Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morozhenoye x Osamu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morozhenoye x Osamu. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2020

Od Morozhenoye CD Osamu

Wzięłam głęboki oddech postanawiając już nie protestować i pozwolić mu na wszystko co robił, sama zastanawiając się nad tym o czym mam właściwie mu opowiedzieć. Nie była to żadna fascynująca historia i zdawało mi się, że nic w niej nie jest warte podzielenia się. Ale z jakiegoś powodu bardzo chciał ją usłyszeć.
W międzyczasie kiedy ja się zastanawiałam jak mam zacząć swoją opowieść, on kontynuował składanie pojedynczych pocałunków na mojej skórze, a mnie chcąc nie chcąc przechodził dreszcz za każdym razem kiedy jego usta dotykały mojego ciała. Boże, co on ze mną robił, w tym momencie mogłam jedynie się cieszyć i napawać jego bliskością. Już oboje doskonale wiedzieliśmy jak ten wieczór się skończy, ale na szczęście ani ja ani on nie mieliśmy ochoty tego zmieniać. Lecz i tak myśl, że on również pragnie tego tak samo mocno co ja, napawała mnie jednocześnie radością jak i tym beznadziejnym pożądaniem nie do powstrzymania. Mam wrażenie, że przepadłam już dawno, w momencie kiedy wybił szybę w moim oknie, a potem postanowił zamieszkać w tym samym pokoju. Tyle, że ja postanowiłam ignorować te uczucia aż do teraz.
- Moja historia również nie jest jakoś bardzo interesująca... W przeciwieństwie do ciebie miałam siostrę, a przynajmniej do pewnego momentu. Miała mnie uczyć jak się dobrze przygotować do chodzenia do Ardem, ale któregoś dnia po prostu zniknęła i dotąd się nie odnalazła... - w końcu zaczęłam mówić starając się jednocześnie zachować swoje naturalne, spokojne brzmienie głosu. Ale on mi tego nie ułatwiał. Pozbywszy się mojego stanika, uprzednio dokładnie rozpracowując sposób odpinania jego zapięcia, odrzucił go gdzieś na bok. Gdyby to było jeszcze możliwe, na mojej twarzy natychmiast pojawiłyby się rumieńce. Na razie pochłonęła mnie fala zawstydzenia do tego stopnia, że uniosłam powoli obie ręce i zasłoniłam sobie nimi klatkę piersiową. Byłam... prawie całkowicie roznegliżowana, a on wciąż miał na sobie pełny strój... Chociaż zgaduję, że czeka aż ja się go pozbędę - O..osamu przestań się tak zachowywać kiedy coś do ciebie mówię - powiedziałam z cichym jękiem niezadowolenia, ale najwyraźniej postanowił nie brać sobie mojego polecenia do serca, bo ponownie zbliżył się do mojej twarzy, a jego wzrok utkwił w moich oczach.
- Ależ księżniczko moja, przecież sama tego chciałaś~. Poza tym, nie musisz się przede mną wstydzić. Cała jesteś piękna, naprawdę nie ma powodów do wstydu - jego głos jakoś sprawiał, że serce biło mi jeszcze szybciej, choć myślałam, że to już niemożliwe. Jednak jego słowa dodały mi otuchy do tego stopnia, że aż odsunęłam jedną rękę od swojego ciała i pociągnęłam go ku dołowi, że całym swoim ciężarem położył się na miękkiej pościeli na łóżku. Natchniona jakąś dziwną nagłą odwagą usiadłam na jego kolanach przodem do niego i nachyliłam się nad nim, opierając się rękami o jego klatkę piersiową.
- Dokańczając, po prostu od samego początku byłam nastawiona na pójście do szkoły wojskowej. I w przeciwieństwie do ciebie przyjęłam to całkiem pozytywnie, i tak była to jedyna droga jaką dla siebie widziałam - już nie dodając nic więcej, ponownie złączyłam nasze usta w pocałunku, jedną rękę wplatając w jego włosy i delikatnie głaszcząc go po głowie. Szczerze mówiąc to zawsze chciałam ich dotknąć. Wiedziałam, że będą takie miękkie i aksamitne w dotyku, a teraz jedynie utwierdziłam się w tym stwierdzeniu. Poczułam jak brunet uśmiecha się lekko pod nosem i po chwili trochę się wyprostował, zmuszając mnie do tego samego.
Wciąż nie przerywając pocałunku, chociaż już powoli zaczynało brakować mi powietrza, zaczęłam ściągać z niego kolejne warstwy garderoby. Naprawdę pragnęłam go w tym momencie i wiem, że teoretycznie ja już dostałam swoją część wcześniej. Wsunęłam mu ręce pod koszulę i wkrótce ściągnęłam ją z niego i dołączyła do moich ubrań gdzieś na podłodze. Przesunęłam ręką po jego torsie, kreśląc niekiedy jakieś niezidentyfikowane wzory po jego klatce piersiowej. Powoli sunęłam w stronę jego spodni, co on od razu poczuł, bo tuż przed tym jak dotarłam do paska poczułam jak brunet podnosi się i ponownie lekko popycha mnie w stronę dołu. Musiał odzyskać swoje poczucie dominacji, ale jednak jakimś dziwnym trafem... nie przeszkadzało mi to uczucie niższości.
- Nie tak szybko moja droga~. Powiedziałem przecież, że teraz kolej na mnie - znowu wymruczał mi te słowa do ucha, ponownie przyprawiając mnie o dreszcze. Mruknęłam cicho z niezadowoleniem niczym dziecko, któremu właśnie zabrano zabawkę. A on słysząc ten dźwięk popatrzył na mnie w połowie z rozbawieniem, a w połowie z lekkim zdziwieniem - Kto by się spodziewał, że będziesz aż tak sfrustrowana księżniczko~ - uśmiechnął się delikatnie patrząc w moje oczy oczekując na reakcję.
- Ależ o czym ty mówisz? Ja jestem tylko nieśmiałą, niewinną dziewczynką~ - na chwilę opuściłam wzrok na swoją rękę, która błądziła bez celu po jego klatce piersiowej, lecz moment później ponownie popatrzyłam się w jego oczy - Ale naprawdę chyba powinniśmy przejść do rzeczy, prawda? Dostałeś swoją historię, więc teraz mi pokaż swoją odpowiedź na moje pytanie~. Później będziesz mógł się jeszcze chwilę pobawić w tej sposób, chyba, że będziesz na tyle zmęczony, że pójdziemy spać - położyłam rękę na jego policzku, po raz kolejny łącząc nasze usta w pocałunku. Zastanawiam się jedynie co będzie potem. Czy to jednorazowe przedsięwzięcie czy może będzie z tego coś więcej?
~*~
Kiedy się obudziłam to w pierwszej chwili zalała mnie fala szoku, że zamiast na miękkiej poduszce moja głowa aktualnie spoczywa na monotonnie unoszącej się i opadającej klatce piersiowej, która najprawdopodobniej należała do Osamu. Trochę mi zajęło zanim połączyłam wszystkie fakty i dokładnie odtworzyłam w swojej głowie wszystkie wydarzenia z wczoraj. No cóż, z pewnością było to jak najbardziej przyjemne wspomnienie~.
Podniosłam wzrok by móc popatrzeć na twarz bruneta. Wciąż spał i przy okazji zdawał się być jakoś... szczęśliwszy? Chociaż pewnie tylko mi się zdaje.
Uśmiechnęłam się i powoli wyciągnęłam rękę w stronę jego policzka, który delikatnie zaczęłam gładzić. I mimo, że ten gest był nadzwyczaj lekki i pewnie niezauważalny to jednak sprawił, że się obudził i popatrzył w moją stronę.
- Ah, księżniczko, czyli zostajesz dzisiaj ze mną i nie idziesz na lekcje~? - przez krótką chwilę chciałam natychmiast potwierdzić, ale moment później dotarł do mnie sens jego wypowiedzi. Szkoła. Lekcje. Czyli jestem spóźniona.
Z prędkością godną światła pobiegłam do łazienki i na szybko się jakoś ogarnęłam, ubierając na siebie pierwsze lepsze ubrania z szafy.
- Mam rozumieć, że nie idziesz ze mną i zostajesz tutaj? - moment przed tym jak wyszłam jeszcze rzuciłam okiem w stronę Osamu, który wciąż leżał jak gdyby nigdy nic na moim łóżku i zapewne nie miał zamiaru się ruszyć pokręcił jedynie głową na znak protestu, więc rzuciłam mu krótkie 'do zobaczenia' i wyszłam z pokoju. Czy sens w ogóle było iść teraz na lekcje? Nie mam pojęcia, skoro i tak jestem spóźniona. Nawet nie wiem ile.
Ale najwyraźniej nie było aż tak tragicznie, nauczyciel jedynie zmierzył mnie powątpiewającym wzrokiem i pozwolił usiąść w ławce nie przerywając swojego wywodu. Znowu siedziałam sama. Colette nie było, pewnie leczyła swoją złamaną rękę. Więc nie miałam co robić. Chyba, że Osamu jednak postanowi znowu pojawić się pod postacią iluzji i siedzieć pod moją ławką. Chyba powinnam go przeprosić za ten cios ostatnio, chyba tego dotąd nie zrobiłam.
A lekcja się dłużyła i dłużyła, a ja nawet nie zwracałam zbytniej uwagi na to, co mówił nauczyciel. Chciałam wrócić do pokoju, tam jest o wiele ciekawiej nawet jak nic się nie dzieje. Chociaż... chciałam wrócić do pokoju czy chciałam wrócić do bruneta? Czy może oba na raz? Czy to są jakieś kolejne objawy zakochania? Bo nie ukrywajmy, że byłam prawie pewna, że go kochałam. A takie uczucia jak to jedynie utwierdzały mnie w tym przekonaniu.
Po bliżej niezidentyfikowanym czasie mogłam już wrócić do pokoju, co przywitałam z wewnętrznym głębokim westchnieniem ulgi. Jestem ciekawa co Osamu robił pod moją nieobecność i nad tym zastanawiałam się przez całą drogę powrotną, dopóki nie otworzyłam drzwi do pokoju.

Osamu kochanie?

wtorek, 16 czerwca 2020

Od Osamu CD Morozhenoye

Mogłem się jedynie delikatnie uśmiechnąć, gładząc jej policzek i delikatnie odgarniając włosy do tyłu.
- Widzę, że moja droga księżniczka jest baaardzo sfrustrowana... - nachyliłem się do niej, by móc jej szepnąć to do ucha. - Ale zaczekamy z tym jeszcze, na razie pokażę ci, co bym zrobił, żeby nie dopuścić do tych twoich frustracji... - delikatnie złapałem ją za rękę. - No więc... Potrafisz tańczyć?
Spojrzała na mnie zmieszana, po czym skinęła głową.
- Tak... Jednak nie całkiem... W sensie trochę potrafię. - Widać było, że nie spodziewała się akurat tego po tym wszystkim. Odpowiedziałem jej pewnym uśmiechem. Jedną ręką objąłem ją w pasie, a druga ująłem jej drobną rączkę w swoją.
- To zatańczymy... Nie martw się, ja cię poprowadzę, w razie czego też złapię. - na moment zapadła cisza, gdy szeptem liczyłem co chwilę do trzech tak, żeby na początek złapała rytm. Bez muzyki się dość ciężko tańczy. Teraz mogłem to przyznać na głos, ale dla chcącego nic trudnego. Wystarczyło złapać dobry rytm.
- Hej, Morozhenoye... - delikatnie się do niej nachyliłem, opierając swoje czoło o jej okryte grzywką czółko. - Całkiem nieźle tańczysz... - roześmiałem się cicho. - Wiesz mam parę pytań... Tak naprawdę nic o tobie nie wiem... Oprócz tego, że gdy jesteś blisko, to zawsze czuję się taki wesoły i pełen energii... Serce mi szybciej bije... Cały czas o tobie myślę... Wiedziałaś o tym, że twój uśmiech jest cudowny? - białowłosa się lekko zarumieniła, spuszczając wzrok. - Tego jestem pewien, że jesteś wspaniała i wyjątkowa... - cmoknąłem ją w policzek i obróciłem ją wokół jej własnej osi. - No dobrze to może ja zacznę swoją jakże interesującą historię. Ogółem to pochodzę z dość dobrze sytuowanej rodziny. Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców, czyli miałem się wyśmienicie całe moje dzieciństwo. Bądź co bądź moja rodzina jakoś nigdy nie była zbyt zadowolona z mojego nastawienia do życia. Chociaż to oni mnie tak wychowali... Kiedy zawsze wszystko dają ci pod nos i nigdy nie musisz o to walczyć, to czego można się spodziewać? Po tym dziecku? Że wyrośnie na samodzielnego i zmotywowanego do działania człowieka? Za późno się zorientowali niestety, że mi to nie pomaga. Próbując to naprawić, zorganizowali mi pełno nauczycieli. Takie prywatne lekcje w naszym domu. To nie pomogło, bo uwierz, mogę być nieznośny, gdy tylko najdzie mnie na to ochota. O! Lepiej brak chęci do robienia czegokolwiek. I co? Skończyłem w szkole wojskowej... Nareszcie widzę, że to mogło mi coś dać... - spojrzałem jej w oczy z radością wypisaną na twarzy. - Inaczej bym nie poznał mojej cudownej księżniczki. - ponownie pomogłem jej wykonać piruet. - To co? Teraz ty? Wiem, moja nie była aż tak intrygująca, mimo tego sądzę, że twoja będzie znacznie bardziej. - spojrzałem na nasze nogi i delikatnie się uśmiechnąłem. Przesunąłem stopę tak, by zawadziła jej. Przez to dziewczyna się zachwiała i poleciała do tyłu, ciągnąc mnie za sobą. Akurat tak się złożyło, że upadła prosto na swoje łóżko.
- E-eh?! C...co ty robisz?!
Oparłem ręce po obu bokach jej głowy, nachylając się do niej i łącząc nasze usta.
- Pamiętasz swoje pytanie? Ja ci pokażę dokładnie, o co mi chodziło... W zamian ty coś o sobie opowiesz... - pocałowałem ją w szyję.
- O...Osamu przecież... - przerwałem jej, przykładając palec do jej ust.
- Nie wysilaj się księżniczko i nie męcz tych ślicznych usteczek protestami. To ci i tak już nic nie da... Już się sama zabawiłaś na mnie też pora...
Zdjąłem jej z rączek rękawiczki i rzuciłem na bok z niebywałą gracją. Ona się zastanawiała, ja zająłem się rozpięciem paska jej sukienki. Sama chciała się dowiedzieć, co bym zrobił, gdybym tam z nią był... Pociągnąłem czarny materiał w dół, odsłaniając jej bladą, prawie porcelanową skórę. Złożyłem na niej delikatny pocałunek, wywołując tym samym drżenie.
- K-kyaaa! Osamu...!
- Sama pytałaś, poza tym dalej czekam na twoją historyjkę. - zacząłem grzebać przy jej staniku. - Ale będziesz musiała się pospieszyć moja mała... Potem może być ciężej z wydawaniem z siebie dźwięków. - liznąłem jej szyję, w międzyczasie rozpinając górną część jej bielizny. - Więc liczę na szybkie postępy w historyjce o życiu.

Morozhenoye?

wtorek, 9 czerwca 2020

Od Morozhenoye cd. Osamu

Potrafiłam usłyszeć trzask łamanych kości, mimo, że stałam w całkiem bezpiecznej odległości dwóch metrów. A późniejszy rozdzierający ciszę krzyk Colette spowodował, że ludzie na całej ulicy się odwrócili w naszą stronę. A niedługo potem parę osób podbiegło sprawdzić co się z nią dzieje, więc byłam pewna, że otrzyma profesjonalną pomoc. Przecież gdzieś tutaj w pobliżu musiał być jakiś lekarz, prawda? Statystycznie jest to nawet bardzo możliwe.
Kucnęłam przy dziewczynie, przez chwilę patrząc na nią i zastanawiając się co zrobić. Jezu, co się robi w takich sytuacjach? Co powinnam zrobić kiedy moja znajoma leży na ziemi jęcząc z bólu z powodu złamanej ręki? Przecież pomoc już tu jest, zaraz ktoś się nią zajmie, co innego pozostało...
Zamiast tego przeniosłam wzrok na bruneta, który stał niedaleko owego zbiegowiska i wpatrywał się na zamianę we mnie, a później na moment zmieniał obiekt zainteresowania i patrzył na innych ludzi. Jednak nie trwało to długo, w sumie większą część czasu spędzał wpatrując się właśnie we mnie. Z nim... z nim coś dziwnego się działo. Nie jestem pewna co, ale on właśnie złamał rękę dziewczynie bez żadnego powodu. Zrobił to z uśmiechem na ustach, który również teraz nadal widniał na jego twarzy, jakby już na stale był na niej wygrawerowany.
Wstałam i zaczęłam powoli się cofać w kierunku, z którego przyszłyśmy tutaj z Colette. On wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, jakoś się zbliżyć, ale nie miał okazji. Nie dostał jej, bo chwilę później się gwałtownie odwróciłam do niego tyłem i uciekłam z miejsca zdarzenia. Pobiegłam z powrotem do Akademii tak szybko jak mogłam, jakby od tego zależało moje życie. Przepraszam cię Colette, ale przecież chyba należy ratować najpierw siebie, prawda? Inaczej nie będziesz w stanie nic zrobić, bo nie będzie żadnej okazji. Tego nas tu uczą.
Uciekłam, ponieważ tak szczerze powiedziawszy to nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Powinnam być zła, wkurzona, ale nie potrafiłam tego zrobić. Przez całą trasę do mojego pokoju w akademiku próbowałam się zmusić do tego, aby go nienawidzić z tego powodu. Za to, że mnie prześladuje, że mnie śledzi i się narzuca, ale szczerze... przyzwyczaiłam się do tego. Stało się to pewną częścią mojego życia, o której istnieniu wiedziałam, ale nie potrafiłabym z niej zrezygnować, nawet gdyby wszyscy wokoło mi mówili, że to jedyna rzecz, którą mogę zrobić. Tak, przyznaję się, podobało mi się to, lubiłam to co robił i to jak mnie nazywał. Lubiłam go może nawet bardziej niż chciałam.
Tak myśląc wróciłam do pokoju, a potem uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zamknięcie się w łazience. Dopiero tam odetchnęłam głęboko i w końcu odczułam skutki długodystansowego biegu. Chyba wciąż nie powinnam biegać tak długo, może i minęło całkiem dużo czasu od rozciętego boku, ale i tak...
Po pewnym czasie stania pod drzwiami łazienki i opierania się o nie bez większego celu, odsunęłam się wgłąb pomieszczenia i zdjęłam z siebie ubrania mając zamiar się zanurzyć w wodzie. W końcu to najlepsza solucja na wszystko. Musiałam zmyć z siebie te emocje i uczucia, a także odpocząć po tym maratonie. Zastanawiam się co Osamu aktualnie myślał o tym wszystkim. W sumie przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze gdzieś w pobliżu był i jego nieobecność stała się dla mnie nienaturalna. Czy próbowałby to jakoś poważnie wyjaśnić czy raczej tak by się nie stało.
Woda była chłodna, ale mi tak czy inaczej było gorąco. Nie powinno być. Przecież nic nie robię, siedzę w zimnej wodzie i myślę co by powiedział gdyby tu był.
Albo nie, poprawka. Zastanawiam się co by zrobił, gdyby tu był. Czy doszłoby do czegoś, skoro coś zdecydowanie było między nami? Nie wiem co, ale coś na pewno. I to coś doprowadza mnie do szału, ponieważ chcę czegoś, czego nie mogę mieć. I ta frustracja staje się nie do zniesienia.
~*~
Koniec... Mimo iż już dawno wyszłam z wody to jednak wciąż czułam się brudna. Ale tego nie da się zmyć, przynajmniej nie w ten sposób. Ale już, spokojnie... Nikt nic nie wie, to co robiłam sama ze sobą pozostanie tajemnicą. Nikt nie musi wiedzieć co się wydarzyło.
Lekko tym faktem pocieszona, ponownie się ubrałam i otworzyłam drzwi do łazienki, na początku się rozglądając czy aby na pewno nikogo nie ma. Gdy nikogo nie zauważyłam, odetchnęłam z ulgą i zamknęłam za sobą drzwi do łazienki. Nie było go. Z jednej strony poczułam pewien rodzaj niezadowolenia, ale z drugiej jednak cieszyłam się. Te drzwi wyglądają na całkiem cienkie i przepuszczające dźwięki, że tak powiem...
Chciałam podejść do swojego łóżka, by może przygotować się do snu, w końcu było już dosyć późno. Ale nie mogłam, bo nagle przede mną kompletnie znikąd pojawił się Osamu. Dlaczego on musi się tak znikąd pojawiać...
- C-co ty tu robisz... - zapytałam mimowolnie się cofając i wpadając plecami na drzwi. Jak długo tu stał, ile z tego wszystkiego słyszał, a ilu rzeczy nadal się nie domyślał? Nie mogłam wyczytać prawie niczego z jego twarzy. Nie wiedziałam czy właśnie mnie oceniał, a jeśli już tak to czy pozytywnie czy negatywnie.
- Księżniczko, przecież mieszkam tu z tobą~ - uśmiechnął się do mnie, na co ja odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej wydawało mi się, że jest to coś pozytywnego, chociaż cieszyłam się z tego za każdym razem tak samo - Nie przeszkadzam ci przypadkiem w czymś? - nie spuszczał ze mnie wzroku, a ja dopiero po kilku sekundach zdołałam skojarzyć co ma na myśli. A kiedy tak się stało to prawie natychmiast na mojej twarzy pojawiły się ciemne i palące rumieńce, które jak na złość nie chciały schodzić.
- Ile tu byłeś - spuściłam wzrok jednocześnie próbując znaleźć jakąkolwiek drogę ucieczki z tej sytuacji. Nie życzę nikomu aby się w niej znalazł. Mogę zagwarantować, że będzie próbował wszystkiego aby zniknąć i zapaść się pod ziemię. Przecież to jest chyba jedna z najbardziej zawstydzających rzeczy jakie mogą się przydarzyć.
- Wystarczająco długo~ - nie widziałam jego twarzy, ale byłam w stanie sobie wyobrazić mniej więcej jakie emocje na niej gościły. W sumie mogę dać sobie rękę uciąć, że się uśmiechał... Ale nie chciałam widzieć tego uśmiechu, bo wprawiłby mnie w jeszcze większe zakłopotanie. Zamiast tego milczałam jeszcze przez jakiś czas, oczekując, że powie coś dalej.
- Nie stój tak, powiedz mi przynajmniej co o tym myślisz... - mruknęłam cicho bawiąc się jakimś kosmykiem włosów, który mi się pojawił przed twarzą. Nie wiem czemu o to zapytałam, instynkt mi podpowiadał, że to najlepsze co mogę zrobić.
- Huh? Co o tym sądzę? Ciekawi mnie tylko o czym myślałaś - aż podniosłam wzrok z zaskoczeniem, przez chwilę bez słowa patrząc mu w oczy. Mówić czy nie mówić, kłamać w żywe oczy czy może powiedzieć prawdę?
- Zastanawiałam się dlaczego mimo wszystko nie potrafię być na ciebie zła... - przecież nie wolno kłamać, prawda? Co by mi z tego wyszło? Pytałby i dociekał znając życie.
- Oho, czy to znaczy, że ci zależyyy~? Bardzo miło to słyszeć księżniczko - przez następnych parę sekund panowała cisza, podczas której przybliżył się niebezpiecznie do mnie, jeszcze bardziej mnie przyszpilając do tych drzwi opierając się ręką o ścianę niedaleko mojej twarzy. O boże.
Zaskoczyło mnie to do tego stopnia, że aż nie potrafiłam się odezwać - Wiesz co? Nie podoba mi się, że postanowiłaś zatrzymać całą przyjemność dla siebie - dodał po chwili nachylając się nad moją twarzą i zmuszając mnie abym na niego popatrzyła.
- C...co masz na myśli? - ale później zdawał się całkowicie zignorować moje pytanie. Nie wiedziałam dlaczego, ale nie zaczął mówić od razu, jakby przygotowywał sobie w myślach jakąś mowę czy dłuższą wypowiedź.
- Czy ty masz jakieś pojecie o tym co robisz? Za każdym razem widząc cię po prostu chcę, żebyś została ze mną nawet po to by porozmawiać. Cokolwiek nie zrobisz przy mnie to ja zawsze jestem tym zachwycony. A przeważnie przecież nie obchodzi mnie żadna ludzka istota niż ty, więc skąd ta chora fascynacja? Ale... tak chyba działa miłość nie? - udało mi się jakiś czas temu pozbyć rumieńców z twarzy, ale to było bezcelowe. Bowiem pojawiły się nowe, tym razem z powodu tego nagłego wyznania. Miłość? Skąd wie, że zdołał mnie pokochać w tym czasie... Chociaż i tak mnie to cieszyło.
Podniosłam rękę i położyłam ją na jego policzku. Chyba się tego nie spodziewał, ale... nie protestował. Widać podobało mu się to w takim samym stopniu co mi.
- Zastanawia mnie jedna rzecz... Przez cały czas myślałam, co byś zrobił, gdybyś wtedy tam ze mną był... Może odpowiesz mi na to pytanie? - ale nie dałam mu nawet szansy na wymówienie jakiegoś słowa, bo chwilę później przybliżyłam się do jego twarzy i pocałowałam go. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale jestem pewna, że nie będę tego żałować.

Osamu? :3

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Od Osamu CD Morozhenoye

Uśmiechnąłem się pod nosem, obserwując dziewczynę rozbawiony. Widać, że nadal ją bolało, a przynajmniej jej to przeszkadzało, jednak pewnie nagłos by tego nie przyznała. Głęboko westchnąłem. Faktycznie przydałoby się wytłumaczenie, ponieważ gdyby nie ja nic z tego by się nie stało.
- Hmmm, cóż dobre pytanie. Wiesz księżniczko, gdy spacerujesz po pionowej ścianie i nagle zaczyna lać to chyba jedynym wyjściem czy też wejściem. - zachichotałem, odchodząc na krok od ściany — Jest okno. A wydawało mi się, że tu raczej nikogo nie ma. No ale jednak się pomyliłem. Chociaż nie żałuję, gdyż takie cudne towarzystwo tutaj znalazłem. Naprawdę niesamowite szczęście mnie spotkało. Jednak mimo wszystkiego lepiej się nie przemęczaj z taką raną. - złapałem ją za ręce i z uśmiechem posadziłem na łóżku. - Siedź tu i na razie odpocznij. - gdy chciała wstać i możliwe, że coś powiedzieć, znowu ją posadziłem.
Dobra była to moja wina, ale też odrobinę jej. Mogła, no nie wiem... Być bardziej widoczna. Właśnie.
- Dobra gdzie tu u ciebie można wrzucić brudne ubranie? - wziąłem od niej zakrwawioną koszulkę.
- W łazie.... - przerwałem jej gestem ręki.
- Nic nie mów zacna damo. Sam to odkryje. - oznajmiłem stanowczo.
Więc gdzie mogła je mieć? W szafie? Szafkach? Podszedłem do pierwszej komody i po kolei zacząłem otwierać wszystkie półki. W pierwszej były po składane spódniczki, więc nic ciekawego. Zamknąłem ją, kontynuując poszukiwania. Znalazłem bieliznę i skarpetki i tak jakoś... Doznałem dziwnego olśnienia. Sięgnąłem po jeden ze staników i szybkim ruchem założyłem go na głowę. W taki sposób, żeby ładnie razem się komponowały z ukrytymi rogami. Wyglądało to jak jakieś uszy w tym momencie.
- Ej księżniczko, zobacz sobie to! - z dumą wypisaną na twarzy odwróciłem się do niej.
Zapadła głucha cisza. Ona się na mnie gapiła i ja się na nią gapiłem. Nikt nie śmiał nic powiedzieć.
- CO TY ROBISZ OSAMU?! KURWA ODDAWAJ TO MOJE! JEZUS MARIA CO TY SOBIE MYŚLISZ?! - dziewczyna zerwała się na nogi.
Instynktownie cofnąłem się na ścianę z takim szerokim uśmiechem na twarzy.
- Natychmiast masz tu zejść! - starała się jakoś do mnie sięgnąć, stając na paluszkach. Och, jakie to było urocze.
- Czekaj niech pomyślę. Nieee, bo mi się tutaj bardzo podoba... - odparłem, klepiąc się palcem po podbródku.
- Osamu.... Ostrzegam cię. Jak ja cię dopadnę...
- Problem polega na tym... - usiadłem sobie po turecku na suficie. - Że raczej mnie nie sięgniesz słoneczko. - zachichotałem.
Spiorunowała mnie wzrokiem, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła na łóżko.
Co jej się stało? Czyżby się obraziła? Przecież to tylko żart.... Westchnąłem głęboko, stając na tym suficie.
- No ej, panienko co to ma znaczyć? Już go nie chcesz? Chcesz, abym go zatrzymał? Mogę? - brak odpowiedzi. No, a już myślałem, że uda mi się ją sprowokować. Zaczekam, kiedyś jej przejdzie. No musi.
Nawet jeżeli uznałem, że hej dam jej czas coś w środku mnie nieodparcie kazało mi jakoś dopomóc tej całej zagmatwanej sytuacji. Nie mogłem się powstrzymać przed ciągłym obsypywaniem jej komplementami i miłymi słówkami. Oczywiście to tylko po to, żeby się nie gniewała już, nie było w tym żadnego drugiego dna. Do tego sporadycznie przynosiłem jej zebrane kwiaty i jakieś drobiazgi, lecz cóż za zaskoczenie, gdy nawet to nie przyniosło żadnych, ale to kompletnie żadnych rezultatów w pozytywnym tego słowa znaczeniu nie przyniosło. Jedynie chyba zaczęła mnie unikać, aż doprowadziła do tego, że zostałem w tym jej pokoju. Musiała się teraz z tym pogodzić i żyć. Nie moja wina, że to był szczyt WSZYSTKIEGO. Nawet się porządnie nie przedstawiła. Przy czym już zdążyłem podłapać, że moja cudowna księżniczka miała na imię Morozhenoye. Długie imię, ale pasowało do niej, jakoś wyglądała na taką. To teraz nie było jednak ważne, ignorowała mnie? Dlaczego? Jakim prawem. W końcu podczas tych czterech dni katuszy zdecydowałem się nawet oddać jej stanik. Zostawiłem jej go na łóżku z piękną kartką... Tak naprawdę nie mam pojęcia, jaka była reakcja na to, chociaż jedno wiedziałem na pewno. Nie pomogło to mojej sytuacji. Tak więc gdy po raz kolejny ona wyszła na lekcje, gdyż jak stwierdziłem głośno i wyraźnie dopadła mnie jakaś niemoc i nigdzie nie pójdę, poszedłem za nią, tyle że nakładając na siebie iluzje, aby móc wtopić się w otoczenie. Na przyszłość muszę sobie powiedzieć, że coraz to nowe zmienianie otoczenia podczas używania tego to BARDZO zły pomysł. Z tego też powodu starałem się poruszać szybciej by się też tak bardzo nie rzucać w oczy. Wpadłem za nią do sali, trochę głośniej niż bym chciał. Wszyscy zebrani zdziwieni spojrzało w stronę "pustych drzwi". Moje szczęście dało mi się na to przygotować, także nikt mnie nie zauważył.
W sali się odrobinę spiąłem. Teraz nie mogłem już nic zepsuć, wystarczyło się dostać do jej ławki i... Podkradłem się do tej ławki, tak cichutko, jak się dało i wsunąłem się pod nią. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, a sterczeć nad nią nie mogłem. Oparłem głowę o jej kolana, delikatnie się uśmiechając. Ona wyraźnie zaskoczona drgnęła, wręcz podskoczyła, wbijając zaskoczone spojrzenie w tę przestrzeń ponad jej kolanami.
- Spokojnie panienko, nie panikuj to tylko ja. - szepnąłem radośnie.
- Co ty tu robisz do cholery. - rozpromieniłem się, słysząc jej uroczy głosik.
- Och wiesz księżniczko, ponieważ jesteś na mnie tak okroooopnie zła, że aż ze mną nie rozmawiałaś. Czyż to nie straszne? - mruknąłem, zaczynając jeździć jej palcem po nodze. - Nawet nie masz pojęcia jak mnie wtedy zra... - nie dostałem szansy, żeby dokończyć. Otrzymałem mocnego kopniaka w brzuch, posłał mnie on prosto w krzesło i stolik osoby siedzącej przed nią. To zaś spowodowało, że ławka się wywróciła. Instynktownie odskoczyłem na bok, cofając się do brzegu sali, a później wycofałem się niezauważony przez to całe zamieszanie. Cała iluzja zniknęła na korytarzu, a ja wziąłem głęboki oddech, masując sobie obolały brzuch. Miała krzepę w nogach, definitywnie mi zostanie siniak. Na czworakach wlazłem na pobliską ścianę i tam się usadowiłem, dalej gładząc uderzone przez dziewczynę miejsce. Zaraz skończą i wyjdzie, wtedy już spokojnie pójdę z nią.

Widać lekcja zajęła im znacznie dłużej, niż się spodziewałem, bo siedziałem tam chyba z dobre 20 minut, nim uczniowie opuścili salę. Białowłosa wyszła jako pierwsza, a ja od razu ruszyłem za nią, tyle że spacerując po suficie. Słowo daję, że wcale mnie nie zauważyła do czasu, aż zeskoczyłem na ziemię przed drzwiami pokoju.
- Ała... Na pewno wiesz, że mocno kopiesz hm? - na ten komentarz minęła się ze mną w drzwiach, przewracając oczami i zaczęła czegoś szukać. Wszedłem za nią i wzdychając niezadowolony padłem na łóżko. Też mi coś. Znów wróciła do ignorowania? Cóż za okrutna kobieta, zgrywa niedostępną... Przewróciłem oczami niezadowolony, a dziewczyna wyszła z ubraniami, co moment temu sobie wyciągnęła z szafki. Po raz kolejny poszedłem za nią. Stało się to już jakiegoś rodzaju tradycją dla mnie, za to jej się to nie podobało. Przynajmniej teraz się nie odzywała. Doprowadziła mnie do szatni. Czyyyli szła na trening, no tak. Czemu od razu się nie domyśliłem? To chyba była jej ulubiona czynność. Weszła do przebieralni, a ja moment stałem przed drzwiami, znudzony bujając się w przód i w tył na nogach. Nie wiem, ile czasu minęło, od momentu, kiedy tam weszła, lecz dla mnie były to godziny. Może tam zemdlała? Albo gorzej, umarła? Więc tylko... Zerknę... Wlazłem na ławkę i oparłem dłonie o krawędź przebieralni, podciągając się delikatnie. Nie zauważyła mnie, a faktycznie się przebierała. Bez bicia przyznam, że było na co patrzeć... Szkoda tylko, że nie dało się tego jakoś uwiecznić... Nim się obejrzała, zeskoczyłem na ziemię, wracając do tej samej pozycji, w jakiej mnie zostawiła.

- Ładnie wyglądasz księżniczko. - oznajmiłem wesoło, puszczając do niej oko.
Nie skomentowała tego, zwyczajnie zostawiając mnie w tej szatni samemu. Naprawdę zaczynałem ją lubić... Albo już ją lubiłem... No to w takim wypadku... Co ja teraz czułem?
Minęło kolejne parę dni i może było nawet lepiej, przynajmniej potrafiła zamienić ze mną te kilka zdań. Nawet to mnie cholernie cieszyło. Każdy gest i słowo skierowane do mnie z jej strony było jak taki mały cud.
Było już popołudnie i jakoś wyjątkowo ciepło. Siedziałem na łóżku, przeglądając książkę, a dziewczyna chyba szykowała się do wyjścia. Jednak na pytania, dokąd się wybiera i po co odpowiedzi mi nie dała. Tak więc musiałem zgadywać. Może wychodziła z kimś. Jednak z tego, co wiedziałem raczej sama... Albo z tą całą COLETTE. To chyba była jedyna opcja osoby, z którą mogłaby wyjść... Nie licząc mnie. Niestety ze mną chodzić nigdzie nie chciała. Stwierdziłem, że odczekam chwilę, a potem pójdę za nią i popatrzę z kim i dokąd się wybiera. To było akurat bardzo ważny dla mnie temat. Tyle że nie bardzo wiedziałem, czemu mi tak zależało na wiedzy, z kim się spotyka... Może mi zależy, ale skoro mi zależy to nie za bardzo? Ona mnie chyba nawet nie lubi... Też świetnie pierwsze wrażenie zrobiłem. W czasie gdy ja się nad tym zastanawiałem, ona zdążyła opuścić pokój, rzucając mi krótkie 'Do zobaczenia'.
- Do widzenia księżniczko~ - pomachałem jej ręką.
Znów opadłem na łóżko, zakładając ręce za głowę.
- Dam jej 10 minut. Potem ją znajdę, to nie będzie trudne. - mruknąłem do siebie.
Po tych 10 minutach okazało się jednak, że szukanie dziewczyny w mieście i w szkole to jak szukanie igły w stogu siana. Czystym fartem udało mi się ją zauważyć, jak przechodziła przez ulicę pod rękę z tą... Tą Colette... Po prostu musiała iść z nią prawda? No tak. Ciekawe ile jeszcze z nią czasu spędzała, gdy o tym nie wiedziałem. A co jeśli nie widziałem coś o tej ich relacji. Na moment mnie zmroziło. Przestałem myśleć, co robię. Podszedłem do nich z szerokim uśmiechem.
- Jednak widzimy się wcześniej, niż sądziłem księżniczko... - ucałowałem jej rączkę, a później przeniosłem wzrok na wampirzyce. - Och ty też tu jesteś. Cóż za niespodzianka. - złapałem ją za rękę i ją jej wykręciłem tak mocno, aż coś trzasnęło, a ona aż krzyknęła. - Och wybacz, przepraszam, widać jestem zbyt podekscytowany ze spotkania z tobą. Księżniczko, mogę się do was dołą... - spojrzałem w stronę białowłosej, która zaczęła się cofać wystraszona.

Morozhenoye?

wtorek, 19 maja 2020

Od Morozhenoye cd. Osamu

Uznałam, że nie będę dzisiaj się fatygować i wysilać, by wyjść na lekcje i zostanę w pokoju, siedząc na łóżku czytając jakąś pierwszą lepszą książkę z półki. Colette sobie poradzi, jestem pewna, że szybko znajdzie jakieś zastępstwo i wszyscy pozostaną szczęśliwi.
Lektura nie była zbytnio fascynująca, ale jednak nie było prawie niczego innego czym mogłabym zapełnić swój wolny czas, więc pozostało mi zmaganie się z owym tomem. Czego się nie robi by się nie nudzić, kiedy jednak nie chce się opuszczać tych spokojnych czterech ścian. Zastanawiałam się czy kiedyś kogoś tutaj dołączą, w końcu były tutaj dwa łóżka... Ale chyba nie powinnam się nad tym rozwodzić, aktualny stan rzecz mi odpowiadał i raczej należało się nim dostatecznie cieszyć póki jest to jeszcze możliwe.
Znudzona po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, byłam wręcz zmuszona wstać i pójść odłożyć ją na półkę. Jednakże zanim zdążyłam przejść chociażby połowę drogi, potknęłam się o coś bliżej niezidentyfikowanego i wypadła mi ona z ręki. Chwilę po schyleniu się by ją podnieść, usłyszałam nagle kompletnie wyrwany z kontekstu odgłos tłuczonego szkła, które moment później rozsypało się wokół mnie. Kto wpadł na taki genialny pomysł, aby wybijać okno w moim pokoju? Było ono moją jedyną osłoną od tych wszystkich niepotrzebnych odgłosów pochodzących z zewnątrz. Jeszcze w dodatku zaczęło padać, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że niedługo mnie tu zaleje.
Jednak w pokoju pojawiła się jakaś postać, która stanęła przede mną i wyglądała na zapewne niemniej zdziwioną niż ja. Po pierwsze, jakim cudem tu wlazł, a po drugie, po co to zrobił?
Dopiero jego słowa zmusiły mnie do popatrzenia na siebie. Byłam zadowolona, że udało mi się uniknąć lecącego szkła, ale jak widać minęłam się z prawdą. Czerwona plama na moim boku stopniowo się powiększała, a ja nawet nie wiedziałam jakim cudem jakiś odłamek zdołał przeciąć moją skórę w tak poważny sposób. Drgnęłam nieznacznie, prawie natychmiast czując konsekwencje owego ruchu. No tak, sławetne pięć sekund minęło.
A tajemniczy Osamu, który jakimś cudem zdołał dostać się do mojego pokoju wybijając okno, najwyraźniej poczuł się zobowiązany aby jakoś wynagrodzić swoje pochopne działanie. Z jednej strony bardzo szlachetne z jego strony, że zaoferował bandaże ze swojego ciała, a z drugiej... nie uśmiechało mi się roznegliżowywanie się przed nim podczas, gdy pierwszy raz zobaczyłam go jakąś minutę temu. Ale to było zło konieczne, jeśli nie chciałam się wykrwawić i w konsekwencji umrzeć śmiercią bolesną i tragiczną.
W milczeniu trwałam w jednej pozycji w bezruchu, dopóki nie skończył całej tej dokładnej operacji. Znosiłam również te wszystkie przezwiska i nazwy których używał, nie chcąc się angażować w bezcelową dyskusję w tym momencie. Skończyło się na tym, że on próbował nawiązać ze mną jakiś kontakt, a ja ignorowałam prawie wszystko co powiedział, czasami jedynie odpowiadając jednym słowem na zadane pytanie.
Górna część mojego ubioru już raczej nie nadawała się do ponownego założenia, więc chcąc nie chcąc musiałam znaleźć coś innego. Raczej nikt nie chciałby siedzieć w bluzce przesiąkniętej na boku krwią, która jeszcze w dodatku nie zdążyła dostatecznie zaschnąć. Nie mówię, że kiedy już tak się stanie to będzie to komfortowe, ale znacznie bardziej nieprzyjemne jest posiadanie na sobie mokrego ubrania, nawet jeśli jest ono wilgotne w jednym miejscu.
Poszłam wybrać jakieś zastępcze ubranie, jednocześnie myśląc jedynie o tym jak niepoprawna i dwuznaczna jest ta scena. On wciąż był w tej samej pozycji, a jego beżowy płaszcz został rzucony gdzieś w kąt. Pomijając bandaż na moim boku, właśnie szłam na wpół ubrana, szukając jakiejś bluzki. Pewnie w normalnych warunkach dostałby w twarz, jednakże w tym momencie byłam mu poniekąd wdzięczna za to, że opatrzył moją ranę, poświęcając fragment bandaży, który miał na sobie. Poniekąd, ponieważ obyłoby się bez tego, gdyby nie rozbijał szyby.
Odwróciłam się do niego, kiedy już coś na siebie włożyłam, na co on wstał i oparł się o ścianę za nim.
- Cóż, chyba powinnam ci podziękować, pewnie nadal bym się wykrwawiała na podłodze, gdybyś nie zaoferował swoich bandaży. Mimo, że jest to szkoła wojskowa to czasami ciężko znaleźć coś, czym można by było opatrzyć rany... - powiedziałam już trochę pewniejszym głosem, podnosząc z ziemi zakrwawioną bluzkę, aby tylko uniknąć kontaktu wzrokowego z nim. Wciąż się zastanawiałam co osobnik płci męskiej robi w tym pokoju z własnej woli. Ale pewnie po prostu nie widział, że tu jestem, przez okno nie widać osoby, która klęczy na podłodze. Nie powinnam się na nic nastawiać, prawda? - Ale dlaczego wszedłeś tutaj przez okno, a nie jak cywilizowany człowiek przez drzwi? - popatrzyłam na niego uważnie, próbując jakoś ignorować ucisk na brzuchu, do którego pewnie będę musiała się przyzwyczaić. Coś mi mówi, że zajmie mi to trochę dużo czasu...
Mimo, iż chciałam jakoś zareagować na te wszystkie nazwy, których używał porozumiewając się ze mną to zorientowałam się, że tak naprawdę nie mogłam znaleźć żadnego powodu, dla którego miałby ich nie używać. Może było to trochę dziwne, ale muszę przyznać, że takie wyróżnienie w pewien sposób mi się podobało...

Osamu, my dear? :3 

poniedziałek, 18 maja 2020

Od Osamu do Morozhenoye

Już parę godzin leżałem na dachu, rozkoszując się w sumie ostatnimi promieniami słońca tego dnia. Mógłbym tu spędzić jeszcze kilka godzin aż do nocy i nawet wtedy nie zejść. Czekałem tylko na sen, który uparcie nie chciał przyjść. Mocniej zacisnąłem oczy, przewracając się na bok. Co za dzień. Nie podobało mi się tu. Za dużo ludzi. Za głośno. Jak tu spać w spokoju? Wszędzie gwar. Ludzie chodzili wszędzie i oczywiście gadali na głos. Tak chyba działa społeczeństwo... Będą mieć gdzieś to, że ja chcę sobie spać. Faktycznie bym może tam zasnął, gdyby nie kropla deszczu, która spadła mi na nos. Gwałtownie się podniosłem, spoglądając w niebo. Zachmurzyło się i widać było, że zaraz zacznie lać. Chcąc nie chcąc podniosłem się i przeciągnąłem.
- No dobra już się zmywam. - mruknąłem w stronę nieba, powoli podchodząc do brzegu dachu. Spojrzałem w dół. Chyba mogłem jeszcze moment zaczekać. Usiadłem na krawędzi.
Naprawdę nie rozumiałem decyzji rodziców. Nie robiłem im przecież nic złego, więc skąd wziął się ten idiotyczny pomysł, by wysłać mnie do szkoły. Stać ich było na prywatnych nauczycieli. Prywatne szkoły. Ale nie. Teraz utknąłem w szkole wojskowej. Deszcz zaczął padać znacznie mocniej i jedynie głęboko westchnąłem, gdy krople, które dotknęły moich ramiona, zaczęły się unosić w powietrzu. Dość użalania się nad mym jakże okrutnym losem. Najlepiej się stąd zmyć. Zrobiłem krok naprzód, stając na pionowej ścianie.
Zacząłem spacerować w dół budynku, cicho nucąc sobie pod nosem. A więc gdzie miałem się „zakwaterować"? Zacząłem zaglądać w napotykane po drodze okna. Nie było tam nic zbyt ciekawego i w sumie nie były to zbyt kuszące propozycje. Przy jednym z nich zatrzymałem się na dłużej, aby móc się lepiej przyjrzeć. Pokój za szybą wydawał się jakoś pusty... Więc chyba nikt by się nie zezłościł, gdybym tak... Nie namyślając się długo, zamachnąłem się nogą na szybę, która momentalnie pękła, wręcz się rozpryskując na wszystkie strony. Przez moment wydawało mi się, że coś usłyszałem, jednak moment później stwierdziłem, iż musiał to być deszcz lub odległy grzmot. Wskoczyłem do środka, już normalnie stając na podłodze i... O dziwo jednak pokój nie był pusty.
Na jego środku klęczała dziewczyna, która chyba zdążyła rozrzucić po pokoju książki, nim się tu dostałem i akurat przyłapałem ją na akcie sprzątania ich. Teraz siedziała tylko, zszokowana wpatrując się we mnie i czasami rzucając nerwowe spojrzenia w stronę okna.
- Hej... Nic ci nie jest? - uniosłem, brew kucając, aby być na jej wysokości.
Niepewnie pokręciła głową, nie potrafiąc najwyraźniej wydusić z siebie słowa... Aaalbo po prostu była zbyt nieśmiała, by to zrobić. Głęboko westchnąłem, już czując, że muszę przejąć inicjatywę w swoje ręce. - W porządku panienko... Zacznijmy od tego mam na imię Osamu... I... - zamrugałem, wpatrując się w jej bok, który zaczął robić się niepokojąco czerwony. - Ty chyba krwawisz...
MOMENT... Czy to było szkło? Cholera wbiło się w nią? Czy ja znowu zabiłem człowieka? Zbladłem odrobinę. Nie no przecież jeszcze żyła. Słysząc mój komentarz, powoli opuściła wzrok na ubranie i drgnęła.
- Spokojnie, tylko spokojnie... - Nachyliłem się do niej, sięgając do szkła by ostrożnie je wyciągnąć. - Teraz musisz ściągnąć koszulkę.... Proszę... - wymamrotałem, nie będąc pewnym czy powinienem uciskać ranę, by tak nie krwawiła czy zaczekać na pozwolenie ze strony dziewczyny. Ona za to słysząc moją prośbę, spojrzała na mnie, zaskoczona unosząc brwi.
- ... T... Ty zboczeńcu... - wymamrotała tak cichutkim, delikatnym głosikiem, ale faktycznie zaczęła ściągać z siebie górną część ubioru. Miała całkiem ładny głos i miło się go słuchało. Jedynie się głupio do niej uśmiechnąłem.
- Ej księżniczko to nie tak. Chyba nie chcesz się tu wykrwawić? - zrzuciłem płaszcz wiszący mi na ramionach na ziemię, by mieć dostęp do przedramion, na których owinięte były bandaże. Teraz okazały się całkiem praktyczne nie tylko po to, aby pokryć liczne blizny, lecz również jako przenośna apteczka. - Więc muszę jakoś mieć dostęp do rany a przez twoje ubranko to dość ciężko. - stwierdziłem, odwijając spory kawałek bandaża. Po raz kolejny się do niej nachyliłem, tym razem zaczynając owijać ją w pasie bandażem. - Mów jakbym zaczął wiązać go zbyt ciasno. - wymamrotałem, skupiając się na tym, w jaki sposób owijam bandaż. - Jednak zaznaczę, że musi być dość ciasno by zatamować krwawienie. Gdyż byłoby szkoda tak pięknej twarzyczki jak twoja droga księżniczko. - posłałem jej szelmowski uśmiech.

Morozhenoye?

Szablon
Pandzika
Kernow