Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin x Zero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin x Zero. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Od Zero CD. Rin

Nie spałem. Wylegiwałem się za to w łóżku i przeglądałem zapiski, jakie złożyła siostra z "Vei de Lamei". Ona prowadziła mój sklep, gdyż ja byłem za młody na to. Każdego dnia składała zapiski, kto i po co się zjawiła. Opisywała wszystko ze szczegółami. Najmniejsze i nic nieznaczące zdania, które nic i tak by nie wniosły. 

np. "Deszczowy dzień zawitał do Kernow. Zjawiło się jedynie dwóch klientów. Z jednym nie było problemów, wiedział jak, ma się zachować, za to drugi myślał, że skoro myśli, że jestem kobietą, to może śmiało wejść i okraść. Przeliczył się, pierwszy klient chce specjalną mieszankę, którą możesz tylko ty bracie stworzyć. Dlatego pod tą notką, zapisuje wszystko, czego ci potrzeba do jej wykonania. Drugi osobnik wykonał sprawnie swoje ruchy, które spowodowały, że biedak sam się skaleczył o "Shart'e" (jest to niezwykłe żywy kwiat, kiedyś się o nim opowie). Wysączyła z jego ciała krew, wolałam się nie wtrącać, dlatego też, gdy roślinie starczyło już nawodnienia, zjawiła się straż i go zabrała. Do tego dostałeś datek, od Fiony. W podzięce za pomoc i chęć dalszej współpracy". - właśnie coś takiego wypisuje.

Jakby nie mogła krócej albo jedynie ważnych informacji. Chociaż skoro tak się stara to może to przynieść efekty. Najpewniej po skończeniu nauki w akademii, moje dzieło i współpraca z siostrą się opłaci i przyniesie większe zyski. Wówczas może uda otworzyć mi się drugi sklep. Jednakże te plany trzeba poważnie rozważyć, gdyż porozmawiać muszę z siostrą o tym. Jestem ciekawy, w jakiej chce być branży, owa mieścina. Już myślałem nad cukiernią ze specjalnymi dodatkami w środku, zależałoby to od klientów. Jest też myśl, że owo miejsce mogłoby być takie nietypowe, gdyż zmieniałoby się zależnie od pory dnia, albo i nocy. Byłby magiczny, ale miejscowi, nie zdawaliby sobie z tego sprawy.

~*~

Wyrwanie z łóżka i to dosłowne wyrwanie z niego, było zasługą mojego brata Ariesa, oraz czteroletniej dziewczynki. Nie wiem nawet czemu, mnie wyrwali z wygodnego łóżka, jednakże nie miało większego sensu, by się sprzeciwić. Gdyż smok i wilkołak, to potężne połączenie.
 - Mama mówiła, że chce, żebyś wrócił do domu. Chodzi o stan Heliosa. - odezwał się brat.
Przeszły mnie ciarki, gdy brat wspomniał jego imię. To, co się wydarzyło między nami, jest skomplikowane i nie lubię o tym mówić. Dlatego też, gdy zostało to wspomniane, zdecydowałem się wyjść na miasto i pomyśleć o tym.
 - Przemyśle to. - odpowiedziałem.
 - To nie jest coś, co masz przemyśleć. Masz zabrać się ze mną dzisiejszego wieczora.. Słyszałem, że spotkałeś Rin. Jest taką, jaką ją zapamiętałeś? - dopytał brat.
 - Rin. Ach ta przyjaciółka z dzieciństwa, przestała nią być, gdy się wyżyła na mnie i zwyczajnie urwała kontakt. Tamta Rin była inna, ale możliwe, że jest tą samą osobą. - wywróciłem oczami, gdyż jakoś specjalnie nie myślałem o niej w ostatnich latach. Miałem wiele innych atrakcji od jej zniknięcia.
Przeciągnąłem się i ruszyłem do łazienki, po drodze zgubiłem ubrania, przez co Aries, musiał zasłonić oczy dziewczynce. Oczywiście nie mogłem umyć się w spokoju, gdyż wpadł ponownie mój brat. Najwyraźniej nie chciał zostawić mnie w spokoju.
 - Jeśli teraz wrócimy uda nam się uwinąć do jutra rana. - rzekł ponownie. Mimo prysznica słyszałem go uważnie.
 - Dobra, już. Wyjdę i pójdziemy na miasto, potem pojedziemy. - westchnąłem zrezygnowany. Wyszedłem w ręczniku, zanim przeszedł do pokoju, zatrzymał mnie ponownie brat. Tym razem, gdy chciał coś powiedzieć, westchnąłem. Hiuntus mi pomogła i podbiegła do niego. Dzięki temu mogłem przemknąć do pokoju i się ubrać. Akurat, gdy chciałem się wymknąć, Aries się zjawił. Nie mogłem od niego dziś uciec, najwyraźniej było to coś poważnego. Gdyż bez powodu, by tak nie postępował.

***

Zauważyłem Rin z ogonem, to była jakaś nowość, do tego dochodził jakiś pijany typek. Tak po prawdzie miałem iść w zupełnie innym kierunku, ale wyszło inaczej.
 - Nie powinno się zaczepiać kobiet. - odezwałem się, przez co mężczyzna coś warknął pijackim tonem i sobie poszedł.
Dziewczyna jednak nie od razu się odwróciła. Mogłem zawiesić swój wzrok na jej demonie, który był nowością. Mój brat za to odważnie podszedł do dziewczyny i zmierzwił jej włosy.
 - Jaki cudny demon i ten twój słodki ogonek. Rin, Rin chcesz może się z nami zabrać do domu? Jamix z chęcią, by cię zobaczyła. Co ty na to? - słowa mojego dziwnego brata sprawiły, że zmarszczyłem brwi i wywróciłem oczami. Gdy chciałem go uspokoić, wówczas odezwała się dziewczyna. Wiedziałem, że omówi, chociaż mój brat miał nadzieję, że pojedzie z nami. Nie wiem po co, ale najwyraźniej, o czym mi nie powiedział. Jej odpowiedź mnie lekko zdziwiła, wahała się, ale w końcu...


<Rin?>
(Zgodzi się? Odmówi? Czy zrobi coś zupełnie nieprzewidywalnego?)

niedziela, 26 grudnia 2021

Od Rin CD. Zero

 Całkowicie inaczej się zachowywał. Kiedyś był miły i sympatyczny, może czasem lubił się ze mną droczyć i mnie denerwować. Ale jego arogancki uśmieszek wcale do niego nie pasował. Wiedziałam, że nie powinnam tyle o nim myśleć, jednak mój mózg samoistnie przetwarzał co to zobaczyłam. W końcu nie widziałam go tyle lat. Nic dziwnego, że praktycznie go nie poznawałam. Wracając do swojego pojazdu myślałam tylko o nim i o tym jak bardzo moje serce ściskało się na myśl o jego osobie. 

~*~

– Jeśli nie przywołasz swojego demona, nie będę wiedziała jak ci pomóc – dyrektorka Sarlok stała przede mną z delikatnym uśmiechem na ustach. Wiedziałam, że chciała dodać mi otuchy, ale mój puls był tak szybki, że słyszałam jego pulsowanie w uszach.  Miałam wrażenie, że cała moja głowa pulsuje tak, jakby miała zaraz wybuchnąć. 

– Nie wiem czy chcę to robić. Prawie od początku gdy się poznaliśmy, ani razu go nie wypuściłam, bo nie czułam takiej potrzeby – poruszyłam niespokojnie ogonem. – Nie chce na niego patrzeć, a co dopiero z nim współpracować.

– Wiem, że to trudne. Nie często zdarza się, że zaklinacz znajduje swojego demona po wielu latach od urodzenia. Jednak nic na to nie poradzisz. Będziesz dzielić z nim myśli, moce, życie i doświadczenia życiowe. Jest jak twoja druga połowa duszy. 

Dyrektorka podeszła do regału i zdjęła praktycznie  z samej góry grubą książkę, na której znajdowała się cienka warstwa kurzu. Nie widziałam jej tytułu, nie znajdował się on ani na grzbiecie ani na okładce. 

– W tej książce są opisane wszystkie jak do tej pory udokumentowanie momenty, gdy demon pojawiał się w życiu zaklinaczy dopiero po jakimś czasie. Jest tu opisane krok po kroku, osoba po osobie jak zacieśniali z nim więzi, jak z nimi pracowali i co robili by stać się jednością z czymś z czym nigdy nie mieli do czynienia. 

– Ale ja miałam do czynienia z demonami. Mój ojciec je miał. Tak jak każdy w naszym rodzie. Tylko u mnie poszło coś nie tak…

– Wiem, ale to nie to samo. Z nimi nie mogłaś nawiązać bliższej więzi bo nie należały do ciebie. – podała mi książkę. – Myślę, że to ci pomoże by jakoś zacząć pracę ze swoim. Przez pierwszy tydzień chcę byś tylko przestudiowała tą książkę. Potem przyjdź do mnie i zobaczymy co dalej. 

Pokiwałam ze zrozumieniem głową i wyszłam z gabinetu wpatrzona w książkę. Nie wiedziałam co ze sobą począć. Dowiedziałam się od razu po przybyciu gdzie znajduje się mój pokój jednak nie chciałam na razie do niego iść. Ściany tej ciężkiej budowli mnie dusiły i czułam, że muszę wyjść na zewnątrz. Choć robiło się już ciemnawo, ruszyłam do wyjścia by po raz drugi przespacerować się po mieście. Wszędzie było tak spokojnie i przyjemnie. Ludzie bawili się i pili bez okazji, jednak ciesząc się z życia jakby nie mieli na głowie żadnych zmartwień. Chciałam do nich dołączyć i porozmawiać, jednak nagle poczułam dość mocne pociągnięcie za ogon.

– Patrzcie, ogon ma – pijany, ledwo stojący na nogach mężczyzna z dwoma swoimi kolegami wpatrywali się we mnie z dziwnymi uśmiechami. Warknęłam pod nosem i wyrwałam swój ogon z jego rąk. Nagle wokół zapanowała cisza a wszystkie oczy zostały skierowane na nas. – Nie powinnaś spacerować tutaj tak swobodnie. Niezły masz tupet demoniczny bękarcie. 

Podniosłam brew, nie dowierzając w to co słyszę. Nie wiedziałam, że nawet w Kernow gdzie znajdowały się magiczne akademie znajdą się osoby, które się nią brzydzą. Przetarłam twarz dłońmi, czując, że tracę powoli cierpliwość co do tego miejsca. Jednak zamiast zacząć krzyczeć, uśmiechnęłam się w ich stronę i już wiedziałam co powinnam zrobić. Chociaż moje ciało i serce protestowała. Powinnaś spędzać z nim wspólny czas. To właśnie powiedziała mi dyrektorka. Minoru pojawił się obok mnie, rycząc na cały plac. Mężczyźni się odsunęli, a ja stanęłam obok swojego demona. Miałam ochotę od razu go schować, jednak czułam się przy nim…bezpieczna. To uderzyło we mnie z taką mocą, że zaparło mi dech w piersi.

– Nie powinno się zaczepiać kobiet. 

Znałam skądś ten głos…

<Zero?>

niedziela, 14 listopada 2021

Od Zero cd Rin [+18]

Ten dzień był jak wiele dni, z małą różnicą. W dzisiejszym dniu zbierałem opłatę, za zaległe długi oraz opłaty za przedłużenia. Nawet jeśli dostanę kasę, to muszą przy tym pamiętać, że mnie nie wydymają tak łatwo. Dlatego też dostaną pouczenie i to gorzkie dla nich. Zjawiłem się w pierwszym miejscu, było to mieszkanie rodzinne. Rodzice dawno nie żyli. Mieszkało tam rodzeństwo, dziewczyna dawała radę, jej brat się zadłużył na dobre tysiące. Dlatego też, gdy zapukałem z grzeczności, po czym wszedłem. Od razu dostrzegłem dziewczynę. Była sama.
- Gdzie się podział twój brat? - spytałem.
- Zaraz powinien wrócić. Napijesz się herbaty? - spytała. Nie należała do tych strachliwych, ale miała już dosyć swojego brata, który nawet jej podkradał pieniądze, które ciężko zarabiała.
- Z wielką chęcią. - rzekłem. - Jak radzisz sobie z tym wszystkim? - zadałem kolejne pytanie, przyglądałem się tego mieszkaniu. Wyglądało dużo lepiej niż dwa może trzy miesiące temu.
- Po śmierci rodziców było kiepsko, ale po twojej pomocy, udało mi się znaleźć pracę. Za to mój brat nic, a nic się nie zmienił. Może nauczka od ciebie zwróci mu rozum. - wyjaśniła i podała mi kubek z gorącym napojem. Usiadła na kanapie. Ja siedziałem sobie na fotelu, przed drzwiami byli dwoje ochroniarzy, do tego w środku dwóch i jeden śledził małolata. Dał cynk, że wraca.
- Powinnaś iść się rozerwać i na razie nie wracać. - powiedziałem. Skinęła głową, dopiła swój napój, po czym wstała, odłożyła kubek do umywalki, wzięła torbę, bluzę oraz włożyła buty, po czym wyszła. Nie czekałem jakoś długo, gdyż pojawił się chłopak. Na początku próbował uciec, ale skończyło się to lekkim pobiciem. Oddał połowę, gdyż tyle udało mu się zebrać. Mimo kilku przegranych nie stracił wszystkiego.
- Gdzie moja siostra? - spytał.
- Wyszła, by oszczędzić jej widoku karanego brata. - powiedziałem i oblizałem wargi. Zacząłem rozpinać spodnie, by wiedział, co go czeka.
- C-Co t-ty r-robisz? - spytał. Jąkał się, gdyż wiedziałem, że jego dziewczyna też się zjawi. Nawet jeśli wcześniej go już pieprzyłem, to też udaje niewiniątko.
- Zaczynasz pracować dla mnie, by odpłacić dług i odsetki. Teraz bierz się do roboty. - warknąłem, jeszcze spokojnie. Złapałem jego włosy, gdy pojawił się mój sprzęt w całej okazałości. Nie chciał nawet położyć na nim dłoni, ale gdy już wepchnąłem mu go do gardła, zaczął działać językiem i poruszał głową. Chwilę później pojawiła się jego śliczna dziewczyna. Jeden z ochrony ją trzymał, by patrzyła, co ją czeka.
- Puść go! - krzyknęła. Gdy młody to usłyszał, próbował się wyrwać, ale szarpnąłem porządnie za jego włosy, wchodząc głębiej. Biedak zaczął się dławić i dusić, to jednak mi nie przeszkadzało, by dojść i spuścić się w jego gardle i na nim. Spojrzałem na biedną dziewczynkę.
- Skoro tak wyskakujesz, by mu pomóc. Rozbieraj się i podejdź. - powiedziałem, wygodnie się rozsiadłem na kanapie i przyglądałem się krztuszącemu się chłopakowi i dziewczynie, która powoli zaczynała płakać. Zeszło się trochę, zanim zaczęła się rozbierać. Ruchem dłoni, jeden z ochroniarzy, zerwał z niej ubrania i mi ją przyprowadził.
- Zostaw ją. - starał się brzmieć ostro, ale mu nie wyszło.
- Twoja kolej jeszcze nie nadeszła. Młoda bierz się do roboty. - zwróciłem się do klęczącej nagiej dziewczyny. Gdy mi obciągała, jej robota była żałosna. Wówczas, jeden z ochroniarzy podał mi akta, a tam była owa dziewczyna. Jej rodzina także była zadłużona, do tego to ona pożyczała ode mnie. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Zaśmiałem się i odepchnąłem żałosną nagą dziewczynę. Wywróciłem oczami, na ten znak zjawili się dwaj ochroniarze, których wcześniej nikt nie zauważył i zabrał dziewczynę. Mogli się z nią zabawić albo zrobić co chcą. Teraz pracuje dla mnie.
Widziałem kątem oka, jak chłopak powoli się napalał, było to słodkie i tak rozkoszne, że od czegoś takiego ma chęć na więcej. Zjawił się nagi i zaczął sam z siebie lizać mojego członka, by następnie dokończyć sprawę.

***

Skończyłem z nim gdy, był już zużyty i nie mógł zmieścić nic więcej w siebie, do tego podchodził pokaz, gdy mógł przyjrzeć się swojej dziewczynie i jej dwóm partnerom. Nie mógł na to patrzeć, ale musiał. Ktoś ich zgarnie i zaprowadzi do odpowiedniego miejsca. Z chłopakiem nie skończyłem, ale dziewczyna zostanie włożona do jednego z miejsca i może tam się przyda.
Kolejny na liście był uciekinier. Sama nazwa wskazuje, co zrobił na mój widok. Został jednak złapany. Nie miał ani grosza, gdyż ktoś inny także go ścigał. Miałem dosyć dlatego też ściągnąłem kilku kolesi, którzy dobrze płacą. Jeden po drugim się zabawiali z uciekinierem, do tego doszły jeszcze dwie osoby, starszy chłopak i w podobnym wieku dziewczyna. Wrzuciłem ich do tamtego gostka. Kasa napływała i spłacała ich, ale to wciąż tyle, co nic. Zostawiłem to księgowej, by tego pilnowała z dwoma osiłkami. Ja musiałem oblecieć jeszcze trzech gości.

***

Miejsce publiczne, park dzieci i dorośli. Na środku fontanna i do tego ja pół nagi, który od tyłu zabawiał się z pewnym chłopakiem, który spłacił mnie, ale odsetki pozostały. Tego to jednak sobie zatrzymam, gdyż jest całkiem przyzwoicie dobry, do tego miejsce publiczne czy prywatne nie gra dla niego żadnej roli co mi pasuje. Po skończonym numerku podałem mu adres, pod który ma się udać, dalsze instrukcje dostanie na miejscu. Kolejna osoba było to młode rodzeństwo. Starsza siostra była nieprzytomna przez jej kilkudniowe zabawy. Młody starał się ją spłacić, ale nie ma takich. Dziewczynę zabrali, zaczęli pakować rzeczy z tej meliny i rozmawiać z ekspertem o dalszym planie. Ja w tym czasie zabrałem młodego na ubocze. Miał może z piętnaście albo szesnaście lat. Taki młody.
Pierwsze pocałunki, nie wiedział, jak co z czym idzie. Jednakże, gdy już pokazałem, poszło całkiem nieźle. Ściągnąłem swoje i jego szmaty, po czym skoczyliśmy do jego pokoju się powoli ze sobą bawić. Oczywiście delikatne ruchy, by mógł się przyzwyczaić do mojego dotyku, potem schodziłem niżej i niżej. Oblizałem wargi i sam zacząłem mu obciągać, powoli wsuwając palca do jego tyłeczka. Ciasny i do tego wszystkiego zbyt szybko doszedł, przez co się speszył malec. Z nim można było, by się nieco dłużej bawić. Dlatego tez na tym skończyliśmy, choć gdy miałem już się ubrań, on chciał się odwdzięczyć. Więc wyręczył moją dłoń i sam się zajął.
Po tym ubraliśmy się, ogarnąłem się, gdy się pakował i zabierał swoje rzeczy. Gdy wyszliśmy, udaliśmy się do ostatniej osoby, by odebrać to, co wisiał.

***

Młody trzymał się blisko mnie, nawet gdy ostatni dłużnik na dzisiaj. Zajmował się napełnianiem walizek, ja w tym czasie bawiłem się z moją nową zabawką. Taki słodki i bezbronny chłopiec, do tego, bez powstrzymania się wziąłem go tu i teraz. Po co miałbym się ograniczać. Zwaliłem wszystko z biurka, by mieć miejsce na przelecenie chłopaczka. Skończyłem, gdy walizki zostały napełnione. Młodym zająłem się sam, gdyż jeszcze z nim nie skończyłem. Zjawiła się Octavia, która zaprowadzi go do mnie i tam go przygotuje, tak samo, jak z poprzednikami.
Zabrałem walizki, po czym zacząłem wracać. Oddałem je ochronie, gdyż musiałem jeszcze gdzieś skoczyć przed powrotem,

***

To, co mnie zaskoczyło, czego nie pokazałem po sobie, było spotkanie z dawną przyjaciółką. Słyszałem, że wróciła. Nie zmieniła się za bardzo. Przed nią jednak tego zdziwienia, nie można było ukryć. Myślałem, czy podejść, czy nie. Jednakże ku zaskoczeniu jej podszedłem do dziewczyny. Nachyliłem się, by móc się jej przyjrzeć.
- Nic, a nic się nie zmieniłaś. No może trochę. - powiedziałem. - Pewnie jeszcze się spotkamy. W takim razie do zobaczenia Rin. - dodałem i poczochrałem dziewczynę po głowie. Ta straciła moją dłoń i warknęła. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem dalej, by zrobić to, co musiałem.

Rin?

poniedziałek, 11 października 2021

Od Rin do Zera

Skryta pod dość obszernym kapturem szłam za mężczyzną, który powitał mnie w porcie Kernow. Nie zadawał mi żadnych pytań, doskonale wiedział, dlaczego szkoła go po mnie wysłała. Już od wielu tygodni tułałam się z miasta do miasta, próbując zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Ucieczka z domu, porzucenie swojego rodu było nadal dla mnie trudne. Mój ojciec doskonale wiedział, dokąd zmierzałam, a jednak nawet nie próbował mnie zatrzymać, nie wysłał za mną żadnego pościgu ani nie próbował się ze mną skontaktować. On także wiedział, że potrzebowałam czasu, który zaleczyłby moje rany. 
Jedna z Akademii wydawała się dla mnie doskonałym pomysłem. Miejsce odcięte od reszty świata, gdzie należy myśleć tylko o nauce i ćwiczeniach, by zostać kimś. Co z tego, że byłam już tym k i m ś. Nie zasługiwałam na to i doskonale o tym wiedziałam. W dodatku ten przeklęty demon...
- Panienko? - głos mężczyzny wyrwał mnie z zamyślenia, gdy moja dłoń mimowolnie zacisnęła się w miejscu, gdzie widniał tatuaż mojego demona. 
- Przepraszam, już idę - chwyciłam bagaż i ruszyłam za nim do powozu. Jak zrozumiałam , bnajpierw musieliśmy dostać się w głąb kontynentu, by ruszyć w podróż do Sarlok. Słyszałam różne pogłoski na temat tej szkoły, jednak nigdy nie wiedziałam, czy są one prawdziwe. W Kanzawie nikt praktycznie nie uczęszczał do Akademii, w moim rodzie to przywódcy uczyli swoich następców panowania nad demonami i ich mocami, przez co nie musieliśmy nigdzie podróżować - potrzebną nam edukację otrzymywaliśmy na miejscu. 
Wyjrzałam za okno powozu, patrząc na łąki zalane promieniami słonecznymi. Ucieczka z domu nie była jedynym powodem, dlaczego postanowiła zostać uczniem akademii Sarlok. Gdy tylko zobaczyła jego imię na liście innej szkoły, jej umysł wyłączył się. Zero.  Tak dawno go nie widziała i nie była to wcale jego wina. Przecież to, co wtedy zrobiła...

Dziewczyna siedziała na skaju urwiska. Nie zmyła z siebie krwi, która zdążyła już zaschnąć na jej twarzy, rękach i klatce piersiowej. Nadal czuła wstyd i słyszała krzyki swoich przyjaciół, którzy umierali po zetknięciu z bestią. Bestią, której tatuaż znajdował się na jej ramieniu. Jej oddział, osoby z którymi skończyła trening i którzy zaufali jej na tyle, że postanowili walczyć pod sztandarem jej rodziny. Łzy płynęły po jej policzkach gdy przypominała sobie ich twarze i coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że już nigdy ich nie zobaczy. Nie usłyszy już śmiechu niskiej wilczycy, która zawsze rozbawiała ją gdy tylko miała zły dzień. Nie spróbuje już potraw elfa, który zawsze uwielbiał eksperymentować w kuchni. Nie spędzi bezsennej nocy z kitsune, z którą uwielbiała obserwować gwiazdy, noc w noc. I z jej bratem, który zawsze podrzucał jej ciekawe książki , którą zwinął z biblioteki. I nie będzie już ćwiczyła z centaurem, który codziennie ćwiczył z nią walkę wręcz, by mogła ona poszerzać swoje umiejętności. A ona zamiast podczas walki myśleć o nich i ich bezpieczeństwu, wciąż myślała o białej czuprynie i złotych oczach pewnego młodzieńca, którego zapewniła, że wróci cała i zdrowa. Rzeczywistość coraz bardziej do niej docierała i rozszarpywała serce, podczas gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Nie odwróciła się do Zera - jej wyostrzone zmysły, które otrzymała nie tak dawno temu, od razu powiedziały jej kto ją "odwiedził". 

Nie pamiętam, co dokładnie się wtedy stało. Pamiętałam tylko, że powiedziałam mu, że to jego wina. Zrzuciłam wszystko na niego, nie mogąc poradzić sobie z własnymi emocjami. I właśnie wtedy powiedziałam mu, że go kocham. Po tym uciekłam i już nigdy go nie spotkałam. 

~*~

- Poczekam tutaj panienko ile tylko będziesz chciała. Nie musisz się śpieszyć - mruknął mężczyzna, jednak ja prawie wcale już go nie słuchałam. Chciałam tylko jak najszybciej zobaczyć miasto i zwiedzić je wzdłuż i wszerz. W końcu zajęcia zaczynają się dopiero jutro, więc musiałam skorzystać z czasu wolnego. Jednak jak zawsze moja przeszłość musiała mnie dopaść. Wyszłam z księgarni, w której zaopatrzyłam się w nowe książki, które miały umilić mi samotne wieczory, gdy nagle dostrzegłam osobę, której nie chciałam tak szybko spotkać. Tych złotych oczu nie dało się tak szybko zapomnieć. Oczu, które w tym momencie zdziwione patrzyły na moją twarz.

<Zero?>

Szablon
Pandzika
Kernow