Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shain x Ena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shain x Ena. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Od Eny CD. Shaina

Karoca terkotała, kołysząc się na wszystkie strony. Shain dalej spał. Nie chciałem go na siłę budzić. Najlepiej będzie, jeśli wykorzysta podróż na odpoczynek. Nas a dom dzieliła jeszcze daleka droga. Zwykle trwała aż kilka dni. Nowy woźnica narzucił jednak dobre tempo. Z taką szybkością dotrzemy tam wyjątkowo szybko. To dosyć dobra wizja. 
- Gdzie...ah... - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos Shaina. Spojrzałem w jego kierunku.
- Odpoczywaj - uspokoiłem go, posyłając delikatny uśmiech. Chłopak zgodnie z poleceniem przytulił się do miękkiego siedzenia i ponownie zasnął. Sam również oparłem głowę o ścianę karocy i zamknąłem oczy. Podróż to całkiem dobra okazja na odpoczynek czy medytacje. Nim zasnąłem, wsłuchiwałem się w rytmiczne brzęki kół. 
Obudziłem się w momencie, kiedy pojazd nagle się zatrzymał. Przyznam, że było to coś niespotykanego. Spojrzałem w stronę Shaina. Może poprosić woźnicę o przerwę? Niemożliwe. Chłopak na początku obudziłby mnie. 
Zmarszczyłem brwi i zbliżyłem się do drzwiczek karocy. Próbowałem je otworzyć, ale jak się okazało, były zamknięte. Ta sytuacja z każdą chwilą zaczynała mi się coraz mniej podobać. Spojrzałem na Shaina, który również oprzytomniał. Uśmiechnąłem się pocieszająco w jego kierunku. Musiało zajść nieporozumienie. Tak, to tylko jakiś błąd w nawigacji, najpewniej. 
Przestałem w to wierzyć zaraz po tym, jak usłyszałem rozmowę "woźnicy". No tak, porwanie. Powinno mnie to zdziwić, jednak rodząc się w tak wpływowej rodzinie, nieraz byłem szkolony na taką ewentualność. Zasada pierwsza: zachować spokój. Gestem dłoni dałem znak Shainowi, aby również usiadł wyprostowany i nie panikował. Jeśli mamy robić za zakładników, nie stanie nam się krzywda. 
Wsłuchiwałem się w rozmowę porywaczy. Niepokoił mnie fakt chęci użycia przez nich sznura odpornego na duchową moc. Ze zwykłych więzów wydostałbym się bez większego problemu. 
Drzwi otworzyły się. Postanowiłem zaryzykować. Szybkim kopnięciem spróbowałem powalić jednego z oponentów. Niestety brakowało mi rozeznania w terenie. Więc, nim się obejrzałem, dostałem czymś ciężkim w głowę. Mocne uderzenie i ból z nim związany, zastąpiła ciemność. Chwilę później straciłem kontakt z rzeczywistością. 
***
Obudziłem się związany w ciemnym pokoju. Obok siebie wyczuwałem obecność Shaina. Oczy przez chwilę przyzwyczajały mi się do mroku. Mogłem więc zobaczyć, jak młody kitsune kuli się, a jego uszy zostały płasko położone na głowie. 
- Wszystko w porządku? - zapytałem najciszej, jak tylko potrafiłem. Oprócz nas w pomieszczeniu znajdowały się dwie osoby. Znajdowały się jednak zbyt daleko, by zdołały usłyszeć mój głos. 
Shain pokiwał głową. Cieszyłem się, że nic mu nie jest. Czułem jednak nieprzyjemne ukłucie w brzuchu. To wszystko moja wina. To ja zaprosiłem chłopaka do siebie do domu i to przeze mnie wpadł w takie kłopoty. Teraz nie widziałem innej opcji, niż go ochronić. 
- Nie martw się, coś wymyślę - szepnąłem. Nie chciałem, by Shain się martwił. W końcu, dopóki liczyli na zysk od mojej rodziny, włos nam z głowy nie spadnie. 
Jeden z porywaczy najwyraźniej zdał sobie sprawę, że odzyskałem przytomność. Słyszałem jego kroki, kiedy się do nas zbliżał. Chwilę później mężczyzna złapał w żelaznym uścisku swoich palców moją brodę, którą uniósł do góry. Mimowolnie spojrzałem w jego stronę. 
- Na przyszłość nie rzucaj się tak, szkoda byłoby uszkodzić tak piękną twarzyczkę - zaśmiał się.
- Nie widzę już powodów ku temu - odparłem uprzejmie. - Nie wiecie jeszcze, jakie kłopoty na siebie sprowadziliście. Zadarliście z kimś, kogo powinniście omijać z daleka. 
- Czy ty mi grozisz? - Uścisk na mojej szczęce zacieśnił się. 
- Nie, jedynie ostrzegam - odpowiedziałem beztrosko. Jeśli moja rodzina dowie się, że mogłaby stać mi się krzywda, nie odpuszczą. 

Shain?

niedziela, 25 lipca 2021

Od Shain'a CD. Ena

 Ocknąłem się tuż przed domem, spojrzałem, że Ena targa mnie tam. 
- Ena.. - powiedziałem ledwo, co.
- Spokojnie, zajmą się Tobą zaraz - odparł.
- Nie...proszę... - powiedziałem.
Nie miałem za bardzo siły, lecz użyłem magii, by pnącza zahaczyły o nogę chłopaka. Wywrócił się razem ze mną. 
- Przepraszam - odparł i szybko pomógł mi.
- Nie przepraszaj... po prostu nie chcę byśmy tam doszli - odparłem.
Chłopak zauważył pnącze o, które zahaczył. Chyba zrozumiał, czemu nie chcę tam iść. Wtedy byśmy musieli powiedzieć, że to Yeu. Nie chciałem tego robić. 
- Dobrze, pójdziemy gdzieś indziej - odparł i pomógł mi znów wstać. 
Mimo, że mogłem się uleczyć, nie byłem w stanie - siły witalne ze mnie uleciały kompletnie, czułem jakbym miał zaraz zemdleć. Lecz pomogłem dojść Enie do Akademika. Tam stała już piękna i ozdobiona złotem karoca. Konie, które miały ją ciągnąć były bardzo piękne białe, Lusitano. 
- Ena... - ostatnim siłami wyszeptałem.
Mimo, iż nie mogłem się ruszać i otwierać oczu ani ust słyszałem wszystko wokół. Słyszałem jak Ena woła woźnicę, by pomógł mu wsadzić mnie do powozu. Gdy już położyli mnie do środka, chłopak odparł.
- Jesteś nowy? Nieważne... Szybko ruszaj! - odparł i wsiadł do powozu ze mną. Słyszałem, jak woźnica smaga batem konie i powóz rusza. Jechaliśmy bardzo nierówną i wyboistą drogą. Czułem to gdyż trzęsło całym powozem. Gdy poczułem po pół godziny na siłach, otworzyłem oczy i spojrzałem na chłopaka. Leżałem w stronę jazdy, Ena zaś siedział tyłem do woźnicy. 
- Gdzie.. ah... - próbowałem coś z siebie wydobyć.
- Odpoczywaj - odparł.
Posłuchałem się jego i postanowiłem nie wstawać. Nagle zaczęliśmy zwalniać. Na twarzy Eny pojawiło się zdziwienie. Próbował otworzyć drzwi ale się nie dało. Nagle ostro skręciliśmy i znów zaczęliśmy pędzić. Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się. Słyszeliśmy kilka głosów. 
- Mam, tak, jak prosiłeś - odparł jeden głos, który był zachrypnięty jakby koleś miał chrypkę.
- Mam nadzieje, że to na pewno on - warknął nieprzyjemny i niski głos. 
- Tak tak jest z Rodu Koretoki - zaśmiał się pod koniec wypowiedzi. 
Ja tylko spojrzałem pytająco na Ene i wstałem do pozycji siedzącej. 
- Dobra wiecie co robić, worki na głowy i związać, ale porządnie tym sznurem na magie - warknął znów straszny głos.
 Nagle drzwi się otworzyły i jakiś dwóch oprychów wyciągnęło Ene z karocy, chodź się stawiał to któryś z nich znokautował go. Widziałem jak chłopak pada na ziemie. Przestraszyłem się bardzo.
- A ten to kto? - warknął facet.
Gdy się wychyliłem mogłem go dobrze obejrzeć, był wysoki i umięśniony. Był całkowicie łysy, a na połowie lewej twarzy miał bliznę po oparzeniu bodajże. Nie miał też lewego oka, dlatego zakrywał je przepaską. Zauważył, że jestem ranny, lecz również kazał mnie związać i wsadzić do środka. Była to jakaś stara chata w lesie. Zaprowadzili nas do piwnicy. Przywiązali nas do belek podtrzymujących dom i zdjęli worek Enie. Chciałem cos wydusić z siebie jakoś pomóc, ale nie mogłem. Gdy wyszli, próbowałem ocucić Ene. 
- Ena.. - szepnąłem, by przypadkiem nie zwrócić uwagi facetów na górze. 


Ena?

niedziela, 23 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

Spotkanie Yeu nie należało do szczytu moich marzeń. Westchnąłem cicho na jego widok. Pojawienie się wyższego ode mnie kitsune zapowiadało problemy. I to niemałe. Dreszcze przeszły mi na samą myśl propozycji oponenta. 
Chociaż próbowałem osłonić Shaina, Yeu i tak wymierzył mu cios. Nie zdążyłem go nawet powstrzymać. Dodatkowo, nie chciałem rozlewu krwi. Przemoc do niczego nie prowadzi. Nie wiedziałem jednak co zrobić w stosunku z kuzynem mojego towarzysza. Słowa w żaden sposób do niego nie przemawiały. W mojej głowie pojawiła się pustka. 
Nie mogłem tak po prostu stanąć do walki z Yeu. Powstrzymałem więc go jedynie od dalszego atakowania Shain'a. Mniejszy kitsune osunął się na ziemię. Spojrzałem na niego zaalarmowany. Zemdlał? 
- Daj mu już spokój, proszę. - Stanąłem pomiędzy nimi. 
Yeu prychnął. 
- Dlaczego miałbym to zrobić? - Mówiąc to, zaplótł ręce na piersi. Westchnąłem cicho. Nie miałem ochoty się z nim kłócić. Nie ciągnąłem więc rozmowy dalej i odwróciłem się twarzą do Shain'a. Sprawdziłem jego puls. W normie. Poczułem ulgę. 
Wtedy też instynktownie odskoczyłem w bok. Yeu zamachnął się jakimś patykiem, kiedy stałem odwrócony do niego plecami. Był to mój błąd. Nie powinienem odkrywać się przed wrogiem, jednak nie sądziłem, że naprawdę mógłby mnie zaatakować w tak haniebny sposób. 
Wyprostowałem się i poprawiłem włosy. Westchnąłem ciężko.
- Mogłeś mnie zranić, uważaj. - Mój głos zabrzmiał pusto. Tak naprawdę Yeu nie dałby rady nawet mi drasnąć tym kijem. Mimo tego chciałem zaznaczyć, że to było niebezpiecznie. Tak nie można traktować innych, jeśli nie są wrogo nastawieni.  
- Bardzo mi przykro - zakpił, uśmiechając się szyderczo. Ledwo skończył mówić i ponownie zaszarżował w moim kierunku. Tym razem byłem przygotowany. W mgnieniu oka odpiąłem pochwę z mieczem. Nie wyciągałem jednak ostrza. 
Płynnym ruchem odbiłem kij. Właściwie złamałem go w połowie. Yeu z zaskoczenia cofnął się o kilka kroków. 
- Daj nam spokój - powtórzyłem, pomijając typowe dla mnie "proszę". Ten kitsune na to nie zasługuje. 
Yeu widząc, że dobywam broni najpewniej stracił pewność. Spojrzał w bok, jakby szukając drogi ucieczki. Rzuciłem mu nieprzyjemne spojrzenie. Chłopak przeklął pod nosem i oddalił się. Poczułem ulgę. 
Niemal natychmiast przystąpiłem do Shain'a. Oddychał spokojnie. Wziąłem go pod ramię i ostrożnie skierowałem się w stronę domu chłopaka. Miałem nadzieję, że szybko odzyska on przytomność. Liczyłem, że jego domownicy mu pomogą. Sam kiepsko znałem się na medycynie. 

Shain?

wtorek, 18 maja 2021

Od Shain'a cd Ena

 Gra potoczyła się nie tak jak zamierzała babcia, wygrywała ona zawsze z wszystkimi. Więc dziwne było, jak zremisowała. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i zaczęła się śmiać  wniebogłosy. 
- Takiego pojedynku jeszcze nigdy w swoim życiu nie miałam - odparła szczęśliwa - Jesteś bardzo inteligentnym i sprytnym młodzieńcem Ena - odparła 
- Dziękuje - odparł chłopak 
- Cóż jak remis to remis - podała rękę swojemu przeciwnikowi by ją uścisnąć. 
Chłopak bez wahania to zrobił. Wszyscy zaczęli znów, żyć swoim życiem w domu. Ja ciężko wzdychnąłem. Pożegnałem się z rodziną, tak samo jak Ena. Wszyscy nas odwzajemnili miłym uśmiechem jak wychodziliśmy, tylko nie Yeu. Chłopaka nie było w domu. Kiedy on się ulotnił.... ?
Gdy wyszliśmy z domu, ruszyliśmy ścieżką, do Akademii, jakby utrapieni stanęło nam na drodze, był to Yeu.
- To co Shain - na koniec dnia dawka bólu - uśmiechnął się od ucha do ucha
Ena zasłonił mnie swoim ciałem, dając do sygnału chłopakowi, że nie pozwoli na to. 
- Zostaw go w spokoju - odparł Ena
Yeu to się nie spodobało, lecz po chwili grymasu, znów na jego twarzy zawitał uśmiech. 
- To może zabawię się z Tobą Ena co ty na to - odparł i oblizał górną wargę. 
-Dziękuję, ale jestem zmuszony odmówić. Jesteśmy za młodzi i nie znamy się dobrze - oznajmił
- Cóż zawsze możemy się poznać - odparł dalej z uśmiechem
Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Yeu wyminął go tylko i walnął mnie w brzuch szepcząc mi coś do ucha.  Nie zapomnij, że nie zawsze twój koleżka będzie cię chronił. Tak brzmiały jego słowa.  Ena odwrócił się do mnie i juz miał coś mówić Yeu, lecz ja wskazałem dłonią, by odpuścił. 
Wyprostowałem się i ruszyłem dalej przed siebie. Nie zważałem na ból, był on już mi nie obcy. Mimo, że go odczuwałem, to był neutralny niż dla innych. 
- Wszystko dobrze? - zapytał chłopak 
- Tak tak - odparłem 
Nagle poczułem jak z nosa leci mi krew, była to zielona krew. Dotknąłem kapiącej mi z twarzy krew i zobaczyłem jej kolor. 
- Oh.. nie teraz.. - odparłem 
Poczułem jak moje nogi odmawiają posłuszeństwa i chwiejnym krokiem upadam na ziemię tracąc przytomność. 

~~

Znalazłem się pośród pustki, biała niekończąca się przestrzeń. Myślałem, że to niebo, lecz zauważyłem swoją aurę. Gdy podszedłem do niej, była mała. Mieściła mi się zaledwie w ręce. Jeszcze nie pokazałem swoich możliwości na tle magicznym. Nie rozwinąłem się do tego stopnia, by moja aura była na poziomie innych Strażników Lasu. Jak miałem przejąć po Takamim pałeczkę, jak nie umiałbym zadbać o las ich mieszkańców. Czułem się bezradny i bezmocny. Opadłem z sił i skuliłem się w kłębek. Jasny dotychczas pokój stał się czarny niczym smoła. Pogrążyłem się w ciemnej nicości.
Zacząłem słyszeć słowa Yeu... Jakby tu był... Jesteś beznadziejny !  Co ty niby potrafisz? Szyc?! Krawcową zostań! Po chwili moje słowa też doszły... Co ty umiesz zrobić?  Jak ochronisz las jak samego siebie nie umiesz?  Uda ci się w ogóle coś osiągnąć?  
Po chwili nastała  CISZA....


Ena? 

sobota, 15 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

- Róbcie miejsce! Będzie pojedynek! - Słowa starszej pani zaskoczyły mnie, całkowicie zbijając z tropu. Spojrzałem w stronę Shain'a, który wydawał się być zażenowany tą sytuacją. Nie zdążyłem go nawet zapytać, o co w tym wszystkim chodzi, kiedy stół został posprzątany, a w jego centrum ustawione zostało pudło. W mgnieniu oka wyjęto z niego przepiękną szachownicę. Jako osoba, która od dziecka obracała się błyskotkami, poczułem zachwyt do wykończenia gry. Bogato zdobiona, cieszyła moje oczy. Ciężko było mi od niej oderwać spojrzenie. Doskonała! Po powrocie do domu poproszę rodziców o podobną. 
Wprawdzie gra w szachy nie była dla mnie obca. Wiele razy toczyłem podobne pojedynki z braćmi. Idealny sposób na ćwiczenie strategii. Zdaniem rodziny posiadałem nawet pewien trudny nawyk. Nie lubiłem poświęcać swoich pionków. Jeśli miałem osiągnąć pełne zwycięstwo, każdy z nich musiał znajdować się na planszy. Oczywiście to nie było takie proste i rzadko mi się udawało. Mimo tego, dalej próbowałem. Spoglądając na swoje pionki, lubiłem wyobrażać sobie, że są to żołnierze pod moim dowództwem. W myślach obiecałem im, że ich poświęcenie nie pójdzie na marne. 
- Jeżeli wygrasz, będziesz mógł poprosić o cokolwiek, jeżeli ja wygram, ja poproszę cię o cokolwiek - powiedziała, stawiając pionek. Lekko zmrużyłem oczy. Hazard jest zły! Moi nauczyciele na pewno nie byliby szczęśliwi, gdyby dowiedzieli się, ze biorę udział w zakładach. Poczułem jednak przygnębienie związane z samopoczuciem staruszki. Najpewniej zraniłem ją, zapominając o przygotowanych ciasteczkach. Nie miałem więc serca jej odmówić. Zająłem miejsce na przeciwko i spojrzałem na swoje pionki. Wpatrywałem się w nie przez dłuższą chwilę. 
- Możesz już zaczynać - ponagliła mnie staruszka. Doskonale o tym wiedziałem, jednak miałem zamiar skorzystać z maksymalnego przeznaczonego mi czasu na ruch.
W głowie opracowywałem strategię. Dopiero pod koniec mojej tury przesunąłem jeden z pionków. Babcia Shain'a niemal sekundę później ruszyła do kontrataku. Ja zaś nieśpiesznie ponownie zawisłem nad szachownicą ze zmarszczonymi brwiami. Zapowiada się długa rozgrywka.
Po upływie trzydziestu minut żaden z pionków jeszcze nie był zbity. Każde z moich posunięć było doskonale przemyślane. Staruszka wcale nie grała gorzej. Zdecydowanie miała na swoim koncie bogate doświadczenie i moja postawa powoli zaczynała ją irytować. Najpewniej miała zamiar rozegrać to w przeciągu kilku minut i nie spodziewała się mojego skupienia. Czas dłużył się nieubłaganie. Ostatecznie mała część pionków została już zbita i odłożona na bok. Zarówno ja, jak i staruszka szliśmy łeb w łeb. Była zdecydowanie dobrym przeciwnikiem. Jej taktykę i styl gry porównywałem to strategii prowadzonych przez moich braci. Z tego też powodu czułem się na siłach w małym stopniu przewidzieć jej ruchy. Kobieta zdecydowanie atakowała, nie skupiając się na żadnej obronie. Doskonale wiedziałem, jak sobie z tym poradzić. Może nie wygram, ale w mojej głowie zrodził się inny pomysł. Z tego też powodu dalej nieśpiesznie kierowałem swoimi pionkami, bacznie obserwując ruchy przeciwniczki. 
Minęło ponownie trochę czasu. Nasza widownia zaczynała się nudzić. Nic dziwnego. Nawet jeśli ruchy staruszki były nagłe, ale przemyślane to moje posunięcia zawsze odbywały się pod koniec tury. Wszystko szło naprawdę powoli.
Kiedy na szachownicy nie zostało już wiele pionków, staruszka zmarszczyła brwi. Nieważne, jak się poruszała, jej pionki wracały na swoje miejsce. Podobnie z moimi. Kombinowała na różne sposoby, ale gładko udawało mi się ją zablokować. Z drugiej też strony, ja również nie miałem możliwości zbliżyć się do króla. To oznaczało tylko jedno.
- Pat - powiedziałem, prostując plecy i lekko się uśmiechając. W prosty sposób zremisowałem grę. Kobieta wpatrywała się we mnie zaskoczona. Rzuciła okiem na szachownicę. Faktycznie nie mogła wykonać żadnego ruchu zgodnego z przepisami gry.
Łagodny uśmiech nie znikał mi z twarzy, kiedy obserwowałem, co kobieta będzie chciała zrobić dalej.

Shain?

środa, 12 maja 2021

Od Shain'a cd Ena

 Byłem wdzięczny mu, że pomógł mi poukładać to wszystko. Chodź nie przychodziłem tu często, miło jest wrócić do pokoju o normalnym stanie, lecz wiedziałem, że gdy wyjdziemy Yeu zróbi tu swoje.. 
Babka porządziła Ene koło mnie. Yeu siedział naprzeciwko koło niego Lumine, obok niej babcia, a obok Yeu matka, jego. Koło mnie moja matka, a koło Eny mój ojciec. Brakował po prawej stronie na końcu stołu kogoś i po lewej też. Wszyscy prócz wuja, pewnie był zajęty. Chwila Sho ! Nagle usłyszałem dźwięk jakby ktoś spadł ze schodów. Szybko wstałem i podszedłem tam, był to Sho. Mały kuzyn. Lekko się potłukł, ale był cały. Uleczyłem go. 
- Shain ! Shain ! - uśmiechnął się i przytulił mnie 
- Sho uważaj jak schodzisz - odparłem 
- Dobrze - odpał i  zobaczył, że mamy gościa - O!  Gość ! - podbiegł do Eny.
- Witaj mały - odparł Ena odwracając sie do niego
- Pacz Ena co mam - pokazał kryształ w ręce
Ena wyglądał na zaskoczonego, że znał jego imię. Lecz bardzo go zainteresował kryształ. Bazował na energii elektrycznej i mógł zasilić energia  miasto 
- Utworzyłem go niedawno z moich umiejetnosci - usmiechnal sie mały
- Jak go stowrzyles - zapytal chłopak
Ja usiadłem obok niego do stołu, wzrokiem spoglądając co robi Yeu. Na szczęście miał wszystko gdzieś. Babcia wstała od stołu i spojrzała surowym wzrokiem na Sho
- młodzieńcze do stołu migiem nie rozmawia sie podczas uroczystości. 
Sho szybko w podskokach zajął swoje miejsce a Ena wyprostował się na krześle. Babka spojrzała przenikliwym wzrokiem na Ene i usiadła. Obiad sie zaczął. Wszyscy jedli pyszności w milczeniu. Gdy każdy juz zjadł i był pełen można było rozmawiać. Babcia wtedy odezwała sie do mojego towarzysza .
- Chłopcze jak smakowały ci moje wypieki ? - spytała z usmiechem
Wtedy przeleciał mnie jakby piorun. Przecież zapomniał zjeść.. nie dobrze. Przez to ze pomagał mi sprzątać nie skosztował, a skłamać nie wypadałoby. Ścisnąłem pod stołem szatę.
- przykro mi nie skosztowalem - odpadl Ena
Wszyscy spojrzeli na niego, babka wstała i powiedziała. 
- róbcie miejsce! Będzie pojedynek - oznajmila. Wszyscy zaczęli zanosić rzeczy do kuchni. Na stole nie pozostały nawet piękne serwetki. Lumine przyniosła ciężkie pudło ze strychu. Ena spojrzał na mnie nie wiedząc co sie dzieje. Siostra rozłożyła plansze szachów. Była zrobiona z kości smoka, pionki zaś z kości jednorożca oraz najdroższych kryształów na tej planecie czyli Ozempium. Dostała go od pewnego Władcy, gdy wygrała z nim w pojedynku.  Pomogłem ustawiać siostrze pionki i razem z pozostała rodzina odsunęliśmy sie od stołu. Babka patrzyła na Ene srogim spojrzeniem jakby miała go juz skalpować nożem. Czułem jak moje nogi drżą. Babcia opowiadała jak to podróżowała i grała z wielkimi rodami w szachy, lecz nikt jej nie mógł pokonać. Nawet kilka razy stanęła w konkursie i zdobyła mistrza świata, lecz już nie gra zawodowo. Czyżby Ena miał szansę wygrać? Wątpię, moc babki nie pozwoli mu na to. Posiadała ona dar przewidywania przyszłości o 10 minut do przodu. Więc wiedziała dokładnie zawsze co się stanie, lub co zrobi przeciwnik. Przewidywanie ruchów można było to tak nazwać, lecz nie do końca to było to. Babka usiadła na krześle i wskazała drugie miejsce Enie. Chłopak usiadł i nie protestował. 
- Jeżeli wygrasz  będziesz mógł poprosić o cokolwiek, jeżeli ja wygram ja poproszę cię o cokolwiek - odparła. Nie czekała, czy chłopak się zgodzi tylko zaczęła i postawiła pionek.

Ena ?

niedziela, 9 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

Z uśmiechem przyjąłem podarowany poczęstunek. Ciasteczka wyglądały naprawdę apetycznie. Babcia Shain'a (bo osądziłem, że właśnie nią jest) wydawała się być naprawdę miła. Na początku zdziwiłem się, że tak szybko rozpoznała we mnie demona o czystej krwi. Po chwili przypomniałem sobie jednak, że mój ród jest dość popularny. Kto nie słyszał o Koreotokich mógł zostać uznany nawet za pewnego rodzaju ignoranta. Starsza kobieta zdecydowanie spotkała na swojej drodze wiele istot, pewnie nie jedną popularną. Ja niemal wyglądałem jak kopia mojej matki - nic więc dziwnego, że wszyscy bez trudu przypisywali mnie do odpowiedniej rodziny. 
- My pójdziemy na chwilę na górę. - Z zamyślania wyrwał mnie głos Shain'a. Chłopak wskazał ręką odpowiedni kierunek. Kiwnąłem głową i ruszyłem za nim. W dłoniach dalej dzierżyłem talerzyk, z którego nie zdążyłem jeszcze spróbować przysmaków.
- Tylko zejdźcie na dół później! - usłyszeliśmy na odchodne. Shain przytaknął i zaprowadził mnie do swojego pokoju.
Przyznam, że nie oczekiwałem takiego ekstrawaganckiego udekorowania pomieszczenia. Zasłonki zostały zerwane, przedmioty z półek pozrzucane i porozsypywane po ziemi. Pościel bez ładu walała się po poplamionym nieznaną substancją dywanie. Krótko mówiąc: panował tutaj większy chaos od bałaganu panującej z moją osobą po alkoholu. 
- Wybacz za pokój... - Shain wydawał się być naprawdę skruszony. - Yeu pewnie zrobił sobie tutaj imprezę...
Przejechałem wzrokiem po bałaganie. Ten Yeu naprawdę na wiele sobie pozwala. Na miejscu Shain'a nie zostawiłbym tak tego. Oczywiście, nie mówię tutaj o zemście czy czymś tego typu. Siłowe rozwiązania również nie wchodzą w grę. Próbowałbym porozmawiać z nim na neutralnym gruncie. Jeśli to nie przyniosłoby skutków, zwróciłbym się o pomoc do kogoś innego. Każda patowa sytuacja ma swoje wyjście. Nawet, jeśli nie było ono widoczne na pierwszy rzut oka.
- Co powiesz na pomoc przy sprzątaniu? - zaproponowałem. Na pustym stoliku odłożyłem talerz z ciasteczkami. 
Nim Shain zdążył odmówić lub zaaprobować mój pomysł, zająłem się zbieraniem rzeczy z podłogi. Wbrew pozorom lubiłem takie trywialne zajęcia. Porządki były czymś, w czym na  próbowała dworze wyręczać mnie służba. Nigdy jednak nie pozwalałem im przemęczać. Swój bałagan sprzątałem ja. Z tego powodu oraz mojego zamiłowania do gotowania bracia często nazywali mnie żartobliwie "żoną idealną". 
- Naprawdę nie musisz... - Shain wydawał się być zmieszany. Fakt - bycie szlachcicem, wysoko postawionym demonem mógł oznaczać to, że brudzenie sobie rąk porządkami kojarzone zostało z czymś nieakceptowalnym. Postanowiłem się tym nie przejmować. 
- To nie problem - uciąłem. Sprawnie posegregowałem porozrzucane rzeczy. Kitsune dołączył do mnie. Wspólnie z grubsza uporządkowaliśmy największy bałagan. Pokój powoli stawał się bardziej przytulny. Mieliśmy się właśnie zając przypinaniem zasłonek, kiedy usłyszeliśmy wołanie. Po głosie rozpoznałem babcię Shain'a.
- Chodźmy na dół - westchnął. - Dziękuję za pomoc.
Kiwnąłem głową i po wąskich schodkach znaleźliśmy się ponownie na parterze. Zaczęło być tutaj powoli tłoczno. Niemal przypominało to małe bankiety, które organizowaliśmy w domu. Shain wyjaśnił mi, że to uroczystość, a ja jestem jego gościem. Było to dla mnie zaskoczenie. Gdybym wiedział, że to spotkanie to coś tak poważnego, zdecydowanie lepiej bym się przygotował. Teraz pozostawało mi jedynie iść z nurtem. 
Rozejrzałem się po zgromadzonych. Większość z nich to kitsune. Rodzinne przyjęcie. W rogu sali dostrzegłem Yeu. Chłopak wydawał się być dziwnie zadowolony. Zmarszczyłem brwi. Nie przepadałem za młodzieńcem.

Shain?

Od Shain'a cd Eny

 Wyłoniłem łebek z ogonów i spojrzałem na chłopaka. Zmieniłem się w człowieka i usiadłem również po turecku. Nie wiedziałem co mu powiedzieć. Nie chciałem, by się obwiniał, że to jego wina.
- Nie przestraszyłeś mnie - odparłem cicho, znów poczułem jak moje policzki lekko pieką- po prostu w nocy, gdy Cię odstawiłem do łóżka, nie chciałeś puścić mojej łapy i byłem zmuszony do spania obok Ciebie..
- Najmocniej wybacz Shain - zaczał mnie przepraszać
- Nic się nie stało - odpałem i zawstydziłem się - Po prostu nie spałem z nikim w jednym łóżku...
- Nie wiem czy Cię to pocieszy lecz dla mnie to też był pierwszy raz - odparł 
Ulżyło mi poniekąd, wzdychnąłem ciężko. 
- Czyli nie jestem w tym sam - odpałem  - Może jesteś głodny ? 
Tym pytaniem obudziłem potwora, który drzemał w brzuchu Eny. Co spowodowało, że odezwał się w swoim dziwnym języku. 
- Em.. Może troche - powiedział zawstydzony lekko  chłopak 
- Więc zapraszam Cię na uroczysty obiad w moim rodzinnym domu - wsałem i otrzepałem trawę i liście z szaty swojej. Podałem rękę chłopakowi i pomogłem mu wstać. 
- Dziękuje, ale nie chcę się narzucać - odparł 
- Powiedzmy, że pójdziesz ze mną na obiad za twoje zachowanie po trunku - zachichotałem 
- No dobrze - odparł 
Ruszyliśmy w stronę miasta, wiedziałem, że dziś była uroczysty obiad księżyca. Może nie cała rodzina, ale ta najbliższa z tego miasta siadała do stołu razem. Nasz dom niby nie różnił się od wielu, lecz musiała się tam zmieścić cała nasza rodzina. W sumie 9 pokoji z czego 2 gościnne. Gdy weszliśmy do domu, przywitał nas pyszny zapach mochi. Moja babka sama je robiła, zaprosiłem Ene, by poszedł za mną. Przeszliśmy przez wielką jadalnie, gdzie był wielki stół. Był już nakryty, były na nim ozdobna piękna serwetka, uchaftowana przez babcie, oraz piękne i ozdobne sztućce. Gdy weszliśmy do kuchni, ujrzałem nieprzyjazna mi postać. Był to Yeu, mimo, że go nie lubiłem. Nie mogłem tego pokazać przy babce. Podbiegła do mnie babcia i uściskała mnie. 
- Shain miałeś być wczesniej - odparła babka
- Wybacz coś mnie zatrzymało - nie chciałem pokazywać co to było - Przedstawiam ci mojego kolegę Ene - odsunąłem się by ukazać jej chłopaka. 
Babka jak zwykle z swą mądrością przyglądała sie chłopakowi. 
- Czystokrwisty demon - odparła po chwili 
Ena był lekko zdziwiony, skąd mogła to zgadnąć, mnie to już nie dziwiło, zawsze czymś mnie zaskakiwała, a to znajomością języków, które już znikły z tego świata, a to znajomością rodzin z wyższych sfer. Babka odwróciła się i wzięła malutki talerzyk z Mochi. Podesłała w go w stronę Eny.
- Częstuj się młodzieńcze - uśmeichneła się 
Jej wypieki, jak i wszystkie dania, które robiła zawsze były tak pyszne, że chciało ich się więcej. Wiele razu mówiłem jej by otworzyła własną restauracje, lecz dla niej przepisy na nie, są i maja pozostać w rodzinie. Babcia dużo podróżowała jako młoda panna, dzięki czemu doskonaliła swoja sztukę gotowania i pieczenia w wielu krajach, ostatecznie i tak została krawcową, gdyż taka tradycja.
Ena wziął talerzyk w ręce.
-My pójdziemy na chwile na góre - odparłęm do babci
- Tylko zejdźcie na duł później - odparła i wróciła do pichcenia razem z Yeu
Kiwnąłem głową do Eny i ruszyliśmy schodami na górę, weszliśmy do mojego pokoju, który... Był już zniszczony, pewnie Yeu sobie zrobił z niego rozładowanie emocji. Usiadłem na łóżku, które trochę już zaskrzypiało.
- Wybacz za pokój... Yeu pewnie zrobił sobie tutaj imprezę..


Ena ?

czwartek, 6 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

Ten dzień był okropny. Oprócz niemijającego bólu głowy, usilnie towarzyszyła mi nieprzyjemna suchość w gardle. Dodatkowo miałem nieprzyjemne uczucie, że swoim zachowaniem przestraszyłem Shain'a. Upokarzające! Nie byłem typem osoby, która tak traktowała innych. To do mnie niepodobne! Dlaczego ludzie po alkoholu zawsze robią takie głupie rzeczy? W resztkach chaosu zwanych pamięcią odgrzebałem wspomnienie dotyczące pewnych znaków drogowych. Stwierdziłem, że odwiedzę to miejsce po zajęciach. Coś mi mówiło, że powinienem tak zrobić. 
Lekcje minęły mi niezwykle szybko. Może to było spowodowane okropnym samopoczuciem, albo poczuciem winy, sam nie wiem, ale nie potrafiłem się skupić. Także, w mgnieniu oka skończyłem na plantach, już wolny od zajęć. Musiałem upewnić się o słuszności swoich zagmatwanych wspomnień. Kierując się resztkami chaotycznej pamięci udałem się pod drogowskaz. 
Oczywiście. Znaki zostały przekręcone. Poczułem wstyd na samą myśl, że to ja byłem sprawcą tego wydarzenia. Dodatkowo - w akcie zamglenia umysłu najpewniej jako młotka użyłem swojego miecza. Wnioskowałem to po śladach na drewnie. Jak mogłem być tak głupi? Moi mistrzowie nie powstrzymywaliby wściekłości wobec mnie, gdyby to zobaczyli. Miałem nadzieję, że to jednak pozostanie tajemnicą - z rozkojarzeniem głaskałem rękojeść. Pośpiesznie poprawiłem drogowskaz. W końcu przedstawiał odpowiednie kierunki. Z dumą uśmiechnąłem się do siebie.
Nagle kątem oka dostrzegłem ruch. Spokojnym krokiem podszedłem do jego źródła. Wśród krzaków dostrzegłem znajomą istotę. 
- Shain? - zapytałem, kucając przy chłopaku. Był aktualnie w lisiej formie. Głównie poznałem go po węchu. Kitsune na mój widok zasłonił pysk ogonami. Nieszczególnie wiedziałem, jak się zachować. Czyżbym wczoraj zrobił coś, czego robić nie powinienem? Szybko odrzuciłem ten pomysł. Wprawdzie na pewno robiłem głupoty, ale nie takie krzywdzące. Zwykle, nawet po alkoholu, jestem pacyfistą. Potarłem opuszkami palców czoło, marszcząc brwi. Nie mogłem tego tak zostawić. Nie chciałem, aby Shain myślał o mnie źle. Niepoprawnie rozpoczęliśmy naszą znajomość. Ledwo się poznaliśmy, a ja już pokazałem się z tej gorszej strony. 
- Nie chciałem cię przestraszyć, przepraszam - powiedziałem i usiadłem na ziemi. Zaplotłem nogi i spojrzałem na lisa. Kitsune w końcu podniósł na mnie spojrzenie.
- Naprawdę nie wiem, co się wczoraj wydarzyło - zapewniłem szczerze. - Jeśli przesadziłem, jest mi niezwykle przykro. Mógłbyś mi o tym opowiedzieć? Spróbuję naprawić swoje błędy. 
Wypowiedziałem prośbę z nadzieją, że moja osoba zostanie oczyszczona w oczach Shain'a.

Shain?

Od Shaina cd Ena

  - To.. To nic takiego - na mojej twarzy pojawił się lekki rumieniec - Przepraszma ja musze już iść - wyszedłem na balkon i ze zwinnością skoczyłem na duł. Pobiegłem do swojego akademika, tak by nikt mnei nei widział.  Gdy wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi za sobą. Westchnąłem i próbowałem się uspokoić. Pierwszy raz spałem w nie swoim łóżku, na dodatek z kimś... Może dla innych to by było nic wielkiego, ale dla mnie to było coś ogromnego.. Poszedłem się umyć. Leżałem w wannie i relaksowałem się. Mimo iż spałem w jego łóżku połowy nocy nie przespałem. Byłem wykończony, a dziś były zajęcia. Ubrałem czyste ciuchy i schowałem książki do torby. Ruszyłem na zajęcia. Powinienem mieć podkrążone oczy, lecz dzięki temu, że mam bardzo elastyczną skórę i gładką nie było widać nic. Słuchałem nauczyciela i notowałem wszystko pilnie. Po zajęciach, poszedłem do pielęgniarki, nie po to by mnie uleczyła. Często po lekcjach tam chodziłem pomagać leczyć rany innych uczniów. Gdy zauważyła jak podczas leczenia złamanej nogo lekko przysypiam, postanowiła, bym poszedł do pokoju i się przespał. Byłem tak śpiący, że nie wiedziałem, gdzie mnie moje nogi niosą. Po chwili zorientowałem się, że byłem na rozdrożu tam gdzie był znak, który naprawiał Ena. Uśmiechnąłem się lekko i postanowiłem wejść w krzaki, zmienić się w lisa, skulić się i przespać. Bardzo przyjemnie mi się spało. Obudził mnie czyjś, głos. Jeszcze zaspany wyłoniłem pysk z swojej ciepłej kulki ciała i zacząłem się rozglądać i przyzwyczajać oczy do światła. Ujrzałem wtedy białowłosego demona. Tym bardziej szybko sie obudziłem i otworzyłem szerzej oczy. Nie słuchałem tego co mówił, szybko schowałem pysk w ogon.

Ena [Shain nie wie co zrobić biedak, nigdy nie był w takiej sytuacji xD] ?

środa, 5 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

- Posłuchaj w twoim pokoju czeka nas przygoda marzeń musisz mi wskazać, gdzie on jest bo nie przeżyjemy przygody. - Shain zachęcał Enę do powrotu na ziemię. Młody demon nie miał najmniejszej ochoty na powrót do pokoju. Nęcony jednak przez kitsune postanowił wskazać mu odpowiedni balkon. Nim chłopak zdążył zareagować, Ena w kilku susach znalazł się przy odpowiednim balkonie. Swoją szybkością chyba zaskoczył Shaina, który dołączył do niego dopiero po chwili.
Demon w związku z nadużyciem energii, w aktualnym stanie szybko się zmęczył. Ziewnął przeciągle. Nie zwracając uwagi na swój wygląd ani pozycję, po prostu położył się spać. Odpadł niezwykle szybko.
***
Ból głowy. Piorunujące pulsowanie przysłaniało mi zdolność myślenia. W mojej głowie panowała pustka i związany z nią chaos. Nie wiedziałem, gdzie jestem i co tutaj robię. Moja postać była w kompletnym bałaganie. Zimny powiew wiatru sprawił, że zadrżałem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mam na sobie wierzchniej szaty. 
Mój wzrok powędrował po całym pomieszczeniu. To był mój pokój. Definitywnie mój pokój. Moje spojrzenie zatrzymało się na leżącym obok Shain'ie. Instynktownie odskoczyłem do tyłu. Wykonując nagły ruch poczułem, jak moja głowa niemal eksploduje. Cichym syknięciem chyba obudziłem chłopaka. Młody kitsune jednocześnie zerwał się z miejsca, pewnie równie zaskoczony. 
Zmarszczyłem brwi, próbując sobie cokolwiek przypomnieć. Odpowiadała mi jedynie pustka przebijana rozmytymi i nielogicznymi wspomnieniami. Jednym słowem: nieopisany chaos. Pocieszałem się jedynie tym, że nic mnie nie boli. Oznaczało to, że prawdopodobnie uniknąłem większych głupot. Przynajmniej taką mam nadzieję. 
- Shain? - zapytałem niepewnie, bojąc się, że brzmieniem mojego głosu mogłem przestraszyć chłopaka. Miałem wrażenie, że w moim gardle panuje susza. Nigdy dotąd nie chciało mi się aż tak pić. Postanowiłem jednak przeczekać to dopóki nie dowiem się, co się wczoraj wydarzyło.
Chłopak nie odpowiedział, ale uniósł na mnie spojrzenie. 
- Czy wszystko w porządku? - Wyprostowałem się, przyjmując typową dla mnie postawę. Co za wstyd! W kącie pokoju dostrzegłem swoją szatę. Z cichym westchnięciem podniosłem ją i założyłem. W końcu wyglądałem normlanie. Prawie. Moje włosy dalej plątały się we wszystkich kierunkach, ale nie miałem czasu, by się nimi zająć. Postanowiłem usilnie ignorować ten fakt.
- Ze mną wszystko dobrze, ale zastanawiam się, jak ty się czujesz... - Shain w końcu podniósł się z ziemi. 
- Do przeżycia. - Uśmiechnąłem się niezręcznie. - Jestem ci winien ogromne przeprosiny. Nie mam pojęcia, co stało się wczoraj, ale domyślam się, że pewnie narobiłem ci problemów. Przepraszam.


Shain?

poniedziałek, 3 maja 2021

Od Shain'a cd Eny

  Zachowanie Eny zmieniło się o 180 stopni... z poważnego i miłego stał się.. bardzo... bardzo odważny i  nie zważał na nic. Ruszyłem za nim, gdyż bałem się co może wymyślić. Gdy  naprawił sam znaki byłem, przekonany, że naprawdę trzeba się nim zająć. Szliśmy w stronę Ardem, wiedziałem, że będzie chciał coś jeszcze "naprawić" albo lepiej. Postanowiłem zaprowadzić go jakoś pod balkony. Nie chciałem by ktoś mnie widział Ene.. pijanego.
- Który balkon jest twój? - zapytałem 
Chwilkę się zastanowił i wskazał. Ja zmieniłem się w lisa, pokazałem głową by wskoczył mi na grzbiet. Chwile to zajęło by wskoczył, gdyz gdy tylko wlazł zlatywał w drugą stronę. Gdy już siedział i trzymał się jako tako, postanowiłem przywiązać go do siebie łańcuchem , który miałem na łapach by nie spadł. Wskoczyłem na balkon spojrzałem przez szybę, ktoś tam spał. Lekko zły wzdychnąłem ciężko. 
- Ena wskazałeś mi zły balkon 
- Nie prawda - zapierał się, że wie lepiej 
- Posłuchaj w twoim pokoju czeka nas przygoda marzeń musisz mi wskazać, gdzie on jest bo nie przeżyjemy przygody - doaprłem by go zachęcić. 
- PRZYGODA ! - krzyknął na całe gardło. 
Spojrzałem szybko, czy ten ktoś się nie obudził na szczęście nie. Wskazał kolejny balkon. Wskoczyłem tam i zobaczyłem, że nie ma nikogo. Uchyliłem drzwi balkonowe i wszedłem. Wskoczyłem na łóżko i puściłem łańcuch. Ena powoli zleciał na łóżko. Użyłem swojego dzwonka, by go uspokoić, by już nigdzie nie szedł. Stał się senny. Chciałem odejść, ale przytulił się do mojej łapy. Próbowałem się wydostać z jego uścisku, lecz nie dałem rady. Jako duży lis ułożyłem się prosto, by go nie obudzić. On wtulał się dalej w łapę. Głowę zwróciłem w stronę balkonu, z którego widziałem księżyc. Nie wiem kiedy moje oczy sie zamknęły i zasnąłem. 

Ena xd ?

sobota, 1 maja 2021

Od Eny cd. Shain'a

- Nie jesteś przyzwyczajony do rozmawiania z ludźmi? - zapytałem łagodnie. Shain skinął głową. Potrafiłem go zrozumieć. Sam również nie przepadałem za kontaktami z innymi. Nawet jeśli całkiem w porządku odnajdowałem się w małym gronie, całkowicie gubiłem pewność siebie w większej grupie. 
- Nie martw się. - Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Myślę, że to przyjdzie z czasem - zapewniłem po chwili namysłu. 
Kelner przyniósł nasze zamówienia. Ciągnąłem spokojną rozmowę z Shain'em. Była to zwykła, niezobowiązująca wymiana zdań. W międzyczasie wyczułem nieprzyjemny zapach. Najpewniej w kuchni coś się przypaliło. Woń była dusząca i mocna. Pokręciłem głową. Posmak spalenizny czułem niemal w ustach. Postanowiłem więc go popić. Niewiele myśląc, duszkiem opróżniłem leżącą na stoliku czarkę. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to nie była woda.
Shain wbił we mnie zaskoczone spojrzenie. Sam byłem równie zaskoczony. Palący smak etanolu spłynął wzdłuż mojego gardła. Odkaszlnąłem niepewnie, próbując pozbyć się szczypiącego smaku. 
- Wszystko w porządku? - W jego głosie usłyszałem zmartwienie. Nie, nie było dobrze. Doskonale znałem swoje możliwości, co do picia alkoholu. Krótko mówiąc, nie miałem mocnej głowy. Przez chwilę w moich myślach widniało wspomnienie pewnego zakraplanego spotkania z braćmi. Tak się składało, że słabą odporność nad alkohol mieliśmy rodzinną. Chociaż jedna czarka dla innych była dosłownie niczym, mnie wystarczyła, aby osiągnąć niewyobrażalny stan.
Przycisnąłem palce do skroni, mając rażenie, że moja głowa robi się ciężka. Zmrużyłem oczy, jakby rażony nieprzyjemnym słońcem. 
- Shain - zwróciłem się do chłopaka. - Najlepiej będzie, jeśli wrócę już do akademika. Dziękuję za spotkanie.
Spróbowałem stanąć na równych nogach. Nie sądziłem, że tak szybko odmówią mi posłuszeństwa. Osunąłem się ponownie na stół i podparłem czoło dłonią. Żałowałem, że nie ma przy mnie braci, którzy potrafili szybko sprowadzić mnie na ziemię.
***
Kiedy tylko podniósł głowę, uśmiechał się tępo i wpatrywał w znajdującą przed nim ścianę. Zdawać by się mogło, że dostrzega na niej coś niezwykle interesującego, coś, od czego nie sposób oderwać wzroku.  
- Ena... Czy wszystko w porządku? - Z zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Odwrócił spojrzenie w stronę siedzącego obok kitsune. Uśmiechnął się jeszcze serdeczniej. Kamienna twarz, maska, którą przywdziewał każdego dnia zniknęła, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. 
- Shain, co za spotkanie! - zawołał radośnie, klaszcząc w dłonie. - Lepiej być nie mogło! Jak długo tutaj jesteś? 
Chłopak przyjął skonfundowany wyraz twarzy, jakby nie rozumiał, co przed chwilą zaszło. Uniósł brwi, prawdopodobnie nie wiedząc, jak zareagować na nagłą zmianę postawy swojego towarzysza. 
Ena zaś nie czuł się w żaden sposób skrępowany. Zaczął bujać się na krześle, wesoło wymachując nogami. Rozglądał się, błyszczącymi oczyma obserwując każdego gościa znajdującego się w lokalu. 
- Jestem tutaj cały czas... - odpowiedział niepewnie młody kitsune po chwili zastanowienia.  
- Oh! Naprawdę? - Ena przybliżył się do towarzysza. - Nie wiedziałem, że mieszkasz w tym lokalu. Przyjemne miejsce, bardzo mi się tutaj podoba!
Po minie Shain'a, można było wywnioskować, że właśnie stracił grunt pod nogami. Wpatrywał się w niedowierzaniu w niezwykle zadowolonego Enę. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że światopogląd kitsune właśnie legł w gruzach. 
- Nie, Ena, to nie tak... - zaczął wyjaśniać, ale ubrany na biało chłopak przestał go słuchać. Zamiast tego zaczął bawić się długimi kosmykami swoich włosów. Zaplatał je w warkoczyki czy wymachiwał nimi w przypadkowych kierunkach, śmiejąc się przy tym wesoło.
- Shain~ - Odwrócił się w końcu w kierunku swojego rozmówcy. - Gorąco tutaj. 
- Nie, zaczekaj! - Nim jednak kitsune zdążył powstrzymać uśmiechającego się głupkowato demona, Ena rozsznurował swój pas. Chwilę później zrzucił z siebie wierzchnią szatę. Został teraz wyłącznie w jasnej tunice, która zsunęła się, całkowicie odkrywając jasne ramiona. Chłopakowi widocznie to nie przeszkadzało. Zdjęte odzienie upuścił na ziemię. Shain najwyraźniej nie mógł patrzeć na sponiewierane szaty i pośpiesznie podniósł je z podłogi. 
Ena widząc, że jego towarzysz wstał z miejsca, również stanął na równych nogach. Początkowo zatoczył się, ledwo utrzymując równowagę. Kiedy w końcu postawił kilka chwiejnych kroków, postanowił wyjść na zewnątrz. Shain nie potrafił go zatrzymać, więc jedynie w ciszy podążył za demonem.
Białowłosy w tym samym momencie znalazł nowe źródło zainteresowania. Stojąca na rozdrożu dróg tabliczka ledwo się trzymała. Postanowił więc poprawić opadnięte znaki. Niewiele myśląc, chwycił za swój miecz. Trzeźwy Ena swoje kolejne poczynania uznałby za karygodne i niewłaściwie. Ostrze, specjalnie wykute dla niego, którego rękojeść zdobili najbardziej cenieni rzemieślnicy zostało użyte jako młotek. Młody demon z pasją w oczach przybijał drogowskazy do kija. Stuk, stuk, stuk. Ena uderzał rękojeścią w zardzewiałe gwoździe. 
Po kilku minutach dumnie spojrzał na swoje dzieło. Faktycznie naprawił znak. Zamienił jednak strony. Teraz tabliczka z napisem "Corvine" oznaczała drogę wiodącą do Ardem, a ta z "Ardem" do Corvine. Ena oczywiście nie widział tutaj żadnych nieprawidłowości. Pokiwał głową, całkowicie aprobując swoją pracę. Odwrócił się do Shain'a, który dalej wyglądał na niezwykle zmieszanego.
- Nasza robota tutaj jest skończona - odrzekł poważnym głosem. - Chodźmy poszukać, czy ktoś jeszcze nie potrzebuje naszej pomocy. 

Shain?

piątek, 30 kwietnia 2021

Od Shain'a cd. Eny

- Jeżeli nie będę przeszkadzać - ścisnąłem szatę - nie chcę się narzucać.
- Nie narzucasz się i nie będziesz przeszkadzać - odparł chłopak.
Ruszyliśmy razem na plac, na którym miał trenować. Usiadłem w cieniu na trawie by mu nie przeszkadzać i mieć wygodne miejsce do oglądania jak trenuje. Naprawdę bardzo dobrze włada mieczem. Nie to co ja.. nie umiem ani mocą ani inną bronią się bronić, przed innymi. Umiem tylko uciekać. Mijało kilka godzin a on ćwiczył nieustannie. Położyłem się w końcu na trawie i patrzyłem w niebo. Nagle usłyszałem kroki w moją stronę. Nade mną stanął Ena.
- Jak wypoczynek? - zapytał.
- A przyjemnie - moje kąciki ust lekko drgnęły. Nie był to może uśmiech, ale zawsze coś.
- Jesteś może głodny? - zapytał.
W tym momencie pomyślałem o pysznym jedzonku, a mój brzuch wydał z siebie dziwny odgłos jakby zgadzał się z Eną.
- Chyba tak - uśmiechnął się.
Ja się kompletnie zawstydziłem i zasłoniłem twarz rękoma.
- Chodź przejdźmy się po mieście i poszukajmy jakiejś fajnej knajpy - odparł.
Spojrzałem przez palce na jego twarz i po chwili wzdychnąłem. Wstałem i otrzepałem swoje ubranie.
- Dobrze - dodałem. 
Ruszyliśmy w miasto, było dużo ludzi. Nie lubiłem takich tłumów, źle się wtedy czułem. Jakby coś mnie krępowało. Ena chyba to zauważył, bo położył mi rękę na ramieniu.
- Spójrz tam jest jakaś fajna - odparł. 
Gdy zobaczyłem jej nazwę przypomniało mi się, że przychodziłem tam z babcią. Mają bardzo dobre tam jedzonko. Weszliśmy do niej i zajęliśmy wolny stolik. Szukaliśmy po menu co wybrać. Przyszedł kelner, a ja z zawstydzenia nie wiedziałem co powiedzieć. Zanurzyłem wzrok w karcie.
- Co podać? - zapytał kelner.
- Ja poproszę te danie z gratisowym napojem - odparł Ena.
- A dla pana?- spytał, spoglądając na mnie.
Gdy kelner odszedł ulżyło mi i to bardzo.
- Nie jesteś przyzwyczajony do rozmawiania z ludźmi? - zapytał chłopak.
Kiwnąłem głową na znak tak. Gdy kelner przyniósł nam jedzenie, zaczęliśmy jeść. Gdy już skończyłem swój posiłek chwaciłem za kielich i miałem już sie napić, gdy wyczułem nutę alkoholu. Spojrzałem na  Ene, który bez najmniejszego hamowania wypił. Ja odłożyłem trunek i siedziałem skrępowany.

Ena?

środa, 28 kwietnia 2021

Od Eny cd. Shain'a

 Nie byłem przekonany wobec postanowień Shain'a. Moim zdaniem chłopak powinien opowiedzieć komuś o swoich problemach. Przemilczenie ich nie sprawi, że znikną. Nie mogłem jednak wpłynąć na jego decyzję. Sam miał władzę nad swoim życiem. Wszystko robi świadomie. Chociaż ranił sam siebie, jeśli odrzucił chęć pomocy, nie potrafiłem zrobić nic więcej. Zmuszanie go nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów. Miałem nadzieję, że Shain w końcu jednak przejrzy na oczy. 
Kolejny dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie. Udałem się na zajęcia. Wszystkie lekcje minęły niezwykle szybko. Dzisiejszy grafik opierał się głównie na przedmiotach pamięciowych. Wszelkiego rodzaju historie walk, nauki języków czy inne tego typu sprawy. Osobiście zdecydowanie bardziej przepadałem za treningami, wymagającymi użycia broni. Z tego powodu po lekcjach obiecałem sobie przypomnienie szermierki. Dawno nie poświęcałem wystarczającej ilości czasu na doskonalenie sztuki miecza. Musiałem to nadrobić. 
Po zajęciach od razu skierowałem się w stronę placu położonego za akademią. Aby się tam dostać musiałem pokonać gęstsze zarośla, przez którą przebijała się wąska ścieżka. Aż dziwne, że była tak zarośnięta, skoro wielu uczniów dziennie ją pokonywało. 
W czasie drogi usłyszałem szelest liści. Zatrzymałem się, nasłuchując dźwięku. Wyczułem znajomy zapach. 
- Shain? - zapytałem, odwracając się w kierunku, gdzie woń stawała się najsilniejsza. Chłopak nieśmiało wszedł z zarośli.
- Szybko mnie odkryłeś... - powiedział lekko zmieszany. Wydawało się, że nagłe nakrycie go na ponownym obserwowaniu musiało go zbić z tropu.
- Intuicja - wyjaśniłem, lekko się uśmiechając. - Co cię tu sprowadza? 
- Chciałem ci podziękować za wczoraj. - Głos chłopaka brzmiał cicho. Odwrócił wzrok, jakby bał się powstrzymać moje spojrzenie. Przyznam, że pojawienie się Shain'a, tylko po to, by wyrazić swoją wdzięczność było miłe. Ale też niepotrzebne. Nie wymagałem od nikogo podziękowań. Moja pomoc zawsze była bez oczekiwanie nagrody. Wszystko robiłem dobrowolnie. 
- Mam coś dla ciebie - zaczął nieśmiało, podając mi niewielkie pudełeczko. Spojrzałem niepewnie w stronę przedmiotu.
- Naprawę nie jesteś mi nic winny, nie musiałeś... - zająknąłem się. Nie mogłem przyjąć żadnego prezentu. Mimo tego, chłopak otworzył paczuszkę, w której znajdowała się delikatna bransoletka.
- Spędziłem wczoraj dużo czas, aby ją zrobić - powiedział cicho. - Byłoby mi naprawdę miło, gdybyś ją wziął...
Obdarzyłem chłopaka łagodnym uśmiechem. Wziąłem w palce błyszczący przedmiot i założyłem na nadgarstek. Była naprawdę piękna. 
- Dziękuję, masz talent. - Kiwnąłem lekko głową do Shain'a, którego oczy zalśniły. - Prezentuje się naprawdę wspaniale. 
Chłopak widocznie rozpromienił się. 
- Gdzie aktualnie idziesz? - zapytał, spoglądając na zarośniętą ścieżkę.
- Idę potrenować. Chcesz mi towarzyszyć? 

Shain?

Od Shain'a cd. Eny

Choć Ena miał racje, że nie przestanie nie mogłem nikomu o tym powiedzieć. Musiałem to trzymać w sobie. Wstałem i otrzepałem szatę z kurzu. Byliśmy rodziną, a co za tym idzie nie możemy robić drugiemu kłopotów.
- Wybacz Ena... - odparłem cicho jakbym mówił sam do siebie - Dziękuje Ci bardzo Ena - powiedziałem znacznie głośniej - Jednakże wolałbym by to pozostało między nami - dodałem niepewnie ściskając szatę.
Chłopak spojrzał na mnie niepewny tego co powiedziałem.
- Nie chcę by żaden nauczyciel, a tym bardziej rodzina się o tym dowiedziała - odparłem i spojrzałem chłopakowi w oczy. - Czy możesz mi obiecać, że to nie wyjdzie z Twoich ust ?- zapytałem
- Obiecuje, że nikomu nie powiem - odparł chłopak.
- Jeżeli będziesz, chciał mógłbym cię jeszcze kiedyś pouczyć - uśmiechnął się.
- Było by wspaniale! - mój ogon zaczął bujać się w dwie strony.
Zauważyłem, że zachodzi już słońce.
- Wybacz muszę już wracać - odparł chłopak. - Do następnego spotkania - dodał.
- Do następnego - odparłem i pomachałem mu jak odchodził.
Ruszyłem pomału do Akademika. Gdy wszedłem do swojego pokoju, poszedłem od razu się umyć. Po kąpieli ubrałem piżamkę i wskoczyłem do łóżka. O dziwo pierwszy raz od dawna dziś byłem szczęśliwy. Chodź pewnie tylko po wymowie było słychać, gdyż od dawna się nie uśmiechałem. Patrzyłem w sufit myśląc jak się odwdzięczyć mu za pomoc z Yeu. Postanowiłem wyrobić dla niego biżuterię. Niestety nie miałem dziś już siły i zasnąłem.
Rano obudziły mnie promienie słońca, podniosłem się leniwie z łóżka i poszedłem wziąć szybki prysznic i ubrać się w nowe ciuchy. Potem popsikałem się perfumami zrobionymi na bazie lawendy. Usiadłem przy biurku i zacząłem rysować szkic bransoletki. Wymyśliłem, że będzie miała kulki marmuru, który jest piękny. Gdy już szkic był gotowy zabrałem się za tworzenie. gdy już skończyłem wyszlifowałem i patrzyłem na bransoletkę z dumą.
Spakowałem w piękne drewniane pudełeczko i zawinąłem materiałem robiąc na górze wstążkę.
Wyszedłem z pokoju i poszedłem w stronę Akademii Ardem w poszukiwaniu Eny. Gdy już go znalazłem zatrzymałem się daleko od niego. przypomniało mi się, że muszę coś powiedzieć... Zapomniałem wymyślić co mu powiem.. Ukryłem się w krzakach by mnie nie zauważył.

Ena?

wtorek, 27 kwietnia 2021

Od Eny cd. Shain'a

Kiedy dałem mu szansę, Shain odbiegł, jak najszybciej potrafił. Upuścił jednak łuk, po który ja wrócić musiałem. Spokojnie opuściłem kryjówkę i podniosłem leżącą na ziemi broń. Chłopak, prowodyr całej sytuacji obrzucił mnie wrogim spojrzeniem. 
- Hej, ty! - zawołał w moim kierunku. - Masz teraz kłopoty, wiesz o tym?!
Uśmiechnąłem się delikatnie i wbiłem w niego wzrok. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby nieznajomy cofnął się o krok. Chociaż nie miałem wrogich intencji, zmiana aury wystarczyła, żeby go przestraszyć. Kiedy chciałem, potrafiłem być przerażający. Wyczuwalna żądza mordu sprawiła, że atmosfera stała się ciężka, a chłopak nie potrafił wydusić z siebie nawet słowa. Pozornie nie wyglądałem na zagrożenie, jednak byłem kimś, z kim trzeba było się liczyć. Posłałem kitsune łagodny uśmiech.
- Lepiej będzie, jeśli dasz Shain'owi spokój - odparłem spokojnie i odwróciłem się od chłopaka. Miałem nadzieję, że zrozumiał swoje położenie i brak jakichkolwiek szans w starciu ze mną. Oczywiście, póki mam taką możliwość, zdecydowanie będę unikać walk. Przemoc nie jest rozwiązaniem.
Odszedłem w kierunku, w którym pobiegł Shain. Jakiś czas później zastałem go skulonego pod drzewami. Wyglądał na załamanego i przestraszonego. Od razu zapytałem, czy wszystko w porządku. Może zranił się podczas biegu? 
- Będę miał kłopoty... - wyrzucił z siebie, nie odrywając dłoni od swojego ogona.
- Dlaczego miałbyś je mieć? - Uniosłem brwi. 
- Yue... On nie da mi spokoju... - odpowiedział zmieszany. Jego głos brzmiał smutno i cicho.
A więc Shain się go boi. Nic dziwnego. Napotkany chłopak wyglądał na takiego, który lubi wszczynać niepotrzebne konflikty. Tym samym pewnie nieraz naprzykrzał się mniejszemu kitsune. Nie przepadałem za ludźmi kierującymi się przemocą. 
- Musisz komuś o tym powiedzieć - poleciłem poważnie. Wyprostowałem się, badając wzrokiem Shain'a. Jeśli sam nie potrafi się obronić, najlepiej będzie, jeśli poprosi o pomoc kogoś dorosłego. - Nauczyciele? Rodzice?
- To tylko pogorszy sprawę! - jęknął, chowając twarz w dłoniach. - Jesteśmy rodziną...
Sytuacja wydawała się być bardziej skomplikowana. Nie wyobrażałem się, że bliscy mogą traktować się z taką nienawiścią. Z braćmi byliśmy niemal nierozłączni. Całym sercem pragnąłem być tacy, jak oni. Miałem w nich wsparcie i otuchę. Jak rodzina mogła tak sobą pomiatać? Zmarszczyłem lekko brwi. 
- To, że jesteście spokrewnieni, nic nie znaczy - odparłem po chwili. - Jeśli tamten kitsune źle cię traktuje, musisz komuś o tym powiedzieć. Inaczej nigdy nie przestanie. 
Shain nie wydawał się być przekonany. Uśmiechnąłem się w jego kierunku.
- Zawsze też możesz liczyć na moją pomoc - zapewniłem pośpiesznie. - Wątpię, żeby ten chłopak chciał się zmierzyć ze mną walce. Nawet jeśli, możesz mi uwierzyć, że nie ma żadnych szans. - Poprawiłem włosy, odrzucając je do tyłu. - Oczywiście stronię od przemocy. Sądzę, że słowami też da się rozwiązać wiele konfliktów. 

Shain?

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Od Shain'a cd. Eny

 Gdy Ena pokazywał mi jak strzelać z łuku mój ogon nie przestawał machać. Byłem strasznie podekscytowany. Od zawsze chciałem strzelać z łuku, lecz rodzina mi na to nie pozwalała. Wszystkie próby nauczenia się niszczyła je, gdyż dla nich najważniejsze było by każdy z rodu przejął obowiązki starszych, czyli wyrabianie odzieży oraz biżuterii.  Po wystrzeleniu strzały, Ena zaproponował że pójdzie jej poszukać. Kiwnąłem tylko głową zgadzając się. Gdy go nie było, Yeu i jego ekipa przyszła sprawdzić "jak się miewa" ich zabawka do dręczenia. Stanęli naprzeciwko mnie, ja zaciskałem ręce na łuku i podkuliłem ogon. Gdy usłyszałem szelest, z krzaków wyszedł Ena.
- Przepraszam, czy coś się stało? - zapytał, lekko się kłaniając.
Yeu i inni spojrzeli na niego nieprzyjemnie.
- Nie przeszkadzaj nam - odparł Yeu i spojrzał na mnie.
Reszta jego bandy zasłoniła swoimi ciałami mnie i jego. Stanęli oni przodem do Eny.
- Czego chcecie od Shain'a? - spytał Ena.
- Nie wtrącaj się - syknął Yeu.
- Podziękuje, Shain - spojrzał na mnie. - Wszystko dobrze ? - zapytał.
Ja ze strachem w oczach spojrzałbym powoli na Ene, a później na Yeu i znów na Ene.
- T...tak wszystko.. dobrze - powiedziałem łamiącym się głosem.
- Pilnujcie go, ja porozmawiam sobie na spokojnie z Shain'em - odparł Yeu i pociągnął mnie trochę dalej od grupki by ze mną porozmawiać.
Nie słyszałem ani nie widziałem co dzieje się z Eną, ani z grupką Yeu. Byłem tylko ja i on.
- Pamiętaj co miałeś zrobić mi na jutro - warknął. - Jeżeli nie zrobisz, wiesz, co cię czeka.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach za Yeu. Gdy on się odwrócił, zobaczyłem niedaleko tych krzaków, gdzie patrzy Yeu, chował się Ene i wskazywał bym uciekał. Ja wstałem i uciekłem jak najszybciej, nie wiem w którym momencie puściłem łuk z ręki. Chciałem być jak najdalej od Yeu  jego bandy. Zapomniałem, że jestem w parku wiec zatrzymałem się na jego skraju. Moje serce biło strasznie.. nigdy przed Yeu nie uciekałem.. na pewno będzie zły... Nagle usłyszałem szelest i się przestraszyłem, zjeżyły mi się włosy na całym ciele. Powoli się odwróciłem, był to na szczęście Ena.
-Będę miał kłopoty... - powiedziałem i ze strachu złapałem za swój ogon i macałem go jak jakąś antystresową zabawkę.

Ena?

Od Eny cd. Shain'a

 Shain odszedł pośpiesznie, nawet się nie odwracając. Wzruszyłem ramionami. Właściwie odpowiadało mi to, że nie muszę iść dalej. W końcu - obecność ucznia Ardem na terenie Corvine mogłoby zostać uznane za szpiegowanie.
Przez chwilę obserwowałem, jak kitsune znika za murami swojej akademii. Nie mając już żadnego celu, aby tutaj przebywać, odwróciłem się i spokojnym krokiem wróciłem do akademika. Zająłem się sporządzaniem notatek z lekcji. Chciałem jak najdokładniej przyswoić nowopoznaną wiedzę. Materiału było naprawdę wiele. Stos podręczników zajmował większość mojego biurka. Przez chwilę bawiłem się kosmykiem włosów, tracąc poczucie czasu. Kiedy w końcu powróciłem myślami do teraźniejszości, od razu zabrałem się do pracy. Lekcje same się nie zrobią. 
Zaraz po wykonaniu zadań pisemnych postanowiłem dalej trenować łucznictwo. Wypożyczyłem szkolny łuk i udałem się do parku. O tej porze nie powinno być tam wielu ludzi, więc mogłem w spokoju poćwiczyć, bez obawy, że ktoś ucierpi.
Odnalazłem spokojną polankę. Nikogo nie było w polu widzenia. Nie wyczuwałem też niczyjej obecności. Idealnie. Przyjąłem odpowiednią postawę, naciągnąłem cięciwę i wypuściłem strzałę w kierunku narysowanej przeze mnie tarczy. Zaostrzony grot wbił się niemal w sam środek. Skrzywiłem się nieznacznie. Muszę stać się lepszy. 
Trenowałem do późna. Otarłem kropelki potu z czoła. Chyba najwyższy czas, żeby wrócić do domu. Już odwracałem się w odpowiednim kierunku, kiedy usłyszałem szelest liści. Ktoś się zbliżał. Niemal czułem się gotów do nadchodzącego ataku. Nikt jednak nie wyskoczył na mnie. Zamiast tego dźwięk ustał. Zacisnąłem mocniej dłoń na łuku i podszedłem w stronę dźwięku. Zachowywałem się ostrożnie, stawiając nogi cicho, aby nie zwrócić na siebie uwagi. Skradanie się miałem niemal wyćwiczone do perfekcji. Powoli dotarłem na mniejszą polankę. W jej centrum ktoś siedział. Poznałem znajomą sylwetkę i wygląd.
- Shain? - zawołałem w kierunku chłopaka. Młody kitsune podskoczył z zaskoczenia i odwrócił się przestraszony. 
- Przepraszam - dodałem szybko, niepewnie machając do niego. - Nie chciałem cię zaskoczyć. 
Chłopak westchnął z ulgą. 
- Ena, dobrze cię widzieć - powiedział szybko. Spojrzał na swoje dłonie, a po chwili schował je za sobą. - Co tutaj robisz? 
- Trenowałem łucznictwo - odpowiedziałem na pytanie, podnosząc lekko łuk. - Czy coś się stało? 
Po pozycji chłopaka i jego niespokojnym spojrzeniu łatwo się było domyślić, że coś było nie tak. Nie miałem pojęcia, o jego problemach. Mógłbym go jednak wysłuchać czy poradzić, jeśli nęka go jakiś problem. 
- T-to nic takiego... - zająkał się. - Nie musisz się tym przejmować...
Nie brzmiało to przekonywująco. Postanowiłem jednak nie naciskać. Właściwie byłem mu obcy. Nic dziwnego, że nie chce ze mną rozmawiać na prywatne tematy. Nie powinno mnie to obchodzić. Powinienem go przeprosić za nietaktowne zachowanie. Wpadłem jednak na inny pomysł, aby go rozweselić. 
- Może chciałbyś spróbować postrzelać z łuku? - zaproponowałem, podchodząc bliżej. - Mogę udzielić ci lekcji. 
Oczy chłopaka zalśniły. Niepewnie kiwnął głową, wstał z trawy i dołączył do mnie. Szybko pokazałem mu odpowiednią postawę i sposób naciągania cięciwy oraz trzymania strzały. Na początku miał z tym małe trudności. Zakończony grotem kijek kilka razy spadł mu na ziemię, co wprowadzało Shain'a w zakłopotanie.
- Na początku też miałem z tym problemy - zapewniłem go pocieszająco. - Musisz tutaj przytrzymać mocniej. 
Na chwilę odebrałem łuk i pokazałem mu odpowiedni sposób. Zademonstrowałem też celowanie. Shain wydawał się być naprawdę podekscytowany. 
Oddałem mu broń, pozwalając spróbować tego samego. Udało mu się wystrzelić, chociaż strzała minęła się z tarczą.
- Pójdę jej poszukać - zaproponowałem, zagłębiając się w krzaki. Znalezienie strzały w takim miejscu nie należało do najłatwiejszych. Na szczęście wbity w drzewo kijek zdradziły kolorowe pióra. Wyjąłem go i wróciłem do Shain'a. Kitsune jednak nie był sam. Otaczała go grupka uczniów Corvine. Zastanawiałem się, o co mogło chodzić. 
Shain wyglądał na zdenerwowanego, niespokojnie rozglądając się na boki. Ręce zaciskał na łuku. Podszedłem bliżej.
- Przepraszam, czy coś się stało? - zapytałem, lekko kłaniając się przed nowoprzybyłymi. Rzucili mi nieprzyjazne spojrzenie. Zapowiadało się źle. 

Shain? 

niedziela, 25 kwietnia 2021

Od Shain'a cd. Hyo

Gdy pisałem spokojnie swoje wiersze, wyczułem kogoś zapach. Pachniał moją siostrą, chodź wątpiłem że to ona. Nagle zauważyłem, że to Hyo, położył swoją głowę na moich kolanach. Sparaliżowało mnie jego zachowanie po same czubki uszów.
- Co tu robisz Shain ? - spytał, gdy zabrał mi zeszyt bardzo się zawstydziłem - Wiersze piszesz. Przeczytaj mi je - dodał. Nie wiedziałem co robić, byłem strasznie zawstydzony. Na moich policzkach powstały rumieńce. Na szczęście ten efekt przerwała jego wypowiedź.
- Shain zjemy coś? - spytał Hyo.
Ja nie wiedząc co powiedzieć, przełknąłem tylko ślinkę. Miałem nadzieje, że nie chodzi mu o mnie.
- Znam fajne knajpy, ale zależy co lubisz jeść - odparł sucho. Nie wiedziałem, czy na pewno iść z nim coś zjeść. Może zdołam wymigać się z tego?
- Nie jestem głodny - musiałem skłamać, ale bałem się co zrobi i czy nie zabierze mnie gdzieś, gdzie to ja będę obiadem.
- To co ty na to by pójść do łóżka? - jego kąciki ust lekko się podniosły. Gdy to usłyszałem szybko wstałem na równe nogi.
- Przykro mi, ale chyba już pora na mnie - odparłem i wyrwałem mu z ręki zeszyt.
Gdy chciałem już odejść ten mnie złapał za rękę. Nie chciał puścić gdy lekko szarpałem. Podszedł od tyłu i szepnął mi do ucha.
- Zaprowadzę cię do przyjemnego miejsca - odparł.
Jego oddech był tak blisko, że muskał moją szyję. Byłem przerażony strasznie, strach opanował moje ciało. Wypuścił moją rękę i stanął przede mną. Nie patrzyłem mu w oczy. Bałem się strasznie w nie spojrzeć. Moja moc dała o sobie znak, powoli zacząłem znikać. Gdy zauważyłem, że się rozgląda wiedziałem, że jestem niewidzialny. Jak dobrze raz w życiu przydała się moc. Użyłem swojej zwinności i szybko, lecz uważnie by nie nadepnąć na gałązkę uciekłem najszybciej jak mogłem do akademika. Wszedłem do swojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Moje serce waliło jak diabli. Odłożyłem torbę i padłem na łóżko. Bałem się jak diabli, muszę unikać Hyo.

Hyo?

Szablon
Pandzika
Kernow