Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nix x Carmen x Beverly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nix x Carmen x Beverly. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2020

Od Carmen cd. Nix&Beverly


Po moich słowach, zapadła głęboka cisza. Jego oczy spowodowały że poczułam się miękko, poczułam się tak… Lekko. Odruchowo przybliżyłam powoli swoją twarz do jego, dając mu trochę do zrozumienia, czego w tym momencie pragnę. W pewnym momencie, czując się mniej pewnie, zaczęłam się odsuwać. W końcu jednak on zdecydowanie się do mnie zbliżył i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, ujmując swoją dłonią mój policzek.  Przez pierwsze sekundy poczułam ukłucie szoku, później robiło mi się coraz bardziej gorąco. Nie miałam czasu na myślenie, na dalszą rozmowę. Nie chciałam tego w tamtej chwili. Pragnęłam po prostu jego. Całego. Dla siebie. Czując coraz większe pożądanie wsunęłam swoją dłoń pod jego koszulkę, kładąc ją na ciepłym torsie. Zaczęłam zsuwać ją coraz niżej, natomiast chłopak wplótł palce w moje włosy. W tym momencie poczułam się całkowicie pewna tego, czego chcę. Zrzuciłam jego koszulkę i pochyliłam do tyłu, ciągnąc go ze sobą dalej w stronę łóżka. Oderwałam nagle swoje usta od jego ust i skupiłam się na szyi. Zaczęłam robić malinkę, mając ochotę na więcej. Przez chwilę miałam ochotę lekko przegryźć jego skórę, aby poczuć smak jego rozgrzanej krwi. Słyszałam bardzo wyraźnie jego puls, który coraz bardziej przyspieszał tempa. Delektowałam się każdym dotykiem. Usłyszałam cichy śmiech z jego strony, nie wiedząc o co chodzi spojrzałam na niego wymownie. Wróciłam znowu do jego miękkich, rozkosznych ust. W końcu poczułam jego ciepłą dłoń pod swoją koszulką. Dając mu znać, że może pozwolić sobie na więcej, zrzucił ze mnie górne ubranie. Położył swoją rękę na mojej talii i zaczął robić malinki w każdym miejscu, zaczynając od szyi, przez dekolt, aż do brzucha. Czułam coraz większe podniecenie, wszystko przestało istnieć. Tylko ja i on. Mój oddech przyspieszył, kiedy poczułam, że jego dłoń znalazła się na mojej piersi. Cichutko jęknęłam, dając upust swoim emocjom. Kolejna malinka. Było już ich dosyć dużo, ale nie przeszkadzało mi to. W tamtym momencie nic nie miało znaczenia. Po chwili zsunął także dłoń na mój pośladek, co wywołało u mnie jeszcze silniejsze pożądanie. Zacisnął ją na nim lekko, a ja znowu jęknęłam, co dało mu do myślenia. Kiedy już miał rozpinać pasek, usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Od razu domyśliłam się, kto to. Oczywiście, okazało się że to była Beverly, kochana siostra Nix’a, która na nasz widok prawie zeszła. Nie odczułam irytacji na nią. Co ciekawsze, rozbawiła mnie jej reakcja i sam fakt, że otworzyła drzwi. Niech wie. I tak by się kiedyś dowiedziała, a teraz miała okazję nawet zobaczyć.
- Nie bzykam się z pierwszą lepszą… - mruknęła pod nosem i przeżegnała się, co wywołało u mnie jeszcze większą falę rozbawienia. Kiedy wyszła, zamykając za sobą drzwi, chłopak zaczął się już podnosić. Ja jednak nie miałam zamiaru sobie odpuszczać w tym momencie. Złapałam go za kark i zaczęłam ponownie namiętnie całować, nie czując żadnych ograniczeń. Ssałam mocno jego język, a następnie dłonią zaczęłam zjeżdżać w okolice krocza.
***
Obudziłam się, podejrzewam że po paru godzinach. Leżałam sama w łóżku. Nix pewnie musiał wyjść. Zdałam sobie sprawę, co się wydarzyło jeszcze całkiem niedawno. W końcu postanowiłam się ogarnąć i wybrać na lekcje, ponieważ musiałam się trochę na czymś skupić i nie myśleć bez przerwy o nim oraz o tym, co będzie jak się wkrótce spotkamy. Odczułam silny stres, który objawił się bólem brzucha. Wzięłam głęboki wdech i skierowałam się prosto do sali na zajęcia.
- Dzień dobry, dzisiaj porozmawiamy o… - tyle właściwie zrozumiałam z dzisiejszej lekcji. Nie interesował mnie szczególnie omawiany materiał, ledwo zapisałam lekcje i temat, a co dopiero jakąś notatkę czy w ogóle zadania. Miałam to głęboko w dupie. Jednak kiedy ta wiedźma władająca tą lekcją wywołała mnie do odpowiedzi, poczułam się zupełnie bezsilna i dotarł do mnie fakt, że ja ledwo zdam tą klasę, głównie dzięki temu że radzę sobie świetnie na treningach i ogólnie jestem dobra z walk, samoobrony i tym podobne. To mnie trzyma przy życiu. W innym przypadku nie zdałabym, nie ma bata.
- Panno Carmen, słuchasz mnie ? – wrzasnęła na całą klasę, aż dwie rozgadane laski za mną ucichły. Nastąpiła głucha cisza w klasie. Kurwa. W tym momencie nie wiedziałam co ze sobą zrobić – zajebać się, a może zajebać tą babę ?
- Słucham. – odpowiedziałam sucho.
- Jakie są wymiary… - znowu przestałam słuchać. Dotarłam jedynie do końca jej pytania. – Ile wynosi wiek matki Mateusza ?
- Nie wiem. – bez zastanowienia stwierdziłam prawdę. Po jakiego ciula się męczyć, skoro i tak nic nie zrozumiałam z tego co ona do mnie gadała.
- Carmen, kurwa dziewczyno droga, zacznij się uczyć, bo nie zdasz. – słyszę to codziennie od pierwszych klas, a i tak się jakoś trzymam. Ważne, żebym umiała walczyć, na tym polega tak naprawdę większość przedmiotów w tej akademii. A matma ? Co ja z nią zrobię ?
W końcu lekcja się skończyła. Przetrwałam parę kolejnych, po czym postanowiłam wybrać się do Nix’a. Musieliśmy się prędzej czy później zobaczyć, co nie ?
Dotarcie na miejsce zajęło mi szybciej niż zwykle, co mnie martwiło, bo nie chciałam być tak szybko. Boje się. Po prostu się boję tego, jak teraz będziemy ze sobą rozmawiać po tym wszystkim. Co zrobię, kiedy okaże się że chciał mnie tylko zaliczyć ? Albo że nic z tego nie będzie i sobie mnie odpuści ? Kiedy ja naprawdę zaczęłam coś czuć. Wzięłam głęboki wdech. Zapukałam do drzwi, które praktycznie natychmiast się otworzyły. Stał w nich, tak jak się oczywiście spodziewałam – Nix.
Otworzył drzwi szerzej, zapraszając mnie tym samym do środka. Weszłam w ciszy. Zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Usiadłam na fotelu, a on na łóżku.
- Jak tam ? – zapytałam w końcu.
- Czuję się trochę lepiej. – odpowiedział. – A ty ?
- Mam ochotę się czegoś napić. Grożą mi, że nie zdam. – mruknęłam. Chciałam trochę odejść od tych cięższych tematów, albo chociaż cięższych od tych szkolnych. Słabe oceny w porównaniu do morderstwa to gówno, a warto porozmawiać o czymś miększym.
- Mam wino. – uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Mogę jeszcze wpaść dzisiaj wieczorem do Ciebie ? – zapytałam. – Wtedy się napijemy. – dodałam, a kiedy chłopak miał mi odpowiadać, weszła do nas Beverly. Już czułam, że coś się we mnie gotuje.
- To ja może... nie będę przeszkadzać. – powiedziała, a ja już miałam odetchnąć ulgą, kiedy nagle dotarły do mnie słowa Nix’a.
- Zostań. – chciałabym żeby to była jakaś ironia czy coś w tym stylu, ale to nie była ta tonacja. On naprawdę chciał, żeby została. Nie miałam zamiaru kryć swojego zdenerwowania.
- Liczyłam, że zastanę cię nareszcie samego. – usiadła na krześle, a ja wtrąciłam się jej w zdanie.
- Chyba się nie doczekasz, musisz wyczuć ten moment. Dasz radę. – zaśmiałam się ironicznie.
- Nie prosiłam Cię o zdanie. – uśmiechnęła się do mnie kpiąco.
- Nikt Cię tu nie… - chciałam dokończyć, ale Nix mi przerwał.

Nix ?

wtorek, 9 czerwca 2020

Od Beverly cd. Nix'a&Carmen

Zgodnie z obietnicą, ruszyłam się z miejsca. Szłyśmy z Carmen do pokoju Nix'a w kompletnej ciszy. Szybkim krokiem, jednak gdy byłyśmy na korytarzu, niepewnie zapukałam do drzwi.

- To ja. - odparłam przelatując wzrokiem sylwetkę brata. Przejęłam się, co może być nie tak, skoro zostałam tu specjalnie przywołana. Otworzono mi drzwi, a sam Nix odbiegł szybko, po czym usiadł plecami do mnie na łóżku. Chwilę patrzyłam na wykonywane przez niego czynności, aż zleciałam na podłogę.

- Rozbite szkło, krew. - wymieniłam w myślach, aż spojrzałam na niego gdy się odwrócił w stronę lustra. Twarz pełna słonych łez. Zwyzywałam siebie pod nosem, że nie wspierałam go, jak mnie potrzebował. Chociaż, przecież Carmen może być dla niego najlepszą pomocą. Eh.
Momentalnie wybiegłam z pokoju, tym samym wyraźnie trzaskając drzwiami, nie zważając na resztę. Obwiniałam samą siebie, serce biło mi mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Gdy dotarłam na dziedziniec, wytarłam chusteczką łzy spływające po moim zimnym policzku. Przysiadłam na jednej z ławek i ukrywałam swój zły nastrój. Nie należało to do łatwych, mimo wszystko czułam się beznadziejnie. Nie potrafiłam przyswoić do siebie, że mój brat mógł poczynić się do tak głębokiego zrobienia sobie krzywdy ranami. Posiedziałam tak, sporą ilość czasu. Nikt mi tu nie przeszkadzał, aż zwołali mnie medycy. Kazali mi zaglądać jak się trzyma brat. Bez zastanowienia wróciłam do pokoju, weszłam do środka, a chłopak zabandażowany leżał na swoim łóżku. Nie byłam pewna czy spał, czy zemdlał, czy już umarł, mimo wszystko chciałam być koło niego.

Minęło trochę czasu, aż wybudził się. Wpatrywał się w sufit, a ja nie chciałam puszczać jego dłoni. Powstrzymywałam się od płaczu, aby nie pokazać swojej wrażliwości, czy też słabości. Jednak byłam na niego zła, ale nie umiałam pokazywać swojego żalu w takim momencie.

- Dobrze się czujesz? - wymamrotałam cicho, gdy spojrzał na mnie. Ledwo się podniósł, zwróciłam mu uwagę, ale nie przyjął jej chyba do świadomości. Rozglądał się po kątach.
- Gdzie Carmen? - spytał mnie. Ponownie, ma gdzieś, że to ja o niego dbam, jestem z nim odkąd się urodziłam. Wystarczyła jedna przypadkowa osoba, żeby zawrócić mu w głowie. Dlaczego akurat ona? Tylko stacza go na dno.
- Wróciła do siebie, ciężko to zniosła. - oznajmiłam zgodnie z prawdą. - Zresztą nie tylko ona. - dodałam, aby w końcu zobaczył moje starania.
- Muszę do niej iść. - powiedział i podniósł się z łóżka, mało nie przewracając się przez słaby stan. Przewróciłam oczami, po czym zaczęłam mówić, że nie należy to do dobrych pomysłów, ale skończyłam, gdy dostrzegłam, że ma mnie zupełnie w nosie.

Posiedziałam jeszcze u niego, aż doszłam do wniosku, że lepiej byłoby wynieść się z pomieszczenia, po czym powrócić w swoje skromne progi. Postanowiłam zająć się sobą, zapewnić sobie spokój. Przestać rozmyślać o bracie.
Mimo wszystko, po obszernej pielęgnacji i ciepłej kąpieli, aby rozluźnić się po tym wszystkim już w zupełności, delikatnie umalowałam rzęsy, aby nie wyglądać jak potwór. Założyłam jakąś bluzę oraz dresy, po czym wyszłam do Nix'a, zobaczyć jak się trzyma i czy czegoś mu nie brakuje. Poczucie, że muszę się nim opiekować jest dużo silniejsze ode mnie. Nie potrafię od tak przestać myśleć, że może nie jestem w pełni dobrą siostrą, jednak że czasem sama mam poczucie, że nasza relacja się zdecydowanie popsuła.

Truchtem znalazłam się przed drzwiami. Zapukałam raz, drugi, trzeci, aż postanowiłam wejść bez pozwolenia. Bałam się, że zastanę tam Carmen, na co mnie mam obecnie ochoty, ale nie przychodzę do niej, a do Nix'a. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.

- Może jest w Ardem u... eh... - zawahałam się. - Czy ja powinnam tam iść? - zapytałam retorycznie samą siebie, aż bez odpowiedzi ruszyłam w stronę innego budynku mieszkalnego. Zdałam sobie sprawę, że wyglądam nieciekawie, ale pominęłam to. Szłam przed siebie.

Znalazłam się przy bramie, po czym niepostrzeżenie umknęłam i znalazłam się poza Corvine. Nim się obejrzałam, znalazłam się w środku. Gorzej było ze znalezieniem odpowiedniego pokoju. Rozglądałam się po słabo zaludnionym korytarzu. Po mojej kiepskiej orientacji w terenie, podbiegłam do jakiegoś pierwszego lepszego chłopaka.

- Hej, pokój Carmen, mówi ci to coś? - zapytałam i wzięłam oddech, gdy znalazłam się przy nim.
- Kolejna? - przewrócił oczami. - Dokładnie tam. - wskazał palcem i szybkim krokiem odszedł ode mnie unikając następnych pytań.

Bez zastanowienia skierowałam się do celu, będąc pewna, że jest u niej mój kochany i niezastąpiony brat. Otworzyłam na oścież drzwi.

Widok mojego Nix'a, który przed chwilą ledwo żył, z pół nagą Carmen nie był tym co chciałam zastać.
- Nie bzykam się z pierwszą lepszą. - wymamrotałam, po czym ironicznie się zaśmiałam. - Dobry żart bracie, to jako jedyne naprawdę ci wyszło. - mruknęłam znacznie ciszej niż wcześniej, przeżegnałam się. Dwójka nie robiła sobie większej różnicy, czy jestem i obserwuje, czy zniknę stąd najszybciej jak potrafię. Z mojej uprzejmości oraz po obrzydzeniu, zamknęłam drzwi z powrotem i wracałam korytarzem do siebie. Zastałam tego samego chłopaka, przy schodach.

- Szybko wracasz. Można wiedzieć z jakiej jesteś akademii? - zapytał, żując gumę, starając się być jak najbardziej wyluzowanym.
- Corvine, wystarczy? - odparłam zniechęcona do wszystkiego, chcąc jak najszybciej zakończyć tę konwersację.
- Widać, że nastroju nie masz. Żegnaj. - powiedział na odchodne, a ja nie miałam zamiaru mu odpowiadać.

Ponownie, urwałam się z murów Ardem i szybkim krokiem przemknęłam przez bramę Corvine. Weszłam do budynku, po czym szybko odnalazłam znajome mi drzwi i weszłam do środka. Przebrałam się w piżamę, naszykowałam torbę na jutrzejszy dzień - przydałoby się uczestniczyć w zajęciach po znikomej przerwie. Przeczytałam rozdział nadal kontynuowanej powieści. Miałam już myć zęby, zmyć tusz do rzęs i kłaść się do łóżka, jednakże postanowiłam, że zaczerpnę świeżego powietrza dla lepszego snu. Szłam korytarzem, aż zauważyłam pewnie dumnego z siebie Nix'a.

Wymieniliśmy się kontaktem wzrokowym, aż doszłam do wniosku, że muszę mu zwrócić uwagę.

- To nieźle się bawisz. - odparłam, wskazując na malinki na jego szyi. Wzięłam głęboki oddech, czekając na reakcję.
- Zazdrosna? - zapytał drwiąco.
- O kogoś kto ma mnie w dupie? Prędzej współczuję sobie rodzeństwa. - oznajmiłam, ale nie wiedziałam, czy powinnam mówić to głośno.
- Wystarczy, że dasz mi żyć normalnie bez obawy, że śledzisz mnie i musisz wiedzieć co, gdzie i kiedy robię. - uniósł nieco głos.
- Jesteś AŻ tak ślepy? Dajesz sobą gardzić, Carmen doprowadza Cię do stanu, że podciąłeś sobie żyły. - powiedziałam, przewracając oczami.
- Przez nią nigdy bym tego nie zrobił, zależy mi na.. - skończył, czekając na odpowiedź.
- Szkoda, że siostra, ktoś kto jest pomimo wszystko od zawsze, zeszła na drugą stronę. Dobranoc. - powiedziałam, biegnąc w stronę drzwi, unikając rozmowy i tekstów Nix'a.

Wyszłam tylko niedaleko przed drzwi, pooddychać chociaż trochę i wrócić do siebie. Obserwowałam ciemne niebo oraz rozświetlające je gwiazdy. Po jakoś dwudziestu minutach, zdałam sobie sprawę, że trochę się zasiedziałam, więc postanowiłam powrócić. Cicho dotarłam do pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi, naszykowałam się stuprocentowo do snu, zasłoniłam rolety. Położyłam się na miękkim materacu, po czym okryłam od góry do dołu kołdrą. Zasnęłam szybciej niż mogłoby się wydawać.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Leniwie wstałam, poszłam niechętnie do drzwi. Ujrzałam Nix'a.

- Hej. - powiedział krótko, po czym wszedł do środka i usiadł na łóżku.
- Ym, cześć? - odparłam, dochodząc do siebie po śnie.
- Może jakieś jak się czujesz bracie? - zagestykulował spoglądając na zabandażowane nadgarstki.
- Po udanych zabawach z Carmen, śmiem twierdzić, że masz się wyśmienicie. - oznajmiłam niechętnie, czekając na odzew.
- Tu cię zdziwię, bo czuję się nieco gorzej, ale nie jest bardzo źle. - zaczął. - Gdyby cię to interesowało. -
- Okej, a poco przyszedłeś? - zapytałam, pomijając wcześniejszy temat.
- Tak o, raczej nie wybieram się na zajęcia. - zaśmiał się.
- Ruszyłbyś choć raz ten pusty łeb i pomyślał, że może ja się muszę przyszykować? - powiedziałam zirytowana, wyciągając mundurek z szafy.
- Nie skorzystasz z okazji, pod pretekstem, że Nix się źle czuje, muszę się nim zająć? - mruknął wpatrując się w sufit.
- Może poproś o to Carmen. - uśmiechnęłam się nieszczerze. - Gdybyś mógł, prosiłabym cię o wyjście.
- No dobra.. Jak coś będę u siebie. - powiedział na odchodne i usłyszałam tylko zamknięcie się drzwi.



Weszłam do łazienki, wykonałam poranną rutynę. Ubrałam się, związałam włosy. Byłam gotowa do wyjścia na zajęcia. Sięgnęłam po torbę, zajrzałam czy mam najpotrzebniejsze rzeczy, po czym wyszłam zamykając za sobą drzwi. Przed nauką, skierowałam się do biblioteki. Rozejrzałam się dookoła, czy nie potrzebna jest pomoc z mojej strony. Po chwili wyszłam, biegnąc do sali lekcyjnej.


Kolejne zajęcia przemijały spokojnie, bez problemów. Byłam zdecydowanie skupiona na omawianym zakresie materiału. Przyszła przerwa obiadowa. Zauważyłam niedaleko jedzącego Nix'a. Obserwowałam go jeszcze chwilę, po czym zasięgnęłam po mój posiłek. Usiadłam przy jednym ze stołów, delektując się pożywnym daniem.

Zostało jeszcze chwilę czasu, do następnego dzwonka, więc postanowiłam wyjść na chwilę za mury do lasu. Już kierowałam się w wyznaczone miejsce, ale zauważyłam wchodzącą Carmen do akademika. Najpewniej odwiedzała brata. Nie zważałam na nią, bo wzięłaby mnie już za totalną idiotkę, gdybym ponownie za nią łaziła.

Wyciągnęłam książkę, aczkolwiek zaciekawione wiewiórki podbiegły. Miałam zacząć komunikować się z nimi, ale uporczywy odgłos nakazywał mi wrócić na zajęcia. Wzięłam oddech i ruszyłam do sali.





Zakończyłam pozytywnie lekcje. Długo się zastanawiałam czy odwiedzać brata, ale postanowiłam ostatecznie, że to zrobię. Nie wchodziłam w międzyczasie nawet do siebie, od razu skierowałam się do znanych mi drzwi.

Jak zwykle, musiała towarzyszyć mu Carmen. Nawet nie chcę wiedzieć co robili.
- To ja może... nie będę przeszkadzać. - odparłam, miałam zamykać już drzwi, ale Nix się odezwał,
- Zostań. - nie dowierzałam w jego słowa.
- Liczyłam, że zastanę cię nareszcie samego. - oznajmiłam, po czym usiadłam na krześle i odstawiłam torbę.
- Chyba się nie doczekasz, musisz wyczuć ten moment. Dasz radę. - zaśmiała się ironicznie Carmen, nie będąc zadowolona z mojej wizyty.


Carmen?

wtorek, 2 czerwca 2020

Od Nix'a cd. Carmen&Beverly

- Nie przepraszaj, nie masz za co. Zachowałeś się na prawdę bardzo odważnie, na na twoim miejscu sama nie wiem, co bym zrobiła...ja też się o Ciebie bałam. - dodała ciszej, ani na chwilę obecną nie urywając kontaktu wzrokowego. Dziewczyna znacznie zbliżyła swoją twarz do mojej, cały czas patrząc głęboko w oczy. W tej chwili działała jak narkotyk, może nie na każdego, ale z całą pewnością na mnie. Nie wiedziałem, czemu i dlaczego w takiej chwili moje serce postanowiło wyrzucić z siebie wszystkie uczucia co do tej dziewczyny. Gdzieś z tyłu byłem święcie przekonany, że to po mnie zobaczy i będzie tylko gorzej. Z jednej strony nienawidziłem jej za to, że w tak krótkim czasie zdążyła zająć ważne miejsce w moim życiu, a z drugiej uwielbiałem - a może nawet kochałem? - za jej osobowość. Wygląd nie grał tu ważnej roli. Jednak szybko powróciłem na ziemię, widząc twarz białowłosej jeszcze bliżej mojej. Miałem wrażenie, jakbym tonął w jej piwnych tęczówkach. Kiedy dziewczyna powoli zaczęła się ode mnie oddalać, ponownie zmniejszyłem dystans między nami, ująłem dłonią jej policzek i pocałowałem. Z początku może zbyt agresywnie, jednak potem można było go uznać za zdecydowanie bardziej namiętny i intymny. Poczułem ciepłą dłoń dziewczyny na moim torsie. Zaczęła zjeżdżać nią niżej, a ja nic z tym nie robiłem, jedynie wplotłem palce w jej włosy. Z jakichś przyczyn zapomniałem o moich wcześniejszych obawach. Dłoń dziewczyny wsunęła się pod moją koszulkę, a ja tylko grzecznie poddawałem się jej dotykowi. Intuicja podpowiadała mi, że powinienem teraz powiedzieć Carmen, że to nie jest dobry moment na cokolwiek, ale byłem zbyt pochłonięty pocałunkiem i jej rozpalającym dotykiem. Białowłosa sprawnie zrzuciła ze mnie górną część garderoby i pochyliła do tyłu, ciągnąc mnie za sobą. Posłusznie - jak nigdy - podążyłem za nią, nie odrywając swoich warg od jej. Teraz sytuacja wyglądała maksymalnie dwuznacznie i może powinna, bo na to się zapowiadało. Nie zależało mi na tym, żeby ją zaliczyć. Nie potrzebowałem tego, aby poczuć, że bez niej moje życie byłoby inne. W pewnej chwili dziewczyna na sekundę oderwała się ode mnie i przyssała do szyi. Na początku wystraszyłem się, w końcu, była wampirem, kto wie, czy nie chciała wypić mojej krwi? Na szczęście okazało się, że to była chęć zrobienia zwykłej malinki, a nie zabicia mojej osoby. Zaśmiałem się czując, jakie miejsce wybrała dziewczyna. Czyżby chciała dać jasno do zrozumienia, że jestem jej? Ta tylko na mój śmiech spojrzała lekko zdezorientowana, ale ja wróciłem do delektowania się chwilą i całowania aksamitnych ust wampirzycy. Po chwili również ja wsunąłem dłoń pod ubranie białowłosej, czekając na ewentualny sprzeciw. Jednak nic takiego nie miało miejsca, więc powoli zdjąłem z niej górną część ubioru. Swoją dłoń położyłem na nagiej talii dziewczyny, przyciągając ją bliżej swojego ciała i robiąc malinki na każdym wolnym kawałku skóry, począwszy od szyi, przez dekolt, aż do brzucha. Nie schodziłem niżej niż do pępka, mimo wszystko miałem wewnętrzny opór przed wkroczeniem w zbyt intymne strefy Carmen i czekałem na pozwolenie, lub jasny sygnał, że mogę to zrobić. Dziewczyna zaczęła całować coraz agresywniej, co nawet mi się spodobało. Zsunąłem dłoń na jej pośladek, lekko ją na nim zaciskając. Carmen jęknęła mi do ust, a ja zaśmiałem się pod nosem i już miałem rozpinać jej pasek, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Automatycznie oderwałem usta od dziewczyny, spoglądając w stronę wejścia. Drzwi powili się uchyliły, jednak byłem zbyt zajęty - i nie oszukując się, podniecony - żeby powrócić do jakiejś mniej dwuznacznej pozycji. W drzwiach ukazał się nikt inny jak moja siostrzyczka, Beverly, która widząc mnie na Carmen chyba dostała białej gorączki. Jednak nie wparowała do środka tak jak wcześniej, tylko się przeżegnała i mruknęła do siebie pod nosem "Nie brzykam się z pierwszą lepszą" i chyba myślała, że się tym przejmę. Zamknęła za sobą drzwi, a ja z powrotem opuściłem wzrok na dziewczynę pode mną. To była ta chwila, znak od Boga, że czas się ogarnąć, jednak kiedy powoli zacząłem wstawać z dziewczyny, ta złapała mnie za kark i przyciągnęła do siebie, namiętnie całując. Ponownie straciłem głowę dla jej ust, a kiedy ciepła dłoń dziewczyny szybko zjechała z mojego karku w okolice krocza, stwierdziłem, że byłbym po prostu idiotą, opuszczając pokój w takim momencie. Carmen wyraźnie się napaliła i zastanawiało mnie tylko, czemu w takim momencie. Z litości? Nie miałem pojęcia, jednak szybko odegnałem od siebie wszelkie odpowiedzi na te pytanie i skupiłem na niej. Po krótkiej chwili byliśmy przed sobą całkiem nadzy, a ja mimo wszystko wolałem patrzeć w jej oczy niż na piersi czy pośladki.

~*~

Po jakimś czasie leżeliśmy już w ubraniach pod kołdrą. Co chwilę miałem mówić "ja się będę zbierał", ale coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że to będzie nie fair w stosunku do Carmen, więc odwlekałem to o kolejne 5 minut. W końcu białowłosa przysunęła się do mnie, położyła głowę na klatce piersiowej i zamknęła oczy, jakby miała zamiar iść spać. Z jednej strony cieszył mnie taki obrót wydarzeń, bo to znaczyło, że czuje się przy mnie bezpiecznie, a z drugiej miałem obawy, że teraz daje jej zbyt dużo tego poczucia bezpieczeństwa, a porem nieświadomie ją zawiodę. Leżałem tak jeszcze chwilę, wpatrując się w usypiającą wampirzycę i czekając, aż ruchy jej klatki piersiowej staną się umiarkowane. Nastąpiło to dosyć szybko, więc westchnąłem i delikatnie wysunąłem się spod niej, zastępując mój tors poduszką. Nie było to może najkreatywniejsze wyjście, jednak musiało wystarczyć. Założyłem na siebie bluzę i po cichu opuściłem pokój, w celu odnalezienia siostry. Jej śledzenie mnie musiało się skończyć raz na zawsze. O dziwo zobaczyłem ją na korytarzu, stojącą pod ścianą, z założonymi rękami na piersiach. Po cichu zamknąłem drzwi, aby nie obudzić śpiącej Carmen w środku i odwróciłem się twarzą do siostry.
- To nieźle się tam bawisz. - powiedziała, wskazując palcem na kilka malinek na mojej szyi. Nie miałem zamiaru tego przed nią ukrywać. Nie było czego.
- Zazdrosna? - spojrzałem na nią lekko drwiąco, oczekując odpowiedzi.

Beverly? 

niedziela, 24 maja 2020

Od Carmen cd Nix&Beverly

Kiedy dobiłam się do drzwi, ujrzałam najgorszy dotąd widok w moim życiu. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu, że wszystko i wszyscy się zatrzymali. Na początku pustka – nie wiedziałam, co myśleć. Następnie wspomnienie – kiedyś mało brakowało, a bym tak skończyła. Później uczucie. Wiele uczuć. Czułam po trochu złości, że wpakował się w coś takiego, po trochu smutku i żalu, że do tego doszło i że cierpi. Oraz przerażenie. Którego od dawna nie czułam tak intensywnie, wykluczając ostatnie morderstwo, przy którym bałam się równie bardzo jak w tamtym momencie. Szybko podeszłam i kucnęłam przy chłopaku. 
- Co ty odpierdalasz, Nix, do kurwy – powiedziałam i chwyciłam go za zakrwawione nadgarstki, co okazało się błędem ponieważ syknął z bólu. Puściłam go i położyłam swoje dłonie na jego policzkach, widząc że już zaczyna odpływać. – Błagam, nie odchodź… Zaraz tu będzie pomoc obiecuję Ci. – mówiłam. Przy tej okoliczności nie ukrywam, że miałam ochotę zlizać mu tą krew i oddać się swoim instynktom. Ale strach zdecydowanie przeważał. I ludzkie uczucia.
- Pomocy! Pomóżcie mi! – wrzasnęłam na cały akademik tak głośno, że zaraz zbiegło się wielu uczniów wraz z nauczycielami. Natychmiast mnie stamtąd wyprosili, zajęli się nim medycy i tym podobne. Do mnie jednak dalej nie docierało to, co się stało. Z jednej strony miałam wrażenie, że właściwie do niczego nie doszło, a z drugiej mam tysiąc myśli na raz, wszystkie uczucia się palą i mam ochotę zabijać. Wyssać krew z tych wszystkich ohydnych ludzi, którzy mnie krzywdzili. Wzięłam głęboki wdech. Musiałam myśleć w miarę racjonalnie, co było niemożliwe w moim przypadku po próbie samobójstwa mojego przyjaciela ? Nie wiem, czy jest moim przyjacielem. Może kimś więcej ? 
Mimo wszystko zdałam sobie sprawę, że pora już wracać. Jak gdyby nigdy nic, do swojego pokoju w akademiku. Nie spieszyło mi się. Pierwszy raz. Powoli szłam, czując jak pieką mnie oczy od rozpływającego się w moich łzach makijażu. Prawdziwy dramat, co ? 
- A co jeśli on umrze ? – zastanawiało mnie najbardziej to pytanie. Będę musiała wrócić do swojego nudnego życia, chodząc bez przerwy na treningi, co jakiś czas upijając się w samotności whisky i wódką, nie mając właściwie z kim pogadać. Nix’a naprawdę polubiłam, mimo tego że posiada dosyć upierdliwy charakter i ma siostrę której osobiście nie polubiłam już na pierwszym spotkaniu. Ciekawe jak by wyglądało to wszystko, gdyby nie to zabójstwo. Być może dalej byśmy się spotykali, ja bym mu chamsko dogryzała, a on próbował mnie zdenerwować, co było naprawdę proste. Uśmiechnęłam się lekko, kiedy przypomniałam sobie dokładnie nasze pierwsze spotkanie. Po chwili po moich policzkach zaczęło płynąc jeszcze więcej łez niż wcześniej, a oczy piekły niemiłosiernie. Kiedy już dotarłam przed bramy, najszybciej jak tylko mogłam pobiegłam do swojego pokoju, aby uniknąć pytań typu ,,gdzie byłaś?” ,,czemu płaczesz?”. Coś takiego było dla mnie zbędne. Moja podróż do akademika poszła gładko i bez problemów. Natychmiast usiadłam na łóżku i spojrzałam w okno. Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej. Głupio mi było tak szczerze, rzadko płaczę. Ale czasami każdemu się chyba zdarzy.
- Dlaczego on to w ogóle zrobił ? – zapytałam samą siebie na głos. Po dłuższych refleksjach doszłam do tego, że to przez całe morderstwo. On po prostu nie miał już nerwów. I zupełne mu się nie dziwię. Chyba bym podobnie zareagowała, gdybym coś takiego zrobiła. A może nie ? Może bym zachowała zimną krew i ukryła wszystkie swoje uczucia, zachowując się niczym chodzący trup ? U mnie było to możliwe. Ale zazwyczaj w moim przypadku przeważają uczucia. Większość wampirów, jakie znam, potrafią je doskonale kryć. Ja również. Ale kiedy jest ich zbyt wiele, staje się to praktycznie niemożliwe. Przynajmniej jak dla mnie. 
Nie wiedziałam, czy minęło parę godzin, czy może dopiero parę minut. Nie sprawdzałam czasu, było mi to obojętne. Wzięłam parę głębokich wdechów. Próbowałam się uspokoić. Bezskutecznie, bo miałam ochotę wybić szybę i spierdolić przez okno do lasu. Nagle jednak usłyszałam znajomy głos. Głos, który przyprawił mnie o euforie.
- Można? – zapytał Nix, a ja poderwałam się z miejsca. On bez skrupułów wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Staliśmy tak przez chwilę, patrząc się na siebie. W końcu jednak przytuliłam się do niego mocno, przez chwilę zapominając o tym co się stało. Po kilku minutach puściłam go z uścisku.
- Poczekaj, zmyję to. – uśmiechnęłam się lekko. Było mi trochę głupio być bez makijażu, praktycznie nikomu nie pokazuję się w tej wersji. Ale lepsze to niż siedzieć rozmazaną z piekącą skórą. Wtedy chyba gorzej wyglądam. Weszłam szybko do łazienki i zmyłam makijaż. Nie zajęło mi to chyba zbyt wiele czasu, na pewno mniej niż samo nakładanie go. To było bardziej czasochłonne. W końcu wróciłam do swojego towarzysza, który siedział na fotelu.
- Powinnaś rzadziej się malować. – stwierdził, a mi się zrobiło natychmiast trochę cieplej. Pewnie się zaczerwieniłam, kurwa… - mam nadzieję, że nie przeszkadzam, prawda?
- Skądże. - odparłam natychmiastowo. - jakim cudem tu przyszedłeś?
- Jakoś dałem radę. - zaśmiał się. - ale chciałem Cię tylko przeprosić, za to - wskazał na nadgarstki i wziął głęboki oddech. - i wiesz, wtedy, podczas tego morderstwa – wykrztusił z siebie po chwili - bałem się o Ciebie. Cholernie. – spojrzał mi prosto w oczy. Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco, niż wcześniej.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Zachowałeś się naprawdę bardzo odważnie, ja gdybym była na Twoim miejscu sama nie wiem co bym zrobiła… - powiedziałam. – Też się o Ciebie bałam. – dodałam po chwili, nie urywając od niego spojrzenia.

Nix ?

poniedziałek, 18 maja 2020

Od Nix'a cd. Carmen&Beverly

- Nie ma nic do dalszego rozważania, dziewczyny. Czy mogłybyście mnie zostawić samego? - położyłem się, wpatrując tępo w sufit. - Proszę. - dodałem cicho, na tyle cicho, że białowłose najprawdopodobniej tego nie usłyszały. Wiedziałem, że żadnej nie było to na rękę. Beverly wyszła z pokoju bez słowa, a Carmen jeszcze chwilę stała i patrzyła na mnie z politowaniem oraz lekką irytacją, ale po chwili również opuściła pomieszczenie. Za drzwiami jeszcze słyszałem krzyk mojej...przyjaciółki? Nie byłem w stanie opisać tej relacji. Przez chwilę zastanawiałem się, czy powinienem tam wyjść i zaprowadzić porządek, ale po próbie zwleczenia się z łóżka z migreną, odpuściłem sobie. Nie miałem teraz siły na kłótnie. Ani fizycznie, ani psychicznie. Położyłem się z powrotem i nie zwracając uwagi na właściwie nic, na dziewczyny, wczesną jak na mnie godzinę - na siebie samego - zasnąłem. 

~*~

W nocy już po raz kolejny śnił mi się ten cały incydent w lesie, który w ogóle nie powinien mieć miejsca. Wielokrotnie budziłem się w nocy zlany potem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie mogłem z siebie tego wydusić. Docierało do mnie co zrobiłem, ale nie mogłem płakać, nie mogłem krzyczeć, po prostu zjadało mnie to od środka przez całą dobę. Naprawdę chciałem się komuś wyżalić, ale z trudem przez gardło przechodziło mi słowo "morderstwo", a nawet "krew". Po prostu byłem teraz uczulony na każdym możliwym punkcie, który był związany z tym nocnym koszmarem. Las, pole, sztylet - ilekroć usłyszałem te słowa, tyle razy w głowie miałem obraz całej tej sytuacji. Najprawdopodobniej było to po mnie widać, bo kilkoro nauczycieli oraz osób, z którymi nie mam większej styczności poza lekcjami zapytało mnie, czy wszystko w porządku. Oczywiście, odpowiedź nigdy nie była szczera, przynajmniej nie do końca. 
Po obudzeniu się ze snu, o ile te kilkuminutowe drzemki można było określić tym mianem, po prostu nie chciało mi się wstać z łóżka. Było tak już wcześniej, lecz dzisiaj zaatakowało ze zwiększoną siłą. Jakby nie patrzeć, trochę mnie to zmartwiło, bo przecież minęło już kilka dni od tej cholernej nocy, powinno być lepiej, a było tylko gorzej. Zacząłem analizować, co zrobiłem, jak i dlaczego. Zaczęło mi się robić tylko coraz ciężej na sercu i zdałem sobie sprawę, że powinienem zapłacić za to, co zrobiłem. Wcześniej o tym nie myślałem, nie pozwalałem sobie o tym myśleć, łudząc się, że to pomoże.
Nadzieja matką głupich, Nix.
W końcu moje własne myśli i złudzenia na temat tego morderstwa zaczęły mnie przytłaczać. O ile wcześniej dawałem radę zajmować głowę czym innym, tak teraz to wszystko samo wpływało do mojej głowy i najgorsze, że nie chciało wypłynąć. Moje poczucie winy narosło na tyle, że w końcu się podniosłem - muszę odpowiedzieć za to, co zrobiłem. Spojrzałem na okno. Nie, to był zły pomysł. Po co z niego skoczyć i umrzeć bezboleśnie, tak robi ktoś kto chce przestać czuć ból. A moja podświadomość jasno mówiła, że powinienem cierpieć tak samo, a nawet bardziej niż tamten mężczyzna. Podszedłem do szafki i wyjąłem jedną szklankę. Chwilę na nią patrzyłem, po czym z całej siły pieprznąłem nią o kant stołu. Rozbiła się na średniej wielkości kawałki. Wziąłem ten, który wydawał się posiadać najostrzejszy kant. Usiadłem na łóżku i ścisnąłem szkiełko w palcach, chwilę zastanawiając się, czy to dobry pomysł. Oczywiście, że to był zły pomysł, tak samo jak dobijanie tego faceta w lesie. Ścisnąłem zęby i uchwyciłem szkło jeszcze mocniej, niż wcześniej. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem przecinać swoją skórę na nadgarstku. Na początku tylko małe zadrapania, które nawet nie bolały aż tak bardzo. Myślałem wtedy o tym, dlaczego to robię, dlaczego chcę zginąć. Gorycz i obrzydzenie do siebie samego pierdolnęły mnie w twarz, po której bez mojej wiedzy i woli zaczęły spływać łzy. Moja ręka zaś krwawiła coraz mocniej, coraz mocniej dociskałem szkło i mimo, że coraz bardziej bolało, coraz bardziej chciałem się zabić. Krew spłynęła po mojej ręce na podłogę. Cała czynność zaczęła sprawiać mi radość. Uchwyciłem szkło w drugą dłoń i zacząłem ciąć drugi nadgarstek, jeszcze mocniej, niż pierwszy. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co w ogóle robię, nie wiem, co wtedy mną kierowało. Albo jednak wiem. Chęć zemsty, na samym sobie. Kiedy moje nadgarstki tonęły wręcz w mej krwi, a ja czułem, jak robi mi się słabo, usłyszałem pukanie do drzwi. Były tylko trzy opcje - Beverly, Carmen albo Lucien. Raczej rzadko przesiadywał w pokoju, więc czułem się w nim jak u siebie. Jednak najbardziej prawdopodobną była dziewczyna, która zawróciła mi w głowie już przy pierwszym spotkaniu. Nie odpowiadałem, ale dobijała się do drzwi.
- Przyprowadź Beverly. Proszę Cię. - powiedziałem po chwili, dosyć ściszonym głosem, żeby przypadkiem nie wybuchnąć płaczem. Z nieznanych mi przyczyn, nie chciałem widzieć reakcji dziewczyny na to, co sobie zrobiłem. Tylko dlatego wysłałem ją po Beverly, może choć tym razem mnie posłucha. Jak zwykle grałem na zwłokę. 
- Już pędzę. - powiedziała wyraźnie przejęta. Ja natomiast spojrzałem na kawałek szkła w mojej dłoni. Cały we krwi, jak moje ręce i podłoga. Właściwie, co ja robiłem? Zacząłem kląć na siebie w myślach, że sam siebie doprowadziłem do takiego stanu. Przecież miałem tyle rzeczy do stracenia.
Mogłem stracić Carmen.
Na ponowne pojawienie się sylwetki dziewczyny u mnie w głowie uśmiechnąłem się tylko sam do siebie, lecz po chwili nie widziałem jej, uroczo wkurwiającej się na moje dziecinne zachowanie, tylko ze strachem ciągnącą mnie za rękę na drugi koniec lasu. Łzy zaczęły płynąć jeszcze bardziej niż wcześniej, mieszając się z krwią na podłodze. Jeszcze kilka razy przeciągnąłem szkłem po żyłach, a potem odrzuciłem je jak najdalej od siebie. Odbiło się o ścianę i poleciało gdzieś w pizdu, nie obchodziło mnie to. Zaczęło mi się robić coraz słabiej, aż usłyszałem pukanie do drzwi.
- To ja. - usłyszałem przejęty głos mojej siostry. Wstałem i otworzyłem je, szybko odwracając się plecami. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na moją siostrę, która ewidentnie oczekiwała jakiegokolwiek wyjaśnienia całej sytuacji. W końcu jej wzrok zaczął błądzić po rozbitym szkle, krwi, aż w końcu przeszedł na moją mokrą od łez twarz, a następnie nadgarstki. Odwróciłem głowę w stronę lustra - wyglądałem okropnie, zresztą tak samo się czułem. Beverly nic nie powiedziała, tylko zdruzgotana wybiegła z pokoju. Zanim go opuściła, wstałem i chciałem ją zatrzymać, ale zakręciło mi się w głowie, co poskutkowało jedynie oparciem się o ścianę, a po chwili również osunięciem na podłogę. Zauważyłem, że siostra nie domknęła drzwi. Domyśliłem się, że jeśli jest z nią Carmen, wyczuje krew. Po sekundzie znalazła się w drzwiach. Chwilę stała w nich, patrząc na mnie ze strachem, a potem do mnie podbiegłą i kucnęła obok. Widziałem ją słabo, w ogóle nie widziałem już nic poza czarnymi mroczkami, jakbym miał zgona, i to porządnego.
- Co ty odpierdalasz, Nix, do kurwy - powiedziała i najpierw chwyciła mnie za nadgarstki. Syknąłem i natychmiast mnie puściła, przenosząc swoje już zakrwawione dłonie na moją twarz, ewidentnie widząc, że odpływam. Też to czułem. Potem już tylko coś mówiła, ale nie byłem w stanie zrozumieć, co. W końcu się stało. Zemdlałem. Albo umarłem?

~*~

Ponownie otworzyłem oczy. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to już piekło, czy żyję, leżę w swoim łóżku i dalej wewnętrznie umieram. Odwróciłem głowę i ujrzałem moją siostrę, kurczowo trzymającą mnie za dłoń, prawie płaczącą. Nie wiedziałem co się stało, przez tę krótką chwilę nie pamiętałem niczego. Dopiero owinięte bandażami nadgarstki przypomniały mi wydarzenie sprzed kilku minut. A może godzin, lub dni? Nie wiedziałem. Zaczęła coś mówić, ale przez jej emocje i dosyć ściszony ton, nie byłem w stanie zrozumieć, co. Podniosłem się, za co siostra mnie skarciła i rozejrzałem po pokoju.
- Gdzie Carmen? - spytałem. Wiedziałem, że nie zadowoli jej to pytanie.
- Wróciła do siebie, ciężko to zniosła. - mruknęła niechętnie. - z resztą, nie tylko ona. - dodała, jakby chcąc podkreślić, że też się o mnie martwi.
- Muszę do niej iść. - powiedziałem i szybko podniosłem się. W mojej głowie zawirowało, jednak nie tak, jak wcześniej, więc byłem w stanie iść. Siostra coś zaczęła mówić, najprawdopodobniej na temat tego, że nie powinienem był tego robić, ale na tamtą chwilę miałem to w dupie. Opuściłem pokój, chcąc jak najszybciej dostać się do wampirzycy. Strażnicy przy bramie zdziwili się, gdzie mi się tak spieszy. Oczywiście, skłamałem, że kolega z innej akademii musiał przypadkiem zawinąć moje książki. Chyba mi nie uwierzyli, ale wyszedłem i to się liczyło. Po drodze kilka razy musiałem przystanąć i usiąść na trawie, bo znowu zaczynało mi się robić czarno przed oczami, a nie mogłem paść w połowie drogi. W końcu doszedłem do Ardem, z zewnątrz dużo nie różniła się od Corvine. Wziąłem głęboki oddech i przekroczyłem mury tej placówki, nikt nie miał z tym większego problemu, więc od razu wszedłem do akademika. Nie wiedziałem, gdzie znajdę Carmen i jej pokój, więc podszedłem do pierwszego lepszego chłopaka na korytarzu.
- Wiesz, gdzie Carmen ma pokój? Wampirzyca, białe włosy. Coś Ci to mówi? - powiedziałem na jednym tchu. 
- Piętro wyżej, drugi pokój od schodów. Niezłe z niej ziółko, dziwne żebym nie znał.
- Ta, dzięki. - mruknąłem.
- Udanego pukanka - rzucił za mną a ja tylko prychnąłem. Ten tekst był żałosny, ale puściłem go mimo uszu i szybko pokonałem schody. Stałem pod wyznaczonym pokojem. Wziąłem głęboki wdech i powoli uchyliłem drzwi, zaglądając do środka. Dziewczyna siedziała na łóżku, widocznie wcześniej płakała. Miała cały rozmazany makijaż, wszystko spłynęło jej na policzki. 
- Można? - spytałem, a dziewczyna poderwała się z miejsca. Bez zbędnego oczekiwania na odpowiedź wszedłem do środka, cicho zamykając za sobą drzwi. Stanąłem jakiś metr przed dziewczyną. Oboje wpatrywaliśmy się w siebie kilka sekund, aż w końcu dziewczyna rzuciła się na mnie i mocno przytuliła, wycierając resztki tuszu do rzęs w bluzę. Przez chwilę nie wiedziałem jak się zachować, ale potem delikatnie się uśmiechnąłem i również objąłem dziewczynę. Staliśmy tak kilka minut i mimo, że chciałem się już wyzwolić z jej uścisku, wiedziałem, że w jakimś stopniu musi jej na mnie zależeć, skoro zareagowała tak emocjonalnie, więc pozwalałem jej dalej miażdżyć mi organy. W końcu jednak mnie puściła.
- Poczekaj, zmyję to. - uśmiechnęła się i wskazała na twarz, śmiejąc się. Skinąłem spokojnie głową i usiadłem na jakimś fotelu, czekając, aż wróci. W końcu przyszła, a ja pierwszy raz zobaczyłem ją całkowicie bez makijażu. Sam sobie nie wierzyłem, że wyglądała bez niego aż tak oszałamiająco.
- Powinnaś rzadziej się malować. - uśmiechnąłem się, a ona tylko delikatnie się zaczerwieniła i usiadła na łóżku. - mam nadzieję, że nie przeszkadzam, prawda?
- Skądże. - odparła wręcz natychmiastowo. - jakim cudem tu przyszedłeś?
- Jakoś dałem radę. - zaśmiałem się. - ale chciałem Cię tylko przeprosić, za to - wskazałem na nadgarstki i wziąłem głęboki oddech. - i wiesz, wtedy, podczas tego morderstwa - wykrztusiłem z siebie po chwili i tak z wielkim trudem. - bałem się o Ciebie. Cholernie. - spojrzałem jej w oczy i czekałem na jakąkolwiek reakcję.

Carmen? 

niedziela, 17 maja 2020

Od Carmen cd Nix&Beverly

Było właściwie prawie po wszystkim. Spaliliśmy ciało, nie ma dowodów że to my doprowadziliśmy do morderstwa, powinniśmy dalej jakoś iść przez życie. Ale to tak tylko teoretycznie. W praktyce wiedziałam, że Nix jest wykończony i że dalej nie potrafi dojść do siebie po tej całej sytuacji. Szczerze? Nie dziwię mu się. Aby mu jakoś pomóc, postanowiłam, aby się z nim spotkać dziś wieczorem. Musimy poza tym omówić jeszcze to morderstwo, aby nic przypadkiem nie wyszło na jaw. Wtedy byśmy mieli po całości przejebane. 
Znajdowałam się już w akademiku. Dobrze zapamiętałam, gdzie znajduje się pokój chłopaka. Idąc w jego stronę, wyczułam znajomy zapach.
- Beverly. – prychnęłam w myślach. Zauważyłam ją kątem oka, kryjącą się za ścianą. Nie miałam ochoty się w tamtym momencie kłócić, więc szybko weszłam do pokoju Nix’a. Siedział już na łóżku. Wyglądał marnie. Jeszcze bardziej zrobiło mi się go szkoda. Usiadłam na fotelu i postanowiłam zacząć rozmowę.
- Twoja siostra chyba mnie śledzi. – mruknęłam.
- Co masz na myśli? 
- No, odkąd weszłam do budynku akademii cały czas za mną szła i myślała, że jej nie widzę. Zatrzymała się dopiero na końcu korytarza tego piętra, kiedy stałam pod drzwiami. – odpowiedziałam. - No, ale dobrze, że spaliłeś to ciało. – chciałam coś jeszcze dosyć ważnego powiedzieć, kiedy nagle, jak gdyby nigdy nic wparowała Beverly.
- Wiedziałam! Wiedziałam, że to nie Nix go zabił, tylko ty. A ty idioto jeszcze ją bronisz! – wrzasnęła. Ja nie miałam zamiaru dłużej tolerować jej zachowania. Natychmiast wstałam i podeszłam do jego siostry i zaczęłyśmy się coraz bardziej użerać nad sobą. Pod koniec już miałam ochotę dać jej z liścia, kiedy przerwał nam jej brat, mający ewidentnie dość tej kłótni.
- Koniec. Trzy metry odległości. – odparł i wkroczył pomiędzy nas, abyśmy się odsunęły. Nastąpiła cisza. - Beverly, możesz się przestać wpieprzać w moje życie? – spytał zirytowanym tonem.
- Ale ona zabiła tego... – kiedy zaczęła miałam ochotę dosłownie ją zajebać. Ugasił ją Nix.
- To ja go zabiłem. Jasne? Nikogo nie kryję. – wyjaśnił podniesionym tonem. Ja na chwilę odpłynęłam w myślach. Zresztą, nic nie mówili. Zdałam sobie sprawę, że ja cały czas mu pierdolę o tym morderstwie i nie porozmawiam z nim nawet o jego samopoczuciu, psychice. Przecież to musi być dla niego ciężkie doświadczenie. Ja tego tak bardzo chyba nie przeżywam, za to przeżywam jednak jego wyrzuty sumienia. One potrafią bez problemu doprowadzić do najgorszego. Chłopak znowu usiadł na łóżku i zakrył swoimi dłońmi twarz. Ja wróciłam na swoje miejsce na fotelu. Jego siostra oparła się o ścianę. Wiedziałam, że nie ma zamiaru odpuścić.
- Możecie mi to raz na zawsze wyjaśnić, jako dojrzałe osoby? – próbowała jeszcze się czegokolwiek dowiedzieć, jednak ja nie miałam ochoty wyjaśniać. Nix chyba też nie.
- Nie mamy co do dalszej rozważać, dziewczyny. - powiedział i położył się. - Mogłybyście obie zostawić mnie samego? – poczułam się trochę urażona, że nie chciał nawet mojego towarzystwa. Miałam trochę wrażenie,  że mnie unika, poza tym potraktował mnie na równo ze swoją siostrą. Czy ja jestem w czymś od niej gorsza ? Przecież to ona cały czas go kontroluje, nie ja. Mimo wszystko staram się być dobrą osobą. Zdałam sobie sprawę, że zaczyna mi trochę zależeć na tej relacji. Pierwszy raz od dawna. Najpierw wyszłam ja. Następnie Beverly. Obydwie znajdowałyśmy się na korytarzu, obok jego drzwi. 
 - Możesz przestać wpierd*lać się w moje kontakty z twoim bratem? – dałam ujście swoim emocjom. Musiałam jej to w końcu powiedzieć. Ona musi być wszędzie i zawsze. Jakby on nie miał prawa do innych relacji poza nią. Kiedy już zauważyłam że chce coś powiedzieć, przerwałam jej. Nie chciałam słuchać jej bzdur. - Oraz przestać mnie śledzić? – wrzasnęłam, zapominając o biednych uczniach próbujących zapewne zapaść w sen. 
- To zachowujcie się w moją stronę poważnie. – to ona zachowuje się niepoważnie, nie dając mu wolnej ręki.
- Nie musisz znać wszystkiego o nas. – mruknęłam.
- Nie rozumiesz, że Nix to mój brat i się martwię? Że taka osoba jak ty może mieć na niego zły wpływ? – spojrzała na mnie, a ja na nią. Już ją znienawidziłam. 
- To przestań, jest dorosły, poradzi sobie bez ciebie. – prychnęłam i darowałam sobie dalszą konwersację. Postanowiłam jak najszybciej wrócić do domu. Nie miałam zamiaru dłużej tu przebywać o tej porze. Tym bardziej po czymś takim. 
***
Wstałam wcześnie rano. Trudno było mi zasnąć po wczorajszej sytuacji. Czułam się bardzo niewyspana. Cały czas zastanawiałam się, jak może się czuć Nix. Czy jego agonia dalej trwa ? A może jest już lepiej ? Powinnam to sprawdzić. Niech nie myśli, że przychodzę do niego cały czas jedynie po to aby zakryć ślady i nie robić sobie problemów. Niech wie, że się nim przejmuję. Szybko się ogarnęłam, ubrałam w czarną bluzę i czarne jeansy i wyszłam pod pretekstem, aby się przewietrzyć. Oczywiście nie miałam na myśli samo przewietrzenie się. Właściwie to miałam inny cel. Szybko wymknęłam się przez bramę i dosłownie po chwili znalazłam się w akademiku Nix’a. Zapukałam do jego pokoju, obawiając się, że być może już śpi. Nikt nie otworzył. Usłyszałam za to znajomy, ale bardzo przygaszony głos.
- Przyprowadź Beverly. Proszę Cię. – powiedział trochę niewyraźnie. Nie wiedziałam co się mogło mu stać, drzwi były zamknięte na klucz.
- Już pędzę. – odpowiedziałam i jak najszybciej wybrałam się do lasu. Bo zapewne tam jest nasza koleżaneczka. Nie miałam ani trochę ochoty jej widzieć. Jednak sprawa wyglądała bardzo poważnie, skoro chłopak chciał widzieć swoją siostrę jak najszybciej. Wnioskuję, że dzisiaj jeszcze nie rozmawiali. Rozglądałam się szybko po wszystkich stronach i szukałam wzrokiem dziewczyny. Wyczułam jej świeży zapach i za nim podążyłam. To musiała być ona. Przyspieszyłam tempa i zaraz znalazłam się za nią. Dotknęłam dłonią jej ramienia a ona szybko się odwróciła. Była ewidentnie zszokowana.
- Nix chce, żebyś z nim porozmawiała. – powiedziałam.
- Nie muszę spełniać jego zachcianek, za każdym razem. Zresztą miałam się nie wpierd*alać, czyż nie? – miałam ochotę już się na nią wydrzeć, jednak nie zdawała sobie zapewne sprawy z powagi tej całej sytuacji.
- Nie pierd*ol od reszty tylko chodź do niego. – odpowiedziałam.
Nie mógł sam mnie po prosić o rozmowę, już tylko wysługuje się tobą? – ciągnęła dalej a ja już miałam ochotę jej przyjebać. Sama się o to prosiła. Cud, że moje nerwy to wszystko wytrzymują.
- Nie jest z nim najlepiej. - zaczęłam. - Uwierz, nigdy bym cie nie szukała, gdyby nie było to konieczne. – skończyłam, mając w duszy nadzieję że ona przestanie zadawać w końcu te walone pytania i pójdzie do niego.
- Jaki temat niby chce przegadać? – tu już moja cierpliwość dobiegła końca. Stwierdziłam że bez sensu dalej ciągnąć tą rozmowę, więc wzięłam ją mocno za nadgarstek, co spowodowało że w końcu postanowiła ruszyć dupę.
- Puść mnie. Już idę. – prychnęła a ja ją puściłam. Obydwie szybko skierowałyśmy się w stronę jego pokoju. Szłyśmy w ciszy. Żadna z nas nie miała zamiaru się odezwać. I dobrze, nie miałam ani trochę ochoty prowadzić konwersacji z jego siostrą. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, dalej pozostałam w ciszy. Beverly zapukała do drzwi.
- To ja. – powiedziała, a drzwi szybko się otworzyły. Weszła, i się zamknęły. Poczułam narastający smutek we mnie. Nie wiedziałam, że tak mnie to dotknie. Czyżby wolał trzymać się swojej siostry, niż mnie? Jej się zwierzać, u niej szukać pomocy? Może nie znamy się długo, ale ona będzie chciała go raczej odwrócić przeciwko mnie. Już miałam zamiar wychodzić, kiedy usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam dziewczynę wychodzącą z pokoju Nix’a, najwyraźniej po kłótni z nim. To musiało być coś mocnego, skoro jej bicie serca dało się słyszeć na kilometr. Nagle, przeraziło mnie jednak coś innego.
Silny zapach krwi. Świeżej. Dobiegający właściwie z jego pokoju. Poczułam nutę przerażenia. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co tam mogło się stać. Najszybciej jak mogłam pobiegłam w stronę jego pokoju i próbowałam otworzyć drzwi. Tym razem ich nie zamknął.




Nix ?

środa, 13 maja 2020

Od Beverly cd. Nix'a&Carmen

Po zakończonej lekcji, myśli nadal nie dawały mi spokoju. Starałam się ułożyć w głowię poprawną wersje wydarzeń, opisanych wczorajszej nocy przez Carmen i Nix'a. Źle się czułam z faktem, że wykorzystałam, to że byli pijani. Jednakże podświadomość mi to nakazała.
Kolejne zajęcia przemijały schematycznie, jak zawsze. Nic szczególnego. Lubiłam się uczyć i przyswajać nowe materiały edukacyjne, ale czasem się po prostu nie da. Dzisiaj jest taki dzień. Przez większość czasu nie mogłam się skupić. Zorientować na opracowywanych zagadnieniach. Na przerwie obiadowej nawet nie miałam ochoty jeść, więc wyszłam na dziedziniec i tam spędziłam cały ten czas. Czytałam powieść, którą "przypadkiem" schowałam do torby. Próbowałam się uspokoić i odciągnąć od rzeczywistości. Kolejny odgłos dzwonka wzywającego do sal lekcyjnych tylko mnie rozproszył. Głęboko odetchnęłam i skierowałam się do pomieszczenia.
Jak skończyłam wszystkie zajęcia, pospiesznie wróciłam do pokoju, przebrałam z mundurka i rzuciłam na łóżko. Kontynuowałam powieść. Wciągnęłam się w fabułę, przez co nawet nie zauważyłam, że minęło nieco ponad godzinę. Oderwałam się od książki i skierowałam w stronę biurka. Wyciągnęłam notatki z zajęć i starałam cokolwiek pojąć i wyuczyć się lepiej. Nie zajęło mi to długo, a przynajmniej nie chciałam, aby tyle to trwało. Posiedziałam chwilę przy oknie oraz słuchałam muzyki. Koniecznie ponownie potrzebowałam odciągnięcia od obowiązków.
Minęło sporo czasu, coraz to ciągnął się wieczór, a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Wyszłam do lasu, pogadać z wiewiórkami i wyżalić im się, aby było mi lżej. Dostrzegłam niedaleko idąca Carmen do budynku mieszkalnego, więc pewnym było, że kieruje się do Nix'a. Wstałam z miejsca. Niezauważenie starałam się kierować za dziewczyną. Doszłyśmy do korytarza, gdzie znajduje się pokój mój jak i mojego brata. Stanęłam na końcu kryjąc się za jedną z ścian i obserwowałam co zrobi. Znikła za drzwiami i weszła do Nix'a. Chwilę odczekałam, po czym na palcach podbiegłam do wejścia i podsłuchiwałam ich rozmowę. Mocno się wahałam, czy oby na pewno tak postępować. Aczkolwiek, zamurowało mnie na słowa "dobrze, że spaliłeś to ciało" wydobywające się z pomieszczenia. Po barwie i tonacji głosu wiedziałam, że powiedziała to Carmen. Bez zastanowienia weszłam do nich. Zastałam dwie siedzące i rozmawiające osoby, nic szczególnego. Gorszy był temat ich konwersacji.
- Wiedziałam! - wykrzyknęłam, po czym mówiłam już ciszej. - Wiedziałam, że to nie Nix go zabił, tylko ty. Jeszcze ją idioto bronisz! - na te słowa Carmen wstała i podeszła bliżej mnie. Poczułam lekką adrenalinę oraz dreszcz emocji, ale po chwili wiedziałam, że muszę być odważniejsza niż normalnie jestem. Postawić się nawet im.
- Koniec. Trzy metry odległości. - wstał Nix i rodzielił mnie z jasnowłosą. Odsunęłyśmy się zgodnie z jego rozkazem i może nawet lepiej, bo robiło się agresywnie. - Beverly, możesz przestać wpieprzać się w moje życie?
Chłopak był wyraźnie zirytowany. Ja zdezorientowana i lekko zdziwiona. Carmen nie wykazywała żadnych emocji.
- Ale ona zabiła tego... - zaczęłam, ale przerwano mi.
- To ja go zabiłem, jasne? Nikogo nie kryję. - podniósł na mnie głos. Stanęłam wryta w jego słowa. Nie umiałam się ani znacznie ruszyć, ani powiedzieć coś. Staliśmy w trójkę bez słowa. Cisza.
Nix próbował zgrywać poważnego oraz pewnego swoich słów, ale w jego oczach widziałam, że czuje się winny. Po Carmen dalej nie mogłam nic dostrzec. Brat usiadł z powrotem i oparł czoło o dłonie. Dziewczyna również usiadła, tam gdzie wcześniej, a ja oparłam się o ścianę i plecami zsunęłam na podłogę.
- Możecie mi to raz na zawsze wyjaśnić, jako dojrzałe osoby? - zapytałam, niepewnie swoich słów. To że jestem jaka jestem, nie oznacza, że nie potrafię brać różnych rzeczy na poważnie, a jedynie bawią mnie jednorożce i jestem typem marzycielki wczytanej w fantastyczne powieści.
- Nie mamy co do dalszej rozważać, dziewczyny. - powiedział Nix i położył na łóżku. - Mogłybyście obie zostawić mnie samego?
Tu nie potrzebne były dalsze słowa. Carmen wyszła pierwsza, a ja zaraz za nią. Stałyśmy obie na korytarzu.
- Możesz przestać wpierd*lać się w moje kontakty z twoim bratem? - odwróciła się w moją stronę.
Nic nie odpowiedziałam, tylko stałam wryta i jak chciałam coś powiedzieć, zadała kolejne pytanie.
- Oraz przestać mnie śledzić? - wykrzyknęła na pół budynku, a ja aż podskoczyłam.
- To zachowujcie się w moją stronę poważnie. - odparłam obojętnie, po chwilowym namyśle.
- Nie musisz znać wszystkiego o nas. - powiedziała i odetchnęła głośno.
- Nie rozumiesz, że Nix to mój brat i się martwię? Że taka osoba jak ty może mieć na niego zły wpływ? - powiedziałam, coraz to bardziej pewniej i odważniej. Patrzyłyśmy na siebie z nutą grozy. Nie polubimy się. Zresztą, już za sobą nie przepadamy.
- To przestań, jest dorosły, poradzi sobie bez ciebie. - powiedziała i znikła w głębi korytarza. Nie mogłam jej już nic odpowiedzieć. Krzyczeć na cały głos też nie zamierzałam, bo miałam szacunek do reszty współlokatorów z pokoi obok. Po prostu wróciłam do swojego pokoju.
Pierwszą moją czynnością był po prostu prysznic i pójście spać. Wzięłam kosmetyki. Po całej wieczornej rutynie, zgasiłam światła, zasłoniłam rolety i usiadłam na łóżku. Teraz doszło do mnie, co konkretniej powiedział mój brat.
- Nix zamordował.... Nie. - mruknęłam pod nosem. Położyłam się i okryłam grubą kołdrą. Szybko nie zasnęłam. Myślałam, zdecydowanie za dużo. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Carmen nie działa na niego dobrze. Przecież jest dorosły, zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Ród rodziny Alvares to opiekuńcze i pomocne osoby. Aż nagle przychodzi na świat Nix i morduje sztyletem mężczyznę w lesie. Za dużo, zdecydowanie siedziało w mojej głowie. Około godziny trzeciej w nocy, wzięłam kartkę i wylałam wszystkie zażalenia na niej. Wsadziłam do obecnie czytanej powieści, po czym odłożyłam do torby i położyłam koło stolika nocnego. Zasnęłam najpewniej chwilę po tym, może około czwartej? Nie mam pojęcia.

Wstałam. Zaspałam na zajęcia. Było to do przewidzenia, jednakże to nie w moim stylu. Nie opłacało mi się już na nie wracać. Leniwym krokiem odsłoniłam rolety. Wzięłam z szafy ubrania i wykonałam poranną rutynę. Rozpuściłam włosy. Wyjrzałam przez okno. Nie widziałam znanych mi twarzy, więc wyszłam na dziedziniec, a następnie do lasu. Przysiadłam niedaleko jeziora. Nic więcej nie robiłam, jedynie odpoczywałam na świeżym powietrzu, przy odgłosach ptaków i lekkim powiewie wiatru, który odgarniał moje jasne i długie włosy.
Poczułam dłoń na swoim ramieniu i nie wiedziałam kto to. Spodziewałabym się wszystkich, ale nie Carmen. Czego ona ode mnie potrzebuje?
- Nix chce, żebyś z nim porozmawiała. - powiedziała, stojąc i wpatrując się na mnie.
- Nie muszę spełniać jego zachcianek, za każdym razem. Zresztą miałam się nie wpierd*alać, czyż nie? - powiedziałam arogancko i nie miałam zamiaru się ruszać z miejsca.
- Nie pierd*ol od reszty tylko chodź do niego. - krzyknęła na mnie Carmen z poirytowaną miną.
- Nie mógł sam mnie po prosić o rozmowę, już tylko wysługuje się tobą? - zapytałam kontynuując tą bezsensowną rozmowę.
- Nie jest z nim najlepiej. - zaczęła. - Uwierz, nigdy bym cie nie szukała, gdyby nie było to konieczne. - dokończyła i dalej stała nade mną.
- Jaki temat niby chce przegadać? - ciągnęłam i nie dałam się, żeby Carmen wyszła lepiej w naszej dyskusji.
Nic nie odpowiedziała, tylko szarpnęła mnie za nadgarstek, a ja odruchowo wstałam.
- Puść mnie. Już idę. - odparłam i zgodnie z obietnicą skierowałyśmy się do pokoju Nix'a.

Carmen?

wtorek, 12 maja 2020

Od Nix'a cd. Carmen&Beverly

- Młoda, wyjdź. - wskazałem palcem na drzwi. Beverly chwilę stała w bezruchu, po czym wyszła. Wyjąłem jeszcze jakieś kieliszki, nawet nie wiem czy dobre, oraz wino i nalałem po trochu dla mnie i dziewczyny. Gdybym miał większy asortyment, po prostu chlałbym z butelki. Ale nie mam, więc pozostał mi kieliszek. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, podczas której (o dziwo) dostrzegłem, że Carmen jakoś dziwnie mi się przypatruje. Zignorowałem to, nie miałem ochoty walnąć jakimś żartem na temat tego, jaki piękny jestem, czy coś w tym stylu. Dalej gdzieś z tyłu głowy męczyła mnie cała ta sytuacja, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy, przez ilość wypitego alkoholu. 
- Dobra, ja już muszę się zbierać. - powiedziała i chwiejnie podniosła się z fotela. - Będę mieć przejebane jak się skapną, że gdzieś byłam nocą i wracam najebana.
- Współczuję. - mruknąłem, dopijając resztę trunku. 
- Spotkajmy się dziś rano, musimy ustalić parę rzeczy. - powiedziała i wyszła z pokoju. Po jakiejś chwili wstałem i zamknąłem drzwi na klucz, dopiłem resztę wina po czym poszedłem wziąć prysznic. Dziwię się, że ustałem tam na nogach nic sobie nie robiąc. Wróciłem do pokoju, zgasiłem światło i bez większego zastanowienia rzuciłem na łóżko, wręcz natychmiastowo zasypiając.
***
Obudziłem się jakoś koło godziny jedenastej, bez żadnych, ale to żadnych chęci do życia. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, jeszcze słońce nawalało po oczach i po prostu można było umierać. Nakryłem się kołdrą na głowę i miałem usypiać, jednak przypomniałem sobie o spotkaniu z dziewczyną.
Po kiego ja się zgadzałem?
Niechętnie podniosłem się z łóżka i wykonałem poranną rutynę, niekompletną ale jednak. Jedyne, co zrobiłem, to ubrałem się, wziąłem tabletkę na ból głowy i umyłem zęby. Wyjrzałem za okno, aby zobaczyć, czy dziewczyna jest już na miejscu. Po co wychodzić wcześniej, szczególnie w obecnej sytuacji. Jednak była tam, stała i na mnie czekała, więc ze zwykłej uprzejmości i szacunku do niej, postanowiłem się zebrać. Powoli opuściłem mury akademii i kierowałem się w stronę białowłosej. Już z daleka byłem w stanie zobaczyć i wyczuć jej poirytowanie, jednak przyspieszenie tempa tylko pogorszyłoby sytuację. W końcu podszedłem do wampirzycy, a ona tylko zgromiła mnie wzrokiem.
- Dłużej się nie dało?
- Jak chcesz, mogę się wrócić. - powiedziałem a na moją twarz mimowolnie wstąpił delikatny uśmiech. W sumie, droczenie się z nią zaczęło przynosić mi więcej radości, niż z innymi. Musiała się przyszykować na męczenie z mojej strony.
- Słuchaj, musimy obgadać wiele ważnych rzeczy. To, co wydarzyło się wczoraj. Musimy coś zrobić z ciałem. Gorzej, jeśli ktoś je już znalazł. - ściszyła ton, widząc przechodzącą grupkę drugoklasistów obok nas. 
- Jak mogliśmy to przeoczyć...- mruknąłem, mając nadzieję, że dziewczyna nie wyczuje mojej niepewności podczas wypowiadania tego. Miałem głęboko w dupie, co stanie się z tym ciałem. zabrałem ze sobą sztylet, a nie byłem w stanie przejmować się tylko konsekwencjami. Bardzie przeraziło mnie to, co zrobiłem. 
- Słuchaj, to było gdzieś w głębi, wydaje mi się, że blisko wąwozu. Mało kto się tam zapuszcza, więc raczej niezbyt prawdopodobny jest fakt, że ktoś je znalazł. Ale i tak należy je spalić. W ogóle, jak się trzymasz po tym wszystkim? - wyrwała mnie z zamyśleń. Chwilę zastanawiałem się, co jej odpowiedzieć. Nie powiem jej prawdy, że jest chujowo i sam mam ochotę się zajebać, nie taką opinię sobie wykreowałem i nie pozwolę, by jedna sytuacja to zmieniła. Poza tym, nie lubię się nad sobą użalać. 
- Dobrze. Całkiem dobrze. - powiedziałem, starając się zabrzmieć wiarygodnie. Jeszcze chwilę staliśmy w ciszy, aż w końcu ruszyliśmy w stronę lasu. Po minucie spędzonej w tym przeklętym miejscu odechciało mi się iść dalej, ale postanowiłem po prostu skupić myśli na czymś innym i iść za dziewczyną. Przez tępe wpatrywanie się w ziemię, nawet nie spostrzegłem, kiedy dziewczyna się zatrzymała. Szybko ją przeprosiłem za wjechanie w nią barkiem. Ciało faktycznie tu leżało, a zapach już zaschniętej krwi dalej unosił się w powietrzu. Miałem już dosyć tego zapachu, widoku i miejsca po wczorajszej nocy. 
- Już? Mogę to spalić i stąd iść? - zapytałem, czując się źle z samym sobą. Miałem wczoraj rację.
Ona po prostu nie chce mieć problemów.
- Tylko odciągnij je trochę dalej od krzaków, żeby nic się nie podpaliło, bo będziemy mieli problem. - powiedziała, a ja czułem, jak moja empatia do niej spada. Naprawdę, wydawało mi się już, że znalazłem kogoś, kto przebywa ze mną, bo mnie lubi, a nie szuka w tym jakiegoś interesu bądź po prostu unika problemów. Trochę zabolało mnie serce, ale postanowiłem się tym nie przejmować. Zrobiłem, co powiedziała dziewczyna i bez większych ceregieli podpaliłem martwego mężczyznę. Oddaliłem się od niego i patrzyłem, jak się pali. Z jednej strony czułem ulgę, że jest już o jednego takiego popierdoleńca na ziemi mniej, jednak dalej męczył mnie czyn, którego nie cofnę. Nawet nie próbowałem usprawiedliwić się przed samym sobą, dlaczego to zrobiłem. Nie broniłem się, moja obrona skończyła się po jednym ciosie, a ja zadałem ich kilka, albo nawet kilkanaście. Fakt, że wpadłem w histerię też wcale nie poprawiał sytuacji. Po prostu byłem winny, w sto procentach.
***
Kiedy było po wszystkim, dziewczyna powiedziała, że przyjdzie do mnie jeszcze wieczorem ustalić ewentualnie jedną wersję wydarzeń. Nie widziałem w tym celu, ale się zgodziłem i wróciłem do siebie. Musiałem się z tym wszystkim przespać, bo sama w sobie sytuacja mnie przytłaczała i po prostu nie dawałem rady psychicznie. Do tego doszedł fakt, że zawiodłem się na mojej towarzyszce. Więc generalnie było chujowo po całej linii, ale nie chciałem się tym zadręczać. Mój mózg jak zwykle postanowił inaczej i nie byłem w stanie zasnąć, a kiedy już przysnąłem, usłyszałem pukanie do drzwi. Spodziewałem się, że to Carmen, więc wstałem i otworzyłem jej drzwi. Usiadła na tym samym miejscu co wczoraj, a ja na łóżku. 
- Twoja siostra chyba mnie śledzi. - powiedziała na początek, a ja nie za bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć.
- Co masz na myśli? 
- No, odkąd weszłam do budynku akademii cały czas za mną szła i myślała, że jej nie widzę. Zatrzymała się dopiero na końcu korytarza tego piętra, kiedy stałam pod drzwiami. - powiedziała, a ja jedynie wzruszyłem ramionami. - No, ale dobrze, że spaliłeś to ciało. - w tym momencie do pokoju wparowała moja siostra. Podniosło mi się ciśnienie, a migrena powróciła.
- Wiedziałam! Wiedziałam, że to nie Nix go zabił, tylko ty. A ty idioto jeszcze ją bronisz! - zaczęła się na nas drzeć. Carmen wstała z fotela, a już po chwili kobiety zaczęły ujadać między sobą. W końcu miałem tego dość, z resztą, jeszcze sekunda i rzuciłyby się sobie do gardeł.
- Koniec. Trzy metry odległości. - stanąłem między nimi i poczekałem, aż każda odsunie się na dostateczną odległość. - Beverly, możesz się przestać wpieprzać w moje życie? - spytałem poirytowany.
- Ale ona zabiła tego...
- To ja go zabiłem. Jasne? Nikogo nie kryję. - podniosłem głos, nie wytrzymując całej sytuacji. 

Beverly?

poniedziałek, 11 maja 2020

Od Carmen cd. Nix&Beverly

Byłam w szoku. 
Mój wzrok spoczywał na moim towarzyszu, który właśnie zamordował mordercę. I dalej wbija w niego swój sztylet. Zdałam sobie sprawę że jest w histerii i nie mogę dopuścić do gorszych czynów. Podeszłam do niego i odciągnęłam go powoli od ciała. Nie miałam zamiaru go pocieszać słowami ,, spokojnie, już dobrze”, bo kurwa nie jest dobrze, ale w takich momentach każde słowo wpływa na rozwój sytuacji.
- Jestem mordercą.
- Nix, to nie praw...
- Jestem pierdolonym mordercą. – powtarzał, a ja poczułam ukłucie w sercu. Było mi go bardzo żal. Wyrzuty sumienia potrafią nie raz wyrządzić takie szkody… Znajdowaliśmy się w bardzo trudnym momencie. Kto by pomyślał, że ja i Nix znajdziemy ciało i zabijemy mordercę. Czemu liczba mnoga ? Bo czuję się odpowiedzialna i równie winna jak on. Czas wydawał się mijać wiecznie. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie czerń. Głęboka ciemność. Czyli w sensie dosłownym i w przenośni jesteśmy obydwoje w czarnej dupie. Ale musimy się jakoś wydostać. Musimy. 
- To nie Twoja wina. – powiedziałam i mocno go przytuliłam. Nie obejmował mnie, ale nie przeszkadzało mi to. To nawet nie było w tamtym momencie zbytnio ważne jak on zareaguje. Ważne, aby do niego jakoś dotrzeć. On wydawał się być w stanie agonii. Jakby on sam miał zaraz umrzeć. Przeraziło mnie to. Właściwie dopiero teraz dotarło do mnie, co się stało. Zamknęłam oczy i skupiłam się na dosłownie niczym. Próbowałam chociaż trochę oczyścić swój umysł, myśleć w miarę zdrowo. 
- Wracajmy. – powiedział i wyrwał się z moich ramion. W ciszy ruszyliśmy w drogę do jego akademii. Nie chciałam nawiązywać przez ten czas rozmów, w sumie nie było sensu ich nawiązywać po czymś takim na razie. Tak czy inaczej nie mogłam go z tym zostawić samego. Może i ma tą durną siostrę, ale ona raczej tego nie zrozumie. 
- Przepraszam, że w ogóle Cię tam zaciągnąłem. Śpij dobrze. – odparł kiedy już dotarliśmy na miejsce. Przechodził przez mury. A ja za nim. - Co ty robisz?
- Idę z Tobą. Nie zostawię Cię samego, bo jeszcze zrobisz coś głupiego. – stwierdziłam stanowczo i poszliśmy do jego pokoju. Wskazał mi fotel na którym mogłam usiąść i wyjął coś, co dało mi w tym momencie nadzieję na lepsze jutro. Wódka i dwa kieliszki. Piękna sprawa.
- Pijesz? – zapytał.
- Jasne. – zaśmiałam się i nawet on lekko się uśmiechnął. I tak zaczęło się nasze bajlando. Początkowo upijaliśmy smutki w ciszy, jednakże po jakimś czasie się to stanowczo zmieniło. Zachowywaliśmy się tak, jak gdyby nigdy nic. Dobrze mi z tym było. Z tyłu głowy wiedziałam, że rano nie dość że trzeba będzie coś z tym wszystkim zrobić, będę mieć na dodatek kaca. Ale przecież trzeba żyć chwilą… 
Wódka się już skończyła. Wywołało to u mnie niemały smutek, ponieważ spodziewałam się że nie ma więcej alkoholu i czeka mnie dół. 
- Luz Carmen, mam jeszcze trochę tego. – wymamrotał, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Idealnie. – szepnęłam. Całe nasze odejście od sytuacji poszłoby dobrze, wręcz znakomicie, gdyby nie Beverly.
- Nix, czy do Ciebie na prawdę nie dociera, że nie możesz się bzykać z każdym jak popadnie? – wparowała do pokoju jak gdyby nigdy nic i zaczęła się do nas pruć. Miałam szczerze ochotę ją wywalić za drzwi, żeby nam dała spokój, ale stwierdziłam że lepiej z tym poczekać i być może Nix zrobi to za mnie. Liczyłam na to.
- Po pierwsze - odwrócił się w jej stronę. - nikt się tu nie bzyka. Po drugie, mogę robić co chcę, nie będziesz mi rozkazywać. – uśmiechnął się i rzucił piwo w moją stronę, po czym swoje otworzył i zaczął je zerować.
- Mogę wiedzieć, co się stało? – zapytała zdezorientowana.
- A co mogło się wydarzyć niby? Pijemy bez okazji. – wtrąciłam się i lekko zaśmiałam. Niestety dobrze wiedziałam, że brzmię niewiarygodnie. 
- A no, bawiłem się sztyletem w lesie. – powiedział Nix, a ja miałam wewnętrzną ochotę go zabić. Co, jeśli jego siostra nas wyda ? Chyba że nie weźmie tego na poważnie. Jesteśmy tak najebani, że nic nie jest w takich momentach poważne. 
- Dlaczego?
- Wiesz adrenalina i emocje, zamordowana kobieta. Coś Ci to mówi? – odpowiedział jej brat.
- Nieeee, nie mów nawet, że... – zauważyłam od razu lekkie przerażenie w jej oczach. Najwyraźniej pomyślała, że to Nix jest mordercą. Pora ją wyprowadzić z błędu.
- Spokojnie, nie on ją zabił. – prychnęłam.
- A kto? – pytała dalej.
- Jakiś gościu, zresztą go też nie spotkasz na swojej drodze. – odparłam, już powoli tracąc cierpliwość.
- Niby czemu? – a tu już moja cierpliwość się skończyła, jednak próbowałam zachować spokój.
- Beverly, możesz skończyć zadawać tyle pytań? – teraz to ja zapytałam.
- Jakbyś zostawiła nas, bylibyśmy wdzięczni. – przytaknął mi Nix a ja poczułam satysfakcję z tego, że mam u niego poparcie w tej sytuacji. Dziewczyna stała jeszcze chwilę i najwyraźniej popadła w zamyślenie. 
- Młoda wyjdź. – jego cierpliwość chyba też się skończyła. Wstał i wskazał palcem na drzwi. Po paru chwilach jego siostra wyszła a my znowu zostaliśmy sami. Wyciągnął jeszcze butelkę wina, i nalał napój do kielichów. Podczas delektowania się smakiem przyjrzałam się dokładniej Nix’owi. Inaczej niż zwykle. Zauważyłam, że ma dosyć ciekawą urodę. Mógłby mi się spodobać. Szybko jednak odrzuciłam od siebie tą myśl. To pewnie przez alkohol. Piliśmy jeszcze przez jakieś dwie godziny, rozmawialiśmy, ale w końcu nadeszła pora na mnie. 
- Dobra, ja już muszę się zbierać. – westchnęłam. – Będę mieć przejebane jak się skapną że gdzieś byłam nocą i wracam najebana.
- Współczuję. – mruknął.
- Spotkajmy się dziś rano, musimy ustalić parę rzeczy. – dodałam i wyszłam po cichu z pokoju. Niedługo później znalazłam się za murami swojej akademii w swoim pokoju. Nie miałam absolutnie na nic sił. Od razu padłam do łóżka.
***
Obudziłam się bardzo wcześnie. Przez silny ból głowy, brało mnie też na wymioty. Starałam się jednak w miarę możliwości ogarnąć i przywrócić do porządku. Wiedziałam jednak że to będzie bardzo ciężki dzień. Kiedy już byłam gotowa, wyszłam ze szkoły i kierowałam się w stronę murów akademii Nix’a. Miałam nadzieję, że go już tam zastanę. Niestety, byłam za wcześnie. Albo to on się spóźnia. Gorzej, jak zapomniał. Miałam wrażenie, że czekam wieki.
- Gdzie ten idiota jest… - szepnęłam. Byłam już bardzo zniecierpliwiona. Mieliśmy tyle do obgadania. Nagle przed moimi oczami pojawił się on. Śpiąca królewna, książę z bajki i menel w jednym. 
- Dłużej się nie dało? – zapytałam. 
- Jak chcesz mogę się wrócić. – odpowiedział uśmiechając się lekko. Zauważyłam jednak, że jest nie w humorze.
- Słuchaj, musimy obgadać wiele ważnych rzeczy. To, co się wydarzyło wczoraj. Musimy coś zrobić z ciałem. Gorzej, jeśli już ktoś je znalazł. – szepnęłam.
- Jak mogliśmy to przeoczyć…
- Słuchaj, to było gdzieś w głębi, wydaje mi się że blisko wąwozu. Mało kto się tam zapuszcza więc mało możliwe jest to żeby ktoś je znalazł. Ale i tak należy je spalić. – dodałam. – W ogóle jak się trzymasz po tym wszystkim ? - zapytałam. Zauważyłam coś dziwnego. Naprawdę zaczęłam się o niego martwić. Teoretycznie, dla mnie, dla wampira powinna to być drobnostka. Tym razem było inaczej.

Nix ?


Od Beverly cd. Nix'a&Carmen

- Ja i Nix już idziemy, musimy nadrobić zaległości. Miło było. - odparłam zniechęcona i szarpnęłam brata za ramie. Puścił Carmen oczko i wróciliśmy do pokoju. Zrobiłam mu długi wywód o spaniu z laskami, jak i kiedy popadnie. Nie sądziłam, że mógł się przespać z Carmen, ale przynajmniej będzie wiedział na zaś. Widziałam po bracie, że chce abym mówiąc krótko się wyniosła. W końcu z jego ust usłyszałam prośbę o wyjście i też to zrobiłam. Nawet nie miałam ochoty dłużej z nim rozmawiać. Jest dorosły i poradzi sobie bez moich zbędnych rad.


Gdy znalazłam się przy drzwiach wiedziałam, że długo nie pociągnę. Byłam mocno zmęczona, dodatkowo wszystkie sytuacje wywarły dreszcz emocji.  Po prostu bez zastanowienia wybrałam się do łazienki, wzięłam piżamę, kosmetyki, po czym umyłam się. Od razu po wykonanych czynnościach rzuciłam się na łóżko jak małe dziecko. Po monotonnym patrzeniu w sufit i rozmyślaniu nad swoim nudnym życiem, wpadłam w objęcia Morfeusza. 

Wybudziłam się. Słońce jeszcze nie wstało i sama nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam na zegar. 
- Damn przebudziłam się w środku nocy... - mruknęłam pod nosem. Nie pójdę na razie spać, przynajmniej nie potrafię. Nawet nie wiadomo jakbym się starała. Doszłam do wniosku, że muszę się trochę rozruszać i zmęczyć. Nix to jest zawsze dobre wyjście, na wszystko. Potruję mu trochę i wrócę do siebie dalej spać. Plan na życie trzeba było wdrążyć teraz tylko w życie.

Nie ogarnięta, weszłam do pokoju jak do swojego. Nie widziałam przeciwwskazań. W środku zastałam mojego brata z Carmen? Co najmniej mi się to nie podobało, ale nie miałam przecież prawa mu zabraniać. Wzrok usytuował się w jednym punkcie - kieliszkach. Już wiedziałam, że są upici. Przy okazji musiałam ostrożnie z nimi rozmawiać, jednakże by dużo z tego wynieść.


- Nix, czy do Ciebie na prawdę nie dociera, że nie możesz się bzykać z każdym jak popadnie? - powiedziałam zirytowana całym tym zajściem i zamknęłam za sobą drzwi.

- Po pierwsze - zaczął chłopak. - nikt się tu nie bzyka. Po drugie, mogę robić co chcę, nie będziesz mi rozkazywać. - uśmiechnął się. Podał piwo Carmen i sam zaczął zerować drugie.
- Mogę wiedzieć, co się stało? - zapytałam zdezorientowana już zupełnie całym tym zajściem. 
- A co mogło się wydarzyć niby? Pijemy bez okazji. - odparła dziewczyna i lekko się zaśmiała. Mnie jakoś to wszystko nie bawiło. Zapach alkoholu z ich ust tylko mnie zniechęcał i najchętniej zostawiłabym ich w pokoju. W podświadomości wiedziałam, że muszę zostać. Chociaż chwilę.
- Ano, bawiłem się sztyletem w lesie. - wtrącił się wyraźnie schlany brat. 
- Dlaczego? - dopytywałam dalej. Czułam, że mogą przydać mi się te informacje od nich.
- Wiesz adrenalina i emocje, zamordowana kobieta. Coś Ci to mówi? - mówił dalej chłopak, a ja coraz bardziej dziwiłam się temu co pierdolił do mnie w tym momencie.
- Nieeee, nie mów nawet, że... - powiedziałam i automatycznie podskoczyłam w miejscu. 
- Spokojnie, nie on ją zabił. - powiedziała Carmen odkładając butelkę na stolik nocny.
- A kto? - ciągnęłam dalej.
- Jakiś gościu, zresztą go też nie spotkasz na swojej drodze. - kontynuowali, a ja nie dość, że zszokowana to jeszcze zirytowana słuchałam ich bez większych zastanowień.
- Niby czemu? - powiedziałam i widziałam ich wzrok na mojej twarzy. Było to nieswoje uczucie.
- Beverly, możesz skończyć zadawać tyle pytań? - zapytała Carmen.
- Jakbyś zostawiła nas, bylibyśmy wdzięczni. - odparł brat przytakując wypowiedzi białowłosej. 

Przez chwilę myślałam co robić. Zostawić, żeby pili bez umiaru i mieć ich w dupie, czy opanować sytuację i postawić się reszcie. 

- Młoda wyjdź. - przerwał moje rozmyślania brat i wstał z miejsca. Wskazał na drzwi. Stałam jeszcze chwilę w bezruchu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Brat podszedł do mnie i lekko mnie popchnął. Zaszeptałam coś do siebie pod nosem w stylu "Nie licz nawet na mnie" i wyszłam, tak jak mi kazano. Czułam się wewnętrznie źle z tą sytuacją, ale jak chce to proszę. Po części rozumiałam, że nie myślą racjonalnie, jako iż są mocno upici.
Wróciłam do siebie. Okryłam się kołdrą i próbowałam wszystko sobie poukładać. Nawet przez myśl mi nie przeszło zainteresowanie się dalszymi losami Nix'a i Carmen. Nie przyjęliby mojej pomocy, cokolwiek bym dla nich nie zrobiła. W mgnieniu oka zasnęłam i zapomniałam o całym zajściu.

Zbudziło mnie chodzenie po korytarzu i miałam tylko nadzieję, że dziewczyna postanowiła wrócić w swoje skromne progi. Niewątpliwie zasnęłam po chwili. 

Tym razem wstałam już w zupełności wczesnego ranka. Przez chwilę przyszło mi do głowy, żeby uwinąć się z zajęć, ale to do mnie niepodobne. W takim wypadku po prostu zmuszona byłam uczestniczyć w lekcjach. 
Ledwo podniosłam się z łóżka i skierowałam do łazienki. Oporządziłam siebie, żeby wyglądać w miarę i móc normalnie wyjść do ludzi. Założyłam mundurek oraz uczesałam jasne włosy. Pozostało wyszczotkować zęby i mogłam wyjść na korytarz.Oczywiście kto jak nie ja, musiałam się wrócić po torbę z książkami i przyborami. Zapomniałam.
Skierowałam się ku sali lekcyjnej, aż zauważyłam, gdzieś w oddali najpewniej Nix'a. Chwilę wpatrywałam się w wybiegająca na plac postać, aż zabrzmiał dźwięk na wzór, że zaczyna się nauka. Leniwie weszłam do sali i usiadłam na swoim miejscu. Przez okno widziałam, daleko za murami mojego brata i Carmen. Spotkali się i na moje oko rozmawiali o czymś. Być może pilnym. To do brata nie podobne, by tak o - tu i teraz wyjść i załatwiać interesy. Szczególnie, jak dzień wcześniej się schlał do zabicia. Zlałam totalnie ten temat, a skupiłam się na zajęciach. Chociaż rozmyślałam, w jakim celu spotkali się ze sobą. Potem przypomniało mi się, o czym rozmawialiśmy w nocy, w pokoju Nix'a i ponownie przeszły mnie dreszcze. Oby to nie była prawda. Mam nadzieję, że chociaż to wyjaśnią mi jako normalni (dojrzali) ludzie. 

Carmen?


Szablon
Pandzika
Kernow