Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyo x Nikolai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyo x Nikolai. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lipca 2021

Od Hyo CD. Nikolai

Najwyraźniej mina Horaizon mówiła zdecydowanie więcej, niż zamierzała. Zapewne poszła, by zrobić to, co zazwyczaj robi zdrajca. Sprzątnie po sobie. To, co jej ciążyło, było widoczne, a mianowicie była to noga. Noga, którą zazwyczaj ma pokrytą zaklęciami, teraz była bez nich. To, co się z nią wiążę, mnie nie interesuje, nawet jeśli miałem w tym swój udział.
Wyrocznia robiła swoje, ja w tym czasie byłem zajęty piciem i odpoczywaniem, oraz w międzyczasie słuchałem, wszystkiego. Im lepszy słuch, tym łatwiej wszystko wyłapiesz. Mogłem wyczuć niespokojny oddech Horaizon i przyśpieszone bicie jej serca. Biedna, a może nawet uda się ją złapać na gorącym uczynku. Zapewne Nikolai ja śledził, ale zniknęła mu z oczu. Chłopak się musi jeszcze wiele nauczyć.
***
- Horaizon się boi. - powiedziałem od niechcenia.
- To część tej roli, którą gra. Gdy prawda wyjdzie na światło dzienne, ona także tego pożałuje. - dodała od siebie Wyrocznia.
- Mówisz o... - spojrzałem na dziewczę, by to ona dokończyła. Jeśli mamy to samo na myśli, chyba że coś innego.
- Mówię o kamieniach, zaklęciach i instrumencie. Może być to jej siostra albo to ona sama to robi nieświadomie. Pamiętasz, co się wtedy stało. - kontynuowała swoje eksperymenty. Kiwnąłem jedynie głową i wstałem z wygodnego bujanego krzesła. Ruszyłem, by zobaczyć, jak idzie dziewczynie. Gdy ukryłem się za ścianą, wówczas do środka przedostała się Horaizon. Chociaż na zewnątrz znajdował się Nicolai. Wyrocznia zamaskowała moją obecność, po czym poszła do zdrajcy.
- Nie możesz tego zrobić. Moja siostra. Tak mało mi brakuje do jej wybudzenia. - rzekła Horaizon. Jej głos drżał, serce wydawało nieregularne bicia, wyczuwalna była woń spalenizny. Coś uczyniła.
- Twoja siostra już dawno nie żyje. Przestań się łudzić. Wchłonęłaś ją. Gdy spełnisz to, co chcesz, ty także zginiesz. - rzekła chłodno. Tak jakby jej wzburzenie było niczym.
Sytuacja się zmieniła, jaskinia się zatrzęsła, nie tylko ona. Horaizon została odrzucona i wyrzucona z jaskini. W powietrzu unosiła się woń krwi. Gdy wyjrzałem, udało mi się złapać wyrocznie w ostatniej chwili, przed upadkiem. Do jaskini wpadł Nicolai. On także został wypchnięty z natychmiastowymi poleceniami od pojawiających się strażników.
- Ścigajcie zbiega, złapcie ją żywą albo martwą. - takie słowa wypowiedziała wyrocznia. Jej ton był silny, mocny i miał w sobie coś z żalu. Nie chciała, by coś takiego miało miejsce. Jednakże nie było wyboru.
***
Kolejne godziny były decydujące. Wyleczenie Wyroczni poszło gładko, ale dalsza część została zamaskowana i zmieniona. Walczyliśmy naprzeciw Horaizon, a z boku wyglądało jakbyśmy, walczyli ze sobą, albo z własnym ja. Koniec tego miłego spotkania przerodził się w kolejną masakrę. Ostatnie co pamiętam to, jak Horaizon zamieniła się w kamień, a Wyrocznia go rozbiła na kawałki i zmieniła w popiół.
Ocknąłem się gdzieś w lesie. Było południe. Gdy się podniosłem, leżałem w wodzie, nawet nie wiem ile. Nikolaia nie wyczuwałem. Przez chwilę go szukałem, choć nawet starałem się zorientować, gdzie jestem. Jednakże udało mi się to po prawie trzech godzinach. Wówczas spostrzegłem, że znajduję się w ogrodach akademii. To było naprawdę dziwne. Jednakże zignorowałem to i wróciłem do pokoju, by na spokojnie się wykąpać, przebrać, napić oraz poukładać całą tę dziwaczną historię. Zawsze też mógł być to sen, ale raczej, gdyby tak było to większość mojego życia, byłaby snem, z którego się nie wybudzę.
Ciekawił mnie też fakt gdzie podział się ten dzieciak.

Nikolai?

czwartek, 20 maja 2021

Od Nikolai cd. Hyo

Siedziałem na jednej ze skał w jaskini, słuchając, jak chłopak mówił o tym, co zobaczył i co się stało, gdy poszedł sam. Moje oczy wbiły się w torbę z instrumentami na podłodze, gdy Wyrocznia je oglądała. Przynajmniej wiedzieliśmy teraz, skąd pochodziły te sygnały, ale to nie był koniec. Dziwne potwory, które zamieniły się w kamień, jak i ktokolwiek za tym wszystkim stał, nadal pozostawało tajemnicą. Wiedziałem, że pozostała trójka będzie wiedziała lepiej, więc po prostu siedziałem cicho, decydując się na razie tylko dołączyć i słuchać ich rozmowy. To była poważna sytuacja, więc wszystkie moje uwagi i jakiekolwiek niewłaściwe rzeczy do powiedzenia które powstały w mojej głowie zatrzymywałem dla siebie. Zwykle zachowywałem się bardziej dziecinnie i złośliwie, ale nie byłem aż taki głupi.
Wciąż wpatrywałem się w instrumenty trzymane przez kobietę. Były w kształtach, których nigdy wcześniej nie widziałem, wyglądały bardzo nietypowo. Miałem ochotę podejść, podnieść i wypróbować któreś z nich, ale na pewno nie miałoby to dobrej reakcji. Z tego, co wiedziałem, te rzeczy były niebezpieczne.
Mój wzrok przeniósł się na Wyrocznię, która ostrożnie rzucała na jednego z instrumentów jakieś zaklęcie. Gdy skończyła, odłożyła przedmiot z powrotem do torby, podnosząc głowę i patrząc na nas.
- Mam podejrzenie, do kogo mogą te instrumenty należeć. Ale chcę się upewnić, zanim wyciągnę ostateczne wnioski. Wygląda na to, że to nie tylko są to magiczne instrumenty, ale rzucono na nie kolejne zaklęcie. Może żeby coś ukryć. Sprawdzę proszek, który też przyniosłeś, Hyo. Myślę, że to wiele pomoże, ale potrzebuję czasu, żeby się przyjrzeć. Wyślę po was wszystkich z powrotem, kiedy skończę. - wzięła próbkę w dłonie i odwróciła się w stronę swojego zadania. Domyślałem się, że to sygnalizowało, że rozmowa na razie była zakończona.
Kiedy zobaczyłem kątem oka, że Horaizon wstała i odeszła w kierunku wejścia, po minucie zrobiłem to samo. Wychodząc na zewnątrz, widocznie nie usłyszała, że szłem za nią, odchodziła, nie czekając ani chwili, i również nie oglądając się za siebie. W chodzie dziewczyny było coś zagadkowego, na tyle, że mój wzrok się utrzymał i cały czas patrzyłem, jak odchodzi. Jej chód przypominał mi tak, jakby coś ją ciążyło z jednej strony, a jej mięśnie starały się zrekompensować jej brak równowagi. Może dlatego, że zwykle chodziła pewnie, nawet gdy prowokowała mnie podczas treningu. Teraz jej postawa wyglądała na bardziej zdenerwowaną i najwyraźniej bardzo podobną do pośpiechu. 
Zaciekawiony, zrobiłem kilka kroków za nią. Podążając ostrożnie, aż skręciła za róg. Kiedy tam dotarłem, nie było nikogo i nie miałem pojęcia, dokąd poszła. Nie było mowy, żeby mogła usłyszeć moje kroki, chyba że była o wiele bardziej zdolna niż ja pomyślałem. Żadnego widocznego śladu, żadnego ruchu czy cienia. Przez chwilę myślałem, że może podążyłem za duchem lub iluzją. Tak szybko, jak wymyśliłem swoją małą grę, jej centrum postanowiło zniknąć i ją zakończyć.Nie mając nic innego do roboty, wróciłem w pobliże jaskini.
Myślałem, że chciałaby dokończyć trening, który został przerwany wcześniej, ale oznaki pokazywały, że to się dzisiaj ju nie miało wydarzyć. Nie chcąc spędzać reszty czasu na włóczeniu się po okolicy bez niczego do roboty, postanowiłem zaczekać przed jaskinią, aż drugi wampir wyjdzie.

Hyo?

wtorek, 18 maja 2021

Od Hyo cd Nikolai

Gdy zostaliśmy sami, znajoma twarz wyroczni, mogłem z nią omówić sprawy, które miały drugie dno. Domyślała się, kto może stać za tym sygnałem, oraz że Horaizon jest z tym powiązana. Ukrywała kogoś oraz jest zmotywowana, by zdradzić. Od wyroczni, zanim tamci wrócili, dostałem sakiewkę. Znajoma magia, która była użyteczna i potrzebna. Odetchnąłem głęboko i stanąłem w ostatnim miejscu, jakie wydawało się rozsądne.Tamci wrócili, a ja mogłem spokojnie poczekać, na to, co ma się dalej wydarzyć. Po której wymianę zdań wyszliśmy.
Horaizon zabrała Nikolaia na naukę samoobrony i by podnieść trochę jego umiejętności. Ja za to wróciłem jeszcze do wyroczni. Po zamknięciu drzwi ukazała się Walia. Dziewczę, które uratowałem, oraz byliśmy blisko. Nasza bliskość była taka jak z Nikiem, ale także oboje staraliśmy się zabić. W tym jest też jeszcze coś więcej, byliśmy marionetkami w czyiś rękach. Ona upozorowała swoją śmierć i stała się Wyrocznią, miała do tego talent oraz użyteczną moc.
***
Znalazłem wygodne miejsce, gdyż z wysoka mogłem, obserwować jak ćwiczą Niko z Horą. Szło im nieźle, choć wydawać, by się mógł, że jedynie go prowokuje. Ten się rani i dłużej goi, a ona ma radochę z ratowania go. Zwisa mi to, co robią. Chociaż zawsze mógłbym go wykorzystać jak zabawkę, którą jest. Jednakże bycie takim słabeuszem jest zabawne, można go wypchnąć, by pokazał, na co go stać. Słaby i błagający o pomoc, o cokolwiek. Toż to czysta satysfakcja, którą lubię czerpać zewsząd. Usłyszałem, jednak coś, co musiało przerwać, im ćwiczenia. Sygnał był słyszalny na częstotliwościach, niesłyszalnych dla zwyczajnego pospólstwa.
Słyszałem go, ale było coś jeszcze, brzmiał on jak śpiew, chciałem to sprawdzić, dlatego też powędrowałem tam sam. Wydawał się on znajomy. Odnalazłem miejsce, było ono blisko akademii, a dokładniej w miejscu, w którym wszystkie trzy się przecinają, tak czysto teoretycznie. Gdy się tam znalazłem, z daleka obserwowałem, co albo kto mógłby wydać z siebie taki dźwięk.
To stworzenie przypominające człowieka grało na nietypowym instrumencie. Gdy się pojawiłem i zabrałem mu instrument, dźwięk ucichł. Stworzenie zmieniło się w kamień i rozpadło. Było to coś dziwnego, dlatego też zebrałem próbkę prochu i wróciłem czym prędzej do wyroczni, by to sprawdziła. Zatrzymałem się jednak, w połowie drogi, gdyż usłyszałem na północy i wschodzie kolejny sygnał. Najpierw udałem się na północ, kolejny instrument i ciało w prochu, potem na wschód. Trzy instrumenty, które schowałem w worku, zbieranie ich zajęło mi cały dzień. Prawie też całą noc. Dopóki worek nie był pełny i nie pozbyłem się sygnału. Na razie znikł, dlatego też wróciłem do Wyroczni, by wyjaśniła, co to jest takiego.
Akurat, gdy wróciłem, była tam też Horaizon i Nikolai. Podałem Wyroczni worek, po czym usiadłem sobie na bujanym fotelu, wygodnie i spoglądałem na nich, popijając krew.
Oczywiście padało w moim kierunku kilka słów, gdyż sam poszedłem. Nie moja wina, że to ja słyszałem. Poza tym oni ćwiczyli, a ja miałem chwilę czasu i się nudziłem, także zdobyłem to, ale nie wiem, co to jest. Jedynie opowiedziałem wyroczni, o tym, co się wydarzyło i co widziałem, ale nic poza tym.

Nikolai?

poniedziałek, 17 maja 2021

Od Nikolai cd. Hyo

W jednej chwili zdecydowałem się za nimi podążać. Paroma krokami za Hyo i dziewczyną, którą właśnie poznałem, sama podróż była cicha. Lecz droga do celu była dość ciekawa, tyle różnych stworzeń wokół nas. O niektórych z nich słyszałem w książkach, ale o wielu nie miałem pojęcia, czym one są. Kiedy szliśmy, rozglądałem się dookoła, a moja twarz prawdopodobnie wyglądała jak gapiąca się ryba. Po kilku minutach zatrzymali się, przez co prawie wpadłem na ich plecy.
Rozejrzałem się, miejsce przed nami wyglądało na zewnątrz jak normalna jaskinia. Horizon weszła do środka jako pierwsza, następnie Hyo, a potem ja. Gdy weszliśmy do środka, przy kominku siedziała kobieta w średnim wieku. Odwróciła się, gdy usłyszała, jak drzwi się otwierały, a na jej twarzy pojawił się mały powitalny uśmiech.
- Witajcie w mojej jaskini, pozwólcie mi ją trochę rozjaśnić, zanim zaczniemy, dobrze? - na te słowa ciemno wyglądające miejsce zaczęło stawać się bogatsze i bardziej interesujące, wszędzie było wiele różnych rzeczy. Rozejrzałem się w zachwycie. Kobieta ponownie odwróciła się w naszym kierunku.
- A więc, porozmawiajmy o tym, dlaczego tu jesteś. Pozwól nam opowiedzieć o tym dźwięku, który usłyszeliśmy. Byliśmy w lesie podczas treningu z naszymi studentami, tak jak zwykle. Kiedy usłyszeliśmy ten dziwny dźwięk, nie było wokół nas żadnego stwora. Lecz poinformowano nas, że te stworzenia, którzy to usłyszały, zmieniły się. Po kilku z tych incydentów połączyliśmy te dwa razem. - długo opowiadała, przez chwilę zatrzymując się, by spojrzeć na nasze reakcje. - chciałbym, żebyście to zbadali i zajęli się kimkolwiek za tym stoi, proszę. - zatrzymała się ponownie w oczekiwaniu. Spojrzałem na Hyo, którego twarz wyglądała na zamyśloną, najprawdopodobniej na temat całej sytuacji i historii, którą właśnie usłyszeliśmy. Sam nie byłem pewien, co powiedzieć, stojąc w ciszy. Dopóki Horaizon nie podeszła do mnie. Jej twarz była poważna, kiedy na mnie spojrzała.
-  Czy mogłabym porozmawiać z tobą na osobności? To zajmie chwilę. - zapytała, ale jej twarz mówiła mi, że nie miałem wyboru. Po prostu skinąłem głową, a ona zaczęła wychodzić na zewnątrz, a ja od razu podążyłem za nią.  
Odprowadziła mnie od innych, w obszar między drzewami w kierunku kilku skał. Zatrzymała się i jeszcze raz spojrzała na mnie.
- Nie lękaj się, chcę tylko zadać kilka pytań. - powiedziała spokojnie, dając mi znak, żebym usiadł na jednym z kamieni. Z dziwną mieszaniną zamieszania i niepokoju, zrobiłem tak. Robiąc to samo, zdecydowała się usiąść obok mnie. Przez chwilę wyglądała jakby zastanawiała się, od czego zacząć.
- Jak twoje ciało? - powiedziała wprost, a jej twarz nadal była poważna. Myślałem, że zgłupiałem w tym sensie, że moje słowa przestały płynąć w głowie. Byłem z natury często dużą gadułą, ale takie momenty wybijały mnie z rytmu. Naprawdę nie miałem pojęcia, dokąd chciała się udać z takim pytaniem.
- Huh, jesteś dość dziwna. - powiedziałem z lekkim niedowierzaniem w głosie, patrząc na nią, żeby powiedziała cokolwiek innego.
- Mam na myśli stan, w jakim jesteś teraz. Nie wydajesz mi się kimś silnym. - nie wydawała mi się kimś, kto owija w bawełnę.
- To dlatego, że nie jestem. - nadal nie byłem pewien, dokąd to zmierzało. Popatrzyłem na nią wciąż nie wiedząc dlaczego, szukając odpowiedzi w jej minie.
- Posiadanie dodatkowej pary rąk byłoby przydatne, to znaczy, jeśli potrafisz się sam uchronić. O ile wiem, nie walczyłeś zbyt wiele w tym lesie. I jesteś lekkomyślny, mam rację? - z łatwością mogła mnie czytać. Spojrzałem na teren wokół nas, w zamyśleniu i zacisnąłem usta.
- Uważam, że dużo myślę w takich sytuacjach. Najwięcej mi wychodzi wtedy, gdy przestaję myśleć i po prostu robię to, co uważam za słuszne. - rzuciłem jej spojrzenie, po czym odwróciłem z powrotem wzrok.
- Więc unikasz zastanawiania się nad sobą? - spytała z naciskiem, jej postawa była dużo spokojniejsza niż ja. Miała postawę nauczycielki, wyraźnie wiedząc, co robiła.
- Możesz tak to powiedzieć. Mógłbym ci przytaknąć, ale niepotrzebnie skomplikowałoby to sprawę. - wzruszyłem ramionami, podnosząc stopy z ziemi i opierając brodę na kolanach.
- Mogłeś wzmocnić swoją zdolność, a nawet umiejętności walki lub nawet bardziej samoobronę. - westchnęła, prawdopodobnie po usłyszeniu odpowiedzi, z której nie była zbyt zadowolona.
- Prawdopodobnie mógłbym -  z roztargnieniem skinąłem głową, wciąż patrząc w dal. - ale ktoś mi kazał spojrzeć w lustro. - odwracając się, by na nią spojrzeć, uśmiechnąłem się szyderczo, a miara witalności powróciła na moją twarz. Jakiekolwiek niepokojące uczucie, które miałem wcześniej, zniknęło. Tym razem to ona obrzuciła mnie dziwnym spojrzeniem. Zadawała mi coraz dziwniejsze pytania, aż w końcu zdecydowała się zakończyć coś, co przypominało mi przesłuchanie. 
- W interesie tego zadania jestem gotowa cię przeszkolić. Sprawić, abyś był silniejszy i bardziej ostrożny. - zdecydowała się na propozycję, patrząc na mnie w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
Uniosłem głowę z kolan, nie będąc pewien przez sekundę czy była poważna. Ale w przeciwieństwie do mnie, była.
- Jeśli naprawdę chcesz to zrobić, nie odmówię. - powiedziałem krótko, a ona uśmiechnęła się zadowolona. Wstając, zaczęliśmy wracać do jaskini.
 
Hyo?

sobota, 15 maja 2021

Od Hyo cd Nikolai

Ogień posłałem w kierunku ciał, które zaczęły płonąć. Na dodatek stworzyłem z ognia pierścienie, które otoczyły ranne stworzenia oraz Nikolaia. Najwyraźniej teraz nie muszę się już powstrzymywać i mogę swobodnie zmasakrować Ghule. Mam sztylety, pazury oraz moce, które idealnie działają na bezmyślne stwory. Gotowy do zabicia, one zaatakowały pierwsze. Uważałem, by mnie nie zadrapały, a gdy już próbowały, pojawiało się oślepiające światło, albo też ogień. Płonące ciała powoli zmieniały się w pył, tak samo, jak ciała Ghuli, które leżały na ziemi. Im więcej ciał, tym szybciej można było je spalić.
***
Musiałem być ostrożny, jednocześnie pilnować ognia wokół rannych bestii. Nie mając innego wyboru, musiałem wezwać Horaizon. Nie za bardzo się lubimy, ale jest uzdrowicielką, dlatego też musiała się stawić. Promień światła, który dzięki ogniu wyglądał, jak ten znak, którego używam, by ją przyzwać. Zjawiła się akurat w momencie, gdy padły na ziemie wszystkie. Zabrałem ogień, a uzdrowicielka mogła robić swoje. Najpierw zajęła się rannymi stworzeniami, później chłopakiem. Gdy reszta ciał się spaliła, przysłała ona sprzątaczy, a portal się otworzył, by nas zabrać na jej bezpieczny teren.
***
Brałem kąpiel, gdyż tutaj wszyscy są, kąpią tuż przy albo pod wodospadem, a gdzie indziej zdobywają wodę pitną. Nie byłem tu sam, znajdowały się tu także inne rasy. Pracowały, zdrowiały, albo też mieszkały. Teren Horaizon jest rozległy, nikt nieproszony nie ma wstępu. Powinienem odwiedzić Nikolaia, ale był pod dobrą opieką, a nie chciałem spotkać jej. Nasz kontakt ni był najlepszy, lepiej było, gdy się unikamy, chyba że sytuacja wymaga współpracy. Wówczas oboje mamy z tego zysk. Jeden z uczniów uzdrowicielki, przyszła po mnie.
Wstałem, wytarłem się i ubrałem. Westchnąłem, nie do końca wiedziałem, po mnie szukają, ale to zapewne jest coś warte i męczące. Może też to być coś lekkiego i dziwnego. Nigdy tak naprawdę nie wiesz co, się szykuje. To może być wszystko, nawet chce sprawdzić jak tam moje zdrowie czy będę mógł używać trzech mocy na raz. Co jest raczej wątpliwe, ale to zawsze coś użyteczne.
***
Horaizon sprawdzała, jak się czują mantikory. Stałem w odległości od niej, jak i od stworzeń, gdyż tak jest lepiej dla mnie i dla nich. Nigdy nie będę dogadywać się z nią ani ona ze mną. Nie wiem też, po co chciała mnie widzieć. Akurat, gdy zaczęła się do mnie zbliżać, zobaczyłem Nikolaia, był w towarzystwie jakiegoś stworzenia. Najwyraźniej rozmawiali o czymś.
- Hyo, zawrzyjmy rozejm. Musisz mi pomóc. - powiedziała dziewczyna.
- Jak mam ci pomóc? Zawrzyjmy rozejm. - spytałem, zerkałem na chłopaka, który się zbliżał.
- Od jakiegoś tygodnia stworzenia polują na siebie. Przed tym jednak słyszą jakiś sygnał, wówczas ich instynkt się budzi i polują na siebie. Podobnie było z Ghulami. Tamte ciała już tam były, nie wiadomo skąd się wzięły. Jednakże od jakiegoś czasu pojawiają się dziwne incydenty w mieście, jak i poza nim. - wyjaśniła.
- I jak ja mam ci niby w tym pomóc. - rzekłem, wzruszając ramionami.
- Pomóż mi to rozgryźć, co to za sygnał oraz uratować te stworzenia. Będę ci dłużna. - skończyła, w momencie, w którym Nikolai dołączył do nas. Spojrzał i uśmiechnął się, choć wydawał się dziwnie radosny, mogło to nie zaniepokoić, jednakże zapewne słyszał kilka ostatnich słów Horaizon.
- Nikolai to Horaizon. Horaizon to Nikolai. - przedstawiłem ich sobie.
- Miło mi Nikolai. Dziękuje, że pomogłeś mantikorom, uratowałeś je. - powiedziała i podała dłoń.
- Mnie także miło cię poznać Horaizon. - najwyraźniej polubili się, bo ujął jej dłoń.
- Dobra skoro już się znacie to Horaizon, przejdźmy do interesów. - powiedziałem.
- Chodźmy za ten do wyroczni. - powiedziała. Gdy ruszyła przodem, dołączyłem do niej, najróżniejsze stworzenia towarzyszy nam przez kawałek drogi.

Nikolai?

środa, 12 maja 2021

Od Nikolai cd. Hyo

Moje oczy zatrzymały się na widoku okropieństwa przed nami. Trawa wokół ciał była już poplamiona na czerwono. Niektóre oczy trupów były na wpół jasne, zupełnie nieruchome. Ich usta były niebieskie, skóra szara, oczy matowe z eksplodującymi źrenicami. Ghoule były zbyt zajęte, by nas jeszcze zauważyć, ale najprawdopodobniej była to kwestia czasu. Rozdzierały martwe ciała jak kawałki papieru, ucztując jakby to był ostatni dzień na ziemi. Nawet jak na wampira, ten obraz był dość przerażający.  
Poczułem klepnięcie w ramię, przyciągając moją uwagę. Hyo podał mi srebrny sztylet. Wziąłem go, patrząc na chłopaka w poszukiwaniu wyjaśnień. Przybył tu przygotowany do walki.
- Posłuchaj, zajmę się tymi ghulami. W międzyczasie ty zajmij się mantikorami, są ranne. - spojrzał na mnie, szukając znaku, że rozumiem, co powiedział. Skinąłem głową na potwierdzenie. Wiedziałem, że Hyo jest silny, prawdopodobnie po prostu plątał bym się mu pod nogami. Nie wiedziałem, dlaczego nie prosił nikogo silniejszego, aby poszedł zamiast mnie. Ale to nie był czas na zastanawianie się, ponieważ pisk dotarł do naszych uszu. Jeden z ghuli podszedł bliżej i zauważył, że stoimy za drzewami.
Chłopak obok mnie w mgnieniu oka rzucił zaklęcie, które rozjaśniło całe miejsce. Szybko zasłoniłem oczy przed oślepiającym światłem. Gdy wszystkie potwory rzuciły się na niego, zaczął z nimi walczyć jeden po drugim, rzucając zaklęcia ognia i światła. Jeśli któryś z nich podszedł zbyt blisko, zobaczyłem, jak ściął ich srebrnym sztyletem. Nie wyglądało na to, że miał żadnych problemów, więc odwróciłem wzrok, aby skupić się na własnym zadaniu.
Ostrożnie zacząłem iść w kierunku dwóch bestii. Byłe wyraźnie ranne i zmęczone, leżące na boku kilka metrów od ciał. Nie było dla mnie jasne, kto zabił tych ludzi, ponieważ oba gatunki były do tego zdolne. Dla mnie głowa lwa i ich ostry ogon wyglądały onieśmielająco. Wciąż skakałem wzrokiem pomiędzy jadowitym ogonem a głową stworzenia. Nie byłem pewien, jak zwierzę nie zareaguje, gdy zauważy, że się zbliżam. Robiąc powolne kroki, podniosłem ręce, jakbym był gotów wygładzić powietrze. Gdy mantikora zauważyła mnie, zaniepokojona podniosła głowę. Poruszyłem lekko ramionami, starając się zapewnić, że nie jestem ghulem i że chcę pomóc. Monstrum nie wydawało się do końca dzikie, prawie tak, jak wcześniej miał kontakt z ludźmi. Podchodząc bliżej, uklęknąłem przed miejscem, które wyglądało na ranne. Przejechałem palcami po skrzydłach jak u nietoperza, które zasłaniało ranę przed moim wzrokiem. Czułem, jak drży, kiedy przesunąłem kończynę na prawo. Rana wyglądała na dość głęboką, przecinając cały bok, jakby coś chwyciło i prześlizgnęło się pazurami. Odgłosy za mną sprawiały, że nie mogłem się odwrócić i nie patrzeć, ale najpierw musiałem coś zrobić z krwawieniem, nie wyglądało to dobrze. Użyłem krwi wokół rany i więcej z wilgotnej ziemi, aby zamrozić krwawienie. Nie była to najlepsza ani przyjemna rzecz, ale nic innego nie mogłem zrobić. Nie miałem żadnych uzdrawiających mocy ani zaklęć, ani bandaży lub materiału na tyle dużego, by owinąć wokół mantikory. Ale przynajmniej teraz nie powinna już tracić krwi. Musiałoby to wystarczyć, dopóki ktoś inny ich nie obejrzy.
Po dwukrotnym sprawdzeniu, czy nie ma przecieków również i na innych ranach, nadszedł czas, aby przejść do drugiej zranionej. Ale zanim wstałem, coś przykuło moją uwagę. Usłyszałem ruchy tuż za sobą, po których nastąpił ostry pisk. Odruchowo odskoczyłem na bok. Jeden z ghuli musiał mnie zauważyć i dlatego zdecydował się rzucić na mnie. Chyba nie podobał mu się pomysł, żebym pomagał jego ofierze. Ghul nie miał świadomości, że jego ofiara żyje, tylko że chce ją pożreć. Nie żeby przede wszystkim miało to dla nich jakiegokolwiek znaczenia. Skacząc do przodu,, ręka chwyciła moją na sekundę, zdrapując ją z uchwytu. Była zimna, tak zimna aż prawie bez bicia pulsu. Ale dało mi to czas, żeby uderzyć go sztyletem, którego trzymałem w drugiej ręce. Wycelowałem w jego szyję, przecinając go. Zaryczał z bólu, powoli puszczając mnie. Ale to nie wystarczyło, żeby zabić. Tym razem byłem za szybki, żeby mnie ponownie złapać. Ale gdyby tak było, wiedziałem, że byłbym rozszarpany. Szybko chwytając sztylet, który spadł na ziemię, ponownie wycelowałem w szyję. Tym razem wystarczyło, by mój wróg upadł na ziemię. Nie czekając na nic innego, przeniosłem się w stronę drugiego zwierzęcia.
Po jakimś czasie odgłosy walki ustały. Spojrzałem na Hyo, który szedł w kierunku mnie i bestii. Wszystkie ghule leżały nieruchomo na ziemi. Uśmiechnęłam się pewny siebie, gotowy coś powiedzieć, ale zamiast tego poczułem uderzenie w tył głowy. Złapałem miejsce, które bolało, wydając cichy jęk. Byłem gotowy, by go zbesztać za zrobienie tego, ale słowa zamarły w moich ustach, gdy po raz kolejny usłyszałem krzyki. Z niepokojem spojrzałem na chłopaka, który już był czujny i rozglądał się dookoła. Za drzewami zaczęło się pojawiać kilka nowych ghouli, najprawdopodobniej wabił ich tu zapach ciał.


Hyo?

wtorek, 11 maja 2021

Od Hyo cd Nikolai [+18]

Obserwowałem sobie świat przez okno. Jednakże to była jedynie ściema. Wzrokiem skierowanym na miejsce, w którym możliwe, że znajdzie się coś, czego, bym mógł nie zobaczyć wcześniej. Ktoś poinformował mnie, że kilka kilometrów dalej znajdują się ciała, oraz kłopoty, które lepiej jest omijać. Dlaczego ja tam chce iść? To proste, po to, by sprawdzić, co to za ciała i najpewniej wpakować się przypadkowo w kłopoty. Taki dzień bez kłopotów i nudny jak cholera, jak można tak żyć. Odetchnąłem i spojrzałem na chłopaka obok. Smacznie sobie spał. Uśmiechnąłem się i delikatnie i bezszelestnie ułożyłem go brzuchem na biurko jakiegoś ucznia. Ściągnąłem mu spodnie i swoje, by mieć piękny czysty dostęp do wejścia chłopaka. Bez nawilżacza ani pomocnych żeli, wszedłem w niego, może trochę za brutalnie. Jednakże Niko to taki osobnik, który idealnie nadaje się na seks zabawkę. Ruszając biodrami, penetrując jego wnętrze, zacząłem dawać mu klapsy.Najwyraźniej chłopak jęknął oraz obudził się nieco wystraszony. Chciał się ruszyć, dlatego też będąc cały czas w nim, oparłem chłopaka o otwarte okno. By mógł patrzeć oraz skoro tak mi się daje tak się posuwać, w każdym dowolnym miejscu, to jest oznaka, że akceptuje bycie zabawką.
***
Powtórzyliśmy naszą słodką erotyczną zabawę kilka razy. W końcu jednak znudziło mi się to miejsce, dlatego też zaciągnę go do łazienki, akurat niektóre klasy mają jeszcze zajęcia, więc będzie miło niebezpiecznie i trzeba będzie być cicho, by nie zostać przyłapany. Chociaż gdy kilka razy z dziewczyną mnie przyłapali, no to na kolanach, albo w innych pozycjach też korzystali na tym. Wówczas nie było przyłapania, tylko zbiorowa orgia. Na takie wspominki zawsze warto spróbować.
- Wpadnij do męskiej łazienki na kolejnej przerwie. - powiedziałem i cmoknąłem chłopaka w policzek, szczypiąc jego tyłek. Zostawiłem go, by mógł się ogarnąć. Nie pomogę, najwyżej znowu bym go przeleciał. Dlatego też wróciłem do swojego pokoju, z jedną z dziewczyn. Skierowaliśmy się do mojej pokojowej łazienki, chcieliśmy wziąć razem prysznic i nie tylko to. Ma fajne dużo cycki, a przy najmniejszym dotyku jest wilgotna, więc taka słodka lalka, jest świetna do długiego i mocno brutalnego baraszkowania. Im jest mokra, bym szybciej i głębiej wchodzi, oraz jest to swego rodzaju też rozlegająca się rozkosz.
***
Dziewczyna poszła, a ja musiałem się przygotować. Zanim wyszedłem z pokoju. Pod drzwiami dojrzałem jakąś kopertę. Podniosłem ją, by sprawdzić, co się kryje w środku. Moje informacje zostały potwierdzone. Dlatego też udałem się do męskiego kibla na szybki numerek, po którym wybierzemy się, by narobić sobie kłopotów.
W łazience natknąłem się na Niko, najwyraźniej gryzł się z tym, czy nie wyjść, jednakże nie było na to czas. Miałem chęć go przelecieć, znowu i, znowu i tak milion razy. Takiego króliczka, nigdy nie ma się dosyć.
Dlatego też seks z nim się ciągnął, aż ktoś przyszedł, a Niko musiał być cicho, gdy był ostro i nieco brutalnie rżnięty. Im szybsze i okrężne ruchy, które doprowadzały chłopaka do głosu, który musiał być zagłuszony, przez jego i moją rękę, by nie zostać przyłapanym na gorącym uczynku. Dopiero może po dwóch godzinach, spojrzałem na chłopaka, był wykończony i ledwo oddychał. Mogłem troszkę przesadzić. Zbyt się zapędziłem. Dlatego też odsunąłem się i ogarnąłem. Wyszedłem z kabiny i zamknąłem łazienkę, w której byliśmy, wystawiając przed nią "Nieczynne". Może to pomoże chociaż trochę. Odkręciłem wodę i zamoczyłem dłonie, by wilgotnymi dłońmi, przejechać po włosach, roztargały się, przez przyjemności, które miałem z chłopakiem. Wyjąłem z torby dwie fiolki z krwią, jedną sam wypiłem, a drugą zaniosłem Niko, by ją wypił. Postawi go to na nogi, dlatego też wlałem w niego krew. Musiałem chwilę poczekać i pomóc mu się ogarnąć, jednakże musiałem też trzymać się z oddali, gdyż ponownie bym się na niego rzucił, by przelecieć chłopaka. Jego osoba, jest jak seks maskotka, którą chcesz jedynie pukać i pukać.
***
Byliśmy w drodze do lasu, musiałem, sprawdzić to, co się tam znajduje. Droga zeszła nam w ciszy, byłem kilka kroków przed chłopakiem. Zatrzymałem się, jednak tym samym też chwyciłem chłopaka, by się nie ujawnił zbyt szybko.
Były dwa stosy ciał. Ghule robiły coś z ciałami. Jednakże nie one były tu najważniejsze. Mantikorę były dwie, które z boku najwyraźniej ranne. Trzeba je uwolnić, ale jednocześnie Ghule mogą sprawić problemy. Niko, jest słaby, nie poradzi sobie z nimi, dlatego też mógłby uwolnić te większe stworzenia, a w tym czasie ja wezmę się, wpakuje w kłopoty z Ghulami.. Na pewno zaatakują. Dobrze, że jestem wyposażony w srebrne sztylety, moc ognia oraz światła. Przygotowałem się do walki z nimi. Poza tym te ciała trzeba się ich inaczej pozbyć. Bądź też może uda się, je wykorzystać.

Nikolai?

piątek, 7 maja 2021

Od Nikolai cd. Hyo [+18]

Próbując oddychać przez nos, poczułem jak łzy zebrały się wokół kącików moich oczu od dławienia. Wędrując wzrokiem do twarzy Hyo, nawiązując kontakt wzrokowy. Jego ruchy wciąż są szorstkie, poruszając moją głową w gwałtowny sposób. Uścisk na moich włosach był nadal silny, nieustannie je ciągnął. Po cichu żałowałem, że wcześniej byłem taki bezczelny, ale nigdy nie mógłbym się do tego przyznać. Jego biodra zaciekle unosiły się w górę, próbując przyciągnąć moją twarz jeszcze bliżej. Wkrótce poczułem, jak coś wlewa mi się do gardła, niewielka ilość rozprysnęła się na mojej twarzy gdy wysunął się z moich ust. Wciąż patrząc na jego twarz, przełknąłem zawartość, która była w moich ustach. Mając szansę na ponowne swobodne oddychanie, wziąłem kilka głębokich oddechów. Byłem zbyt zdyszany, by rzucić złośliwy komentarz. Ze względu na miejsce, w którym byliśmy i innych ludzi, którzy nie byli tak daleko, czułem skrępowanie, ale też adrenalinę. Chcąc zrobić więcej, wstałem i przycisnąłem się do niego. Jednak chłopak wyglądał, jakby chciał mnie zostawić w spokoju. Zanim mogłem ponownie spróbować go podenerwować, usłyszeliśmy zbliżające się kroki na miękkiej ziemi.
Odsuwając się od niego, ogarnęliśmy się w miarę, ciepło na mojej twarzy zniknęło i pozostała tylko nieśmiałość. Kiedy osoba trzecia tam dotarła, podeszła do Hyo i zaczęła go o coś pytać, wyraźnie nie zauważając niczego dziwnego w ciemności. Ale nie przejmowałem się zbytnio, żeby słuchać. Ponieważ byli zajęci, odwróciłem się i powoli wyszedłem z miejsca, wracając do akademika. Zanim przybyłem na miejsce, ptaki powoli się budziły, a na horyzoncie czerwone i pomarańczowe barwy powoli malowały się na niebie.
*** 
Nie mając zbyt wiele czasu na odpoczynek z wyjątkiem krótkiej drzemki, wszedłem do mojej pierwszej klasy w tym dniu. Czując się wyczerpany, chodząc w różne rzeczy, jak ćma uderzająca o żarówkę. I tak nie byłam pewny, dlaczego zawracałem sobie głowę uczęszczaniem do nich, ani razu w roku szkolnym nie starałem się być przyzwoitym uczniem. Moje nogi musiały automatycznie zabrać się tutaj. Wstałem z biurka, po tym wycofałem się z pomieszczenia bez namysłu. Przybywając na zewnątrz, siadłem pod jednym z okien. Był to dzień, w którym nawet piórko spadłoby bez dryfowania w jedną lub drugą stronę. Trawa była prosta i cicha, liście zwisały bardziej, jakby zostały tam pomalowane. Gdyby ktoś był w stanie poczuć bicie skrzydeł ptaków, to byłaby jedyna bryza. Podwórko było całkowicie nieruchome. Zacząłem się zastanawiać, czy Hyo też wrócił do miejsca, w którym mieszkał, i czy również nie uczęszczał na jego wykłady.
Moja głowa zaparła, jak wtedy, gdy alkohol by zabrał mnie w zapomnienie, ale ani kropli nie wypiłem. Czułem się tak, jakby każda rzęsa ważyła więcej niż powinna, a grawitacja została zwiększona dziesięciokrotnie. Po chwili opadłem na bok i kładę się na brudnej ziemi, sprawdzając mózg, zapadając w natychmiastowy sen.
Światło południa oświetlało moje powoli otwierające się oczy i podniosłem ręce, by ich strzec. Wiele części mojego ciała były ciężkie od ramion po stopy. Przeciągnąłem się, zauważając, że okno, pod którym byłem, teraz otwarte gościło postać. Hyo z opartymi łokciami na parapecie, patrząc na mnie. Jego twarz również wyglądała na nieco zmęczoną. Po prostym powitaniu wstałem z ziemi. Z umysłem wciąż bardziej w świecie snów, odwróciłem się i zwinnie uderzyłem czołem o jego ramię, bez wkładania w to żadnej siły. 
- Nie ugryzę cię. - zapewniłem go szeptem, znowu zamykając oczy, które nadal nie zostały przystosowane do jasności na zewnątrz.

Hyo?

wtorek, 4 maja 2021

Od Hyo cd Nikolai [+18]

Westchnąłem ciężko, po czym wsunąłem dłoń pod bluzę chłopaka. Syknął, gdy najechałem na obolałe miejsca, naprawdę wolno się goi. Niby mogę mu pomóc, ale w sumie też mógłby go ponownie przelecieć. Kusiło mnie to.- Jeśli będziesz grzeczny, dostaniesz nagrodę. Jeśli wręcz przeciwnie otrzymasz karę. - powiedziałem. Nie dając mu zacząć, nie puszczając go, zwróciłem się do zakapturzonej postaci, o jedną z fiolek. Jej barwa była błękitna. Na takie wampiry działa tak samo, ale odczuwają delikatny ból podczas gojenia. Może być naprawdę ciężko. Dlatego też reszta wróciła do kręgu, by wszystko przyszykować, a ja wróciłem wzrokiem do chłopaka. - Słyszałeś o błękitnej krwi? - zadałem pytanie chłopakowi.
- Jak byłem w domu, to coś obiło mi się o uszy. Jednak nie interesowałem się tym, więc niewiele wiem. - odpowiedział na moje pytanie. Jego oczy wpatrywały się we fiolkę, gdy ją odkryłem, przysunąłem do jego ust. Zrobiłem to szybko, a mianowicie przytrzymałem go i wlałem w niego zawartość fiolki. Niby mogłem też powoli, wówczas mniej bólu, by poczuł, ale wówczas nie dostałby nauczki. Chociaż to jak zaczął się, zwijać z bólu, podnieciło mnie. Złapał mnie, spojrzał na mnie z dołu. Jego twarz krzywiła się z bólu. Kucnąłem i przyglądałem się mu.
Westchnąłem i pomogłem mu wstać, przyciskając jego plecy do drzewa. Moja noga utkwiła między nogami Nikolaia. Naciskałem na jego krocze. Bolało go, ale też poczułem, jak zaciska dłonie na moich plecach. Słyszałem ciche błagania do ucha. Cholera, nie mogłem się powstrzymać, dlatego też ściągnąłem jego spodnie, by perfidnie wejść w niego. Z jednej strony ból, a drugiej przyjemność. Skoro już i tak raz go przeleciałem, to ponownie mogę. Pilnowałem, by mnie nie ugryzł. Odwróciłem go do siebie tyłem, by móc mocniej pchać. To była przyjemność, go posuwać w lesie, gdzie nieopodal są znajomi. Nie był cicho, dlatego też jeszcze bardziej mi to odpowiadało.
***
Przeleciałem go i zostawiłem, by sam się ogarnął. Jakieś chusteczki mu rzuciłem. Ach chciałem kolejną rundkę, ale nie było teraz na to czasu. Był zbyt zapełniony oraz zrobiłem to, by zapomniał o bólu. Takie zajęcie. Ubrałem się i wróciłem do reszty, by zrobić, to mieliśmy na początku w planie, zanim zostało nam przerwane.
Przygotowanie wszystkiego oraz samemu się przygotować do tego, co mamy zamiar zrobić, było trudne oraz trochę niebezpieczne. Musieliśmy być gotowi. Każdy z nas w końcu po godzinie przygotować stanęliśmy w wybranych miejscach. Skupiliśmy się, ćwiczyliśmy to, by wezwać kogoś. Postać w kapturze to działo się dla tej istoty. Lokatorzy sobie pomagają, dlatego też i jemu należało pomóc, skoro już tu się znaleźliśmy i zostaliśmy poproszeni. Kopuła była rozstawiona, gdyby coś poszło nie tak, jak chcieliśmy. Nie wydostanie się, chyba że nas pozabija, a to będzie trudne.
Każde z nas miało specjalną broń przyszykowaną, gdyby coś poszło nie tak. Jednakże miałem nadzieje, że tak się nie stanie. Chciałem, pomóc lokatorowi, a im więcej energii w to się wkładało, tym bardziej czuć było ból. Jakby coś cię rozrywało od środka.
***
Udało się, jednak to było trudne i wolę tego nie powtarzać. Musiałem wyciągnąć fiolkę i wypić trochę błękitnej krwi, by moje ciało się szybciej zregenerowało. Tak było wygodniej dla mnie, zresztą każde z nas miało swój sposób na radzenie sobie z czymś tak ciężkim. To zresztą nie był pierwszy raz.
- Niech to będzie ostatni raz. - warknąłem. Reszta zgodziła się ze mną. Odetchnąłem sobie i ruszyłem, by zobaczyć jak tam Nikolai. Jednakże spotkałem go, z tym dziwnym uśmieszkiem.
- Może jednak lepiej będzie cię jeszcze pomęczyć. - mruknął i nachylił się do mnie Niko. Czy on próbował dobrać się do mojej krwi? Dostał przecież.
- Czyżbyś, aż tak chciał, bym cię, że szmacił.? - prychnąłem i złapałem za jego włosy, pociągnąłem go, by się ruszył.
- Ciągnij mocniej. - zaśmiał się Nikolai. Co on starał się tym udowodnić? Poważnie, chciałem jedynie odpocząć, ale zaczął mnie już irytować.
- Twoja kara nadchodzi. - warknąłem. Trzymając za jego włosy, zmusiłem, by klęknął. Oczywiście się sprzeciwiał, dlatego też użyłem więcej siły. W końcu klęknął. Uśmiechnąłem się, pokazując kły i patrzyłem na niego z góry. Musiałem się wyżyć na nim, skoro już i tak klęknął to czas się zabawić.
- Otwieraj usta. - warknąłem. Nie słucha się, nie mam czasu na takie zagrywki. Wyciągnąłem swój sprzęt i zmusiłem go, by otworzył usta. Jego kły wbijały mi się w palce, przez co uderzyłem w policzek. Najwyraźniej to go zabolało, bo w końcu udało się, by otworzył usta. Nie dałem mu nic powiedzieć, wepchnąłem mu do ust, swój sprzęt, by mógł się zadławić, oraz bym miał swego rodzaju przyjemność. Niech porusza główką, zobaczymy, jak długo wytrzyma. Starał się wyrwać, dlatego też trzymałem jego głowę i nią zacząłem poruszać, opierając się o drzewo. Uśmiechałem się i przygryzłem wargę. Gdyż mimo złości, lubię, gdy biorą go do ust. Lubię patrzeć na nich z góry, słyszeć jak się dławią. Jak próbują wyrwać oraz jak zaczyna się zabawa. Często tej części mnie nie mogłem zatrzymać, gdyż taki już byłem i nie chciałem się zmienić.

Nikolai?

Od Nikolai cd. Hyo

Po tym, jak Hyo nagle odszedł podobnie jak się pojawił, poczułem się lekko zirytowany. Wciąż oparty o tę samą ścianę, wróciłem myślami do rzeczy, które powiedział o mojej słabości. Uznałem tą część za dość komiczną. Słysząc te słowa, przypomniało mi się o mojej drogiej matce. Prawie tak, jakby wyjął słowa z jej ust. Moja matka również wielokrotnie opisywała mnie jako złośliwym. Pomyślałem, że któregoś dnia po prostu wyrównam niedolę. Jeśli coś mnie nieszczęśli, czuje, że mam prawo przynosić innym co najmniej równe miary złośliwości i żartów. Nigdy nie obchodziło mnie, co myślą o mnie inni, ani co mieli o mnie do powiedzenia. Ale w ten sposób, miałem wrażenie jak się ze mną bawił co bardziej mnie irytowało, ale też zaciekawiło mnie, co właściwie ode mnie oczekuje. Do tej pory od spotkania się dzisiaj rano, uprawiania seksu, do uciekania po pomaganiu i obrażaniu mnie. Otulając policzek przyziębioną ręką, zacząłem powoli wracać na noc do swojego pokoju.
Następny dzień był dość nudny i nic niezwykłego się nie działo, spędziłem go włócząc się bez celu po okolicy aż o zmierzchu znalazłem się w pobliżu miasta. Ulice były mariażem dźwięków, od rynkówi na drogach po paplaninę. Odgłosy ulicy to dobre serce miasta. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że wśród tłumów widzę znajomą twarz. I bez namysłu starałem się nadążyć. Moje oczy utkwiły na ciemnowłosym chłopaku daleko przede mną, i  nie zauważyłem, jak ktoś wyszedł z alejki i wpadł prosto na mnie. Potykając się, byłem zmuszony odwrócić wzrok. Szybko pomogłem nieznajomemu wstać, moja głowa znów szukająca swojego celu. Ale nigdzie nie można go było znaleźć w morzu ludzi. Pokonany zacząłem znowu wędrować po okolicy, ale powoli opuszczając zatłoczone tereny.  
Zanim się zorientowałem, zapadła już noc. Była hymnem do spokojnej sceny w świetle gwiazd. Właśnie miałem wracać z powrotem, kiedy niespokojne chodzenie zabrało mnie na staro wyglądający teren. Właściwie nie pamiętałem, kiedy i dlaczego zdecydowałem się wejść głębiej w to miejsce, ale moje nogi znów prowadziły. Z krokami cichymi jak złodzieja, zacząłem eksplorować. Miejsce było spokojne, dopóki nie usłyszałem odgłosów dochodzących z prawej strony mnie. Spięłem się i od razu spojrzałem na źródło tych dźwięków. Ale jeszcze nikogo nie było w zasięgu wzroku. Zbliżające się kroki miały mokry odgłos kogoś tupiącym na trawie. Ktoś, kto nauczył się chodzić cicho, polegając na mchu i liściach, które tłumiły ich kroczenie. Gdy chodzenie stało się coraz  głośniejsze, moje oczy napotkały ciekawie wyglądającą sylwetkę. 
Bez ostrzeżenia ta sama osoba rzuciła się prosto na mnie. Nie mając czasu na reakcję, starałem się ich odepchnąć, bezmyślnie próbując znaleźć źródło wody, którego bym użył. Słyszałem, jak wydali zdziwiony dźwięk, być może spodziewając się, że będę kimś lub czymś innym.
- Kim jesteś? -  usłyszałem ochrypły głos. Ale bez odpuszczania uścisku na mnie.  
- Właściwie, jeśli mi pozwolisz, mogę po prostu się odwrócić i odejść. - powiedziałem pół żartem. Mogłem powoli poczuć poprzednie rany, które jeszcze nie zagoiły się w pełni, co spowodowało, że osłabiłem moją obronę przed ich atakiem. Uderzenie w już uszkodzone żebro sprawiło, że zakrztusiłem się krwią. Bez pomijania rytmu i ignorowania bólu, powstrzymałem trochę czerwonej cieczy przed upadkiem na ziemię i zamroziłem.
Utknąłem z dziwnym nieznajomym, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Po paru chwilach usłyszałem więcej zbliżających się kroków. Świetnie, jest ich więcej. Ale jak się okazało, ta twarz która mi się ukazała nie była już całkiem nowa. Byłem zaskoczony widząc tam Hyo, a jego wyraz twarzy odzwierciedlał mój. Patrzyłem, jak jego twarz zmieniła się z oszołomienia w grymas.
- Będę przeklęty, dwa razy w ciągu dwudziestu czterech godzin. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt?na twarzy zawitał mi uśmiech. Pomachałem i spróbowałem się odwrócić i wyjść, nie chcąc tam zostawać. Jednak pchnął mnie na jedno z pobliskich drzew, nie pozwalając mi odejść. 
- Brakuje mi słów, ponieważ nie jestem pewien, jak, do diabła, zawsze kończysz wokół mnie. - w podświadomym geście obrzydzenia zmarszczył nos i odchylił głowę do tyłu. - Dlaczego tu jesteś, mów. Wykonałem uspokajający gest obiema rękami, jakby wygładzając powietrze. 
- Ej ej, dlaczego taki zły? Mimo bycia słabym i nie tak dobry w byciu wampirem jak ty, a nawet jeśli niektóre rzeczy są poza moją kontrolą, w końcu osiągnę pewien poziom siły, ale! - powiedziałem, wskazując palcem w twarz Hyo - Nie muszę ci mówić, jak się tu dostałem ani dlaczego. - jego uścisk stał się trochę mocniejszy i wyglądał na gotowego do besztania mnie. Wyglądał jakby płonął gorącymi słowami i brakiem współczucia. Jak na ironię, chociaż temperament to ogień, akt ten może wyrządzić więcej szkód niż ten jego bezemocjonalny ton z lodu.
Ale wyglądało na to, że albo nie miał czasu, ani chęci, żeby teraz próbować ze mną kłócić.
- Ca ja mam z tobą zrobić teraz, jesteśmy zajęci. - jedną ręką gwałtownie przejechał po twarzy.
- Jestem pewien, że to rozgryziesz, mądry chłopcze ty. A skoro tu jestem, potrzebujesz kolejnej pary oczu, cokolwiek tutaj robisz?
 
Hyo?
 

niedziela, 2 maja 2021

Od Hyo cd Nikolai

- Powinieneś zacząć się goić. Powinieneś stać się silniejszy. Gdybym się nie pojawił, pewnie już byś ledwo żył, albo był pokarmem dla tego stworzenia. - przeciągnąłem się i wstałem z wygodnie lodowatego tronu. Lód zmienił się w parę i znikł, jakby nigdy nic tu nie było. Użyłem szybkości, by znaleźć się tuż przed nim. Dotknąłem dłonią jego brzucha, zasyczał. - Słaby jesteś. Wypiłeś tyle krwi i dalej nic to nie dało. - prychnąłem i wywróciłem oczami. Może nieco za chamsko. Jednakże nie ma co być zbyt słabym i miłym. To nic nie da, nie pomoże mu.- Przecież się regeneruje wolniej, ale jednak. Ty nie masz takiego problemy. - prychnął i fuknął zły. Coś jeszcze gadał pod nosem. Wywróciłem oczami, po czym pogłaskałem go po głowie. Przycisnąłem go do drzewa, po czym przeleciałem po jego ciele wzrokiem. Zabawy nigdy dość, ale nawet gdy jest obolały, to czerpię z tego czysta rozkosz.
- Skoro już tu jesteś, to może trochę się zabawimy, zapomnisz o bólu. - mruknąłem, będąc wargami tuż przy jego uchu. Przejechałem po nim językiem i przygryzłem nie za mocno.
- Jeśli chcesz, w takim miejscu to proszę bardzo. - jego słowa zburzyły mi nastrój. Choć chęć przelecenia go tutaj w tak odkrytym miejscu, w którym zapewne dłużej, by się goił. Mogłem też go zdominować i rozkazać, robić co ja chce. Nogą nacisnąłem na krocze chłopaka, zahaczyłem palcami o jego sutek, mocno go ściskając i wykręcając.
- Nie przelecę cię tu i teraz. Choć fajnie by było. Nie zasłużyłeś sobie. - mruknąłem, gdyż wiedziałem, że będę musiał spotkać się z kimś, by się zabawić. Fuknąłem i puściłem chłopaka, lekko zdyszany i ciężki oddech, powodował zadowolenie u mnie. Dlatego też bez żadnego pożegnania, używając szybkości wampira, zniknąłem stamtąd.
Obrałem sobie za cel, jeden z dobrze znajomych mi miejsc, mogę sobie wybrać ciekawe towarzystwo. Nawet jeśli to jedynie szybki numerek, to i tak to lepsze niż bawić się sam. Zjawił się blond włosy chłopak, buntowniczy, ale jednocześnie lubi zabawy, z których zapewne nie jest dumny. Poprosiłem o niego, choć jakaś dziewczyna próbowała mnie poderwać. Takie marne filtry, mnie nie interesują. Jej kształty takie już lepsza jest płaska niż taki wypierdek. Chłopak mnie zauważył, cień uśmiechu pojawił się w jego oczach. Jednakże, by nic nie dać po sobie znać, podszedł i delikatnie odepchnął marną imitację dziewczyny do przelecenia. No niby można jej dać nauczkę, dlatego też zabrałem ją i chłopaka.
***
Gdy dziewczyna była związana i wyglądała jak posłuszny zużyty pies, mogłem wówczas się skupić na chłopaku, który był dużo ciekawszy niż tamta. Dostała nauczkę, ale to i tak mało. Tak długo, jak się nie nauczy, tak długo będzie prostą panną do zaliczenia. Zresztą może też, gdy się ją rozdziewiczyło biedna, chociaż to było zachwycające i podnieciło mnie jedynie.
Tak naprawdę nie obchodziło mnie, gdzie jestem i z kim. Nie miałem ochoty wychodzić z łóżka i dalej zaliczyć. Gdy każdy będzie, mieć dość to może sobie pójdę.
***
Tak też zleciał mi dzień, jakoś w nocy wyszedłem, by udać się do domu. Dokładniej miałem jedynie zahaczyć o niego. Zatrzymać się może dwie godziny, a potem udać się w miejsce, do którego zmierzałem. W drodze do domu gdzieś mignął mi Nikolai. Jednakże nie miałem teraz jakoś czasu na to, miałem swoje priorytety. Nie mogę wiecznie poświęcać swoim przygodom uwagi, bo będą chciały jej więcej i więcej.
Udałem się do domu, musiałem pozbyć się zapachu, oraz wygodnie sobie odpocząć. Zjadłem także, przebrałem się w wygodniejsze ubrania, gotowy na nocne łowy. Tym razem nie wybierałem się sam, byli ze mną lokatorzy, a dokładniej dwoje z nich, jeszcze jeden miał później dołączyć. Jeden to Sukkub oraz Banshee. Naszym terenem do zatrzymania miał być jakiś stary teren. Już dawno pusty i zniszczony, zawalony czy podpalony. To nie grało różnicy, ważny był powód oraz to, co tu robiliśmy. Nie widziało się nam jakoś, by niezaproszony się tu zjawiał.
Gdy się nas rozproszy wówczas, będzie trzeba zaczynać od nowa, dlatego też nasza tajemnicza czwarta osoba miała się zjawić, by to się udało.

Nikolai?

sobota, 1 maja 2021

Od Nikolai cd. Hyo

Kiedy się obudziłem, na zewnątrz było już ciemno. Ale chęć wstania i wzięcia prysznica była nagląca. Odwinąłem się od koca i leniwie zrobiłem krok w stronę łazienki. Czułem, jak bolą mnie biodra, zauważając świeże i jaskrawe siniaki sprzed kilku godzin. A za nimi moja szyja i ramię. Wskoczyłem pod bieżącą wodę. Po długim prysznicu, wyszedłem z powrotem do pokoju z ręcznikiem na głowie.
Chciałem zaczerpnąć świeżego powietrza, więc zakładając dużą bluzę z kapturem i parę dżinsów, skierowałem się do drzwi. Wychodząc na zewnątrz przez drzwi, stałem nieruchomo przez kilka minut, ciesząc się zmianą temperatury. Spacerując po terenie na zewnątrz budynku, poszedłem dalej w stronę kępy drzew i krzewów. Pozwoliłem swoim myślom błądzić, nie zwracając już uwagi na moje otoczenie.
Kiedy wspomnienia z dnia dzisiejszego wkradły się do mojej głowy, gdzieś w pobliżu usłyszałem trzask. Jak wiadro zimnej wody, które mnie zalało, natychmiast zatrzymałem się. Zacząłem uważnie patrzeć w tamtym kierunku, czekając, aż kogoś zobaczę lub usłyszę więcej odgłosów. Moje oczy były w stanie widzieć wyraźniej w ciemności niż u wiele innych, więc dzięki nim mogłem z łatwością dostrzec każdego, kto mógłby próbować się ukrywać. Ale nie widziałem nikogo między gałęziami. Myśląc, że jednak był to wiatr lub jakieś małe zwierzątko, odwróciłem głowę biorąc krok aby ruszyć dalej. Ale w chwili, gdy chciałem się poruszyć, ponownie usłyszałem ten sam dźwięk, tym wiele razy. Nie zastanawiając się dłużej, odwróciłem się, robiąc kilka pewnych kroków w stronę źródła hałasu, błądząc oczami. Wreszcie zauważyłem pewne ruchy między nieruchomymi obiektami.
- Oi, ty dziwaku. Przestań się chować jak jak mały szczur. - powiedziałem kpiącym tonem, mając nadzieję, że odpowie, albo uda czy mi się nieznajomego zwabić. Jak ze spustu, coś rzuciło się w moją stronę. Cofnąłem się, balansując na lewej stopie. Próbuję wyrzucić pięść, żeby uchronić się przed nagłym atakiem. Ale zanim zdążyłem, nieznajoma postać rzuciła swoją siłę w moją szczękę. Miałem kłopoty.
Teraz odciągnięty z walki przez Hyo, który pojawił się znikąd.
Wciąż nie wiedząc, co się stało, odwróciłem uwagę od jego pytania. Ale ten zimny ton głosu przyprawił mnie o gęsią skórkę. Z podziwem spojrzałem na tron, który zbudował. Pochyliłem głowę do przodu, żeby obejrzeć lód.
- Whoa, nie wiedziałem, że możesz to zrobić. Hej, myślisz, że jeśli dostanę wystarczającą ilość jakiegoś płynu, będę mógł - ale zanim mogłem kontynuować, głos Hyo mnie powstrzymał.
- Nie zmieniaj tematu. - powiedział ostro. Dąsając się trochę, cofnąłem się z powrotem i oparłem o ścianę. Biorąc głębszy oddech, poczułem słaby ból w żebrach.
- Nie wiem, o czym mówisz, po prostu byliśmy w ciągu przyjemnej rozmowy. - spojrzenie, które mi posłał, nie było zadowolone i wyglądało na to, że zamierzał mnie znowu upomnieć. Ale zanim mógł cokolwiek powiedzieć, szybko zacząłem od nowa.
- W porządku, powiem ci. - nie patrząc mu w oczy, odwróciłem głowę i skupiłem wzrok na ciemności nocy. W tym czasie było śmiertelnie cicho, a wokół nie było zbyt wiele światła, przez co miejsce wydawało się opuszczone.
- Cóż, wyglądało to trochę jak jedno ze zwierząt demonów, które mają niektórzy tutaj. Stało się to szybko, więc sam nie jestem pewien. I nie, nie zacząłem tego. Przynajmniej tak mi się wydaje. - wzruszyłem ramionami. Nie uważałem tej sytuacji za poważną. Moja mowa wpędzała mnie w kłopoty wiele razy wcześniej, ale nadal nie skłoniło mnie to do zmiany. A nawet kiedy doskonale zdaje sobie sprawę, że zostanę pobity na miazgę, nigdy nie ugryzę się w język. Rozbawia mnie często, kiedy inni denerwują się tym, co mówię.  Nawet jeśli nie mam na myśli rozpoczęcia walki, większość ludzi czyta to w ten sposób. Poza tym to nie ja skoczyłem nagle na nieznajomą postać.
Wydałem dźwięk z gardła, aby zwrócić jego uwagę.
-Dzięki za wcześniejsze. Gdybyś się nie pokazał, prawdopodobnie dostałbym kilka więcej. - wskazałem na ohydny fioletowo-czarny siniak na moim policzku, który był szczególnie bolesny. Niezależnie od tego, wysłałem mu uśmiech.

Hyo?

Szablon
Pandzika
Kernow