Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucien x Daruma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucien x Daruma. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lipca 2023

Od Darumy CD. Luciena

Jeśli miałbym jakoś nazwać to wszystko, co spotkało mnie do tej pory podczas wyprawy z Lucienem, użyłbym słowa “chaos”. Wszystkie te wydarzenia, które nas spotkały, całkowicie różniły się od mojej codzienności. Przywykłem do spokoju. Dni spędzanych w bibliotece na lekturze, parzeniu herbaty czy po prostu nauce.

poniedziałek, 20 lutego 2023

Od Luciena CD. Darumy

 Muszę przyznać, że była to jedna z nielicznych nocy w ostatnim czasie, gdy zasnąłem, nie zastanawiając się nad problemami wokół. Nie czułem żadnych wyrzutów sumienia, nie czułem potrzeby siedzenia całą noc na dworze by pilnować obozu. Jednak jak każdego, także i mnie w końcu uderzyła rzeczywistość. 

– Lucien, wstawaj – ktoś potrząsnął mnie za ramię, najwyraźniej niezbyt zadowolony, że nie zastał mnie gotowego do rozmowy. – Lucien!

Otworzyłem oczy, widząc wpatrzone we mnie fioletowe tęczówki. Może ktoś mi wyjaśnić co robił w moim namiocie sam Rhysand? Nie odwracając od niego wzroku, wygramoliłem się spod koca i stanąłem na równe nogi. Nigdzie nie wyczuwałem Darumy.

– Wracacie do domu. 

Zamrugałem powoli, nie rozumiejąc o czym mówi. Przecież ewakuowaliśmy cały obóz z powodu jakiejś bestii, a on mi właśnie mówi, że wracamy?

środa, 20 lipca 2022

Od Darumy CD. Luciena

Przenoszenie obozu wojskowego było dla mnie czymś całkowicie nowym. Nigdy wcześniej nie miałem nawet styczności z takim wydarzeniem. W końcu - skąd miałbym taką możliwość? Wychowywałem się na dworze. Moja mama i reszta rodziny raczej nigdy nie interesowali się sprawami militarnymi. Z tego powodu ja również nie zagłębiałem się w podobne tematy. Oczywiście znałem historyczne losy czy wojny z podręczników, których wymagano od nas w Corvine. Nigdy jednak nie doświadczyłem czegoś takiego na własnej skórze. Prawdziwe bitwy, płynący z nich strach i niebezpieczeństwo w niczym nie przypominały szkolnych lekcji. Choć wydawały mi się niewątpliwe przerażające, jednak biła z nich dziwaczna nutka ekscytacji.
Po wykonaniu wielu czynności związanych z rozbijaniem namiotów, przenoszeniem inwentarza czy budowaniu barykad, w końcu zyskaliśmy chwilę na odpoczynek. Może nie zrobiłem nadzwyczaj wiele, ze względu na swoje umiejętności i predyspozycje, ale byłem naprawdę zmęczony.
Przydzielono mi niewielki namiot na samym końcu obozowiska. Było to najbezpieczniejsze miejsce w całym obozie. Doskonale chronione i zabezpieczone przed możliwymi atakami. Znajdował się tam też złożony cały zapas jedzenia oraz broni. W razie niespodziewanego natarcia umożliwiłoby to bezpieczne uzupełnienie niezbędnych rzeczy i chronienie ich przed zniszczeniem.

sobota, 4 czerwca 2022

Od Luciena CD. Darumy

Byłem wykończony. Przeniesienie całego obozu i stworzenie barykad, zajęło nam wiele czasu, ale i zabrało wiele energii. Wiedziałem, że przed atakiem każdy z nas musiał wypocząć, dlatego miałem nadzieję, że stwory dadzą nam chwilę wytchnienia. Przez kilka godzin pomagałem wszystkim otwierać i składać namioty, pozbierałem drewna do ogniska, które zostało rozpalone w środku obozu, na tyle duże, by wokół mogła usiąść część obozu. Nie mogłem jednak znaleźć spokoju, nawet gdy obóz zasnął i wokół zapadła cisza. Czułem od kilku dni, jakbym nie był na swoim miejscu. Czułem się obcy dla siebie i innych, miałem ochotę krzyczeć. Uciec i nigdy nie wrócić. Jednak czułem także, że mam osoby, które kocham i które musiałem chronić. Nie zawsze byłem idealny, ale wiedziałem, że wyrzuty sumienia zjadłyby mnie szybciej niż bestia zaatakowała by ten prowizoryczny obóz. Chciałem wezwać Kasjana i resztę, ale... Czułem, że to nie w porządku. Przez akademię, praktycznie wcale nie przebywałem w domu, a teraz prosiłbym ich jeszcze o pomoc? Byli moją rodziną, a jednak odkąd Rhys wysłał mnie do Corvine, czułem, że się oddalamy. Jeden z cieni owinął się wokół mojego ucha, informując, że wokół nie ma żadnego niebezpieczeństwa.

wtorek, 15 lutego 2022

Od Darumy CD. Luciena

Sprawy w obozie skomplikowały się niedorzecznie mocno. Wszyscy biegali wokoło, szukając rozwiązania ów sytuacji. Chciałem pomóc, jednak z moimi umiejętnościami wojennymi jedynie bym im przeszkadzał. Powróciłem więc do namiotu, czekając na powrót Luciena. 
Minuty dłużyły mi się nieubłaganie. Martwiłem się. Spotkane bestie stanowiły niemały problem dla nas wszystkich. Mieszkańcy obozu będą musieli zmierzyć się z ogromnym problemem. 
Lucien w końcu wrócił. Nie ciągnęliśmy długiej rozmowy. Zabrałem kilka niezbędnych rzeczy i ruszyłem z resztą żołnierzy. Mieli dosyć ważne zadanie do wykonania - odnalezienia leża niepokojących stworzeń. Musieli pierwsi stawić im czoła, inaczej ryzykowaliby kolejnymi atakami w przyszłości. 
- Zastanawialiście się nad powodem, dlaczego te bestie wypełzły akurat teraz? - próbowałem podjąć rozmowę. 
- Może być wiele przyczyn - westchnął Lucien, nie kryjąc irytacji. - Cokolwiek było powodem, musimy go rozwiązać jak najszybciej. 
- W akademii uczą nas o mistycznych stworach różnego typu - powiedziałem po chwili zastanowienia. - Myślę, że bestie, które spotkaliśmy, najpewniej wyszły szukać pożywienia w związku z zimą. Brak jedzenia sprawił, że zaczęły szukać posiłku bliżej obozu. Przynajmniej tak sądzę. 
- Możliwe, że masz rację - przyznał Lucien. - Zbliżamy się do urwisk, bądź ostrożny. Jest ślisko. 
Mówiąc to, chłopak podał mi rękę. Zacząłem ostrożnie stawiać kolejne kroki. Kopyta ślizgały mi się po lodzie. Tylko dzięki oparciu ciemnowłosego młodzieńca udało mi się pokonać całą trasę bez przykrych upadków i innych wypadków. 
Dotarliśmy do niewielkiej kotliny schowanej pomiędzy górami. Tam rozbiliśmy obóz. 
- W tym miejscu łatwiej będzie nam się bronić - wyjaśnił. - Przynajmniej przez noc - dodał po chwili. - Poczekasz na mnie chwilę? 
Przytaknąłem i przysiadłem na ziemi. Byłem zmęczony drogą. Nieśpiesznie się przeciągnąłem oraz szczelniej okryłem płaszczem. Zapowiadała się zimna noc. W takim miejscu promienie słoneczne to najpewniej rzadkość. W związku z tym temperatura na pewno osiągnęła poziom poniżej zera. Przy oddechu z moich ust unosił się zamarznięty dymek powietrza.
Żołnierze rozpoczęli rozkładanie barykad. Woleli zabezpieczyć się z każdej możliwej strony. Przezorny zawsze ubezpieczony. 
Prowizoryczne ogrodzenie powstało bardzo szybko. Naostrzone kije otoczyły wszystkie namioty. Ustawiono również zapalone pochodnie i wyznaczono straże. 
Przyznano mi jedno ze schronień. Było znacznie mniejsze od drewnianej chatki, w której zamieszkałem wcześniej. Nie żałowali mi jednak koców i poduszek. 
Wszedłem do namiotu i oparłem się o stos jaśków. Bolały mnie nogi, chciałem odpocząć. Cały dzień był pełen emocji. Pomimo zmęczenia i wygodnej pozycji nie próbowałem zasnąć. Miałem plan, żeby poczekać na powrót Luciena. 
Chłopak pojawił się jakiś czas później, kiedy noc stała się już ziemna i chłodna. Otaczała nas nieprzenikniona cisza. Spojrzałem na ciemnowłosego. W mroku lśniły jedynie jego oczy. 
- Czy stało się coś nieoczekiwanego? - zapytałem lekko zaspany. 
- Aktualnie jest spokojnie - zapewnił. - Nic ci tutaj nie grozi. 
Uśmiechnąłem się delikatnie. 
- Nie wątpiłem w to ani przez chwilę - zaśmiałem się cicho. - Co planujecie robić dalej? Poczekacie, aż te potwory wyjdą same czy sami spróbujecie je wybawić, aby się ich pozbyć? 
Wypowiadając ostatnie pytania, powróciłem do typowej dla siebie powagi. Sprawa nie cierpiała zwłoki. Żołnierze muszą ją jak najszybciej rozwiązać. Miałem jedynie nadzieje, że obejdzie się bez ofiar.

<Lucien?>

niedziela, 6 lutego 2022

Od Luciena CD. Darumy

 Nigdy nie zdarzyło się by jakiekolwiek stworzenie dało radę dostać się aż do głównego obozu. Najczęściej patrole, które wysyłaliśmy zajmowały się nimi od razu, ale coś czułem, że dawno żaden nie został wysłany. Kadeci trzymali się z tyłu, tak jak nakazali im starsi i bardziej doświadczeni żołnierze. Niektórzy byli bez broni, osłaniając się jedynie tarczami ze swoim syfonów. Kilka kobiet zaprowadziła dzieciaki jak najdalej od istoty, nie mielibyśmy czasu by je bronić i sprawdzać co się z nimi dzieje. 

Mężczyźni zaczęli coraz bardziej zbliżać się do stworzenia, by oddalić je od obozu, jednak gdy tylko zrobili krok w jego stronę, uderzało w ich stronę ogonem, co sprawiało, że cofali się jeszcze bardziej. Odwróciłem się by zobaczyć czy Daruma jednak został tam gdzie miał i gdy się w tym upewniłem, ruszyłem do głównego namiotu, by ze starszymi wojownikami zaplanować co robimy dalej.


~*~


– Skoro już jednego dzisiaj widziałeś, to znaczy, że jest ich więcej – mężczyzna chodził wokół stołu, bacznym wzrokiem obserwując mapę. – Pewnie mają gdzieś ukryte leże, dlatego też nigdy ich nie spotkaliśmy. Ale dlaczego nagle teraz wyszły?

Właśnie to było najważniejsze pytanie. Pewnie w tych górach nie było stworzeń, które mogłyby być ich wrogami. Były uzbrojone, wielkie i zabójczo szybkie. A teraz wydawały się rozszalałe i złe, jakby ktoś wybudził je z długiego snu. 

– Musimy je wybić. Nie chodzi tutaj o zasady przetrwania, jednak nie chcę stąd odchodzić z myślą, że to coś może pojawić się tu w nocy, by coś sobie przekąsić. Musimy przetransportować osoby, które będą wadzić głębiej w góry i zapolować – odwróciłem się w stronę dwóch młodych wojowników stojących przy wejściu do namiotu. – Zabierzcie ze sobą jeszcze sześciu wojowników i znajdźcie jakieś schronienie w górach. Zabierzcie wszystkich, którzy nie będą brać udziału w walce. Wyślijcie także wiadomość księciu. 

Kiwnęli głowami i po sekundzie już ich nie było. Miałem wielki mętlik w głowie, tym bardziej, że nawet tutaj było słychać dźwięki, jakie wydawała kreatura, znajdująca się w naszym obozie. Wiedziałem jednak, że musiałem wyjaśnić Darumie całą sytuację i, że będzie musiał opuścić obóz razem z resztą. Droga do domu nie zajęła mi długo, kilka osób próbowało po drodze coś do mnie zagadać, ale nie zwracałem na nich uwagi. Każdy z nich miał wyznaczone zadania, którymi powinni się zajmować, nie czas był na pogaduszki. Dlatego też tylko warczałem na nich pod nosem, idąc prosto przed siebie. 

Daruma siedział przy palącym się kominku. Podniósł się od razu, gdy tylko usłyszał, że drzwi się otwierają. 

– Sprawa załatwiona? – zdziwiłem się słysząc jego pytanie. Jednak dość szybko okazało się, że ryczenia bestii nie było tutaj już słychać. Pewnie zepchnęli ją dalej, przez co wydawało się, że już wszystko się skończyło.

– Spakuj jakieś ciepłe ubranie, wyruszysz z resztą by się ukryć – mruknąłem, nawet na niego nie patrząc. W tym momencie musiałem myśleć o całym obozie, o tym by ich chronić i nimi dowodzić, tak jak robiłem to przez wiele lat. – Musimy znaleźć leże i je zaatakować, więc nikt nie zostanie by pilnować tego miejsca. Jest ryzyko, że jedna z bestii tu przyjdzie i nie chce by ktokolwiek się tu znajdował. 

Nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłem do zbrojowni, która znajdowała się na samym końcu korytarza. Widząc połyskującą stal, różnego typu, poczułem się jak w domu. To właśnie to było moje życie, od kiedy tylko się urodziłem. Odwróciłem się i przez ramię spojrzałem na centaura, który stanął w drzwiach. Rozprostowałem skrzydła i zręcznie zacząłem się uzbrajać. Jednak sztylet, który zawsze znajdował się za paskiem moich spodni wyciągnąłem w stronę Darumy.

– To Prawdomówca. Wiem, że nie umiesz pewnie go używać, ale weź go.

Chłopak niepewnie wziął go w dłonie, oglądając z każdej strony. Mój umysł nagle stał się pusty i myślałem tylko o mojej misji, walce, krwi, wygranej. Cienie zaczęły podrygiwać i przysłoniły światło wpadające przez małe okienko przy suficie.

– Czas zapolować, mój przyjacielu. – uśmiechnąłem się sam do siebie.


<Darumo?>

niedziela, 26 grudnia 2021

Od Darumy CD. Luciena

Bestia pojawiła się znikąd. Wężowatym ruchem spłynęła wzdłuż pnia drzewa. Monstrum wyglądało okropnie. Na sam widok potwora zamarłem w miejscu, obawiając się wykonać chociażby najmniejszy ruch. 
Stworzenie wpatrywało się w nas lśniącymi ślepiami. Nie atakowało, ale czujnie obserwowało. Lucien również pozostał bez ruchu. Przynajmniej na początku. Chwilę później wystrzelił w moim kierunku. Nim się obejrzałem, znalazłem się ponownie w obozie. Dokładnie w przeznaczonym mi i ciemnowłosemu domku. Właściwie nie wiedziałem, jak się tutaj znalazłem. Przeskok trwał ułamek sekundy, niemożliwy do wyłapania ludzkim okiem. 
Wtedy też w mojej głowie rozległy się słowa Luciena. Zostały one wypowiedziane pewnie, ale jednocześnie uczuciowo. Na ich wydźwięk ponownie zamarłem w miejscu. Zacząłem się martwić. Nie wiedziałem, co właściwe mógłbym zrobić dalej. Martwiłem się o chłopaka. Kiedy w końcu odzyskałem przytomność umysłu, zacząłem kręcić się po pokoju. Nie wiedziałem, co robić. Moje nogi trzęsły się w kolanach. Czułem się podle. Wiedziałem, że i tak nie pomógłbym Lucienowi. Co najwyżej stanowiłbym jeszcze większe zagrożenie. Musiałby mnie chronić, bo sam nie potrafię się bronić. 
W końcu usiadłem pośrodku pomieszczenia. Nie miałem pojęcia, co mógłbym zrobić, aby w jakikolwiek sposób ulżyć Lucienowi. Jest wojownikiem. Ma większe szanse na zwycięstwo beze mnie. Ciągle sobie to powtarzałem, aby złagodzić swój niepokój. Zamknąłem oczy, biorąc głęboki wdech. Uspokój się, Darumo. Będzie dobrze. 
Minuty dłużyły mi się niespotykanie długo. Czas, jakby zatrzymał się w miejscu. Może dlatego, że w oczekiwaniu wszystko wydawało mi się tak powolne. 
Wstałem ostatecznie z miejsca, aby spojrzeć na obóz. Wszyscy byli spokojni. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że powinienem ich poinformować o tym, co się stało. Zawahałem się jednak. Nie wiedziałem, czy obecność tych ludzi nie utrudni mu sprawy. Lucien jest silny. Da radę. 
Nie myliłem się. Chłopak chwilę później pojawił się w pokoju. Wyglądał tak jak wcześniej. Jedynie jego włosy były rozczochrane. Oddychał głęboko, ale nie odniósł ran. 
- Nie rób tak nigdy więcej! 
Od razu przystąpiłem do chłopaka.
- Nie zranił cię? Wszystko w porządku? 
Pytania ciągiem padały z moich ust. Zacząłem okrążać chłopaka, przyglądając się mu z każdej stronie, jakby w obawie, że naprawdę mogło mu się coś stać. Może przegapił jakieś obrażenie? 
- Wszystko dobrze, nie miał ze mną żadnych szans! - zapewnił Lucien, uśmiechając się szeroko. 
Odetchnąłem z ulgą. Wtedy też zdałem sobie sprawę, jak moja reakcja wyglądała. Stałem bardzo blisko chłopaka, niemal czułem jego oddech na swojej twarzy. 
Odsunąłem się, czując, jak cała moja twarz spowiła się czerwonym rumieńcem. Szybko odsunąłem się od Luciena. Zaśmiałem się nerwowo. 
- Dziękuję, że mnie obroniłeś... - powiedziałem cicho, wbijając wzrok w ziemię. - Ale na przyszłość, bądź ostrożniejszy, dobrze? 
Chłopak uśmiechnął się serdecznie. Kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej, kiedy spojrzał w moim kierunku. 
Milczeliśmy przez chwilę. W tamtym momencie żaden z nas chyba nie wiedział, co powiedzieć więcej. Po prostu cieszyliśmy się swoją obecnością. Tak zwyczajnie. 
Kiedy w końcu napięcie spadło i wydawało się, że Lucien chciałby coś powiedzieć, usłyszeliśmy głośny krzyk. 
- Zostań tutaj!
Pośpieszne polecenie opuściło usta chłopaka, który skierował się w stronę drzwi. Mimo strachu, nie posłuchałem go i ruszyłem za nim. 
Pośrodku obozu pojawiła się bestia. Podobna to tej, którą spotkaliśmy wcześniej. Wężowate ciało wiło się, kiedy zakończony pierzastą kitą ogon zawzięcie atakował broniących się żołnierzy. 
- Czym to jest?! 
Krzyki kadetów roznosiły się echem. Lucien rzucił w moim kierunku ostrzegające spojrzenie. Kiwnąłem głową. Nie miałem zamiaru się stąd ruszać. 
- Uważaj na siebie... - wyszeptałem, kiedy chłopak odbiegł w stronę bestii. 

<Lucien?>

wtorek, 21 grudnia 2021

Od Luciena CD. Darumy

 Śnieg wdarł się za mój kołnierz, co sprawiło, że miałem ochotę wrócić jak najszybciej do obozu. Nie wiedziałem ile zajmie nam powrót z powodu tego cholernego lodu o który można było rozwalić sobie głowę w każdym momencie. Byłem tak na tym skupiony, że nie zauważyłem momentu w którym Daruma podszedł do mnie bliżej i zanurzył swoje palce w moich włosach. Nie byłem przyzwyczajony do dotyku innych, często się wzdrygałem, gdy Mor przytulała mnie na siłę sądząc, że zacieśni to nasze więzi. Z Rhysem i Kasjanem było inaczej. Nie zwracałem uwagi kiedy klepali mnie po plecach czy czochrali włosy, jednak nigdy nie czułem się tak jak wtedy. Mój oddech zwolnił a ja wpatrywałem się w niego, nieruchomy i czujny. Miałem ochotę jednocześnie uciec i przytulić się do jego dłoni co sprawiło, że byłem nieźle zagubiony. Delikatnie wytrzepał śnieg z moich włosów, a ja starałem się nie wydać z siebie jakiegoś dziwnego dźwięku. Kasjan by się uśmiał, gdybym zaczął mruczeć jak kot.  

Oczywiście, gdy tylko zabrał dłoń, chciałem by znowu znalazła się na mojej głowie i nawet uczyniłem krok w jego stronę, ale gdy ja ruszyłem do przodu, on wykonał dwa kroki do tyłu. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się dlaczego tak zareagował, jednak po chwili gdy mu się przyjrzałem, zauważyłem, że jego oczy nie były skierowane na moją twarz tylko na coś co znajdowało się nad moją głową. Nie słyszałem by cokolwiek się poruszało, jednak widząc minę chłopaka wiedziałem, że nie jest to jakieś przyjazne i słodkie stworzonko, które chciało, żebyśmy je pogłaskali.

– Daruma, zrobię coś teraz, ale się nie bój, okej? – powiedziałem szeptem, nie ruszając się nawet na milimetr. Centaur bał się ruszyć, ale w jego oczach zobaczyłem ufność. Dlatego też moje cienie ruszyły do niego i wniknąłem do jego umysłu, uważając, by niczego nie uszkodzić. Zaczął szybciej oddychać, najprawdopodobniej nie rozumiejąc co się dzieje. Jednak chciałem tylko spojrzeć jego oczami na to co znajdowało się za mną. W okolicy znajdowało się wiele mistycznych stworzeń, które nie zawsze były pomocne i miłe, ale większość została wybita. Jak widzę kilka jeszcze zostało. Długie cielsko, przypominające te wężowe, chronione było ciemnym pancerzem. Nie posiadało nóg jednak na samej górze znajdowała się dość duża głowa z dwoma kończynami i żuwaczkami, które w słońcu zdawały się błyszczeć. Pewnie był trujący, jednak wolałem na własnej skórze się o tym nie przekonywać. Jednak nie atakował. Nieruchomo stał dwa metry za nami, przypatrując się drzewu. Może nas nie zauważył, jednak wiedziałem, że jak się ruszymy, on ruszy na nas.

– Ej spokojnie. Nie z takimi paskudami walczyłem – starałem się dodać w te słowa nieco otuchy, by chłopak się nie stresował. Nienawidziłem, gdy się bał. Chciałbym sprawić by już nigdy nie doświadczył tej emocji, ale wiedziałem, że to niemożliwe. Świat nie był taki piękny i pewnie by mi na to nie pozwolił. – Zaufaj mi, okej?

Daruma pokiwał głową, tym razem skupiając wzrok na mnie. Mrugnąłem do niego i powolnym ruchem starałem się zanurzyć dłoń, by wyciągnąć sztylet. Wiedziałem, że nic mi nie pomoże, jednak chciałem mieć w dłoni jakąś broń, cokolwiek co doda mi otuchy. Jednak patrząc na centaura, bardziej bałem się o niego niż o siebie. Dlatego też postanowiłem zrobić coś za co pewnie będzie na mnie wściekły. Próbowałem nieco rozprostować skrzydła z niemałym bólem, jednak szybko minął. Czułem, że są jeszcze zziębnięte, ale po chwili machania pewnie dałbym radę na nich polecieć.

– Pamiętaj. Ja zawsze wygrywam – mruknąłem i jednym susłem znalazłem się obok niego. Chwyciłem go za dłoń i teleportowałem do domku, a sam zawirowałem i w ostatniej chwili wykonałem unik. Musiałem to ubić, zapuściło się zbyt blisko obozu, a nie mogłem pozwolić by jakiś żołnierz został zabity przez…to coś. Moje syfony zaświeciły, czując jak zbieram energię. Tak dawno z nikim nie walczyłem naprawdę. Czułem, że się uśmiecham. Jednak zanim ruszyłem do ataku, posłałem do centaura pewne słowa. 

Nie martw się. Zawsze do ciebie wrócę.

<Darumo?>


czwartek, 9 grudnia 2021

Od Darumy CD. Luciena

Moje ciało drżało z zimna. Chłód jaskini otaczał mnie z każdej strony. Na szczęście okalające mnie skrzydła  Luciena choć trochę osłaniały moje ciało przed zimnem. W akompaniamencie stukającego o kamienie deszczu, zasnąłem wtulony w bok ciemnowłosego chłopaka. 
O poranku obudził mnie delikatny ruch ze strony towarzysza. Lucien właśnie wstał, najpewniej przebudzony przez wkradające się do jaskini promienie słońca. Odsunąłem się od niego nieznacznie, aby nie przeszkadzać mu z wyprostowaniem się. 
Chłopak jednak z nieznanego mi powodu, miał trudność z przyjęciem pionowej postawy. Przez chwilę kołysał się we wszystkie strony, niczym pozbawiony zmysłu równowagi. Fakt, wyglądało to dosyć komicznie, ale powstrzymałem nasuwający się na moją twarz uśmiech. 
Sekundę później Lucien zniknął z mojego pola widzenia. Okazało się, że brak oparcia spowodował niespodziewany upadek prosto w śnieg. Chłopak mrucząc coś pod nosem, podniósł się i otrzepał z białego.
- Ani waż się ze mnie śmiać. 
Z trudem nie zareagowałem cichym chichotem. Podszedłem do Luciena, uśmiechając się do niego serdecznie. 
- Nie miałem takiego zamiaru! - zapewniłem, choć zdawałem sobie sprawę z małej nieszczerości tych słów. 
Skierowałem się w stronę wyjścia do jaskini. Jednak, nim się obejrzałem, sam straciłem oparcie. Cztery nogi jak tyczki właściwie nie ułatwiały poruszania się. Gładka, pokryta lodem powierzchnia pieczary znacząco utrudniała chodzenie. Szybko, podobnie jak Lucien, straciłem oparcie, lądując na ziemi. Moje nogi rozjechały się we wszystkich kierunkach. 
Dłuższą chwilę męczyłem się, aby odzyskać oparcie. Kopyta ślizgały się po cienkiej warstwie lodu. Wczoraj w nocy deszcz oblał wszystko, a zimna temperatura nocą zrobiła nam psikusa, zamrażając wodę. 
Z trudem wstałem i wyprostowałem się. Rzuciłem też zirytowane spojrzenie Lucienowi, który również odzyskał już równowagę i nie mógł powstrzymać się ze śmiechu na drugim końcu jaskini. Prychnąłem cicho na ten widok.
- Podejdź tutaj, skoro jesteś taki mądry!
Chłopak szybko spoważniał i powoli, niepewnie przesuwając się po ziemi zaczął się do mnie zbliżać. Będąc już całkiem blisko, ponownie się poślizgnął. Tym razem jednak wpadł prosto na mnie. Nim sę obejrzeliśmy, obydwoje leżeliśmy na zimnym podłożu. 
- Moje gratulacje - zaśmiałem się, starając się ponownie odzyskać pion. Lucien zaczął podnosić się w tym samym czasie i skończyło się na tym, że ponownie obydwoje nie daliśmy rady się podnieść. 
- A więc tak umrzemy - skomentowałem rozbawiony. - Nie mogąc wstać. Musimy poczekać na wiosnę. 
- Przesadzasz! - odparł ciemnowłosy chłopak. Wydawał się być w równie dobrym nastroju. 
Powoli, współpracując wspólnie udało się nam wstać. Wspierając się o siebie skierowaliśmy się do wyjścia z jaskini. 
W pierwszej chwili owiał mnie zimny wiatr. Położyłem po sobie uszy, mrużąc oczy. Jasne słońce rzucało swoje promyki na leżące wszędzie zaspy śniegu. W związku z tym stały się one wizualnie jeszcze bielsze. Na tyle, że ciężko było na nie patrzeć. Chwilę trwało, nim się przyzwyczaiłem. 
Wsparty o Luciena, zaczęliśmy się kierować w stronę obozu. Z trudem stawiałem kolejne kroki. Mróz szczypał moje kopyta, które zanurzały się w głębokie zaspy. Musiałem się rozgrzać. Podskoczyłem kilka razy, wykonując parę susów do przodu, wyprzedzając ciemnowłosego. Lucien widząc to, również przyspieszył kroku, doganiając mnie. Skończyło się na krótkich wyścigach w śniegu. Ta mała rozgrzewka sprawiła, że zrobiło mi się chociaż trochę cieplej. 
Zacząłem łapać oddech. Zimne powietrze ogarnęło moje płuca. Czułem, że prędzej czy później skończę na poważnym przeziębieniu. Z moich ust unosiła się delikatna mgiełka. 
Rozejrzałem się po okolicy. Znajdowaliśmy się w lesie. Gałęzie drzew pokryła szadź. Największe wrażenie robiła pobliska wierzba płacząca. Jej długie, gęste gałązki spływały ku ziemi, całe otulone białym śniegiem. To zdecydowanie widok, który zapierał dech w piersiach. 
Podszedłem bliżej, zanurzając się pomiędzy biały baldachim. Lucien oczywiście ruszył za mną. Ze względu na swój wzrost, nawet pomimo schylenia się, zaczepił o pojedyncze gałązki. Naruszone nagłym trąceniem, zsypały zaległy śnieg prosto na głowę chłopaka. 
Z uśmiechem na ustach podszedłem do niego i pomogłem z pozbyciem się białego puchu z włosów. Moje dłonie zanurzyły się w ciemne kosmyki, kontrastujące na tle mlecznej natury. 

<Lucien?>

sobota, 27 listopada 2021

Od Luciena CD. Darumy

 Miałem dość tego miejsca. Powoli cała ta sytuacja z Akademią przytłaczała mnie i ciągle czułem się zmęczony. Chciałem, żeby było po staremu - życie w domu Rhysa, gdzie mogłem trenować, spać i zostać sam gdy tylko tego chciałem. Tutaj ciągle ktoś mnie obserwować, patrzył i oceniał. 

Sytuacja w jakiej się znaleźliśmy wcale nie poprawiała mojego stanu. Prawdopodobnie pogoda zmusi nas do pozostania w tej jaskini przez całą noc. Znałem pogodę w górach i wiedziałem, że jeśli się popsuje, ciężko wypatrywać jej zmiany w najbliższym czasie. Usiadłem na ziemi i oparłem się o zimną ścianę, wzrok wbijając w podłogę. Potrzebowałem chwili spokoju. Jednak patrząc na centaura, który spokojnym wzrokiem wpatrywał się w horyzont i patrząc na deszcz, czułem w środku dziwne uczucie, które z sekundy na sekundę coraz bardziej narastało. Potrząsnąłem głową i zamknąłem oczy, żeby chociaż tak odciąć się od świata zewnętrznego.

Kłamca.

Otworzyłem gwałtownie oczy, rozglądając się wokół. Zauważyłem, że moje cienie nerwowo podrygiwały jakby jakaś fala dźwięku je rozpraszała. Nigdy takiego czegoś nie widziałem, ale nie mogłem ich uspokoić. Coś zakłócało nasze połączenie.

- Mówiłeś coś? - zapytałem Darumy, który ze zmarszczonymi brwiami obrócił się w moją stronę. Już to mi wystarczyło bym domyślił się, że to nie on wypowiedział to słowo. 

- Nie, nic nie mówiłem. To pewnie wiatr. - odparł. Wiedziałem, że sam się zaniepokoił, bo oprócz nas nikogo nie było. Wolałem, go jednak bardziej nie denerwować, więc kiwnąłem tylko głową na znak, że się z nim zgadzam. 

- Pewnie do rana pogoda się nie zmieni. Musimy się tu przespać. - rozejrzałem się, by obejrzeć dokładnie miejsce. Wszędzie znajdowała się skała, nie było żadnego miejsca, które wyglądało na wygodne do spania. Wiatr powoli zmieniał swój kierunek i coraz bardziej wiał do jaskini. Nie wyglądało to najlepiej, ale śmierć z zimna nam na razie nie groziła. Potarłem o siebie dłonie, jednak nie przyniosło to żadnego skutku. - Chodź tutaj.

Podszedłem do tylnej ściany jaskini, siadając na jednym z kamieni. Daruma podszedł do mnie, więc rozłożyłem skrzydła, by osłonić nas od zimna. Poczułem, że skóra na nich sztywnieje z zimna, w końcu nie były tak uodpornione na zimno jak te aniołów. Centaur usiadł na ziemi i oparł głowę o mój bok, zapadając w sen. A ja siedziałem z głową na kolanie, wpatrując się w wejście do groty. Bałem się, że coś może chcieć nas odwiedzić gdy tylko usłyszy bicie naszych serc w tej lodowej krainie.

~*~

Słońce pojawiło się nagle, przyjemnie ogrzewając moją twarz. Na zewnątrz nie padał już deszcz a po burzy nie było śladu. Wiedziałem, że nie przespałem nawet godziny, ale najważniejsze dla mnie było teraz odprowadzenie Darumy do obozu, by mógł się ogrzać i zjeść coś ciepłego. Mięśnie skrzydeł bolały mnie, ale zdołałem je z niemałym bólem złożyć. Delikatnie złapałem centaura za ramię i potrząsnąłem by go obudzić.

- Wstawaj, czas wracać.

Chłopak otworzył powoli oczy i uśmiechnął się. Miałem nadzieję, że jego kości nie zmarzły i nie bolały go na tyle, że nie mógł się podnieść. Starałem się by w nocy zimne powietrze do niego nie dochodziło, co nie było wcale takie proste. Odwzajemniłem uśmiech, powoli wstając. I nie było to dla mnie takie proste. Nasze skrzydła pomagały nam zachować równowagę, były naszym przedłużeniem. Jednak, gdy tkwiły w jednej pozycji bez możliwości ruchu, stawały się ciężarem u nogi. Dlatego też ja, Kasjan czy reszta nienawidzili ich łamać, wtedy stawaliśmy się niezdarnymi dziećmi, lądującymi na tyłku podczas jakiekolwiek szybszej akcji. Tak jak ja teraz. 

- Ani waż się ze mnie śmiać - warknąłem w przestrzeń, otrzepując tyłek ze śniegu. Cholerna pogoda i jej humorki. 

<Darumo?>




poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Od Darumy CD. Luciena

Z zafascynowaniem oglądałem zachodzące słońce. Byłem wdzięczny, że Lucien zabrał mnie w to miejsce. Z wysokości mogłem zobaczyć tak wiele! Od dziecka chciałem poczuć, jak to jest latać. Tutaj, wiatr muskał moją twarz, mierzwił włosy. Czy to właśnie tak smakuje wolność? 
Widoki całkowicie pochłonęły moją uwagę. Kontrasty barw cieszyły moje oczy, a zachwyt zapierał mi dech w piesi. Nawet nie zauważyłem, że Lucien oddalił się. Chwilę później wrócił do mnie, trzymając w dłoni delikatny kwiatuszek. Wręczył mi go z lekkim uśmiechem. Przyznam, że ów miły gest mnie zaskoczył. Nie myśląc wiele, przyjąłem niespotykany podarunek. Zdziwienie mieszało mi się z gorącym uczuciem sympatii. Zaplotłem go we włosy. Kąciki moich ust wzniosły się ku górze. To było naprawdę miłe. 
***
Usiedliśmy przy ognisku. Jasne płomienie wesoło tańczyły na ściętych kawałkach drewna. Biło od nich ciepło, z którego korzystali wszyscy zgromadzeni. Tak się składało, że Lucien zarządził dzisiaj brak treningu. Wszyscy mogli skorzystać z wolnego wieczoru i spędzić go na małym przyjęciu. 
Leżałem na trawie, bawiąc się poszczególnymi liśćmi. Wyrywałem je, plątałem, a czasem wkładałem do ust. 
Moją uwagę skupiła siedząca obok mnie kobieta. 
- Darumo, skąd masz ten kwiat?
Sięgnąłem po wspomnianą roślinę. Wyjąłem ją z włosów i przesunąłem do twarzy. Kolory kwiatku były tak pięknie nasycone. 
- Dostałem - odpowiadając trochę tajemniczo. Nie wiedziałem, czy zdradzenie tożsamości Luciena w tym momencie byłoby na miejscu. W końcu, znajdowaliśmy się w gronie jego żołnierzy. Może poczułby się niezręcznie? 
- Najczęściej dostają to towarzysze od swoich ukochanych, by wyznać im swoją miłość. To coś jak pierścionek zaręczynowi. Nie wiem czy o tym wiedziałeś, ale to tak jakbyś zaakceptował zaręczyny - wyjaśniła kobieta. Poczułem, jak z każdym kolejnym słowem robi mi się coraz bardziej gorąco. Czy Lucien o tym wiedział...? 
Mimowolnie spojrzałem w stronę chłopaka. Słysząc słowa nieznajomej, zakrztusił się pitym aktualnie napojem. 
- Czuje od ciebie czyiś zapach i jest on dość znajomy, ale... - ciągnęła dalej kobieta. Nie dała rady skończyć, ponieważ mój przyjaciel zachował przytomność umysłu i zerwał się z miejsca. 
- Przepraszam, ale będziemy już szli spać. - Lucien pociągnął mnie za sobą. Sam powoli odzyskiwałem świadomość tego, co się przed chwilą stało. 
Dopiero, kiedy oddaliliśmy się od zgromadzonych, chłopak odetchnął. 
- Tak mi przykro! - rzucił pośpiesznie, stając przede mną. - Naprawdę nie wiedziałem, że ten kwiat znaczy tak wiele! - tłumaczył się. - Jeśli to dla ciebie kłopot, możesz go wyrzucić... 
Widząc jego zakłopotaną minę, nie miałem pojęcia, co zrobić. Spojrzałem na roślinkę. Dostałem ją w dobrej wierze. Nie mogłem się go po prostu pozbyć. 
- Nie, chcę go zachować - odparłem stanowczo. - Kiedy wrócimy do akademii, zasuszę go. Nie sądzisz, ze byłby piękną zakładką? 
Uniosłem kwiat w stronę jego twarzy. Lucien uśmiechnął się. Na jego typowo bladej twarzy pojawił się czerwony rumieniec. Nie miałem pojęcia czy znalazł się on tam z powodu roślinki, czy też spowodował go buzujący w jego żyłach alkohol. 
- Jesteś pewien? - Wydawało się, że młodzieniec nie może uwierzyć w to, co powiedziałem. 
- Jak nic innego. 
Mówiąc to, uśmiechałem się szeroko. Nie umiałem dłużej utrzymywać jego spojrzenia, więc uniosłem wzrok w niebo. Ponad nami wznosiło się pełne jaśniejących gwiazd niebo. Wtedy przyszło mi coś do głowy. 
- Może wrócimy nad tamto urwisko? - zaproponowałem. Lucien zgodził się bez słowa protestu. 
Po krótkim spacerze dostaliśmy się na miejsce. Dzięki temu mieliśmy idealny obraz na gwieździste niebo. 
- Tam znajduje się gwiazdozbiór smoka - powiedziałem, wskazując dłonią pewny obszar. - A tam łabędzica! 
- Nie wiedziałem, że znasz się na gwiazdach - przyznał Lucien. Cały czas uważnie obserwował, co mu pokazywałem. 
- Tylko trochę. W szkole chodziłem na dodatkowe zajęcia z astronomii. W domu też czytałem wiele ksiąg o tym - wyjaśniłem. 
Ciemnowłosy nie zdążył odpowiedzieć. Niebo, chwilę temu jaśniejące od gwiazd, teraz zaszło ciemnymi chmurami. Na nasze głowy zaczęły kapać pierwsze krople deszczu. Nim się obejrzeliśmy, zaskoczyła nas nagła ulewa. 
Lucien w pośpiechu złapał mnie za rękę. Pociągnął mnie za sobą. Przez ścianę wody ciężko było mi zobaczyć, gdzie zmierzamy. Chwilę później dotarliśmy do przestronnej jaskini. 
- Do obozu trochę daleko, może zostaniemy tutaj, dopóki deszcz nie przejdzie? - Propozycja padła ze słów ciemnowłosego. 
- Nie przeszkadza mi to - przytaknąłem, kładąc się na chłodnej ziemi. 
Wtedy niebo przeszyła błyskawica. Głośny grzmot zagłuszył szum spadających kropel. 

<Lucien?> 

wtorek, 17 sierpnia 2021

Od Luciena CD. Darumy

 Czułem się o wiele lepiej, gdy opowiedziałem o wszystkim Darumie. To nie tak, ze cały czas pozostawało to tajemnicą. Wszyscy, którzy byli w moim bliskim kręgu wiedzieli o tym co mi się wydarzyło. W końcu byli częścią tej historii i pomogli choć częściowo wyzwolić się spod bólu spowodowanego stratą ukochanej osoby. Jednak miło było wiedzieć, że i centaur rozumiał co czuje, pomimo tego, że dorastaliśmy w innym towarzystwie i innych kontynentach. Spojrzałem na chłopaka, który zajęty był rozglądaniem się wokół siebie. Miłość przyjdzie, gdy pokochasz siebie. Usłyszałem te słowa od pewnej kobiety, przy której siedziałem, gdy umierała. Jej miasteczko zostało zaatakowane a ja nie dałem rady uratować wszystkich jego mieszkańców. Nie wiedziałem skąd wiedziała co kłębiło się w mojej głowie, ale widząc krew na jej dłoniach, szyi, ubraniu...Czułem, że to moja wina. A ona czuła mój ból, pomimo, że nie był on widoczny dla innych. 

Zacisnąłem palce na nasadzie nosa, próbując znów zaszufladkować to wspomnienie w głębi mojego umysłu. Nie potrzebowałem teraz o tym rozmyślać, ponieważ wiedziałem, że jej słowa nigdy nie stanął się prawdziwe, nie ważne ile bym się starał. 

~*~

Odwróciłem wzrok słysząc słowa wojowników wchodzących do namiotu. Nie zdążyłem powiadomić ich o śmierci dowódcy jak i zastanowić się nad jego zastępcą. Po głowie chodził mi dość szalony pomysł, który bardzo chciałem zrealizować, jednak najpierw musiałem zastanowić się nad wszystkimi pozytywami i negatywami jakie za sobą poniesie. 

- Może przeniesiemy się w inne miejsce? - nagły głos Darumy wyrwał mnie z rozmyślenia. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że od dobrych kilku minut nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie. 

- Możemy - odchrząknąłem, wstając z miejsca. Po drodze zabrałem talerze i zaniosłem do prowizorycznej kuchni by je umyć. Nienawidziłem, gdy ktoś robił to za mnie, jednak w pałacu Rhysa nie miałem na wpływu. Zawsze zanim zdążyłem się podnieść, ktoś zabierał mój półmisek i uciekał do kuchni. Przecież nie będę się z kimś ścigał i wyrywał mu talerza z dłoni. 

Ruszyliśmy w stronę zbocza góry, z którego widać było większą część ziem księcia. Uwielbiałem widok z tego miejsca, jednak tym razem nie podszedłem na tyle blisko by moje palce wystawały zza krawędzi. Nie wiedziałem by centaur lubił tak wysokie miejsca, dlatego nie chciałem go stresować.

- Przychodziłem tutaj po ćwiczeniach by się uspokoić - mówiłem na tyle cicho, by nie wywołać echa. Nie chciałem zwalić na nas śniegu. - Uwielbiałem wpatrywać się w horyzont i rozmyślać nad tym co znajduje się za horyzontem. Nigdy wtedy nie byłem poza naszymi granicami, więc była to dla mnie wielka zagadka. - oparłem się o drzewo, które jako jedyny gatunek tutaj potrafiło istnieć w takich warunkach. 

- Pięknie tutaj - Daruma rozejrzał się wokół. Czułem, że pokazując mu miejsca, w których czułem się dobrze, pokazywałem mu część prawdziwego siebie, odsłaniałem skorupę, którą utwardzałem przez wiele lat swojego życia. Moją uwagę od chłopaka odciągnął widok małego kwiatu rosnącego na zboczu niedaleko nas. Centaur nie zauważył, że się oddaliłem, a ja jak zahipnotyzowany ruszyłem w stronę rośliny. Była dość niepozorna. Niebieskie płatki z białymi zdobieniami i biała łodyga, wręcz idealnie kamuflowała go w otoczeniu. Sięgnąłem do niego i delikatnie zerwałem, nie chcąc go zniszczyć. Nie widziałem wokół innych, dlatego stwierdziłem, że pewnie inni je zabrali - w końcu to miejsce było ogólnodostępne. Wpatrując się w niego, wróciłem do Darumy, wyciągając dłoń w jego stronę. Patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem, jednak po chwili bez słowa go wziął, obracając go w dłoni. Jego delikatny uśmiech, który próbował zakryć, zdradził mi, że spodobał mu się ten prezent. A ja ze zdziwieniem zauważyłem, że byłem z tego zadowolony. 

~*~

Nastał wieczór i oboje siedzieliśmy przy ognisku wraz z innymi wojownikami. Stwierdziłem, że po śmierci dowódcy by podnieść trochę morale pozwolę im się zabawić, pozwalając zapomnieć o wieczornym treningu. Jeden wieczór przecież w końcu ich nie zbawi. 

- Darumo, skąd masz ten kwiat? - nagle jedna z kobiet usiadła przy chłopaku. Spokojnie popijałem grzane wino, wpatrując się w nią.

- Dostałem - nie powiedział oczywiście od kogo, ale pewnie nie chciał by zniszczyła się moja reputacja. W końcu który normalny wojownik rozdaje kwiatki. Spojrzałem na kwiat znajdujący się we włosach Darumy i uśmiechnąłem się lekko. 

- Najczęściej dostają to towarzysze od swoich ukochanych, by wyznać im swoją miłość. To coś jak pierścionek zaręczynowi. Nie wiem czy o tym wiedziałeś, ale to tak jakbyś zaakceptował zaręczyny - zaksztusiłem się winem, uważając by go nie wypluć. Poczułem pieczenie w gardle, które próbowało wyksztusić substancję. Co ja mu do cholery dałem?! - Czuje od ciebie czyiś zapach i jest on dość znajomy, ale-

Pomimo swojego stanu, wstałem szybko chwytając chłopaka za ramię i pomagając wstać. Czułem, że moje policzki są rozgrzane nie tylko z powodu procentów w moich żyłach.

- Przepraszam, ale będziemy już szli spać.

Chłopak patrzył na mnie zszokowany, najpewniej nadal trawiąc słowa kobiety.

<Darumo?>


poniedziałek, 5 lipca 2021

Od Darumy cd. Luciena

Wsłuchiwałem się w opowieść Luciena, przez chwilę wstrzymując oddech. Naprawdę nie zdawałem sobie pojęcia z tego, jak cierpieli on i jego bliscy. Wszyscy karmili się stereotypami, unikając ich, postrzegając jako samo zło. Ale to nie oni zawinili. To, co spotkało lud Luciena nie było ich winą. Zostali potraktowani z niesprawiedliwością, na którą nie zasłużyli. 
Zamknąłem oczy. Czułem ogromny smutek. Właściwie miałem wrażenie, że moim wcześniejszym zachowaniem zraniłem mojego przyjaciela. Trzymałem się na dystans, obawiając się drugiej natury młodzieńca. Tak naprawdę nawet nigdy jej nie widziałem, może nawet nie istniała. Zareagowałem zbyt pochopnie i znowu dałem się ponieść swojemu tchórzostwu. Jestem beznadziejny. 
- Prawda jest taka, że ja nie umiem kochać. Straciłem tą umiejętność, gdy zmarła moja matka - powiedział po chwili milczenia. Na te słowa coś zakuło moje serce. Nie umieć kochać? Co to właściwie oznaczało? Czy Lucien naprawdę nie potrafi obdarzyć kogoś żadnym ciepłym uczuciem? Choć wydawało mi się to dość dziwne, podobne uczucie było mi dosyć bliskie. 
- Naprawdę mi przykro. - Mój głos zabrzmiał niezwykle cicho, niczym szept. - Ale potrafię to zrozumieć.
Tymi słowami zwróciłem na siebie uwagę Luciena.
- Mój ojciec zostawił rodzinę, kiedy jeszcze byłem mały - wyjaśniłem. Nikomu wcześniej o tym nie opowiadałem. Czułem się naprawdę dziwnie, a towarzyszył temu nieprzyjemny skurcz w żołądku. - Wychowywała mnie mama i jej rodzina. Niby wszystko w porządku, ale często padałem ofiarą dość nieprzyjemnych żartów ze strony mojego kuzynostwa - mówiąc to, na wspomnienie tych upokorzeń, uśmiechnąłem się niemrawo. - Mieszaniec, taki, jak ja, nie miał prawa do obrony. 
Lucien wbił we mnie swoje spojrzenie. Miałem nadzieję, że nie weźmie sobie moich żali bardzo do serca. Ja sam właściwie się do tego przyzwyczaiłem. Drwiny kuzynów nie wywierały już na mnie wrażenia, stały mi się obojętne. Opowiedziałem mu o tym wszystkim, ponieważ chciałem zaznaczyć, że rozumiem jego uczucia. Tak naprawdę byliśmy bardzo podobni. W przeszłości doświadczyliśmy wiele bólu, ale nie oznacza to, że wszystko stracone. 
- Właściwie to... - zacząłem, przerywając ciszę. Jednocześnie klasnąłem w dłonie, próbując rozwiać niezręczną atmosferę. - Jednak nie chcę wracać. Z przyjemnością zobaczę, jak wygląda codzienne życie w obozie treningowym. Mógłbyś mnie oprowadzić po jakichś ciekawych miejscach? 
Lucien uśmiechnął się delikatnie, niemal niezauważalnie. Jeszcze nie wszystko stracone
***
- Stołówka to miejsce, gdzie najczęściej wszyscy się spotykają i wymieniają informacjami - objaśniał chłopak, wprowadzając mnie do kolejnego, jednego z większych namiotów. Kiwnąłem głową, wykazując zrozumienie.
- Skoro o tym mowa, może coś zjemy? - zaproponował. Kolejno wykonał gest ręką i zaprosił mnie w głąb stołówki.
O tej porze nie było w niej tłumów. Puste ławki i stoły zostały ustawione w równe rzędy. Ten namiot mógł pomieścić naprawdę wiele osób! Lucien zajrzał za parawan, gdzie jak się domyślałem, odbywało się gotowanie. Zawołał mnie chwilę później. Miałem okazję na własne oczy zobaczyć, jak przyrządzana jest ta nieapetycznie wyglądająca, obozowa papka! Oczywiście nie zostałem nią poczęstowany. Ciemnowłosy młodzieniec zarządził poczęstowanie mnie świeżymi warzywami. Byłem mu dozgonnie wdzięczny. Sam również zdobył coś do jedzenia dla siebie. Usiedliśmy przy najbliższym stoliku i w akompaniamencie rozmowy, zaczęliśmy spożywać posiłek. Miałem wrażenie, że poranne wyznania trochę zbliżyły nas do siebie. Czułem, że zaczynam lepiej rozumieć Luciena. 
Naszą konwersację przerwały głosy. Żołnierze właśnie wrócili z treningu i przyszli po zasłużoną rację żywnościową. Tłum mężczyzn i kobiet rozmawiał o czymś żywo. 
- Słyszeliście, że nas dowódca nie żyje? 
- Tak, kto by się spodziewał.
- Właściwie to zasłużył. 
Mimowolnie słyszałem, o czym rozmawiali. Szybko skończyłem posiłek. 
- Może przeniesiemy się w inne miejsce? - zaproponowałem. Nie chciałem dłużej rozdrapywać tamtej sprawy. Było, minęło. Lucien zrobił to, co musiał. To, co było najlepsze dla jego bliskich. 

Lucien?

sobota, 3 lipca 2021

Od Luciena CD Darumy

Pierwszy raz czułem rozpacz, która rozsadzała mnie od środka. Nie chodziło o to co się stało, że kolejna osoba zakończyła żywot przez moje uczynki. Jednak pomimo słów Darumy widziałem, że się mnie bał. Nie byłem pewny czy po tym wszystkim nadal będzie czuł się przy moim boku bezpieczny - wcale bym się nie zdziwił, jakby w tym momencie zażądał powrotu do szkoły. W końcu nie mogłem go tutaj trzymać na siłę. Ale nie chciałem tego. Jego widok uspokajał mój gniew, nie uciekł na mój widok, choć pewnie nie wyglądałem pięknie. I chciałbym, żeby taki stan rzeczy zachował się na dłużej. Jak najdłużej. ~*~ Wyczyściłem starannie broń, odkładając ją na bok. Przez okno widziałem obóz pogrążony w ciemności, nikt najpewniej nie wiedział, co się wydarzyło i śpią smacznie, by rano zaznać szoku. Już dawno miałem pójść do kuchni po coś do jedzenia, ponieważ mój brzuch już coraz bardziej się tego domagał. Dopiero myśl o tym, że centaur pewnie też niż nie zjadł, zmusiła mnie do podniesienia się z siedziska. Po zabraniu jadła ruszyłem od razu do jego pokoju, mając nadzieję, że nie śpi. Chociaż coś tak czułem, że nie mógł zasnąć przez myśli, które go nękały. Uświadomiłem się w tym kiedy otworzył mi drzwi. Gdy mnie przeprosił, poczułem się nieco dziwnie. Niezręcznie, nieswojo. Nikt nigdy nie proponował rozmowy z nim, zawsze zamykałem się w swoim pokoju i po dwóch dniach wracałem do normalności, udając, że nic się nie stało. Robiłem tak zawsze, dzień w dzień, nie lubią zmieniać mojej rutyny. Aż dzisiaj, siedząc przed nim, poczułem silną potrzebę opowiedzenia mu o kilku rzeczach, choć cichutki głos w mojej głowie mi tego kategorycznie zabraniał. Daruma najpewniej nie miał do czynienia z tak krwawym życiem, życiem wojownika. Nie chciałem torturować jego uszu swoimi historiami, historiami przeszłych czasów, które i tak bardzo dobrze zapisałem w swojej pamięci.

- Kiedyś gdy byłem nieco młodszy, Kasjan przyniósł z barku Rhysa jakiś drogi trunek. Książę oczywiście o tym wiedział, bo siedział razem z nami na balkonie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż w końcu nasze historie zeszły na mniej przyjemne tematy. Gdy Rhys zaczął opowiadać o swojej rodzinie, wiedzieliśmy, do czego to zmierza, dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że to jedna z TYCH rocznic, mogliśmy się domyślić, bo nie pił nigdy tak po prostu. Nie znam całej tej historii, ponieważ zawsze gdy o niej mówił, wychodziłem... Po prostu nie chciałem tego słuchać. Nie byłem na to gotowy. Ale wracając - Dwór Wiosny pozbawił go rodziny. Jego matce i siostrze odebrali skrzydła, które w ich posiadłości były ozdobą na ścianie. Nie wiem, jakbym ja się zachował, wiedząc o tym. Rhys miał tylko je... - upiłem łyk grzanego wina, czując jak mój język coraz bardziej się plącze - Wszyscy, wszystkie inne dwory uważają, że naszym dworem rządzi potwór bez serca, mając przy swoim boku maszyny do zabijania, którymi szczuje innych, by mu się podporządkowali. Nie widzieli, jak on cierpiał, gdy je stracił. Nie widzieli jego bólu i naszej wściekłości, bo nie umieliśmy mu ulżyć. Od tamtej pory trzymaliśmy się w ciasnej grupie, graliśmy przed innymi bezdusznych drani, bo tylko tak umieliśmy obronić Veralis, bali się je zaatakować przez opowieści o nas. A te opowieści zaczęły wpływać na nasze życie codzienne. Kasjan zaczął więcej trenować by sprostać wymaganiom ludu, Rhys kazał szpiegom zdobywać więcej informacji, których moglibyśmy użyć, a ja...A ja zacząłem odsuwać się od istot, które zaczynałem lubić, nie chcąc cierpieć. Prawda jest taka, że ja nie umiem kochać. Straciłem tą umiejętność, gdy zmarła moja matka.
Ale niestety to nie dotyczy ciebie. Zmarszczyłem brwi. Niestety ciebie nie umiem od siebie odsunąć.

Darumo?

poniedziałek, 24 maja 2021

Od Darumy cd. Luciena

Wraz z wejściem Luciena moja głowa skierowała się w jego stronę. W tym samym momencie poczułem, jak moje serce zaczyna bić szybciej. Niepewnie spojrzałem na ciemnowłosego, który bez słowa usiadł przy rozpalonym kominku. Nie potrafiłem oderwać wzroku od zakrwawionych szat i podobnie zabarwionej, porzuconej przy drzwiach broni. Wyglądało na to, że rozmowa z mężczyzną nie zakończyła się na słowach. Przełknąłem ślinę, chcąc przerwać ciszę i rozluźnić atmosferę. 
- Czy... udało ci się rozwiązać problem? - zapytałem, próbując nawiązać kontakt wzrokowy z Lucienem. Chłopak przez chwilę nie odpowiadał, najpewniej zbierając myśli. Po kilku sekundach przemówił:
- Dowódca obozu nie będzie już sprawiał problemów.
Jego słowa brzmiały wieloznacznie. Nie wiedziałem, jak dokładnie powinienem je interpretować. Wbiłem spojrzenie w podłogę, nie bardzo domyślając się, jak się zachować. Co mogłem teraz powiedzieć? Czy dopytywanie i rozgrzebywanie sprawy będzie dobrym pomysłem? Przejechałem dłonią po włosach. Nie, na pewno nie. Nie mogę o nic pytać. Zbyt bardzo bałem się dowiedzieć prawdy. 
- To... To chyba dobrze... - odparłem cicho. Była to pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy. Brzmiała żałośnie i doskonale o tym wiedziałem. 
Lucien zaśmiał się cicho w odpowiedzi. Chociaż właściwie lepiej mógłbym to nazwać gardłowym, lekko rozbawionym pomrukiem. 
- Istotnie - skomentował. Wyciągnął przed siebie dłonie, jakby próbował ogrzać je w ogniu. Mimo, że jego głos brzmiał spokojnie, miałem wrażenie, że coś trapi Luciena. Nie miałem jednak pojęcia, jak o to zapytać. Prawdopodobnie kilka minut temu brał udział w nieciekawym spotkaniu, które zakończyło się mniej lub bardziej tragicznie. Westchnąłem cicho. 
- To nie twoja krew, prawda? - upewniłem się. - Nie stała ci się żadna krzywda? Nie jesteś ranny? 
- Ze mną wszystko w porządku - odpowiedział, nie odrywając wzroku od ognia. Pomarańczowe płomienie odbijały lśniły w jego oczach. Na twarzy miał rozmazane kilka kropel krwi, a włosy zaczesane do tyłu. Chociaż ten obraz niektórym mógłby się wydawać dość przerażający, moim zdaniem Lucien nawet w takiej prezentacji wygląda niezwykle przystojnie. 
Odkaszlnąłem niepewnie, odganiając zmieszane myśli. Dlaczego w takiej sytuacji zacząłem rozprawiać nad urodą młodzieńca? Miałem poważniejsze rzeczy na głowie niż to. Na przykład, co zaszło między Lucienem a drugim z mężczyzn. Gdyby walczyli na terenie obozu, najpewniej słyszałbym to. Może stoczyli pojedynek dalej? Ciemnowłosy wygrał walkę, więc to koniec problemów? 
Miałem wrażenie, że moje myśli to tylko złudne uspokajanie mnie i tłumaczenie zachowania Luciena, jakbym nie chciał do siebie dopuścić najgorszego. Co jeśli chłopak naprawdę pozbawił przeciwnika życia? Mógł to zrobić. Nic nie stało mu na przeszkodzie. Rządził tym obozem, musiał karać wykroczenia. Dowódca zdecydowanie naruszył ustalone prawo. Najpewniej zrobił to świadomie i z premedytacją. Lucien nie mógł tego zignorować. To był jego obowiązek. 
Między nami zapanowała cisza. Żaden z nas nie odezwał się więcej, jakby zabrakło nam słów wyrażających to, co czuliśmy w tym momencie. 
W końcu Lucien podniósł się z miejsca i spojrzał w moim kierunku.
- Daruma, ja...
- Nieważne, rozumiem - przerwałem mu, również wstając na nogi. - Naprawdę nie musisz mi tego tłumaczyć. 
Lucien otworzył usta z zaskoczenia. 
- Nie chciałbym, aby cokolwiek się między nami zmieniło - zapewnił chłopak, podchodząc bliżej. Powstrzymałem chęć cofnięcia się. Dalej był umazany krwią. Ale to Lucien, ten sam, co wcześniej. Uśmiechnąłem się niepewnie.
- Wiem o tym, nie martw się - powiedziałem spokojnie. - Chyba pójdę odpocząć. To był ciężki dzień. 
Nie czekałem na odpowiedź chłopaka. Udałem się zamiast tego do swojego pokoju. Dopiero tam odetchnąłem ciężko. Może jutro wszystko będzie wyglądało lepiej. 
Nie udało mi się zasnąć. Nie miałem pojęcia, ile czasu minęło, nim usłyszałem pukanie do drzwi. Poprosiłem gościa, aby wszedł do środka. Nie był to nikt inny, jak Lucien. W rękach trzymał dwa talerze. Jeden z nich podał mi. 
- Od rana nic nie jadłeś, musisz być głodny - powiedział, siadając na łóżku. Zajął się swoim posiłkiem.
- Dziękuję, że pamiętałeś. - Uśmiechnąłem się delikatnie i zacząłem jeść sałatkę. Między nami ponownie była niezręczna cisza. Brakowało mi rozmów z Lucienem. Postanowiłem więc zebrać się w sobie i wszystko wyjaśnić. 
- Przepraszam za moje zachowanie z wcześniej - zacząłem. - Byłem po prostu zaskoczony i nie wiedziałem, jak zareagować - wyjaśniłem. - Jeśli chcesz, możesz ze mną porozmawiać o wszystkim.

Lucien? 

piątek, 21 maja 2021

Od Luciena C.D. Darumy

Siedział w ciszy, nawet na mnie nie patrząc. Wiedział, że nie ma szans na żadne wytłumaczenie swoich czynów, najpewniej nawet żadnego nie miał, dlatego wolał milczeć. Czułem ulgę z powodu tego, że Daruma znajdował się daleko od naszej dwójki. Rhysander dał mi ważne zadanie,  które nie należało do przyjemnych. Nie chciałem by centaur widział mnie w takiej sytuacji.

-Rozumiem, że teraz będziemy siedzieć w ciszy, napawając się własnym towarzystwem, tak? - wygodniej rozłożyłem się na fotelu - Mi to nie przeszkadza. Doskonale wiesz, po co tu przyszedłem. Mam czas.
W końcu podniósł na mnie swój wzrok. Wiedział, o czym mówiłem i właśnie z tego powodu próbował przedłużyć tę chwilę.
-Naprawdę sądzisz, że kobiety są dobrymi wojownikami? Wiele z nich ginie wśród mężczyzn, ponieważ nie umieją poradzić sobie z siłą i odwagą płci przeciwnej - powiedział spokojnie. - Mogą sobie myśleć, że są takie jak my, ale kobiety nigdy nie dadzą rady wygrać.
-A myślałeś, dlaczego tak się dzieje?
-Bo są słab-
-Bo nie daliście im możliwości nauki - wyszczerzyłem zęby, czując, jak moje usta opuszcza syk. - Jak miały walczyć, ledwo pamiętając dotyk miecza w dłoni? Nie pozwalacie im chodzić na treningi, mając potem pretensje, że słabo wypadają na polach bitwy. Jednak mogę się założyć, że jeśli spotkałbyś Mor, umarłbyś w ciągu minuty. Wiesz, dlaczego kobiety są lepsze od nas? - mężczyzna mi nie odpowiedział, czego się spodziewałem. - Bo jako jedyne wiedzą jak skrzywdzić  najbardziej mężczyznę.
Czułem, jak krew w moich żyłach zaczyna coraz bardziej wrzeć. Rozmawiałem z nim, a on udawał, że mnie nie ma. Zachowywał się jak dziecko, na które krzyczy rodzic - posłuchać, pokiwać głową i wypuścić drugim uchem. Wypuściłem swoje cienie poza namiot, by zlokalizować Darumę. Jego obecność wyczułem dopiero w naszym domku, dlatego też postanowiłem jak najszybciej wykonać moją pracę. Sztylet w moim bucie doskonale mi przypominał o tym co miałem zrobić. 
-Chodź ze mną - mruknąłem, wstając ze swojego miejsca. Posłusznie wykonał to co mu kazałem i ruszył za mną. Na zewnątrz uderzyło mnie zimno, wszystkie namioty były ogrzewane, by chodź tam, można było skryć się przed chłodem.
Rozpostarłem skrzydła, szykując się do lotu. Muszę zrobić to jak najdalej stąd.

~*~

Wylądowaliśmy na jednym z wierzchołków, na którym wiatr mocno targał naszymi ubraniami. Zimne powietrze szczypało mnie w policzki, jednak nie zwracałem na to uwagi. Dowódca rozglądał się wokół nas, najpewniej nie rozumiejąc, po co tutaj przylecieliśmy. Jednak wystarczyło, że ja wiedziałem. Moje cienie unieszkodliwiły go, dając mi doskonały dostęp do jego skrzydeł. Podszedłem powoli, wyciągając sztylet z cholewki. Jego zimna głownia przypominała mi o starych czasach, gdy kazał nam czyścić miecze godzinami, nie zwracając uwagi na nasze zdrowie i trening. 
-Doskonale wiesz, że w wojsku trzeba przestrzegać zasad jak i słuchać rozkazów dowódcy - odparłem. - Książę Rhysander przestrzegał o tym, że jakakolwiek niesubordynacja będzie karana. - moja ręka gładko i szybko wykonała dwa nacięcia na jego skrzydłach, co wywołało ryk ich właściciela. Krew chlusnęła na mnie, brudząc moją twarz i kaftan - Tym bardziej jeśli chodzi o dobro innych. 
Chwilę staliśmy w ciszy, a mój towarzysz już się domyślił, co się zaraz wydarzy. Próbował się wyrywać, pomimo wiedzy, że mu się to nie uda. Ostatni raz spojrzałem na jego twarz, zanim nie popchnąłem go w przepaść. Patrzyłem na jego spadające ciało, dopóki nie zniknęło ono z mojego pola widzenia. Pomimo mojego opanowania zewnętrznego, moje wnętrze jednak krzyczało z powodu tego co zrobiłem. Nienawidziłem zabierać życia, jednak jeśli chodzi o innych, robiłem to bez wahania. Podniosłem wzrok i utkwiłem go na krótką chwilę na krajobrazie wokół. Piękne widoki.

~*~

Powrót do obozu nie zajął mi długo, jednak czułem, że krew zdążyła już zakrzepnąć. Od razu, pomimo dziwnych spojrzeń obozu, ruszyłem do Darumy, czując, jak moje ciało się trzęsie. Wiedziałem, że moje ciało było odporne na mróz, jednak dzisiaj za bardzo je na nie wystawiłem i teraz miałem tego rezultat. Gdy wszedłem do środka, ciepło opatuliło moje ciało, jednak nie na tyle, by mnie rozgrzać. Rzuciłem zakrwawioną broń obok drzwi i usiadłem przy ogniu, na tyle blisko o ile pozwalały mi płomienie. W tym momencie nie myślałem o tym, by się wyczyścić. Spojrzałem kątem oka na Darumę.
- Czy... udało ci się rozwiązać problem? - jego głos wyrwał mnie z zamyślenia, przez co zauważyłem strach w jego oczach. Moje serce na chwile się zatrzymało. On się mnie boi...
-Dowódca obozu nie będzie już sprawiał problemów.

Daruma?

czwartek, 13 maja 2021

Od Darumy cd. Luciena

 Lucien niemal wybiegł z naszego domku. Przez chwilę wpatrywałem się za nim w szoku. 
- Lucien...? - wyszeptałem, wyglądając za młodzieńcem. Nie odpowiedział. Niewiele więc myśląc ruszyłem jego śladem. 
Dogoniłem go dopiero, kiedy zagłębił się w jeden z większych namiotów. Wewnątrz owiało mnie ciepło. Przyjemny kontrast do tego mrozu panującego na dworze. Nie cieszyłem się jednak długo tą całkiem przyjemną atmosferą. Nim się obejrzałem Lucien i mężczyzna rozpoczęli dość nieprzyjemną i kąśliwą wymianę zdań. Dodatkowo w rozmowę starszych wmieszał się młody chłopiec. Jego pozbawione szacunku zachowanie niemal raziło w oczy. Choć nie specjalizowałem się w żadnym typie nauk wojennych, łatwo było mi się domyślić, że w taki sposób odzywanie się do przełożonego jest zdecydowanie zabronione i spotka się z karą. Zastanawiałem się, jak można zachowywać się tak nierozważnie!
Lucienowi zdecydowanie nie podobały się słowa młodzieńca. Zmarszczył brwi, udzielając mu reprymendy. Wsłuchiwałem się w ostrą wypowiedź przyjaciela. Tak naprawdę nigdy wcześniej nie widziałem go tak złego. Nie wynikało to jednak z powodu znieważenia jego postaci. Wydawało mi się, że chłopak zdecydowanie bierze poważnie swój status i pragnie wprowadzić porządek w obozie. Do jego zadań należało więc sprowadzenie nieposłusznego dowódcy na ziemię. Nic dziwnego, że przyjął tak chłodną postawę. Przyznam jednak, że napawała mnie niepokojem. Lucien w tym momencie wydawał się być naprawdę straszny. Oczywiście wiedziałem, że nie grozi mi nic. Lecz nie mogłem nic poradzić na narastającą, typową dla mnie obawę. 
Ciemnowłosy zerknął na mnie ukradkiem. Chociaż próbowałem się zachowywać jak najbardziej naturalnie, nic nie mogłem poradzić na opuszczone uszy i delikatnie drżące kolana. Mimo tego, posłałem mu łagodny uśmiech. Nie chciałem, aby poczuł się źle ze względu na mnie. 
- Zabierz go do namiotu obok. tam pewnie jest jego matka. - Usłyszałem polecenie. Nie dałem poznać po sobie ulgi. Kiwnąłem głową i ruchem ręki dałem znać nieznanemu chłopakowi, aby ruszył za mną. Młodzieniec wbił wzrok w ziemię i ruszył za mną. Mruczał coś pod nosem. Zrozumiałem jedynie, że to niepochlebne epitety w stronę Luciena. Zmarszczyłem brwi. 
- To jedna z ważniejszych osób w tym obozie, wypowiadaj się z o nim z należytym szacunkiem - upomniałem go uprzejmie.
Chłopak prychnął w odpowiedzi.
- Podejmowane przez niego decyzje nie mają nawet sensu!
- Sądzę, że decyzje Luciena mają jedynie na celu wasze dobro - powiedziałem szczerze. - Jeśli nie potrafisz tego docenić, po prostu zrezygnuj z drogi wojownika. W końcu, celem zostanie żołnierzem jest chyba dbanie o swój lud, prawda?
Młodzieniec zamilkł na chwilę. Przez kilka sekund zastanawiał się, po czym rzucił:
- Co ty tam możesz wiedzieć!
Uśmiechnąłem się łagodnie w odpowiedzi. 
- Pewnie niewiele - odrzekłem zgodnie z prawdą. - Mówię to, co czuję. Czy to nie wystarczy? 
Nasza rozmowa zbliżała się ku końcowi. Dotarliśmy do wyznaczonego namiotu. Chłopak mruknął coś niezrozumiałego i zniknął we wnętrzu materiałowej bazy. 
Czekałem chwilę, patrząc, czy młodzieniec nie zdecyduje powrotu. Nic takiego nie nastąpiło, więc również zdecydowałem się skierować swoje kroki w stronę dworku. Tam postanowiłem poczekać na Luciena. Wolałem mu nie przeszkadzać w wykonywaniu pracy. Skoro miał do pomówienia z tym mężczyzną, lepiej będzie jeśli załatwią to na osobności. Z delikatnym wzruszeniem ramion wszedłem do pomieszczenia. Zająłem miejsce na miękkim dywanie, lekko opierając się o sofę. Wpatrywałem się w drzwi, oczekując na powrót młodzieńca. Nie mogłem pozbyć się złych myśli. Miałem nadzieję, że nie zrobi czegoś, czego będzie później żałować. 
Niedługo później Lucien powrócił. Wyglądał inaczej. Potrafiłem wyczuć od niego bojącą, przerażającą aurę. Niepewnie podniosłem głowę, poruszając uszami. 
- Czy... udało ci się rozwiązać problem? - zapytałem, próbując nawiązać z nim kontakt wzrokowy.

Lucien?

wtorek, 11 maja 2021

Od Luciena c.d. Darumy

Gdy tylko kobieta pojawiła się w drzwiach, wiedziałem o czym przyszła mnie poinformować. Nie czekając na nikogo ruszyłem do największego namiotu, który należał do głównodowodzącego tego obozu. I osoby, która nienawidziła mnie równie co mój ojciec. Nie zaprzątałem sobie głowy dwoma wojownikami, którzy ruszyli w moją stronę - nie mieli prawa mnie zatrzymać, o czym doskonale wiedzieli, lecz stanęli oni po moich bokach, odprowadzając mnie do wejścia. Ich dłonie spoczywały na rękojeściach mieczy. 

W środku od razu uderzył mnie gorąc, temperatura była o wiele wyższa niż na zewnątrz. Mężczyzna siedział zadowolony przy kominku z winem w dłoni śmiejąc się z żartów młodzieńca siedzącego obok niego. Pomimo tego, że wiedział o moim przybyciu, nie przyszedł się przywitać i zdać raportu. 

- Cieszę się, że tak dobrze się bawisz, ale musimy omówić pewne sprawy - odparłem, nawet nie zwracając uwagi, że im przerwałem. - Najpewniej wiesz o jakich sprawach mówię.

Spojrzał na mnie kącikiem oka nawet mi nie odpowiadając. Doskonale wiedział, że jak Kasjan nie rzucę się na niego i nie wywlokę za kołnierz na zewnątrz - a właśnie taką miałem ochotę.  Westchnąłem tylko, przerzucając wzrok z niego na chłopaka.

- Wyjdź.

Pomimo mojego wyraźnego rozkazu, nie podniósł się z miejsca. Powoli zamrugałem oczami. 

- Powiedziałem wyj-

- Nie masz prawa mi rozkazywać!

Zerwał się na równe nogi ze wściekłym spojrzeniem skierowanym w moją stronę. Syn dowódcy. Wiedziałem, że był w drodze, jednak pierwszy raz spotykam go osobiście. Rozpuszczony dzieciak, który przez swojego ojca myślał, że wszystko się mu należy. Niestety zawsze to dzieci cierpią przez chore ambicje rodziców.

- Jestem przełożonym twojego ojca, więc jako przyszły wojownik masz obowiązek słuchać moich poleceń. Twój ojciec teraz udaje, że to nie prawda, lecz wie, że i tak będziesz musiał ze mną pójść. To, że posiedzi tutaj jeszcze pięć minut nic mu nie da. 

Chłopak otworzył szerzej oczy, na przemian patrząc na mnie i na swojego ojca. Szkolił się w obozie, wiec wiedziałem, że chce tak samo jak swój idol zostać kimś wielkim. Mówiłem, żeby odsadzić na stanowisku kogoś innego. Ukradkiem spojrzałem na Darumę, który stał kilka kroków za mną.

- Zabierz go do namiotu obok. tam pewnie jest jego matka. - poprosiłem. Wiedziałem, że nie chciałem by Daruma zobaczył to co się zaraz stanie. Gdy tylko spełnił moją prośbę, cienie zaczęły sunąć po podłodze.

- Złamałeś zasady - powiedziałem, zajmując siedzenie na którym przed chwilą siedział jego pierworodny. - Masz na to jakieś wytłumaczenie?

Milczał, wpatrując się w podłogę. Wiedziałem, że w jego głowie kumulują się negatywne emocje, od kiedy tylko tutaj trafiłem zawsze się wyżywał na mnie i na Kasjanie, nie mógł przeboleć tego, że siedzę w Radzie Dworu Nocy. Ale dzisiaj i ja nie mam zamiaru być miły.

Daruma?

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Od Darumy cd. Luciena

 Niepewnie przyglądałem się rozmowie Luciena z nieznaną mi kobietą. Młoda dziewczyna wydawała się być ekstremalnie zdenerwowana. Nie wiedziałem, jak się zachować. Nie rozumiałem powodu jej paniki. Znałem towarzyszącego mi chłopaka już od dłuższego czasu i miałem pewność, że nie zrobiły jej krzywdy. Czy ktoś inny ją zastraszał? Uniosłem uszy, lekko przekrzywiając głowę. Dziwne. Czy takie rzeczy są normalne dla obozów treningowych? 
- Jak tylko wróci, poinformuj mnie - rzucił ostro Lucien. Dopiero kiedy spojrzał w moim kierunku uspokoił się. Bez słowa jednak skierował się w stronę domku, w którym mieliśmy nocować. Przyśpieszając kroku, w końcu go dogoniłem.
- O co chodzi? - zapytałem, nie mogąc powstrzymać ciekawości. 
- Od lat mężczyźni naszej rasy twierdzą, że kobiety nadają się tylko do siedzenia w domu - wyjaśnił. - Dlatego podcinają im skrzydła w takim miejscu żeby się nie zagoiły, co uniemożliwia im latanie. Gdy wstąpiłem do rady Rhysandra zaprzestałem tego i wydaliśmy pozwolenie by kobiety także mogły być wojowniczkami, ale dowódcy obozu się to nie podoba. Znowu przestał wysłać je na treningi i zostawia w obozie by wykonywały wszystkie domowe obowiązki. 
Ze smutkiem wsłuchiwałem się w jego słowa. To okropne! Kobiety mogły być równie dobrymi wojowniczkami, co mężczyźni. Nawet lepszymi, jak w moim przypadku. 
- Chcesz z nim o tym porozmawiać? - upewniłem się, podnosząc wzrok w stronę Luciena. Ciemnowłosemu zależało na obozie, doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Najpewniej w pierwszej kolejności rozwiąże ten problem.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy - obiecał, posyłając mi delikatny uśmiech. - Nie mogę pozwolić na taki brak sprawiedliwości. 
Kiwnąłem głową w odpowiedzi i zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Salon, w którym się znaleźliśmy był naprawdę przytulny. Przypominał mi domek letniskowy należący do mojej rodziny. Spędzałem w nim wiele czasu, kiedy byłem młodszy. Uwielbiałem tamto miejsce. Z dala od wrednego kuzynostwa, problemów związanych z moim pochodzeniem i innych podobnych. 
- Mógłbyś mnie zaprowadzić do pokoi? - zaproponowałem, przypominając sobie słowa Luciena. Pozwolił mi wybrać sypialnię. Miałem zamiar obejrzeć wszystkie po kolei. 
Młodzieniec wstał z krzesła, na którym siedział do tej pory i gestem ręki dał mi znać, żebym za nim podążył. Skocznym krokiem dołączyłem do niego. 
Wszystkie sypialnie niestety wyglądały niemal identycznie. Dodatkowo posiadały zwyczajne łóżka, które nie należały do najwygodniejszych dla mojej rasy. Będę musiał wymyślić jakiś sposób, aby lekko przemeblować jeden z pokoi. Trochę poduszek zrzuci się na ziemię i będzie doskonale. 
Lucian chyba zauważył moje zamyślenie. 
- Możemy przestawić kilka mebli - zaproponował, lustrując wzrokiem pomieszczenie. - Pasuje ci ten pokój? 
- Jest w porządku - zgodziłem się. - Tylko...
- Coś nie tak? - zapytał lekko zaniepokojony.
- Czy wziąłbyś ten pokój obok? - poprosiłem. - Czułbym się pewniej wiedząc, że jesteś niedaleko.
Przyznam, że moje słowa mogły zabrzmieć nieco dziwnie. Ale nie potrafiłem oswoić się z nową sytuacją. Byliśmy gdzieś wysoko w górach wśród trenujących, silnych wojowników. Nie była to pozycja, o której marzyłem. Wiedziałem, że Lucien będzie miał od teraz wiele na głowie. Wolałem jednak mieć go gdzieś blisko. Tak dla bezpieczeństwa i spokoju ducha. 
- Nie ma sprawy. - Chłopak uśmiechnął się serdecznie. - Więc co zrobimy z tym przemeblowaniem? 
- Nic wielkiego - zapewniłem, nerwowo machając dłonią. Nie chciałem robić niepotrzebnego zamieszania i problemów. - Myślałem, żeby po prostu przesunąć trochę tamtą szafkę nocną i ściągnąć pościel oraz poduszki na ziemię. Wtedy mógłbym się na nich położyć i oprzeć o materac. Będzie idealnie.
- Zanotowano - zażartował i podszedł do wspomnianego przeze mnie mebla. Przesunął go w bok, robiąc miejsce na moje legowisko. Ja w międzyczasie zdjąłem poduszki i kołdrę, które rozłożyłem na ziemi. Teraz pomieszczenie wydawało się być bardziej przytulne dla mojej niewymiarowej osoby. 
- Dziękuję za pomoc, Lucien! - Uśmiechnąłem się. Chłopak nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, ponieważ usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Ciemnowłosy od razu poszedł zbadać, kto odwiedza nas o tej porze. Ja ruszyłem za nim. 
Po drugiej stronie stała dziewczyna, którą spotkaliśmy wcześniej. Lucien wpatrywał się w nią spokojnym wzrokiem. Ona zaś wyglądała na jeszcze bardziej zdenerwowaną. 
- Mój panie... - zaczęła niepewnie. - Nasz dowódca właśnie wrócił...
Lucien zmarszczył brwi i wyszedł z domku, aby odnaleźć wspomnianego mężczyznę. Bez słowa podążyłem za nim. Nie miałem pojęcia, dlaczego właściwie chciałem mu towarzyszyć. Nie potrafiłbym mu nawet pomóc! Wierzyłem jednak, że moja obecność mogłaby mu pomóc poukładać myśli, w razie problemu. Może walczyć nie umiałem, ale trafna radą zawsze potrafiłem rzucić. 

Lucien?

Od Luciena cd. Darumy

 Rozejrzałem się po skalnych zboczach, nie chcąc patrzeć na wysokie namioty znajdujące się wokół nas. To miejsce sprawiało, że czułem niepokój i chęć jak najszybszego opuszczenia tego miejsca. Jednak niestety nie mogłem tego zrobić - założyłem ponownie na twarz maskę okrucieństwa i obojętności, pomagając wyjść Darumie z powodu.

- Witaj w obozie szkoleniowym Illyrianów - mruknąłem pod nosem. Chłopak od razu zauważył, że przebywanie w tym miejscu wcale nie napawało mnie radością, jednak to przemilczał za co byłem mu bardzo wdzięczny. Powoli ruszyliśmy do domku na obrzeżach, uważając by nie zostać przez nikogo zauważonym. Nie chciałem od razu się na kogoś napotykać, stwierdziłem że najlepszym pomysłem na ten moment będzie rozpakowanie się. W końcu pewnie zostaniemy tutaj przez dłuższą chwilę.

~*~

- Ale tu ładnie - centaur przechadzał się z pokoju do pokoju, oglądając ręcznie ozdabiane drewno. Puchaty dywan przed kominkiem sprawił że się uśmiechnął. Stałem oparty o framugę przyglądając się temu co robi. Tyle razy już tutaj byłem, że dom ten nie robił ja mnie wrażenia, jednak cieszyłem się, że chociaż jemu sprawiało to przyjemność. Wiedziałem że jeszcze dzisiaj czekają nas gorsze chwile, dlatego nie chciałem psuć mu tej chwili. 
- To miejsce w którym nocujemy przebywając tutaj - odparłem, odkładając nasze rzeczy na stół. - Są trzy pokoje, więc możesz wybrać który chcesz.
Daruma spojrzał na mnie, jakby nie rozumiejąc moich słów. Wyjrzał za okno, na te które wychodziło na obóz.
- Dlaczego ten obóz jest tak wysoko w górach?
Westchnąłem, stając obok niego. 
- Nasza rasa jest uważana za agresywną i nie umiejącą radzić sobie z emocjami. Dlatego żeby nikt nie czuł się poszkodowany, nasze jednostki zostały osadzone tutaj by nikt nie ucierpiał. W końcu jest tu dużo miejsca do ćwiczeń, a zimno sprawia że ciało się utwardza i zwiększa wytrzymałość.
Jedna z kobiet wyszła z namiotu z koszem pełnym prania. Zmarszczyłem brwi, patrząc na to.
- Przecież powinna być na treningu - ruszyłem do drzwi, gwałtownie je otwierając by znaleźć się na zewnątrz. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Nie wyczuwam tu żadnych mężczyzn.
- Co robisz? - zapytałem. Stanąłem przed nią, rozglądając się wokół.
- R-robię pranie - mruknęła tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
- Powinnaś być na treningu. Gdzie jest dowódca obozu? 
Cisza jaka zapanowała utwierdziła mnie w przekonaniu, że znowu zaczęli robić to z czym walczyłem od kiedy tylko stanąłem obok Rhysa.
Daruma podszedł powoli do nas, nie rozumiejąc co sprawia, że chłód zaczą bić ode mnie. 
- Gdzie on jest? Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię. On też nie ma prawa.
Spojrzała się za siebie na namiot, z którego wyglądała młoda dziewczyna, która pewnie pojawiła się tutaj nie dawno. Jej córka.
Wziąłem kilka wdechów, chcąc się uspokoić. Przecież to nie jej wina, dlatego nie powinienem być zły akurat na nią. Nagle jej dłoń poruszyła się do góry, wskazując jeden z wierzchołków, na którym znajdowała się arena szkoleniowa.
- Jak tylko wróci, poinformuj mnie - odparłem. Powolnym krokiem ruszyłem do domku, czekając aż Daruma zrówna ze mną krok. Pewnie chodzenie po śniegu nie było dla niego łatwe.
- O co chodzi?
Jego pytanie odbijało się przez chwilę w mojej głowie. Czy powinienem powiedzieć mu o wszystkim?
- Od lat mężczyźni naszej rasy twierdzą, że kobiety nadają się tylko do siedzenia w domu - otworzyłem drzwi i wpuściłem go przodem - Dlatego podcinają im skrzydła w takim miejscu żeby się nie zagoiły, co uniemożliwia im latanie. Gdy wstąpiłem do rady Rhysandra zaprzestałem tego i wydaliśmy pozwolenie by kobiety także mogły być wojowniczkami, ale dowódcy obozu się to nie podoba. Znowu przestał wysłać je na treningi i zostawia w obozie by wykonywały wszystkie domowe obowiązki.

Darumo?

Szablon
Pandzika
Kernow