Tablica

Nadeszła zima, jakiej nawet nasi dziadkowie nie widzieli. Zapasy powoli się kończą, państwa patrzą na siebie coraz bardziej podejrzanym wzrokiem. Uczniowie muszą siedzieć w zimnych i rzadko ogrzewanych pokojach, bo akademię robią wszystko by nie zamknąć swych wrót przez brak pieniędzy. Ludzie w miastach wspierają się jak tylko mogą, jednak nawet to nie pomaga w wyżywieniu rodziny. Wcześniej ludzie nie zwracali uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, jednak być może był to zwiastun czegoś nowego? Może ptaki przestały migrować, a stworzenia leśne zbierać zapasów na zimę z powodu jakieś większej sprawy? Pomimo ciężkich warunków, zimy i głodu, niektórzy chcą znaleźć przyczynę całego tego chaosu i szaleństwa. Próbują dotrzeć do miejsca, w które zdaje się, idą wszystkie magiczne stworzenia zamieszkujące nasz świat. Czy jednak jest to bezpieczne?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rowan x Anien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rowan x Anien. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Od Rowana c.d. Aniena

Doskonale widziałem, że chłopak chciał jak najdłużej przedłużyć nasz spacer po mieście, byle by nie wrócić do szkoły. Widziałem że to sprawia mu przyjemność, jednak nie mogłem pozwolić by te przyjemne chwile zasłoniły mu zdrowy rozsądek. Dlatego też w połowie drogi chwyciłem go za dłoń i pociągnąłem do siebie. 

- Jutro tam pójdziemy. Za godzinę zaczynasz zajęcia. - odparłem, jednak widząc smutek w jego oczach szybko dodałem. - Obiecuję.

Bardzo chciałem z nim tam iść, spędzić jeszcze więcej czasu jednak festyn nie ucieknie a on nie mógł opuścić szkoły. Dlatego też bez słowa ruszył za mną w stronę swojej szkoły. Oczywiście przez całą drogę nie puszczałem jego dłoni.
~*~
Wyciągnąłem dłonie do góry, czując znajome uczucie w mięśniach. Zbieranie i układanie broni nie należało do najprzyjemniejszych obowiązków, ale stwierdziłem, że i tak nie mam niczego do roboty. Oczywiście wszyscy byli zajęci przez co zostałem z tym sam, jednak samotność nie zawsze była taka zła. Dlatego też z chęcią zaproponowałem, że to zrobię, by wyręczyć pierwszoroczniaków, którzy wręcz już mieli dość ciągłego sprzątania zbrojowni. W końcu ile razy można to robić? Uczniowie powinni odkładać rzeczy na miejsce, a nie rzucać byle gdzie z myślą z tyłu głowy, że przecież i tak ktoś to odłoży za nich.
- Nadal tu siedzisz? - zza moich pleców nagle wyrósł jeden z profesorów, musiałem przyznać, że nawet nie słyszałem jego kroków.  Damenos w końcu był mistrzem w cichym skradaniu się, dlatego też uczniom rzadko udawało się cokolwiek przed nim ukryć. Zawsze pojawiał się z nikąd, z tym swoim zimnym obliczem.
- Jeszcze trochę mi zostało. Niedługo powinienem skończyć.
Położyłem kolejną skrzynkę na półce, jednak ku mojemu zdziwieniu mężczyzna się nie ruszył. Przypatrywał mi się, nawet nie mrugając. Czy on zawsze musi być taki dziwny? Przez kilka długich chwil udawałem, że go nie widzę, jednak jego wzrok coraz bardziej wywiercał mi dziurę w plecach.
- Czy coś się stało? - zapytałem w końcu. Odstawiłem miecze na ziemię, odwracając się w jego stronę. Przez chwilę mi nie odpowiadał, przez co czułem się coraz bardziej nieswojo.
- Widziałem tutaj ucznia z Sarlok - odparł nagle, a ja poczułem jak moje ciało się spina. Pamiętałem doskonale, że nie zbyt darzył sympatią uczniów tejże szkoły, jednak nie wiedziałem, że na tyle by przyjść do mnie i porozmawiać na ten temat. Miałem tylko nadzieję, że Anien nie miał problemów przeze mnie.

Anien?

wtorek, 5 stycznia 2021

Od Aniena cd. Rowana

- Czy jeśli je zetnę, będę wyglądał według Ciebie bardziej atrakcyjnie? - zapytał, a mnie zamurowało. Było to pytanie, którego najmniej się spodziewałem. Lekko zmarszczyłem nos, próbując ułożyć jakąś sensowną odpowiedź w głowie. A co jeśli to tylko podchwytliwa próba sprawdzenia mnie, czy będę miał zamiar wprowadzać w nim zmiany, bo coś mi nie pasuje? 

- Chcesz usłyszeć coś konkretnego czy moją szczerą opinię? - odpowiedziałem po chwili.

- Szczerą opinię.

- Więc, nie ścinaj ich. - uśmiechnąłem się i podszedłem do niego, lekko odsuwając sztylet od jego włosów. - to jest moja szczera opinia. Jeśli jednak je zetniesz, nie zmieni to faktu, że jesteś najprzystojniejszym chłopakiem jakiego znam. - stanąłem na palcach i lekko go pocałowałem. Nie wiedziałem, czy coś jeszcze dodać, nie chciałem wyjść na toksycznego partnera. Stwierdziłem jednak, że wszystko co miałem powiedzieć już powiedziałem, więc odwróciłem się i powoli skierowałem w stronę drzwi. 

- Poza tym, jeśli postanowisz je obciąć, będę musiał zaplatać warkocze komu innemu...- uśmiechnąłem się pod nosem i już po chwili poczułem ciepłą dłoń Rowana na swoim policzku, zmuszającą mnie, abym na niego spojrzał. 

- Póki co jedyną osobą, której będziesz zaplatał warkocze jestem ja, rozumiemy się? - powiedział poważnie, tak jakby był zły lub zazdrosny, jednak w głębi duszy miałem nadzieję, że jest po prostu świetnym aktorem. 

- Oczywiście. - uśmiechnąłem się i splotłem nasze dłonie, udając się powolnym krokiem w stronę wyjścia, aby później dotoczyć się do Akademii. Nie było mi to na rękę, po pierwsze, musiałbym rozstać się z Rowanem, po drugie, nie miałem ochoty tam siedzieć. Kiedy fae chciał mnie zostawić, abym w samotności udał się na zajęcia, odciągnąłem go w drugą stronę, samemu dokładnie nie wiedząc, gdzie mam zamiar się udać. Ten jednak nie protestował, co trochę mnie zdziwiło. Teraz musiałem wymyślić, gdzie mam zamiar go zaciągnąć. Miasto wydawało się dobrym pomysłem, ale nie wiedziałem, jaka będzie reakcja chłopaka, na bezcelowy spacer. W końcu jednak stwierdziłem, że w najgorszym wypadku go jakoś udobrucham. Był to dobry pomysł, bo w trakcie drogi nabrałem ogromnej ochoty na gofry, czym będę mógł wytłumaczyć tą wycieczkę. Gdy dotarliśmy na miejsce, ujrzałem pytający wzrok chłopaka.

- Chcę gofra. - powiedziałem krótko, a ten roześmiał się.

- Chcesz?

- Bardzo. - powiedziałem, a potem zrozumiałem sens jego pytania. - znaczy, poproszę. - uśmiechnąłem się i po chwili dostałem to, po co się tam przywlokłem. Właściwie, nie miałem już siły wracać, ale dla takich pyszności było warto. Zjadłem to, czego tak bardzo oczekiwałem bez chwili zwłoki, cały czas się przy tym delektując. Chłopak patrzył na mnie rozbawiony. Pewnie wyglądałem jak małe dziecko, które dostało największego, możliwego loda ze sklepu. Tak samo się zresztą czułem. Gofr znikł tak szybko, jak się pojawił, ale ja nie miałem ochoty wracać, lekko mówiąc. Starałem się przeciągnąć tę wizytę w mieście jak najdłużej, szukając wzrokiem jakiejś atrakcji, która mogłaby być pretekstem, aby jeszcze trochę pochodzić. Ku mojemu zdziwieniu, z naprawdę dużego dystansu, dostrzegłem kolorowe światełka, po chwili zwróciłem również uwagę na dosyć wesołą muzykę, dochodzącą z oddali. To był jakiś festyn, jakieś wesołe miasteczko, a przynajmniej miałem taką nadzieję.

- Chodźmy tam. - skinąłem głowę w stronę, z której dochodziła muzyka. Nie czekając na odpowiedź, ruszyłem w wyznaczonym przeze mnie kierunku. Rowan zrobił to samo. Nie wiedziałem, czy już domyśla się, dlaczego chcę tam iść, ale jednego byłem pewien.

Mógł poczuć się ze mną jak rodowita opiekunka dla dzieci?

Rowan?

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Od Rowana c.d. Aniena

Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że nasza relacja tak szybko wejdzie na wyższy poziom. W nocy, wpatrując się w jego ciało przytulone do mojego, czułem spokój. Wtedy nie przejmowałem się światem zewnętrznym, innymi. Jednakże, gdy usłyszałem jego pytanie w mojej głowie zaczęły nawarstwiać się za i przeciw, które tworzyły w mojej głowie istną burzę myśli. Wiedziałem, że nie mogłem powiedzieć mu, że nic do niego nie czuje, od razu wiedziałby, że go okłamuje, jednakże czy mogłem tak ze spokojem odpowiedzieć mu "tak, jesteśmy razem"?
Westchnąłem i spojrzałem w jego oczy, które wraz z każdą sekundą mojego zawahania traciły blask, który ustępował smutkowi. Podszedłem bliżej, zatapiając dłoń w jego włosach.
- To skomplikowane - mruknąłem, chcąc zagłuszyć ciszę między nami. - Nawet jeśli powiem ci "tak", przez dłuższy czas będziemy musieli udawać, że pomiędzy nami nic nie ma. Uwierz, mój ojciec nie od razu cię zaakceptuje. Dzieci fae zdarzają się bardzo rzadko, z tego względu, że pomimo naszych umiejętności, polują na nas bądź umieramy podczas wojen. A on będzie musiał pogodzić się z myślą, że nie otrzyma ode mnie potomka.
Na początku wpatrywał się tylko we mnie, zapewne analizując moje słowa, po dłuższej chwili kiwnął głową i się do mnie przytulił. Przyciągnąłem go delikatnie do siebie, ignorując ostrzeżenie, które czułem całym swoim ciałem. Obiecałem, że będę go chronić, dlatego też miałem gdzieś co się stanie czy kto będzie próbował nas rozdzielić. 
- Poszedłbym jeszcze spać - ziewnąłem. Anien zaśmiał się i wbił mi kciuk w żebra.
- Jesteś leniwy.
Spojrzałem na niego spod przymrużonych powiek, udając złego. 
- Nie prawda, ćwiczenia fizyczne zabierają duże energii, a dzisiaj jest dzień wolny od zajęć, przynajmniej u mnie, jednak ciebie - złapałem go pod pachami i podniosłem z łóżka - trzeba odprowadzić do szkoły, bo będziesz miał kłopoty. A tego byś nie chciał, bo może i twoja dyrektorka wygląda uroczo, ale demony wokół niej już nie.
Uśmiechnął się na moje słowa, powoli przygotowując się do wyjścia. Związałem swoje włosy w kucyka, by wiatr nie bił mnie nimi po twarzy i oparłem się o szafkę, wpatrując w jego ruchy. Musiałem przyznać, że wyglądał jak leniwa kluska, zamiast swoimi czynnościami, bardziej interesowała się tym, co dzieje się wokół niej.
- Mam ci pomóc z ubraniem się? - gdy tylko te słowa opuściły moje usta, jego policzki zaczerwieniły się, a on sam w ekspresowym tempie założył na siebie ubranie. 
- Nie musisz, księżniczko - mruknął, zapinając ostatnie guziki w swojej koszuli.
- Przepraszam?
Odwrócił się w moją stronę, nie rozumiejąc o co mi chodzi, jednakże po chwili wskazał na moje włosy.
- Masz dłuższe włosy niż niejedna dziewczyna.
Patrzyłem na niego z chłodnym wyrazem twarzy, analizując czy był to żart, czy jednak mówił naprawdę. Podniosłem brew udając, że zastanawiam się czy go zabić czy jednak oszczędzić. Gdy podszedł do drzwi i otworzył je, podmuchem wiatru znów je zamknąłem, a dźwięk ich trzaśnięcia odbił się echem na korytarzu. Chłopak powoli odwrócił się z moją stronę, podczas gdy ja podszedłem do gabloty ze sztyletami i wyjąłem jeden z nich, przykładając do nasady kucyka.
- Czy jeśli je zetnę, będę według ciebie wyglądał bardziej atrakcyjnie?

Anien?

niedziela, 14 czerwca 2020

Od Aniena cd. Rowana [18+]


Dopiero po dobrej chwili, kiedy już uspokoiłem oddech, zacząłem zastanawiać się, czy przypadkiem nie jesteśmy za głośno. Jednak szybko odrzuciłem tę myśl, nie chcąc jak zwykle zepsuć sytuacji. Dziwiłem się sam sobie, ale byłem pewien moich czynów. Chciałem tego, chciałem Rowana, bez względu na wszystko. Zeskanowałem go wzrokiem, po czym podniosłem się lekko i zsunąłem jego bieliznę. Zastanawiałem się, jak mu powiedzieć, że po prostu chcę, żeby mnie przeleciał a potem przytulił i nie puścił, ale na szczęście sam domyślił się, co chodzi mi po głowie. Oparł się na rękach i spojrzał mi w oczy z zawahaniem. Zanim zdążył coś powiedzieć, pokiwałem głową, na znak, że napewno chcę, napewno nie wrobię go potem w gwałt czy inne świństwo. Chociaż w głębi duszy nie byłem pewien decyzji, ze względu na to, że był to ten cholerny pierwszy raz i bałem się, że coś schrzanię, albo zareaguję w dziwny sposób i to zniszczy atmosferę. Zielonooki wyraźnie wyczuł moją niepewność.
- Nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz, wiesz o tym? - spytał, cały czas patrząc mi w oczy.
- Ale ja chcę. - powiedziałem po chwili. Chłopak jeszcze chwilę wpatrywał mi się w oczy, jednak po chwili ponownie wpił się w moje usta. Oddałem się tej chwili, ciesząc się, że w ogóle do niej doszło. W końcu poczułem w sobie jego członka, przez co głośno jeknąłem mu do ust, ponownie zaciskając dłonie na pościeli. Zaczął się we mnie poruszać, co za każdym razem wywoływało u mnie ból. Mimo wszystko był to przyjemny ból i dosyć szybko się do niego przyzwyczaiłem. Z każdym - jak zauważyłem, ostrożnym - pchnięciem, zarówno ze mnie jak i z Rowana wydobywały się coraz głośniejsze jęki. W końcu blondyn doszedł we mnie, nie dając mi tej możliwości. Potrafi być wredny.

~*~
Podniosłem się z łóżka i założyłem swoje ubrania, przez chwilę zastanawiając, co powinienem zrobić. Rowan uczynił to samo, jednak szybko powrócił do swojego łóżka. Wyjrzałem za okno. Było już ciemno.
- M-mogę u Ciebie z-z-zostać? Trochę się b-boje iść sam. - skłamałem. Nie bałem się ani trochę, po prostu czułem wewnętrzną potrzebę przytulenia się do jego torsu i uśnięcia. Tak po prostu.
- Pewnie. - odrzekł, udając obojętnego, jednak dało się dostrzec, że w głębi duszy ucieszyło go moje pytanie. Uśmiechnąłem się i bez większego zastanowienia wpakowałem obok niego pod kołdrę. Szybko przemieściłem się z jednego końca łóżka na drugi, klejąc do ciepłego ciała mojego...ukochanego? Chyba mogłem go już tak nazwać. Przez chwilę leżał sztywno, jednak po kilku minutach zaczął głaskać mnie po głowie, co jakiś czas delikatnie roztrzepując włosy. Zacząłem mruczeć pod nosem i przymknąłem oczy, a szybko po tym usnąłem.

~*~
Do moich oczu zaczęły docierać jasne promienie słoneczne, co o dziwo przestało mi się podobać. Spróbowałem nakryć się kołdrą, jednak kiedy i to nic nie dało, chciałem schować się w ramionach chłopaka. Oczywiście moje roztargnienie rano mi to uniemożliwiło i sturlałem się z łóżka, z hukiem upadając na podłogę. Zacząłem się śmiać sam z siebie pod nosem, kiedy obok mnie znikąd pojawił się zmartwiony Rowan.
- Nic Ci nie jest? - kucnął przy mnie, gorączkowo oglądając tył mojej głowy.
- Nie, wszystko w porządku. - zaśmiałem się i spojrzałem mu w oczy. Chwilę nie wiedziałem, co zrobić z niezręczną ciszą pomiędzy nami, więc podniosłem się praktycznie do siadu i delikatnie pocałowałem zielonookiego. Po kilku sekundach oderwałem się od niego i odchrząknąłem, wstając z ziemi. Usiadłem na łóżku, idąc wzrokiem za chłopakiem po wodę. Zacząłem machać nogami, patrząc w podłogę. Zaczęło nurtować mnie jedno, istotne pytanie. Jeszcze znaim je wypowiedziałem, zdążyłem się zarumienić. Schowałem dłonie w rękawach bluzy i zrzuciłem sobie włosy na twarz, aby jak najmniej było widać moje rumieńce.
- Rowan, wiem, że to brzmi dosyć dziwnie, ale...c-czy my jesteśmy r-r-r-razem?


Rowan? Jesteśmy?

środa, 10 czerwca 2020

Od Rowana cd. Aniena "+18"

- Jesteś mój - szepnąłem wprost do jego ucha, co poskutkowało przyjemnym dreszczami na jego ciele. Odwzajemniłem jeszcze mocniej jego pocałunek. Oparł dłonie po bokach mojej głowy, całkowicie oddając się pieszczocie pocałunków. Delikatne całusy powoli stawały się coraz odważniejsze, niosące niepisaną przyjemność, a także tęsknotę. Coś czego wcześniej nie byłem świadomy - brakowało mi go, jego bliskość była tym czego potrzebowałem. Pragnąłem, byśmy trwali w tym stanie przez resztę życia, nieprzerwanie do samego końca. Czując, że Anien mnie nie odpycha, gdy położyłem dłonie na jego talii, powoli wsunąłem je pod jego bluzkę, delikatnie głaszcząc skórę, zauważyłem, że ten gest wywołał na jego ciele gęsią skórkę, co wywołało u mnie nie małe zadowolenie. Westchnął w moje usta, gdy uniosłem się by usiąść, zmniejszając jeszcze bardziej odległość między naszymi ciałami. Nie sprzeciwiał się moim ruchom, także czując pożądanie, które z każdą chwilą wzrastało w ekspresowym tempie. Złapał za kołnierz mojej koszulki, chcąc ją zdjąć. Pomogłem mu w tym, nawet na sekundę nie zaprzestając głaskania jego skóry. Koszulkę rzuciłem gdzieś w bok, patrząc mu prosto w oczy. Zobaczyłem jego uroczy uśmiech, który pokochałem już na samym początku, czego nie rozumiałem aż do tej pory. To właśnie w nim pokochałem - jego uśmiech, który sprawiał, że jego oczy świeciły , jego oczy które za każdym razem pokazywały zaufanie jakim mnie darzył. Za każdym razem wzbudzał we mnie pożądanie. Jak dotąd opierał się wewnętrznym, naturalnym odruchom, zapewne nie chcąc zostać odrzuconym. Jednak teraz było inaczej. Chłopak sam zbliżył się do mnie. Odwzajemniłem drobny gest, jakim był uśmiech pełen ciepła, niosący ukojenie. Opuszkami palców odważył się dotknąć ciemnych tatuaży, tworzących filuterne, charakterystyczne wzory na moim ciele. Jego drżenie w moich ramionach spowodowane moim dotykiem obudziło nowe doznanie - zadowolenie z tak niewinnej czynności. Zadowolenie z zapewnienia przyjemności drugiej osobie. Do tej pory żaden mój partner nie obudził we mnie tej strony - żaden mężczyzna ani kobieta. Westchnął cicho, kiedy dobrałem się do jego szyi, na zmianę drażniąc ją swoim oddechem, to muśnięciami lekko spierzchniętych ust. Odchylił głowę w lewo, dając mi więcej miejsca do pieszczenia, które przyjąłem z zadowolonym mruczeniem godnym lwa. Podniosłem się lekko całując go w czoło i wróciłem do pocałunków tym razem na obojczykach, gdzie lekko przygryzałem jego skórę. Jego ręce powędrowały do paska od moich spodni, który szybko odpiął i powoli zaczął zsuwać ze mnie spodnie. Pomogłem mu z tym, lekko unosząc ciało. Otworzył dłoń, wypuszczając materiał z rąk. Upadł on z głuchym łoskotem na deski.  Ja także nie zostałem bierny - po chwili siedział przede mną w samej bieliźnie, z tymi pięknymi rumieńcami na policzkach. Na widok prawie całkowicie odsłoniętego ciała, uśmiechnąłem się lubieżnie. 
- Jesteś piękny - wyszeptałem mu prosto do ucha. Mój oddech podrażnił jego skórę, ponownie przywołując przyjemne dreszcze. Palcem zacząłem kręcić ósemki wokół jego nagich sutków. 
- Idealny. - dodałem. Westchnął cicho przez moje poczynania, zapewne nie chciał mi dać tej satysfakcji. Przygryzłem płatek jego ucha, wywołując u niego cichy jęk, który tak bardzo chciałem usłyszeć. Masowałem jego sutki, szczypiąc je raz po raz, co doprowadzało młodszego do rozkosznych jęków, musiałem przyznać, że nakręcało mnie to do działania. Wpiłem się w jego wargi, ssąc jego język, aż poczułem, że zaczął delikatnie zaciskać uda. Dlatego też moja dłoń powędrowała do jego krocza, czując wybrzuszenie. Mój dotyk wywołał długi jęk, który zagłuszyły moje usta. Zacząłem go masować, zaciskając mocniej palce na sutku, które po chwili zastąpiłem ustami. Popchnąłem Aniena na łóżko, powracając do swoich czynności. Chłopak spojrzał w dół, i gdy zobaczył jak jego sutek znika w moich ustach, odchylił głowę, a dłonie zacisnął na pościeli. Czułem dreszcze na jego ciele, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zastraszającym tempie. Nie mogłem oczywiście zostawić mojej księżniczki na pastwę losu. Nachyliłem się nad jego kroczem i chuchnąłem na jego członka. Jego dłonie jeszcze bardziej się zacisnęły, gdy zadowolony z siebie polizałem jego wypukłość przez materiał. Spojrzałem mu w oczy, lecz gdy nie zobaczyłem w nich sprzeciwu zsunąłem z jego nóg materiał. Znów wróciłem do jego twarzy, lecz moja dłoń zaczęła masować intensywnie jego członka, czasami zaś wręcz flegmatycznie, obserwując jego reakcję. Gdy jego jęki zaczęły coraz bardziej wypełniać pomieszczenie, a oddech stał się urwany, zastąpiłem dłoń ustami. Ssałem, lizałem i dogadzałem mu na wszystkie sposoby. Po krótkiej chwili poczułem w ustach jego smak, a jego ciało jeszcze przed dobrą chwilą drżało z powodu orgazmu. Przełknąłem wszystko co miałem w ustach.
- Słodki.
Widząc jego rozanielony wzrok, spierzchnięte wargi i ciało pokryte moimi ugryzieniami, poczułem jak warknięcie wydobywa się z mojego gardła, co najwyraźniej spodobało się Anienowi.

Anien?

wtorek, 9 czerwca 2020

Od Aniena CD. Rowana

Nie ukrywałem zdziwienia, kiedy Rowan zaprowadził mnie na salę treningową. Właściwie wydawało mi się, że w Ardem wszystko wygląda lepiej niż z rzeczywistości, ale często mamy zbyt wybujałe oczekiwania. Nie uśmiechało mi się za bardzo ćwiczyć, a szczególnie przy nim.

- Nie wyglądasz na zbyt umięśnionego, tylko dobrze zbudowanego. - palnąłem, przez co nastała niezręczna cisza. Jednak po chwili blondyn uśmiechnął się i powoli, jakby z premedytacją ściągnął z siebie koszulkę i rzucił gdzieś w kąt. No i tyle było z mojego bycia opanowanym emocjonalnie.

- To będziesz miał okazję się przypatrzeć. - zaśmiał się, a ja ponownie zrobiłem się cały czerwony. - Ćwiczyłeś coś kiedyś sam? - spytał, jednak ja mimowolnie nie odpowiedziałem. Zacząłem przypatrywać się jego ciału, jakby conajmniej był antykiem sprzed pięciu tysięcy lat. Chciałem coś powiedzieć ale nie mogłem, moje oczy same błądziły po jego ciele, a przez jego widok maksymalnie się dekoncentrowałem. W końcu Rowan odwrócił się w moją stronę, jakby lekko przestraszony. Chwilę wpatrywał się we mnie, a potem ścisnął powieki i ułożył ciało w tej pozycji to przed sekundą. Nie wiedziałem za bardzo, co ze sobą zrobić, więc starałem się zebrać w sobie i odpowiedzieć mu na pytanie, ale nie zdążyłem. W ułamku sekundy stał kilka milimetrów ode mnie, powoli nachylając głowę ku mojej. Moje serce zaczęło szybciej bić, miałem potrzebę częstszego pobierania tlenu i w ogóle zrobiło mi się gorąco. Byłem lekko skrępowany, jednak w  momencie, w którym fae delikatnie podgryzł moją skórę na szyi, zacząłem się rozpływać. Zassał ją a ze mnie wydał się cichy pomruk zadowolenia pomieszany z jęknięciem, co najwidoczniej spodobało się chłopakowi. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, a ja odchyliłem głowę w drugą stronę, aby miał do niej łatwiejszy dostęp. Położyłem ręce na jego torsie, bo jakimś czasie powoli sunąc nimi od barków do brzucha. Przy każdym mocniejszym przygryzeniu kawałka mojej skóry - bo nie skończyło się na jednej malince - mimowolnie wydawałem z siebie coraz głośniejsze jęki. Czasem nawet zacisnąłem dłoń na jego barku, ale on chyba źle to odbierał, bo w tamtej chwili zaprzestawał czynności. W końcu niechętnie, ale odsunąłem się od niego. Starałem się utrzymać z nim kontakt wzrokowy, ale on cały czas od niego uciekał.

- Wybacz. - powiedział w końcu i odszedł ode mnie, wyraźnie zmieszany. Zdezorientowany podążyłem za nim wzrokiem, widząc, że ewidentnie odpuścił sobie plany na tą salę. - Miałem spotkać się z chłopakami, idziesz ze mną? - zapytał. Wiedziałem, że spotkanie było pierwszą lepszą wymówką, ale się zgodziłem. Nie bacząc na to, czy zielonooki na mnie patrzy czy nie, zrzuciłem z siebie jego koszulkę i założyłem swoją bluzę, której zapach nie podobał mi się już tak jak kiedyś. Wolałem ten jego. Ruszyłem za nim, tym samym opuszczając salę. W ciszy skierowaliśmy się poza budynek, do małego dziedzińca na tyłach akademika. Na miejscu czekała już dwójka chłopaków, siedzących na jakiejś ławie. Rowan natychmiast starał się sprawiać wrażenie bycia w zajebistym humorze, jednak średnio mu to wychodziło. Przywitał się z nimi i usiadł na krześle, co po chwili uczyniłem również ja. Nie skupiałem się na rozmowie reszty, jedynie wpatrywałem się w blondyna. Pewnie było to widać, ale nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Do czasu.

- Huhu, Rowan, to twoje dzieło? - zaśmiał się jeden z nich, wskazując na kilka(naście) malinek na mojej szyi i obojczyku. Ten jedynie wywrócił oczami i prychnął, nie zaszczycając go choćby spojrzeniem.

- Nie Twój interes, czyje. - powiedziałem w końcu, sam nie wierząc, że się na to zdobyłem. Nawet białowłosy spojrzał na mnie zdezorientowany, a potem zaśmiał się pod nosem. Zignorowałem to j kontynuowałem wpatrywanie się w jego bok w ciszy. W końcu nadszedł moment, w którym musiałem przemyśleć, co nas łączy, bo napewno łączy i tego nie da się zaprzeczyć. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że szybko potrafię się zakochać, jednak nie miałem pojęcia, że następuje to aż tak szybko. A może to było zwykłe przywiązanie przez poczucie bezpieczeństwa, którego nikt nigdy mi nie dał. Albo to zwykłe zauroczenie. Był cholernie przystojny i tego odmówić mu nie mogłem. Zastanawiało mnie jeszcze jedno, dlaczego dzisiaj na tej całej sali zareagował w ten sposób? Powinien mnie wyśmiać, gówniarz z wybujałą wyobraźnią, który podnieca się na sam jego widok. Zakończyłem moje namysły i stwierdziłem, że zauroczenie czy nie, nie da się przy nim usiedzieć spokojnie. Nie zważając na to, że przeszkadzam mu w połowie zdania, szarpnąłem go za rękę i pociągnąłem w stronę jego pokoju. Nie było to łatwe do momentu, w którym sam nie zaczął dotrzymywać mi kroku, czyli dopóki nie zniknęliśmy w korytarzach akademika. Był wyraźnie zdezorientowany po raz kolejny tego dnia, jednak ja nie miałem zamiaru tłumaczyć się na korytarzu. Wciągnąłem go do jego pokoju, zatrzaskując za nami drzwi. Popchnąłem go lekko na łóżko, dzięki czemu Rowan leżał na nim płasko, dalej nie wiedząc, co się dzieje. Usiadłem okrakiem na jego brzuchu i po chwili wpatrywania się w jego oczy, pocałowałem dosyć agresywnie, czekając na reakcje.



Rowan? 

Od Rowana - cd. Aniena

Nie spodziewałem się tego. Nie spodziewałem, że przypływ emocji popchnie go to takiego czynu. Spojrzałem w dół, wpatrując się jak jego dłonie obejmują mnie w pasie, a policzek opiera się o mój brzuch. Wstrzymałem oddech, próbując nie wdychać jego zapachu, który wzbudzał we mnie sprzeczne uczucia, czułem, że nie może się to dobrze zakończyć. Wiedziałem, że coś do niego czuję, coś czego nie potrafiłem zrozumieć, lecz czułem, że to uczucie było niczym zakazany owoc. Nie tylko ze względu na różność naszych ras, lecz przez poglądy mojej. Lecz jego czyny jak i słowa, uruchomiły w moim umyśle coś czego się nie spodziewałem - czułem potrzebę bronienia i chronienia go, pilnowana by czuł się bezpieczny i szczęśliwy przebywając ze mną. Czyżby stało się to czego się obawiałem?
- Wiem, że było ciepło - mruknąłem, próbując na niego nie patrzeć. - W końcu adrenalina rozgrzewa ciało.
Wiedziałem, że nie o to mu chodziło, lecz nie chciałem pokazać po sobie, że jego słowa wywołały we mnie jakąkolwiek reakcję, myślę, że było na to za wcześnie. Gdybym zaakceptował swój instynkt, mogłoby nie skończyć się to dla niego pozytywnie. Spojrzał na mnie, odsuwając się na kilka centymetrów, by móc spojrzeć na moją twarz. Unikałem jego wzroku jak mogłem, jedyne co mi pozostało było podniesienie się z łóżka.
- Chodź, pokażę ci coś - mruknąłem i wyjąłem z szafki jedną z mniejszych bluzek. Poczekałem aż się zbierze udając obojętność, lecz rumieniec na jego twarzy doprowadzał mnie do szału - czy to właśnie była więź godowa o której opowiadał mi ojciec? Młody stanął za mną, a po upewnieniu się, że na korytarzu prawie nikogo nie ma, ruszyłem w znanym mi kierunku. Anien szedł obok mnie rozglądają się i oglądając szkołę, jakby chciał zapamiętać z niej każdy detal. Pomimo ładnych korytarzy i obrazów na ścianach, musiałem przyznać, że widok tej wcale nie odzwierciedlał prawdy, nasze pokoje wyglądały jak wyjęte z innego świata, prawie nic w nich nie było, wszystkie ściany były białe jak u służących. 
Otworzyłem z rozmachem wielkie drzwi znajdujące się na końcu długiego pomieszczenia, a moim oczom ukazała mi się dobrze znana arena do ćwiczeń. Rzadko ktoś tutaj przybywał, ponieważ niedawno zbudowano nową oraz bardziej wyposażoną, dlatego ta została opuszczona tylko nieliczni uczniowie przychodzili tu, by popracować indywidualnie nad swoimi zdolnościami. Zamknąłem za nami drzwi na zasuwę, by nikt nam nie wbił do środka i popchnąłem chłopaka na środek areny.
- Trochę się pouczymy, co? - zapytałem i rzuciłem mu koszulkę, którą ściskałem w ręku. Spojrzał na nią zdezorientowany, a ja żeby jeszcze bardziej go nie stresować, odwróciłem się by mógł na spokojnie się przebrać, co zajęło mu dość dłuższą chwilę. Gdy usłyszałem jego chrząknięcie, znów odwróciłem się w jego stronę. Moja koszulka wyglądałaby na nim niczym sukienka, gdyby nie włożył jej za spodnie, co nieco mnie rozśmieszyło musiałem przyznać. 
- Dobrze więc, wiem, że nie jesteś pewnie mistrzem w walce, ale powinieneś kilka ruchów znać, nie zawsze będę przy tobie, dlatego chciałbym mieć świadomość, że obronisz się przynajmniej przed kimkolwiek, by dało ci to czas na ucieczkę. - odparłem, wpatrując się na bronie przyczepione do ściany za jego plecami - Nie wiem jak wygląda twój demon, bo nigdy mi go nie pokazałeś, ale domyślam się, że nie jest on zbyt waleczny. 
Jego kiwnięcie głowy mnie w tym utwierdziło. Westchnąłem drapiąc się po głowie, z różnymi osobami miałem do czynienia, ale nigdy nie uczyłem świeżaków, wszyscy którzy podczas pobytu z ojcem znajdowali się wokół mnie, byli przeszkolonymi, doświadczonymi żołnierzami, którzy lata treningu mieli dawno za sobą. Wzrokiem omiotłem jego sylwetkę stwierdzając niestety, że z przeciwnikiem mojej wielkości sobie nie poradzi, czy ćwiczenia siłowe byłyby dobrym pomysłem?
- Trzeba popracować nad twoimi mięśniami - palcem wskazałem jego ręce i tors. - Z tym nie będzie problemu, bo jak wiem to Twoja rasa wykazuje szybkie rezultaty w treningach. 
Podniósł brew, tym razem to on wpatrywał się we mnie, gdy poszedłem po maty, by nie musiał ćwiczyć centralnie na piasku. 
- Nie wyglądasz na zbyt umięśnionego, tylko na dobrze zbudowanego - wypuściłem tkaninę na ziemię, gdy z jego ust padły te słowa. Zapadła cisza, podczas której zastanawiałem się czy naprawdę to powiedział, ale to się stało. Uśmiechnąłem się zawadiacko i chwyciłem rąbki koszuli, zaraz pociągając do góry. Gdy pozbyłem się górnego odzienia, rzuciłem je w na bok, nie zwracając uwagi gdzie spadło.
- To będziesz miał okazję dobrze się przypatrzeć - na jego policzkach znów zakwitł rumieniec. - Ćwiczyłeś cokolwiek sam? - zapytałem, rozkładając maty obok siebie, lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Ze zmarszczonymi brwiami obejrzałem się szybko w jego stronę, martwiąc się, że coś się stało, ale gdy zobaczyłem jego wzrok wbity w moją osobę i stan w jakim się znajdował, sprawił, że moje źrenice się zwęziły a umysł powoli zaczął przejmować kontrolę nad ciałem. Zamknąłem oczy, kilkoma głębszymi wdechami się uspokajając, nie chciałem by przestraszył się mojej dzikiej części natury. Lecz pomimo tego w ciągu sekundy znalazłem się obok niego, nachylony na tyle, by moje usta były na wysokości jego głowy. Jego puls przyśpieszył, czułem jego szybszy oddech i mocniejsze bicie serca doskonale, znajdowałem się tak blisko, jego oddech muskał mój obojczyk. Nie wiedziałem co mną kierowało, gdy zniżyłem głowę jeszcze bardziej i wbiłem delikatnie kły w jego szyję, lekko zasysając skórę. Z jego ust wyszedł niezidentyfikowany dźwięk, podczas gdy ja przyciągnąłem go do siebie, nie zaprzestając pieszczot, włączając do nich język.

Anien?

czwartek, 4 czerwca 2020

Od Aniena cd. Rowana

- Mógłbyś zapleść mi włosy? - spytał nagle, czego maksymalnie się nie spodziewałem. Właściwie była to nietypowa prośba, na którą mimo wszystko przystałem. Chłopak usiadł na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Ja zaś usiadłem na nim w ten sposób, że głowa blondyna znajdowała się pomiędzy moimi nogami. Podał mi grzebień, a ja delikatnie zacząłem rozczesywać jego jasne i długie włosy, co spotkało się z cichym pomrukiem zadowolenia. Zignorowałem to, jednak Rowan po chwili zamknął oczy i oparł głowę o moje udo, przez co, znając życie, po raz kolejny się zaczerwieniłem. Miałem nadzieję, że chłopak nie otworzy zaraz oczu i nie zacznie ze mnie kpić z tego powodu. Jakoś chciałem wypaść dobrze w jego oczach, nie miałem pojęcia, dlaczego. Możesz nie chciałem, żeby miał mnie za aż tak wstydliwego jaki jestem? Zapewne tak. Nie przewidywałem sytuacji, w której ponownie się zakochałem. Po jakimś czasie zaprzestałem czynność, dzięki czemu Rowan podniósł głowę z moich nóg i wstał z podłogi. Po raz kolejny był dużo wyższy ode mnie. Cóż, chociaż przez chwilę mogłem spojrzeć na niego z góry, w dosłownym znaczeniu. Podałem mu grzebień i uśmiechnąłem się, z nadzieją, że zaczerwienienie opuściło moją twarz. Przez chwilę panowała cisza, podczas której błądziłem wzrokiem po pokoju, unikając kontaktu wzrokowego z chłopakiem. Wtedy czułem się jakoś inaczej i mimo, że to było z całą pewnością przyjemne uczucie, to nie chciałem przeżywać go jeszcze raz, a potem jeszcze raz. Można było tonąć w tych jego oczach, z czego pewnie nie zdawał sobie sprawy. Już miałem pytać, skąd ma tyle sztyletów i po co mu one, kiedy do pokoju wparowała białowłosa dziewczyna. Najprawdopodobniej współlokatorka Rowana, jednak pewności nie miałem. Nawet gdybym miał, to mój próg odwagi i chęci do rozmowy z innymi został przekroczony. Nie odezwałem się do niej choćby słowem. Chociaż chciałem, bo trochę nie podobało mi się to, że tak tu wparowała, ani be, ani me, ani pocałuj mnie w dupę. Wyraźnie zirytowana dziewczyna weszła i rozejrzała się po pokoju, a gdy ujrzała mnie, przez chwilę była w szoku, a potem uśmiechnęła się do Rowana.
- Przeszkadzam wam w czymś? - spytała, spoglądając to na mnie, to na chłopaka. Ja zaś na krótką chwilę spojrzałem mu w oczy, dając do zrozumienia, że nie odpowiem jej na pytanie bo nie chce, na co ten zaśmiał się pod nosem.
- Co najwyżej w czesaniu włosów. - odpowiedział, wywracając oczami, po czym usiadł obok mnie i lekko potargał mi włosy, co trochę mnie zdziwiło. Ale to było o dziwo przyjemne, więc nic nie powiedziałem. Dziewczyna przedstawiła mi się i wyszła z pokoju, dalej dając nam do zrozumienia, że nie przyjdzie tu przez najbliższe dwie godziny, więc możemy robić co chcemy, pod każdym kontekstem.
- Kto to był? - wypaliłem bez zastanowienia, dopiero po chwili orientując się, że w sumie nie powinienem pytać o takie rzeczy.
- Współlokatorka. - odpowiedział, a ja skinąłem głową. Czyli moje przypuszczenia były słuszne. Po kilku sekundach spytałem o te nieszczęsne sztylety, które w sumie nawet mnie zainteresowały. A właściwie, po co mu ich tak dużo. Na początku Rowan zdziwił się, że o nie pytam, jednak potem opowiedział po krótce o każdym z nich. A początku uważnie go słuchałem, jednak potem stwierdzilem, że ciekawszym dla mnie zajęciem będzie skanowanie go wzrokiem bez końca, czasem zapatrzenien się na oczy czy tors. On najwidoczniej to zauważył, bo w połowie zdania przerwał i zaśmiał się.
- Słuchasz mnie jeszcze w ogóle?
- Słucham. - odpowiedziałem, na co ten tylko pokręcił głową i usiadł bliżej mnie. Znowu poczułem to ciepło, co w nocy, w tawernie. - wiesz, w-wstyd przyznać - znowu zacząłem się jąkać. - ale wtedy, w-w-w t-tawernie, było tak c-cieplutkooo. - wydusiłem z siebie, a po chwili stwierdzając, że nie mam nic do stracenia, przykleiłem się do chłopaka, mrucząc coś pod nosem. Że też pluszowy miś nie dawał tyle ciepła i frajdy z przytulania, co on.

Rowan? 

Od Rowana cd Aniena

Jeszcze przez dłuższy moment wpatrywałem się w miejsce, w którym Anien zniknął mi z oczu. Nie chciałem wracać do siebie, coś z niewiadomych mi przyczyn kazało stać w tym miejscu, pomimo tego wiedziałem, że już dzisiaj go nie zobaczę. Lecz to narastające, im więcej czasu z nim spędzam, uczucie nie dawało mi spokoju. Jednak po chwili zmusiłem się do odwrócenia i powrotu do Akademii - nasz dyrektor nie lubił spędzania czasu nocnego poza jej murami. 
Droga minęła mi nad wyraz szybko, strażnicy znali już moją twarz, dlatego też bez żadnych problemów wpuścili mnie do środka. Carmen oczywiście w pokoju nie było, co wcale mnie nie zdziwiło, często gdzieś znikała i pojawiała się dopiero nad ranem co całkowicie mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - było mi to na rękę. Teraz tylko wystarczyło się choć trochę ogarnąć i przygotować na kolejny, jak mniemam, normalny dzień. 


~*~

- Rowan, wstawaj - czyjaś dłoń zaczęła szarpać mnie za ramię, a ja błyskawicznie zerwałem się na nogi, łapiąc jegomościa za gardło. Dopiero po chwili zauważyłem, że chłopak z równoległej klasy, dlatego szybko go puściłem, odgarniając te cholerne włosy do tyłu.
- Dlaczego jesteś w moim pokoju? - warknąłem, nawet nie starając się być miłym. W końcu te pomieszczenie to też moja przestrzeń prywatna, a nienawidziłem, gdy ktoś wchodził w nią bez pozwolenia. Co każdy w szkole wiedział, lecz akurat on był chyba wyjątkiem.
- Zastępca dyrektora zwołał apel - dopiero zauważyłem, że jest dość ciemno, słońce nawet nie zaczęło wschodzić - Chodzi o dzisiejsze zajęcia, tylko tyle się dowiedziałem od nauczyciela, kazał wszystkich zawiadomić, idź na Aulę.
Westchnąłem, ruchem dłoni nakazując mu wyjść. Jeszcze apelu mi brakowało. Po niecałej godzinie, gdy ja także sprowadzałem uczniów na miejsce spotkania, w końcu mogliśmy zacząć to nagłe zgromadzenie. Nieco przygruby mężczyzna stanął na podwyższeniu czekając aż zapadnie cisza. 
- Zwołałem was aby poinformować o dzisiejszych jak i jutrzejszych zajęciach - odparł - Nasz dyrektor wyruszył na bliski front, by jako doskonały żołnierz sprawdzić stan wojsk i pomóc w dopięciu wszystkiego na ostatni guzik, dlatego zajęcia dzisiejsze zostają odwołane. - wśród tłumu usłyszeć można było pomruki zadowolenia - Jednakże zajęcia dnia jutrzejszego się odbędą, jednak nie wszystkie lekcje zostaną zrealizowane, dzisiaj wieczorem każdy z was dostanie harmonogram. A teraz możecie się rozejść.
Naprawdę wstałem i przyszedłem tutaj tak szybko tylko po to, aby dowiedzieć się, że zajęć nie ma i w sumie mogłem spać do południa? Warknąłem pod nosem i szybkim krokiem skierowałem się w drogę powrotną do mojego pokoju. Nie zwracałem uwagi na wołania moich znajomych, którzy pewnie znów chcieli gdzieś wychodzić. Nagle poczułem uścisk na lewym ramieniu i gdy już miałem się odwinąć by strząsnąć dłoń gościa, zauważyłem wyszczerzoną japę Jaxsona. 
- A ty gdzie tak pędzisz? - zapytał, ciągnąc mnie na opuszczony plac, gdzie prawie nikogo nie było, większość uczniów od razu ruszyło na miasto, szukać zapewne przygód. 
- Coś czuję, że cały dzisiejszy dzień spędzę na treningu - mruknąłem niezbyt głośno.
- A gdzie ty wczoraj zniknąłeś, myśleliśmy, że cię gdzieś wcięło!
Zastanowiłem się chwilę nad odpowiedzią, nie wiedząc czy powiedzieć mu całą prawdę.
- Zasiedziałem się w tawernie i tyle, nic ciekawego.
Kiwnął głową, a potem zaczął opowiadać co działo się podczas ich powrotu do szkoły, oni również natknęli się na patrol, co nieco dało mi do myślenia. Gwardia coraz częściej przeczesywała drogi miasta, co musiało się z czymś wiązać. Wtem w tłumie spostrzegłem kogoś kogo obecność wręcz mnie zatkała. Anien z każdym krokiem zbliżał do nas coraz bliżej, ściskając w dłoni mój płaszcz. Po chwili podał mi go, nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
- Nie musiałeś go przynosić aż tutaj, wpadłbym po niego przy okazji - mój przyjaciel spojrzał na mnie z podniesioną brwią, lecz starałem się nie zwracać na to uwagi, jeszcze zacznie sypać jakimiś dziwnymi tekstami, jak to ma w zwyczaju. Po chwili ulotnił się, jako wymówkę tłumacząc, że słyszał jak ktoś go woła. Cóż, nie będę go przecież zatrzymywał. 
Zabrałem z rąk chłopaka przedmiot, przewieszając go sobie przez ramię. Wiedziałem, że nie wiedział co ze sobą począć, dlatego też odwróciłem go tyłem do siebie i zacząłem prowadzić w stronę swojego pokoju, bojąc się, że w drodze powrotnej coś mu się stanie - osoby z Ardem uwielbiały bijatyki, a teraz pełno tych dzikusów znajdowało się na zewnątrz szkoły. Anien nie protestował kiedy prowadziłem go po korytarzach, robiąc przejście tak by nikt go nie potrącił. Po kilku chwilach znaleźliśmy się w pomieszczeniu, pozwoliłem wejść mu pierwszemu, po cichu zamykając za sobą drzwi. Bardzo ucieszyło mnie to, że pomyślałem by wcześniej pościelić łóżko, zazwyczaj wyglądało jakbym dopiero co wstał, ale mojej współlokatorce jak do tej pory to nie przeszkadzało. Podczas gdy on ostrożnie oglądał mój pokój, a jego wzrok przeniósł się na moją kolekcję sztyletów, ogarnął mnie dość dziwny pomysł. Chwyciłem za grzebień znajdujący się na szafce i wyciągnąłem dłoń w stronę gościa.
- Mógłbyś zapleść mi włosy? - zapytałem, co nieco zbiło go z tropu, lecz powoli kiwnął głową. Usiadłem na Ziemi, plecami opierając się o łózko, natomiast on usiadł na nim tak, że moja głowa znajdowała się między jego nogami. Podałem mu przedmiot i poczułem błogie uczucie, gdy zaczął czesać moje włosy. Oparłem głowę o jego udo, przymykając oczy.

Anien?



środa, 27 maja 2020

Od Aniena cd. Rowana

- Dlaczego stanąłeś w mojej o-obronie? - spytałem i stanąłem przed chłopakiem, patrząc mu w oczy. Ten jedynie zdjął z siebie płaszcz i narzucił na moje ramiona, zapinając na o wiele więcej guzików, niż sobie. Szliśmy dalej, a ja oczekiwałem na odpowiedź.
- Bo kiedyś się tak nie zachowałem i poniosłem tego konsekwencje. Kiedyś się wycofałem i obiecałem sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu i będę chronić słabszych i osoby, które nawet w najmniejszym stopniu do mojego grona. Ale nadal pozostanie tobmoją tajemnicą, Aniele. - powiedział dosyć powoli i zanim zdążyłem spostrzec, byliśmy tuż przed schodami do akademika Sarlok. Chwilę przed nim staliśmy, aż w końcu mruknąłem coś na pożegnanie i zacząłem wlec się po schodach na górę. Nie odwracałem się za siebie by sprawdzić, czy zielonooki dalej tam stoi, byłem zbyt zmęczony na takie rzeczy. Mimo, że wcześniej spałem. W ogóle nie na rękę było mi wracać po nocy, gdzieś z tyłu głowy obawiałem się, że będą przez to kłopoty. I jeszcze te typy...posrana akcja, nie chciałem nigdy więcej tam iść. Chyba, że ktoś zapewniłby mnie, że ich tam nie spotkam po raz kolejny. Nie były to przeżycia, które byłyby idealne do wspominania przy obiadku z rodziną, w ogóle były nic nie warte, najchętniej wyrzuciłbym je z mojej głowy, tak samo jak Rowana. A dlaczego? Jest kolejną, wręcz nieznajomą mi osobą, której zaufałem zbyt szybko. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że ja już w tej chwili, wchodząc po niekończących się schodach w jakiś sposób za nim tęskniłem, czułem się tak...pusto. Przy nim przynajmniej się coś działo. Potknąłem się o schodek i o mało nie wywróciłem, kląc pod nosem. Wtedy również zorientowałem się, że w dalszym ciągu mam na sobie narzutkę blondyna. Przez chwilę pomyślałem, żeby może zbiec na dół z nadzieją, że jeszcze go tam zastanę i ją oddać, ale dosyć szybko porzuciłem ten pomysł. Gdybym miał jeszcze raz się tu wczołgiwać, chyba bym zwariował. Po chwili spostrzegłem, że do mojego wygodnego łóżka zostało naprawdę niedaleko i na samą tę myśl, przyspieszyłem tempo. Szybko znalazłem się w moim pokoju, w którym zastałem jeszcze nie śpiącą Lyannę.
- Gdzie się włóczyłeś? - spytała ze stoickim spokojem, widząc mnie w drzwiach.
- Nie w-w-ważne. - wyszeptałem i wszedłem do środka. Płaszcz Rowana rzuciłem na jakiś fotel i bez większych ceregieli opadłem na łóżko. Zasnąłem wręcz natychmiast, nawet nie sprawdzając, czy mam przy sobie misia.
Robi się ciekawie. 

***

Obudziłem się dosyć późno jak na mnie i w ogóle obudziłem się późno, na dodatek z niechęcią do podniesienia tłustego tyłka z łóżka. Jednak w końcu to zrobiłem, ogarnąłem się i usiadłem w fotelu, czując, jak plecami zrzucam jakieś ubranie. Westchnąłem i wstałem z siedzenia, zaglądając za jego oparcie. Ku memu początkowemu zdziwieniu ukazał się płaszcz, nie mój. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że to przecież Rowana i dzisiaj miałem mu to oddać. Znaczy, on nic takiego nie mówił, ale ja miałem potrzebę zwrócić odzienie. Po chwili rozmyślań, czy to aby napewno dobry pomysł, wziąłem ten kawałek materiału i wyszedłem z pokoju, kierując się do tych kilometrowych schodów, które kilka godzin temu strasznie mi wadziły. Oczywiście, łatwiej jest schodzić niż wchodzić, więc poszło mi to zdecydowanie sprawniej, a przynajmniej tak mi się wydawało. Po opuszczeniu murów, udałem się do Ardem - nie miałem zamiaru czekać na zbawienie i może jego magiczne pojawienie się gdzieś po drodze, po prostu tam wejdę, znajdę go, oddam i wyjdę. Oczywiście, tam też stali strażnicy i tam też było multum schodów, które wcale nie wyglądały na przyjazne. Już na korytarzach zakwaterowania akademii wojskowej było można zauważyć spory tłok. Może coś się stało? Szybko porzuciłem rozmyślania na ten temat, widząc z oddali mój cel przybycia w te skromne progi. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę Rowana, nie chcąc, aby przypadkiem zaczął iść w innym kierunku. Jeśli go zgubię to będzie po mnie. Na szczęście stał w tym samym miejscu, rozmawiając z kimś. Podszedłem do niego j odchrząknąłem.
- Oddaję. - wyciągnąłem rękę z zarzuconym na nią płaszczem, delikatnie się uśmiechając.

Rowan? 

piątek, 15 maja 2020

Od Aniena cd. Rowana

Zacząłem się przebudzać, co nie bardzo było mi na rękę, bo dobrze mi się spało. Co prawda niechętnie, ale otworzyłem oczy, szukając wzrokiem misia gdzieś obok mnie. Jednak nigdzie go nie było, nie było mojego łóżka, mojego pokoju i Akademii - tylko twarz blondyna, kilka milimetrów od mojej. Byłem nawet bardzo zdziwiony, co ja w ogóle robiłem u niego na rękach. Czyżbym jednak zasnął? Chwilę wpatrywałem się w twarz chłopaka, a potem - po raz kolejny już tego wieczora - oblałem się rumieńcem. Odstawił mnie na ziemię, a ja tylko nieporadnie odgarnąłem włosy z twarzy, które i tak na nią opadały. Chłopak zaplótł ręce na klatce piersiowej i czekał, aż coś powiem. Ja z kolei zastanawiałem się, co mam ze sobą zrobić, było mi głupio że musiał mnie w ogóle gdzieś nieść i że na nim usnąłem. Ale było mi tak ciepło, co mogłem zrobić?
- Przepraszam. - wydusiłem w końcu, a ten tylko zaśmiał się pod nosem. Czy jego to naprawdę bawiło? - mooożemy wracać? - zapytałem, mając nadzieję, że temat mojego klejenia się do jego ręki będzie zamknięty.
- A nie uśniesz mi po drodze? - spytał, a ja trochę się wkurzyłem. Wywróciłem oczami i zszedłem po schodach, nawet nie wiedząc, gdzie. Najwyraźniej, będąc zezłoszczony wyglądałem jeszcze śmieszniej, ale w tamtej chwili miałem to gdzieś. Nie oglądając się za chłopakiem wyszedłem z tawerny, ale przed nią spotkałem tych typów, więc zatrzymałem się w półkroku. Kiedy mnie zauważyli i chcieli podejść, szybko odwróciłem się z powrotem do drzwi lokalu, jednak okazało się, że Rowan stał bezpośrednio za mną, więc odbiłem się głową o jego klatkę piersiową, prawie upadając.
Z nieba mi spadasz.
- Wy jeszcze tutaj? - warknął, a tamci zaczęli coś bełkotać. Niewiele z tego zrozumiałem, jedynie trochę przekleństw, wyzwisk i coś o tym, że mogą być gdzie chcą i robić co chcą. Zielonookiemu wyraźnie skoczyło ciśnienie, ale jeszcze stał w miejscu, spoglądając to na mnie, to na tych alkoholików. Naprawdę miałem nadzieję, że to skończy się na tym etapie co teraz i spokojnie wrócę do siebie, zasnę i będę miał wszystko gdzieś. Jednak to byłoby zbyt piękne, ten sam mężczyzna, który wcześniej macał mnie po plecach, co dalej trochę mnie bawiło i przerażało, podszedł do mnie i zaczął coś brzęczeć, czy się z nim prześpię. Odsunąłem się od niego, chowając za Rowana.
- Nie, nie będę się z nikim p-pieprzył. - powiedziałem, mając nadzieję, że to wystarczy. Po raz kolejny przekonałem się o poprawności słów "nadzieja matką głupich". Byłoby zbyt pięknie,gdyby to skończyło się spokojnie. Odkleiłem się od pleców blondyna, stając przed nim - i tym samym tyłem do tamtych pijaków. - chodźmy stąd. - powiedziałem błagalnie i zesztywniałem, kiedy ten zboczeniec zaczął się do mnie kleić. Nie wiedziałem, co robić, ale Rowan szybko "usunął" jego ręce ze mnie i przyłożył w twarz. 
- Zapomniałeś, co mówiłem wcześniej? Cudzych partnerów nie dotyka się bez pozwolenia, biorąc kolejny zamach. Wtedy postanowiłem coś zrobić, przecież oboje będziemy mieli przez to kłopoty. Niepewnie szarpnąłem go za rękaw, a kiedy się odwrócił i na mnie spojrzał, błagalnie spojrzałem mu w oczy.
- Zostaw ich, proszę, chodźmy stąd, będziemy mieć kłopoty. - powiedziałem, licząc, że chociaż to na niego podziała i po raz kolejny odpuści. 

Rowan? Długość zawrotna, wiem

czwartek, 14 maja 2020

Od Rowana cd. Aniena

Byłem wkurzony to prawda. Ale kto by nie był na moim miejscu. Człowiek w biały dzień, w miejscu pozwala na obmacywanie zupełnie obcej dla siebie osoby. Gdyby nie ja, a Anien był tu sam różnie by się mogło to skończyć. Znałem go krótka chwilę, lecz wiedziałem, że czasem nie umiał powiedzieć "nie", co tyczyło się też przypadku ze mną. Chociaż nie dziwiłem mu się, przez swoją budowę ciała pewnie nikt nie brał go na poważnie, dlatego wolał robić uniki i kulić ogon pod siebie, co w zupełności rozumiałem. Czułem, że mi się przygląda, podczas gdy próbowałem zatracić się w rozmowie z chłopakami, nie zwracając uwagi na otoczenie. Temat jak mogło się spodziewać od razu spadł na nauczycieli i ich metody treningu. Cała nasza trójka miała inne zapotrzebowanie co do nich oraz mieliśmy inne zdanie co do tego jak trening powinien wyglądać. Mój kubeł już od dawna był pusty, a ramię dziwnie wbijało się w ciało. Spojrzałem w bok, a moje źrenice się zmniejszyły. Czy on...
- Czy on śpi? - Jaxson wpatrywał się w Aniena, który jakby nigdy nic zasnął sobie na moim ramieniu. Czy ten dzieciak naprawdę nigdy nie czuł zagrożenia? Mógłbym go teraz gdzieś wywieźć i tyle.
- Najwyraźniej tak - mruknąłem, powoli zabierając ramię spod jego głowy. Nawet na ten ruch się nie wybudził, dalej drzemiąc w najlepsze. Czyżby była to jedna z osób, która lubiła wcześniej iść spać? Jego głowa spadła na mój bok, a włosy opadły na jego twarz.
- Teraz zostałeś niańką, gratuluję - Patch oczywiście nie mógł nie skorzystać z takiego momentu - Odkąd syn generała bawi się w zajmowanie się dziećmi?
Nie odpowiedziałem mu, zajęty wpatrywaniem się w Aniena. Nie chciałem go budzić, ale wiedziałem, że powinniśmy się powoli zbierać, była już późna godzina nawet jak na nas - pomimo dwóch dni weekendu, zaczynających się od jutra.
- Idźcie, później was dogonię - mruknąłem, nawet nie zaszczycając ich spojrzeniem, gdy wyszykowali się do wyjścia i ruszyli do szkoły, wcześniej płacąc rachunek. Zostałem sam z tym śpiącym malcem, które za cholere nie chciał się obudzić. Czy Patch miał rację i zostałem jego niańką? Westchnąłem, widząc ruch po swojej lewej stronie, kelnerka podeszła by posprzątać po moich przyjaciołach.
- Można wynająć u was pokój? - zapytałem spontanicznie, sam siebie zaskakując. Kobieta spojrzała na mnie, układając kubki na tacy i przecierając stół ścierką.
- Tak, ale z tym to do właściciela, zaraz go poproszę - no i na tym rozmowa się skończyła. Nie minęło zbyt długo, gdy zjawił się obok nas dość niski mężczyzna, pewnie właściciel całego tego interesu. Uśmiechnął się delikatnie, siadając naprzeciw mnie.
- Pokój Pan chciał wynająć, tak?
- Tak, na jedną noc - wskazałem dłonią na elfa
Mężczyzna chyba źle mnie zrozumiał co zauważyłem po jego dziwnym uśmiechu. Wyjął z kieszeni pęk kluczy, od razu jeden z nich odpinając i dając mi.
- Płacisz jutro całość, jak tylko będziecie opuszczać lokal - puścił mi oczko i tyle go widziałem. Wzruszyłem delikatnie ramionami, zgarniając kluczyk i chłopaka, powoli go podnosząc. Zapewne dziwne musiało to wyglądać - barczysty, wysoki fae, który niósł taką kruszynę w ramionach. Zaśmiałem się na samą myśl, w kilku krokach przeskakując schody. Znalazłem dane drzwi i zacząłem grzebać w kieszeni jedną ręką by wydobyć kluczyć. Starałem się zbyt nie oddychać, ponieważ twarz chłopca znajdowała się blisko mojej, nie chciałem go obudzić przez przypadek. Jednakże jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem jego otwarte oczy milimetr od moich, gdy tylko udało mi się znaleźć nieszczęsny przedmiot.

Anien? 

Od Aniena cd. Rowana

- Idziemy do tawerny - odpowiedział jakiś chłopak znienacka, przez co trochę się wystraszyłem. Rowan warknął na niego, co wydało mi się dosyć dziwne, ale tego nie skomentowałem. Ten tylko, równie zdziwiony co ja, cofnął się o pół kroku. - Chodźmy już. - dodał po chwili. Bez dalszego przeciągania ruszyliśmy do wyznaczonego celu. Po drodze trochę rozmawialiśmy, jeśli można to tak nazwać. Oni rozmawiali, a ja po prostu szedłem obok nich, co jakiś czas wtrącając coś od siebie. Trochę zdziwiłem się, widząc reakcję ludzi na ich widok. Co takiego zrobili, że wszyscy patrzyli na nich tak, jakby co najmniej wymordowali połowę miasta?
- Jak będziemy w środku, to trzymasz się mnie, zrozumiano? - rzucił Rowan, odwracając się w moją stronę. - Możesz nawet powiedzieć, że jestem twoim bratem, chłopakiem, jeśli ktoś będzie Cię zaczepiał. Ale najważniejsza zasada brzmi - kucnął przy mnie, przez co poczułem się trochę niezręcznie - nie bierzesz nic do jedzenia, czego my nie jemy. Niektórzy tutaj chętnie by cię przelecieli, nawet bez twojej zgody. - pokiwałem głową, na znak, że rozumiem, ale trochę bałem się, czy aby na pewno chcę tam wejść. W sumie poczułem się trochę, bezpiecznie? Coś na kształt takiego ciepła, opieki ze strony drugiej osoby. Może nie powinienem się ich bać, a w szczególności Rowana? Po tym, jak chłopak upewnił się, że na pewno wiem, co mi wolno a czego nie - co brzmiało dosyć dziwnie, zważając na długość naszej "znajomości" - weszliśmy do środka. Zapach piwa od razu uderzył dużą falą, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. To, że nie szlajam się na co dzień po takich miejscach, nie znaczy, że tego typu zapachy mi przeszkadzają. Ale raczej nie miałem zamiaru dzisiaj pić. Dosyć szybko znaleźliśmy jeden, wolny stolik, przy którym usiedliśmy. Wybrałem chyba dosyć bezpieczne miejsce siedzące - między ścianą i chłopakiem, którego dalej trochę się boję, ale i tak mniej niż wcześniej. Jeden z jego kupli zaczął pytać, co ma zamówić.
- A ty coś chcesz? - zapytał mnie Rowan, a ja przypomniałem sobie moje wcześniejsze postanowienie.
- W-wody. - mruknąłem. Blondyn zmarszczył brwi, ale po chwili po prostu westchnął i powtórzył moje słowa. Tamten udał się do baru, a my w ciszy czekaliśmy na jego powrót, który nastąpił dosyć szybko. Alkohole powoli znikały, a ja siedząc i popijając super wodę słuchałem ich rozmowy. Po jakimś czasie zaczęli zadawać mi jakieś pytania, próbując zachęcić do rozmowy. Może to, co ode mnie usłyszeli to było dla nich mało, ale wyduszenie ze mnie przez obcych kilku, dosyć rozwiniętych zdań, było wyczynem. W sumie zacząłem czuć się trochę, ale tylko trochę, swobodniej w ich towarzystwie, ale i tak byłem dosyć spięty. W pewnym momencie, do lokalu wstąpiło czterech naprutych typów, ledwo trzymających się na własnych nogach. Nie zwracałem na nich większej uwagi, tak samo z resztą jak moi towarzysze, jeśli można było to tak nazwać. Usiedli centralnie za nami, przez co ich krzyki utrudniały rozmowę. Jednak wystarczało mi to, że słyszałem co mówi Rowan, Jaxon i Patch - jak zdążyłem wydedukować z rozmowy. Jednak dosłownie przez chwilę przestałem oddychać, czując czyjąś rękę na plecach. Nie wiedziałem za bardzo, co mam zrobić, więc po prostu się nie ruszałem, licząc na cud i na to, że ten typ się po prostu odwali, ale blondyn obok mnie najwyraźniej wyczuł moje nagłe spięcie i szybko zareagował. Ścisnął temu typowi nadgarstek, a w całym lokalu zapanowała cisza.
- Nie wiesz, że czyiś partnerów się nie dotyka bez pozwolenia? - rzucił, a ja tylko czułem, jak oblewam się rumieńcem. Najgorsze było to, że nie byłem w stanie tego ukryć, wtedy było jeszcze gorzej. Przysunąłem się bliżej ściany, co dużo nie dało, ale przynajmniej już nikt nie macał mnie po plecach, co i tak było dosyć dziwne.
- Daj spokój. - powiedziałem, nie chcąc, żeby doszło do jakiejś bójki. Wtedy już w ogóle miałbym ochotę stąd uciec, bardziej, niż wtedy rano, w lesie. Rowan spojrzał na mnie wzrokiem, dosłownie mówiącym, że tego nie zostawi. - Proszę. - dodałem po chwili. Blondyn westchnął i odrzucił rękę tego typa. Od razu zrobiło się za nami zdecydowanie ciszej, gadali coś o nas ale nie zwracałem na to uwagi, podobnie jak reszta. Zacząłem się przekonywać do chłopaka. Wychodziło na to, że wcale nie był taki straszny, jak się wydawało. Lepiej dla mnie. Jaxon i Path z powrotem usiedli i mimo, że sytuacja dalej była dosyć napięta, wrócili do rozmowy o jakichś treningach. Ja raczej się nie odzywałem, w końcu, nie chodziłem do Ardem, nie miałem pojęcia jak to tam wygląda, byłem sobie zwykłym elfem. W końcu zapadła niezręczna cisza, było widać, że blondyn siedzący obok mnie był w złym humorze. 
- Dlaczego kazałeś mi przestać? - spytał w końcu, patrząc mi w oczy. 
- Bo nic się nie stało. - powiedziałem o dziwo pewnie i bez zająknięcia.
- Ale mogło. - mruknął pod nosem i dopił alkohol do końca. To było w sumie urocze, że martwił się o nieznajomego dzieciaka, którego widzi drugi raz na oczy. Odkleiłem się od ściany, siadając już wygodniej, tak jak wcześniej, za czym idzie, obok chłopaka. Zaczęło się robić coraz ciemniej, zimniej i później, a ja mimo wcześniejszego, kilkugodzinnego snu, zacząłem robić się śpiący. Nie zamierzałem po sobie tego pokazać, przynajmniej się starałem. Mimo, że w pomieszczeniu było chłodno i teoretycznie nie powinno mnie to usypiać bardziej, siedziałem obok chłopaka, od którego ciepło biło na kilometr i dało się to wyczuć dopiero teraz, kiedy było chłodniej. Nieświadomie przysunąłem się jeszcze bliżej Rowana, lekko się o niego opierając. Spokojnie prowadziłem już bardziej komfortową rozmowę z trójką mężczyzn, ale zacząłem przysypiać. Co chwila starałem się przebudzać, ale ilekroć otworzyłem oczy i starałem się kontaktować, tyle razy głowa opadała mi z powrotem. W końcu było mi zbyt ciepło i przyjemnie na ramieniu chłopaka, a kiedy nie podniosłem głowy dosłownie po dwóch sekundach - usnąłem.

Rowan?

Od Rowana cd. Aniena

Czułem ulgę, że choć tą sprawę udało mi się zakończyć bez rękoczynów. Pomimo strachu w jego oczach, zgodził się na moją propozycję z delikatnym zawachaniem, ale coś - lepsze to niż nic. Dałem mu już spokój i ruszyłem w drogę powrotną do Akademi, widząc, że on również wraca. Jaxson stał przy wejściu, oparty o ścianę, ale wyprostował się od razu na mój widok i podszedł kilka kroków.
- I jak? - zapytał, wyciągając ręce z kieszeni.
- Załatwiłem to, spokojnie.
Kiwnął tylko głową i wkroczył na plac, mijając powoli bramę szkoły. Oczywiście po szedłem za nim, nie miałem jak na razie nic do roboty. Dopiero wieczorem mieliśmy iść do tutajszej tawerny nieco odpocząć i odstresować się.
- Ten dzieciak przez całą drogę tutaj mnie przepraszał - zaśmiał się, patrząc na mnie zza ramienia - Myślałem, że padnie mi tu zaraz na kolana.
Nic nie odpowiedziałem, tylko pokręciłem głową. W co ja się wpakowałem z tamtym maluchem?

~*~

Cała nasza trójka stała pod murami Ardem, oczekując na ostatnią osobę, która miała dojść. 
- Możesz mi powiedzieć na kogo jeszcze, do cholery, czekamy? - Patch patrzył na mnie morderczym wzrokiem, pewnie mając w głowie tą rozkoszną myśl, żeby mi przyłożyć. Nie zwróciłem na jego uwagi, przygryzając wargę, by mu czegoś nie odszczeknąć. Jaxson już o wszystkim wiedział, wytłumaczyłem mu co mogłem już wcześniej, nie krył zdziwienia, ale nie powiedział nic na temat mojego zachowania. Po prostu przyjął spokojnie to co miałem do powiedzenia i tyle. Podczas gdy tamten łaził teraz od drzewa do drzewa, wkurzonym krokiem, zobaczyłem z daleka naszego zagubionego czwartego członka. Znalazła się po chwili obok mnie, pytając po co miał przyjść. Nie mówiłem mu o tym wypadzie wcześniej, ponieważ znając życie, nie przyszedłby.
- Idziemy do tawerny - Jaxson wyrósł zza moich pleców, a ja poczułem jak Anien delikatnie się wzdryga. W środku poczułem coś, co nakazało mi ostrzec warknięciem demona, by nie podchodził bliżej do malucha. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale odsunął się delikatnie. - Chodzimy już. 
I tak też uczyniliśmy. Po drodze gadaliśmy o malo istotnych rzeczach, nie zwracaliśmy uwagi na ludzi wokół, pomimo, że co poniektórzy wręcz pluli nam pod nogi. Nie chcieli nas i siebie w mieście, sądząc, że plugawimy te miejsce, jednocześnie bali się ataku ze strony orków. A nie rozumieli, że gdyby nie my, całe te miasto było by już zniszczone, a nikt nie pozostał by żywy. Ale cóż, to ich wybór. 
- Jak będziemy w środku, to trzymasz się mnie, rozumiano? - odwróciłem się do Aniena. - Możesz nawet powiedzieć, że jestem twoim bratem, chłopakiem, kiedy ktoś będzie cię zaczepiał. Ale najważniejsza zasada brzmi - tutaj podszedłem i ukucnąłem przed nim - Nie bierzesz nic do jedzenia, czego my nie jemy. Niektórzy tutaj chętnie by cię przelecieli, nawet bez twojej zgody. 
Pokiwał kilka razy głową zanim weszliśmy do środka. Do moich nozdrzy od razu dotarł zapach piwa, lecz nie było tu tak źle. Była to jedna z lepszych tawern, więc warunki były w niej o wiele lepsze niż w tych pijańskich miejscach, gdzie śmierdziało szczynami, alkoholem i potem. Znaleźliśmy jeden wolny stolik, od razu zajęliśmy go a Patch wstał czy pójść nam cós zamówić.
- A ty coś chcesz? - zapytałem malucha, siedzącego pomiędzy mną a ścianą.
- W-wodę - wymruczał cicho. 
Zmarszczyłem brwi, ale nie miałem serca namawiać go do czegoś mocniejszego. Powtórzyłem co powiedział chłopakowi a tamten ruszył w stronę baru. Na początku było spokojnie. Popijaliśmy powoli trunki, nawet próbowaliśmy wkręcić do rozmowy Aniena i udało nam się wyciągnąć z niego dłuższe zdania, co muszę przyznać nieco mnie ucieszyło. Ale czułem na swoim ramieniu, że jest spięty. Czy aż tak strasznie wyglądałem? Wten do środka wlazło czterech typków, ledwo trzymających się na nogach. Zrobiło hałas po czym usiedli w ławie centralnie za nami. Nie zwracaliśmy uwagi na ich krzyki, bełkoty i śmiechu, które rozchodziły się po całym lokalu. Lecz kiedy poczułem jak Anien wręcz zastyga w bezruchu a ręką jednego z tych pijaków znajduje się na plecach młodego, mój instynkt wziął górę. W oka mgnieniu chwyciłem go na nadgarstek, zaciskając rękę jak w imadle, minęła dosłowne sekunda, gdy zwiększyłem nacisk, aż ciche i powolne łamanie kości zaczęło wypełniać ciszę wokół nas. 
- Nie wiesz, że czyiś partnerów się nie dotyka bez pozowolenia? - warknąłem, błyskając mu kłami przez twarzą. 
Jaxson i Patch stanęli obok mnie, widząc jak nieporadnie ekipa chciała pomóc swojemu koledze. 

Anien? 

wtorek, 12 maja 2020

Od Aniena cd. Rowana

Kiedy już i tak ledwo wydusiłem z siebie co miałem wydusić, odszedłem od mężczyzny, chcąc jak najszybciej wrócić do swojego pokoju i nie robić kłopotów. Jednak zobaczyłem, że ten z jakichś przyczyn idzie ze mną.
- Jeśli nikomu nie powiesz, co się tutaj wydarzyło, możesz dołączyć do naszej paczki. Zostanę twoim przyjacielem. - powiedział, a ja odwróciłem głowę w jego stronę zdziwiony. Trochę bałem się cokolwiek odpowiedzieć, więc mruknąłem cokolwiek pod nosem, mając nadzieję, że uzna to za jakąkolwiek odpowiedź. Jednak to najwyraźniej nie podziałało. - Więc jak? - ponaglił mnie, a ja szybko musiałem przeanalizować mój wybór. Finalnie postanowiłem się zgodzić, w obawie, że skończę tak samo (albo nawet gorzej).
- Okej. - odpowiedziałem krótko, licząc, że da mi spokój, jednak ten cały czas podążał obok mnie.
- Jestem Rowan. - ponownie uśmiechnął się, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Teraz byłbym prawie pewien, że jest wampirem, gdyby nie jego dosyć ciemna karnacja. Co nie zmienia faktu, że miał całkiem ponętny uśmiech. A ja i tak się go bałem.
- Anien. - odpowiedziałem, również delikatnie się uśmiechając. 
- Przyszedłbyś pod Ardem, jakoś wieczorem, albo nawet jak się ściemni? - zapytał, a ja znowu nie wiedziałem co odpowiedzieć. Przecież tam mogło stać się wszystko, a jednak dalej bałem się odmówić.
- Dobrze, przyjdę. - powiedziałem niepewnie, coraz bardziej chcąc się ulotnić. 
- Super. Do zobaczenia. - machnął ręką i poszedł w swoją stronę. Odetchnąłem z ulgą i wróciłem do swojego pokoju. Nie zwracając uwagi na moje współlokatorki wszedłem do łóżka i postanowiłem uciąć sobie drzemkę, w końcu, skoro miałem przyjść po zmroku, nie wiedziałem, ile będę zmuszony tam siedzieć. 
***
Obudziłem się, kiedy było już ciemno. Zastanawiałem się, jakim cudem przespałem aż tyle, ale postanowiłem porzucić rozmyślanie na ten temat i się ogarnąć. Jakby nie patrzeć, nie pójdę tam wyglądając jak siedem nieszczęść, mimo wszystko. Przebrałem się z mundurku w bluzę i jeansy, ponownie postanowiłem uczesać włosy, które poplątały się we wszystkie możliwe sposoby podczas mojego snu. Znowu naszło mnie na myślenie i rozważanie, tym razem na temat tego, dlaczego tak się stroję. Znaczy, przebranie się z mundurka było rzeczą oczywistą, nie uśmiechało mi się w nim paradować. Ale czemu muszę wyglądać super? Nie wiem. Często tak mam, więc może po prostu mi się zdaje, że to wzięło się tak nagle, znikąd wręcz. Kiedy uznałem, że już wyglądam przyzwoicie, wyszedłem z łazienki i opuściłem pokój. Raczej mi się nie spieszyło, chociaż z drugiej strony nie chciałem tam być później niż on, w obawie o własny tyłek. Przybrałem więc tempo pomiędzy wolnym a szybkim i udałem się w wyznaczone miejsce spotkania, pod Ardem. Zastanawiałem się, czy w ogóle wypuszczą mnie poza mury akademii, ale nikt nie zwrócił na mnie po prostu większej uwagi. Teraz jakoś zwolniłem kroku, rozmyślając, czy aby na pewno tam iść. Byłem jełopem, zgadzając się na tą propozycję. Ale teraz chyba już nie było odwrotu. Tylko pogorszyłbym swoją sytuację, nie przychodząc, podczas gdy obiecałem, że się tam pojawię. Kilka metrów od muru zauważyłem już Rowana i kilku innych mężczyzn. Niepewnie do nich podszedłem, zachowując dystans. Nie zbyt daleki, więc powinno być okej.
- Jestem. - powiedziałem cicho i niepewnie. - Dlaczego miałem tu przyjść? - zwróciłem się do mężczyzny, z którym już wcześniej miałem przyjemność rozmawiać, chociaż to chyba źle dobrane słowo. 

Rowan? Nie jestem z tego zadowolona, ale wena mnie opuściła :c

Od Rowana cd Aniena

Już od rana myślałem, że szlag mnie trafi, wszystko mnie irytowało i denerwowało. Pierwszacy biegali wokół mnie, nie rozumiejąc jeszcze, że niedługo skończy się ich zabawa, a rodzice wysłali ich tutaj nie bez powodu. Jeden z nich najbardziej zalazł mi za skórę - pociągając moje włosy i wrzeszcząc na cały korytarz, że wyglądam jak baba, zrobił niemałe zamieszanie. Wszyscy odwrócili się w moją stronę, widząc jak moją twarz zalewa ten dziwny spokój w takich sytuacjach. Idąc na trening z chłopakami, dokładnie zapamiętałem sobie jego twarz. Później się z nim rozprawię.

~*~

Unik, cios, kolejny unik i podcięcie. Ćwiczyliśmy tą sekwencje już od ponad dwóch godzin, mając już tego dość. Nauczyliśmy się tego wręcz do perfekcji, ale naszemu nauczycielowi nadal było dość - za nisko ręka, za wysokie podcięcie, noga postawiona nie w ty miejscu. Czy on naprawdę myślał, że podczas walki ktokolwiek będzie się zastanawiał nad położeniem swojej dłoni, gdy w stronę jego głowy będzie szybował miecz, obiecując niechybną śmierć? Zrobiłem kilka podskoków w miejscu, czekając aż mistrz wytłumaczy parze obok co robi źle. 
- W takim tempie to nigdy nie skończymy tej szkoły - mruknął w moją stronę Jaxson, mrużąc oczy - Oprócz indywidualnych zajęć, nie możemy nawet użyć swoich mocy, po tym co ostatnio się stało.
Ano, stało się. Dwóch nienawidzących się uczniów z równoległej klasy zaczęło bijatykę na moce, nie reagując na prośby o zaprzestanie tej czynności. I skończyło się na tym, że wszyscy nauczyciele postanowili pokazać nam, że prawdziwa walka to nie tylko moc i walka na miecze, lecz nie czułem potrzeby ich słuchania, sam doskonale to wiedziałem. Już od dawna, nie raz brałem udział w miejskich pojedynkach na gołe pięści, które przynosiły duży dochód. Nie raz po nich musiałem się łatać, przez to przyległa do mnie ksywa Patch. Ale cóż, czego się nie robi dla treningu i satysfakcji z wygranej?
Ojciec wysłał mnie do tej szkoły, chcąc bym nauczył się różnych form walk, fae walczą dziko, nie zważając na swoje obrażenia, do momentu aż nie zabiją każdego na swojej drodze. Natomiast tutaj nauczyciele kazali szukać nam równowagi pomiędzy spokojem a walką, co muszę przyznać, zafascynowało mnie, powietrze drzemiące w moim środku nie zawsze się do tego nadawało, ale już dawno nauczyłem się nad nim panować. 
- Cóż, to tylko do końca tego semestru - odparłem, splatając ręce na klatce piersiowej - W drugim będziemy mieli sparingi z innymi klasami, nie zapominaj o tym.
- Jak mógłbym zapomnieć, w końcu będę mógł ich legalnie pobić.
Uśmiechnąłem się do demona, podczas gdy mistrz informował nas o zakończonych zajęciach. Posprzątaliśmy po sobie, dziękując za trening i ruszyliśmy każdy w inne miejsce. Wraz z Jaxsonem postanowiliśmy, że trzeba pokazać jednej osobie, że tutaj nikt nie będzie go bronił, podczas gdy będzie skakał do starszych. 
Znaleźliśmy go na łące niedaleko szkoły, ganiał z patykiem, udając walkę z niewidzialnym wrogiem. Podniosłem brew, wpatrując się przez chwilę w jego ruchy. Brak koordynacji oraz choć podstawowych umiejętności, wyglądał jak panicz z zamku, którego ojciec zapragnął mieć syna wojownika. W oka mgnieniu znalazłem się obok niego, łokciem wgniatając jego szyję w drzewo. W jego oczach błysnęła groza, gdy mnie rozpoznał. Nie chciałem zrobić mu krzywdy, nie miałem w tym żadnego interesu, lecz nastraszenie go mogło przynieść pozytywne skutki w przyszłości zarówno dla mnie jak i dla niego. Podczas tłumaczenia mu zasad panujących w tej szkole, usłyszałem cichy szmer obok nas. Puściłem dzieciaka i zrobiłem dosłownie dwa kroki, zauważając niechcianego intruza. Młody elf spojrzał na mnie z dołu, odkładając na bok książkę.
- Szukasz kłopotów, dzieciaku? - wymruczałem, zakładając maskę obojętności. Mój przyjaciel wraz z pierwszakiem gdzieś się zmyli, nawet nie zwróciłem na to uwagi. 
- Nie, byłem tu wcześniej niż ty, ale mogę sobie pójść - wyjąkał dość cicho, zbierając się do jak najszybszego odejścia. Ale jedna rzecz mnie zmartwiła. Wyglądał jak jeden z tych dobrze uczących się uczniów, których nauczyciele wręcz ubóstwiają. Czy byłby zdolny powiedzieć im co się tutaj wydarzyło? Mając na dzisiaj już dość przemocy wobec, młodszych, wykrzywiłem usta w uśmiechu, by jeszcze bardziej go nie wystraszyć i ruszyłem powoli w jego stronę.
- Jeśli nikomu nie powiesz co się tutaj wydarzyło, możesz dołączyć do naszej paczki - mruknąłem, nawet na niego nie patrząc, doskonale wręcz wyczuwałem jego zdziwienie - Zostanę twoim przyjacielem.
Nie wiedziałem, dlaczego to zaproponowałem. Może być pierwszą istotą, która tak bardzo wpłynęła na mój umysł, a nie chciałem by na jego śnieżnobiałej skórze, pojawiły się jakiekolwiek siniaki. I poczułem też coś dziwnego w swoim wnętrzu, jakby mój umysł i organizm próbowały zmusić mnie do chronienia go. Potrząsnąłem głową, warcząc w przypływie irytacji. Co się ze mną dzieje?
- Więc jak? - ponowiłem pytanie.

Anien?


poniedziałek, 11 maja 2020

Od Aniena do Rowana

Tego dnia specjalnie postanowiłem wstać wcześniej, żeby znowu nie musieć czekać trzech godzin w łazience, aż moje współlokatorki postanowią zwolnić to pomieszczenie. Wszystko rozumiem, też lubię o siebie dbać, a kobiety mają na tym punkcie fioła, ale ile można? Ja osobiście prędzej bym umarł, stać trzy godziny bez przerwy. Ale nic nie mogłem na to poradzić. Odkryłem kołdrę z głowy i położyłam ukochanego pluszaka na środku łóżka, samemu kierując się do łazienki, z nadzieją, że nie ma tam jeszcze Lyanny czy Sylvy. Niepewnie podszedłem i zapukałem cztery razy - jak zwykle zresztą - oczekując na jakąkolwiek odpowiedź z pomieszczenia. Nikt się nie odzywał, nie było również słychać lecącej wody więc lekko uchyliłem drzwi, odwracając głowę. Gdyby jednak, to któraś zacznie krzyczeć, żebym zamknął drzwi, a ja nie miałem potem ochoty słuchać, jaki to zboczony nie jestem. Jednak dalej panowała cisza, więc uśmiechnąłem się sam do siebie i wszedłem do łazienki, zamykając ją na taki śmieszny zamek. Wykonałem poranną toaletę dosyć sprawnie, po ubraniu się roztrzepałem włosy przed lustrem, starając się je jako tako ułożyć, kiedy usłyszałem dobijanie się do drzwi. 
- Lyanna, ile będziesz tam jeszcze siedzieć? - usłyszałem. Szybko zgarnąłem piżamę i powoli uchyliłem drzwi, aby nie uderzyć dziewczyny. - a, to ty Anien. Wybacz. - rzuciła krótko, a ja delikatnie się uśmiechnąłem.
- Nic nie szkodzi. - usunąłem jej się z drogi i ogarnąłem swoje łóżko. Właściwie zastanawiałem się, co mam zamiar robić cały dzień. Po lekcjach, oczywiście. Codziennie miałem dylematy tej konsystencji, co ze sobą począć. Trudno wymyślić coś, co będzie odpowiednie, wykluczając wszystkie interakcje społeczne. Nie miałem chyba ochoty z nikim nawiązywać bliskiej, czy jakiejkolwiek innej więzi. Pogłaskałem Iliuminę i spakowałem torbę na zajęcia. Szczerze nie chciało mi się iść i słuchać tego gadania, jednego nauczyciela po drugim. Dziś jakoś nie miałem na to humoru. W ogóle irytowała mnie sama myśl, że muszę iść i przebywać  tak dużą ilością ludzi. Dla nich byłem jak każdy inny i nikt się mnie nie przejmował (dzięki Bogu), ale mi to wcale nie było na rękę. To było najgorsze. Ta bezradność. Spojrzałem na zegar i spostrzegłem, że jestem już tak naprawdę spóźniony, więc przestałem rozmyślać i zwlokłem się z łóżka, udając się na lekcje. 
***
Zostało jakieś ostatnie pięć minut lekcji, więc szybko przeanalizowałem, co będę robił w wolnym czasie. Nie zapisałem oczywiście reszty notatek, a nie wezmę ich od nikogo, aż tak zdesperowany nie byłem. Jednak ten problem odłożyłem na później. Po krótkim namyśle postanowiłem udać się na łąkę, ewentualnie granicę pola z lasem. Powinno być tam raczej spokojnie. Mógłbym wziąć książkę i sobie tam po prostu posiedzieć. To był dobry pomysł. Kiedy tylko usłyszałem znak sygnał, że lekcja się skończyła, pobiegłem do pokoju odłożyć torbę, chwycić ulubioną książkę i pójść na łąkę. Oczywiście, zanim ponownie opuściłem pokój, upewniłem się, że mój miś leży tam, gdzie powinien. Wszystko było w porządku, więc udałem się na łąkę. Wybrałem jakieś drzewo, które stanowiło granicę między lasem a polem. Usiadłem pod dosyć dużym dębem i rozejrzałem. Słońce grzało, zrobiło mi się naprawdę ciepło. Przeczesałem śnieżnobiałe włosy palcami do tyłu, po raz kolejny łudząc się, że nie powrócą one do poprzedniej postaci. Westchnąłem tylko i zacząłem czytać. Po jakimś czasie usłyszałem rozmowę - czy też bardziej kłótnię - dwóch mężczyzn. Postanowiłem, że po cichu wstanę i zobaczę, co tam się dzieje. Okazało się, że wszystko rozgrywało się bliżej niż myślałem, a samo moje zwrócenie głowy w ich stronę spotkało się z niezadowoleniem. Wyższy i ewidentnie silniejszy mężczyzna puścił drugiego, który jeszcze przed chwilą był podparty o pień drzewa.
- Szukasz kłopotów, dzieciaku? - warknął w moją stronę, a ja nerwowo odłożyłem książkę obok siebie, po czym wstałem. Był ode mnie o głowę wyższy, więc ja sam swoją byłem zmuszony ponieść do góry, by na niego spojrzeć.
- N-nie, b-b-byłem tu w-wcześniej niż T-ty, a-a-a-ale mogę s-sobie p-p-pójść. - zacząłem się jąkać, w obawie, że wrócę do Akademii z obitą twarzą.

Rowan?
Szablon
Pandzika
Kernow