Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daruma x Beverly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daruma x Beverly. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2020

Od Darumy cd. Beverly

- Błagam, nie zgłaszajcie tego do dyrekcji, czy specjalnych służb. Zależy mi na wzorowym zakończeniu tej szkoły, już za rok mnie tu nie zobaczycie. Dałem się na ten głupi wybryk przez idiotów, których nazywałem przyjaciółmi - bronił się chłopak. Zmarszczyłem brwi. Kłamie jak z nut.
Beverly jednak najwyraźniej uwierzyła złodziejowi. Dziewczyna najwyraźniej postanowiła pozostawić te sprawę bez rozgłosu. Ja osobiście wolałbym zgłosić to do odpowiednich służb. Tacy jak on się nie zmieniają.
- Nie brzmisz przekonująco - mruknąłem, mierząc wzrokiem demona. Moja towarzyszka w tym czasie zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Opłacę wszystkie koszty związane z zepsuciem tej torby, a taka sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzy - mówił dalej, pomagając Beverly. Pchany negatywnymi myślami, miałem właśnie go zatrzymać, kiedy chłopak zerwał się do biegu, chwytając portfel dziewczyny. Ta z kolei z niezwykłym zaskoczeniem wpatrywała się, jak złodziej ucieka. Całkowicie zaniemówiła.
- Nie możemy tego tak zostawić - odparłem pośpiesznie i szybkim ruchem zgarnąłem resztę rzeczy dziewczyny do torby. - Za nim, bo go zgubimy.
 Beverly nic nie odpowiedziała, ale ruszyła za mną biegiem. Przemierzaliśmy labirynt krętych uliczek. Gdyby nie głośny, odbijający się echem odgłos kroków złodzieja dawno byśmy go zgubili. W końcu przestałem orientować się, gdzie jesteśmy. Drogi zaczęły być coraz bardziej nieprzyjemne. Czułem na sobie nieprzychylny wzrok mieszkańców. Nie miałem, gdzie jesteśmy. Co najgorsze, demon zniknął z pola widzenia. Ogarnęła nas nieprzyjemna cisza. Na domiar złego, zaczynało się ściemniać. Na pewno spóźniliśmy się na ciszę nocną. Wspaniale. Złodziej uciekł.
- Chyba czas wracać - westchnąłem smutno. - Nic tu po nas. Przepraszam - dodałem po chwili namysłu. Czułem się źle z faktem, że nie pomogłem Beverly tak jak chciałem. Demon uciekł z własnością elfki i najpewniej nigdy go już nie zobaczymy.
Wtedy mnie olśniło.
- "Nie zgłaszajcie tego do dyrekcji"? - powtórzyłem słowa nieznajomego. - Jest uczniem. Jeśli nie naszej szkoły, to którejś z dwóch pozostałych. Znalezienie go nie powinno stanowić aż takiego problemu.
Oczy Beverly zalśniły.
- Mówisz? - Jej głos był przepełniony nadzieją.
- Tak, wracajmy - zdecydowałem, kierując się w stronę akademików. - Im szybciej pojawimy się na miejscu, tym lepiej. Trzeba wyjaśnić wychowawcom, co nas spotkało.
Dziewczyna nie wydawała się pocieszona, kiedy ruszyliśmy ciemnymi uliczkami w stronę szkoły. W głowie układałem już wiadomość, którą przekażemy nauczycielom. Miałem nadzieję, że potraktują te sprawę poważnie. Liczyłem też, że złodziej uczęszcza do Corvine. Zlokalizowanie go wtedy nie będzie aż tak trudne. W najgorszym wypadku będziemy zmuszeni poszukiwać sprawcy w innych akademiach, co nie zapowiada się tak łatwo. Wszystkie szkoły są skłócone. Najpewniej nikt nie uraczy nas pomocą.
Wróciliśmy na znajome planty. Niemal natychmiast natknęliśmy się na dyżurującego nauczyciela. Na wstępie naskoczył na nas. Kiedy w końcu udało nam się cokolwiek powiedzieć, pośpiesznie wyjaśniliśmy, co nas spotkało. Brodaty profesor pokiwał głową.
- Opiszcie mi dokładnie, jak wyglądał ten chłopak - poprosił. Gestem ręki wskazał, żeby iść za nim. Wymieniłem spojrzenie z Beverly, następnie opowiedziałem cały incydent, nie szczędząc przy tym szczegółów.
- Przyjdźcie rano do mojego biura - polecił. - Spróbuję się dowiedzieć czegokolwiek na temat tego demona. A teraz od razu wróćcie do swoich pokoi!
Pożegnaliśmy się z nauczycielem i ruszyliśmy w stronę akademika. Tam dziewczyna skierowała się do własnego dormitorium. Miałem nadzieję, że profesor szybko odnajdzie sprawcę.

Beverly?  

wtorek, 25 sierpnia 2020

Od Beverly cd. Darumy

Od momentu rozmowy rano z Darumą, a kolejnym naszym spotkaniem czas tak naprawdę minął niespodziewanie szybko oraz dość monotonnie, więc nie jest wart szczegółowego opisywania.
Gdy wracałam z tymczasowej "pracy", jaką była pomoc w bibliotece zauważyłam znajomą mi twarz. Momentalnie odstawiłam torbę z rzeczami i chcąc zdobyć uwagę centaura, energicznie pomachałam w jego stronę. Chłopak podszedł i zaczęliśmy rozmowę.
Wszystko przemijało w porządku, mieliśmy udać się na stołówkę pomijając fakt, że zbliża się cisza nocna. Zaraz za nami przebiegła bardzo szybko rozmazana postać, której nie potrafiłam rozpoznać. Nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie fakt że szarpnęła moją własność ze sobą. Spojrzałam się zmartwiona, już dawno blada na Darumę nie wiedząc jak konkretnie się zachować - nie chciałam stwarzać problemów chłopakowi.
- Szybko, za nim! - zawołał i oboje w tempie natychmiastowym skierowaliśmy się za tajemniczą postacią.
Biegliśmy, nie zastanawiając się nad innymi osobami czy też przedmiotami. Serce biło mi jak szalone, ale wiedziałam że odzyskam te rzeczy. Szybciej, niż się złodziejowi wydaje. Bo jak nie ja, to kto? Powoli gorzej łapałam oddech, wręcz się spociłam (co było pewnie spowodowane również nerwami). Trzeba popracować nad kondycją.
- Zatrzymaj się! - krzyczałam w stronę najpewniej mężczyzny, ale nie dawało to jakichkolwiek rezultatów. Biegł, nie zwracając uwagi na zdezorientowane spojrzenia innych.
W końcu po długim maratonie, chłopak wraz z moją torbą potknął się o wielki głaz, którego tak szczerze sama normalnie bym nie zauważyła. Jak widać karma wraca. Upadł, łapiąc się za kostkę jedną ręką, jednakże wytrwale chciał zatrzymać torbę.
Założyłam włosy za ucho, już uspokojona bardziej niż wcześniej, będąc przekonaną że wszystko powinno przebiec bez problemu, a ja zaraz będę mogła podziękować chłopakowi, po czym jak gdyby nigdy nic położyć się spać. Zdecydowanym ruchem ręki sięgnęłam moją rzecz. Nieznajomy zaczął się ze mną szarpać. Mocniej pociągnęłam, przez co sama na chwilę straciłam równowagę. Słabo jakościowa torba rozerwała się doszczętnie, a z wnętrza wyleciał cały bałagan, który tam utrzymywałam. Nie powiem, zaczęłam się nieco wstydzić, że trzymam tam tyle niepotrzebnych gratów, ale to poboczna sprawa, nie warta skupienia.

Nim zdążyłam to do siebie przyswoić, odezwał się złodziej, powolnie podnosząc się z trawy.
- Błagam, nie zgłaszajcie tego do dyrekcji, czy specjalnych służb. Zależy mi na wzorowym zakończeniu tej szkoły, już za rok mnie tu nie zobaczycie. Dałem się na ten głupi wybryk przez idiotów, których nazywałem przyjaciółmi - zaczął, a po jego głosie było słychać skruchę. Nie ufałam do końca temu co powiedział, w sumie co się dziwić. Zbliżyłam się do przedmiotów, tak aby szybkim ruchem zebrać je w swoją stronę.
- Nie brzmisz przekonująco - odezwał się centaur, aczkolwiek słyszałam że robi to niepewnie, mimo to w stu procentach się z nim zgadzałam.
- Opłacę wszystkie koszty związane z zepsuciem tej torby, a taka sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzy - odrzekł zapewniając. Wziął oddech i pomógł zebrać rozrzucone przedmioty.

Przynajmniej tak mi się wydawało.
Daruma miał rację, dałam się przekonać. Już miałam je od niego brać, aż ten odbiegł z portfelem oraz całą jego zawartością w drugą stronę. Dlaczego jestem taka łatwowierna? Jedyne co chciałam to usiąść i zacząć płakać.
- Nie możemy tego tak zostawić - powiedział chłopak, a ja jakby nie patrzeć byłam olbrzymie wdzięczna za to co robi dla mnie, z powodu nie uwagi i pozostawienia torby na samopas.

Daruma?
wiem kiepskie, ale zbytnio nie wiedziałam co i jak to do końca opisać xD

niedziela, 23 sierpnia 2020

Od Darumy cd. Beverly

Wziąłem mały łyk gorącej kawy. Dawno jej nie piłem. Może dlatego, że nieczęsto mam przyjemność wychodzić do wszelkiego rodzaju kawiarni. Moje spacery kończą się na bibliotece. Wcześniej nawet nie miałem powodów, aby podróżować gdziekolwiek dalej. Będąc w domu na prowincjach również nie spędzałem wiele czasu na zewnątrz. Bezpieczny dworek był miejscem, które niechętnie opuszczałem. Całe wakacje mogłem przesiedzieć wewnątrz, przygotowując się na kolejny rok szkolny.
Otrzepałem się, wracając myślami do rzeczywistości. Nie chciałem, aby Beverly poczuła się niekomfortowo przez moje milczenie. Kontynuowałem więc niezobowiązującą rozmowę z dziewczyną. Utrzymywaliśmy całkiem przyjemną konwersację do wieczora, kiedy skończyliśmy swoje zamówienia. Nadszedł czas, aby wracać do akademika. Poprosiliśmy więc o rachunek. Instynktownie sięgnąłem do kieszeni, aby wyciągnąć portfel.
- Ja zaprosiłam, to ja zapłacę - odparła dziewczyna, zatrzymując moją rękę. Poczułem się dziwnie. Nie byłem przyzwyczajony, że mogę za siebie nie płacić. Właściwie wolałbym złożyć się z Beverly. Świadomość, że musi wydawać na mnie własne pieniądze średnio mi się podobała. Zapewniałem, że wcale nie musi tego robić. Dziewczyna nie zgodziła się.
W milczeniu powróciliśmy do akademika. Odezwałem się dopiero na korytarzu, gdzie każde z nas ruszyło w swoją stronę. Mój pokój znajdował się właściwie w całkiem przeciwległym skrzydle. Skierowałem się tam spokojnym krokiem. Do rozpoczęcia ciszy nocnej miałem jeszcze trochę czasu. Zresztą, nie śpieszyło mi się na spotkanie z Axelem. Chociaż chłopak i tak pewnie o tej porze śpi. Podziwiałem jego umiejętność zaśnięcia zawsze i wszędzie. Idąc korytarzem dostrzegłem coś lśniącego na ziemi. Podniosłem przedmiot. Naszyjnik. Rozpoznałem go szybko. Należał do Beverly. Musiała go zgubić. Postanowiłem więc oddać go jej z samego rana. Teraz już było za późno, aby ją nękać.
Otworzyłem znajome drzwi. Przywitało mnie wnętrze mojego pokoju. Zgodnie z przewidywaniami elf leżał rozwalony na swoim łóżku, nie kontaktując z otaczającym go światem. Wzruszyłem ramionami. Nic dziwnego. Zwykle o tej godzinie też spałem. 
Wziąłem szybki prysznic, po którym położyłem się na własnej leżance. Przytuliłem się do poduszek. Zamknąłem oczy, odpływając. 
***
Skończyłem poranną toaletę, szybko powtórzyłem materiał i spakowany na zajęcia, udałem się do sąsiedzkiego dormitorium. Odnalazłem pokój Beverly, do którego drzwi pośpiesznie zapukałem. Otworzyła mi zaskoczona dziewczyna. 
- Nie spodziewałam się tutaj ciebie, o tej porze - przywitała mnie dość zdziwiona.  
- Znalazłem to na korytarzu, naszyjnik który chyba wczoraj miałaś w kawiarni. Może ma jakąś sentymentalną wartość, więc postanowiłem ci go zwrócić od razu - wyjaśniłem, podając przedmiot. - Nie ma za co - dodałem szybko. 
Dziewczyna spojrzała na biżuterię i uśmiechnęła się na widok złotego łańcuszka. 
- Nawet nie wiem, jak mam ci dziękować - odpowiedziała, zapinając na swojej szyi naszyjnik. Odwzajemniłem delikatnie uśmiech. 
- Do zobaczenia później, spieszę się na lekcje - pożegnałem się ze znajomą i skierowałem się w stronę wyjścia z akademika. Czekał mnie kolejny dzień nauki. 
*** 
Lekcje skończyły się wyjątkowo szybko. Niestety. Czekał mnie wspaniały wieczór, który spędzę wśród książek. Opcja ta zresztą nie wydawała się nieprzyjemna. Z wyjątkiem wczoraj właśnie tak wyglądała reszta mojego dnia. Nauka to moje hobby. Przyszedł czas na dalsze zakuwanie zaklęć. Egzaminy zbliżają się wielkimi krokami. Nawet jeśli zaliczę teorię, z praktyką może być gorzej. Bycie mieszańcem nie należy do najłatwiejszych. 
Wracałem właśnie do akademika, kiedy dostrzegłem znajomą postać. Beverly. Dziewczyna odłożyła na ziemię swoją torbę i pomachała mi na przywitanie. Poszedłem do niej pewniejszym krokiem. Po krótkiej rozmowie o tym, jak minął nam dzień, mieliśmy wspólnie udać się na stołówkę, kiedy niemal w mgnieniu oka ktoś przemknął obok nas. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nieznajomy pochwycił pozostawioną na ziemi torbę dziewczyny. Obiegł w stronę głównej bramy akademii. 
Niedługo zaczynała się cisza nocna. Nie mogłem jednak pozwolić, aby złodziej odbiegł z rzeczami Beverly. Teraz albo nigdy. W innym wypadku dziewczyna mogłaby już nigdy nie odzyskać swoich rzeczy. 
- Szybko - zawołałem w jej kierunku. - Za nim!
Nie liczyło się, że spóźnimy się na czas. Musimy złapać złodzieja.

Beverly? 

środa, 19 sierpnia 2020

Od Beverly cd. Darumy

Wyczekiwałam piątkowego popołudnia, kiedy miałam się spotkać z centaurem. Nie ukrywam, byłam nieco zestresowana, a nawet zdezorientowana, aczkolwiek szczęśliwa. Oby ponownie nie wydarzyło się nic nieoczekiwanego. 
Po lekcjach w piątek padłam zmęczona na łóżko. Jedyne o czym myślałam, to przeczytać parę rozdziałów nowo czytanej powieści, umyć się, po czym spokojnie wpaść w objęcia Morfeusza. 

- Nie miałaś dzisiaj jakiegoś spotkania? - odezwał się Castor, wychylając głowę w moją stronę z nad jakiegoś podręcznika.
- O matko, rzeczywiście - zerwałam się, zrzucając przy tym poduszki na podłogę. - Dzięki za przypomnienie! 
Truchtem wzięłam z szafy wygodne ubrania, zresztą moje ulubione na różne wyjścia i ruszyłam do łazienki. Gdy wyszłam, byłam gotowa, a mój wygląd zdecydowanie dopięłam na ostatni guzik.
Spojrzałam na zegarek, godzina spotkania zbliżała się ogromnymi krokami, a ja jeszcze byłam w pokoju. Pożegnałam się ze współlokatorem, sięgnęłam po najpotrzebniejsze rzeczy. Wzięłam głęboki oddech i znalazłam się za murami szkoły. 
Zauważyłam z daleka zbliżającą się Darumę. Od razu się uśmiechnęłam z myślą, że nie zostałam wystawiona przez mężczyznę. Przywitaliśmy się oraz weszliśmy do środka pobliskiej kawiarni. Podeszliśmy do jednego z wolnych tutaj stolików. Gdy się zdecydowaliśmy, złożyliśmy zamówienie i wyczekiwaliśmy naszych napojów. 

- A więc, jak ci minął dzień? - odezwał się, lekko skołowany, ale mam nadzieję, że też zadowolony jak ja. 
- Jak mam być szczera, to jeden z bardziej wymagających i jestem dość zmęczona całym tygodniem - powiedziałam jednym tchem. - A Tobie? 
- Hm.. no dobrze raczej, jak zwykle - zauważyłam zawahanie i niepewność w jego oczach. Nie chciałam sprawiać chłopakowi problemu moim towarzystwem. 
- Poroże ci całkowicie odpadło - powiedziałam, po chwili dodając. - Mam nadzieję, że dobrze to wymówiłam. 
- Prawidłowe spostrzeżenie. W końcu mogę nosić zwykłe koszulki - nieco zaśmiał się pod nosem, więc zrobiłam to samo. Mogło wyjść niezręcznie, ale swoją obecnością zaszczyciła nas uprzejma kelnerka z zamówieniem. 
Byłam na tyle spragniona, żeby bez zastanowienia zaczerpnąć dużego łyka wciąż gorącej herbaty owocowej. Poparzyłam sobie język, więc syknęłam jedynie nieznacznie, żeby nie zwracać na siebie uwagi. 

- To ja może zaczekam - mruknęłam. 
Pozostaliśmy w dłużącej się ciszy, więc postanowiłam coś powiedzieć i zainteresować Darumę. 
- Dzięki, że przyszedłeś. No wiesz - oznajmiłam.
- Nie ma problemu - odparł, kończąc swoją kawę.
- Właśnie, moja herbata... - rzuciłam na nią okiem, testując czy nie jest zbytnio gorąca. Doszłam do wniosku, że idealna do wypicia. Odstawiłam pustą filiżankę na ozdobny porcelanowy talerzyk dosłownie po chwili. 

Zawołałam ponownie kelnerkę i poprosiłam o jedno z kuszących ciast widniejących za przezroczystą ladą koło kasy. Wręcz błagalnie na mnie patrzyło, więc nie mogłam się oprzeć. Zapytałam Darumę czy też ma na coś ochotę. Wybrał jeszcze jedną kawę i znowu zostało nam tylko czekać na przyjście zamówienia. 
Ciągnęłam naszą żmudną rozmowę dalej. Od niedawna mogę bez problemu stwierdzić, że otworzyłam się bardziej oraz walczę ze swoją ogromną nieśmiałością. Przegadaliśmy parę tematów i dowiedzieliśmy się więcej informacji o sobie. 

- Tak poza tym, jeżeli chcesz zwrócę tę książkę z biblioteki za ciebie, jeżeli dużo to cie kosztuje - powiedziałam. 
- Dziękuje, jak coś to dam znać - odpowiedział, odwracając się w stronę lady. Jak na piątek, było spore zainteresowanie tym miejscem. 
Podziękowaliśmy, po czym kelnerka wraz z tacą odeszła. Bez zastanowienia podsunęłam bliżej wyglądający smacznie kawałek ciasta, ozdobiony z góry świeżymi owocami. Jego delikatny smak rozpłynął mi się ustach. Nie żałowałam decyzji kupienia go. 

- Smacznego - usłyszałam.
- Wzajemnie - odparłam, po czym zdałam sobie sprawę z mojej głupoty. - Znaczy! Dobrej kawy czy coś.
Zrobiłam zażenowaną minę i wpatrywałam się kamiennie w winogrono, które spadło z góry idealnie na koniec talerza. 
- Dzięki. 
Gdy cisza związana z moją nieuwagą odeszła w zapomnienie i znowu wdrążyliśmy się w jakiś ciekawy, lub mniej temat, doszliśmy do wniosku, że trzeba się już zbierać. Poprosiliśmy o rachunek. Daruma już miał wyciągać pieniądze za swoje napoje, ale ruchem ręki go zatrzymałam.
- Ja zaprosiłam, to ja zapłacę. 
Pospiesznie wróciliśmy bez słowa do budynku mieszkalnego. Pożegnałam się z Darumą na korytarzu. Po chwili znalazłam się w pokoju. Myślałam tylko o położeniu się do snu, ale musiałam poczekać, aż Castor wyjdzie z łazienki. 
Gdy oboje wygodnie już się ułożyliśmy we własnych łóżkach, opowiedziałam elfowi jak było na całym spotkaniu. Jak skończyłam, chwilę wpatrywałam się bezczynnie w sufit. W końcu zasnęłam. 
Obudziło mnie pukanie do drzwi z samego rana. Przeciągnęłam się, po czym chcąc nie chcąc wstałam. Poprawiłam przed otworzeniem włosy.

- Nie spodziewałam się tutaj ciebie, o tej porze - powiedziałam, niedowierzająco spoglądając na Darumę i jego wizytę. 
- Znalazłem to na korytarzu, naszyjnik który chyba wczoraj miałaś w kawiarni. Może ma jakąś sentymentalną wartość, więc postanowiłem ci go zwrócić od razu. Nie ma za co - odparł oraz odetchnął, podając mi złoty łańcuszek. 



Daruma? 

sobota, 20 czerwca 2020

Od Darumy cd. Beverly

Nie mogłem uwierzyć naszemu szczęściu, kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Ulżyło mi, że nie muszę spędzić nocy w kantorku z całkowicie obcą mi osobą. I tak spędziliśmy trochę czasu w dość niezręcznej ciszy. 
Brodaty mężczyzna uwolnił nas z niewielkiego pomieszczenia. Nie wahając się sekundy, pożegnałem się z Beverly, wypełniłem wszelkie formalności, jakie musiałem wykonać przy wypożyczeniu książki i pośpiesznie opuściłem bibliotekę. Przerażała mnie wizja oddania jej niegdyś. Żałowałem, że ostatecznie nie poczekałem tych kilku tygodni i nie poprosiłem mamy, aby kupiła mi nowe podręczniki. Oszczędziłbym sobie tylu nerwów. 
Wróciłem do pokoju. Przez cały mój nieszczęsny pobyt w bibliotece, Axel nie poruszył się z miejsca. Dalej smacznie spał, nie przejmując się otaczającym go światem. Odłożyłem ostrożnie na blat podręcznik, wyciągnąłem czyste arkusze papieru do notatek i zacząłem naukę.
Minęło może kilka godzin, przez które Axel zdążył się już ocucić, wziąć kąpiel i dosyć głośno buszować po pokoju. Dzielnie starałem się go jednak ignorować. Wtedy też usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Otwórz - usłyszałem padające z ust elfa polecenie. Przewróciłem oczami. 
- Stoisz przy nich, po prostu zobacz, kto przyszedł - mruknąłem, wracając do nauki. Axel z cichym westchnieniem pociągnął za klamkę, a niemal sekundę później ponownie zamknął drzwi. 
- Do ciebie - poinformował bez żadnych szczegółów i rzucił się na łóżko. 
Nie miałem pojęcia, kto mógłby chcieć mnie odwiedzić. Zamknąłem książkę, zaznaczając kartką stronę, na której skończyłem. Bez większego pośpiechu podniosłem się z podłogi, na której siedziałem i ruszyłem w stronę wejścia. 
Po drugiej stronie drzwi spotkałem Beverly. Nie spodziewałem się, że zobaczę ją jeszcze tego samego dnia. 
- Co cię sprowadza ? - zapytałem, nie kryjąc zdziwienia. Obejrzałem się w stronę Axela, który niczym oglądając ulubioną telenowelę wpatrywał się we mnie i moją rozmówczynię. Wyszedłem na korytarz i zamknąłem za sobą drzwi. 
- Wiesz co, chciałam cię przeprosić za całe to zajście, nie powinno mieć w ogóle miejsca... 
- Nie ma sprawy - przerwałem jej. Doceniałem, iż elfka fatygowała się, aby ze mną porozmawiać. Nie widziałem jednak powodów, aby mnie przepraszała. Wypadki chodzą po ludziach. Mogło się to przytrafić każdemu.
- Naprawdę mi z tego powodu głupio - ciągnęła dalej, wyraźnie zmieszana. - W ramach przeprosin, może wybrałbyś się ze mną w piątek po lekcjach do pobliskiej kawiarni? Chciałabym to wszystko ci wynagrodzić.
Nieznacznie skrzywiłem się na propozycję. Oprócz Luciena, nikt nigdy nie nakłaniał mnie na wyjście. Widząc jednak wzrok Beverly, postanowiłem przystać na zaproszenie. Domyślałem się, że dziewczyna źle czuła się z faktem swojej pomyłki. Jedna herbata w towarzystwie elfki mi nie zaszkodzi. Dodatkowo, również uczęszczała do Corvine. Może nie tak źle będzie mieć posiadać znajomych w innych rocznikach. W końcu, żyje się tylko raz.
- W porządku.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Zamieniliśmy kilka zdań na temat dokładnej godziny spotkania, po czym pożegnaliśmy się. 
***
Kiedy nastał piątek, zacząłem trochę żałować swojej decyzji. Nie miałem pojęcia, jak zachowywać się w towarzystwie elfki. Moja spotkania z Lucienem były zgoła inne - chłopak, główny wodzirej naszych spotkań sprawiał, iż nasze rozmowy zawsze się kleiły. Nie miałem pojęcia, czy podobnie będę umiał się zachować. Nie chciałem, aby to wyjście skończyło się katastrofą z mojej winy. 
Wsparcia szukałem u Axela. Opowiedziałem mu całe zajście. Po usłyszeniu historii, rzucił szybkie "powodzenia" i udał się na łyżwy. Dziękuję
Lekcje skończyły się wyjątkowo szybko. Nie sądziłem, iż dzień może minąć aż tak szybko. Musiałem przygotować się na spotkanie. W ciągu tygodnia, moje pozostałe poroże w końcu odpadło. Zaczął się krótki, aczkolwiek przyjemny okres w moim życiu, w którym mogłem nosić normalne koszulki. Postanowiłem więc skorzystać z okazji i założyć jedną z nich. Na sam koniec przeczesałem szybko włosy i opuściłem pokój. 
Im szybciej tam pójdę, tym może szybciej wrócę.
Czekałem przy bramie przez kilka minut. Czułem się niezwykle dziwnie. Nie opuszczałem terenów akademii w celach innych niż naukowe. Ewentualnie w czasie, kiedy miałem wracać do domu. W żadnym innym wypadku.
Beverly nadeszła o wyznaczonej godzinie. Po krótkim przywitaniu, ruszyliśmy w stronę nieznanej mi kawiarni. Zatrzymaliśmy się przy wolnym stoliku, gdzie mieliśmy chwilę czasu na złożenie zamówień. Kilka minut później podeszła do nas kelnerka. Wybrałem dla siebie kawę. Beverly dla siebie wzięła herbatę owocową.
- A więc - próbowałem podtrzymać rozmowę - jak minął ci dzień? 

Beverly? 

Od Beverly cd. Darumy


Świetnie. Chciałam, żeby wyszło mi na dobre bycie miłą czy pomocną, a zostałam zatrzaśnięta z Darumą w kantorku biblioteki. Nie dość, że nie zdołałam wykonać swoich obowiązków, to tylko zniechęcam chłopaka do tego miejsca, czy swojej osoby. Teraz czekać, aż wypuszczą nas dopiero właściciele biblioteki, chociaż myślami odbiegałam od tego pomysłu. Mój pierwszy dzień pracy nie może się tak skończyć. Próbowałam wydobyć jakiekolwiek wołanie o pomoc z tego pomieszczenia, ale pewnie słabo mnie było słyszeć. Jakby nie patrzeć – jest to pomieszczenie na samym końcu biblioteki, a dziś tłumów w niej nie było. Cała zbieżność jest wręcz niemożliwa i co najmniej nie o czasie. Dlaczego akurat mnie musiało to spotkać?

- No i co teraz zrobimy? – spojrzałam się na Darumę, praktycznie zapominając, że nie jestem tu sama. Może nawet lepiej, w pojedynkę mogłabym sobie nie poradzić w ogóle. Centaur nic nie odpowiedział, tylko szarpnął jeszcze parę razy za klamkę, aby się wydostać. Patrzyłam na to z nadzieją, że zaraz jej nie wyrwie. Chłopak przestał, z wyraźnie poddenerwowaną miną. Nie podobała nam się ta sytuacja. Okien też nie dostrzegłam, chociaż rozsunęłam wszystkie tutejsze pudła i skrzynki, to co się dało.
- Nie mam pojęcia. – odpowiedział po chwili. – Trzeba zebrać myśli.
Oparłam się o wolną ścianę i po chwili plecami zjechałam na samą podłogę. Daruma próbował coś jeszcze przy drzwiach, aż również się poddał. Naprawdę poważnie się zatrzasnęły. Wsłuchiwałam się, czy ktoś może nie przechodzi i chciałby nam pomóc.

Niedługo potem, poprosiłam centaura o zupełną ciszę. Słyszałam stawiane przez kogoś kroki niedaleko – jednak rozmowy ze zwierzętami i częste przesiadywanie w lesie przynosi korzyści. Przeczekałam ułamek sekundy i zaczęłam stukać w drzwi, z niegłośnym krzykiem (pamiętając, że znajdujemy się w bibliotece). Daruma spojrzał na mnie z niedowierzaniem, po czym pomógł w wykonywanych czynnościach.
Udało się – osoba po drugiej stronie dostrzegła nasze prośby. Minęła chwila czasu, zanim udało się jej otworzyć drzwi i wypuścić nas na zewnątrz. Gdy światło z biblioteki powoli docierało do kantorka, wiedziałam już, że zostaliśmy z Darumą uwolnieni.
Wszystko byłoby fajnie i dobrze, gdyby po drugiej stronie nie czekał na nas właściciel biblioteki. Na pewno tam był, to jedyna osoba która ma zapasowe klucze do tego pomieszczenia. Wcześniej o tym nie pomyślałam. Nie mogłam go z kimś pomylić. Myślałam przez chwilę, że zapadnę się pod ziemie. Po jego mimice twarzy stwierdziłam, że czeka na jakieś wyjaśnienia. Pokazałam Darumie gestem dłoni, że może już iść, gdyby nie patrzeć to moja wina i ja muszę się z tego wytłumaczyć. Chłopak chwilę zakłopotany stał w bezruchu, po czym zgodnie z prośbą wyszedł z biblioteki. Zgodnie z tym wiedziałam, że będę musiała go jeszcze raz odszukać i przeprosić za całe to zamieszanie.

Usiadłam przed biurkiem właściciela i wytłumaczyłam wszystko po kolei. Jak to się stało, dlaczego nie wypełniłam obowiązków. Patrzył na mnie zniesmaczoną miną, po czym odparł, że:
- Będziesz musiała zostać jutro po lekcjach dłużej, odpracować. Taka sytuacja nie może się powtórzyć!
Spojrzałam tylko na niego, przytakując że tak odpokutuję moją nieuwagę i zachowanie, po czym zabrałam swoje rzeczy i wyszłam na korytarz. Moje policzki płonęły ze wstydu. Stanęłam przed ścianą i parę razy głośno odetchnęłam. Gdy już w zupełności się uspokoiłam, przeszłam się do lasu za Akademią, aby opowiedzieć o wszystkim wiewiórkom. Stało się to od niedawna moim nawykiem i rzeczą, którą robię codziennie, momentami po parę razy. Myślałam, że skoro dzielę pokój z Castorem, przestanę tak robić. Przyzwyczajenie daje górę. Wolnym krokiem szłam znaną mi trasą. Usiadłam na trawie i rozejrzałam się wokół czy nikogo nie ma. Pewnie siebie przywołałam małe istoty lasu. Rozmawiałam z nimi, aż zrobiło się zimno i doszłam do wniosku, że powinnam wracać. Pożegnałam się i powróciłam do murów Corvine.

Gdy znalazłam się na odpowiednim korytarzu, do głowy przyszła mi myśl: a może wybrać się do pokoju Darumy i przeprosić już teraz? Zgodnie z tymi rozmyślaniami, dopytywałam resztę uczniów buszujących przy schodach niedaleko czy wiedzą gdzie taki się znajduje. Pospiesznie mi odpowiedzieli wskazując odpowiednie miejsce, a ja bez zastanowienia brnęłam przed siebie odszukać centaura. W między czasie zdążyłam zwątpić czy to oby na pewno dobra myśl. Co jeżeli pomyśli, że jestem nachalna? Zatrzymałam się zaraz przed drzwiami. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle zapukać. Stałam tak wryta w podłogę.
- Raz się żyje, Beverly. Nie popełniasz zbrodni… - pomyślałam i zmarszczyłam brwi.
Zapukałam lekko parę razy. Czekałam jeszcze chwilę, ale wciąż nie dostałam żadnej reakcji. Co ja mam teraz zrobić? Odejść nie zastanawiając się nad centaurem, czy czekać na odzew z jego strony. Miałam już odchodzić, aż zauważyłam odchylające się drzwi, a w nich innego mężczyznę – w dodatku elfa. Czyżbym pomyliła pokoje? Może to jego współlokator.

- Cześć, mam przyjemność zastać Darumę? – zapytałam nieznanego mi wcześniej ucznia Corvine. Ten nic nie odpowiedział, po prostu przymknął mi drzwi i przywołał centaura.
- Co cię sprowadza? – powiedział zdezorientowany, gdy wyszedł do mnie na korytarz.
- Wiesz co, chciałam cię przeprosić za całe to zajście, nie powinno mieć w ogóle miejsca. - chciałam kontynuować, ale mi przerwał. 


Daruma?


czwartek, 18 czerwca 2020

Od Darumy cd. Beverly

Lekcje wyjątkowo wydawały mi się dzisiaj męczące. Nawet ulubiona teoria magii nie przynosiła mi tyle radości, co zwykle. Rok szkolny dobiegał końca, więc jak każdy normalny uczeń zaczynałem odczuwać nietypowe zmęczenie. Sądziłem, że wynika to głównie z rosnącą z dnia na dzień temperaturą. Wielu ze studentów przestało nawet pojawiać się na zajęciach. Korzystali z ciepła, spacerując po błoniach, gdzie niczym najdoskonalej wyszkoleni szpiedzy unikali wzorków nauczycieli. Wyjątek stanowił Axel, który już od początku roku wybiórczo pojawiał się na lekcjach. W jego zachowaniu nie zmieniło się kompletnie nic.
Siedziałem na chłodnej podłodze, opierając się o blat pulpitu. Spoglądałem znudzony w stronę znajdującego się pomiędzy moimi łokciami podręcznika. Od początku roku szkolnego zdążyłem go już przeczytać dobre trzy razy. Błądziłem więc znudzonym wzrokiem po dobrze znanym mi już tekście. Wypowiadane przez profesora formuły nie stanowiły dla mnie żadnej nowości. Chociaż resztka pozostałych uczniów, jak zauważyłem, wsłuchiwała się w jego słowa z niemałym skupieniem wymalowanym na twarzy. 
Zadzwonił upragniony dzwonek - znak zakończenia zajęć. O jeden bliżej do końca tej maskarady. Bez większego pośpiechu starannie włożyłem do swojej torby podręczniki. Ułożyłem je tak, aby żadna z okładek nie pomięła się znacząco. 
Ruszyłem przez zielone błonia do akademika. Planowałem zarówno całe popołudnie, jak i resztę wieczora spędzić z nosem w książkach. Stwierdziłem, iż najlepszym sposobem na spędzenie wakacji będzie opracowanie materiału z kolejnego roku. Nie mogę zmarnować żadnego dnia, jeśli chcę ukończyć Corvine z jednym z najlepszych wyników. 
Axel spokojnie drzemał, kiedy wszedłem do pokoju. Zmierzyłem go wzrokiem i z cichym westchnieniem zająłem swoje miejsce przy biurku. Wyciągnąłem ze znajdującej się pod nim szafki kilka opasłych tomów książek. Przejrzałem zdobione, skórzane okładki i z niemałym zaskoczeniem zauważyłem, że brakuje pierwszego tomu. Nie mogłem zacząć nauki bez "Podstaw tworzenia zaklęć"! Z dość niewielkim optymizmem przyjąłem fakt, iż będę musiał się po nią udać do publicznej biblioteki. Wiązało się to wyjściem na zewnątrz, na co nie zdążyłem się mentalnie przygotować. Spojrzałem w stronę swojego współlokatora. Wiedziałem jednak, że elf nie da się namówić na wypełnienie mojej prośby. 
Wstałem więc od blatu i podszedłem do szafy, z której wyciągnąłem jedwabną pelerynkę. Narzuciłem ją na nagie ramiona, ostatni raz spojrzałem w stronę wnętrza pokoju i wyszedłem na zewnątrz akademika, skąd skierowałem swoje kroki w stronę biblioteki. 
***
Przed budynkiem panował znacznie mniejszy ruch, niż zwykle. Przyznam, że dość mnie to zadowoliło. Nie musiałem się obawiać żadnych nieprzyjemnych spotkań. Wszedłem do wnętrza biblioteki. Przywitały mnie bogato zapełnione regały książek. Już z pierwszymi krokami owiał mnie  charakterystyczny zapach starych tomisk. Była to jednak woń niezwykle przyjemna. 
Bez większego zawahania zacząłem poszukiwania podręcznika. Udałem się w odpowiednią alejkę i przejechałem wzrokiem po nazwiskach.
Wtedy też poczułem delikatne pchnięcie. Zerknąłem w dół i dostrzegłem nieznaną mi dziewczynę. Po charakterystycznym mundurku rozpoznałem, iż również uczęszcza do Corvine. Jasnowłosa elfka, najwyraźniej speszona swoim niedopatrzeniem, poczęła mnie szybko przepraszać.
- Nic się nie stało - odparłem spokojnie, przerzucając swój wzrok ponownie na stojący obok regał.
- Beverly Alvares. - Przedstawiła się, przerywając moje poszukiwania. - Zawsze chętna do pomocy.
Rzuciłem jej dość zaskoczone spojrzenie. Głównie na widok wysuniętej w moim kierunku dłoni. Przeprosiła, tyle wystarczyło.
- Daruma Vardbar - odpowiedziałem, podając jej rękę. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, lekko zbijając mnie z tropu.
- Czego szukasz? - Elfa nie miała najwyraźniej szybko odpuszczać. Przełknąłem nerwowo ślinę. Kontakty z innymi są takie trudne. Ukradkiem spojrzałem na poukładane na stojących nieopodal półkach książki. Tego, czego szukam najwyraźniej tutaj nie ma. Wtedy dostrzegłem w dłoni jasnowłosej szczotkę. Czyżby tutaj pracowała? Jeśli tak, najpewniej mogłaby mi pomóc.
- "Podstawy tworzenia zaklęć", Romualda Botura - zdradziłem tytuł poszukiwanej książki. - Nie mogę jej niestety znaleźć. Jest to pierwsza część podręcznika do klasy czwartej.
Beverly spojrzała na leżącą na biurku niewielką karteczkę. Przeanalizowała ją wzrokiem, po czym skupienie na jej twarzy ponownie zastąpił uśmiech.
- Wszystkie niezbędne do szkoły książki trzymamy w innym pomieszczeniu - wyjaśniła. - Zaprowadzę cię tam.
Kiwnąłem głową i w milczeniu ruszyłem za elfką. Dotarliśmy do niewielkiego kantorka położonego niemal na samym końcu biblioteki. Znajdujące się tam materiały, w odróżnieniu to reprezentacyjnej części biblioteki nie zostały ułożone na półkach, a pochowane w skrzynki. Na każdym z pudeł znajdował się napis, katalogujący swoją zawartość. Zatrzymaliśmy się przy skrzyni z nazwiskiem "Botur".
Pomogłem Beverly otworzyć pokrywę. Z wnętrza pudła wyciągnęła lekko zakurzony podręcznik, którego szukałem. Podała mi go, na co pośpiesznie jej podziękowałem.
Kierowaliśmy się właśnie w stronę wyjścia, kiedy przeciąg, tuż przez naszymi nosami zatrzasnął dębowe drzwi. W całym kantorku zapanował mrok. W związku z tym natychmiast przyzwałem Płomyk, który choć trochę rozświetlił pomieszczenie.
Elfka zaśmiała się nerwowo i złapała za klamkę. Pomimo chwilowego szarpania jej, drzwi nawet nie drgnęły. Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Obawiam się, że się zatrzasnęły...
Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Przeprosiłem ją i sam spróbowałem otworzenie naszej drogi ucieczki. Beverly miała jednak racje. Drzwi pozostawały dalej zamknięte.
Cholera jasna. Czy nawet najzwyklejsza wizyta w bibliotece musi skończyć się katastrofą? 

Beverly?

środa, 17 czerwca 2020

Od Beverly do Darumy

Mijały kolejne dni w akademii. Nie działo się nic szczególnego. Chciałam jakoś urozmaicić czas wolny, więc zgłosiłam się do pomocy w bibliotece. 




Wybudziło mnie słońce, rozświetlające mój pokój. Była dość późna godzina poranna, ale nie na tyle, żeby się spóźnić. Mojego współlokatora nie było w pokoju, więc obecnie byłam sama. Rozejrzałam się, tak gdyby przez noc coś miało się tu zmienić. Myliłam się. Przeciągnęłam się, po czym weszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic i przygotowałam się do wyjścia. Założyłam mundurek, spięłam włosy. Zgodnie z dzisiejszym planem zajęć, naszykowałam książki do torby, zarzuciłam na ramie i pospiesznie wyszłam z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Zdziwiłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze sporo czasu do nauki.

Szłam leniwie korytarzem, obserwując innych uczniów Corvine. Wszyscy zabiegani, ponieważ początek tygodnia. Przeszłam się na dziedziniec. Usiadłam na ławce, miałam zaczerpnąć po jedną z zaczętych powieści, aż przypomniała mi się dość istotna rzecz. Zerwałam się na nogi, masując swój kark. Muszę się pospieszyć.


- Beverly, zgłosiłaś się do pomocy. - mruknęłam sama do siebie, przekląwszy pod nosem. Natychmiastowo poprawiłam odzież i pobiegłam do biblioteki w budynku mieszkalnym. Musiałam tym samym pilnować torby, która w czasie truchtu leciała na wszystkie strony. Nie chciałabym czegoś z niej zgubić.

Uspokoiłam się, gdy znalazłam się na właściwym korytarzu. Szłam przed siebie, rozglądając się po kątach. Chwilę zastanawiałam się, do czego będę potrzebna. Mimo wszystko, lubię to miejsce. Często tu jestem, gdy tylko mam okazję. Wzrok skupiłam na drzwiach prywatnej biblioteki. Podbiegłam, nieznacznie pukając. Weszłam bez reakcji, podchodząc do biurka na środku pomieszczenia. Niedaleko leżała kartka, która była zaadresowana do Beverly Alvares. Czyli do mnie.

Przeczytałam ją uważnie dwa razy, po czym odłożyłam torbę niedaleko i wzięłam się za powierzone zadania. Miałam posprzątać pomieszczenie oraz ze szczerym uśmiechem udzielać pomocy innym uczniom Corvine. Nie widziałam w tym nic złego, nawet uważałam, że mam wystarczająco dobrą pracę nałożoną na moje możliwości. Zasięgnęłam po szczotkę, aby zamieść kurze. Uważnie sprzątałam, dokładnie wykonując powierzone obowiązki. Śledziłam każdy zakątek pomieszczenia. Skupiłam się głównie na podłodze, aż wpadłam na jednego z uczniów przeglądającego książki edukacyjne. Przestraszyłam się, że zniechęcam się do kogoś na samym początku mojej pracy. Nie tak miało to wyglądać.


- Przepraszam, ja nie chciałam. - wydusiłam z siebie po chwili, aż odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Przede mną stał mężczyzna na pierwsze oko centaur, miał jasne włosy, piękne rogi, natomiast resztę dopełniała duża ilość złotej biżuterii. Przyjrzałam się dokładnie, bo nie często widuje się centaurów w naszej szkole. 
- Nic się nie stało. - wybił mnie z rozmyślań nieznajomy. Nie kojarzyłam go wcześniej, chociaż możliwe, że kiedyś wymijaliśmy się na korytarzach. 
- Beverly Alvares. - podałam rękę w jego stronę w geście powitalnym, odkładając wszystko co miałam. - Zawsze chętna do pomocy. 
- Daruma Vardbar. - wyszczerzyłam się na jego słowa, natomiast widziałam w jego oczach, że niechętnie ze mną rozmawia. Mimo wszystko podał mi dłoń. 
- Czego szukasz? - dociekałam zaciekawiona, zwracając uwagę na fakt w jakim dziale się znaleźliśmy. Chłopak chyba nie był zainteresowany moją osobą, ale jednak wolałam zapytać. W końcu bez potrzeby się nie zgłosiłam do pomocy. Nie myśląc w takim znaczeniu, że chciałam w jakiś sposób zarobić. Nawet nie potrzebuję pieniędzy, gdyby mi je zaoferowano. Po prostu chciałam zapełnić dziury, który kończyły się nudą w moim czasie wolnym między lekcjami, przy okazji może poznać kogoś nowego. Czy Daruma będzie akurat tą osobą? Kto wie. Musi się najpierw do mnie przekonać.



Daruma?
Szablon
Pandzika
Kernow