwiejnych nogach i powoli ruszyłem w stronę akademika. Usłyszałem za sobą cichy śmiech. Odwróciłem się w stronę centaura.
- To w drugą stronę, Axel - zauważył, pokazując na budynek. Wszystkie światła były już zgaszone. Nie byłem pewny, ile godzin spędziłem na lodzie. Zbyt zmęczony, by aktorzyć, zwyczajnie pokiwałem głową i rozpocząłem marsz w drugim kierunku. Droga do pokoju wydawała mi się dłuższa niż zwykle, ale kiedy Daruma otworzył przede mną drzwi, wydawała mi się warta wysiłku. Sięgnąłem do półki, by wybrać piżamę. Wykonałem kilka kroków, by znaleźć się w łazience i zamknąłem drzwi. Zrzuciłem ubrania na podłogę, decydując, że ktoś na pewno posprząta je rano. Moją uwagę przykuły nowe plamy na kolanach, a także na jednym z bioder i łokci. Z westchnięciem postanowiłem je zignorować i przystąpić do czyszczenia obolałego ciała. Tak zrobiłem, a gdy ubrany wydostałem się z łazienki, zdecydowałem, że nie mam wystarczająco sił, by dostać się do łóżka i runąłem na podłogę. Dopiero wtedy zgasło światło w pokoju, które, jak w końcu zrozumiałem, było płomykiem Darumy. Nie chciałem myśleć o tym, co mogło to znaczyć, a mój mózg nie dał mi i tak wystarczająco czasu. Minuta wystarczyła mi, by zasnąć na środku komnaty.

Daruma?
Liczba słów: 1091

środa, 22 stycznia 2020

Od Darumy cd. Axela

Ledwo wróciłem do pokoju, kiedy mój współlokator na wejściu wepchnął mi w ręce parę łyżew. Nawiązaliśmy krótką konwersację. Chłopak uporczywie chciał wiedzieć, gdzie znajduje się lodowisko lub po prostu duży, wolny plac. Ostatecznie zaprowadziłem go do zgodnego z opisem miejsca. Już miałem się odwrócić, by odejść, kiedy elf wcisnął mi w dłonie swój płaszcz. Później, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie, założył swoje łyżwy i zaczął jeździć po ośnieżonym placu. Przyglądałem mu się przez chwilę. Chociaż wydawało się, że chłopak zna się doskonale na tym, co robi, nie potrafiłem jednak długo go obserwować. W całym pośpiechu i niecierpliwości współlokatora, zapomniałem zabrać czegoś do okrycia się. Chodzenie z gołym torsem zimą po dworze nie jest za przyjemne.
Zmarznięty wróciłem do pokoju. Byłem pewien, że się po tym rozchoruję. Na wejściu przykryłem się kocem i rozsiadłem się między poduszkami, grzejąc całe ciało. Nie mam pojęcia, co elf chciał osiągnąć nocną wycieczką na lodowisko, ale to jego wybór. Właściwie. Nie było go na zajęciach. Co robił przez cały dzień? Pokręciłem zmarnowany głową i przeczesałem dłonią swoje włosy. Nawet go nie znam, a już zaczynam się martwić. Nie chcę mieć kłopotów z powodu swojego współlokatora. Byłem niemalże pewien, że spóźni się na ciszę nocną. Dlaczego nie obchodzą go zasady?
Westchnąłem głośno i przysiadłem przy niewielkim biureczku. Uprzednio zdjąłem wszystkie złote ozdoby pokrywające moje ciało. Najwięcej pracy zajęło mi odpinanie ich z poroża. Zawsze się okropnie plątały.
Zaczynało się ściemniać. Skończyłem zadania domowe, jednak pragnąłem przerobić jeszcze kilka tematów z podręcznika. Zgasiłem więc światło, aby nikt z dyżurujących nauczycieli nie miał problemów i przywołałem Płomyk. Mała, jasna kulka światła oświetliła ciemny pokój. Swoją drogą, mój współlokator dalej nie wrócił.
Ułożyłem się wyjątkowo wygodnie na posłaniu. Prawie usypiałem, kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się z trzaskiem. Nie kryjąc swojej obecności, elf wparował głośno do pokoju. Nie obchodził go najwyraźniej fakt, że mogłem już spać. Podniosłem głowę, kiedy zaświecił światło i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu. Chłopak zaczął odkładać swoje rzeczy, nucąc coś cicho pod nosem. Kaszlnąłem cicho, licząc, że załapie aluzje. Ten jednak najwyraźniej zignorował moje niezadowolenie, kontynuując rozbudzanie mnie w najlepsze.
Przewróciłem oczami i wtuliłem się w poduszki, starając się zapomnieć o hałasującym współlokatorze. Położyłem po sobie uszy, licząc, że dzięki temu chociaż trochę zniweluję dźwięki. Jak łatwo się domyślić, to nie pomagało. Na szczęście ogólne zmęczenie szybko zbiło mnie z nóg. Ostatecznie zasnąłem.
***
Zabrzmiał dzwon, który skutecznie wybudził mnie ze snu. Przeciągnąłem się i ziewnąłem przeciągle. Mój wzrok automatycznie skierował się w stronę elfa. Starał się zakryć całą głowę poduszką. Wzruszyłem ramionami, dzisiaj najwyraźniej również nie chce zaszczycić nas swoją obecnością na lekcjach. Udałem się do łazienki, aby zająć się poranną toaletą. Wyszedłem z łazienki, by zobaczyć niespodziewany widok. Mój współlokator siedział na skraju łóżka, przeczesując ręką włosy. Spojrzał na mnie, a jego oczy nagle powiększyły się.
- To gryzie? - zapytał, wskazując palcem na przestrzeń za mną. Odwróciłem głową, by ujrzeć podążającego za mną Płomyka. Całkowicie o nim zapomniałem. Złapałem go w dłoń, którą po chwili ogarnęło przyjemne ciepło. Zacisnąłem palce, a kulka światła rozpadła się na wiele mniejszych iskierek.
- Tak.
Lekcje minęły równie szybko, co dnia wcześniejszego. Oczywiście, Enberg nie pojawił się na nich. Jak zawsze po skończonych zajęciach udałem się na stołówkę. Trafiłem akurat na bardzo ciekawą sytuację. Mój współlokator stał na jednym ze stołów w centrum sali. Wyprostował się i przemówił:
- Uwaga, wszystkie baśniowe stwory. Wzywam was do powstania!
 Początkowo uczniowie spojrzeli w jego kierunku dosyć zaskoczeni. Elf zaczął głosić, jak niejadalne są posiłki na stołówce. Nikt nie wziął go na poważnie i wrócił do własnych obowiązków, a co poniektórzy odpowiedzieli śmiechem. Sam udałem, że go nie znam i włożyłem na talerz trochę sałatki. Chwilę później zbulwersowany Enberg został ściągnięty ze stołu przez jednego z nauczycieli. Oburzony dosiadł się do mnie. Nie przerywałem jedzenia, słuchając dalszego wywodu.
- Dlaczego nikt mnie nie posłuchał? - prychał, zaplatając ręce na piersi.
- Myślę, że chodzi o całokształt - odpowiedziałem, powoli przeżuwając pomidora. - Zapewne wzięli cię za niekoniecznie rozgarniętego.

Axel?

Słowa: 651

niedziela, 19 stycznia 2020

Od Axela cd. Darumy

- Wolałbym umrzeć z głodu, niż to coś zjeść! - krzyczałem na kucharza. Jak można uważać, że podawanie takich tragedii jest w jakikolwiek sposób okej? Moje delikatne, starannie pielęgnowane dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści, w nich starałem się uwięzić całą swoją wściekłość. Gdyby rozlała się po całym ciele, istniałaby możliwość, że dotarłaby do twarzy, a od tego mógłbym dostać zmarszczek.
- To umieraj, nie moja sprawa! - odburknął kucharz. Stwierdziłem wtedy, że to koniec kłótni. Obróciłem się z gracją, po czym zeskanowałem oczami całe pomieszczenie. Zauważyłem znajomego centaura. To chyba ten z mojego pokoju, ale nie byłem pewny. Szczerze, niezbyt mu się przyglądałem. Zacząłem iść w jego kierunku. Zdawało mi się, że tego nie zauważył, dopóki nie odsunąłem krzesła obok niego. Zająłem miejsce i założyłem jedną z nóg na drugą.
- Czy zawsze podają tu takie okropieństwa? - zapytałem z wyraźnym wkurzeniem w głosie. Daruma, jeśli to właściwie był on, przez chwilę nie odpowiadał, patrząc na mnie w zdumieniu. W następnym momencie na jego twarzy znalazł się lekki uśmieszek. Jakby uprzejmy, jednak z nutką rozbawienia i szyderstwa.
- Jeśli to nie jest zbyt upokarzające dla ciebie, to tamte sała... - zaczął, wskazując w jakiś kierunek.
- Wolałbym umrzeć! - przerwałem mu głośno. Nie wydawał się zdziwiony. Skrzyżowałem ramiona i oddaliłem wzrok w losowy kierunek, unosząc lekko podbródek.
***
Stałem przed otwartymi drzwiami szafy. Kucnąłem, by ułatwić sobie dostęp do dolnej półki, wypełnionej wszystkimi łyżwami, które zgromadziłem przez ostatni rok. Skakałem wzrokiem od pary do pary, aż w końcu spocząłem na jednej. Były dla mnie wyjątkowe. Jako jedyne zostały ze mną przez kilka lat. Podniosłem jedną z nich i lekko pogładziłem ją kciukiem. Czarny kolor był głęboki jak zwykle, była dalej w doskonałym stanie. Moja miłość do żadnej innej pary, którą kiedykolwiek miałem, nie równała się z przywiązaniem do tej. Najczęściej, wraz z tym, jak zmieniał się mój styl, zmieniała się też ta dolna półka. Zostawały tylko one. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, niespowodowany nieszczęściem innych, nieskażony sarkazmem. Nagle drzwi pokoju się otworzyły, co zmyło go z moich ust. Do pomieszczenia wszedł centaur. Podniosłem drugą łyżwę i wstałem. Zanim Daruma zdążył cokolwiek zrobić, wepchnąłem mu parę do rąk, po czym założyłem płaszcz.
- Zaprowadź mnie gdzieś, gdzie mogę jeździć - rozkazałem z wysoko podniesioną głową. Chłopak myślał przez chwilę.
- Nie wiem, gdzie to mogłoby być - przyznał w końcu. Stwierdziłem, że zajęło mu to za długo. Mógł przyznać się od razu. 
- W takim razie pokaż mi jakieś płaskie miejsce, w którym nie ma ludzi - powiedziałem. Po krótkim momencie jakiś pomysł zrodził się w głowie centaura. Wyszedł z pokoju, a ja za nim. Podążałem za nim przez jakiś czas i w końcu dotarliśmy do w miarę płaskiego miejsca. Na miejscu był już śnieg, co było idealne. Szybko wyrwałem łyżwy z rąk Darumy i założyłem je, po czym buty podałem chłopakowi. Spojrzałem ponownie na dosyć sporą, równą powierzchnię. Bez problemu manipulowałem wodą, by stworzyć dla siebie lodowisko. Z uśmiechem pomyślałem, że dzięki temperaturze nie będę musiał nawet specjalnie starać się, żeby utrzymać lód w dobrym stanie przez parę godzin. Dalej z radością odwróciłem się do centaura i rzuciłem na niego mój płaszcz.
- Zostań tutaj - rzekłem z rozkazującym, ale dalej szczęśliwym tonem. W końcu pierwszy raz od jakoś... dwóch dni byłem w stanie odepchnąć się od lodu. Kiedy poczułem jak ostra płoza zaczęła ślizgać się po zimnym lustrze, wnętrze mojej klatki piersiowej rozpaliło się. Rozgrzewka. Nie mogłem się doczekać, żeby przejść do skoków. Po kilku chwilach, mogłem w końcu to zrobić. Serce biło szybko, z radością, ekscytacją, wypełniało całe ciało energią, której nie czułem już przez wystarczająco długo, by teraz wybuchła. Przybrałem na szybkości i odwróciłem się. Ząbki trafiły w lód. Perfekcyjne trzy rotacje wykonane z gracją. Ale ja tego dnia chciałem więcej. Stwierdziłem, że nie zatrzyma mnie nic. Nawet to, że kiedy po skoku spojrzałem w stronę centaura, zobaczyłem tylko moje rzeczy na ziemi, a sam chłopak odchodził w stronę akademika. Nie obchodziło mnie to wcale. Na pewno był zazdrosny. 


Daruma?

Liczba słów: 644

czwartek, 16 stycznia 2020

Od Darumy cd. Axela

Słowa wychowawcy nie zadowoliły mnie. Byłem przyzwyczajony do mieszkania w pokoju samemu. Informacja, że zostałem przeniesiony i został przydzielony mi współlokator, całkowicie zbiła mnie z nóg. Dodatkowo, nie miałem pojęcia, kto uraczy mnie swoją obecnością do końca roku.
Ruszyłem więc w stronę swojego nowego pokoju. Zatrzymałem się przed prowadzącymi do niego drzwiami. Co jeśli mój współlokator już tam będzie? Jak mam się zachować? Minęła chwila, nim zebrałem się na odwagę. Złapałem za klamkę. Zamknięte. Na szczęście.
Wszedłem do pomieszczenia. Zarówno po prawej, jak i po lewej stronie znajdowało się łóżko. Rzuciłem okiem na dwie średniej wielkości szafy. Zajrzałem również do małej łazienki. Skrzywiłem się na ten widok. Będę zmuszony dzielić ją z kimś innym.
Zadowoliło mnie jedynie posłanie. Utworzone zostało z wielu poduszek przeróżnych wielkości. Idealne dla centaura! Nim jednak je wypróbowałem, rozpakowałem się do jednej z szaf. Nie wziąłem ze sobą zbyt wielu rzeczy. Rogi całkowicie uniemożliwiały mi zakładanie zwykłych ubrań. Zapakowałem więc ze sobą tylko kilka płaszczy i pelerynek oraz całą szkatułkę z biżuterią. Na niższej półce w równym rządku ułożyłem wszystkie niezbędne do nauki książki. Jedną z nich wziąłem do ręki i usiadłem na swoim "łóżku".
Zdążyłem przeczytać zaledwie kilka stron, kiedy z niemałym rabanem do pomieszczenia wszedł młody elf. Zaszczycił mnie jedynie przelotnym spojrzeniem. Za nim do pokoju wmaszerowała służba niosąca walizki. Nigdy nie widziałem na oczy swojego współlokatora wcześniej, jednak czułem, że będzie problematyczny.
Do pierwszej niesnaski doszło, kiedy spróbował przywłaszczyć sobie moją szafę. Absolutnie mu na to nie pozwoliłem. Kolejno, jak dowiedziałem się z toczonej rozmowy, Enberg wszczął awanturę ze swoją służbą w związku z rozpakowywaniem bagaży. Ostatecznie wyrzucił wszystkich mężczyzn z pokoju i samotnie zabrał się za przegląd walizek. Postanowiłem więc go nie krępować i zabrałem z szafy wszystkie niezbędne do kąpieli rzeczy - między innymi ręcznik czy mydło. Elf, kiedy uświadomiłem go, że idę się umyć, natychmiastowo wybłagał swoje pierwszeństwo. Wzruszyłem ramionami - było mi doskonale wszystko jedno.
- Nazywam się Daruma, jakbyś chciał wiedzieć - rzuciłem w kierunku chłopaka.
- Nie pamiętam pytania. - Enberg zatrzasnął się w łazience. Westchnąłem cicho. Zapowiada się długi rok w upierdliwym towarzystwie.
Minęły niemal wieki, nim elf łaskawie opuścił toaletę. Wyglądał dosyć żałośnie, jakby cały jego świat rozpadł się. Bez słowa wstałem z miejsca i sam, ponownie zabierając wszystkie akcesoria, udałem się do łazienki. Po długiej podróży jedyne czego pragnąłem to właśnie kąpiel.
Nastał wieczór. Elf uporczywie zajmował się składaniem toaletki, kiedy ja prawie kończyłem czytać. Wtedy niepostrzeżenie zgasło światło. Enberg musiał najwyraźniej skończyć swoją pracę i próbować usnąć. Niekoniecznie podobał mi się ten pomysł. Pragnąłem dokończyć lekturę. Wstałem więc z posłania i podszedłem do świecznika, ponownie zapalając lampy.
Elf prychnął niezadowolony i również poniósł się z łóżka. Zgasił ogień. Wtedy rozpętała się cicha bitwa. Ja zapalałem świecę, on ją gasił. Mój współlokator prawdopodobnie myślał, że wygrał, kiedy zalał knot wodą. Powróciłem więc na swoje poduszki i przywołałem Płomyk. Mała kulka światła rozświetliła pomieszczenie. Usłyszałem jedynie głośny pomruk Enberg'a, jednak ten nie pofatygował się, by do mnie podejść.
***
Nastał ranek. Wstałem z posłania, przeciągając się. Przeszedłem przez pokój, by odwiedzić łazienkę. Po porannej toalecie powróciłem do pokoju i spojrzałem na leżącego jeszcze w łóżku elfa.
- Co ty robisz o tak wczesnej porze? - jęknął cicho.
- Za trzydzieści minut zaczynamy lekcje - wyjaśniłem, przysiadając przy własnej szafie. Wybrałem potrzebne książki i rzuciłem je do torby. Współlokator nie odpowiedział. Kiedy na niego spojrzałem, nakrył głowę poduszką, najwyraźniej niechętny do opuszczenia ciepłego lokum. Jego sprawa. Chwilę później opuściłem pokój, by udać się na lekcje.
Siadając przy swojej ławce w klasie, zastanawiałem się, czy mojego współlokatora nie powinno tutaj być. Wychowawca mówił, że jesteśmy rówieśnikami. Początek zajęć, Enberg'a nie ma.
Nie raczył się również pojawić na żadnej innej lekcji. Kiedy nastała oczekiwana przez wszystkich przerwa obiadowa, udałem się na stołówkę. Wyszukałem szybko coś apetycznego i pozbawionego mięsa. Chwała naszej szkole, że nie wszystkie potrawy tutaj są z nim.
Skończyłem właśnie wybierać sałatkę, kiedy usłyszałem podniesione głosy. Spojrzałem w kierunku hałasu, gdzie zobaczyłem znajomego mi elfa. Był w trakcie kłótni z kucharzem. Trafił swój na swego. Nie miałem pojęcia, o co poszło, ale niekoniecznie mnie to obchodziło. Znalazłem wolne miejsce przy stoliku i w akompaniamencie narastającej awantury, zacząłem swój posiłek.

Axel?
Liczba słów: 684

niedziela, 12 stycznia 2020

Od Axela do Darumy

Jens otworzył drzwi przede mną. To najprawdopodobniej ostatni dzień, w który się kiedykolwiek zobaczymy i właściwie to wcale mi to nie przeszkadzało. Miałem już trochę dość patrzenia na tą jego głupią rudą brodę. Wyglądał, jakby całe jego włosy spełzły na dół głowy. Prychnąłem, po czym przeszedłem przez drzwi. Coś mały ten pokój, jak na mnie i jeszcze jakiegoś innego stwora. Mój wzrok przyciągnęła prawa strona pokoju. Była prawie że pusta. W kącie stało łóżko, a około pół metra od niego była szafa. Zignorowałem to, jak małe było posłanie i jak bardzo nie podobał mi się kolor ścian oraz podszedłem do drzwi szafy. Po otworzeniu ich w moim ciele zakwitło jeszcze większe zdenerwowanie. Jak do jasnej cholery mam tutaj cokolwiek zmieścić?! Zatrzasnąłem drzwi i spojrzałem w lewo. Z uwagą przyglądał mi się centaur leżący na... "łóżku", które składało się z wielkiej ilości poduszek. Nie odwdzięczyłem wcale tej uwagi, ponieważ szybko przykuła ją jego szafa.
- Ty, potrzebujesz tam dużo miejsca? - zapytałem z zimnym uśmiechem, wskazując na bardzo potrzebną mi przestrzeń.
- Potrzebuję - odpowiedział spokojnie. Zwróciłem się wtedy do służących i nauczyciela.
- Przynieście tu moje rzeczy, później coś wymyślę, skoro ten centaur nie chce się podzielić - rozkazałem. Jens wyglądał na nieco zawiedzionego. Musi mu być czasami trochę smutno, że chciał karierę w edukacji, a skończył praktycznie jako niańka z dodatkowymi funkcjami tłumaczenia trudnych słów.
- Panie Enberg - zaczął - jestem nauczycielem, a nie pracownikiem fizycznym - na jego słowa odpowiedziałem tylko prychnięciem. Machnąłem w stronę drzwi, po czym usiadłem na łóżku. Bardzo chciałem iść spać. Do Kernow jechaliśmy półtorej dnia. Był już wieczór, a ja byłem bardzo zmęczony. Niestety materac był za twardy, by w ogóle nadawać się do tego, by na nim drzemać. Patrzyłem więc, jak pokój napełnia się pudłami. W końcu służący skończyli pracę. Stali na środku pokoju, jakby na coś czekali.
- Co robicie? Nie zamierzacie tego rozpakować? - zapytałem ze zmarszczonym czołem. Szybko jednak przypomniałem sobie o tym, że mogę od tego dostać zmarszczki i zrelaksowałem mięśnie.
- Z całym szacunkiem, panie Enberg, ale sądzę, że powinien pan zrobić to sam - wyraził swoją jakże ważną opinię Jens. Przewróciłem oczami. Rudy tego dnia podkręcił tryb wkurzania mnie na maksa.
- Będzie pan wiedział na pewno, gdzie co jest - dodał inny służący. Podniosłem się z łóżka i westchnąłem. Za co moja rodzina im płaci? Otworzyłem pierwsze pudło. Było pełne mojej bielizny. Zmieszany szybko je zamknąłem i spojrzałem za siebie w stronę służących.
- No to zamierzacie sobie iść, czy nie? - mruknąłem. Mężczyźni skinęli głowami i wyszli zamykając za sobą drzwi. Mój wzrok skierowałem na centaura. Czytał i zdawało się, że nie zwraca na mnie uwagi. Cicho westchnąłem i zacząłem się rozpakowywać. Do szafy zmieściła się tylko połowa moich ubrań. Resztę pudeł zostawiłem w przestrzeni pomiędzy szafą a łóżkiem. Miałem lekki problem z wyciągnięciem ze skrzyni mojej toaletki kosmetycznej, którą zdecydowałem się wziąć ze sobą do akademika. Nie przeżyłbym bez niej. Wkrótce wszystko było na swoim miejscu. Zauważyłem, że młody centaur się podniósł i zmierzał do drzwi. Nie były to jednak te, którymi wszedłem.
- Dokąd są te drzwi? - spytałem, zanim zdążył wejść. Chłopak szybko odwrócił głowę w moją stronę.
- Do łazienki, idę się umyć - wyjaśnił. Przytaknąłem. Zauważyłem, że oprócz drzwi wejściowych, były to jedyne w tym pokoju.
- A gdzie jest łazienka dla mnie? - zapytałem znowu centaura. On za to lekko się uśmiechnął, jakby coś go trochę bawiło.
- Mamy jedną - na jego słowa w moim sercu zawitało przerażenie. Mam z kimś dzielić łazienkę?! Moja delikatna dłoń zakryła dolną część twarzy, a oczy rozszerzyły się w zdziwieniu. Przez chwilę staliśmy bez ruchu.
- Mogę... mogę chociaż umyć się przed tobą? - poprosiłem. Obrzydliwe. Centaur skinął lekko głową i wrócił do książek. Zebrałem szybko piżamę. Kiedy już miałem wejść do łazienki, nagle usłyszałem głos chłopaka.
- Nazywam się Daruma, jakbyś chciał wiedzieć - na moich ustał zastał ponownie uśmiech.
- Nie pamiętam pytania - zaśmiałem się, po czym zamknąłem drzwi łazienki.

Daruma?

Słowa: 631
Szablon
Pandzika
Kernow