Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daruma x Sylva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daruma x Sylva. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2020

Od Darumy cd. Sylvy

Odwróciłem się nieznacznie, słysząc padające słowa. Starszy ode mnie wampir, uczęszczający do trzeciej klasy, spoglądał na nas nieprzyjaźnie. 
- Trzymaj się swoich, a nie leziesz do innych - rzucił, wpatrując się we mnie. Na jego twarzy pojawił się szeroki, choć dość niepokojący uśmiech. 
- Dziękuje za uwagę - wymruczałam z udawanym uśmiechem. - Lecz sądzę, że Daruma nie ma nic przeciwko mojej obecność, prawda?
Przełknąłem głośno siłę. Właściwie nie miałem zbyt wielkiego wyboru. Postawiony w sytuacji bez wyjścia, postanowiłem wziąć stronę Sylvy. Tego wampira i tak nie znam, a większych kłopotów w szkole raczej mieć nie będę. Nie jest to możliwe. 
- Czy nie powinieneś zajmować się teraz stoiskiem laboratoryjnym? - przypomniałem, cały czas zachowując kamienną twarz. Zajęcie wampira odgadłem po jego kitlu i wystających z kieszeni probówek. - Spóźnisz się - dodałem, zaplatając ramiona na piersi. 
- Od kiedy jesteś zastępcą dyrektora? - prychnął, podchodząc bliżej. - Nie przypominam sobie, żeby cię nim mianowano. 
Wiedziałem, że dalsza rozmowa z chłopakiem nie ma sensu. Choć wyglądał na zdenerwowanego i posyłał mi wrogie spojrzenie, wezwanie nauczycieli, które nastąpiło chwilę później, sprawiło, że ostatecznie odpuścił. Splunął na ziemię i mrucząc pod nosem, odszedł. 
- Zaraz rozpoczną się pokazy - odparłem spokojnie. - Zaprowadzić cię do sali? Widzę, że twoja grupa już poszła.
Dziewczyna rozejrzała się, szukając potwierdzenia moich słów. Najwyraźniej zauważyła brak uczniów. 
- Chodźmy - westchnęła, najwyraźniej zdegustowana zachowaniem podopiecznych. 
Zaprowadziłem Sylvę do głównej auli. Tam dyrektor wygłaszał przemówienie. Nie uśmiechało mi się uczęszczanie w apelu. Nie mogłem jednak zostawić tutaj dziewczyny samej. Dziwne poczucie odpowiedzialności nie pozwoliło mi na to. Zostanę z nią do czasu aż dotrze do swojej grupy - teraz nie ma sensu przepchać się przed tłum. Dopiero wtedy wrócę do swojego pokoju. Nie marzę o niczym innym niż odpoczynku. 
- Dość ładne miejsce - szepnęła, rozglądając się po sali. Nic dziwnego - jasne, rzeźbione ściany, z których zwisały arrasy zachwyciłyby niejedną osobę. Sufit pokrywały kolorowe freski przedstawiające historię z życia wielu ras - elfów, centaurów czy ludzi. Sylva patrzyła w górę, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
Apel trwał dość długo. Dyrektor niezwykle przynudzał. Co rok rozprawiał o tym samym. Mimo zapewnień o sojuszu między szkołami, dalej wyczuwalna była nutka wrogości między poszczególnymi uczniami. Wsłuchiwałem się w szepty. Ciche docinki między pierwszakami stanowiły coś najzwyklejszego. Co roku to samo. Starszaki buntują pierwszaki nakręcając na nowo spiralę nienawiści. 
Dyrektor w końcu zakończył przemowę. Szkoły zostały rozdzielone. Sylva w końcu odzyskała władzę nad swoim zespołem. Pożegnała się ze mną i dołączyła do swoich. podopiecznych. 
Zaprowadziłem Sylvę do głównej auli. Tam dyrektor wygłaszał przemówienie. Nie uśmiechało mi się uczęszczanie w apelu. Nie mogłem jednak zostawić tutaj dziewczyny samej. Dziwne poczucie odpowiedzialności nie pozwoliło mi na to. Zostanę z nią do czasu aż dotrze do swojej grupy - teraz nie ma sensu przepchać się przed tłum. Dopiero wtedy wrócę do swojego pokoju. Nie marzę o niczym innym niż odpoczynku. 
- Dość ładne miejsce - szepnęła, rozglądając się po sali. Nic dziwnego - jasne, rzeźbione ściany, z których zwisały arrasy zachwyciłyby niejedną osobę. Sufit pokrywały kolorowe freski przedstawiające historię z życia wielu ras - elfów, centaurów czy ludzi. Sylva patrzyła w górę, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
Apel trwał dość długo. Dyrektor niezwykle przynudzał. Co rok rozprawiał o tym samym. Mimo zapewnień o sojuszu między szkołami, dalej wyczuwalna była nutka wrogości między poszczególnymi uczniami. Wsłuchiwałem się w szepty. Ciche docinki między pierwszakami stanowiły coś najzwyklejszego. Co roku to samo. Starszaki buntują pierwszaki nakręcając na nowo spiralę nienawiści. 
Dyrektor w końcu zakończył przemowę. Szkoły zostały rozdzielone. Sylva w końcu odzyskała władzę nad swoją ekipą. Rzuciła szybkie "do zobaczenia" i odeszła. Ja zaś skierowałem swoje kroki w kierunku akademika. Wtedy też zatrzymał mnie jeden z nauczycieli. 
- Darumo! Musisz mi pomóc, to pilne! - Jego słowa zbiły mnie z nóg. Naprawdę nie mogę mieć chwili spokoju? 
- Tak? - zapytałem zmarnowany. Profesor wyglądał na przerażonego. 
- Z sali laboratoryjnej zginęła fiolka z wybuchającym eliksirem! - wyjaśnił szybko, wymachując przy tym rękoma. - Musimy ją znaleźć!
Sytuacja zdawała się niezwykle poważna. Jeśli ktoś ukradł probówkę - użyje jej najpewniej na dzisiejszej integracji. Nie mogę pozwolić, aby odwiedzający Corvine ucierpieli!

Sylva?


sobota, 9 maja 2020

Od Sylvy c.d. Darumy

- W końcu koniec - zatrzasnęłam za sobą drzwi, uciekając od świata zewnętrznego. Miałam już dość dzisiejszego dnia, stresu związanego z odwiedzinami innych szkół i ich sprzeczek - w tamtym roku było to samo. Ale jutro czekał na mnie kolejny ciężki dzień jako opiekun grupy z Sarlok. Na kartce, którą teraz ściskałam w dłoni, miałam wypisane wszystkie ważne rzeczy, które musiałam wykonać. Przejść się po pierwszych klasach, powiadamiając o jutrzejszym wyjściu i wytłumaczenie im zasad, które będą panować w jutrzejszym dniu. 
Lars ziewnął i zaczął układać się do snu, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Nie miałam serca go teraz budzić, tylko po to by ze mną poszedł. Pogłaskałam go za uchem i już po chwili przemierzałam korytarze, kierując się od pokoju do pokoju pierwszaków. Niektórzy z nich reagowali ekscytacją, wypytując o szczegóły, inni natomiast pochmurnieli choć widziała na ich twarzach strach. Nie rozumiem, dlaczego wycieczki do innych szkół jest dla niektórych stresującą sprawą. Westchnęłam i ruszyłam w drogę powrotną do swojego pokoju. Muszę się wyspać i to porządnie.

~*~

- Wszyscy zbiórka - grupka uczniów ustawiła się wokół mnie, nie mogąc doczekać się wyjścia, lecz wiedziałam, że nie każdy się z niego cieszy. - Wczoraj już wytłumaczyłam wam zasady, lecz zrobię to jeszcze raz, w dużym skrócie. Demony mają być schowane, nie drażnicie nikogo z Corvine, pamiętajcie, że reprezentujecie szkołę i każdy wasz wybryk stawi akademię w złym świetle. Jeśli tak się stanie, dyrektorka wyciągnie z tego konsekwencje, możecie zostać nawet wyrzuceni - po grupie przeszedł szmer zaskoczenia. - Po skończonych zajęciach, wracamy od razu do siebie, chce widzieć całą grupę w tym samym miejscu, bez luk. Zrozumiano?
Wszyscy pokiwali głowami, ustawiając się od razu w szereg. Stanęłam na jego czele, prosząc jedną z odpowiedzialnych uczennic o pilnowanie tyłów. Nie miałam zamiaru mieć dzisiaj jakichkolwiek problemów.
Po dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce. Jeden z uczniów zaprowadził nas do głównego holu, gdzie mieliśmy poczekać, na osobę, która nas oprowadzi. Stanęłam nieco z boku, nie chcąc jak na razie w nic się angażować. Jednak ponad tłumem zauważyłam znane mi poroże, które należało do Darumy. Nie sądziłam, że go tu spotkam, lecz muszę przyznać, że poczułam małą ulgę i, co dziwne, radość na jego widok. Czyżby to dlatego, że był jedyną osobą, która ode mnie nie uciekała? Ruszyłam w jego stronę, po kilku sekundach już stojąc przy jego boku. 
- Cześć Darumo - odparłam, czując, że chyba nie zauważył momentu kiedy zaczęłam iść w jego kierunku. Wzdrygnął się delikatnie.
- Witaj, jak podoba ci się nasza szkoła?
Rozejrzałam się wokół siebie, wzrokiem omiatając cały hol.
- Nieco się zmieniło od momentu, kiedy ostatni raz tu byłam. - mruknęłam, spoglądając na skupisko ludzi przed nami. - Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie bez niespodzianek.
- Ja również - na jego ustach zawitał delikatny uśmiech - Chociaż znając porywczość młodych ludzi...
Przymknęłam oczy, biorąc duży wdech. Miałam nadzieję, że jego słowa nie staną się rzeczywistością i będzie to po prostu spokojne spotkanie szkół, bez bijatyk i wyzywania. 
- O, patrzcie ją - usłyszałam głos jakiegoś chłopaka, dobiegający zza moich pleców. Szybko się odwróciłam ilustrując ucznia wzrokiem. Był chyba z jednej ze starszych klas. - Trzymaj się swoich, a nie leziesz do innych. - jego wredny uśmiech sprawił, że  wszystkie włoski stanęły mi dęba. Daruma patrzył na niego z obojętną minął, podczas gdy ja podeszłam powoli w jego kierunku, nie spuszczając z niego wzroku, wzdrygnął się, gdy moje kocie oczy zalśniły w słońcu.
- Dziękuje za uwagę - wymruczałam z udawanym uśmiechem. - Lecz sądzę, że Daruma nie ma nic przeciwko mojej obecność, prawda?

Daruma?

piątek, 17 kwietnia 2020

Od Darumy cd. Sylvy

To była burzliwa integracja. Wykończony maszerowałem na końcu powracającego do naszej akademii korowodu. Zdenerwowany poprawiałem co chwilę swój płaszcz. Jak mam wytłumaczyć dyrektorowi, co się stało? Dopuściłem do bójki. Oczywiście to było pewne! Mówiłem nauczycielowi, że się do tego nie nadaję. Powinien wybrać kogoś innego! Przez mojego głupiego kuzyna mogła wybuchnąć dość poważna awantura między Corvine a Sarlok. I tak jesteśmy już skłóceni. Mam dosyć problemów.
Westchnąłem przeciągle. Po prostu powiem prawdę. Dyrektor to zrozumie. Ale w życiu nie zgodzę się na kolejne tego typu przedsięwzięcie. Absolutnie. Co to, to nie. Szukajcie sobie kolejnego głupiego.
Ucieszyłem się na widok znajomego gmachu szkoły. Poczułem ulgę. Wszyscy żywi i prawie nikt nie ucierpiał. W międzyczasie przemknął obok mnie mój kuzyn. Złapałem go za ramię.
- Nie śpiesz się tak - odparłem spokojnie. - Idziemy do dyrektora.
- Chyba śnisz! - prychnął, wyrywając się z mojego uścisku. Jednocześnie obrzucił mnie morderczym spojrzeniem. Wzruszyłem ramionami.
- W takim razie, pójdę sam.
Wyminąłem go, powolnym krokiem kierując się w stronę biura dyrektora. Po chwili usłyszałem za sobą kroki.
- Wolę przy tym być - mruknął. - Ale nie myśl, że o tym zapomnę.
Mitchel maszerował obok mnie oburzony. Ręce zaplótł na piersi i mruczał coś pod nosem. Dlaczego musimy być spokrewnieni?
Zapukałem do drzwi prowadzących do biura dyrektora. Kiedy usłyszałem szybkie "Proszę!", przepuściłem w wejściu Mitchela, a sam ruszyłem dopiero chwilę za nim.
Dyrektor przywitał się z nami. W jego spojrzeniu dostrzegłem lekkie zdziwienie. Najpewniej spodziewał się raportu z całego dnia, ale obecność elfa musiała go zaskoczyć.
- A więc? Co macie mi do powiedzenia? - Mężczyzna uniósł brwi. Ja zaś zerknąłem wymownie w stronę swojego kuzyna. Niech on się tłumaczy.
Mitchel westchnął i wymijająco opowiedział całe zdarzenie. Kiedy skończył, uzupełniłem relacje, podkreślając, że uczniowie Sarlok nie ucierpieli i nie są wrogo do nas nastawieni. Oczywiście bardziej wrogo niż zwykle. Nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy przyjaciółmi.
Dyrektor pokręcił głową.
- Mitchel. Mam nadzieję, że zrozumiałeś swój błąd - odezwał się w końcu mężczyzna. Wydawał się niezwykle spokojny. - Oby to się więcej nie powtórzyło.
Elf pokiwał głową i cicho przeprosił. Wiedziałem jednak, że nawet trochę nie żałuje. Mitchel najpewniej jest dumny ze swojej bójki. Nigdy się nie zmieni. W międzyczasie rzucił mi wrogie spojrzenie.
Po krótkiej wymianie zdań, mój kuzyn opuścił sekretariat, a ja zostałem sam na sam z dyrektorem. Dopiero na osobności opisałem cały dzień, nie szczędząc szczegółów.
- Dziękuję ci za całe poświęcenie. - Dyrektor wydawał się być zadowolony. - Nie przejmuj się Mitchelem. Kto jak kto, ale ty powinieneś go znać najlepiej.
- Niestety.
Po trwającej jeszcze kilka minut rozmowie, szykowałem się do wyjścia. Chciałem się tylko znaleźć w swoim pokoju. Padałem z nóg.
- Darumo. Wiesz pewnie, że jutro my będziemy gospodarzami dni otwartych - mówiąc to wskazał zaznaczony na kalendarzu dzień. Wstrzymałem oddech. Nie ma mowy, żebym znowu zgodził się na oprowadzanie. Dyrektor najwyraźniej zauważył moje przerażenie, więc dodał pośpiesznie: - Nie proszę cię o pokazanie akademii, chociaż wierzę, że zrobiłbyś to doskonale. Po prostu miej na wszystkich oko. To wszystko, wracaj do siebie. Dziękuję.
 - Dziękuję. - Ukłoniłem się lekko i wyszedłem z gabinetu. Dopiero tam odetchnąłem głęboko. Chciałem się tylko znaleźć w swoim pokoju.
***
Axel spał smacznie, kiedy wszedłem do pomieszczenia. Przyzwałem Pomyk, aby nie obudzić elfa. Nie chciało mi się z nim kłócić. Podszedłem cicho do szafy, z której wyciągnąłem niezbędne do kąpieli przedmioty i skierowałem swoje kroki w stronę łazienki. Muszę się umyć.
Niemal momentalnie po tym, jak wyszedłem spod prysznica rzuciłem się na moją górę poduszek. Odwołałem kulkę światła, samemu układając się do snu. Narzuciłem na siebie koc.
- Dobranoc - szepnąłem do siebie i wtuliłem się w miękkie poduszki. Chciałem zostać tutaj na zawsze.
Niestety kolejny dzień nastał szybko. Zbyt szybko. Zmęczony jeszcze bardziej niż wieczorem, przeciągnąłem się, ziewając. Axel dalej smacznie spał. Próby budzenia go są bezsensowne. Znałem to z autopsji.
Wstałem więc, zabrałem czystą pelerynkę i udałem się do łazienki. Poranną toaletę zakończyłem dość szybko. Na sam koniec przeczesałem włosy szczotką. Wbrew pozorom, to nie było proste zadanie. Omijanie poroża to udręka. Co chwila o nie zaczepiam!
Na plantach i dziedzińcu już roiło się od różnej maści uczniów. Dostrzegłem przedstawicieli każdej ze szkół. Nasza delegacja stała pośrodku i zajmowała się witaniem gości. Cieszyłem się, że nie jestem na ich miejscu. Niech dzisiaj ktoś inny dzisiaj się męczy.
W tłumie obcych twarzy dostrzegłem jedną znajomą. Sylva? Definitywnie. Ogarnęła mnie chwilowa panika. Mam podejść i się przywitać? Tak wypada, a z drugiej strony - co, jeśli wszyscy pomyślą, że bratam się z wrogiem? I tak mam dość problemów.
Z zakłopotania wyrwał mnie głos. Podniosłem wzrok ku stojącej naprzeciwko mnie dziewczyny.
- Cześć, Darumo. - Sylva uśmiechnęła się delikatnie. Ja również wykrzywiłem kąciki ust lekko ku kurze.
- Witaj, jak podoba ci się nasza szkoła? - zapytałem obojętnym, typowym dla mnie tonem.

Sylva?

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Od Sylvy cd Darumy

Nie spodziewałam się takiego zachowania po Rooku. Zawsze był optymistycznie nastawiony do wszystkiego, przygotowany na każde zajęcia i próbujący roztrzygać wszelkie konflikty bez udziału przemocy. Lecz teraz patrzył z czystą nienawiścią na ucznia Corvine. Złapałam go za ramię nawet nie słuchając przeprosin centaura. Zaprowadziłam chłopaka na korytarz, nie zwalniając kroku. Po chwili znaleźliśmy się w bibliotece, gdzie pozwoliłam mu dopiero odsapnąć.
- Przepraszam - wyszeptał po chwili ciszy. Jego wzrok utkwiony był w podłodze.
- Możesz mi wytłumaczyć swoje zachowanie?
Jego demon, wyglądem przypominający insekta, dość dużego żuka ze skrzydłami, przysiadł na ramieniu swojego pana z cichym brzęczeniem.
- Zaczął wyśmiewać się z Ivana - dotknął pancerzyka swojego podopiecznego - Nie zrozumiesz tego. Ty nie musisz się martwić o takie rzeczy. Lars wygląda jak chodząca śmierć i orkowie myślął zanim cię zaatakują. A ja?
Zapadła cisza. Usiadłam na jednym ze stolików zastanawiając się nad jego słowami. Naprawdę nie zauważyłam jego żalu, ujrzałam go dopiero wtedy, gdy już wybuchł? Chłopak stał tak, jeszcze drżąc z powodu adrenaliny wypełniającej jego żyły. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę jednej z półek, wyciągając jedną z dobrze mi znanych ksiąg demonologii. To właśnie w niej zawarte były znane nam dotychczas rasy, ich charakterystyka i poziom. Rozłożyłam ją przez Rookiem na rozdziale z insektami. Na kolorowym rysunku widniał dorosły już insekt, niewiele różniący się od stworzenia latającego przy jego głowie.
- Widzisz? - na obrazku wskazałam miejsce, gdzie kończył się pancerz istoty, a zaczynały rosnąć tylne nogi - Niedługo twój demon wykształci żądło, które będziemy mogło sparaliżować przeciwnika. Nie brzmi to zbyt silnie, prawda?
Przytaknął, nie wyglądał na przekonanego.
- Instekty mają poziom pierwszy. Są to demony, które dostaję większość pierwszoklasistów, tak samo jak ty. Być może jeden taki mały cudak nie zrobi przeciwnikowi zbyt wielkiej krzywdy, ale wyobraź sobie takie dość liczne stadko. Sprawdzaliście już swój poziom spełnienia?
- Tak, mam szóstkę
- Więc mógłbyś oswoić sześć insektów. W ciągu życia twój poziom się podniesie, dlatego oprócz nich będziesz mógł zdobyć także inne demony. Pamiętaj, że nie tylko ty musisz na nie powołać, żeby je zdobyć. Masz przecież przyjaciół, prawda?
Jego mina nieco pojaśniała i z całkowicie innych podejściem wypadł z sali, mówiąc coś do swojego demona. Lars mruknął niezadowolony z nagłego hałasu, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Postanowiłam wrócić do naszych gości. Pewnie siedzą w jadalni nie wiedząc co się dzieje. Otworzyłam wrota, widząc, że zamieszaniem przejęła się nawet pani dyrektor. Wszystkie oczy spoczęły na mnie, gdy powoli szłam w jej kierunku.
- Przepraszam za kłopot. Już nie będzie więcej takich akcji - mruknęłam i pochyliłam nieco głowę. Centaur stał w kącie, cicho lecz zawzięcie rozmawiając z uczniem z Corvine. Kobieta spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem, a moje Larsie oczy spoczęły na uczniach. Wchłonęłam demona, nie chcąc bardziej stresować uczniów. Chyba najlepiej będzie to szybko zakończyć.
Po moim nawoływaniu uczniowie wrócili do stołu, powoli zapominając o zaistniałej sytuacji. Nie dziwiłam im się, pewnie codziennie odstawiali takie cyrki u siebie w szkole i nikt nie zwracał im uwagi. Nie usiadłam razem z nimi. Stałam przy drzwiach omiatając całą sale.
- Dlaczego nie usiądziesz? - Daruma pojawił się obok mnie, uważając by porożem nie zachaczyć o lampę na ścianie.
- Wolałabym, żeby jak najszybciej zjedli i wrócili do siebie. Nie miej mi tego za złe, ale nie mam zbyt dobrych wspomnień z arystokratami i dziećmi bogatych rodziców - mruknęłam. Chłopak patrzył na mnie przez chwilę, jakby czekając aż rozwinę swoją wypowiedź. Nie zrobiłam tego.
- Sylvo, może żeby uczniowie mieli dobre wspomnienia z naszej szkoły, pokażesz im Eter i ujarzmianie?
Stanęłam jak wryta, widząc jak nauczyciele patrzą na mnie z wyczekiwaniem. Dlaczego tak nagle z tym wystrzeliła? Otwierałam i zamykałam buzię, nie wiedząc co powiedzieć.
- Nie sądzę by było to dobre rozwiązanie. Uczniowie Corvine mogli by zachorować przez powietrze z Eteru i doznać różnych nieodwracalnych zmian - powiedziałam donośnym tonem, czując że zaczęłam nieco się pocić. Od kiedy się tak denerwuje?
Nasz rektor usiadł z delikatnym uśmiechem.
- I właśnie takiej odpowiedzi oczekiwałam po naszej prefektce.

~*~

Wszyscy stali na dziedzińcu przed szkołą, szykując się do drogi. Jedna z małych dziewczynek zaczęła rozpaczliwie szukać swojego szalika, który musiał się jej gdzieś zagubić. Widząc jak dwóch chłopców się z niej naśmiewa, zdjęłam własny szal i założyłam na jej szyję, ciepło opatulając. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę z wielkim, zaraźliwym uśmiechem. Odwzajemniłam go
Daruma poganiał wszystkich wokół chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Obserwowałam go przez kilka chwil, a nasze oczy odnalazły się wśród tylu osób.

<Daruma?>

sobota, 8 lutego 2020

Od Darumy cd. Sylvy

Z każdą kolejną minutą, którą musiałem spędzić w tym miejscu, czułem się coraz gorzej. Rozglądałem się nerwowo po pierwszakach, którzy rozbieli się po sali. Sam omiotłem wzrokiem znajdujące się w gablotach bestie. Skrzywiłem się na widok kłów i pazurów martwych potworów. Nie pochodziłem blisko do wystaw. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Sarlok wystarczająco się napatrzyłem. Przeszedł mnie dreszcz na owe wspomnienie. Nigdy więcej.
Sylva opuściła salę. Na jej miejsce przyszedł ciemnoskóry mężczyzna. Nauczyciel okazał się wyjątkowo gadatliwy. Niczym najlepszy wodzirej zajął się wszystkimi pierwszakami, opowiadając przeróżne historie.
Po upływie dłuższego czasu wyprowadził nas z klasy, a zaprowadził do pokaźnej sali. Tam zajęliśmy miejsca, czekając, jak się domyślałem, na pokaz umiejętności. Przedstawiane popisy siły były już mi znane. Tym samym, znudzony, oparłem się rękoma o ramię krzesła obok którego stałem. Czekałem jedynie na koniec tego dnia. Mam nadzieję, że wychowawca szczodrze wynagrodzi mnie za poświęcenie.
Przedstawienie zaczęło się. Na środek sali wyszli uczniowie z Sarlok w towarzystwie swoich demonów. Między nimi rozpoznałem Sylvę. Stała w centrum, mierząc całą widownię wzorkiem. Prezentacja umiejętności rozpoczęła się delikatnie. Były to między innymi pełne gracji ataki wykonywane przez niemal baśniowe stwory. Kolejne elementy widowiska wydawały się znacznie dynamiczniejsze. Demony skakały wokoło siebie, prezentując swoje moce. Towarzysz Sylvy buchał ogniem, wprawiając widownie w niemały zachwyt. Pierwszacy wiwatowali, nawołując wesoło.
Pokaz skończył się, według uczniów, o wiele za szybko. Wstałem z siadu i przeciągnąłem się. Zbliżał się czas opuszczenia Sarlok. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie zebrałem swoją grupę. Nie było to proste. Przeliczenie wszystkich dzieciaków i zatrzymanie ich w jednym miejscu należało do niezwykle trudnych. Mieliśmy się już zbierać, kiedy nauczyciele poinformowali nas, że to nie koniec atrakcji. Skrzywiłem się, słysząc, że został jeszcze przygotowany poczęstunek. Chciałem już wrócić do pokoju. Mój współlokator został w nim sam na cały dzień. Byłem bardziej niż pewien, że przeprowadził rewolucje w moich rzeczach, chociaż kategorycznie zabroniłem mu ich dotykać.
Stanąłem przed stołem, który niemal uginał się pod ilością zaserwowanych dań. Głodni uczniowie rzucili się do posiłku, jakby nie jedli od lat. Podszedłem i spojrzałem po naczyniach. Większość potraw składała się głównie z mięsa. Oprócz deserów, oczywiście. Nie miałem jednak ochoty na nic słodkiego. Głównie z obawy na możliwość znajdujących się w nich orzechów. A to było dość prawdopodobne.
Ostatecznie zdecydowałem się na niegroźnie wyglądającą sałatkę. Nie smakowała źle, jednak moim zdaniem, brakowało jej do moich zwykłych posiłków w akademii. Przysiadłem na ziemi, spokojnie kończąc posiłek. W międzyczasie podeszła do mnie Sylva.
- I jak ci się podobało? - zapytała, siadając na przysuniętym przez siebie krześle. Wielki demon spojrzał na mnie podejrzliwie, jednak szybko zawinął się obok właścicielki. Nie spuszczał mnie jednak z oczu.
- Nie było źle - przyznałem, odkładając już pusty talerz. - Wszyscy żyją. I nawet nikt nie stracił kończyny.
Dziewczyna zaśmiała się cicho. Położyła rękę na oparciu krzesła i spojrzała na demona.
- Niedługo też dni otwarte w Corvine, prawda?
- Niestety - westchnąłem, wstając z miejsca. - Mam nadzieję, że będę mógł wtedy siedzieć cały czas w pokoju. Ten chwilowy sojusz to jedynie marnotrawstwo lekcji.
Sylva jedynie przytaknęła cicho. Zdawałem sobie sprawę, że ona również nie chce tutaj być. Z nudów zacząłem bawić się swoim naszyjnikiem zwisającym z poroża. Kilkakrotnie zsunął się z rogów i musiałem go poprawiać. Wszystko musi być idealnie.
Kiedy kończyłem właśnie ostateczne układanie łańcuszka, usłyszałem krzyk. Zerwałem się z miejsca - Sylva zaraz za mną. Momentalnie znaleźliśmy się w tłumie gapiów, przez który niesamowicie ciężko było się przedostać. Pośrodku kółka znajdowała się dwójka uczniów. W jednym rozpoznałem swojego kuzyna. Drugi zaś najpewniej pochodził ze Sarlok, ponieważ towarzyszył mu demon. Młodzieńcy wyzywali się, wymachując rękoma. Nim zdążyliśmy zareagować, elf rzucił dobrze mi znane zaklęcie. Wyskoczyłem z tłumu, wypowiedziałem formułkę czaru ochronnego. W tym samym czasie, Sylva powstrzymała ucznia ze swojej akademii. Odbiłem zaklęcie, stając przed kuzynem i obrzucając go wrogim spojrzeniem.
- Co ty sobie myślisz?! - prychnąłem do niego, po czym zwróciłem się do dziewczyny: - Przepraszam za niego.
Sylva? 

Liczba słów: 633

środa, 5 lutego 2020

Od Sylvy cd. Darumy

Centaur nie wyglądał na zbyt pewnego siebie, a nie chciałam by czuł się jeszcze bardziej osaczony. Pomimo tego, że jesteśmy wrogimi akademiami, nie czułam potrzeby by zachowywać się złowrogo w stosunku do niego. Rozumiałam, że nasze szkoły rywalizowały od bardzo dawna, ale to nie znaczy, że uczniowie od razu mają się nienawidzić i skakać sobie do gardeł.
- Problemy z grupą? - spytałam, chcąc przerwać ciszę. Będę musiała spędzić z nim praktycznie cały dzień, dlatego nie chciałam by wszystko tak wyglądało. Spojrzał się na mnie z góry, z miną której nie umiałam odczytać. Czyżby zdziwił się, że się do niego odezwałam?
- Delikatne - usłyszałam cichy głos. Lars westchnął idąc nieco przede mną, a ja pacnęłam go w ogon. Centaur obejrzał się na swoją grupę, chyba nieco spokojniejszy, że ogarnia ich wzrokiem.
- Myślisz, że wyrzucą mnie ze szkoły, gdy ktoś straci jakąś kończynę?
Weszliśmy do środka akademii. Tak jak prosiłam, korytarze były puste, uczniowie siedzieli albo na górnych piętrach, pokojach bądź uczestniczyli w dzisiejszych skromnych zajęciach.
- Nie sądzę, by wasz dyrektor się tym przejął. Jeśli straci jedną rękę, przecież ma jeszcze drugą, którą może władać magią, prawda? Chłopak spojrzał na mnie, lecz po chwili zaczął rozglądać się wokół siebie, tak jak cała jego grupa.
- A gdzie są wszystkie te... potwory? - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. Patrzyła na mnie, stojąc kilka kroków obok opiekuna. - Mama mi mówiła, że jest ich tu pełno.
- Jest ich dość dużo - mruknęłam - Większość z nich ma dzisiaj zakaz przychodzenia na dwa dolne piętra, gdzie będziecie oprowadzani. Spotkacie tylko tych, którzy w 100% umieją panować nad swoim demonem. Przecież nie chcemy by ktoś wrócił z ranami, na takiej ślicznej buźce, prawda?
To wytłumaczenie, chyba za bardzo jej się nie podobało.
- Schowaliście je, bo baliście się, że nie damy rady się bronić?
Nagle wokół nas zapadła cisza. Wzrok wszystkich był skupiony na nas. Kątem oka zobaczyłam jak centaur chciał zwrócić jej uwagę, lecz machnęłam na niego ręką by tego nie robił. Przecież to tylko pierwszoklasiści.
- Nie boimy się tego, że nie dacie im rady. Tylko chciałam Ci uświadomić to, że jeśli zaatakujesz jednego z nich, reszta demonów także się na ciebie rzuci. Niektórzy zaklinacze mają więcej niż jednego demona, a reszta jest równie silna. A atakując demona, nie myśl sobie, że jego człowiek będzie siedział z założonymi rękami. Nie wszyscy tutaj trzymają emocje na wodzy - Lars nachylił się nad moim ramieniem, a jego pysk znalazł się centymetr przed twarzą dziewczyny. Jego ogień buchnął z tylnych kończyn, podczas gdy ja biłam się z jego myślami chcąc go uspokoić. - Przejdźmy na razie do sali wykładowej, a tam odpowiem na wasze wszystkie pytania. Nie będziemy stać w holu.
Ruszyłam przed siebie, po chwili usłyszałam, że reszta ruszyła za mną. Jedna rzecz mnie cieszyła - to nie ja musiałam iść do Corvine z naszymi nowymi uczniami. Chociaż Zaklinaczy było o wiele mniej niż innych ras na świecie, dajemy sobie jakoś radę. Ta zdolność nie jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie. I dlatego właśnie jest nas tak mało. Weszliśmy do przestronnej sali, z długimi ławami po obu stronach sali. Podeszłam na biurka jednego z nauczycieli i ostrożnie odłożyłam papiery i notatki na bok, by po chwili usiąść na blacie mebla.
- To sala, w której prowadzone są podstawy demonologii. Wokół was, w gablotach, znajduje się kilka demonów, które są powszechne w Eterze. Spokojnie, są martwe. Klasa rozbiegła się oglądając eksponaty. Przynajmniej chwila wytchnienia. Już któryś raz spróbowałam uśpić Larsa, ale ten tylko warknął i wciąż wpatrywał się w dzieciaki biegające wokół.
- Mam nadzieję, że nic nie zniszczą - centaur podszedł do mnie powoli, lecz nie spojrzał w moim kierunku.
- Przepraszam, że wcześniej się nie przedstawiłem. Daruma.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Sylva.
Staliśmy tak obok siebie, w ciszy, czekając aż skończą obserwacje. Słyszałam śmiechu, czasem wzdychanie czy ekscytacje w głosie przybyszów. Jak zawsze wszyscy sądzą, że Sarlok to najgorsza z akademii. Przecież w czym możemy pomóc innym? Lecz podczas walki, nasze demony nie dość, że pomagają w walce, dają nam jeszcze skorzystać ze swoich zdolność. Dlatego nie czuje byśmy byli gorsi od innych. Dzieciaki powoli zaczynały siadać w ławkach, czekając aż będą mogły zadać pytania. Daruma stanął przy pierwszej z ławek, patrząc czy wszyscy zajęli miejsce. Coś czuję, że on sam nie chciał tutaj przybyć.
- Dobrze, tylko spokojnie - mruknęłam sama do siebie - Czy ktoś nadal ma jakieś pytania? - powiedziałam to głośniej by tym razem wszyscy mogli usłyszeć moje słowa. Przez chwilę nic się nie działo, ale jedna z rąk wystrzeliła w górę.
- Wcześniej wspominałaś, że jeden Zaklinacz może mieć kilka demonów. Jak to działa?
- Więc tak. W podziemiach naszej szkoły znajduje się portal do Eteru. Jest na tyle mały, że nie wyrządza on szkody środowisku wokół, a przez większość czasu pozostaje w stanie uśpienia. Dzięki temu - złapałam za kawałek czarnego kryształku na rzemyku znajdującego się na mojej szyi - każdy Zaklinacz może wysłać tam swojego demona, nadal utrzymując z nim kontakt. Oczywiście nie każdy ma kamień. Zaklinacz  wybiera sobie przedmiot, w którym chce trzymać cząstkę swojego demona. Może to być wszystko. Pergamin, naszyjnik, bransoletka, miecz, książka. Dzięki nim możemy polować w Eterze i zdobywać nowe demony.
- A czy ludzie mogą wejść do Eteru?
- Tak. Każdy kto ma cząstkę Eteru może się tam wybrać, lecz ma to też swoje konsekwencje. Jeśli pozostajemy tam zbyt długo bez zabezpieczenia, zaczynamy się dusić i jeśli nie wyjdziemy stamtąd na tyle szybko, to nasza wyprawa może zakończyć się śmiercią. Zarówno naszą, jak i naszego demona.
Zanim zajęcia się skończyły, zadawano mi mnóstwo pytań. Siedząc na biurku, już ze znudzeniem czekałam aż Jera przyjdzie po nas by zabrać dzieciaki na pokaz umiejętności. Ja też miałam brać w nich udział, jako jedyna która wraz ze swoim demonem panuje nad ogniem. Przymrużyłam oczy, wpatrując się w ziemię i oczekując mojego wybawienia, które przez dłuższy czas nie pojawiało się na horyzoncie. Aż nagle wrota otworzyły się z charakterystycznym dźwiękiem. Wszyscy uczniowie odwrócili się, a ciemnoskóry mężczyzna stojący w drzwiach omiótł ich wzrokiem. Zobaczywszy mnie, mój wychowawca uśmiechnął się delikatnie.
- Idź się przygotować, a ja postaram się ich jakąś zająć przez ten czas - puścił mi oczko, kiedy przeciskałam się obok niego. Mam nadzieję, że dzieciaki nie będą go o mnie wypytywać, znając jego powiedziałby więcej niż powinien.
Daruma?

Liczba słów: 1013

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Od Darumy cd. Sylvy

Z ulgą ruszyłem w stronę sali. Opuszczenie pokoju póki co stanowiło mój priorytet. Nie sądziłem, że mieszkanie z tamtym elfem może być aż tak uciążliwe. Z położonymi nisko uszami, przecisnąłem się pomiędzy grupkami uczniów. Chociaż nie lubiłem się wyróżniać, przez mój wzrost wyjątkowo górowałem nad innymi. Ostrożnie stawiałem kroki, unikając przypadkowych stłuczek z obcymi uczniami. Właściwie, nie znałem tutaj nikogo. Oczywiście oprócz kilku znajomych twarzy, które kojarzę, ponieważ uczęszczamy do jednej klasy. Drugi rok w tym miejscu zbliża do siebie ludzi. Szkoda, że niekoniecznie pamiętam ich imiona.
Stanąłem w końcu przed salą. Zajęcia miały rozpocząć się dosłownie za kilka minut. Miałem już wchodzić do klasy, kiedy kątem oka dostrzegłem podchodzącego swojego wychowawcę.
- Darumo, masz chwilę? - zapytał, zajmując miejsce zaraz obok mnie. Był znacznie niższy, mówiąc więc, musiał spoglądać w górę.
- Oczywiście, proszę pana - odpowiedziałem cicho. Ponownie położyłem uszy. Miałem co do tego złe przeczucia.
- To wspaniale! - Mężczyzna uśmiechnął się i klasnął w dłonie. Coraz bardziej zaczynałem się martwić. - Jak dobrze wiesz, jutro zaczynają się coroczne wizytacje. Pierwszaki z naszej szkoły odwiedzą Sarlok, podobnie jak wy dwa lata temu. Miałbym więc dla ciebie wyjątkowe zadanie.
Przełknąłem ślinę. Sytuacja przybierała nieprzyjemne obroty.
- Tak, proszę pana?
- Jesteś odpowiedzialną osobą. Także powierzam ci opiekę nad pierwszorocznymi. Pójdziesz z nimi jutro do Sarlok - objaśnił swój genialny plan.
Poczułem, jak nogi się pode mną uginają. Na wspomnieniom ogromnych i potwornych bestii, jakie zamieszkują ową akademię, poczułem jak moje serce zaczyna bić szybciej.
- N-nie s-sądzę, że to d-dobry pomysł - oparłem ściszonym głosem, nie kontrolując zająknięć. Planowałem zamknąć się w pokoju na cały ten dzień.
- Ja uważam, że świetny. - Wychowawca był nieustępliwy. - Jeśli nie na tobie, to na kim mogę polegać?
Słowa elfa były przekonujące. W końcu, skoro wybrał mnie, to znaczy, że na mnie liczy. Uśmiechnąłem się niemrawo.
- W-w porządku, proszę pana - zgodziłem się i cofnąłem o krok. - Postaram się zrobić, co w mojej mocy.
Wychowawca szybko podziękował i poszedł dalej korytarzem. Ja wszedłem do klasy. Lekcja na szczęście nie zaczęła się. Zająłem jedyne miejsce bez krzesła. Nie potrzebowałem go, ponieważ spokojnie mogłem przysiąść na ziemi.
Lekcje minęły szybko. Powróciłem więc do swojego pokoju. Mój współlokator gdzieś wybył. Nie przejąłem się tym zbytnio. Lubił znikać i wracać późno. Wzruszyłem ramionami i udałem się do łazienki. Jutrzejszy dzień będzie zdecydowanie trudny.
***
Obudziłem się dosyć wcześnie. Elf jeszcze spał. Najwyraźniej ma zamiar zostać w pokoju przez cały dzień. Westchnąłem cicho i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej płaszcz z logiem Corvine. Zwykle nie nosiłem typowych ubrań - zakładanie ich utrudniało mi poroże. Zarzuciłem również na siebie stałą ilość złotej biżuterii. Szyku nigdy za wiele.
Wyszedłem na zewnątrz akademii. Przywitał mnie zimny powiew wiatru. Przestąpiłem z nogi na nogę. Ciepło zapewniała mi jedynie ciemna pelerynka narzucona na nagie ramiona. Ze szkoły powoli zaczęli wychodzić pierwszacy. Najwyraźniej uprzedzeni, że będę tu na nich czekać, zatrzymali się w pobliżu, nie przerywając swoich entuzjastycznych rozmów. Kiedy pokaźna grupka zgromadziła się wokoło mnie, zdecydowałem się na wymarsz. Byłem niewiele starszy od nich, jednak czułem dzielący nas dystans.
Sarlok na szczęście znajduje się niedaleko Corvine. Upilnowanie ich wszystkich zdawało się być nieskończoną męczarnią. Kiedy wreszcie stanęliśmy przed pokaźnymi murami wrogiej akademii, rzuciłem krótki wykład na temat "co robić, czego nie robić". Mało kto mnie słuchał, ale właściwie to nie mój problem. Wpuszczono nas na teren szkoły. Wtedy całkowicie straciłem panowanie nad grupą. Rozpierzchli się po wszystkich stronach, a ja zostałem sam. Wtedy przypomniałem sobie, dlaczego w sumie nienawidzę Sarlok. Wyłaniające się z każdego rogu potworne bestie przyprawiały mnie o dreszcze. Wszystkie wyglądały, jakby miały zaraz się na kogoś rzucić i rozszarpać ofiarę. Nieprzyjemne miejsce dla kogoś, kto jest w połowie jeleniem. Wycofałem się więc w bezpieczne miejsce, mając nadzieję, że nikomu z mojej grupy nie przyjdzie nic głupiego do głowy.
Jakże złudne okazały się moje myśli. Ledwo zdążyłem przysiąść na zimnej ziemi, kiedy usłyszałem wezwanie:
- Kto jest waszym opiekunem?
Westchnąłem cicho i wstałem z miejsca. Przecisnąłem się przez zebrany tłum i podszedłem do znajomego mi elfa. Jakżeby to mógł być ktoś inny, niż mój kuzyn?
- Przepraszam za niego - odparłem spokojnie i rzuciłem karcące spojrzenie krewniakowi. - Też powinieneś.
Lay przewrócił oczami i nie odezwał się. Nie potrafiłem go do niczego zmusić. Tak więc odsunąłem się, pozwalając mu przejść. Nim jednak odszedł, rzuciłem za nim ciche:
- Dyrekcja się dowie. Zachowuj się jak na Corvine przystało.
Elf prychnął i odszedł do grupki rozbawionych ową sytuacją znajomych. Ja odwróciłem się do stojącej niedaleko dziewczyny. Najwyraźniej ona była odpowiedzialna za oprowadzanie po Sarlok. Przyznam się, nie słuchałem, co mówiła wcześniej. Zwróciłem jednak uwagę na stojącą obok niej bestię. Ciemna, płonąca żywym ogniem istota, wbijała we mnie spojrzenie swoich złotych oczu. Zaniepokoiłem się, kiedy wysunęła spomiędzy kłów swój wężowy jęzor i oblizała się. Instynktownie cofnąłem się, kładąc po sobie uszy.
- J-jeszcze raz przepraszam za kłopot - powiedziałem cicho, odchodząc. Wtedy spróbowałem zgromadzić całą swoją grupę w jednym miejscu. Niestety - pochłonięci nowymi doznaniami, spotkaniem z uczniami innych szkół, kompletnie zignorowali powód przybycia do Sarlok. Uporczywie wołałem naszych. Obchód powinien już się zacząć, a wszyscy tylko utrudniają sprawę.
- Im wcześniej tam pójdziemy, tym szybciej wrócimy - syknąłem, jednak owe słowa były przeznaczone wyłącznie dla moich uszu.
Wtedy rozległ się donośny ryk. Podskoczyłem zaskoczony, gotowy na atak, który jednak nie naszedł. Stojący obok mnie kuzyn zaśmiał się, rzucając szybkie "tchórz". Owa uwaga w żaden sposób nie stanowiła dla mnie obrazy. Skupiłem się ponownie na dziewczynie i jej ogromnym towarzyszu - sprawcy hałasu. Na błoniach zapanowała cisza.
- Ruszamy - poinformowała donośnym głosem przewodniczka. Cały czas obserwowana skupionym okiem bestii grupa ruszyła. Powolnym krokiem dołączyłem do reszty. Nim się spostrzegłem dorównałem kroku dziewczynie. Z kamiennym wyrazem twarzy spoglądała na pierwszoroczniaków. Zdałem sobie sprawę, że właściwie nie mam pojęcia, gdzie znajdują się moi podopieczni. Rozejrzałem się szybko, wypatrując jakąkolwiek znajomą twarz. Uspokoił się na widok elfów ubranych w peleryny z Corvine.
- Problemy z grupą? - Usłyszał i spojrzał w dół. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby na pewno idąca obok niego przewodniczka zwraca się do niego.
- Delikatne - odparł ściszonym głosem. - Niekoniecznie chciałem tutaj być.
Mówiąc to wymownie spojrzał na idącą obok bestię, a później wzrok skierował w stronę własnych podopiecznych.
 - Myślisz, że wyrzucą mnie ze szkoły, gdy ktoś straci jakąś kończynę?

Sylva?

Słowa: 1013

niedziela, 12 stycznia 2020

Od Sylvy do Darumy

Jak zawsze, już na początku nowego roku musieliśmy przygotować się na wizytację z innych akademii. Pierwszoklasiści odwiedzali inne budynki by zobaczyć jak prosperują inne placówki. Każdy z nas przez to przechodził, ale nie spodobało mi się to, że to właśnie ja zostałam wybrana na osobę, która miała ich oprowadzić. Chciałam na ten czas zaszyć się w pokoju, udają, że mnie nie ma bądź przeczytać jakąś książkę. Ale gdy mój wychowawca położył dłoń na moim ramieniu i powiedział, że ma do mnie sprawę, wiedziałam o co chodzi. 
Westchnęłam i wróciłam do przerwanej pracy. Musiałam sprawdzić wszystkie zabezpieczenia w szkole, by podczas wizytacji nic złego się nie stało. Była to męcząca robota, ale prawdę mówią, nikt nie chciał by się później męczyć z rodzicami uczniów, którzy wysyłali by skargę za skargą. Oczywiście, kilku uczniów obiecało mi pomóc, ale odwaliwszy robotę, o którą poprosiłam, od razu się zmyli. 
- I jak ci idzie? - usłyszałam znajomy głos. Dyrektorka stała kilka kroków ode mnie, przyglądając się mojej pracy. Widać było zmęczenie na jej twarz. Prowadzenie akademii z wieloma nieprzewidywalnymi stworzeniami nie może być proste.
- W porządku, wszystko sprawdziłam i sądzę, że nie stanie się nic złego.
Kobieta kiwnęła głową, odchodząc w swoją stronę. Podniosłam się z kolan, otrzepując czarny płaszcz. Lista rzeczy do zrobienia ciążyła mi w kieszeni, kazać ciągle myśleć. Czy wszytsko zrobiłam? Czy nie przyniosę wstydu mojej szkole?
Potrząsnęłam głową, próbując zatrzymać natłok myśli. Muszę się uspokoić, przecież uczniowie będą tutaj lada chwila. Więc wypadałoby by już na nich czekać. Ruszyłam do wyjścia, ogrzewając swoje ciało małym przepływem energii. Gdy tylko otworzyłam wrota, uderzyła mnie fala zimnego powietrza. Uczniowie biegali przed wejściem, bawiąc się ze swoimi demonami. Zagwizdałam cicho, chcąc zwrócić ich uwagę.
- Wracajcie już na zajęcia. Niedługo będziemy mieli gości, więc się pilnujcie - mruknęłam na tyle głośno by wszyscy mnie usłyszeli. Po chwili plac zionął pustką. Ruszyłam schodami w dół, wpatrując się w ostre zbocza gór, próbując w głowie ułożyć sobie cały plan. Kolejni, którzy będą marudzić na ilość schodów już na początku spotkania.
- Spokojnie, dam radę. Muszę.
Już z daleka widziałam grupkę ludzi, rozsypanych wszędzie gdzie się stało. Oni sobie żartują jeśli myślą, że będą tak łazić przez cały dzień. Stanęłam na przedostatnim schodku, omiatając ich wzrokiem. Ich rozmowy odbijały się echem, zakłócając naturalnie tu będącą ciszę. Czekałam aż sami zauważą, że przyszłam i się uciszą, ale miałam chyba zbyt duże wymagania. Dzieci bogatych rodzin przecież nie będą nikogo słuchać. Zacisnęłam opuszki palców na nasadzie nosa, czując ciepło rozchodzące się po moim ciele. Po chwili stał obok mnie Lars, wpatrując się we wszystkich jak w ofiary. Gdy już chciałam coś powiedzieć, z jego gardła rozległ się niesamowity ryk, dzięki któremu wszyscy z przestrachem spojrzeli w moją stronę. Zwierzę położyło łeb na moim ramieniu, a ja poczułam pochodzącą z jego umysłu dumę. Nastała chwila ciszy, przerywana pojedynczymi szeptami.
- Nie będę was zanudzać jakimiś powitaniami, bo jak każdy tutaj, zdajemy sobie sprawę, że nie ma to sensu - zaczęłam mówić, nie przejmując się tym czy wszyscy słyszą moje słowa - Ale muszę wam wytłumaczyć zasady panujące w naszej szkole. Po pierwsze, nie będę krzyczeć. W naszej szkole nie wydajemy głośnych dźwięków jeśli nie jest to potrzebne. Niektóre demony reagują agresywnie na hałas, więc radzę wam nie sprawdzać jak to wygląda. Po drugie, nie zaglądacie do miejsc, do których nie pozwolę wam wejść. W większości z tych sal znajdują się cząstki Eteru. I po trzecie - tu pokazałam na mojego demona - jak już widzieliście, nie lubi was. Więc radzę się słuchać.
Kilka osób prychnęło z wyższością. Wiem, że rozmawiam z przyszłą elitą magiczną, ale nie chciałam by od początków czuli się lepsi. Być może moje słowa brzmiały jakbym sama się wywyższała, ale moje ostrzeżenia miały ich wystraszyć na tyle, by nie próbowali złamać żadnej z zasad.
- Zrozumiano?
Cisza.
- Ktoś ma jakieś pytania?
Po chwili na środek wystąpił wysoki chłopak, z mocno zielonymi oczami. Elf.
- Dlaczego niby mamy cię słuchać?
- Dlatego, bo dziś to ona właśnie jest moją prawą ręką - dyrektora niczym cień pojawiła się za mną, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Blizna na jej twarzy zakłócała ogólny wygląd. - Kto jest waszym opiekunem?
Tłum powoli rozstąpił się, a centaur stojący niedaleko, zaczął powoli iść w naszą stronę. Lars oblizał się, omiatając go wzrokiem.

Daruma?

Szablon
Pandzika
Kernow