Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikolai x Colette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikolai x Colette. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 maja 2021

Od Nikolai cd. Colette

Spojrzałem na swoją towarzyszkę, próbując złapać oddech. Mój umysł nie mógł jeszcze zrozumieć wagi sytuacji, w której się znaleźliśmy. Wydawało mi się, że moja zwykła jaźń i stan pijaństwa, w którym się znajdowałem, wcale nie różniły się tak bardzo. Bycie pijanym wyłącza najlepsze części mózgu i pozostawia głupca, by kierował twoim życiem, biegał ci po ustach. Nie znałem Colette na tyle, by mówić za nią, ale w moim przypadku ten idiota zawsze trzymał za kierownicę.   
W ciemnych lasach przemierza się ścieżką z wiarą i pamięcią, a nie wzrokiem. Ale w tym przypadku nie mieliśmy ścieżki ani pamięci. Nasze pijane umysły mogły skupić się tylko na biegnięciu wprost. Właściwie mieliśmy mój wzrok. Ale w obecnym stanie nie chciałem na tym polegać. Poza tym nie było nic do oglądania oprócz otaczających drzew. W takiej sytuacji byłoby dziwne, gdybyśmy nie mieli niepokoju. W większości starałem się nie wyśmiać swojego tyłka, a moja towarzyszka wyglądała, jakby mogła dołączyć do mnie jak w chórze, jeśli zacznę.  
- Cóż, moglibyśmy spróbować cofnąć się tą samą drogą. Ale ci kolesie wciąż mogą być w pobliżu. - robiąc krok w jej stronę próbującej wstać z ziemi, podałem dłoń którą wzięła z wdzięcznością. - Więc czas na małą przygodę, co ty na to? - przez chwile myslałem, że może źle zrozumiałem sposób, w jaki mogła zareagować, ale to szybko zniknęło. Dziewczyna wyglądała jakby stosowała się do tego niego w czasie sekundowym. Lub po prostu stwierdziła fakt, że nie mieliśmy dużego wyboru. Powietrze wypełniał zapach nocy i mocnego dębu, a zimna bryza przyprawiała nas o gęsią skórkę. Wcześniej niż później w końcu wrócimy z pijanego haju i poczujemy gryzące zimno.  
Wybierając losowy kierunek, zaczęliśmy iść. W pewnym momencie Collette spojrzała na mnie, gdy księżyc rozjaśnił moją twarz przez wierzchołki drzew.
- Wyglądasz jakby nie przejmował się tym, w co wpadliśmy. - spojrzałem na nią zdziwiony, w tej chwili nie byłem pewien, jaką twarz robię.
- Wyglądasz na spokojnego. - kontynuowała, przeczesując dłonią włosy - żałuję, że nie czuję się tak spokojnie, jak wyglądasz. - może to było wciąż zawrotne uczucie, ale odpowiedź wydała mi się zabawna.
- Chciałbym być tak spokojny, jak wyglądałem. - wymamrotałem. Jednak dziewczyna odmówiła poddania się.
- Wyglądasz solidnie, - skrzywiła się - nie, wyglądasz...szczelnie.
- Szczelnie? - wybuchnęłem śmiechem z jej komentarza. - Mam nadzieje, że nie gadasz tak kiedy jesteś trzeźwa. - na to ona też wybuchnęła śmiechem.
Oczami zacząłem skanować nasze otoczenie, wtedy też zauważyłem wypracowaną ścieżkę nieco po prawej stronie. Chwytając Colette za ramię, żeby ją zatrzymać, podzieliłem się moim nowym odkryciem. Zmieniając kurs, zaczęliśmy podążać za drogą, aby zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi. Wąski pas nagiej ziemi między olbrzymami korzeni i liści. Pozwoliłem swoim dłoniom dotykać ich skóry, gdy przechodziliśmy obok. Po czymś, co wydawało się, że może pół godziny podróży, pełnej rozmów i przekomarzania się, natknęliśmy się na coś, czego ani jedno z nas się nie spodziewało.
Mały domek stał pomiędzy drzewami, mogliśmy tylko nieznacznie dostrzec jego kształt. Cienie ścian wtapiające się w tło drzew, ledwie widoczne. Chata zagnieździła się w wysokiej trawie, jakby przywoływała jakieś szczęśliwe urojenia. W milczącej umowie przyspieszyliśmy nasz marsz w jego kierunku. drzwi były już otwarte, więc i weszliśmy do środka.
Chata była z pewnością stara i opuszczona, a na ścianach pojawiała się pleśń, co nierusz w kącie pajęczyny. Chociaż zewnętrzna część domu cierpiała z powodu wielu zim i okresów burz, stara drewniana podłoga została osłonięta w środku. Więcej cynamonu tam, gdzie lakier jeszcze się trzymał, i jaśniej w regionach, które były bardziej zużyte. Zostały jeszcze jakieś meble, kanapa i stół z czterema krzesłami. Były tam również zepsute drzwi i zaintrygowany, aby zbadać pozostałe fragmenty miejsca, do których podszedłem. Po otwarciu to, co odkryłem, było bardziej nudne, niż miałem nadzieję. Pokój był mały i miał pojedyncze łóżko w jednym z rogów. Obejrzałem się za siebie na Collete, która badała opuszczony kominek na środku większego pokoju. 
- Myślę, że lepiej pozostańmy tutaj, lepsze to niż błądzenie bez celu przez całą noc. - powiedziałem, przerywając ciszę, którą mieliśmy od wejścia do domku. Spoglądając na mnie, skinęła głową.  
- Tam też jest łóżko - dodałem, wskazując w kierunku.
- W takim razie zaklepuję łóżko! - powiedziała szybko i pełna energii. - przydałoby się jeszcze trochę drewna na ognisko.
Po zebraniu wszystkiego, czego potrzebowaliśmy, rozpaliliśmy ogień. Po niewielkim ogrzaniu miejsca, co okazało się trudnym zadaniem, udaliśmy się spać. Padając na kanapie, zasnąłem w ciągu kilku sekund.
***
W chwili, gdy się obudziłem, poczułem, że moja głowa chce eksplodować. Ból w mojej czaszce odpływał i przypływał jak zimna fala, ale ból był zawsze obecny. Od razu zrozumiałem, dlaczego nazywają to kacem, bo miałem wrażenie, że nad moją głową spadają najczarniejsze chmury, które nie miały zamiaru się rozjaśnić do późnego popołudnia.  Czułem również ból szyi, gdy całą noc spoczywała na poręczy kanapy. Moje kończyny były sztywne i zmarznięte, ogień prawdopodobnie dawno już zgasł. Ziewnąłem i podszedłem do jednego z przyciemnionych okien. Na dworze było już jasno, najprawdopodobniej późny ranek. Byłem spragniony i głodny, a połączenie wszystkich tych niewygodnych uczuć było bolesne. Miałem tylko nadzieję, że teraz będziemy mogli łatwo wrócić z trzeźwymi umysłami.
Dbiedł mnie głośny łomot dochodzący z cienistego wnętrza domu, a za nim  piskliwy głos. Natychmiast ruszyłem w stronę hałasu i zawołałem Collette. Otwierając szeroko drzwi, pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, były w powietrzu małe kawałki starego drewna. Drugą była moja towarzyszka, która leżała na podłodze ze stopą wbitą w podłogę. Ten widok sprawił, że chciałem coś ją drażnić, ale mój obecny suchy i wyczerpany umysł nie pozwolił temu dojść. Więc zamiast tego miałem coś innego do powiedzenia.
- Tak wcześnie rano i robisz zamieszanie. Mówię ci czuję, że będziemy wspaniałymi przyjaciółmi - zaśmiałem się lekko.
- To miejsce się rozpada, właśnie co tylko wstałam i weszłam w to gówno. - powiedziała, lekko niezadowolona, na jej obecną sytuację. Podszedłem do niej i pomogłem stopie wydostać się z wykonanej dziury. Kiedy znów była wolna, moją uwagę przykuł zrobiony otwór. Lub więcej, zawartość, która tam się ukrywała. Na ziemi pod podłogą znajdowało się dobrze utrzymane pudełko.
- Spójrz na to. Myślę, że twoje stopy są dobre w znajdowaniu skarbów.
 
Colette?

sobota, 1 maja 2021

Od Colette CD. Nikolaia

 Poranek był niezbyt przyjemny, ze względu na pogodę - owszem, była piękna, jednak słońce wpadające do pokoju z pełną mocą było dosyć irytujące. Chociaż to pewnie kwestia preferencji. Dosyć niechętnie zwlekłam się z łóżka, ale pod kołdrą robiło się już zwyczajnie za gorąco. Podjęłam próbę wyjrzenia przez okno, ale na marne. Promienie słoneczne były silniejsze, niż mi się wydawało i przez chwilę miałam wrażenie, że straciłam wzrok. Rozejrzałam się po pokoju, na samym końcu moje oczy zatrzymały się przy łóżku współlokatora. Spał. Uśmiechnęłam się pod nosem i już szykowałam ripostę na wszystkie jego komentarze "Ile można spać?". Wywróciłam oczami i w końcu wstałam. Niechętnie wyjęłam z szafy swoje ubrania i skierowałam się do łazienki, żeby wykonać codzienną, nudną i monotonną, poranną rutynę. Mimo wszystko nie zeszło mi się z tym tak długo, jak mi się wydawało. Związałam włosy w kitkę i opuściłam pomieszczenie, jeszcze na chwilę zaszczycając pokój swoją obecnością. Starałam się zając sobą, ale mój wzrok jeszcze raz spoczął na łóżku Azriela - dalej spał. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale westchnęłam, kierując ku wyjściu z pokoju. Wyjątkowo postanowiłam wybrać się do stołówki, w której bywałam naprawdę rzadko, a jeżeli już to z niebieskookim. Musiałam się obyć tylko swoim towarzystwem. Przechodziłam zatłoczonym korytarzem z istnym spokojem, co było do mnie wręcz niepodobne. Po dotarciu do celu rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego stolika, szybko rozważając, czy się do kogoś nie przysiąść. Decyzja zapadła, a moje nogi zaczęły sunąć w stronę wolnego stolika, niedaleko grupki chłopaków, pochłoniętych rozmową. Usiadłam na krześle i upiłam trochę herbaty, którą zgarnęłam z jakiegoś stołu. Przesunęłam palcem po krawędzi kubka, słysząc za sobą kroki a już po chwili widząc przed sobą chłopaka, mniej więcej w moim wieku. Bez najmniejszego zawahania odsunął krzesło i usiadł naprzeciw mnie, szeroko się uśmiechając. Spojrzałam na niego pytająco, w nadziei, że dowiem się, dlaczego postanowił się przysiąść akurat do mnie. Nie uzyskałam odpowiedzi na to pytanie, ale białowłosy zabrał głos w innej sprawie.

- Hej, hej, witaj, mów mi Niko. A ty, jak mam cię nazywać? - oparł głowę na dłoni, uporczywie mi się przyglądając, w oczekiwaniu na reakcję. Po chwili namysłu uśmiechnęłam się i przedstawiłam, co jeszcze bardziej ucieszyło chłopaka. - Miło cię poznać, od dzisiaj ogłaszam nas kumplami. Więc co robisz dzisiaj? - Uniosłam brew. Chłopak okazał się szybszy niż można by się spodziewać.

- Wiesz, kumplu Niko, nie mam jeszcze żadnych planów na dzień dzisiejszy, więc jeżeli proponujesz wyjście, to z miłą chęcią potowarzyszę. - poprawiłam się na krześle. - A ty?

- Kumpelko Colette, byłem trochę głodny, dlatego tu zawitałem. - teatralnie westchnął. - Mam do ciebie kolejne pytanie, ale nie myśl, że tylko dlatego tu usiadłem! - dodał szybko, na jednym tchu. Aż strach pytać, co mu siedziało w głowie, więc tylko czekałam, aż dokończy swoją wypowiedź. - Wiesz, nie zechciałabyś może użyczyć mi trochę swojej krwi? - zaśmiałam się. Widzę, że swój trafił na swego.

- Nie chciałabym, a raczej ty nie chciałbyś mojej krwi. Musisz poszukać jakiegoś nie-wampira. - uśmiechnęłam się i upiłam herbaty. Spojrzałam lekko rozbawiona na Nikolaia, który zdawał się być lekko rozczarowany. - Wiesz, ja nie piję krwi i żyję, dobry styl życia. - bo mdleję jak ją widzę. - Ale, skoro już mówimy o planach na później! Z miłą chęcią wybiorę się z tobą do miasta, tak teraz mi przyszło do głowy. - poprawiłam się i głęboko spojrzałam w jego błękitne oczy, nie znosząc sprzeciwu.

- Jasne. Pewnie! - niemal krzyknął, uradowany. - Przed wejściem, po treningach. Do zobaczenia, kumpelko! - machnął ręką i niemal z prędkością światła zniknął ze stołówki. Osobliwy typ.

Dopiłam herbatę i rezygnując z jakiegokolwiek posiłku, również opuściłam stołówkę. Udałam się do pokoju, aby założyć czarny strój treningowy. Na moje nieszczęście Azriela już w nim nie było, więc prawdopodobnie nie zamienimy tego dnia już choćby słowa.

***
Lekcje minęły mi dosyć szybko, jednak ciepła pogoda nie sprzyjała dużemu wysiłkowi. Moje nogi ponownie skierowały się ku pokojowi, bez najmniejszej werwy. Zaczęłam zastanawiać się, czy to wyjście to aby na pewno dobry pomysł, ale z drugiej strony, co mi szkodzi? Pociągnęłam za klamkę, ku mojemu zdziwieniu, drzwi były otwarte. Weszłam do środka, a gdy tylko zobaczyłam znajomą twarz, mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. - rzuciłam, a usta czarnowłosego również wykrzywiły się w uśmiechu. 
- Wcale nie spałem aż tak długo.
- Wcale, że spałeś. - podeszłam i lekko uderzyłam go w bark. - idę wziąć prysznic i będę wychodzić, nie wiem, o której wrócę. - poinformowałam a ten przytaknął, mimo, że tak naprawdę to nie potrzebował tej informacji. Zgodnie z moimi słowami, zabrałam ze sobą czyste ubrania i wzięłam zimny prysznic. Dodał mi trochę energii, jednak przez świadomość, iż chłopak prawdopodobnie już czeka pod murami szkoły, nieco wytrąciła mnie z rytmu. Byłam zmuszona wyjść w mokrych włosach. Ubrałam się, wzięłam jakieś najpotrzebniejsze rzeczy i z prędkością światła opuściłam pokój. Skierowałam się prosto do wyjścia szkolnego, nie zwracając uwagi na taranowanie osób stojących mi na drodze. Zawsze przecież mogły się odsunąć.
Tak jak się spodziewałam, Nikolai już czekał na dole. Skinęłam do niego głową na przywitanie, a ten niemalże od razu szeroko się uśmiechnął.
- Gdzie idziemy? - spytał, dotrzymując mi kroku, najwidoczniej lekko zdziwiony tym, że nie zatrzymałam się na choćby ułamek sekundy.
- Do miasta, zluzujemy trochę. - odparłam, a ten już nic nie powiedział. Większość drogi szliśmy w ciszy, aż moim oczom w końcu ukazał się cel podróży - tawerna, w której dosłownie nie sposób się nudzić. - Masz pieniądze? - spytałam, a chłopak przytaknął.
- Coś tam mam.
- Świetnie, więc idziemy. - zaciągnęłam go do środka. Już od pierwszego przekroczenia drzwi było czuć mocną woń alkoholu, która wydawała się być teraz ukojeniem. Podeszliśmy do baru i zamówiliśmy kolejkę, dwie. Rozmowa zaczęła się kleić a słowa zdawały się powoli coraz bardziej niewyraźne.
- Wiesz, Nikolai, tak się zastanawiam, czemu podszedłeś do mnie dziś rano? - spytałam i przechyliłam kolejny kieliszek trunku. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Byłem głodny i mi się nudziło, to tyle. Źle ci? - zaśmiał się tak, jakby to był najśmieszniejszy żart w jego życiu.
- Absolutnie. - starałam się powiedzieć nonszalancko, jednak prawdopodobnie zabrzmiało to co najmniej źle. Mam to w dupie. 
Kolejka za kolejką, stawaliśmy się coraz bardziej pijani, a rozmowy zaczęły być coraz bardziej szczere i z pewnością bezsensowne. Zanim się zorientowałam, na dworze zapadł zmrok, a my w lokalu zostaliśmy niemal sami. Na tym etapie nie byłam już w stanie kontrolować co mówię i robię. Byliśmy po prostu ostro najebani, a do tawerny weszło kilku, na oko niezbyt przyjemnych typów. Nie przejęliśmy się tym za bardzo, dalej głośno się śmiejąc i popijając trunki. Obojętne było nam, jakie, ważne było, że dobrze wchodzi. Mężczyźni przywitali się z barmanem jak z dobrym przyjacielem i zaczęli zbliżać się w naszą stronę. W końcu stanęli przy naszym stoliku i dopiero wtedy zauważyłam, jak wysocy oraz masywni są.
- To nasz stolik, państwu podziękujemy. - powiedział jeden, po czym skinął głową na znak, że w tym momencie mamy zmienić miejsce siedzące. Spojrzałam na chłopaka przede mną.
- Ejjjjjjjjjjj, a wy nie chcielibyście podzielić się ze mną krwią? - spytał i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Gościom się to nie spodobało i chwilę później leżeliśmy na ziemi, zepchnięci z ławek. Spojrzeliśmy na siebie nieco wystraszeni, nie wiedząc, co zrobić. Mężczyźni zajęli się sobą. Nagle jakiś fakt, sama do końca nie wiem, jaki, postanowił mnie nadzwyczajnie zirytować - i to był gwóźdź do trumny.
- Swoją matkę też traktujesz jak kurwę? - rzuciłam i zaśmiałam się pod nosem, dopóki wzrok mężczyzny na mnie nie spoczął. Zaczęłam się powoli odsuwać, z zamiarem wstania, jednak mój towarzysz picia był szybszy - pociągnął mnie za rękę do góry, nakazując mobilizację i ruszył do drzwi. Pobiegłam za nim, co w tym stanie było naprawdę nie lada wyzwaniem. Wybiegliśmy z pubu niczym dzieci ze szkoły po ostatnim dzwonku, a ja sama nie wiedziałam, czy ta sytuacja bardziej mnie śmieszyła czy przerażała. Wampir co jakiś czas ciągnął mnie za nadgarstek abym przyspieszyła, nasza ucieczka skierowała się w stronę lasu. Potykaliśmy się o własne nogi, hitem był fakt, że żadne z nas jeszcze nie leżało z wybitymi zębami na drodze. Zdawało się, jakbyśmy zgubili tych mafiozów, albo gdyby najzwyczajniej w świecie nie chciało im się biec, bo i tak nas znajdą, albo coś w tym stylu. Jednak za plecami cały czas mogliśmy usłyszeć ich głosy, więc nie zwalnialiśmy, dopóki widowiskowo nie potknęłam się o korzeń drzewa. Padłam jak długa i dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że jesteśmy w lesie. W samym środku lasu, w nocy.
- Okej, chyba zgubiliśmy te patafiany, jak stąd teraz wyjdziemy?

Nikolai?

wtorek, 27 kwietnia 2021

Od Nikolai do Colette

Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce zaczęło już wschodzić, a ptaki dawno wstały, aby powitać swoim śpiewem wszystkich naokoło, którzy byli już na nogach. Niestety, jedną z tych osób byłem ja, nie miałem natomiast zamiaru ruszyć się z łóżka przez co najmniej parę następnych godzin. Czułem się jakby coś mnie przejechało, siedzenie co noc do czwartej rano nie należy do jednaj z najmądrzejszych rzeczy, które zdarza mi się robić. Wtuliłem twarz z powrotem w poduszkę, licząc na chwile więcej snu, lecz po paru minutach kręcenia się bez skutku i irytującym alarmie, zrezygnowałem z dalszej próbowania. Szybko zdałem sobie sprawę, że to będzie długi, pozbawiony rozrywki dzień.
Z ciężkim sercem podniosłem się, aby usiąść, jednak nie miałem jeszcze wystarczająco wiary w siebie, aby ruszyć się do końca i zrobić coś produktywnego. Zamiast tego bezcelowo rozglądałem się po swoim pokoju. Wzrokiem zatrzymałem się na stercie ubrań, które zawsze mam zamiar iść i posprzątać, ale jakoś tego jeszcze się to tego nie zabrałem. W tym momencie też nie miałem zamiaru, opierając głowę o ścianę, syf daleko już zapomniany. Znudzony, wstałem z łóżka i wytargałem z szafy czarną koszulkę oraz spodnie tej samej barwy. Zarzucając je przez ramię, ruszyłem w stronę łazienki. Mała i przepełniona, trzymała tylko potrzebne rzeczy, jednak nie przeszkadzała mi ani trochę, wydawała mi się od czasu do czasu nawet urocza, jeśli można nazwać tak pomieszczenie. Po prysznicu, zachciało mi się krwi, więc skierowałem się do małej lodówki, gdzie trzymałem trochę dla siebie jako przekąskę. Nazywam to swoim zapasem na czarna godzinę. Ah, dobre sobie, najwyraźniej miałem ich o jedno za dużo i na moje nieszczęście było skończyły mi się zapasy, puste jak pustynia. Myślę, że oznaczało to, że nadszedł czas, aby uzupełnić czerwony towar. Po chwili zastanowienia się, co robić, zszedłem do stołówki. Postanowiłem, że skoro był jeszcze poranek, będą powinno być tam parę uczniów, których będę mógł trochę zdenerwować, i zachęć ich do trochę podzielenia się swoją krwią, a może po prostu wpadnę na kogoś zabawnego.
Wchodząc do dużej sali, zatrzymałem się w drzwiach, żeby przeskanować innych nastolatków tam siedzących. Moje oczy skierowały się na grupę chłopców, którzy wyglądali, jakby byli pogrążeni głęboko w swojej rozmowie. Odwracając wzrok bardziej w prawo, zatrzymałem się, kiedy w moje pole widzenia ukazała dziewczyna siedzącą przy drugim ze stolików. Siedziała sama, plecami do mnie, nie zwracając uwagi na nikogo wokół niej. Ponieważ w tej chwili nie była z nikim, wiedziałem, że jeśli podejdę, nie zostawię jej innego wyboru, jak tylko ze mną porozmawiać. A nawet gdyby nie chciała, mogę być naprawdę uporczywy i bez problemu przykleić się do niej jak mucha. Nie rozglądając się dłużej, podszedłem do stołu, przy którym siedziała, i wskoczyłem na krzesło naprzeciw nieznajomej. Zauważając jak siadam, spojrzała w moja stronę trochę zagubiona, czekając na odpowiedź, dlaczego usiadłem obok niej. Zaczynając się szczerzyć, przesunąłem dłoń, aby oprzeć łokieć na stole.
- Hej, hej, witaj, mów mi Niko. A ty, jak mam cię nazwać? - wciąż z uśmiechem, przesunąłem głowę, opierając ją na dłoni. Patrzyła na mnie przez sekundę, wciąż niepewna, jak zareagować. Ale pod koniec uśmiechnęła się lekko i przedstawiła się. Zadowolony z wyniku, już wiedziałem, co powiedzieć dalej. - Miło cię poznać, od teraz ogłaszam nas kumplami. Więc co robisz dzisiaj?

Cloette? 

Szablon
Pandzika
Kernow