Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiromaru x Ena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiromaru x Ena. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 grudnia 2023

Od Eny CD. Hiromaru

Nie potrafiłem oderwać oczu od Hiromaru, który zerwał się, aby ratować Willowa. Z trudem nie rzuciłem się za nimi, ale obawiałem się, że jedynie stanowiłbym przeszkodę. Oczywiście, gdyby cokolwiek poszło nie po naszej myśli, byłem gotów postawić wszystko na jedną kartę i również wskoczyć do wody. Na szczęście taka potrzeba nie nastała.
Wyciągnąłem ręce, aby pomóc im wydostać się bezpiecznie z żywiołu. Już chwilę później Hiromaru wraz z wilczkiem pod pachą stali na suchym lądzie, zaraz obok mnie. Willow został mi podany, a ja nie czekając nawet chwilę dłużej, wsadziłem go pod płaszcz, aby go ogrzać. Chociaż Hiromaru użył swoich mocy, aby pozbyć się nadmiaru wody, szczeniak drżał z zimna. Na szczęście teraz nic już nie zagrażało jego życiu.

środa, 13 grudnia 2023

Od Hiromaru CD. Eny

Zawsze wiedziałem, że pod względem ogarnięcia życiowego raczej nie należę do ścisłej czołówki, ale żeby zgubić jednego małego wilczka, którego miałem pilnować i chronić, i żeby dać mu się zaplątać w moją własną moc, to już był trochę inny wymiar bycia nieogarniętym. Bo małe szanse, żeby Willow postanowił nagle sobie popływać, widząc rzekę występującą z koryta, albo żeby przyszło mu do głowy aportować kilkumetrowe „patyki” w formie sosnowych żerdzi. Poczucie winy wezbrało w moim sercu w okamgnieniu, o wiele silniej i intensywniej, niż robiła to burząca się, rzeczna woda. Momentalnie spanikowałem, nie wiedziałem nawet, w którą stronę patrzeć, gdzie szukać Willowa.

sobota, 7 października 2023

Od Eny CD. Hiromaru

Ruszyłem biegiem, słysząc za sobą coraz głośniejsze dźwięki nadciągającej pogoni. Nie miałem jednak najmniejszych obaw, ponieważ nie mieli oni szansy, aby mnie dogonić. Przeskoczyłem pomiędzy drzewami z zamiarem oddalenia  się od napastników. Wiedziałem, że im dalej ich zaprowadzę, tym lepiej dla Hiromaru. Będzie miał znacznie więcej czasu na dokończenie naszego planu. Miałem nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli.
Na szczęście właśnie tak było. Zdawało mi się, że goniąca mnie grupa powoli zaczynała się gubić w otaczającym nas lesie. Kręcili się dookoła, zmieszani i całkowicie zdezorientowani. Nie mieli już pewnie nawet ochoty dalej za mną podążać. Spoglądałem na nich z jednego z najwyższych drzew przez dłuższą chwilę, aż w końcu postanowiłem zawrócić. 
Najciszej, jak tylko potrafiłem, oddaliłem się od kręcącej się wśród krzaków krzyczącej gromady. Postanowiłem szybko sprawdzić, czy Hiromaru zdążył już uratować ukradzione surowce. 
Nie było inaczej. Moim oczom ukazała się zalana wodą z rzeki polana. Szybko porwała ona skradzione przedmioty. Nie potrafiłem oderwać spojrzenia od tej sceny. W końcu - pierwszy raz miałem okazję widzieć coś takiego. Niecodzienny widok. Hiromaru naprawdę jest potężny, skoro jest w stanie zrobić tak niesamowitą rzecz! 

sobota, 12 sierpnia 2023

Od Hiromaru CD. Eny

Dobra, stary, dasz radę. Dasz radę i wszystko będzie dobrze. Wdech-wydech, nic się nie stresuj, sam nie jesteś, to tylko ekipa ludzi, no przecież dzieciaka nie ubiją, tak? Jak się posypie, to albo zwiejesz, albo pogadasz.
Próbowałem sam siebie uspokoić, starając się jakoś opanować rozbiegane myśli, lecz średnio mi to pomagało. Wiedziałem, co mam zrobić – w końcu to był mój pomysł z tym, by przetransportować rzekę do nas – ale powiedzmy sobie szczerze: nawet gdyby moim zadaniem było zawiązanie troczków od spodni, tak samo bym się denerwował.
Pod opieką miałem jeszcze Willowa i Isagomushiego. I o ile mojego demona dobrze znałem i byłem pewien jego reakcji oraz tego, że mnie nie zawiedzie, o tyle martwiłem się nieco o Willowa. W końcu był tylko małym szczeniakiem, a my jeszcze nie trenowaliśmy go do walki. Na dobrą sprawę nie mieliśmy tego do końca w planach, skupiając się na tym, by Willow był przydatny dla ludzi w wiosce i licząc na to, że jeśli przyjdzie co do czego, to instynkt wilczka zadziała, pozwalając mu obronić swoje ludzkie stado. Teraz zaś miał być częścią potyczki – niby bierną i taką, którą raczej trzeba było bronić, niż żeby ona kogokolwiek broniła, ale nadal. Zerknąłem na Willowa, ten odpowiedział mi nieco niepewnym, wystraszonym spojrzeniem.

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Od Eny CD. Hiromaru

- Ja przetransportuję rzekę do nas - powiedział Hiromaru. W jego oczach zabłysnęła pewność siebie. Nie miałem pojęcia, jaki ma pomysł, ale postanowiłem mu zaufać. Znałem chłopaka już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że jeśli coś obieca, na pewno to wykona. Nie zadawałem więc zbędnych pytań, które jedynie traciłby nasz cenny czas. Nie mieliśmy w końcu pojęcia, kiedy złodzieje wyruszą w dalszą drogę. Może już szykują się na odejście?

piątek, 28 lipca 2023

Od Hiromaru CD. Eny

Tropienie złodziei sprawiało, że moje serce biło szybciej, a dłonie pociły się, choć przecież wcale nie było tak gorąco. Otaczający nas las przepełniała dziwna cisza, jakby sama przyroda wstrzymywała oddech w oczekiwaniu, gdy zbliżaliśmy się do celu. Z jednej strony wiedziałem, że musimy w końcu dopaść tych złodziei, z drugiej strony zaś bałem się momentu nieuniknionej konfrontacji. Wiedziałem bardzo dobrze, że tamci ludzie, cokolwiek przyszło im do głowy, by kraść materiały, na pewno nie oddadzą ich po dobroci, a na widok dwóch nastolatków, zapewne roześmieją im się w twarz. Nawet jeśli obaj z Eną posiadaliśmy umiejętności, które czyniły nas niebezpiecznymi w starciu, daleko nam było do uzbrojonych po zęby osiłków, których sam widok mógłby wystraszyć złodziei.
Do tego pozostawała jeszcze kwestia tego, że to Ena był w Ardem i na pewno miał już jakieś przeszkolenie do walki, ale ja… Cóż, ja nie byłem wojownikiem – nie miałem w sobie wiele odwagi i gdy robiło się gorąco, najchętniej po prostu bym uciekł. Wiedziałem dobrze, że najczęściej nie jest to możliwe, jednak tak właśnie mówił mi mój charakter. Miałem wrażenie, że mieszając się do jakiegokolwiek konfliktu, robię coś wbrew własnej naturze.
I w końcu przyszło nieubłagane – dotarliśmy do złodziei.
Podkradliśmy się ostrożnie, by zobaczyć, gdzie są w ogóle ukryte skradzione materiały, ilu przeciwników na nas czeka i czy da się może załatwić sprawę polubownie. Albo, chociaż bez konfliktu wprost. Przynajmniej ja o tym myślałem, bo gdy przeliczyłem, ile osób kręciło się po prowizorycznym, postawionym na szybko obozowisku, doszedłem do wniosku, że nasi przeciwnicy mają nad nami naprawdę dużą przewagę.
Willow węszył w powietrzu i przez moment martwiłem się, że zacznie szczekać, albo pobiegnie do złodziei – nie uczyliśmy go w końcu, by był nieufny wobec nieznajomych ludzi. Wręcz przeciwnie. Po tym, co jego rodzice zrobili z wioską, przykładaliśmy się bardziej do tego, by był ich przeciwieństwem i uznawał każdego człowieka za swoją rodzinę. Jednak wilczek po raz kolejny zaskoczył nas swoją mądrością, bo widząc ludzi chodzących po polanie, kręcących się wokół ognisk i szykujących sobie jakieś jedzenie, wcale do nich nie podbiegł, ale podobnie do nas siedział cicho w chaszczach, starając się nie dać nikomu znać, gdzie się znajduje. Pogłaskałem go po głowie, pochwaliłem i powiedziałem, by się położył. Następnie zaś zwróciłem się do Eny:
— Masz jakieś pomysły?
Chłopak westchnął, odwrócił się do mnie.
— Mam, ale to może być trudne. Musimy zarówno odzyskać materiały, jak i schwytać tych ludzi i przekazać odpowiednim władzom.
— Moglibyśmy po prostu zawiadomić strażników miejskich… — rzuciłem nieco bez przekonania.
— Złodzieje uciekną, nim straż się tutaj zjawi — zauważył trzeźwo Ena. Trudno było się z tym nie zgodzić. I pozostawało jeszcze pytanie, czy w ogóle będą chcieli przybyć. — Musimy to sami rozwiązać.
Mocniej zacisnąłem dłonie na jakiejś gałązce.
— Ena ja… ja nie do końca jestem wojownikiem… — zacząłem ostrożnie, chłopak zaś uspokoił mnie gestem.
— Nie martw się. Postaramy się to zrobić tak, żeby nie trzeba było walczyć. — Znów odwrócił się w stronę polanki i obozowiska. — W okolicy płynie rzeka, zaś większość skradzionych materiałów to drewno. Myślisz, że dałbyś radę użyć rzeki, by sprawnie przetransportować je w stronę wioski?
— Pewnie — odparłem. Przynajmniej moje umiejętności się do czegoś przydadzą.
— A jak blisko rzeki by musiały być, żebyś sięgnął po nie wodą?
Zamyśliłem się na moment, Isagomushi trącił mnie nosem w ramię.
— Wiesz co, Ena. Nie musimy transportować materiałów w stronę rzeki. — Oczy mi rozbłysły. — Ja przetransportuję rzekę do nas.

czwartek, 13 lipca 2023

Od Eny CD. Hiromaru

 Szczęście leżało po naszej stronie. Willow był mądrym szczeniakiem. Szybko się uczył - najpewniej ze względu na swój gatunek. Nie uważałem się za specjalnego speca od magicznych zwierząt. Tak naprawdę niewiele o nich wiedziałem - w odróżnieniu od Hiromaru, który miał naprawdę wspaniałe podejście do wszelkiego rodzaju stworzeń. Czułem ciekawość wobec tego, jak wyglądają zajęcia w Akademii Sarlok. W końcu, znałem tylko ćwiczenia w Ardem, które polegały głównie na treningach sprawnościowych i doskonaleniu sztuki walki.

poniedziałek, 20 lutego 2023

Od Hiromaru CD. Eny

Nasze początkowe próby wyszkolenia Willowa spaliły na panewce. Tropienie było dla szczeniaka czymś nadto abstrakcyjnym, poza tym żadna z jego zabaw nie była w żaden sposób do tego podobna. Bawił się z nami w ganianie różnych rzeczy, w przeciąganie linek z supełkami, albo zostawał w jednym miejscu, gdy mu się kazało. Ale tropienie? To brzmiało zbyt dziwnie. Jednak nie mieliśmy innego wyboru i albo udałoby się nam szybko wpoić Willowowi, o co nam chodzi, albo wieśniacy zostaliby bez tej resztki materiałów, która miała zakończyć trwającą tak długo odbudowę wioski. Bo przecież ślad zapachu nie zostanie na ziemi wiecznie, a złodzieje, kimkolwiek byli, na pewno nie zamierzali siedzieć i czekać na to, aż ich po prostu złapiemy. Niech to – nie lubiłem działać pod wpływem presji, zawsze mnie to nadmiernie stresowało.
— Wiesz co, najpierw spróbujmy nauczyć go tropienia nas samych — powiedziałem do Eny, a potem dałem mu trochę smakołyków. — Zostaw mi jakąś swoją rzecz i weź trochę smakołyków tak, żeby Willow widział.
— Co chcesz dokładnie zrobić? — spytał Ena, biorąc ode mnie smakołyki i dobywając z kieszeni jakąś chusteczkę.
— Pomyślałem… Żeby Willow skojarzył, że jeśli pójdzie do osoby, do której należy zapach, to dostanie od niej smakołyki. Najpierw pokażemy mu, że jak znajdzie mnie albo ciebie, to damy mu coś dobrego. I wtedy może uda się z tym złodziejem…
Ena przetarł chusteczką kark i szyję, żeby jeszcze mocniej nim pachniała.
— Dobry pomysł, to może się udać. — A potem zwrócił się do Willowa, pokazując mu leżące na jego dłoni smakołyki. — Spójrz, to wszystko jest dla ciebie. Ale najpierw będziesz musiał mnie znaleźć.
Ena oddał mi chusteczkę i oddalił się w stronę lasu. Tymczasem zaś ja odwróciłem uwagę Willowa od odchodzącego gdzieś Eny, by wilczek nie widział dokładnie, gdzie chłopak się znajdował. Isagomushi latał wokół pyszczka Willowa, też się z nim bawiąc, zaś ja zerkałem kątem oka, gdzie też zniknęła ta charakterystyczna, jasna sylwetka drugiego chłopaka. I kiedy poczułem, że Ena wystarczająco się oddalił, dałem Willowowi powąchać chusteczkę Eny i powiedziałem.
— Szukaj, Willow. Szukaj. Gdzie jest Ena?
Wilczek zamerdał ogonem, popatrzył na mnie, próbując zrozumieć, o co może mi tym razem chodzić i jaką zabawę dla niego wymyśliłem. Wskazałem dłonią w stronę lasu.
— Gdzie jest Ena? Szukaj, Willow.
W końcu coś kliknęło w szczenięcej głowie. Willow zaszczekał, a potem ruszył w stronę lasu. Poszedłem za nim, uważnie patrząc, jak wilczek biegnie kawałek, potem przystaje i węszy w powietrzu, starając się złapać zapach Eny. Wreszcie jego nos powędrował w stronę ściółki, Willow zapamiętale węszył wśród igliwia, z każdym krokiem przybliżając się do miejsca, gdzie schował się drugi chłopak. Ena kluczył trochę po lesie, czyniąc całość nieco trudniejszą, ale Willow sobie z tym poradził i już wkrótce cieszył się smakołykami, które łapczywie zlizywał z dłoni Eny.
Powtórzyliśmy tę zabawę kilka razy – raz chowałem się ja, raz Ena. Raz schował się nawet Isagomushi. To było trudniejsze dla Willowa, żółw prawie nie wydzielał żadnego zapachu, a na dodatek unosił się nad ziemią, nie zostawiając za sobą śladów. Ale Isa nie chciał być nadmiernie problematyczny, otarł się tu i tam o korę drzewa albo zmoczył jakieś liście słoną wodą, by wilczek w końcu go znalazł. Zabawa w tropienie zdawała się podobać Willowowi i patrzył na nas wyczekującą chcąc zobaczyć, który z nas schowa się tym razem i jak dużo smakołyków mu potem da.
— Dobrze, Willow, teraz czas na twój egzamin — powiedział Ena, dobywając uprzednio znalezionej czapki. Podsunął materiał pod nos szczeniaka. — Szukaj, Willow. Gdzie jest złodziej?
Wilczek starannie obwąchał czapkę, zadrobił łapkami w ściółce, a potem zaczął węszyć w powietrzu. Ruszył w stronę miejsca, gdzie jeszcze nie tak dawno temu leżały zapasy materiałów budowlanych, a potem zaczął się tam kręcić, węsząc zapamiętale wśród pogniecionych kępek trawy i resztek kory.
— Oby mu się udało — szepnąłem cicho, w myślach trzymając kciuki za nos Willowa i za to, byśmy mieli szczęście i zapach złodzieja zaprowadził nas do niego.

niedziela, 5 lutego 2023

Od Eny CD. Hiromaru

 Nie rozumiałem pretensji mieszkańców wioski. W końcu Willowe był tylko szczeniakiem. Nie rozumiał koncepcji chronienia mienia. To po pierwsze. Po drugie potrzebował naprawdę wiele snu. Nie dziwiłem się więc temu, że przespał grzecznie całą noc. 
Swoją drogą - dlaczego pozostawiono wszystkie materiały potrzebne do odbudowy bez opieki. Jeśli ja zarządzałbym pracami odbudowy, najpewniej wyznaczyłbym warty. Kilka osób mogłoby pilnować niezbędnych rzeczy przez całą noc. Niestety nikt nie pomyślał o tym wcześniej. Teraz wszystko zniknęło i nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek odzyskamy utracone narzędzia i deski. 

sobota, 14 stycznia 2023

Od Hiromaru CD. Eny

Zawsze miałem tendencje do martwienia się na zapas. Cokolwiek by się nie działo, zawsze gdzieś na dnie serca miałem niewyjaśnione obawy, że coś pójdzie nie tak i nawet, jeśli wszystko wiele razy sprawdziłem, to nadal coś może się posypać i na pewno będzie problem. Aż dziw brał, że w ogóle coś takiego było częścią mojego charakteru – można by pomyśleć, że człowiek żyjący wiecznie na koszt innych, nieprzejmujący się sprawami doczesnymi i nieposiadający prawie żadnego mienia nie będzie się aż tak martwił i przejmował, ale nie była to prawda. Sądze, żę brało się to z tego, że co prawda nie przejmowałem się rzeczami materialnymi, ale zdecydowanie przejmowałem się innymi osobami. Oraz tym, co będą myśleć i jak się będą czuć.

wtorek, 27 grudnia 2022

Od Eny CD. Hiromaru

Występ zbliżał się wielkimi krokami. Widziałem, że Hiromaru stresuje się nadchodzącym przedstawieniem. Nic dziwnego. Sam trochę obawiałem się reakcji mieszkańców wioski. Nie wszyscy byli nastawieni do Willowa aż tak przyjacielsko nastawieni. Faktycznie dzięki pomocy Marion zyskamy nowych sojuszników, ale obawiałem się, że nie zdobędziemy serc każdego wieśniaka. Mimo tego musieliśmy spróbować. 

środa, 21 września 2022

Od Hiromaru cd. Eny

— To świetny pomysł! — zgodziłem się od razu.
Tak, to na pewno przyciągnęłoby wieśniaków do Willowa i przełamało ostatnie bastiony oporu przed adoptowaniem wilczka. Bo to prawda, że Willow bawił się z nami i z Marion, ale widziałem, że od czasu do czasu ludzie z wioski rzucają szczeniakowi nieco krzywe spojrzenia. Nie dziwiłem im się – o tym pożarze będą opowiadać jeszcze przez długie lata, a niejeden z wieśniaków na pewno budził się w nocy z koszmaru, w którym jego dom trawiły żarłoczne płomienie. Wioska była już prawie w całości odbudowana, zaś ja, choć oczywiście cieszyłem się z tego, że domy znów stanęły i ludzie mieli gdzie mieszkać, to jednak w głębi serca zastanawiałem się, co czuli patrząc na jasne, świeże ściany? Czy była to radość, bo nowe domy były takie ładne i czyste, czy raczej smutek i nostalgia, bo te, w których mieszkali długie lata, obróciły się w rozwiany wiatrem popiół?
Ja sam nie przywiązywałem się do rzeczy materialnych – przez całe życie miałem niewiele, często zmieniałem miejsce pobytu, a wszystko, czego używałem, nie należało do mnie. Spałem pod cudzym dachem, jadłem cudze jedzenie i nieraz chodziłem w cudzych ubraniach. Jeśli coś mi zabrano albo przepadło, to trudno – dopóki miałem Isagomushiego, nic mi nie przeszkadzało. Ale ci ludzie? Byli moim przeciwieństwem – całe życie w tym samym miejscu, otoczeni tymi samymi twarzami i tymi samymi przedmiotami – ich wspomnienia nie żyły tylko w ich głowach, one były rozpięte i rozciągnięte wśród wszystkiego tego, co otaczało wioskę.
A teraz przepadły.
Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie te myśli — teraz powinienem skupić się na tym, by pokazać Willowa jako dobrego i przydatnego stróża całej wioski, a także uroczego pluszaka, którego zawsze w nim widziałem. Prawda, że gdy podrośnie, Willow będzie pluł kulami ognia, tak samo, jak robili to jego rodzice. Ale nim to miało nastąpić chciałem się upewnić, że szczeniak będzie miał tu kochającą i dobrą rodzinę.
Od razu wzięliśmy się z Eną i Marion za planowanie całego przedsięwzięcia. Dziewczyna wzięła na siebie powiadomienie pozostałych mieszkańców wioski, że na wieczór chciała, by wszyscy się zebrali i zobaczyli coś specjalnego. Jak na razie nie mówiła im, o co konkretnie ma chodzić – w sumie to po przedyskutowaniu wszystkiego doszliśmy do wniosku, że lepiej byłoby utrzymać całość w tajemnicy i zrobić niespodziankę, żeby nikt nie miał okazji do tego, żeby mówić o Willowie jakiekolwiek złe rzeczy.
Zaś my obaj, razem z samym wilczkiem, zniknęliśmy na pewien czas z pola widzenia wieśniaków. Przyzwyczaili się już do naszej obecności, ale większość wioski była odbudowana na tyle dobrze, że wystarczyło już tylko zająć się szczegółami, więc nie byliśmy aż tak bardzo potrzebni.
Tam, skryci przed spojrzeniem innych, zaplanowaliśmy i przećwiczyliśmy mały „występ”, którym Willow miał podbić serca mieszkańców wioski. Bo ludzie co prawda zerkali na nasze poczynania i część wiedziała już, że Willow potrafi chociażby usiąść na komendę, ale nie wiedzieli przecież wszystkiego.
Zrobiło się popołudnie, akurat wszyscy zebrali się na obiad. Razem z Eną skorzystaliśmy z gościny miejscowych, każdy z nas dostał swoją przydziałową miskę jedzenia, a potem rozsiedliśmy się tam, gdzie było miejsce i obaj wzięliśmy się za jedzenie.
Mi tym razem średnio szło – żołądek ściskał mi się lekko zdenerwowaniem, czułem w brzuchu nieprzyjemną gulę. Głowa wiedziała, że Willow sobie poradzi i wszystko będzie dobrze, ale stres był silniejszy ode mnie i mimowolnie się martwiłem. Wilczek wyczuł widać mój nastrój, bo gdy tylko skończył swoje jedzenie, przyszedł do mnie i trącił nosem moje kolano. Pogłaskałem jego łeb, a dotyk miękkiej i puszystej sierści wywołał w sercu falę nostalgii — minie jeszcze trochę czasu i nie będę mógł się spotykać z Willowem tak często.
— Nie martw się, pójdzie nam dobrze — Ena podniósł mnie na duchu. — I Willow też da radę.
Skinąłem głową, na moją twarz wypłynął w końcu uśmiech. Isa trącił mnie nosem w policzek, mój uśmiech się poszerzył.
— Tak, będzie dobrze. Już my się o to postaramy.
I tym sposobem przyszedł moment, gdy mieliśmy pokazać sztuczki Willowa pozostałym.
Marion zwołała wszystkich na małym placu w wiosce, my zaś stanęliśmy z wilczkiem, gotowi do pokazów.

poniedziałek, 5 września 2022

Od Eny CD. Hiromaru

Już o poranku pojawiłem się w wiosce. Prace przed ostatni czas nie ustawały chociażby na chwilę. Wyglądało nawet na to, że odbudowa skończy się całkiem niedługo. Może w przeciągu kilku kolejnych dni. 
Cieszyłem się na widok tego, że miejsce to powoli wracało do normalności. Mieszkańcy tej małej wioski odbili się od dna i jeszcze przed nadejściem chłodnej jesieni dali radę podnieść się z gruzów. Niczym legendarny feniks z popiołów. Dosłownie. Niedawno wszystko było jeszcze spalone. 
A sam Willow rósł jak na drożdżach. Niegdyś na tyle mały szczeniak, którego mogłem zwyczajnie podnieść i trzymać na rękach, teraz sięgał mi prawie do kolan. Na samą myśl o tym, że pewnego dnia wyrośnie na tak dużego wilka, jak te dorosłe, którego spotkałem tamtego feralnego dnia w wiosce. 
Szczeniak był pierwszym, który przywitał mnie zaraz po przekroczeniu bram wioski. Przybiegł do mnie i zaczął się cieszyć. Wesoło poszczekiwał i przez całą swoją radość nie dał się odpędzić. 
A zwierzakiem biegła Marion. Nawoływała Willowa po imieniu, jednak ten całkowicie skupił się na mojej osobie. 

środa, 3 sierpnia 2022

Od Hiromaru cd. Eny

Kolejny dzień w wiosce, kolejny dzień pracy z Willowem. I, rzecz jasna, odbudowywania wszystkiego.
Gdy wróciłem do Akademii, miałem ochotę po prostu paść na łóżko i nie wstawać co najmniej do południa. Gdzieś tam z tyłu głowy kłębiła mi się myśl, że żołądek na pewno obudziłby mnie dużo wcześniej, ale myśl ta szybko rozpłynęła się w niebycie, gdy zmęczenie powoli brało nade mną górę. Isagomushi też leciał z nóg (czy może z płetw?) i kiedy tylko wszedłem do swojej kwatery, plasnął prosto w swoją balię z wodą, rozchlapując ją po posadzce.
— Hej! — zaprotestowałem, gdy fala zmoczyła mi kolano, a jakieś zabłąkane krople wylądowały nawet na mojej twarzy.
Ale w sumie – trochę mnie to otrzeźwiło i przywołało do rzeczywistości.
— Mieliśmy się spotkać z Theo! — powiedziałem na głos, przypominając sobie, że przecież miałem do chłopaka trochę pytań. A że ten uparcie odmawiał chodzenia spać i budzenia się w normalnych godzinach, jedynym sposobem, by cokolwiek z niego wyciągnąć, było pójść do niego późno wieczorem, albo rano, o morderczo wczesnej godzinie. Wciąż byłem na nogach, więc wybrałem tę pierwszą opcję.

środa, 20 lipca 2022

Od Eny CD. Hiromaru

Kamień spadł mi z serca, kiedy Marion zgodziła się pomóc nam przy szkoleniu wilczka. Willow faktycznie był inteligentnym zwierzęciem. Szybko łapał, czego go uczyliśmy. Miałem więc nadzieję, że zaakceptuje dziewczynę, jako swoją nową nauczycielkę. Wierzyłem, że dzięki temu wioska też się do niego przekona.
Willow może stać się świetnym obrońcą stad zwierzyny i wszystkich mieszkańców małej wsi. Jak tylko podrośnie żadna bestia nie zbliży się w chronione przez niego rejony. Musieliśmy to tylko jakoś udowodnić.
- Co dalej?
Z zamyślenia wyrwał mnie zaciekawiony głos Marion. Faktycznie komenda “leżeć” już całkowicie została opanowana przez parkę. Wydawało się też, że z każdą chwilą spędzoną z wilczkiem, dziewczyna zaczyna go coraz bardziej lubić. W jej oczach zauważyłem nawet iskierki, kiedy tylko mogła pogłaskać malucha. To dobrze się zapowiadało. Willow urzekł ją. Może równie zauroczy resztę wioski, kiedy Marion pokaże swoim bliskim, czego wilczek się nauczył.
- Może zostań? - zaproponowałem. - Dobrze, jakby na początku się z tym zapoznał.
Wraz z Hiromaru pokazaliśmy dziewczynie, w jaki sposób nakazać wilczkowi pozostać w miejscu. Nauka tej komendy przychodziła Marion jednak trochę trudniej. Willow nagle nabrał ochoty na zabawę.

czwartek, 9 czerwca 2022

Od Hiromaru cd. Eny

Mi też wydawało się, że od pamiętnej akcji z napaścią ziejących ogniem wilków na wioskę minęły całe wieki. Każdy dzień od tamtego momentu wypełniony był pracą, zaś jeśli człowiek pracuje od rana do nocy, a w międzyczasie próbuje jeszcze ogarnąć się z nauką i górami pracy domowej zadawanymi przez nauczycieli, można doprawdy zapomnieć jak się nazywa. Blizny, jakie tamta walka pozostawiła na obliczy wioski, goiły się szybko dzięki ustawicznej pracy wieśniaków, ale też dzięki Eny i mojej pomocy. Przyznam, że kiedy opuszczałem swą rodzinną wioskę by podróżować i gdy w końcu trafiłem do Kernow, nie przypuszczałem, że z Isagomushim i mocą kontroli wody damy radę aż tyle zrobić. Widać nie trzeba było mordować smoków, żeby się do czegoś przydać.
Słowa Eny zwróciły mi uwagę na jedną rzecz – faktycznie, do tej pory tylko my dwaj pracowaliśmy z Willowem, wilczek się do nas przyzwyczaił i reagował na wszystkie komendy. Był bardzo mądry, przyswajał je o wiele szybciej, niż normalny pies. Ale z inteligentnymi stworzeniami był ten problem, że nie słuchały się każdego – jeśli Willow nie widziałby sensu ani powodu, by słuchać się też wieśniaków, to całe nasze szkolenie byłoby kompletną stratą czasu.

czwartek, 12 maja 2022

Od Eny CD. Hiromaru

Willow robił niezwykłe postępy! Nie mogłem uwierzyć, że tak młode stworzenie potrafiło tak szybko przyswoić tak wiele nowych komend w tak krótkim czasie. Początkowo bałem się, że może odrobinę wymagamy od niego zbyt wiele. Wilczek jednak nie okazywał żadnych oznak niechęci. No, oprócz krótkiego epizodu z przejedzenia i naturalnego zmęczenia. 
W przerwach od tresury nie zapominaliśmy o trwających w wiosce pracach. Dachy wznosiły się już ku niebie, a niektórzy mieszkańcy już powoli wprowadzali się do odbudowanych budynków. Wprawdzie zostały głównie prace czysto porządkowe. 
Znosiłem pocięte deski w jedno miejsce. Praca była ciężka i trochę mozolna, ale nie narzekałem. Wędrowałem pomiędzy budynkami i zbierałem drewno. W międzyczasie zerkałem w stronę śpiącego szczeniaka. Postanowiliśmy dać mu z Hiromaru dłuższą przerwę. Po niej musieliśmy wymyślić kolejne sposoby na przekonanie mieszkańców do zaakceptowania Willowa. 
Nosząc więc średniej wielkości deski próbowałem wymyślić przekonujące argumenty. Wieśniacy niechętnie spoglądali na drzemiącego wilczka. Z trudem będzie ich przekonać. 

piątek, 11 marca 2022

Od Hiromaru cd. Eny

— Logicznym wydawałoby się, żeby wziąć się za „leżeć" — odparłem, wzruszywszy ramionami.
Nie chciałem forsować swojego pomysłu - Theo opowiedział mi, jakich mniej więcej komend powinno się nauczyć małego, młodego pieska (albo w naszym przypadku - wilczka), a jakie pozostawały dla nieco starszych pupili. Willow był mądry, szybko wszystko łapał, więc uczenie go nie nastręczało dużego problemu.
Ale Ena przystał na mój pomysł, pokiwał głową.
— Tak, to też będzie przydatne. I to podobna komenda, więc Willow nie powinien mieć z nią problemu.
Więc wziąłem się za nauczenie Willowa komendy „leżeć".
Tak, jak się spodziewałem - szczeniak opanował ją w okamgnieniu i sam nauczył się już, że skoro miałem w dłoni smakołyki, powinien nadstawić uszu, wyłapać komendę i ją wykonać, żeby dostać coś dobrego do jedzenia. Gdy zobaczyłem, że Willow dobrze radzi sobie z nową rzeczą i nie ma problemu, by odróżnić „siad" od „leżeć", przekazałem smakołyki Enie.
— Musi wiedzieć, że nie tylko mnie ma słuchać — wyjaśniłem, gdy chłopak wziął smakołyki z lekkim powątpiewaniem.
— W takim razie powinniśmy też wziąć kogoś ze wsi, by Willow wiedział, że ma się słuchać nie tylko naszej dwójki, ale w ogóle ludzi tutaj.
Skinąłem głową. Tak, to było dobre spostrzeżenie.
— Tak zrobimy, jak będziemy mieli już pewność, że coraz lepiej idą mu komendy.
Teraz to Ena pobawił się nieco z Willowem - zauważyłem, że wilczkowi odpowiada interakcja z człowiekiem i chętnie garnie się do mnie i do Eny.
Potem przyszła chwila przerwy i posiłek.
Wieśniacy przygotowali dla nas nieco jedzenia, a jakaś miła, starsza pani, przyniosła też miskę gotowanej kaszy z warzywami i mięsem dla Willowa. Wilczek jednak popatrzył tylko na jedzenie obojętnym wzrokiem, i ociężale położył się do snu. Ena zmarszczył brwi.
— Źle się czuje? Przesadziliśmy?
— Przesadziliśmy ze smakołykami — powiedziałem, kalkulując w myślach, ile kawałków mięsa pochłonął Willow. — Trzeba będzie je ograniczyć.
— Ale jak? Jeśli mamy go czegoś nauczyć, trzeba będzie mu je przecież dawać. Musi dostać nagrodę, inaczej nie będzie wiedział, że coś robi dobrze albo źle.
— Tak, to prawda — odparłem, między jedną łyżką potrawki a drugą. — Ale ta nagroda to nie zawsze musi być jedzenie. Theo też mi o tym opowiadał. — Przełknąłem. — Mówił, że na początku dobrze jest zacząć od przysmaków, bo dobre jedzenie jest zawsze atrakcyjne dla zwierzęcia i każde zwierzę będzie się zawsze cieszyć z tego, że może coś przekąsić. Nawet takie najgroźniejsze i najbardziej agresywne.
Zagarnąłem łyżką więcej strawy i doszedłem do wniosku, że gdyby za dobrze napisane sprawdziany dawali nam ciasta, a nie oceny, to ja sam na pewno miałbym większą motywację do nauki.
— To sensowne. Tylko jak sprawić, żeby Willow nie poczuł się ukarany, że nie dostaje przysmaku, tylko coś innego?
— Trzeba na początku dać jedno i drugie. Tak, jak robimy to teraz - dostaje przysmak i dostaje głaskanie. Potem trzeba będzie zmniejszyć wielkość tych smakołyków, a potem stopniowo przestać je dawać, ale zawsze go głaskać i mówić, że jest dobrym chłopcem — wyjaśniłem. — Tembr głosu też ma znaczenie. Willow będzie się czuł wtedy pochwalony i przejście od napychania go smakołykami do braku smakołyków przy szkoleniu będzie płynne.
Ena skinął głową, uśmiechnął się do mnie, kończąc swoje jedzenie.
— Tak, powinniśmy jak najszybciej przyzwyczaić go do głaskania. Nie może jeść wyłącznie mięsa.


Willow początkowo zdziwił się trochę, że smakołyki są coraz mniejsze i mniejsze, ale potem wprowadziliśmy mu nową komendę - „zostań" - była nieco inna, niż „siad" i „leżeć". Trwała dłużej, Willow musiał też zostać na miejscu i nie podążać za mną i Eną, kiedy się od niego odsuwaliśmy. Wilczek był zaabsorbowany nowym wyzwaniem i zapomniał już chyba, że za wykonywanie komend dostawał wcześniej jedzenie.
Potem przyszedł czas na „do mnie" - z tą komendą też było inaczej, niż z pozostałymi. Początkowo uczyliśmy Willowa w taki sposób, że stawaliśmy daleko od siebie z Eną, zaś Willow był na bardzo długiej smyczy. Gdy Willow był przy nodze Eny, ja go wołałem i ciągnąłem za smycz, sygnalizując wilczkowi, by do mnie przyszedł. Ten początkowo się dziwił, ale przychodził i wtedy go głaskałem. Potem Isa podawał długą smycz Enie, chłopak wołał Willowa i ciągnął lekko smycz, zaś wilczek podbiegał do niego na głaskanie.
To jednak nie był koniec. Było kluczowym, żeby Willow zawsze przychodził na komendę, bez względu na to, co właśnie robił. I tak - musieliśmy z Eną wołać go, gdy akurat miał przerwę i się bawił. Wołaliśmy go też, gdy sobie drzemał, albo poszedł wąchać coś wśród traw i liści.
Theo mówił, że zwierzak może być niezadowolony, gdy będzie mu się przerywało zajęcie, więc nie możemy tego robić za często, żeby się nie zirytował. Ale musiał wiedzieć, że jeśli usłyszy „do mnie", ma koniecznie przybiec do człowieka. Jak na razie udawało nam się znaleźć ten złoty środek między uczeniem Willowa, bez nadmiernego męczenia go ciągłym przywoływaniem.
— Chyba kolejna komenda to będzie „noga" — powiedziałem, gdy minęło już nieco czasu, a my znów siedzieliśmy w wiosce, jedząc kolejny przygotowany przez wieśniaków obiad.
Prace postępowały bardzo szybko, większość chałup miała już naprawione dachy, zaś powybijane pożarem okna, które do tej pory po prostu zasłonięto deskami, zyskiwały nowe framugi.
— Myślisz, że kiedy będziemy mogli oficjalnie pokazać jego umiejętności wieśniakom? — spytał Ena.
— Myślę, że już niedługo. Chciałem się upewnić, że wszystko potrafi. I wtedy przejdziemy do bardziej skomplikowanych rzeczy.

czwartek, 3 marca 2022

Od Eny CD. Hiromaru

Ze szczeniakiem wtulonym w ubranie z samego rana poszedłem do wioski. Kolejny dzień napraw zapowiadał się równie męcząco, co poprzednie. Zdawał się być jeszcze bardziej ciężki ze względu na młodego wilka, którego większość mieszkańców z chęcią by się pozbyła. 
Dotarłem pomiędzy zniszczone budynki niedługo później. Wieśniacy nie zwrócili na mnie większej uwagi. Byli całkowicie pochłonięci pracą. Dzisiaj, jak zauważyłem, zajmowali się obudową dachów domów, których fundamenty dobrze się trzymały. Porozstawiane rusztowania i inne konstrukcje otaczały zabudowania, a na ich szczytach znajdowali się budowlańcy. 
Przywitałem się z kilkoma znajomymi osobami, próbując dowiedzieć się, od czego dzisiaj powinienem zacząć. Ku mojemu zdziwieniu, dostałem naprawdę dziwne zadanie. 
Ze względu na to, że na dachach mieli już wystarczająco dużo rąk do pracy, przeznaczono mnie do pomocy kobietom, które właśnie zajmowały się różnego typu robótkami. Niektóre szyły ubrania, inne przygotowywały zioła, a pozostała grupka między innymi przygotowywała kosze czy sieci. 
Dołączyłem do kobiet, które plotły kosze. Nigdy wcześniej się tym nie zajmowałem, ale wyglądało całkiem ciekawie. Po krótkich wyjaśnieniach i poznaniu tajników robienia wiklinowych przedmiotów, byłem gotowy do pracy. 
Kątem oka spoglądałem na wilczka. Szczeniak biegał wesoło wokoło, ale nie oddalał się ode mnie. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby wrócił w moje pobliże. Z oderwanych liści udało mi się sklecić dla niego kulkę. Teraz malec biegał wesoło za nową zabawką, co chwila przewracając się, podskakując czy warcząc. 
Jego sielankowy obraz zwrócił uwagę siedzących obok mnie wieśniaczek. Mimo wcześniejszej niechęci wobec wilczka, teraz zachwycały się jego urokiem. Byłem z tego powodu zadowolony. Im więcej osób przekona się do osieroconego zwierzaka, tym lepiej. 
Pleciony przeze mnie kosz po długim wysiłku w końcu zaczął jakoś wyglądać. Nawet przypominał domyślny przedmiot. Jak na pierwszy raz, czułem się całkiem z niego dumny. 
Wilczek zmęczony zabawą, zabrał swoją piłeczkę i położył się obok mnie. Wtulił się w mój płaszcz i zasnął. Podniosłem go i położyłem pomiędzy swoimi nogami - siedziałem aktualnie w pozycji lotosu, więc spokojnie znalazło się tam dla niego miejsce. Nie przerywając pracy na dłużej, wróciłem do dalszego plecenia kosza. 
Faktycznie była to praca bardzo wciągająca. Wiklina była giętka i prosta w użyciu. Zbliżałem się do końca, ale potrzebowałem wyjaśnień, jak zwieńczyć samą górę kosza. Starsza kobieta musiała mi to wyjaśnić dwa razy, ponieważ ta czynność wydawała się być znacznie bardziej skomplikowana. Ostatecznie udało mi się skończyć swój pierwszy kosz. Nie wyglądał może tak dobrze, jak te przyrządzone przez mieszkanki wioski, ale nie wyróżniał się specjalnie. Na pewno będzie doskonale pełnić swoja funkcję. 
Miałem się już zabrać za kolejny wiklinowy przedmiot, kiedy do wioski dotarł Hiromaru. Szybko się przywitaliśmy i nawiązaliśmy rozmowę na temat naszego aktualnego spędzającego sen z powiek tematu.
- Porozmawiałem z kolegą ze starszego rocznika - opowiadał Hiromaru, siadając obok mnie. - Zasugerował, żebyśmy spróbowali nauczyć wilczka czegoś i pokazali to wieśniakom. To powinno im udowodnić, że wilczek nie jest groźny i że da się go wyszkolić. Dowód powinien najlepiej na nich zadziałać, a poza tym - to będzie też dobre dla niego. - W tym miejscu wskazał na szczeniaka, którego wziąłem na ręce. - Musi mieć trochę rozrywki i wyzwań. Bez nich nie będzie się rozwijał.
Zgodziłem się z pomysłem Hiromaru. Nauka szczeniaka sztuczek na pewno wpłynie na jego sympatię wśród mieszkańców wiosek. Gdyby nauczyć go tropić, polować, bronić wieśniaków oraz przynosić różne rzeczy, byłby niesamowicie przydatny! Patrząc jednak na zaspanego, lekko oderwanego od rzeczywistości malca wiedziałem, że czeka nas wiele pracy. 
Wtedy przypomniałem sobie o pewnej sprawie, o której wczoraj całkowicie zapomniałem. Szybko podzieliłem się nią z Hiromaru, który wyraził swoje zainteresowanie.  
- Musimy nadać mu imię - odparłem, głaszcząc zwierzaka pomiędzy uszami. 
- Właśnie! - przytaknął chłopak. - Całkowicie wypadło mi to z głowy! Myślałeś już o jakimś?
- Cóż, podoba mi się Willow - odpowiedziałem niepewnie. - Ale jeśli masz jakąś inną propozycję, daj znać. 
Prowizorycznie przyjęliśmy "Willow", ale jeśli wpadlibyśmy na coś innego, mieliśmy wspólnie przedyskutować sprawę. 
- Myślisz, że od jakich komend powinniśmy zacząć? - zapytałem Hiromaru. Sam miałem marne umiejętności trenowania zwierząt. Nigdy nie miałem przyjemności tego robić. Liczyłem, że przeszkolony chłopak będzie miał więcej pojęcia, co robić. 
- Musimy zacząć od czegoś prostego - powiedział Hiromaru. Z kieszeni wyjął mały pakunek. Odpakował jego zawartość. Były to kawałki suszonego mięsa. Chłopak wyjaśnił, że będą to nagrody za dobrze wykonaną sztuczkę.
- Coś typu "siad"? - zapytałem. W naszej posiadłości było kilka psów obronnych. Wszystkie znały podstawowe komendy. "Siad" wydawało mi się najłatwiejszą do nauczenia. 
- Myślę, że będzie odpowiednia na sam początek - zgodził się Hiromaru. 
Odłożyłem szczeniaka na ziemię. Chłopak stanął przed nim i pokazał mu kawałek mięsa. Szczeniak czując smakołyk zaczął radośnie biegać wokoło niego i żebrać o przekąskę. 
- Siad, Willow, siad - powtarzał Hiromaru, trzymając nagrodę nad głową wilczka. Ten, nie mając już siły na dokazywanie, w końcu usiadł i zaczął wpatrywać się w kawałek mięsa. Dopiero wtedy otrzymał smakołyk od chłopaka.
- Świetna robota! - pochwaliłem. Po kilku takich próbach Willow zaczął rozumieć, że jeśli usiądzie grzecznie, po chwili dostanie nagrodę. 
- Jest naprawę mądry - przyznał Hiromaru. - Powtarzajmy mu "siad" do końca dnia. Powinien szybko załapać, o co chodzi. 
- Masz rękę do zwierząt - powiedziałem, uśmiechając się w kierunku chłopaka. 
Wróciliśmy do pomocy w wiosce. Hiromaru został i pomógł robić kosze. Wilczek wrócił do zabawy, a my w międzyczasie przypominaliśmy mu o wykonaniu komendy "siad". Willow szybko załapał, co musi robić, słysząc nazwę sztuczki, automatycznie siadał. 
- Idzie mu coraz lepiej - stwierdziłem z uśmiechem na ustach. Oparłem się delikatnie o robiony właśnie przeze mnie kosz. - Jakiej komendy nauczymy go później?

<Hiromaru?>

poniedziałek, 21 lutego 2022

Od Hiromaru CD. Eny

Ena zabrał wilczka, ja zaś zacząłem się intensywnie zastanawiać nad tym, jak mogę przydać się w całej tej sprawie. Na pewno nie uśmiechało mi się pozostanie biernym i bezczynnym - życie tego zwierzaka na dobrą sprawę zależało ode mnie i od Eny, więc nie chciałem tego tak zostawić. To prawda, byłem uczniem Sarlok - wciąż niedoświadczonym, ale jednak - a to w pewien sposób mnie zobowiązywało.
Wieczorem nie miałem już zbyt dużo siły na cokolwiek, a już na pewno nie na myślenie, toteż po prostu poszedłem spać z nadzieją na to, że przez noc w mojej głowie w jakiś cudowny sposób urodzą się nowe pomysły.
Wszechświat nie znosi próżni, moja głowa zaś, będąc w połowie wypełniona ową próżnią, przywołała całkiem niezły pomysł. Przynajmniej mi się wydawało, że jest całkiem niezły, a rzeczywistość miała go zweryfikować.
Wstałem o abstrakcyjnie wczesnej porze. Wyłowiłem Isagomushiego z jego balii, demon łypnął na mnie ze zdziwieniem, machnął płetwą, ale tyle tylko było z jego protestów. Opuściłem śniadanie - w Sarlok przytyłem, więc nic by mi się nie stało, gdybym nie poszedł na jeden posiłek - a następnie pobiegłem do jednej z pustych klas. Dzięki Mavenowi trafiałem już wszędzie tam, gdzie chciałem, więc nie traciłem czasu na gubienie się po drodze.
W pustej klasie zaś znalazłem jednego ze studentów, którego zapoznałem jakiś czas temu - Theoderica - wraz z jego demonem, Yami. Theo był człowiekiem zamkniętym w sobie, małomównym, chodzącym własnymi ścieżkami i nie czującym żadnej potrzeby, by wpasować się w ogólne standardy. Nie lubił dnia, najlepiej pracowało mu się w nocy, zaś Yami był związany z ciemnością, łatwo więc było połączyć upodobania zaklinacza z charakterem jego demona. Gdy już przebiło się przez grube warstwy milczenia, wycofania i nieśmiałości, Theo okazywał się bardzo towarzyskim i pomocnym kompanem. Na tę ostatnią jego cechę właśnie najbardziej liczyłem.
— Tak myślałem, że cię tu znajdę — powiedziałem, wkraczając do sali, wraz z ziewającym Isagomushim lewitującym mi nad ramieniem.
Theo zerknął na mnie, oszczędnie skinął głową na powitanie. Yami uchyliła tylko jedno oko. Wilczyca przestała już na mnie warczeć, nie wyczuwałą zagrożenia, zaś sam Theo czuł się przy mnie nieco swobodniej i na to też reagował jego demon.
— Widzisz, mam pewną sprawę — zacząłem, od razu przechodząc do sedna.
— To długa sprawa? Robi się późno — zauważył Theo.
Chłopak chodził spać nad ranem, wstawał wieczorami, ale dopóki taki model u niego działał i robił postępy w nauce, nie czyniono mu problemów. Właściwie to skoro tylko żyjąc w ten sposób robił jakiekolwiek postępy, a przy tym nie wadził nikomu, po prostu jakoś przyjęto to jako kolejną szkolną ciekawostkę.
— Bo ostatnio znalazłem takiego wilczka… — zacząłem.
A potem wyłuszczyłem Theo całą historię - o tych wilkach, które zaatakowały wioskę, no i o tym, jak dużo było potem zniszczeń, ile trzeba było odbudować i ogarnąć. Mało tego nie było, ledwie się ogarnęliśmy przecież, a i to nie był koniec. Zaś co do samego wilczka, starałem się przekazać Theo na ile tylko mogłem, że wieśniacy są nieprzychylnie nastawieni, mają ku temu powody, zaś cała sytuacja jest wciąż świeża.
— Na razie Ena zabrał go do siebie, ale nie możemy cały czas trzymać wilczka w dormitoriach. Musi w końcu zacząć żyć w wiosce.
Theo pokiwał głową w milczeniu, zaczął się zastanawiać. To była kolejna jego cecha - chłopak lubił dać sobie czas do namysłu i nigdy nie odpowiadał, jeśli nie był pewien odpowiedzi.
— Czyli tak naprawdę to musicie udowodnić mieszkańcom wioski, że wilczek nie tylko nie będzie dla nich groźny, ale i się im przyda.
Pokiwałem z zapałem głową. W międzyczasie Isa zaczął zaczepiać Yami.
— Mam pewien pomysł — kontynuował Theo. — Dobrze by było, gdybyście nauczyli tego wilczka jakichś sztuczek. Na początku prostych, takich dla szczeniaka. Nie musi umieć nie wiadomo czego - chodzi o to, żeby wieśniacy zobaczyli, że naprawdę jest przydatny, a na prostych ludzi najlepiej działa, jak im się coś pokaże — wyjaśnił, zerkając na Yami, ale wilczyca wylegiwała się spokojnie, zupełnie nie przejmując się tym, że Isa postanowił zrobić sobie wygodne łóżko z jej puchatego grzbietu.
— A jakich sztuczek moglibyśmy go w ogóle nauczyć.
— Prostych. Chociażby, żeby siadał na komendę.
— Nigdy nie próbowałem nauczyć niczego wilka — przyznałem, zaś Theo przekrzywił nieco głowę.
— Wiesz co - mógłbym dać ci książkę, ale — zawiesił głos. Chłopak dobrze wiedział, że z książkami jest mi trochę nie po drodze. — Ale mam lepszy pomysł. Po prostu ci pokażę. — Zwrócił się do swojej wilczycy. — Chodź, Yami. Poudajesz nam szczeniaka.
Wilczyca otworzyła lekko oko, łypnęła na nas w wyrazie, który zinterpretowałem jako uprzejme zdziwienie. Ale w końcu wstała i podeszła.
Nawet się nie spodziewałem, że poranek spędzę na nauce tego, jak wytresować wilka. Theo zastanawiał się. Mówił, że choć szczeniak jest bardzo młody, może być inteligentniejszy niż normalny pies i szybciej zapamiętać komendy, nawet te bardziej skomplikowane - toteż był dobrej myśli jeśli chodzi o nasze z Eną próby sprawienia, że wieśniacy przekonają się do szczeniaka-przybłędy. Może to faktycznie miało szansę się udać.


Do wioski przybyłem nieco spóźniony.
Ena był już na miejscu, był też i wilczek. Wieśniacy chyba nieco się uspokoili - jakoś nie widziałem, by ktoś wyraźnie protestował przed przyprowadzeniem z powrotem szczeniaka, ale z drugiej strony w powietrzu wciąż czuć było ten specyficzny rodzaj niechęci i napięcia. Musieliśmy to z Eną zmienić.
Przywitałem się z chłopakiem, pogłaskałem wilczka. Zwierzak poznał mnie, zamerdał ogonem.
— Porozmawiałem z kolegą ze starszego rocznika — powiedziałem Enie. Chłopak uniósł brwi w zainteresowaniu. — Zasugerował, żebyśmy spróbowali nauczyć wilczka czegoś i pokazali to wieśniakom. To powinno im udowodnić, że wilczek nie jest groźny i że da się go wyszkolić. Dowód powinien najlepiej na nich zadziałać, a poza tym - to będzie też dobre dla niego — powiedziałem, wskazując na szczeniaka. — Musi mieć trochę rozrywki i wyzwań. Bez nich nie będzie się rozwijał.
Ena pokiwał głową, uśmiechnął się.
— To bardzo dobry pomysł, też się nad tym zastanawiałem. Ale jest pewna rzecz, którą powinniśmy zrobić jako pierwszą.
— Jaką? — Przechyliłem głowę, uniosłem pytająco brew.
— Musimy nadać mu imię.
Szablon
Pandzika
Kernow