Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shain x Hyo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shain x Hyo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lipca 2021

Od Shain'a cd. Hyo

- Powiedz temu swojemu dawnemu przyjacielowi by zdjął to z mojej ręki - pokazałem na bransoletkę.
- Nie da jej się zdjąć - odparła oglądając się.
- Jak to? - zapytałem, spojrzałem za dziewczynę gdzie stał Hyo, miałem ochotę rzucić się na niego 
- Jeśli ją dostałeś, to powinieneś się cieszyć. Gdyż dopóki ją masz jesteś bezpieczny i żaden pech albo niebezpieczeństwo ci nie grozi 
Hyo tylko się przysłuchiwał nic nie mówił.
- Nie pisałem się na to...Nie chciałem tego - spojrzałem na chłopaka. - Zdejmij to natychmiast! - krzyknąłem zdenerwowany.
Hyo podszedł do mnie i chciał chyba dotknąć moich uszu lecz ja nie pozwoliłem mu dotknąć ich. Chłopak bym zdeterminowany nagle poczułem jak przerzuca mnie przez ramię i zabiera mnie i Shine gdzieś w ustronne miejsce. 
- Puść mnie! - krzyknąłem. - Jak tylko mnie puścił użyłem swoich mocy, by ostre pnącza oplotły jego ręce nogi oraz szyje. Nie umiałem powstrzymać złości. 
Dziewczyna westchnęła i uwolniła Hyo po czym zagrodziła drogę mi. Fuknęła na mnie zła.
- Nie wyżywaj się na Hyo. On stara sie ci pomóc, nawet jeśli tego nie chcesz. Hyo lepiej żebyś poszedł, muszę z nim porozmawiać sam na sam - po tych słowach Hyo sobie poszedł 
- Mnie nie obchodzi, że on chce mi pomóc ja tego nie chce, więc niech się odczepi ode mnie - odparłem i odwróciłem się plecami, krzyżując ręce na piersi.
- Hyo kiedyś zachowywał się jak ty teraz. Nawet jeśli zrobił ci coś złego. To następstwa, które później nastąpią wysuną twoje wnioski. Może zróbmy tak. Potrzymaj ten skarb jeszcze trochę także trzy dni. Jeśli nie zobaczysz żadnych różnic, ani nic się nie zmieni. To przyjdź do "Zielonej sroki", to mój sklep i odpowiedź mi o tych dniach. Jeśli nadal będziesz chciał się pozbyć skarbu to go zabiorę. To jak zgadzasz się? - spytała
Nie wiedziałem co o tym sądzić, ale jeszcze te trzy dni mogłem w niej pochodzić. 
- Zgoda - odparłem - trzy dni.. - powiedziałem i rozeszliśmy się. 
Wróciłem do swojego pokoju, miałem zamiar nie przejmować się Hyo i jak najlepiej nie zwracać na niego uwagi. Zająłem się więc nauką, ważną dla mnie. Usiadłem wygodnie na krześle i zacząłem czytać książkę. Dzień zleciał mi bardzo szybko, prawie w ogóle nie wychodziłem z pokoju, dzięki temu nie musiałem spotykać Hyo. Moje oczy zaczęły pod wieczór szwankować. Odłożyłem więc książkę i poszedłem się wykąpać. Po cudnej i relaksującej kąpieli położyłem się wygodnie do łóżka. 
Obudziły mnie promienie słońca, chodź nie chciałem próbowałem otwierać oczy. Nie znajdowałem się jednak w sypialni. Widziałem bodajże błękitne niebo udekorowane białymi chmurkami. Nade mną latały niebieskie motyle. Nie wiedziałem o co chodzi. Czy to kolejna sztuczka Hyo? A może to sprawka Takami. Nie byłem do końca pewien. Próbowałem wstać na równe nogi, lecz wszystkie kończyny mnie strasznie bolały, jakbym biegał nie wiem ile jako lis. Próbowałem określić swoje położenie. Na szczęście byłą to mała polanka przy akademiku. Ruszyłem w drogę powrotna do pokoju. Nie miałem ochoty dziś wychodzić z pokoju. Zabrałem tylko z kuchni jakieś jedzenie by cały dzień przetrwać oraz picie. Chociaż by się dokształcać musiałem czytać więcej książek, a to liczyło się z odwiedzaniem biblioteki. Mogłem spotkać na korytarzu Hyo, lecz jakoś nie liczyło to się dla mnie. Wziąłem pięć książek, które wypożyczyłem z biblioteki i poszedłem je zwrócić i wybrać kolejne pięć.

Hyo?

sobota, 29 maja 2021

Od Hyo cd Shain

Gdy zniknął mi z pola widzenia, uwolniłem się z pnączy. Nawet jeśli miałem jakieś zadrapania, po chwili zniknęły. Łańcuszek, który znajdował się teraz na nadgarstku Shaina, nie zostanie zdjęty. Gdyż gdy się raz go założy, może zejść po wypełnieniu kilku punktów, albo udanie się do twórcy tegoż też magicznego przedmiotu. Dzięki niemu mogę śledzić i obserwować gdzie i dokąd wybiera się Shain, z bezpiecznej odległości. Nawet jeśli mnie zobaczy nieopodal. To ja także się tu uczę, więc to naturalne, że na mnie wpadnie. Nawet jeśli nie chce.
***
Siedziałem na schodach na dziedzińcu. Driady albo nimfy bawiły się w stawie. Do tego pełno osób znajdowało się wokoło, tak jakby miał się odbyć jakiś festiwal. Choć nic o tym nie wiem. Może, gdy mówili, robiłem co innego, mogło mnie też nie być, albo po prostu nie słuchałem. Zdarza się to nawet najlepszym.
Westchnąłem i upiłem kolejny łyk krwi. Miałem termos, w którym ją przechowuje, gdyż więcej się w nim mieści i przyjemniej się pije. Oczywiście, gdy Driady i nimfy się bawiły, na świeżym powietrzu chlapały tą wodą. Nie mam nic do wody, śmiesznie to się nawet oglądało. Nie tylko ja miałem ubaw oraz jeszcze kilka osób dołączyło. Niektórzy zajmowali się sobą albo rozmawiali z przyjaciółmi, czytali czy też ulotnili się, gdy nikt nie patrzył.
Odwiedzić mnie miała dawna znajoma. Można rzec, że to damska wersja Shaina. Jej imię to Shine. Skojarzyło mi się z nią, gdyż przypomniały mi się zdarzenia, jakie miały miejsce. Do tego jeszcze można powiedzieć, że może nie takie same jak z Shainem, ale bardzo podobne zdarzenia były w roli głównej z Shine.
- Hyo! - zawołała i usiadła obok mnie na schodach. Miała parasolkę i delikatnie się zmieniła, była bardziej mroczną Shine, niż tą lolitkową, jaką poznałem na początku. Głupiutką i nieco skrytą. Przytuliła się do mnie, odwzajemniłem gest, jej parasolka, była na tyle duża, że rzucała cień i na mnie. Byłem jej za to bardzo wdzięczny.
- Shina. Mroczna wersja także ci pasuje. - zaśmiałem się, a ona co zrobiła. To, co zwykle nadymiła policzki jak u chomika. Słodka jest jak zresztą zawsze. Jeszcze jej przemiana jest bardzo pomocna, podczas naszych tych miłych i tych nieco krwawych przygód, pozwalała mi się na sobie wozić. Ujeżdżanie lisa, to było coś świetnego. Jednakże ucieczka, była już nieco poważniejsza. Jednakże nie ma co opowiadać o tych, gorszych wspomnieniach.
- Słyszałam, że masz tu męską wersję mnie. Shain. Tak ma chyba na imię. - zaczęła temat. Zazwyczaj tak bywało.
- Powinnaś go poznać. Zniechęciłem go do siebie, za to jego rodzina i kuzyn mnie uwielbiają. - wywróciłem oczami i pogłaskałem dziewczynę po głowie. Dopiero po chwili zauważyłem, że jej uszy miały w sobie kolczyki. - Widzę, że przekułaś uszka. Teraz już coraz mniej przypominasz dawną siebie. - zażartowałem. Choć była to prawda.
- Pewnie odstawiłeś numer z życzeniowym kwiatkiem i mu podpadłeś. Więc cię unika. - powiedziała i spojrzała na mnie jak na kosmitę. Jej śmiech był taki jak zawsze słodki, melodyjny i taki bliski mojemu sercu. - Wciąż mam tę bransoletkę, którą wtedy mi zostawiłeś. Do śledzenia i obserwowania. - dodała po chwili. Pokazała mi ją nawet. Piękny złoty łańcuszek dalej widniał na jej nadgarstku. Nie da rasy się go zdjąć, chyba że spełni się podpunkty albo odnajdzie twórcę. Twórca dawno jest martwy. Był on dziadkiem Shine.
- Jak tam u babci? - spytałem. Musi być jej trudno bez męża, dziadka i kogoś bliskiego nam obu.
- Babcia jeździ po świecie. Zajmuje się synem i moją mamą. Starają się dalej znaleźć lekarstwo na chorobę mojego brata. - powiedziała. Odkąd się urodził, jego choroba się pojawiła. Niby mają lekarstwo, które przedłuża mu życie, ale mało osób może go odwiedzać, co jest potworne i nawet gdybym chciał go zobaczyć, nie pozwolą mi. Po tym, co się wydarzyło ostatnio... Wciąż nie wybaczyli. Zresztą tak jest dla niego lepiej. Shine wie, czemu to zrobiłem.
- Twoja krew. Czy no wiesz, zmieniła się i jest teraz taka, by uznać cię za strażniczkę, jednocześnie jesteś na tyle wyszkolona, by móc... No wiesz sama, lepiej o tym na forum nie rozmawiać. - powiedziałem. Ona wiedziała, o co chodzi, gdyż kiwała głową.
- Zielono żółta. Taka jest i się nie zmienia. Podobno nieliczni taką mają więc tym lepiej dla mnie. - spojrzała na mnie. Akurat piłem krew z termosu. Jej krwi próbowałem, jednakże ten smak jest kwaśny i dziwny. Występuje mi po niej wysypka, ale za to jest dobra na zatrute rany.
- Chcesz coś dodać? - spytałem, gdy akurat zakręcałem po wypiciu krwi z termosu.
- Przejdziemy się, czy będziemy tu tak siedzieć? - spytała.
Podniosłem się i otrzepałem się, po czym podałem dłoń dziewczynie. Ujęła ją i także wstała. Trzymałem jej parasol, gdy się otrzepywała. Ona akurat miała dwa ogony, oba miały w sobie zarówno żółty, jak i zielony w tym także domieszka bieli. Uśmiechnąłem się, wzięła mnie pod rękę i zaczęliśmy nasz spacer.
Drogę zagrodził nam Shain. Zerknąłem na dziewczynę, po czym widziałem jej uśmiech.
- Witaj Shain. Mam na imię Shine. Ja i Hyo jesteśmy dawnymi przyjaciółmi. - powiedziała. Najwyraźniej coś jeszcze chciała dodać. Jednakże jak na razie wolała się wstrzymać.

Shain?

wtorek, 25 maja 2021

Od Shaina cd Hyo

 Moc ? O czym on mówił..? Nie czułem się inaczej. Moja aura tylko trochę zmieniała kształty, lecz nic pozatym. 
- Co za brednie wygadujesz - odparłem i zacisnąłem pięść 
- Spokojnie może to przyjdzie z czasem - odparł 
- Nie wiem o co ci chodzi.. ale proszę Ciebie i resztę Twojej ekipy o wyjście 
Widział, że mowie serio. Wyszedł nic nie mówiąc reszta za nim. Usiadłem koło mojej babci. 
- Wybacz, że wmieszałem cię w to... Nie chciałem naprawde - posmutniałem 
Położyła dłoń na moim policzku i uśmiechnęła się, drugą walnęła mnie w głowę. 
- Auć.. - odparłem masując bolące miejsce
- Staruszkę mieszać w swoje prywatne sprawy i narażać ją  - odparła - nie jestem zła chociaż jeszcze przed śmiercią się wyszaleje haha - zaśmiałą się i poszła się rozpakować, bo wcześniej nie zdążyła. 
Ja wzdychnąłem i patrzyłem na swoje dłonie. Opanowaną moc? Czyżby niewidzialność? Zamknąłem oczy i skupiłem się na sobie i energii, która mnie przepływa. Pomyślałem o tym, że jestem niewidzialny. Otworzyłem oczy, lecz nic dalej widziałem siebie, podeszłem do babci i spytałem się czy mnie widzi, lecz odparła, że tak. Dał mi nadzieje...Spakowałem swoje rzeczy, trzeba było wrócić do szkoły i nauki. Wróciłem piechotą do akademika i rozpakowałem i się. Zacząłem nadrabiać stracone lekcje. Zapewne będę musiał nadrobić kartkówki lub sprawdziany. Zająłem się wiec nauką. Nie zważałem na nić tylko codziennie się chodziłem na zajęcia a po nich do biblioteki na nadrabianie wszystkiego. Kompletnie olewałem i starałem się nie wpadać na niepożądane osoby jak Yeu czy Hyo. Gdy tylko widziałem ich na horyzoncie znikałem im z oczu by mnie nie zauważyli i szedłem dalej się uczyć. Pewnego razu tak sie zaczytałem, że zapomniałem kogo miałem unikać. Gdy przysiadłem na ławce by chwile odpocząć i wywietrzyć mózg z daleka mogłem zobaczyć pod drzewem Hyo. Nie był sam. Czemu patrzyłem tam, przecież nie byłem juz z nim jakoś związany. Nienawidziłem go... Przez to jak z Takami.. eh nie będę wspominać. Pomasowałem skronie i wzdychnąłem. Tak jak myślałem bawi się uczuciami i zmienia sobie kogo chce w łóżku jak Yeu. Wziąłem książkę i ruszyłem do pokoju. Usiadłem na swoim pokoju i poczułem ja z nosa leci mi zielona krew. Wytarłem ja chusteczką i się na chwile zagapiłem. Co jakbym sprzedał ja... byłbym bogaty, a moja rodzina objawiła by się. Nie przejmował bym się Takami i Healem. Nie liczyli się już dla mnie w ogóle. Zamknąłem znów swoje uczucia i położyłem się na łóżku twarzą w poduszczę. Zasnąłem dość szybko, byłem wykończony nauką. Obudziłem się rano i przeszedłem codzienną rutynę w łazience. Ubrałem szaty i ruszyłem na lekcje. Musiałem przejść z Akademika na Uczelnie, przez plac. Na drodze stanął mi Hyo. 
-Wiesz co twoja babcia jest milsza niz ty. Taka serdeczne niedługo ponownie sie z nią zobacze - uśmiechnął się 
- Możesz z całą rodziną sie zaprzyjaźnić nie obchodzi mnie to, ode mnie trzymaj się z daleka - odparłęm i przewróciłem oczami. Wyminąłem go. Niestety nie spodobało mu sie to i chwycił mnie za ogon zatrzymując mnie. 
- Puść.. - odparłem 
Nie miałem chęci i nerwów by się z nim zmierzyć. Chciałem unikać go jak mogłem. I tak już wszystkie uczucia jak i zaufanie zamknąłem dla niego. Starałem się być dla niego chłodny niczym lodowiec. I raczej już nie zobaczy jak moje końciki ust się ruszają.. Może już nikomu nie zaufam..Chłopak chciał się zbliżyć do mnie, lecz nie dałem mu na to szansy, jedynie złapał mnie za nadgarstek. Ja używając mocy wyrosłem pnącza z ziemi i przywiązałem jego nogi do ziemi. Wyrwałem rękę i bez słowa odwróciłem się i ruszyłem a zajęcia. Słyszałem z tyłu jak mnie woła, lecz nie obchodziło mnie to.

Hyo ?

wtorek, 18 maja 2021

Od Hyo cd Shain

Kwiat miał być prezentem, ale okazał się nie na miejscu. Heal był blisko mnie, jego bliskość była dobrze mi znana, gdyż towarzysz mi od dawna. Zielona krew była mi potrzebna, by mógł się odrodzić, po tym, jak został zabity. To jednak było zupełnie inne.Kwiat zmienił się w proch, który wiatr rozwiał. Westchnąłem i podniosłem się, by odnaleźć coś, co pomoże jego babci. Kwiat nie jest zły, jedynie spełnia skryte pragnienia swoich wybrańców. Był on darem, a stał się przekleństwem w oczach Shaina. No cóż, najwyraźniej jego babcia z niego skorzystała i zasnęła.
- Czy twoja babcia miała jakieś życzenia albo pragnienia, które chciała spełnić? - moje pytanie zostało zadane. Gdy dostanę odpowiedź, będę mógł wiedzieć, jak jej pomóc oraz jakie było jej życzenie.
- Nie wiem, nie mówiła mi o tym nigdy. - doczekałem się odpowiedź. Oczywiście, że nie wie. To była oczywista odpowiedź, przy takiej jest trudniej, ale też się uda. Wstałem i ruszyłem, wymijając ich wszystkich. Skierowałem się do domku babci Shaina, wolno i bez pośpiechu. Najwyraźniej chcieli, by udzielił im odpowiedź, ale się jej nie doczekali. Podobnie jak Shain, nie odpowiadałem, gdyż już usłyszałem to, co chciałem wiedzieć.
- Zostańcie przed domkiem. - powiedziałem. Jednakże najwyraźniej nie chcieli posłuchać. W powietrzu rozpyliłem pyłek, by ich uśpić, choć na krótki czas.
***
Odnalazłem staruszkę na kanapie, wyglądała młodziej, jednakże to, co sobie życzy, potrzebuje czasu. W tym czasie może też zmienić zdanie. Dlatego też musiałem czekać na odpowiednią porę, by rozpylić pyłek, który ukończy jej decyzje. Zazwyczaj tak jest, że same się wybudzają. Właśnie gdy chciałem ją, obudzić sama się obudziła. Odsunąłem się, ale mimo to podałem kobiecie szklankę wody.
Po krótkiej rozmowie z babcią Shaina akurat wpadła tamta trójka do pokoju. Szybko schowałem się za kobieta, a Shain przytulił babcię. Wyczułem, że w chłopaku coś się zmienia, dlatego szybko odsunąłem kobietę. Shainowi najwyraźniej się to nie spodobało.
Takami i Heal też się odsunęli, gdyż Shain najwyraźniej życzenie jego babci zostało spełnione i to właśnie teraz się dzieje.
- Może Shain pokażesz nam swoją opanowaną moc. - zaproponowałem. Trójka spojrzała się na mnie, jednakże po chwili wzrok padł na chłopaka po środku. Czas na pokaz Shain. Zobaczmy czy życzenie twojej kochanej babci się spełniło.

Shain?

czwartek, 13 maja 2021

Od Shain'a cd Hyo

 To wszystko było jakieś dziwne.. Mówił mi o strażniku.. Ale Takami, po nim bym się nie spodziewał, że tez mnie oszuka. To był żart.. Tak ? Czułem się strasznie.. Już wolałem tamtą wersje.. Miałem nie być zły na Hyo ? To czemu byłem, i to bardziej niż wcześniej. Moja moc pobudziła.. ?Eh o niczym nie wiedział, wolałem nie mówić. Gdy Hyo zaproponował by się napić wybuchnąłem, nie mogłem już tego wytrzymać. Zacisnąłem pięści, a w moich oczach pojawiły się łzy. 
- Wyjdźcie.. - odparłem cichym głosem 
- Shain spokojnie - chciał pocieszyć mnie Takami 
Wystawił rękę, by poklepać mnie po plecach, ja złapałem jego rękę za nadgarstek. 
- Nie dotykaj mnie ! - krzyknąłem przez zamknięte zęby.
- Po co ta agresja - odparł mężczyzna obok Hyo 
- Wynoście się z Tąd.. Wszyscy ! Nie chcę mieć z wami nic wspólnego! 
- Jak to przecież miałem cię uczyć na strażnika - odpał Takami 
Wytarłem łzy z oczu i wskazałem palcem drzwi. 
- Nie zostanę nim. Nie chcę ! - krzyknałem -  Wynocha ! - dodałem po chwili
Nie protestowali i wyszli z domu. Nie dość, że czułem się okropnie to za niedługo babka miała wrócić. Położyłem się na łóżku i zacząłem zwyczajnie płakać. Wtuliłem się w poduszkę i nie wiem kiedy zasnąłem. Obudził mnie hałas, jakby ktoś upadł na ziemię. Szybko wstałem i wyszedłem z pokoju, zszedłem na duł i zobaczyłem, że babcia leży na podłodze, a koło niej jest doniczka.
- Babciu - ułożyłem ją na kanapie 
Nie wiedziałem co się dzieje, wziąłem kwiat do ręki i obejrzałem go dokładnie. Nie był on stąd. Wiedziałem, że to jest sprawka ich.. Podejrzewałem tylko 2 z nich, Hyo i tego drugiego jak mu było? Heal. Nie wiedziałem, gdzie dokładnie będą, lecz natura i rośliny mi w tym pomogła. Znalazłem ich tam, gdzie mieszka Takami. Razem z driadami oraz Healem i Hyo rozmawiali. Podszedłem do nich, w moich oczach nie było, żadnych emocji. 
- Nie dość, że tak mnie oszukaliście... To jeszcze macie czelność takie świństwo mojej babci robić - odpałem 
- Ale co się stało - Takami odparł, prawdopodobnie nie wiedział o niczym
Rzuciłem kwiatka pod stopy Heal'a. 
- Jeżeli nie naprawicie tego będę zmuszony zrobić coś czego byście nie chcieli... 
Sam nie chciałem tego robić, lecz nie pozostawili mi wyboru, jeżeli mi nie pomogą i nie naprawią tego, nie dość, że bezpowrotnie stracą u mnie szacunek to będę musiał skorzystać z pomocy czarnego rynku. Użyje swojej zielonej krwi jako karty przetargowej.

Hyo ?

poniedziałek, 10 maja 2021

Od Hyo cd Shain

--Trzy tygodnie temu--
To był ten czas, gdy trafiłem z Shainem na Takamiego. Jednakże Shain nie wie tego, iż znam Takamiego od niepamiętnych czasów. Nawet jeśli gdy byłem młodszy, zabiłem jednego ze strażników, nie wiedząc, że kimś takim jest. Wówczas gdy została mi zmieniona krew do domu, zjawili się strażnicy, chcieli zapłaty i zemsty za to, co się wydarzyło. Jednakże gdy ujrzeli mnie, coś w nich się zmieniło. Ciało strażnika znikło, przemieniając się w małą roślinkę, która była jak żywą. Wtem zgodzili się po długich rozmowach, iż może on ze mną zostać. To było bardzo dawno, dawno też nie było słychu o strażnikach. Nawet jeśli jeden cały czas był tuż obok mnie w roślince, która się rozwijała i rozwijała.
Po spotkaniu z Takamim musieliśmy udawać, że się nie znamy. Przynajmniej dopóki, ktoś inny był obok, sami było zupełnie inaczej. Dlatego też Takami wiedział, że Shain nie będzie mógł poznać prawdy. Tak dla każdego było łatwiej i lepiej. Gdy mogłem być z driadami oraz ze strażnikiem sam na sam. Obmyślaliśmy chytry i nieco podły plan, by pomóc oraz dostać coś w zamian. Nie byłem chętny do pomocy, jednakże jak Takami ofiarował mi zieloną krew, mogłem się zgodzić.
--Tydzień temu--
Był to czas, gdy w chatce babci Shaina oboje się spotkaliśmy. Słoik został zabrany, a strażnik przeciągnął Shaina na swoją stronę. Widzieliśmy, na co się piszemy, nawet jeśli ma nastąpić walka, albo osłabienie drugiej osoby, byliśmy na to gotowi. Po zostawieniu Shaina samego i wróceniu do swojego domu Takami i driady już czekały. Krew została mi dostarczona, dzięki której mogliśmy wykonać nasz plan. To jednak nie była kulminacja. Było w planie zabranie i odebranie mu zielonej krwi, by Shain uwierzył w to, że chciałem go zabić i zabrać całą krew. Ta krew jednak był dla innego strażnika, jego imię nie zostało wymawiane, gdyż tak zdecydowali strażnicy i driady. Oczywiście krew była dla jego roślinki, czyli dla niego. Musiałem eksperymentować na niej, by wydobyć nektar, który pozwoli mu na nowo się odrodzić.
--Dziś--
Rośliny zniknęły, a moje rany się pogoiły, gdy nektar został oddany roślince, kilka godzin przed zjawieniem się Shaina. Musiałem poczekać, aż zacznie działać. Siedziałem na ziemi, dopiero gdy chciałem się podnieść, pojawiła się dłoń. Ująłem ją, by się podnieść i otrzepać z kurzu. Podniosłem wzrok, przede mną stał on. Miał szaty, które zostały dostarczone. Jego długie błękitno-złote włosy oraz dodatki, które znajdowały się w jego włosach. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił, targając moje włosy..
- Spisałeś się Hyo. Czasem za dużo wody nalewałeś, a czasem było za sucho. - powiedział Heal. Takie imię mu nadałem. Gdyż pasowało mu. Rośliny dzięki niemu zniknęły. Nie był już osłabiony ani zmęczony. Chciał udać się do domku, by sprawdzić co z Takamim. Jednakże też nie chciał mnie zostawić. Dlatego też zabrał mnie ze sobą.
Do domku Shaina, weszliśmy jakby nigdy nic. Trzymałem się zza Healem, gdyż to on prowadził. Zauważyliśmy obu. Heal zrobił, to co zrobił. Pomógł odzyskać jednemu ze strażników jego utracony dar, a Shainowi pomógł odzyskać moc. Za szczodrą pomoc.
- Witaj Shain, to o tobie wspominał Takami. - powiedział. Złapałem za szatę na plecach strażnika. Ten jakby na zawołanie przyciągnął mnie do swojego boku i objął, tak jakby chronił mnie. - Nie złość się na Hyo. To jedynie był chytry i nieco bezczelny plan. - chciał najwyraźniej coś dodać, ale zostało mu przerwane.
- Heal. Dobrze, że ponownie jesteś wśród nas. - rzekł Takami i klęknął. Nie potrzebowałem, na to patrzeć dlatego też schowałem twarz w szacie mężczyzny. Był starszy, ale mimo to było między nami coś, czego nikt nie mógł rozerwać. Objąłem go i zacisnąłem dłoń na plecach strażnika.
- Shain, dzięki odwadze, twoja moc wzrosła i się pobudziła. Jestem Heal, zapewne kiedyś Hyo ci opowiadał, że gdy był mały, wpadł na mnie i mnie zabił. Choć tak naprawdę mnie uratował przed... - przerwał, gdy poczuł, że ma nic więcej nie mówić.
- Napijmy się czegoś. - odezwałem się, w końcu. Chciało mi się pić, ale jednocześnie też chciałem mieć Heala blisko, gdyż nie wiem, co mnie czeka. Jako że mam przy sobie jednego z zaginionych strażników, wówczas nikt nie podniesie na mnie ręki.

Shain?

niedziela, 9 maja 2021

Od Shain'a cd Hyo

 Jak mógł tak postąpić.. Nie liczył się nikt dla niego.. Jak mogłem komuś takiemu zaufać... Jeszcze przez to Takami był w niebezpieczeństwie. Może byłem i słaby, ale byłem też uparty. Wiedziałem, że to co postawił w postaci elektryczności i wody może zaboleć, ale nie będzie boleć bardziej niż to co zrobił on.. Wszedłem w ciecz bez wahania. Wtedy moje ciało przeszedł prąd elektryczny. Stałem bezruchu czując jak przez moje ciało przechodzi prąd. Zacząłem krwawic z nosa, zielona krwią. Jedna jej kropla spadła w ciecz naelektryzowaną. Co wtedy się salo nie byłem pewny, nagle wszystkie choćby małe błyski elektryzacji stanęły w miejscu jakby czas się zatrzymał. Stałem cały poraniony, nie miałem czasu teraz badać co się stało, ale prawdopodobnie moja krew zamroziła w jakiś sposób to. Nie traciłem czasu by sie tym zajmować, znalazłem driady i wytknąłem im jak mogły zdradzić strażnika i las! 
Chodź byłem ranny to i tak miałem siłę krzyczeć na nie. 
- Przypomnijcie sobie ile razy on ratował was i las ! - powiedziałem zaciskając pięść - A ty go od tak zdradziliście jakiemuś wampirowi, który ma gdzieś was i jest on ważny tylko !
Chyba wtedy zrozumiały co zrobiły. Zaprowadziły mnie w miejsce gdzie na pewno znajdował sie Takami. Zmieniłem się w lisa by wyważyć drzwi. Przy tym poraniłem się w rękę, lecz dalej nie zamierzałem patrzeć na swoje rany. Nie ja byłem teraz dla mnie ważny. Zmieniłem się w ludzką postać i poszedłem za zapachem Takami. Stanął mi niestety na drodze Hyo.
- No prosze słabeusz dał radę - odparł uśmiechnięty 
Szczerze, wtedy nie liczył się już dla mnie, stracił w moich oczach wszystko co miał.. Pierwszy raz od nie wiem kiedy użyłem swojej mocy niewidzialności, zapanowałem nad nią w tamtym momencie, nie mógł wyczuć mnie ani usłyszeć. Rzuciłem się na niego od tyłu i wziąłem klucz od celi, w której był Takami. Zmieniłem się w lisa by przygnieść go swym ciężarem, oraz użyłem mocy natury by związać go tak mocno , by zanim się uwolni , zrani się do krwi, był związany pnączami z kolcami bardzo ostrymi. Ja spowrotem zmieniłem sie w człowieka i znów stałem się widzialny, wytarłem krew z twarzy i poszedłem uwolnić strażnika. Po zrobieniu tego posłałem Hyo straszny wyraz twarzy. 
- Jeżeli jeszcze raz zbliżysz się do mnie lub do niego  zrobię wszystko byś cierpiał najgorsze katusze - odpałem i zabrałem pod ręką strażnika do siebie do chaty. Driady pomogły mi tym razem w tym by schować ponownie domek przed Hyo by nie znalazł na pewno go już. W domku położyłem strażnika na łóżku i uleczyłem go.  Nie miałem więcej sił na nic, zemdlałem na podłodze. 

Hyo?

sobota, 8 maja 2021

Od Hyo cd Shain

Obudziłem się, ale słoik zniknął. Były dwa różne zapachy w pomieszczeniu. Dobrze, że wcześniej udało mi się schować kilka fiolek zielonej krwi. Gdyby ktoś chciał ukraść słoik. Jedna z driad się pojawiła, by zawczasu schować fiolki z krwi. Tak by nikt ich nie ukradł. Miały znaleźć się w moim pokoju, bym mógł z nimi zrobić, to co chce. Nie powiem o tym chłopakowi. Gdyż to pewnie jego wina.Udając niewiniątko, udałem się, by zobaczyć, gdzie jest Shain. Zapewne będzie chciał się tłumaczyć, ale nie mam na to teraz czasu, gdyż jestem zajęty. Mam krew to czas rozpocząć jakieś eksperymenty. Im mniej wie, tym lepiej dla niego. Jak się dowie i przyjdzie, to on także może być celem eksperymentu.
- Spadam, mam sprawy. - powiedziałem. Nie dałem dojść do słowa Shainowi, gdyż szybkość wampirza została użyta i zniknąłem. Wróciłem do domu, gdy tylko znalazłem fiolki, wziąłem je i udałem się do tajnego pomieszczenia. Tylko niektórzy mają do niego dostęp, dlatego tym lepsze jest to miejsce do ukrycia się oraz testowania.
***
Zabrałem się do dzieła, zajmowało mi to czas, ale nie ruszałem się nigdzie. W pomieszczeniu miałem wszystko. Wiele różnych składników, dlatego też każda kropelka, była w szczytny celu wykorzystana. Dokonałem po kilku godzinach, a może i dniach. W tym pomieszczeniu oraz gdy byłem zbyt zajęty, by się oderwać, od tego, co robiłem, znalazłem coś, co mnie zaskoczyła. Zielona krew ma wiele właściwości, więc wykorzystanie w celach produktywnych oraz, by zabić strażników, jest sprytnym planem. Pozyskać więcej krwi, by wykorzystać go w wielu celach. No niby uzależnia, ale niektóre stworzenia mogą po niej zmutować, co także jest niezwykłe. Może niekiedy ta krew, może wydawać się, czymś, co należy podpalić. Dlatego też po podpaleniu, wydarzyło się coś dziwnego. Zielona krew jest niesamowita.
Nie powiem o nic Shainowi, bo to nie jego sprawa. Najwyżej zobaczy jak mam więcej krwi. Dlatego też czas na polowanie. Uśmiechnąłem się, przygotowałem się w odpowiedniejszy strój, oraz bym pachniał lawendą. Wówczas, nawet jeśli driady nie pomogą, mam już własny plan.
***
Wracałem właśnie przez las, ciągnąłem za sobą ciało. Nieprzytomny, ale ranny. Zabierałem go do swojego laboratorium im więcej zielonej krwi, tym lepiej. Tak głupi strażnik, ale przynajmniej dał mi się zabawić sobą. Na drodze stanął Shain. Spojrzałem na niego, po czym zatrzymałem się, by przerzucić sobie ciało przez ramię.
- Skoro woli oddać swoją zieloną krew, to mam tu nowe ciało. To baw się dobrze słabeuszu. - prychnąłem i popchnąłem Shaina, by ten padł na tyłek. Użyłem elektryczności oraz wody, by utworzyć coś w rodzaju blokady. Dzięki temu nie mógł iść za mną, a także mój zapach został zmyty.
Dotarłem do swojego tajnego pokoju. Związałem ciało oraz nałożyłem mu obroże. Po trochę odsączałem od niego krew. Zdarzyło mi się ją też sprzedać, gdyż odkryłem dzięki pomocy driad oraz tego, którego złapałem. Najwyraźniej sam się zdecydował, by sprawdzić. Jednakże też najwyraźniej cenna zielona krew była sporo warta. Znajdowała się w wielu produktach.
Zrobiłem to tylko dlatego, że Shain odebrał mi słoik i nie walczył o nią. Więc zasłużył na srogą karę. Najwyżej zwale to na niego, tak samo, jak mój nowy kompan. Pomoże w dokonaniu zemsty.

Shain?

piątek, 7 maja 2021

Od Shain'a cd Hyo

 Spało mi się nawet wygodnie. Niestety wyczułem zapach kwiatów, woń była bardzo przyjemna. Otworzyłem oczy i zauważyłem jak Takami pstryka Hyo, by zasnął. 
- Takami.. - przetarłem oczy ręką 
- Wybacz Shain - odparł i wziął pojemnik z krwią i wyszedł
Ja powoli by nie obudzić Hyo wstałem i ruszyłem za nim. Nie chciałem być niegrzeczny i wyrwać mu pojemnika, lecz byłem ciekawy co mi powie. Czemu zabiera moją krew. Zatrzymaliśmy się na polanie trochę dalej od domku. Postawił pojemnik i odwrócił się do mnie. 
- Nie możecie jej użyć w eksperymentach - odparł 
- Ale czemu.. chce się dowiedzieć co ona potrafi - powiedziałem 
- Nie ty lecz Hyo - pstryknął mnie w nosek lekko - ta krew jest cenna i jej możliwości są naszą tajemnicą 
- Ale przecież nie jestem jeszcze strażnikiem - odparłem
 - Tak wiem - dodał i wzdychnął - Musiałbyś uwolnić swoja aurę i potrenować moce inaczej nigdy nie będziesz w stanie pomóc lasu. 
- Czy to znaczy, że bez względu czy nauczę sie mocy czy nie i czy moja aura się uwolni i tak zostanę strażnikiem ? - zapytałem ciekawy 
- Tak.. - odparł i spojrzał w niebo, uśmiechnął się - mój czas powoli się kończy - dodał 
Ale jak to.. kończy... Co on ma na mysli że się kończy. Czy to oznacza emeryturę ? 
- Ale co to oznacza - odparłem zaciekawiony 
- Spokojnie dowiesz się w swoim czasie - podłaskał mnie po głowie - prosze cię o jedno, nigdy  nie dawaj nikomu swojej zielonej krwi. Jak już twoja aura się obudzi przyjdę po Ciebie by cię nauczać, jak się nie obudzi... i tak przyjdę. - dodał i  wziął pojemnik i znikł w lesie. 
Usiadłem na łące, nastał zmrok. Spojrzałem na niebo, które z koloru błękitnego stawało się różowo fioletowe. Wzdychnąłem ciężko i położyłem się całkowicie na trawie. Jak mam niby mam uwolnić swoją aurę... Jak ona wygląda...  Usłyszałem jak ktoś idzie od strony domku. Wiedziałem, że to może być Hyo. Nie powiem mu przecież, że Takami wziął krew... muszę coś wymyślić..  Zwale to na siebie!


Hyo ?

czwartek, 6 maja 2021

Od Hyo cd Shain

Niespodziewany ruch Shaina zaskoczył mnie. Przytulenie mnie, czy to jakaś nowość. To jedno, ale drugie to, co zrobiła jego krew. Ciekawiło mnie, co ona może jeszcze zrobić. Chciałem ją pobrać i zobaczyć co jest w stanie zrobić.Mimo bycia nagim wziąłem Shaina na ręce, przytuliłem go i zaciągnąłem się jego świeżym zapachem. Ładnie pachniał. Nie wyszedłem jeszcze z wody jedynie, gdy woda sięgała mi do brzucha, capnąłem za tyłek Shaina, ciekawy oraz skoro mam prawie nagiego chłopca, który się do mnie przytula, to mogę to sprytnie i przemyślanie wykorzystać.
- Co potrafi zrobić twoja krew? Chce zobaczyć. - powiedziałem i spojrzałem na Shaina, gdy go puściłem, tuż przy brzegu.
- Nie wiem, co robi. Tylko kilka razy widziałem, jak tworzy naturę. - powiedział. Po chwili ściszył głos i kontynuował, chyba najwyraźniej był speszony. - Gdy się popłakałem nad grobem dziadka, uwolniła się wtedy cała aura. Cała polana i grób pokrył się kwiatami, a z grobu wyrosło drzewo.- powiedział to, wycierał się ręcznikiem. Przyglądałem się mu, gdyż tak jakby wciąż chciał coś powiedzieć. - Krew raz znika, a raz się pojawia, lecz zauważyłem, że już słabnie i zmienia się w normalną. - skończył swoją wypowiedź.
Tak też i sam także wyszedłem i wytarłem się, założyłem bokserki i szatę w barwach czerwieni i błękitu. Gdy chłopak się ubrał, wziąłem go na ręce i udałem się szybko do domku. Posadziłem go w miejscu, w którym znalazłem odpowiednie przybory. Miałem zamiar pobrać jego zieloną krew, póki jeszcze ją ma.
- To czas pobrać twoją zieloną krew, nim się zmieni i sprawdzimy, jakie może mieć jeszcze właściwości.? - powiedziałem. Mogłem wcześniej o tym wspomnieć, ale chce to zrobić nim, będzie za późno.
- Zróbmy to. - zastanawiał się, a gdy się zgodził. Użyłem przyborów, by pobrać jego krew. Udało się nam pobrać prawie litr zielonej krwi. Chłopak był osłabiony, dlatego podałem mu fiolkę błękitnej krwi. Ma niesamowite właściwości. Poczekałem trochę, aż zacznie działać.
***
Krew była w odpowiednim pojemniku. Wygodnie leżałem na kanapie i czytałem jakąś książkę, coś o zielonej krwi znalazłem. Shain zasnął. Leżał przy moim boku, wtulił się, wyglądał uroczo. Nie ruszałem go, może drażniłem go po uszach, które się poruszały, a on mruknął coś pod nosem i najwyraźniej chciał strząsnąć moją dłoń. Odłożyłem książkę i zamknąłem oczy, układając dłoń na boku Shaina. Nie spałem, jedynie zawędrowałem myślami do świata zen, by rozpocząć medytacje w innej pozycji.

Shain?

wtorek, 4 maja 2021

Od Shan'a cd Hyo

 Zachowanie wcześniejsze Hyo mnie przeraziło. Wcześniej takiego czegoś nie robił. W ogóle nigdy nikt mi takiego czegoś nie robił. Tym bardziej byłem przestraszony. Nie wiedziałem jak zareagować. Zapewne chciał się tylko ze mną zabawić, jak z Yeu. Gdy już się uspokoiłem, wstałem i poszedłem do pokoju sypialnianego i wziąłem ręcznik i mydło. Gdy wychodziłem z pokoju spojrzałem kątem oka. 
- Jeżeli chcesz możesz wracać już do siebie, nie chce od Ciebie już żadnych odpowiedzi - odparłem i wyszedłem nie czekając na odpowiedź. W domu nie było wanny, ani prysznica. Musiałem zatem iść nad pobliski wodospad. 
Wodospad był bardzo piękny, i znajdował się niedaleko domku. Zawsze jak przyjeżdżałem do babci uwielbiałem słuchać jak szumi woda jak spałem. Położyłem ręcznik i mydło na kamieniu i rozebrałem się do majtek. Wzdychnąłem ciężko. Moje myśli były splatane jak supeł. Sprawdziłem wodę nogą. Była dość ciepła, lecz nie aż tak by była gorąca. Wszedłem na razie po kolana, chciałem by moje ciało się przyzwyczaiło do temperatury wody. Gdy już byłem w miarę przyzwyczajony zaczynałem wchodzić głębiej. Moja głowa i wzrok powędrował w niebo. Zamknąłem oczy i zanurzyłem cały się. 
Podpłynąłem do brzegu by wziąć mydło, gdy wchodziłem spowrotem do wody, poczułem na sobie czyjś wzrok. Nie przejmowałem się i podpłynąłem pod wodospad. Była tam pułka dzięki czemu mogłem na niej stanąć, miałem wtedy do pasa wodę. Zacząłem myć swoje ciało, najbardziej uszy , włosy i ogon. Nagle ktoś zagwizdał, spojrzałem przez ramię i ujrzałem Hyo. Miałem cichą nadzieje, że zostawi mnie w spokoju. Chciałem poukładać sobie myśli, myślałem też trochę, czy w ogóle odetchnąć się od niego też.  Zająłem się dalej pielęgnować włosy i uszy. Usłyszałem plusk wody, wiedziałem, że jednak nie odpuścił. Czułem jego wzrok na sobie lecz się nie przejmowałem, gdy poczułem jak dotyka mojego ogona, odwróciłem się. Chlusnąłem mu w twarz wodą, by przestał się bawić moim ogonem.
Przeczesał swoje włosy, pociągnął mnie za ogon. Nastroszyłem się lekko i położyłem po sobie uszy. gdy podpłynął bliżej i wszedł na półkę, złapał mnie za rękę, którą go ochlapałem i warcząc wgryzł sie w nią.  Patrzyłem jak spija krew z niej. Moja krew kapała do wody. Gdy spojrzałem jak zielona krew nie rozpływa sie w wodzie, patrzyłam co się stanie gdy dotknie półki.  Gdy ją dotknęła cała półka porosła wodnym mchem, był przyjemny pod stopami. Nie zauważyłem jak Hyo patrzył na mnie. Spojrzałem na niego i oblizałem ranę gdzie się wbił. 
- Jestem dla Ciebie tylko workiem krwi, z którym możesz się zabawić..- odparłem
- Wcale nie, choć krew masz smaczną. Jesteś takim słodkim małym liskiem, z którym można miło spędzać czas - powiedział  i naburmuszył sie, w żartach. 
Nie wiem czemu czułem inaczej. Może to dlatego, że z nikim blisko nie byłem. Przytuliłem się do niego. Pierwszy raz w życiu, do kogoś się przytuliłem, kto nie był z mojej rodziny.

Hyo?

poniedziałek, 3 maja 2021

Od Hyo cd Shain

Fuknąłem, ale gdy znalazł lukę w tym, co powiedział, to tym lepsza zabawa może być. Jednakże skoro już tak się drażni, to odpowiem na jego pytanie. Czas chyba na to. Coś za coś i może pozyskam w ramach przyjemności, coś więcej.Nie puściłem jego ogona, jedynie go głaskałem i delikatnie ciągnąłem, aż w końcu Shain zabrał zarumieniony ogon. Westchnąłem i spojrzałem na chłopaka, chciałem dotknąć jego uszu, ale zatrzymał moją dłoń. Domagał się odpowiedzi. Westchnąłem i chyba czas powiedzieć.
- Są cztery rodzaje krwi. - zrobiłem pauzę. Gdy chłopak chciał się odezwać, zasłoniłem mu usta, by milczał. Skoro chce znać odpowiedź, niech będzie cierpliwy. - Czerwona inaczej szkarłatna, jest w każdym żyjącym stworzeniu. Jednakże są odstępstwa. Błękitna jest niezwykle rzadko, nie można jej zbyt często spożywać. Ma swoje właściwości oraz też skutki uboczne. Zielona jak twoja, jest u stworzeń leśnych, które są strażnikami. - ponownie przerwałem. Chciałem już coś powiedzieć, o tym, jak byłem młodszy, co się wydarzyło, ale nie mogłem. Pewnie, by go to wystraszyło. Lepiej, żeby nie wiedział. - Ostatnia to czarna. Ta jest owiana tajemnicą. Mało kto wie, czy istnieje, czy też to jedynie mit, legenda opowiadana. Tak jednak nie jest. - skończyłem swoją wypowiedź.
- Ty masz tą czarną, ale jak? - gdy zabrałem dłoń, od razu zadał pytanie.
- Tak mam ją, została mi podarowana, jako dar. - powiedziałem wymijająco. Prawda była inna. Dostałem ją, by mnie ocaliła, przed zieloną. Nikt nie wiedział, że zmiesza się z moją, gdyż przyjęła się tak jak złote oczy. Mało kto o tym wie, gdyż takie coś pojawia się raz na dekadę, mało jest zapisków, oraz danych, by się dowiedzieć. Nawet jeśli to najtęższe umysły ją studiują. Niektórzy się jej boją, ale przecież nie ma czego.
Położyłem głowę na kolanach Shaina, podniosłem jego bluzkę i przejechałem językiem po brzuchu. Zepchnął mnie, a na jego twarzy za widniał rumieniec. Taki słodki jest, gdy w jakikolwiek sposób go dotknę, rumieni się, aż chce się go doprowadzić do szaleństwa.
Uśmiechnąłem się i zbliżyłem się, do niego na kolanach. Spojrzałem na niego, przejeżdżając dłonią po jego udzie. W zaskakująco szybkim ruchem pozbyłem się jego spodni, by móc dojść dalej językiem. Chwyciłem go i przysunąłem do siebie bliżej, przekręciłem go na kanapie, by leżał. Klęknąłem i zacząłem kręcić kółeczka na udach chłopaka. Jego policzki się zaróżowiły, próbował się wyrwać. Jednakże, gdy tylko spróbowałem przejechać językiem po kroczu Shaina, ten zniknął i zwiał mi. Westchnąłem i wstałem, by przejść się po domu. Szkoda, a można było się tak miło zabawić. Naprawdę szkoda, ale skoro uciekł, zapewne czerwony jak burak, to teraz mogę poszperać w tym domku. Ciekawiło mnie, co mogę tu znaleźć. Tak naprawdę to się nudziłem i potrzebowałem jakiegoś zajęcia. Jeśli mnie nie zainteresuje, no to może być kiepsko.
***
Odnalazłem jakąś ciekawą książkę, usiadłem sobie wygodniej. Wytrzasnąłem nawet skądś małego daszkowego sługusa. Mogłem poczuć się jak władca albo sam król. Smakowałem dobre owoce oraz miałem wino zmieszane z krwią. Takie jest najlepsze. Nie zaprzątałem sobie głowy Shainem. Miałem zaskakujące relaksacyjne zajęcie i wciągnęło mnie ono. Zapomniałem o boskim świecie, by móc oddać się w ręce boskiej przyjemności, jaką odnalazłem. Nie chciałem, też by ktoś mi to przerwał.
Usłyszałem krzyki, a małe duszki wystraszone zniknęły. Westchnąłem i wstałem, odkładając książkę. Ruszyłem w stronę krzyków. Zobaczyłem jak Shain, chowa się w jakimś kącie. Podszedłem do niego, wyglądał dziwnie. Westchnąłem i wziąłem go na ręce, po czym ruchem dłoni, wezwałem duszki. Miały uprzątnąć dom i pozbyć się robactwa. Zabrałem go do biblioteki, czy jakiegoś miejsca, w którym siedziałem. Posadziłem go na wygodnym siedzisku, sam usiadłem obok niego. Wróciłem do czytania, może on także trochę wyluzuje. Podałem mu zielony owoc. Przeglądałem dalej książkę.
Skoro i tak byłem zajęty, gdyż reszta domu była sprzątana, mogłem w spokoju i z liskiem przy sobie, skupić się na kolejnym tomie. Wciągnęły mnie te dziwne książki, dlatego też nie mogłem ich przestać czytać. Zafascynowały mnie, nawet przestałem podjadać oraz pić wino z krwią. Od czasu do czasu głaskałem po głowie chłopaka, by się uspokoił. Nic więcej nie robiłem.

Shain?

niedziela, 2 maja 2021

Od Shain'a cd Hyo

 Miałem dużo myśli, związanych z zachowaniem Hyo, oraz tym co stało się w lesie. Nie wiedziałem co o tym myśleć, moje myśli plątały mi się. Gdy zauważyłem, że Hyo idzie z jakąś Kitsune, chciałem podejść. Lecz nie odważyłem się, podkuliłem ogon i położyłem po sobie uszy. Nigdy nie byłem dobry w nawiązywaniu przyjaźni czy czego czegokolwiek. Chodź od samego początku nie można nazwać było tego przyjaźniom. Nawet nie znajomością. Przyzwyczaiłem się do olewania i tego, że nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. Zaakceptowałem to. Potrzebowałem spokoju, nie mogłem nawet się uczyć. Poprosiłem nauczyciela o kilka dni wolnego, gdyż powiedziałem, że źle się czuje i nie chce zarazić innych w Akademiku dlatego pojadę kurować się do domu. Zadzwoniłem do rodziców i powiedziałem im, że będę kurować się u babci. Babci dom znajdował się daleko w lesie. Żyła ona w zgodzie z naturą i jej stworzeniami. Często ja tam odwiedzałem. Powiedziała mi, że wyjeżdża wiec sam będę musiał zajmować się domem. Sam w pustym domu.

 Wiedziałem, że będę musiał nadgonić naukę, ale nie bałem się. Byłem zdolnym uczniem i szybko się uczyłem. Matka dała mi wolne od robienia zamówień do sklepu, więc w tym też miałem wolne. Yeu.. nie znalazłby mnie tu za nic, lecz wiedziałem, że będę mieć kłopoty jak wrócę. Takami odwiedzał mnie by mi pomóc zaaklimatyzować się ze wszystkim. Powiedział mi o tym, że natura wybrała mnie jako następce na jego miejsce. Sam nie mogłem w to uwierzyć, lecz też wiedziałem, że nie nadaje się. Ja? Obrońca natury, lasu oraz ich mieszkańców? Przecież ja nie umiem walczyć... Jedyne co potrafię to uciekać. Nawet silniejszym nie umiem się postawić. Wyjaśnił mi jak rzadka jest nasza krew. Jednak krew na jednego strażnika na daną erę lasu. Gdy spytałem, co się stanie gdy ja przejmę jego rolę. On odpowiedział, że to nie czas na takie pytania jeszcze. Bym ja przejął jego obowiązki musiałem najpierw otworzyć swoją aurę i uwolnić jej całą moc. Wtedy też moja krew już cały czas będzie zielona. Będę miał instynkty by wiedzieć gdzie  i kto potrzebuje pomocy w lesie lub kto niszczy go. Miałem służyć dobrą radą mieszkańcom oraz pomagać im w każdych sytuacjach, nawet najdrobniejszych. To mnie przerastało, poprosiłem Takami o przerwę by to wszystko poukładać sobie. Ten się uśmiechnął i kiwnął głową. W domu babci było wiele książek, nawet tych samych napisanych przez nią. Zawierały one informację o każdym stworzeniu w lesie. A te nie napisane przez nią były o legendach , mitach i o rasach. Bardzo ją to interesowało.

~~~~~~~~

Miałem go pocałować ? Czemu taki jest..? Nie rozumiałem jego charakteru. Zsunąłem się po ścianie i usiadłem po turecku. 
- Co ci to da? - zapytałem - satysfakcje? - dodałem
Chciałem zrozumieć jego charakter bardziej i to jaki jest. Raz był miły i pomocny, a raz... porywczy i pragnął tego czego chciał. Chłopak nic nie odpowiedział tylko czekał.Wstałem niepewnie i usiadłem koło niego na kanapie. Nigdy wcześniej się nie całowałem, ani ja ani ktoś mnie.
- Ja... - powiedziałem cicho - nigdy się nie całowałem - odparłem rumieniąc się lekko.
- Jeżeli chcesz to mogę Cię pokierować - odparł biorąc mój ogon do ręki i bawiąc się nim. 
Byłem w pułapce. Chciałem się dowiedzieć czemu inaczej zareagował, lecz bawił się ze mną.. Wpadłem na pomysł, by się z nim też pobawić. Chodź nie wiedziałem jak to wyjdzie. Cały czerwony nachyliłem się do niego i lekko pocałowałem jego usta. Hyo pochylił się by dalej kontynuować, lecz ja się odsunąłem. 
-Pocałowałem cię... teraz mów - wiedziałem, że może mu się to nie spodobać, lecz taka była umowa. To nie ważne, że znalazłem w tym lukę. 

Hyo?

Od Hyo cd Shain

Gdy byłem dzieckiem, wydarzył się pewien wypadek. Byłem głodny, łaknąłem krwi. Moje oczy zmieniły swą barwę na złoty, wówczas wyłapuje woń lepiej. Mogę ją znaleźć i wypić. Wtedy też tak było, przypadkowe zranienie, niewiadomego pochodzenia. Ranne człekopodobne coś. Krwawił. Wtedy nie przejmowałem się barwą krwi. Opowiadano mi o czerwonej, błękitnej, zielonej i czarnej.Czerwona jest zwyczajna. Błękitna rzadka. Czarna niespotykana. Zielona... Nie pamiętałem, jaka ona była. Może po prostu mnie nie było na tej lekcji albo po prostu spałem. Teraz by się ta wiedza przydała, jednakże nie mogłem czekać. Moje ciało nie chciało, wyrwało się do przodu i polizałem ranę istoty. Zielona krew wypływała z niej, sączyłem ją. Nawet jeśli ofiara próbowała się wyrwa, jej gardło zostało rozerwane. Krew, zielona krew stała się uzależnieniem, łaknąłem jej więcej i więcej.
Atakowałem wszystko i wszystkich na swej drodze, byleby dostać krwi. Czułem się jakbym, został zamknięty w pomieszczeniu, sam głęboko w czeluściach ciemności. Chciałem się wydostać, ale nie mogłem, gdyż ciało mnie nie słuchało.
Pamiętam, że babcia mi bardzo pomogła, moi wampirzy i demoniczni przyjaciele. Strzegli i podawali zwykłą krew, ale to nie pomogło. Błękitna była dobra, ale po niej kaszlałem krwią oraz czułem, jak słabnę. Wtedy też zakapturzona postać przyniosła mi fiolkę. Była ona z czarną krwią.
Gdy babcia wróciła, leżałem na łóżku, zagłębiony we śnie. Nie pamiętałem prawie nic, ale gdy się zraniłem moja krew, była ciemnoczerwona, czasem nawet czarna. Nigdy więcej nie widziałem zielonej krwi, aż dotąd.
***
Obudziłem się zdyszany, obok mnie siedziała Driada. Ucieszyła się i pobiegła po kogoś. Spojrzałem w stronę okna, niebo przybrało nietypowy kolor. Zastanawiało mnie, czemu Shain ma zieloną krew. Chciałem się podnieść, ale ponownie się położyłem, gdyż nie miałem ochoty się ruszać.
Poczułem zapach, który należał do strażnika i kogoś jeszcze. Znajomy zapach. Zerwałem się i spojrzałem w tamtym kierunku. Była tam Reizes. Zmarszczyłem brwi i wziąłem co miałem pod ręką, by rzucić w jej kierunku. Złapała to. Prychnąłem i obdarzyłem ich lodowatym spojrzeniem.
- Czego chcecie. - warknąłem.
- Takumi chciał, bym się zjawiła. Pojawiła się zielona krew. - powiedziała. Pewnie usiadła na łóżku. Odsunąłem się od niej, a moje spojrzenie padło na strażnika.
- Dawno temu, gdy byłeś młodszy, zabiłeś rannego strażnika. Jego krew także była zielona. Każdy strażnik albo jego następca, jego krew zaczyna być zielona. - powiedział strażnik.
- Takumi, zielona krew nie działa na istoty z czarną krwią. - powiedziała Reizes.
- Czarna krew jest tylko mitem. - powiedział do dziewczyny.
Westchnąłem i rozgryzłem sobie palec, by mu pokazać, jak czarna krew kapie do miski z wodą i szmatką. Rana szybko się zagoiła, dlatego też zlizałem resztkę.
- Czarna krew neutralizuje działania zielonej. - powiedziałem. Reizes wstała i klękła, kłaniając się mi. Nie wiedziałem, czemu to zrobiła, ale nawet sam strażnik patrzył się na całą tę sytuację, próbując ją najwyraźniej zrozumieć. Sięgnąłem do szuflady, by wyjąć z niej fiolkę. Reizes podniosła się i spojrzała na strażnika. Wymieniali swoje spojrzenia. Wypiłem krew z fiolki i poczułem się jak nowo narodzony. Mogłem wstać i się przeciągnąć, by rozprostować kości.
- Unikaj Shaina. - powiedział strażnik. Spojrzałem na niego. Chciałem się już odezwać. Jednakże przeanalizowałem to, przez co przeszedł. Może być tak znacznie lepiej.
- Jeśli tak chcesz. To się nim zajmuj. - powiedziałem.
- Zainteresował cię Takumi. Czyżby to też dlatego, że chcesz, zobaczyć co zrobi w takiej sytuacji Shain. - powiedziała Reizes.
***
Tak też zakończyła się podróż. Wraz z Reizes wróciłem do akademii. Towarzyszyła mi jako nowy uczeń. Mamy długą historię, która wydawać by się mogła niczym wielkim. To nie istotne, że byliśmy wrogami i staraliśmy się nawzajem zabić. Jednakże potem pewne czynniki zmieniły to, choć nie do końca. Podczas przerw, przechadzałem się po korytarzu. Przy moim boku była ona. Długie niebieskie włosy, lisie uszy, oczywiście dwa ogony w śnieżno purpurowym kolorze. Odetchnąłem głęboko i minąłem chłopaka. Tak jakby nie był mi ani trochę znany. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, która zachichotała. Robiła to tylko dlatego, by rozproszyć mnie od tego całego zamieszania.
- Wiesz, że on się nim zainteresował. Po tym, co widziałam. Shian jest smutny, jego aura była taka jakby, chciał podejść, ale jednocześnie nie był na tyle odważny. - powiedziała. Dlatego też nie zjawiłem się na reszcie zajęć. Powędrowałem do swojego pokoju. W nim miałem wszystko. Przytulny jest i po prostu mogłem skupić się na swojej pracy, Reizes była szpiegiem, który informował mnie, co robi Shain i strażnik.
- Reizes jesteś zazdrosna o Shaina, za to, że spędza czas z Takumim. - stwierdziłem, chociaż mój ton był jakbym, zdawał pytanie. Właśnie wchodziła do mojego pokoju z jedzeniem, nie odezwała się jednak. Usiadła i w ciszy zaczęła jeść. Gdy usłyszałem, jak ktoś plącze się pod moim pokojem. Wstałem i ruszyłem otworzyć. To, co zobaczyłem, zbiło mnie z tropu. Dziewczyna także się pojawiła. To wyglądało tak dziwnie. Po prostu zamknąłem drzwi i wróciłem, by zająć się swoimi sprawami wraz dziewczyna.
Żadne z nas się nie odezwało. Westchnąłem i po prostu zająłem się sobą, nie widziałem sensu się mieszać w to bardziej. Dlatego też wraz z dziewczyną po zjedzeniu i wyjściu z pokoju, ruszyliśmy, by to wyjaśnić i mieć z głowy. Wolałem to zakończyć, nie potrzebuje tego kłopotu.
- Przyszłam tutaj powiedzieć, że wyjeżdżam, jeśli chcesz spędzać czas ze Shainem, rób to dalej. Hyo nie chce mieć z wami nic wspólnego, ma dość tego problemu. - powiedziała, w moim imieniu. Czekałem na nią kilka kroków dalej. Zanim jednak do mnie podeszła, najpierw zrobił to strażnik. Nie miałem o czym z nim rozmawiać. Słyszałem szelest, tak jakby dziewczyna dała chłopakowi jakichś liścik. Niedługo potem dołączyła do mnie.
Zacząłem iść z dziewczyną, jednakże strażnik nie chciał opuścić. Sam w takim razie poszedłem, do miejsca, z którego miałem dobry widok na wszystko. Nawet gdybym chciał się zabić to przecież i tak już nie żyje. Znalazłem wygodne miejsce w dosyć ukrytym lesie. Na samym środku polany była kopuła, która wyglądała jak głaz. Jednakże tak nie było, było to zaczarowane miejsce, do którego przychodziło się, by pomedytować.
***
Potrzebowałem czasu na medytacje i wyrzucenie zbędnych emocji i myśli. Nie potrzebuje tego, teraz jedynie zachciało mi się pić oraz dotknąć tego małego liska.
Dlatego też wybrałem się do miejsca, w którym się znajdował jego zapach. Jakiś domek w środku lasu. Dziwne miejsce, ale teraz nie na to czas. Pojawiłem się jak jakiś włamywacz. Przez otwarte okno, ciemność panowała w pomieszczeniu. Nie trwało to długo, aż zobaczyłem chłopaka. Nie pozwoliłem mu się nawet odezwać. Szybko i dziko wbiłem kły w jego szyję i sączyłem krew. Smak zielonej krwi jest dziwny, ale to mi nie przeszkadzało. Mogłem miętosić jego ogon oraz dotykać gdzie tylko chciałem.
Łapczywie łaknąłem krwi i dotyku, pochłaniając je jak narkotyk, ale zarazem coś, czego mi brakowało. Puściłem dopiero po długich minutach chłopaka, oblizałem usta i zlizałem krew z rany. Uniosłem jego podbródek i uśmiechnąłem się, siadając wygodnie na kanapie.
- Jak to możliwe? - zapytał zdziwiony.
- Jak mnie pocałujesz, uzyskasz odpowiedź na pytanie lisku. - mruknąłem i oblizałem wolno wargi. Może teraz się przełamie, a jeśli nie to się nie dowie.

Shain?

Od Shain'a cd. Hyo

Gdy Hyo wyszedł mój rumieniec opadł. Spojrzałem na strażnika, teraz mogłem się mu przyjrzeć dokładnie. Jasnoniebieskie włosy oraz uszy lisa. Odon biało niebieski. Ciało bardzo dobrze zbudowane, był zapewne starszy od nas. Oczu miał koloru bursztynowego, były przepiękne. Podszedł do łóżka gdzie leżała szata. Chwycił nią i podał mi.
- Nie musisz się mnie bać - odparł.
Jego głos... Czemu jego głos był tak przyjemny i łagodny. Mógłbym go słuchać godzinami. Złapałem za szatę, która mi podawał.
- Dziękuje - odparłem cicho.
- Będziemy na ciebie czekać - odparł i wyszedł.
Gdy wyszedł ciężko westchnąłem. Dotknąłem lekko swoich warg, które przedtem lekko dotknął swoimi Hyo. Wstałem z łóżka i założyłem szatę na siebie. Poszedłem się umyć. Gdy już byłem czysty, poszedłem na łąkę. Wziąłem kwiaty i posmarowałem się nimi na szyi by pachnieć ich zapachem. Driady chciały podziękować nam za uratowanie ich przyjaciółki i zaplanowały ucztę. Było dużo jedzenia, picia oraz tańca i muzyki. Hyo bawił się świetnie z Driadami. Ja usiadłem przy stoliku i jadłem. Byłem głodny więc nic dziwnego w tym nie było. Gdy skończyłem się zajadać poczułem na ramieniu czyjąś rękę.
- Możemy porozmawiać? - zapytał z uśmiechem.
Kiwnąłem zgadzając się głowa. Wstałem i odeszliśmy trochę od hucznych zabaw i tańców by na spokojnie porozmawiać. Na uboczu było o wiele ciszej, lecz dalej mogliśmy widzieć zabawę.
- Zwę się Takumi.
- Jestem.. - chciałem przedstawić się lecz mi przerwał.
- Wiem kim jesteś Shain - odparł z miłym uśmiechem.
- Ale skąd wiesz.. czemu zwą cie strażnikiem - zapytałem, byłem strasznie ciekawy.
- Spokojnie na wszystko przyjdzie czas. Porozmawiamy kiedy indziej, nie teraz.
- Ale.. - chciałem wiedzieć, lecz nie wiedziałem czemu nie chce powiedzieć teraz.
- Jeżeli będziesz potrzebował mojej pomocy to proszę - złapał moją dłoń i wręczył mi medalion. Drugą ręką przykrył medalion, dzięki czemu dwoma rękoma łapał mnie za jedna dłoń. Zawstydziłem się bardzo, była to niezręczna sytuacja. Takumi chciał coś powiedzieć, lecz podszedł do nas Hyo.
- Wiedzę, że się świetnie bawicie - spojrzał na strażnika i posłał mu nieprzyjemny wyraz twarzy.
- To nie tak.... jak myślisz - zaczął mi się język plątać, a rumieniec nie schodził mi z twarzy.
Hyo spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Schylił się koło mnie i nagle przepasał mnie przez ramię.
- Hyo.. ! -krzyknąłem zszokowany - postaw mnie - odparłem.
Ten się nie słuchał i nie odwracając się do strażnika poszedł w kierunku pokoju. Patrzyłem zarumieniony na strażnika, on nic z tego sobie nie robił tylko patrzył jak odchodzimy. Schowałem szybko naszyjnik, który mi podarował.
Próbowałem się wyszarpywać, lecz byłem za słaby. Przy szarpaniu zraniłem się o pobliską gałąź. Rana była mała, ale dostatecznie duża by zaczęła pomału napływać tam krew.. i to nie byle jaka znów zielona?!
Hyo rzucił mnie na łóżko. Ja się tylko patrzyłem, próbując ukryć lewą dłonią rumieńca na twarzy a prawą, starałem się zacisnąć pięść, chodź wiedziałem, że tam w środku niej jest rana i leci krew.
- Teraz my się zabawimy - odparł z uśmiecham.
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Gdy zauważył, że leci mi krew usiadł na mnie i próbował otworzyć moją dłoń.
- Kolor twojej krwi się zmienił, ciekawe - gdy otworzył moją pięść i chciał już ją polizać, nagle wbiegł szybko strażnik i złapał Hyo za szmaty i odepchnął pod ścianę. Trzymał go za ręce by nie mógł nic zrobić.
- Nie waż się lizać jego krwi - odparł suchym i chłodnym tonem.
- Bo co? - warknął Hyo.
Strażnik posłał mi spojrzenie i dzięki telepatii, wyjaśnił mi, że wampiry nie mogą pić tej krwi , gdyż uzależnią się do takiego stopnia, że oszaleją. Kazał mi uciekać prosto do Akademika. Ja nie mogłem ani drgnąć. Hyo próbował się wydostać. Wtedy strażnik postanowił zadziałać, i pstryknął go palcem w czoło. Hyo stał się wiotki i zasnął jak mała dziewczynka. Jego moc była niesamowita... po prostu.. niesamowita, byłem pod wrażeniem. Odłożył na łóżko, śpiącego Hyo.
- Wracaj do siebie, on za niedługo się obudzi. Nikomu nie dawaj naszyjnika, trzymaj go przy sobie, a co najważniejsze nie dawaj pic wampira swojej zielonej krwi.
- Ale ona czasem jest normalna... tylko czasem tak się zmienia.
- Tym bardziej uważaj, gdyż jak będą pic twoją normalną krew może nagle się zmienić na zieloną.
- Czyli nikt nie może jej pić... - odparłem.
Kiwnął głową. Spojrzałem na śpiącego Hyo. Strażnik wyszedł by dac chwile mi. Chciałem go dotknąć, lecz bałem się. Musnąłem jego policzek zewnętrzną stroną dłoni.
- Wybacz.. - powiedziałem cicho.
Wyszedłem z domku i zmieniając się w lisa od razu pobiegłem na skraj lasu, driady mnie odprowadziły. Odmieniłem sie w człowieka i wróciłem do swojego Akademika.

Hyo? 

piątek, 30 kwietnia 2021

Od Hyo cd. Shain'a

 Szybko wziąłem, schowałem kwiat, by nikogo nie zabił. W bezpiecznym pojemniku zamknięty i dobrze zabezpieczony. Pyłek się nie wydostanie. Mnie zresztą i tak nie zabije, jestem mimo wszystko martwy.
Spojrzałem na driady, które próbowały coś powiedzieć. Podniosłem chłopaka, by razem z nimi udać się do świętego miejsca, które pojawiało się jedynie nielicznym. Dokładniej to driady i ich wyjątkowi goście mogli mieć dostęp. Shain jako lis, ja za to mam inny rodzaj dostępu, dzięki dosyć długiej historii z driadami. Pojawił się także lis, którego udało mi się spotkać jedynie dwa razy, ten jest już trzecim razem. Ułożyłem Shaina, na wyznaczonym miejscu i udałem się nieopodal. Na podwyższeniu, bym mógł się przyjrzeć, oraz ukrywać przed słońcem.
Przyglądałem się, co robią driady, tańczyły swój taniec, lis był tuż obok Shaina. Ryby Koi, pływały w parach, było ich całkiem sporo. Jednakże miały w sobie coś jakby dusze. Zszedłem z podwyższenia, by złapać jedną z przeklętych ryb. Wszystko się nagle przerwało, a oczy wszystkich skierowały się na mnie. Ścisnąłem rybę, z której wyciekła krew oraz jej resztki, w środku.. Na środku dłoni, była perła w czarnej barwie, z której wychodził dym, czerni oraz zapach zgnilizny i śmierci. Zniszczyłem perłę. Został z niej jedynie pył, który odleciał, przez wiatr. Umyłem dłoń w wodzie i wyszedłem.
- Bawcie się dobrze. Będę przy klepsydrze. - powiedziałem na odchodne. Klepsydra jest swego rodzaju czasem, ale też symbolem. Lubię przy niej przesiadywać, jest też swego rodzaju przekleństwem. Klepsydra to zakazany teren, mnie i tak nikt nie zatrzyma.
Po drodze mogłem potrenować, gdyż strażnicze stwory, były nieopodal klepsydry. Skoro i tak nie mam nic do roboty, to mogę rozprostować kończyny i rozruszać mięśnie. Od jakiegoś czasu jedynie pożyczam moce, a by walczyć, nie rwę się do tego. W sumie nie lubię używać pięści, ale po to są włócznię, sztylety, czy też inne białe bronie, z ostrzem, czy nawet bez niego. Kilka zadrapań mu zafundowali, ale przy wampirzej szybkości i zwinności trudny mieli orzech do zgryzienia. Nie zabiłem ich, jedynie osłabiłem, wygrywać walkę. Tym samym utorowałem sobie przejście do klepsydry. Chodzę do niej, gdyż sam nie wiem. Jest to coś jak swego rodzaju pamiątka, która przypomina mi o kimś. Jednakże wolę o tym nie pamiętać. Takie wspominki i dzięki temu miejscu jestem w stanie medytować. Zdobyć równowagę i coś w rodzaju oświecenia i spokoju dla swej duszy. Choć nie wiem, czy ona wciąż tam jest.
***
Jedna z dobrze znanych mi driad się zjawiła obok mnie. Wstałem i ruszyłem z nią. Prowadziła mnie do swojego miejsca. Ich domy są takie przytulne, blisko wody, ale za to wysoko na drzewach. Przytulnie, pachnąco i dobrze są ukryte. Zaprowadziła mnie do miejsca, w którym leżał Shain. Był on w przytulnym łóżku i na dodatek prawie nagi. Zaśmiałem się i wraz z driadą udaliśmy się, by zjeść oraz pomówić w kilku istotnych sprawach. Najwyraźniej jest coś jeszcze do zrobienia, zanim się wróci. Oczyszczenie oraz spotkanie ze strażnikiem.
Tak dokładnie nie jestem pewnym, jak i kiedy znalazłem się w łóżku z Shainem i driadą. Dopiero po obudzeniu się zobaczyłem buraczkową twarz chłopaka. Najwyraźniej był zawstydzony i chciał jak najprędzej wstać. Jednakże zatrzymałem go i przyciągnąłem do siebie.
- Nie możesz jeszcze wstać, odpoczywaj. - mruknąłem i zanurzyłem twarz w poduszce. Przejechałem dłonią po uchu chłopaka, wpatrywałem się w niego. On jednak najwyraźniej chciał wstać. Dlatego, jeśli chce niech, robi, co chce. Oczywiście jak tylko wstał, nie zdołał przejść dwóch kroków. Złapałem go, zanim padł jak kłoda. Zaniosłem go do łóżka i podałem napar, który został zrobiony.
- Wypij go, może być niesmaczny, ale szybciej odzyskasz siły. - dodałem, ponownie wchodząc do łóżka. Przymknąłem oczy, odwróciłem się do chłopaka tyłem, gdyż musiałem wypić krew, która została mi wręczona. Działała jak każda inny, ale robiłem się przez nią senny. Dlatego po jej wypiciu, wtuliłem się w chłopaka i zasnąłem.
Przebudziłem się, gdy Shain starał się mnie obudzić. Podniosłem się, gdy ujrzałem zarumienioną twarz chłopaka, musnąłem jego wargi swoimi. Dopiero po chwili zauważyłem wychodzącą driadę, która ukłoniła się strażnikowi. Fuknąłem na niego i postanowiłem się trochę z nim podroczyć. Wtulałem się w chłopaka i lekko muskałem jego półnagie ciało.
- Hyo, przestań. - powiedział przyciszonym głosem. Speszony chłopak, obecnością innej osoby w pomieszczeniu, najwyraźniej chciał uciec. Wywróciłem oczami i puściłem go, wstając z łóżka.
- Czyli teraz będzie kąpiel i spotkanie ze strażnikiem. - powiedziałem od niechcenia. Spojrzałem na Shaina, okrywając się długą szatą. Druga taka leżała na łóżku. - Ubierz się w nią i chodźmy. Im szybciej to się załatwi, tym szybciej, będziesz w domu. - powiedziałem, kierując się do wyjścia. Odrzuciłem liso-podobne stworzenie pełne pogardy spojrzenie, wychodząc.

Shain?

Od Shain'a cd. Hyo

Miałem dziwny sen. Byłem w pięknych górach, stojąc jako lis na pięknej polanie. Wokoło mnie był las a na niebie piękne chmury o różowym kolorze. Wiatr muskał moje futro a ja stałem i wpatrywałem się wprost przed siebie. Nagle zacząłem słyszeć głosy. To na pewno on? Ma silną aurę musi być to on!
Zacząłem rozglądać się wokoło siebie szukając kogoś, kto mówi, niestety nie znalazłem nikogo.
Poczułem nagle jak ziemia się trzęsie. Nagle przede mną ukazał się duch lisa o ośmiu ogonach. Był on mojego wzrostu jako lis czyli około 2 metry. Patrzył na mnie uważnie. Wyczułem od niego silną aurę, silniejszą od mojej. Lis zaczął okrążać mnie przypatrując się mi uważnie. Ponownie stanął przede mną i tylko się uśmiechnął. Ruszył w stronę lasu. Czułem potrzebę pójścia za nim, znalezieniem go i zadaniu mu pytań. Ruszyłem za nim, lecz straciłem go z pola widzenia. Znów zacząłem słyszeć te słowa... Starałem się nimi nie przejmować. Gdy zauważyłem znajomą kitę ruszyłem biegiem w jego stronę, lecz on znów jakimś trafem znikł. Głosy stawały się głośniejsze w mojej głowie. To on jest strażnikiem! Jest niesamowity! Czy zdoła zastąpić poprzedniego? Jego aura jest przecież nie wystarczająca.
Zatrzymałem się i skuliłem. Złapałem łapami za głowę.
***
Obudziłem się ze snu, szybko dysząc oraz cały oblany potem. Koło mnie budziła się driada. Uspokoiłem się i spojrzałem na nią uważnie. Wtedy zauważyłem mała rankę na niej kolanie. Lekko przyłożyłem tam dłoń i uleczyłem miejsce. Podziękowała mi jeszcze lekko zaspana. Wtedy rozejrzałem się, gdzie byłem. Był to swego rodzaju kokon. Wyszedłem z niego i wtedy mogłem dostrzec siedzącego pod drzewem Hyo. Driada podbiegła do niego i zaczęła płakać.
- Przepraszam nie zdobyłam go - odpowiedziała.
- Nic się nie stało mała- odparł i pocieszał ją.
Nie wiedziałem o co im chodzi. Nie miałem zamiaru się wtrącać w nieswoje sprawy. Podszedłem do źródła wody i wziąłem trochę na rękę. Napiłem się i spojrzałem w wodę. Pływały tam przepiękne rybki i inne stworzenia. Inni by powiedzieli, że są tam same ryby, lecz nie ja. Wyczuwałem najmniejszą aurę. Aurę posiada każde stworzenie, które żyje na tej planecie, nawet robaczki, przez co nie mogę wiedzieć czy to robak czy to może jakieś inne stworzenie. Wsadziłem rękę do wody i zauważyłem jak ryba podpływa. Była to ryba Koi. Naprawdę pięknymi rybami były. Nagle usłyszałem, kroki.
- Musimy ją zaprowadzić do innych Driad - odparł Hyo. 
Wyjąłem rękę z wody i dotknąłem nią swojego policzka. Zamknąłem na chwilę oczy i wstałem. Kiwnąłem głową na znak zgody. Driada prowadziła nas do swoich przyjaciółek. Od razu gdy zobaczyły zagubioną podbiegły do niej i zaczęły ją ściskać. Mała, stała się normalną. Driady spojrzały na Hyo i podarowały mu kwiat, który był tęczowy. Bardzo ładnie błyszczał. Chodź nie wiedziałem czemu dają mu kwiat, czułem że powinien on być na swoim miejscu w ziemi.
- Wybacz, że nie mamy obu - odparła jedna z Driad.
- Nic nie szkodzi, sam kwiat jest niebezpieczny, ważne, że nic wam się nie stało - odparł chłopak.
Jedna z driad podbiegła do mnie i pociągnęła mnie do ich grupki.
- On może przecież - odparła.
- Jego aura jest zbyt słaba by to zrobił - odparła druga driada.
- Ale co zrobił - zapytałem się zmieszany, nie wiedząc o co chodzi.
- Potrzebujemy rzadkiego kwiatu, który jest czarny, a jego biały pyłek, który się unosi jest bardzo niebezpieczny i może zabić - odparła.
- Aeflus.. - powiedziałem cicho.
- Znasz jego nazwę ? - spytała Driada
- Tak babka mnie uczyła o wszystkich roślinach nawet tych rzadkich i niebezpiecznych - odparłem.
Nie wiedziałem, po co Hyo kwiat, lecz zrobię to dla Driad.
- Spróbuje, go stworzyć - odparłem i znalazłem jakieś wolne miejsce by usiąść na kamieniu.
- To dla ciebie zbyt niebezpieczne jeszcze nie uwolniłeś swojej całej aury - odpowiedziała.
Nie wiedziałem o co jej chodzi, ale i tak spróbowałem. Wyciągnąłem ręce przed siebie, i skupiłem cała swoją moc jak i aurę na jednym miejscu. Promień przypominający światło padł na trawę z której pomału zaczęła kiełkować roślina. Gdy rozkwitła, przestałem używać magii.
- Jakoś udało się - odparłem, lekko dysząc jakbym przebiegł maraton.
Po minach driad nie były by tego takie pewne. Wstałem i nagle świat zakręcił mi się. Jedyne co pamiętam, to Driady łapiące mnie.

Hyo?

Od Hyo cd. Shain'a

 Zaśmiałem się, ale objąłem chłopaka, w razie czego, gdyby się ponownie wystraszył. Zabawny widok, ale na razie poszukać Driady, potem można się pobawić i pośmiać.
- Lepiej się nie ruszaj. Wypatruj driady. - powiedziałem, używanie szybkości, było czymś naturalnym. Nawet trzymając na rękach chłopaka, to nie był żaden ciężar, który mógłby mnie spowolnić. Kilka razy zdarzało mi się uciekać, z dwójką dzieci na rękach, by oddać ich rodzicom. Gubiły się albo też ktoś starał się je porwać. Dlatego też płynne ruchy oraz nagłe zatrzymanie z mojej strony, było czymś, co lekko mną wstrząsnęło.
Krew driad, miał specyficzny zapach. Dlatego też udałem się z Shainem do jaskini. Ukrywała się tam driada, a dokładniej małą dziewczynką. Odstawiłem chłopaka, Ustawiając małe ogniki, by było światło, oraz by sprawdzić, co tu zaszło.
- Zmieniłaś się, przez atak. - powiedziałem do driady. Jedynie kiwnęła głową. Najwyraźniej była przerażona. Coś musiało ją nieźle przerazić. Dlatego też wziąłem ją na ręce, by móc usiąść naprzeciwko Shaina i móc mieć widok na wyjście.
- Jeśli boisz się robaków, możesz się przytulić. - rzekłem do chłopaka.
- Zgoda. - niechętny był. Nie miałem chęci na przekomarzanie się, ważniejsza była zmniejszona driada, która chciała wrócić do swoich. Jednakże nie było teraz takiej możliwości.
- Jeśli jesteś niechętny to siedź tam. - powiedziałem. Nie zwracałem uwagi na chłopaka, tylko skupiłem się na zmniejszonej Driadzie. Ciekawiło mnie, co się z nią stało, jednakże ta się przytuliła. W końcu przestała drżeć, więc pogłaskałem ją po głowie, by była spokojna. Mogła też się sama nie zapuszczać, jednakże to też moja wina. Najwyraźniej szukała jednego kwiatu, który chciałem, ale go nie miały teraz.
Chciał być chłodny, ale po prostu nie mógł zostawić na pastwę robaków biedaka Shaina, Odetchnąłem i poprzez pożyczoną moc driady, mogłem przyciągnąć do siebie chłopaka. Przytuliłem go, by otoczyć go i osłonić go przed robakami. Ja jestem martwy, to mnie unikają. Mój zapach je odstrasza. Ułożyłem driadę obok chłopaka. Wstałem, otrzepałem się z brudu, by wyjrzeć z jaskini, trzymałem blisko kokon, nie był zamknięty, ale też na tyle bezpieczny, że chłopak i dziewczyna mogli odpocząć.
- Będzie trzeba znaleźć inną drogę albo zaczekać do wschodu słońca. - powiedziałem. Gdy się spojrzałem za siebie, oboje spali. Ułożyłem kokon obok siebie, zamykając go. Bawiłem się ognikami zrobionymi z ognia, nie mając nic innego do roboty. Nawodniłem się krwią oraz starałem się zrozumieć kilka faktów.
***
Nim się obudzili, wyszedłem na zwiad, by sprawdzić, czy znajduje się coś, bądź ktoś koło jaskini. Nikogo takiego nie było. Choć dziwny zapach unosi się w powietrzu. Dlatego też wróciłem i zabrałem chłopaka i driadę z jaskini. Znalazłem nieopodal łąkę ze źródłem wody. Ułożyłem ich wśród kwiatów, a sam usiadłem w cieniu pod drzewem, opierając się i popijając kolejną dawkę krwi. Czekałem aż się obudzą, może w tym wszystkim driada wróci do swojej postaci. Jednakże chyba tak się nie stanie.

Shain?

czwartek, 29 kwietnia 2021

Od Shain'a cd. Hyo

Gdy driady podeszły do mnie, byłem w krępującej sytuacji. Oglądały mnie z każdej strony. Słyszałem jak do siebie szepczą.
- To on! - powiedziała jedna szepcząc do drugiej.
- Tak właśnie widzę - dodała druga również szepcząc.
Nie widziałem jak Hyo się mi przygląda, byłem skupiony by jak najwięcej usłyszeć, co mówią driady.
- Shain - odparł chłopak.
Spojrzałem na niego. Driady również, po czym znów na mnie. Jakaś inna driada zawołała je do siebie, wtedy zostaliśmy tylko sami. On wziął butelkę z krwią i zaczął ją pić. Ja postanowiłem sie odmienić w człowieka, jak już i tak wie, że to ja. Usiadłem na trawie i czekałem, aż skończy pić. Gdy już skończył spojrzał na mnie. Ja zacząłem bawić się trawą.
- Czemu taki jesteś - zapytałem.
 - Taki? Czyli jaki?- zapytał.
- Zmienny... - odparłem.
- Taki świat - usiadł naprzeciwko mnie - trzeba się przystosować - dodał - teraz moja kolej, czemu nie kontrolujesz mocy niewidzialności? - spytał. 
Mój wzrok powędrował w dół. Nie wiedziałem sam od czego to jest zależne, działało to bardziej na moje emocji niż na otoczenie.
- Emocje powodują, że znikam. Nie umiem kontrolować sam nie wiem czemu, próbowałem... szkoliłem się, ale na nic - wzdychałem i spojrzałem w niebo. Było bardzo piękne. Nagle usłyszeliśmy krzyki pomocy Driad. Stanęliśmy na równe nogi w tym samym momencie. Podeszły do nas i zaczęły gadać wszystkie na raz, z czego nie można było usłyszeć o co chodzi.
- Spokojnie - odparł Hyo, lecz to nie działało.
Miałem pomysł, jak je uspokoić, lecz bałem się zrobić to przy chłopaku.  Byłem niestety zmuszony, by im pomóc. Zmieniłem się z powrotem w lisa i zatrząsnąłem lekko głową, dzięki czemu dzwonek zabrzmiał pięknym uspakajanym dźwiękiem. Melodia rozbrzmiewała po całej polanie. Driady, jak i zapewne sam Hyo poczuli się zrelaksowani i spokojni. Ja gdy zauważyłem, że się uspokoiły, wróciłem do swojej ludzkiej postaci. Starałem się nie patrzeć na Hyo, lecz czułem jego wzrok na sobie.
- Co się stało? - zapytałem cichym głosem.
- Jedna z nas... - odparła jedna spokojnie.
- Zaginęła w lesie ! - odparła druga.
- Pomóżcie nam, prosimy - odpowiedziały razem.
Spojrzałem na Hyo i kiwnął on głową. Pokazały nam w którą stronę poszła ich przyjaciółka. Szczerze nie wiem czemu nie zostawiłem tego Hyo, pewnie by sobie sam świetnie poradził. Lecz czułem, że muszę się dowiedzieć o co chodziło im wtedy, ze mną. Chodziliśmy przez bitą godzinę po lesie. Wydawało mi się, że oddaliliśmy się strasznie od miasta. Zapadał zmrok.
- Pamiętasz drogę? - spytałem niepewnie chłopaka i ścisnąłem za rękaw drugiej ręki.
- Nie, a ty? - odparł.
- Ty tak serio mówisz? - zdziwiłem się.
Mimo iż nie bałem się ciemności, gdyż dobrze w niej widziałem. Przerażały mnie owady i pająki. Rozglądałem się za driadą w lewo i prawo.
- Masz coś na ramieniu - odparł Hyo.
Spojrzałem na ramię natychmiast i gdy zobaczyłem, że jest tam pająk, włosy na całym ciele stanęły mi dęba. Na początku zesztywniałem.  Moje nogi zaczęły się telepać jak galaretka.
- Wszystko ok? - zapytał. - Chyba nie boisz się tego małego pajączka?
Ja ze wrzaskiem wskoczyłem na Hyo. Moje ręce oplotły jego szyje, a nogi talię.

Hyo?

środa, 28 kwietnia 2021

Od Hyo cd. Shain'a

Wyłoniłem się zza krzaków. Driady mnie tu zaprosiły, a dokładniej odprowadzałem lokatorkę, oraz dwie inne driady. Zauważyłem, akurat jak kitsune ma kłopoty z Utopcem. Są niebezpieczne, lepiej się na nie natknąć.
Lisek będzie musiał mi to wybaczyć. Zbliżyłem się i poprzez dotknięcie cześć jego mocy przepłynęła na mnie. Użyłem jej, by uwięzić stwora, na tyle mocno i długo, by driady mogły bezpiecznie się oddalić, oraz byśmy my mogli też uciec z pola jego widzenia. Powinien wówczas dać sobie spokój. Pognałem przerośnięte zwierzątko, by się oddalić. Sam także dzięki wampirzej szybkości, oddaliłem się do innego źródła wody. To tutaj dotarły driady. Gdy tylko mnie zauważył, zaprosiły i podziękowały za pomoc.. Dobre przyjaciółki, a to, że załatwiają mi kwiaty, których nikt nie spotyka, jest znacznie lepsze.
Z nich można wydobyć coś niesamowitego. Dopiero od jakiegoś czasu zainteresował mnie ten etap. Jest w nim coś magicznego oraz dziwnego. Gdyż nawet gdybym chciał, to muszę się dosyć długo główkować nim uda mi się to zrobić. Natrafiłem na książkę, która przedstawiała różne rysunki eksperymentów i testów. Chciałem stworzyć nową odmianę smaku krwi. By innych ona nie odrzucała, a wręcz kusiła swym zapachem. Kwiaty te są niezwykle, ich zastosowania są bardzo nieprzewidywalne. Dziś miałem dostać kilka nowych. Podobno coś znalazły i chcą mi to wręczyć.
Dlatego też najpierw odbyła się herbatka, Panie także wyczekiwały tego kitsune, którego dostrzegły wcześniej. Miały najwyraźniej nadzieje, że się zjawią. Może miały do niego interes albo jego futro je zainteresowały. Jego moc też była całkiem nadzwyczajna, aż szkoda ją tracić, niby też zawsze mogę ją pozyskać. Jednakże to za kilka dni, dopiero. Nie mogę mieć z dnia na dzień tej samej mocy pobranej. Dopiero po upływie kilku dni, mogę na nowo ją nabyć.
Pojawienie się stworzenie przyciągnęło uwagę Driad. Podbiegły do stworzenia, by się mu przyjrzeć, najwyraźniej zafascynowane. Wróciłem do picia herbatki. Driada, która poszła po kwiaty oraz pojemnik, który miały mi podarować. Jak się okazało, była to skrzyneczka. Pozłacana, miała na sobie dziwne wzory oraz znaki, które były bardzo znajome. Nim reszta podeszła bliżej. Schowałem do torby skrzyneczkę, a kwiaty zostały zawinięte w magiczne kokony, by nie zostały zniszczone. Mogłem dopić swoją herbatkę, gdyż akurat po dopiciu zjawiły się podekscytowane Driady. Zaczęły mnie ciągnąć do liskowatego stworzenia. Teraz mogłem się mu przyjrzeć. Majestatyczne stworzenie, piękne i miało jakiś dzwoneczek z błękitną wstążkę przy uchu, oraz łańcuch na przednich łapach. Przypominało mi to kogoś, zapach też był podobny.
- Shain. - powiedziałem, damy się, na mnie spojrzały, po czym na stworzenie. Zostały zawołane przez inną Driadę i poszły czym prędzej. Odetchnąłem i wymownie spojrzałem na przemienionego chłopaka. Skrzyżowałem ręce, nieźle no muszę go pochwalić. Jednakże bycie wampirem też ma swoje zalety. Nie zamieniłbym się na nic innego, może tylko by słońce mnie nie raniło. Nawet mimo danego zaklęcia od wiedźmy to i tak w ciągu dnia pije dużo więcej krwi niż w nocy. Muszę prawie cały czas coś pić. Chwila przerwy i kolejna dawka. Trochę jak uzależnienie, ale to jest bardziej skutek uboczny. Nie ma czego żałować, lubię pić krew, więc jest dobrze.
Wyjąłem fiolkę z krwią z torby, po czym wypiłem ją do dna. Fiolka się napełniła i wróciła do torby. Jest na nich zaklęcie, które także pomaga. Wiedźmy od pokoleń są sprzymierzeńcami mego rodu oraz każdego z osobna wampira.

Shain? 

Szablon
Pandzika
Kernow